środa, 13 stycznia 2016

1x02

Ellie siedziała w kuchni na telefonie i przeglądała internet, prze okazji zajadając się płatkami owsianymi. Jej siostra Olivia nigdy nie była fanką takiego jedzenia, toteż gdy weszła do kuchni, powiedziała:
- Ty tak poważnie? Owsianka? Jezu, fu.
Ellie spojrzała na nią przez ramię i odparła z pełnymi ustami:
- Wiesz, ile ma to w sobie wartości odżywczych? Plus, podobno szybciej się po tym chudnie.
- Serio? - Oliv zmarszczyła brwi. - Może też kiedyś się zmuszę.
- Nie. - potrząsnęła głową. - Ty nie. I tak pani Peterson z naprzeciwka oskarża cię o propagowanie
wyglądu anorektyczki.
Oliv machnęła nie dbale dłonią. Nigdy nie przepadała za panią Peterson i jakoś nie specjalnie obchodziło ją jej zdanie na ten temat.
- Sama wygląda jakby połknęła wieloryba. - powiedziała z odrazą. - Zazdrości mi idealnej figury. - dodała unosząc głowę w tryumfalnym geście. Ellie przewróciła oczami i wróciła do przeglądania twittera. Nagle uniosła do góry jedną brew. Była wyraźnie zaskoczona. Jej siostra to zauważyła, więc spojrzała jej przez ramię, mówiąc:
- Liam zakłada grupę podrywu? - zakpiła. - Może się zapiszę.
- Nie. - Ellie kolejny raz potrząsnęła głową. - Tobie nie jest potrzebna.
Olivia uśmiechnęła się pod nosem zadowolona z takiej odpowiedzi.
- On sam nie ma o tym pojęcia.
- Najwyraźniej ma skoro udało mu się mnie zdobyć. - powiedziała Ellie wskazując na siebie palcem.
- Stał pod twoim domem przez dwie godziny, śpiewając piosenki Justina Biebera. Zgodziłaś się na randkę, żeby się odczepił, a potem... nie wiem, zapłacił ci, żebyś się w nim zakochała?
Ellie roześmiała się głośno, a potem spoważniała.
- Ta, coś w tym stylu.
- Dobra, lecę do szkoły. Pa. - pomachała swojej siostrze, choć w ogóle się do niej nie wybierała. Nawet nie wzięła ze sobą plecaka, ale Ellie zaabsorbowana nową grupą Liama, nawet tego nie zauważyła.
Ledwo co Oliv wyszła, do jej domu zawitała Chloe, która jak zwykle weszła przez tylne drzwi w kuchni. Była podekscytowana.
- Nie zgadniesz co!
Ellie odwróciła w jej stronę telefon z twittem Liama o treści NOWA GRUPA PODRYWU!!! ZAPISY POD NUMER 564 854 221
- Dobra, może wiesz. - wywróciła oczami. - W każdym razie, musimy tam iść!
- Nie. Ma. Mowy. - powiedziała z naciskiem na każde słowo. - Nie będę się uczyć podrywu od mojego ex.
- Przyjaźnisz się z nim...
- Właśnie! Przyjaźnimy się, ale nie flirtujemy, a na takiej grupie zrobi się nie zręcznie i...
- Marudzisz. - machnęła dłonią Chloe. - Zadzwonimy do niego, zapiszemy się i po sprawie. Może poznasz jakiegoś miłego chłopaka, hm?
- Na przykład Liama? Chcesz mnie z nim zeswatać?
- Nawet o tym nie pomyślałam. - wyznała Chloe, co było prawdą, ale Ellie myślała, że kłamie. Zaczęła się zastanawiać czy to byłby dobry pomysł? W końcu... co miała do stracenia. Może być fajnie.
- Zgoda. Chodźmy tam. - westchnęła. Chloe pisnęła z radości i podbiegła na swoich wysokich szpilkach ją uściskać. Ellie wywróciła oczami, ale odwzajemniła uścisk. "To będzie trudne" - pomyślała.
*
Ellie od godziny czekała na swoich pacjentów. Spojrzała na zegarek i ciężko westchnęła. Wiedziała, że to będzie ciężkie zadanie, ale cały czas ją zaskakiwali swoim brakiem dojrzałości, chyba będzie musiała z nimi o tym porozmawiać. W końcu drzwi się otworzyły i pewnym krokiem wszedł Niall, mając na sobie ciemne okulary i wyglądając jak aktor filmowy. Zaraz za nim weszli pozostali pacjenci.
- Grupowe wagary? - zapytała dziewczyna.
- Przepraszamy za spóźnienie. - odpowiedział chłopak z szerokim uśmiechem i zajął miejsce na kanapie. - O! Nie ma ciastek, a to czemu?
- Zrobiłam, ale wszystkie zjadłam czekając na was. - powiedziała Ellie ze sztucznym uśmiechem. - Siadajcie i zajmijmy się sesją. Chyba wszyscy mamy dosyć siebie nawzajem i chcemy z tym skończyć.
- Właściwie to... - zaczął Harry. - Jest nam bardzo przykro i chcemy przeprosić za swoje zachowanie.
- Naprawdę? - Ellie nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Przez moment myślała, że to jakiś spisek, ale wydawało jej się, że są jak najbardziej szczerzy.
- Może zaczniemy od początku? - uśmiechnął się na to Louis.
- To ja może naleje soku. - Niall wstał.
- Nie trzeba. - odpowiedziała zawstydzona.
- Tam jest kuchnia, prawda? - wskazał palcem. - Naleje. - zapewnił i udał się w tamtym kierunku. Ellie siedziała zaskoczona, kompletnie nie spodziewając się po nim takiego zachowania.
- Czy wy czasem czegoś nie kombinujecie? - spojrzała na nich podejrzliwie.
- Nie no co ty. - Harry roześmiał się w zdenerwowaniu.
- Absolutnie nie. - przytknął na to Louis poważnym tonem.
- Nie śmielibyśmy. - wtrącił wiecznie cichy dotąd Zayn. Ellie przyglądała im się jeszcze trochę z uwagą, aż w końcu westchnęła, mówiąc, że dobry początek przyda im się.
- Dobrze, więc w trakcie jak Niall poszedł do kuchni, może opowiecie coś o sobie? Wczoraj nam się to nie udało, ale mam nadzieje, że dzisiaj będzie już lepiej. - powiedziała siląc się na miły ton, choć nie była do końca przekonana czy grupa ma wobec niej uczciwe zamiary.
- Nie dostałem wypłaty. - odezwał się nagle Jack. Dziewczyna uniosła do góry brwi.
- Jak to? Szef nie wypłacił ci pieniędzy? Przecież to nie legalne.
- Szef ma własny system i uważa, że w ogóle dając mi pracę robi mi wielką przysługę. - powiedział ze spuszczoną głową.
- Ale praca bez wynagrodzenia nie ma sensu. - stwierdziła. - Ile to już trwa?
- Pół roku. - wyznał.
- Pół roku?! - powiedziała podniesionym tonem. Po prostu siedziała i patrzyła na nieporadnego Jacka, który nie potrafił nawet ogarnąć własnego życia. - Powinieneś gdzieś to zgłosić. - dodała. - Pomyśl nad tym.
- Niby tak, ale... szef obiecał, że w przyszłym miesiącu na pewno mi wypłaci pieniądze.
- I zapewne mówi tak co miesiąc? - zapytała Ellie.
- Skąd wiesz? - zdziwił się chłopak. Dziewczyna przewróciła oczami. W tym momencie wrócił Niall niosąc w szklance sok. Wyglądał na bardzo zadowolonego. Podał Ellie, która podziękowała. Zaczęła oglądać szklankę z każdej strony, jakby coś jej w tym nie pasowało. Horan to zauważył.
- Coś nie tak?
- Nie, nie. Wszystko w porządku. - uśmiechnęła się sztucznie. - I tak nagle każdy z was się do mnie przekonał? - rzuciła im podejrzliwe spojrzenie, a wszyscy kiwnęli głowami. Ellie wzruszyła ramionami, stwierdzać, że nie ma co dalej być sceptyczną i upiła łyk soku. - Może ty Niall opowiesz nam coś o sobie?
- Hm... - blondyn zastanowił się. - Właściwie myślę, że jestem dosyć nudny.
- Naprawdę? - Ellie uniosła do góry jedną brew.
- Nie. - chlopak roześmiał się. - Nie ma bardziej interesującej osoby niż ja. - stwierdził szczerze. Dziewczyna pokiwała głową i ponownie napiła się soku, a Horan obserwował ją z szerokim uśmiechem.
- Dziwne. - powiedziała.
- Coś nie tak? - Niall uśmiechnął się.
- Ten sok musiał być stary. Dziwnie się czuje. - powiedziała odstawiając szklankę i łapiąc się za brzuch. - Nie dobrze mi. Przepraszam na chwilę. - dodała i wstała z fotela kierując się do łazienki. Reszta popatrzyła na siebie z uśmiechem na ustach i przybili sobie piątki, oprócz Alison, która nie była do tego wszystkiego przekonana. Było jej żal dziewczyny i uważała, że to co robią jej koledzy jest nie na miejscu.
- Świetna ta historyjka Jack z niewypłacaniem gotówki. Prawie się nabrałem. - roześmiał się Zayn.
- Ale nie wymyśliłem jej. - przyznał chłopak. - Naprawdę nie dostaje pieniędzy od pół roku. - spuścił głowę, patrząc ze wstydem na swoje dłonie. Zayn posłał mu zaskoczone spojrzenie, ale nic więcej na ten temat nie powiedział.
*
Tymczasem, Ellie po zejściu z góry, bardzo źle się czuła. Bolała ją głowa i brzuch. Reszta popatrzyła na nią radośnie, wiedząc, że narkotyki podane jej zaczęły działać.
- Jesteście jacyś nie wyraźni. - powiedziała dziewczyna, trzymając się za czoło. - Harry, dlaczego na miejscu twoich nóg są kopyta? - zapytała mrużąc oczy. - I dlaczego cały zaczynasz się zmieniać w konia? Czy to jeden z waszych żartów?
- Twoja prawdziwa natura wyszła na jaw. - roześmiał się Niall. - Jesteś wariatką.
- Czuje ciasto. Czy ktoś piecze ciasto? - Ellie rozejrzała się. - Zjadłabym. - postanowiła i poszła do kuchni. Horan szybko podbiegł do okna wyczekując kogoś od kontroli.
- Jeszcze jej nie ma, cholera. - przeklął pod nosem. - Jack, idź sprawdzić co robi nasza kochana terapeutka. - polecił mu, wskazując ruchem głowy na drzwi. Chłopak kiwnął głową i pobiegł w tamtym kierunku.
- Nie uważam tego, co robimy za dobry pomysł. - stwierdziła Alison, nadal sceptycznie do tego nastawiona.
- Nikt nam nie zastąpi naszej poprzedniej terapeutki, a już na pewno nie farbowana lala. - powiedział ostrym tonem.
- Wydaje mi się, że jej włosy to naturalny kolor. - odezwał się Louis.
- Milcz, geju.
- Jak mnie nazwałeś? - chłopak wstał gwałtownie z kanapy i zaczął iść w stronę Nialla z zaciśniętymi dłońmi w pięść.
- A co? Uderzysz mnie swoim błyszczykiem? Ojej, jak się boje. - powiedział ironicznie.
- Teraz przesadziłeś! - krzyknął i zaczął iść w stronę blondyna, ale pomiędzy nimi stanęła Alison.
- Hej! Przestańcie. Nie dosz, że dosypaliście jej narkotyków to w dodatku chcecie się pobić? Kiedy przyjdzie kontrola nie uwierzą nam, ze nie mamy z tym nic wspólnego, kiedy zobaczą wasze rozwalone nosy.
- Fakt. - przyznał Louis. - Ale to on jej dosypał czegoś do soku i to on pójdzie siedzieć. - uśmiechnął się.
- Jeszcze słowo malowany homosiu...
- Jak mnie nazwałeś?! - krzyknął chłopak i chciał mu przyłożyć, ale w tej chwili do salonu wbiegł Jack.
- Ellie chowa się pod stołem myśląc, że napadli nas Rosjanie.
- Co? - krzyknęła Alison. - Z nią jest gorzej niż mieliśmy w planach.
- Myślicie, że jej siostra jest w domu? - odezwał się Bradley.
- Zamknij się. - syknęła dziewczyna. - Nie to jest teraz ważne. Musimy po nią iść. - postanowiła idąc w stronę kuchni razem z Jackiem.
- Chyba ją widzę. - powiedział Niall, nadal stojąc przy oknie.
- Kogo? - zapytał Harry dopijając sok Ellie.
- Babkę z kontroli.
- Seksowna? - spytał Bradley.
- Ma około pięćdziesiątki. - stwierdził Horan.
- Będzie trudno, ale mam młode ciałko. Podołam. - powiedział Bradley z szerokim uśmiechem. Niall wywrócił oczami, a po chwili usłyszeli dzwonek u drzwi. Blondyn otworzył, a przed nim w progu pojawiła się niska i gruba kobietami z dużymi okularami na nosie. Wyglądała jakby chciała kogoś zabić. Zapewne była wściekła, że ktoś ją wezwał na kontrolę.
- Witamy. - Niall uścisnął jej dłoń. - Jak miło, że pani wpadła. Nasza terapeutka chowa się przed Rosjanami w kuchni.
- Przed czym? - zapytała kobieta, wyraźnie zbita z tropu. - Podobno handluje narkotykami.
- Nie, nie. Źle się zrozumieliśmy. Ona zażywa narkotyki. On nimi handluje. - wskazał na Zayna.
- Tak, to prawda. Przyznaje się. - powiedział wskazując na siebie palcem.
- Lubi pani młodszych? - spytał Bradley wstając z kanapy i podchodząc do kobiety.
- A ty lubisz jak ktoś ci zasadza kopa w tą chudą dupę? - odburknęła. - Gdzie ta narkomanka? - powiedziała rozglądając się po mieszkaniu. W tym momencie Ellie wybiegła z kuchni na czworaka krzycząc, że Rosjanie zaraz zbombardują ten dom. Kobieta spojrzała na nią zaskoczona. Nie sądziła, że naprawdę ich terapeutka zażywa narkotyki. Myślała, że robią sobie z niej żarty.
- Jesteś jedną z nich, prawda? - powiedziała blondynka wskazując na kobietę z inspekcji. - Wysłali cię, aby mnie zabić? Wiedziałam, że Rosyjskie zdziry zazdroszczą mi włosów. - rzekła łapiąc się za nie. - Ale ja ich nie oddam. Przynajmniej nie dobrowolnie! - krzyknęła.
- No ładnie. - stwierdziła kobieta, notując coś w dzienniku. - Terapeutka obraża Rosjanów.
- Jak to obraża Rosjanów? - Niall zmarszczył brwi. - Ona przede wszystkim jest pod wpływem narkotyków. Proszę coś z tym zrobić!
- Jestem w połowie Rosjanką i nie pozwolę jakieś chudej lali tak nas nazywać. - powiedziała poważnym tonem, nadal coś notując. Horan wywrócił oczami, nie spodziewając się takiego obrotu spraw.
- Albo pani coś z tym zrobi, albo doniosę szefowi, że spała pani z nim! - wskazał na Bradleya.
- Wcale nie!
- Ależ tak. W moich myślach właśnie to robimy. - uśmiechnął się chłopak.
- No dobrze, zajmę się tą sprawą jak należy. - postanowiła.
- A ty kim jesteś? Też chcesz zgładzić nasz naród? - Ellie wskazała palcem na Bradleya. - Nie pozwolę ci na to!
- Oszczędzę was jak coś dla mnie zrobisz. - uśmiechnął się zwycięsko. Alison nie mogąc dłużej na to patrzeć złapała Ellie za ramię.
- O nie, nie. Ona nic dla ciebie nie zrobi. Chodź. Zaprowadzę cię do schronu. - powiedziała do dziewczyny.
- Dziękuje ci hojna kobieto. Wynagrodzę ci to złotem.
- Tak, tak. Byłoby miło. - mruknęła Alison prowadząc ją na górę.
- Zapytam ostatni raz, tym razem prosto z mostu: szybki numerek w łazience? - Bradley spojrzał na kobietę od kontroli.
- Gdybyś nabrał trochę ciała czemu nie? Ale nie znoszę chudych. Robi mi się nie dobrze na sam ich widok. - stwierdziła kierując się do drzwi.
- To rasizm! - krzyknął chłopak oburzonym tonem. - Spotkamy się w sądzie! Kiedyś tam. - wzruszył ramionami.
*
Ellie obudziła się ze straszliwym bólem głowy. Nie wiedziała czym było to spowodowane, ale była pewna, że Niall maczał w tym palce. Więc gdy do pokoju weszła Alison z wodą z cytryną na ból, Ellie od razu obrzuciła ją podejrzliwym spojrzeniem. Była pewna, że ona również za tym stała, a teraz udaje troskliwą.
- To Niall, prawda? - zapytała, kiedy Alison podała jej szklankę.
- Co? Ja nic nie wiem. - dziewczyna spuściła wzrok, co było błędem.
- Ha! Wiedziałam! - krzyknęła wstając gwałtownie z łóżka. - Co mi dosypał? Tabletkę gwałtu?
- Nie wiem o czym mówisz. - Alison nadal miała spuszczoną głowę. Dla Ellie to było jasnym sygnalem, że nie ma mowy, iż Niall nie ma z tym nic wspólnego. Podeszła bliżej do dziewczyny.
- Aliiison... - przeciągnęła. - Wiem, że kłamiesz.
- Niby po czym? - teraz odwróciła głowę. Ellie przewróciła oczami.
- Właśnie po tym. Co tam było? Ekstaza? - zmarszczyła brwi, uważnie jej się przyglądając.
- Coś w tym stylu. - Alison przygryzła wargę.
- Co?! - krzyknęła Ellie i złapała się obiema rękami za głowę. - Ja żartowałam z tą ekstazą i tabletką gwałtu! Jezu! Chcieliście mnie otruć? Jesteście normalni? Zaskarżę was! Boże, ja mogłam umrzeć! - dziewczyna krzyczała jak opętana chodząc po pokoju. Nie mogła się uspokoić nawet na chwilę. Była wściekła i zawiedziona. Myślała, że znalazła wspólny język z grupą, ale jak zwykle się nie udało. Straciła nadzieje na jakąkolwiek poprawę ich kontaktów, szczególnie po tym.
- Ale nie umarłaś. - powiedziała cicho Alison, zawstydzonym tonem. - Po za tym Niall na pewno nie chciał tego zro...
- Wiedziałam! Niall to mały popieprzony dzieciak. Jemu przydałby się dobry psychiatra, a nie terapeuta. - powiedziała. - Wybacz, za użycie słowa popieprzony. - dodała po chwili. - Ale to prawda.
- Spoko. - Alison machnęła ręką. - I tak wszyscy to wiemy, nie ma co się oszukiwać.
- A ja... jeszcze się z nim policzę.
*
Ellie zadzwoniła do Nialla i kazała mu się zjawić w jej domu. Nadal fatalnie się czuła i tak samo wyglądała. Zastanawiała się nad podłością ludzi i tym, że ona absolutnie nie mogłaby nigdy, przenigdy komuś zrobić czegoś takiego. Gdy tylko usłyszała dzwonek u drzwi, czuła, że zaraz eksploduje od nadmiaru wściekłości. Och, była taka zła! Jak Niall mógł jej to zrobić? Myślała, że naprawdę zaczyna dogadywać się z tą grupą. Niestety, nic nie ma za darmo. Zawsze coś musi się spieprzyć.
- Witaj drogi Horanie. - powiedziała ze sztucznym uśmiechem otwierając drzwi.
- Już wiesz? - zgadł chłopak wchodząc do środka.
- Nie, gdzież by tam. - machnęła lekceważąco dłonią.
- Naprawdę? - zdziwił się.
- Cholera jak mogłabym nie wiedzieć?! - wrzasnęła gwałtownie trzaskając drzwiami. - Dosypałeś mi narkotyku do soku? Kto tak robi?!
- No... chyba ja, tak myślę. - odparł drapiąc się po karku. - Słuchaj, chodzi o to, że cię nie lubię.
- I nawzajem. - powiedziała przez zaciśnięte zęby. - Ale nigdy nie dospałabym ci narkotyku do soku.
- Bo brak ci odwagi. - zauważył chłopak. - Trzeba sobie w życiu radzić.
- Nie. Trzeba być zwykłym dupkiem, żeby coś takiego zrobić. - powiedziała zakładając ręce na klatkę piersiową. - Odkręcisz to, albo pójdę z tym na policję. Rozumiesz? - posłała mu złowrogie spojrzenie.
- Zaczynasz mi przypominać naszą starą terapeutkę. - powiedział w zamyśleniu.
- Nie obchodzi mnie to! - wrzasnęła łapiąc się za głowę. Była wściekła jak nigdy. - Idziemy do komisji i odkręcasz to, rozumiesz?
- Tak jakby. - odpowiedział patrząc w podłogę. - Nie mogę iść na policję. Jestem za ładny na więzienie.
- Dlatego masz wyjście. Decyduj.
*
Kiedy Niall i Ellie wyszli z domu, w pomieszczeniu została tylko Olivia. Leżała na kanapie i grała na telefonie. Pukanie do drzwi odwróciło znacznie jej uwagę od tego, co robiła. Przewracając oczami wstała i skierowała się w ową stronę. Była wściekła, ponieważ ktoś przerwał jej jedną z jej ulubionych czynności.
- Czeg... - urwała widząc, że w progu stoi Bradley, czyli przystojny chłopak z grupy terapeutycznej. - O. - dokończyła, wyraźnie zbita z tropu. Nie wiedziała jak się zachować. Jeszcze nigdy żaden chłopak tak na nią nie działał.
- Witaj. - powiedział Bradley z rękami wciśniętymi w kieszeń.
- Ellie nie ma. Wyszła z Niallem głośno krzycząc.
- Nie przyszedłem do niej. - odpowiedział chłopak z szerokim uśmiechem.
- Och, więc... mojej drugiej siostry, Bethany również nie ma. - powiedziała, a jej głos niebezpiecznie drżał.
- Ona również nie jest osobą z którą chciałem się zobaczyć. - uśmiech nie schodził z twarzy Bradley'a. Oliv urwała nie wiedząc, co więcej powiedzieć. Po prostu stała i patrzyła na chłopaka. - Od razu zwróciłaś moją uwagę. Jeszcze nigdy nie czułem się tak przy żadnej dziewczynie. - Bradley z zahipnotyzowaniem wpatrywał się w Oliv, mówiąc jej te wszystkie rzeczy, które wmawiał każdej osobie, czy to chłopakom czy też dziewczyną. Miał w tym wprawę.
- Mówisz to każdej? - spytała, choć miała nadzieję na przeczącą odpowiedź.
- Oczywiście, że tak. - nagle chłopak głośno się roześmiał. - Naprawdę się na to nabrałaś? - zmarszczył brwi patrząc na nią w zdziwieniu. Dziewczyna przewróciła oczami zastanawiając się, jak mogła być taka głupia i uwierzyć temu seksoholikowi.
- Zależy ci tylko na seksie, co?
- Nie będę ukrywał, że tak. - odparł. - To co? Bzykasz się czy najpierw trzeba się z tobą umawiać?
- Boże, ale dupek z ciebie! - krzyknęła i już miała zatrzasnąć drzwi, ale wpadła na pewien pomysł. - W zasadzie to... najpierw się trzeba umawiać. To jak?
- No dobra. - wywrócił oczami z ciężkim westchnięciem. - Mogę cię zabrać na parę randek, ale góra cztery.
- Pasuje mi. - uśmiechnęła się zadziornie.
*
Tymczasem Ellie wprowadziła Nialla za kołnierz jego koszuli do gabinetu grubiej kobiety, która była u nich na inspekcji.
- No już! Przyznawaj się! - krzyknęła do chłopaka. - Mów co zrobiłeś, albo poniesiesz o wiele cięższe konsekwencje głupi gówniarzu!
- Widzi pani jak ona do mnie się zwraca? I tak jest cały czas, nawet na zajęciach terapeutycznych. Uważam, że trzeba coś z tym zrobić. Ona nas obraża, naśmiewa się z nas i obniża naszą samoocenę. - powiedział Niall, ale w tym momencie dostał po głowie od dziewczyny.
- Jeszcze słowo, a przysięgam, że... - urwała, ponieważ przerwała jej pulchna kobieta.
- Spokojnie. A ty małolacie siadaj. - wskazała palcem na krzesło. - Również jestem kobietą i wiem jak nasze prawa są ważne. Dlatego mów prawdę. Doszło do gwałtu, prawda?
- Co? Nie! - oburzyła się Ellie.
- Spokojnie maleńka. Wyglądasz na zgwałconą i poniewieraną przez tego dzieciaka. - powiedziała poważnym tonem kobieta.
- Nie zgwałciłem jej. - syknął przez zęby Niall. - Chciałaby. - prychnął. Ellie zacisnęła obie dłonie w pięść, starając się nie okazywać więcej wściekłości. - Chodzi o to, że dodałem jej narkotyku do soku.
- A potem zgwałciłeś?
- Nie zgwałciłem jej! - chłopak gwałtownie wstał z miejsca.
- Czy ktoś może to potwierdzić?
- Tak. Alison. Była przy mnie cały czas. - powiedziała Ellie.
- Mhm, a więc  lista potencjalnych gwałcicieli się poszerza. - odparła notując coś.
- Jeżeli dopisała tam pani Alison to.... - powiedziała blondynka.
- Rozumiem, że jesteś zirytowana. Również bym była, gdyby taki brzydal dopuścił się na mnie przemocy seksualnej, ale...
- Wolałbym zgwałcić panią niż ją. - rzekł Horan.
- Grozisz mi? - gruba kobieta wstała z miejsca.
- Nie, nie śmiałbym. - odparł już dość wystraszony chłopak.
- Mhm, dobrze. - z powrotem usiadła na swoim miejscu. - W takim razie oboje zaprzeczacie jakoby miało dojść do gwałtu. Więc jak to było?
- Ten oto siedzący tutaj gnojek, dosypał mi narkotyku do soku. Sama nigdy bym nie wzięła takiego świństwa. - powiedziała Ellie. - Wezwał też panią, aby zwolniono mnie z pracy. Nie chciałabym, żeby do tego doszło, mimo iż nienawidzę swojej grupy z całego serca w tym momencie. Pewnie wszyscy brali w tym udział.
- Wszyscy prócz Alison. - mruknął Niall.
- Mimo wszystko nie ostrzegła mnie, więc brała w tym udział. - powiedziała Ellie.
- I robi pani taką aferę z powodu narkotyku? - kobieta wybuchnęła gromkim śmiechem. Nie mogła powstrzymać głośnego rechotu, dlatego Niall i Ellie spojrzeli na nią jak na ostatnią dziwaczkę na świecie. - Och, dobrze. - dodała wycierając łzy. - Nie zwolnimy panią, ale na drugi raz, proszę nie zawracać mi dupy takimi pierdołami. Uważam, że dobra zabawa nie jest zła. Sama często popalam.
- Widać. - powiedział chłopak obrzucając ją obrzydzonym spojrzeniem.
- Swoją drogą podziwiam panią, że jeszcze go pani nie wyrzuciła za okno. - znowu się roześmiała.
- Taa, ja siebie też.
*
Ellie wróciła do domu, zupełnie wykończona. Narkotyki jeszcze nieco działały w jej organizmie i to dodatkowo potęgowało jej wybuchy złości. Normalnie taka nie była. Potrafiła się opanować i wiedziała kiedy należy się zachować poważnie i bez zbędnych emocji.
- To ja wychodzę! - krzyknęła Oliv zbiegając z góry.
- Gdzie? - dziewczyna zmarszczyła brwi.
- A czy to ważne? - wzruszyła ramionami. Postanowiła, że nie będzie informować swojej siostry o tym, że spotyka się z Bradley'em. Lepiej będzie, jeżeli pozostanie to tajemnicą.
- Z tym chłopakiem, który wychodził od ciebie?
- Yyy, tak, tak. - odpowiedziała dziewczyna.
- Coś kręcisz... - zauważyła Ellie, ale odpowiedział jej głośny trzask drzwi. Wzruszyła ramionami postanawiając dłużej nie zawracać sobie tym głowy i usiadła na kanapie. Wzięła do ręki pilota i włączyła telewizor, próbując znaleźć jakiś program godny uwagi.
- Grupa podrywu!!! - usłyszała czyjś krzyk i już doskonale mogła się domyślić do kogo należał.
- Nie dzisiaj. Nie teraz. Nie. Po prostu nie. - mruknęła pod nosem, już wiedząc, że nie uda jej się wymigać. Kiedy Chloe się na coś uparła, Ellie musiała wykonywać jej rozkazy.
- Ależ tak. Obiecałaś mi. - jęknęła wchodząc do salonu, odstrojona jakby wybierała się na imprezę. Ellie zmarszczyła brwi.
- A ty mi obiecałaś, że poznam tam fajnego chłopaka i co? Nie poznałam. - odpowiedziała wzruszając ramionami.
- Nawet tam jeszcze nie byłyśmy! - krzyknęła Chloe.
- Ale ja już czuje, że nie poznam, widzisz? Nie te wibracje. - powiedziała Ellie rzucając swojej przyjaciółce krótkie spojrzenie. Dziewczyna przewróciła oczami.
- Jesteś strasznie, ale to strasznie pesymistycznie nastawiona do życia. Nigdy nikogo nie poznasz z takim nastawieniem. Wątpię nawet czy kogokolwiek chcesz poznać.
- Chcę, ale... nie teraz, rozumiesz? Nie w tym momencie mojego życia. - powiedziała dziewczyna z głośnym westchnięciem.
- Okej. - Chloe wyjęła telefon ze swojej torebki i przystawiła go Ellie do twarzy. - Tu są zdjęcia facetów, którzy będą chodzić na grupę podrywu.
- Mój boże... - tylko tyle zdołała wykrztusić dziewczyna. Nie spodziewała się takich przystojniaków. Od razu założyła, że skoro to grupa podrywu to przyjdą tam sami nie nieudacznicy, którzy nie umieją sobie znaleźć dziewczyny z powodu swojej brzydoty, tymczasem zapowiadało się całkiem nie źle.
- Nadal nie chcesz tam iść? - ledwo Chloe wypowiedziała to pytanie, a jej przyjaciółka zerwała się gwałtownie z kanapy.
- Daj mi pięć minut, tylko się przebiorę! - krzyknęła biegnąc po schodach.
*
Olivia i Bradley znajdowali się w restauracji. Chłopak nieco zaczynał się nudzić. Nie przywykł do rozmów z dziewczynami. Zwykle od razu przechodzili do rzeczy. A głupia Oliv stawiała mu warunki do których nie mógł się przystosować. Czuł, że jeżeli zaraz nie dojdzie do czegoś między nimi to stąd wyjdzie. Zaczął postukiwać palcami o blat stołu, podczas gdy dziewczyna sączyła koktajl.
- Więc czym się interesujesz? - zapytała w końcu.
- Co? - chłopak jakby dopiero teraz wyrwał się z zamyślenia. - Przecież wiesz. - uśmiechnął się szeroko.
- Właściwie to nie. Nigdy o tym nie wspominałeś. - odpowiedziała.
- Seksem. - powiedział bez problemowo. Oliv przewróciła oczami.
- A czymś poza seksem?
- Lubię chodzić do sklepów.
- Naprawdę? Jakich?
- Sex Shopów. - odpowiedział ponownie się uśmiechając.
- Dobra, dość tego. Możemy nie rozmawiać o seksie, proszę?
- Masz z tym problem? - zmarszczył brwi. - Masz 16 lat, powinnaś już dawno to zrobić.
- A skąd wiesz, że nie zrobiłam?
- Hm, pomyślmy. Z jednej prostej przyczyny, zapewne nie masz pojęcia co to blowjob, racja?
- Oczywiście, że mam! - krzyknęła, jakby to było coś oczywistego. - Blow to cios, job praca, więc łatwo można połączyć ze sobą te słowa, prawda? - powiedziała drapiąc się po karku, ponieważ sama poczuła, że zrobiła z siebie idiotkę.
- Tak myślałem. - mruknął pod nosem. - Więc może pozwolisz, że nauczę cię paru rzeczy?
- Hej! - dziewczyna wstała gwałtownie z siedzenia. - Jestem szanującą się amerykańską dziewczyną! Powiedziałam, ze po pięciu randkach pójdziemy do łóżka, więc po pięciu randkach pójdziemy do łóżka! I ani o jedną krócej. A jeżeli chcesz dostać to, co mam do zaoferowania. - wskazała dłońmi na swoje ciało. - To bardziej się postaraj, bo ta kolacja? Pff. Nigdy nie byłam na niczym gorszym. Rozumiesz? - uśmiechnęła się sztucznie.
- Rozumiem. - kiwnął głową. - Więc gdzie chcesz pójść na drugą randkę?
- Chyba na pierwszą, bo tę cofam. Jest beznadziejna! Nie chcę takiej randki. - mówiąc to skierowała się w stronę drzwi i opuściła lokal będąc z siebie nie wiarygodnie dumna.
*
Chloe i Ellie weszły do dużego i przestronnego gabinetu i zatrzymały się w progu, gdy ujrzały sześciu chłopaków, zupełnie inaczej wyglądających niż na zdjęciach. Obie były zaskoczone.
- Nie wyglądają jak na tych zdjęciach. - mruknęła do swojej przyjaciółki Ellie.
- Nie zauważyłam. - odpowiedziała będąc równie wściekła. - Może pomyliłyśmy miejsca?
- Oby. - powiedziała Ellie i obie się odwróciły, by wyjść, ale zobaczyły Liama, który właśnie wchodził do środka.
- Ellie? Chloe? Co wy tu robicie? Och, no tak! Przyszłyście się ponabijać z mojej pracy, co? W takim razie zapraszam do drzwi wyjściowych. - wskazał na nie palcem.
- Nie, nie. Przyszłyśmy się nauczyć podrywu. - powiedziała Chloe pospiesznie.
- Ty? Nauczyć podrywu? - Liam wybuchnął głośnym śmiechem. - Rozumiem Ellie. Nawet sam bym jej to doradzał, ale tobie absolutnie.
Ellie miała ochotę pokazać mu środkowy palec, ale nie chciała robić z siebie jeszcze większej idiotki.
- Tak, ja też chcę się nauczyć flirtować. Widocznie dotąd robiłam to źle skoro nie mam faceta. - Chloe położyła dłonie po na swoich biodrach.
- Okej. Więc siadajcie, dziewczyny. - Liam wskazał na wolne miejsca.
- Przepraszam, że się wtrącę. - zaczęła Ellie zanim zajęła miejsce, a Chloe kazała w myślach jej się przymknąć. - Ale wyglądacie inaczej niż na zdjęciach, dlaczego?
- Dałem zdjęcie mojego kuzyna. - odezwał się pierwszy chłopak. - Myślałem, że jak dam swoje to mnie nie przyjmą. - spuścił głowę.
- W zasadzie dobrze myślałeś. - dziewczyna za późno ugryzła się w język. - A wy?
- Dałem zdjęcie modela. - powiedział inny chłopak.
- Brata. - odparł na to następny.
- Przyjaciela.
- Ojca.
W tym momencie zaległa cisza.
- No co? Jest ode mnie przystojniejszy! Często dodaje jego zdjęcia zamiast swoich. Na przykład na portalach randkowych.
- I to jest właśnie problem Ethana. Nie wierzy, że z takim wyglądem którakolwiek dziewczyna będzie jego. A to duży błąd, Ethan. - powiedział Liam. - Ty Ellie byś się z nim umówiła, prawda?
Dziewczyna przez dłuższy czas nie odpowiadała, toteż Payne rzucił jej mordercze spojrzenie.
- Ależ oczywiście! - powiedziała nagle. - Ethan, jesteś świetny. Trochę więcej pewności siebie, a każda dziewczyna będzie twoja!
- Naprawdę? - chłopak się rozweselił. - Ty byś się ze mną umówiła?
- No jasne...- dziewczyna podrapała się po karku. - Że bym się z tobą umówiła. - dodała kompletnie nie przekonana, co do tego pomysłu.
- Więc się umówisz? - Ethan wyglądał jakby miał zaraz eksplodować ze szczęścia.
- Yyy... - Ellie spojrzała na Liama wzrokiem szukającym pomocy. Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. - Taaak.
- O boże! To pierwsze zajęcia, a ja już mam randkę! Liam, jesteś geniuszem! - Ethan podbiegł do niego po czym go uściskał.
- On? To ja idę z tobą na randkę. - mruknęła Ellie. Chloe próbowała ukryć chichot, więc zakryła usta dłonią, nie uszło to jednak uwadze jej przyjaciółki.
- Te zajęcia nie będą mi już potrzebne w takim wypadku, bo mam randkę! Narazka frajerzy. - pomachał im i wybiegł z gabinetu.
- Co się właśnie stało? - zapytał Jack.
- O mój boże! Jack, to ty? - Ellie dopiero teraz zdała sobie sprawę, że na zajęcia podrywu chodzi jej pacjent.
- Nie zauważyłaś mnie wcześniej? - zdziwił się chłopak.
- Wybacz, zlałeś się z tłem. - odpowiedziała dziewczyna. Jack spuścił głowę, udając, że wcale go nie zabolało.
- Okej, więc powróćmy do naszych zajęć. - Liam klasnął w dłonie. A Ellie myślała, jaką straszną jest idiotką, że dała się namówić swojej przyjaciółce, aby tu przyjść...
________________________
Zapraszam do komentowania! :)

6 komentarzy:

  1. hha ciekawe co wyjdzie z relacji bradley-oliv :D
    jest trochę wkurzająca, ale zobaczymy jak to się potoczy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jack to taka sierotka haha

    OdpowiedzUsuń
  3. nawet fajne to je

    OdpowiedzUsuń
  4. chloe wredna jest, a el zbyt potulna hahaha XDDDDD

    OdpowiedzUsuń