czwartek, 5 grudnia 2013

One direction 4 odcinek 96

Zayn siedział w kuchni nad kubkiem gorącej kawy i analizował w głowie sytuację, która miała miejsce wczoraj. Tak, tak oczywiście, że Harry chciał mu pomóc ale w ten sposób? Nawet w snach nie podejrzewał, że zawsze spokojny i opanowany Styles zabierze go w takie miejsce ... Zamknął oczy i cała ta sytuacja stanęła mu przed oczami ponownie. 
~Dzień wcześniej~
Malik kompletnie załamany szedł za swoim przyjacielem. Nie sądził, że ma tak wspaniały pomysł aby ostatecznie wyleczyć się z Megan. Ona była jedyna w swoim rodzaju i był pewien, że ta śliczna blondynka nigdy by go nie zraniła. A on to zrobił i teraz musi za to płacić. 
Po kilku minutach doszli z loczkiem na miejsce, którym okazała się być jakaś kawiarenka. Zay zmarszczył brwi. "On naprawdę uważa, że dobra kawa poprawi mój nastrój?" - pomyślał mulat nie mogąc uwierzyć, że Styles wpadł na tak banalny pomysł. Bez słowa jednak wszedł za nim do środka i już po kilku minutach podeszła do nich jakaś kobieta, prosząc aby zajęli swoje miejsca. 
- To ty może zaczniesz od tego stolika. - powiedziała pchając chłopaka w stronę drobnej brunetki, która wyglądała na przestraszoną. Zayn kompletnie nie wiedział o co chodzi? Czuł się zagubiony w tej całej sytuacji jak jeszcze nigdy. Posłał Harry'emu pytające spojrzenie a on wzruszył ramionami z uśmiechem. 
- Harry! - krzyknął Malik zdając sobie sprawę, że jego przyjaciel nie zamierzał nic odpowiedzieć. 
- No co? - zapytał rozbawiony. - Dasz radę. Wierzę w ciebie. - uniósł dwa kciuki w jego stronę. 
- Ale ... o co tu chodzi? - Zay powiedział to tak jakby do siebie i ponownie rozejrzał się po pomieszczeniu. Powoli zaczęło do niego docierać co tu się dzieje ale nie miał więcej czasu na przemyślenia gdyż doszedł do stolika z dziewczyną i zajął miejsce. Posłał jej lekki uśmiech, którego nie odwzajemniła. - Zayn. - przedstawił się wyciągając w jej stronę dłoń ale jej nie uścisnęła, odparła za to:
- Emily. 
- Emily. - powtórzył. - Piękne imię. 
- Ciebie też w to wciągnęli? - zapytała rozglądając się dookoła. Wyglądała jak małe przerażone dziecko. Zayn zmarszczył brwi. 
- Ale w co wciągnęli? 
- W tą sektę. - odpowiedziała dziewczyna jakby to było oczywiste. - Oni coś planują. Czuje to. - dodała poważnie. Malik chciał wybuchnąć śmiechem. Mała przytulna kawiarenka, nie było w tym nic dziwnego ale najwyraźniej Emily sądziła inaczej. 
- Co 2 minuty się zmieniają i przekabacają do swojej sekty nowe osoby. - szepnęła. Chłopak dostał wytrzeszczu oczu. No to teraz wszystko było jasne! To nie była żadna sekta ale Harry zabrał go na szybkie randki! Pewnie chciał aby poznał jakąś miłą i fajną dziewczynę a tymczasem natrafił na kompletną wariatkę. 
- A może chcą po prostu porozmawiać? Poznać się? 
- Nie wątpię. - kiwnęła głową ze zrozumieniem. - Porozmawiać o sekcie a poznać aby potem wciągnąć w tą sektę. 
Zayn schował twarz w dłoniach. Z tą dziewczyną raczej się nie dogada. Jest zbyt pokręcona i naprawdę nienawidził w tym momencie Hazzy za to, że wciągnął go w takie coś. Rozejrzał się po pomieszczeniu i ze zdumieniem zobaczył, że jego przyjaciel również bierze w tym udział ale on rozmawiał z jakąś ładną blondynką. Zaskoczył go fakt, że zwykle nieśmiały Harry nie dosz, że udał się z nim do takiego miejsca to jeszcze ... wow. Ta sprawa z Karen rzeczywiście zrobiła go pewniejszego siebie. 
- To nie jest żadna sekta. - odparł spokojnie Malik. - Jeśli chcesz to wstań i wyjdź nikt cię tu siłą nie trzyma ... - urwał, ponieważ zdał sobie sprawę, że on podobnie jak ta dziewczyna może wstać i wyjść. Ruszył się więc z krzesełka ale w tym samym momencie rozległ się jakiś gong i jakaś kobieta krzyknęła: Zmiana! Emily wstała najszybciej jak się dało i poszła a do Zayn'a dosiadła się następna osoba. Głupio mu było więc tak wstać i wyjść więc pomyślał, że jak zostanie 2 minuty dłużej to nic złego się nie stanie. Przed nim zajęła miejsce ładna dziewczyna z czerwonymi włosami i kolczykiem w nosie. Miała na głowie beanie a na nogach dresy. Wyglądała jak typowa luzaczka. 
- Siema. - powiedziała żując gumę. 
- Cześć. - odpowiedział Zayn. Czuł się dziwnie nie komfortowo w towarzystwie tej dziewczyny. 
- Gówniane te randki, co? – zapytała rozglądając się po Sali ze znudzeniem wymalowanym na twarzy. Malik kiwnął nie pewnie głową. Szczerze ta dziewczyna go przerażała.  – Jestem Amy, a ty?
- Zayn. – odpowiedział nie pewnie. Amy kiwnęła głową ze zrozumieniem.
- Jak ten z tego gównianego zespołu One direction. – parsknęła śmiechem. Chłopak poczuł jak robi się czerwony na twarzy.
- Czy dla ciebie wszystko musi być gówniane?! – uniósł się lekko.
- Nie wszystko. Tylko te szybkie randeczki i One direction. Piątką śpiewających ćpunów.
Zayn zaczął się krztusić powietrzem. Jak ona mogła powiedzieć coś takiego? Wprawdzie Liam nie stroni od narkotyków ale reszta nie bierze więc jak można mówić takie okropne rzeczy?!
- Tlenu! Tlenu! Ludzie dajcie tlenu! Nie mogę oddychać! – krzyknął ale nikt nie zwrócił na jego słowa zbytniej uwagi. Amy wybuchnęła śmiechem.
- Spokojnie koleś. To, że masz na imię jak ten gej Zayn Malik nie znaczy, że też nim jesteś. Muszę przyznać, że nawet prawie tak samo wyglądasz ale jesteś troszkę ładniejszy.
Malik złapał się za serce i zaczął ciężko oddychać. Czy ona nazwała go właśnie gejem?!
- Zayn nie jest gejem. – zaznaczył ostro. – Znam go i wiem, że nie jest. A właściwie co ja tu będę owijać w bawełnę. Ja jestem Zayn Malik. Ta da! I co zaskoczona? No proszę dalej mnie obrażaj mądralo. Mam 10 milionów i miliard fanek, które leją na mój widok. I co? Teraz jesteś taka sprytna?
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy a chłopak poczuł dziwną satysfakcję. Nareszcie ją zagiął. Nie mógł słuchać jak ta osoba go obraża. Była bezczelna i nie miała za grosz kultury po za tym musiała być ślepa skoro nie zdała sobie wcześniej sprawy, że przed nią siedzi Zayn  z One direction.
- Boże! Ty masz problemy z psychiką? – zapytała wyraźnie zaniepokojona. – Wydaje ci się, że jesteś Zaynem z One direction, tak? OMG! Jak można się porównywać do tego geja? Nie masz w ogóle do siebie szacunku. – stwierdziła zaplatając ręce w koszyczek. Zayn tymczasem zastanawiał się ile by dostał w pudle za uderzenie dziewczyny. Na szczęście okazało się, że 2 minuty minęły oznaczając, że ich rozmowa dobiegła końca. Mulat chciał iść ale dosiadła się do niego kolejna osoba. Z ciężkim westchnieniem postanowił, że zostanie dodatkowe 2 minuty. Nic mu się nie stanie a może pozna kogoś normalnego. Kolejną osobą była starsza pani koło 60. Malik gdy ją zobaczył już zaczął jęczeć. Była dla niego za stara! Nie ma nic przeciwko starszym ludziom pod warunkiem, że nie musi się umawiać z nimi na randki.
- Dzień dobry. – powiedział cicho gdyż głupio mu było do tej kobiety powiedzieć „cześć”.
- Witam, witam. – odpowiedziała radosnym tonem. – Widzę, że kulturalny z ciebie chłopczyk. Mało teraz takich. Jestem naprawdę pod wrażeniem. – uśmiechnęła się do niego ciepło. Malik zaczął się dyskretnie rozglądać. Zobaczył, że Harry rozmawia z jakąś ładną brunetką. „Ten idiota to ma szczęście” – pomyślał wściekły.
- Dziękuje. Miło mi to słyszeć. – odpowiedział drapiąc się w kark.
- Mam na imię Stefanie.
„Ugh, nawet imię masz ze epoki średniowiecza” – pomyślał zdołowany.  Nie miał ochoty rozmawiać z tą kobietą, w ogóle nie miał ochoty rozmawiać z żadną dziewczyną znajdującą się w tym pomieszczeniu. On chciał tylko Megan ale jej nie mógł niestety mieć przez własne kłamstwa. Wszystko zniszczył. Totalnie.
- Ja … ja musze już chyba iść. – powiedział nieśmiało wstając z krzesełka. Stefanie jednak nie zamierzała dać za wygraną.
- Zostań cukiereczku. Gdzie ci się tak spieszy? Porozmawiamy, poznamy się bliżej. Mamy jeszcze prawie półtorej minuty. – powiedziała z szerokim uśmiechem. Zayn ciężko westchnął. Wcale nie chciał się zapoznawać z kimś kto posiada średniowieczne imię, ma 60 lat i ślinił się na jego widok. Jego serce wciąż należało do Meg a po za tym ta babka na pewno dawno już skończyła pół wieku.
- Nie mogę, naprawdę ja … - chłopak starał się tłumaczyć ale trochę nie udolnie. W końcu doprowadzony do ostateczności podszedł do Harry’ego i wziął go za rękę automatycznie odciągając go od pięknej brunetki z którą rozmawiał. Że też Styles ma takie szczęście i trafiają mu się same ślicznotki! To nie miało jednak znaczenia. Zayn musiał jak najszybciej się stąd wydostać.
- Aua! Co ty robisz? – zapytał ostro Hazza gdyż był zły, że Zay zepsuł mu super podryw. – Puść to boli. – dodał nieco spokojniej. Wtedy Malik nieco obluzował uścisk na jego  ramieniu ale w zamian złapał go za dłoń.
- Nudzę się kochanie, wracajmy do domu. – powiedział Zayn do Harry’ego dostatecznie głośno tak aby każda z osób znajdujących się w kawiarni mogła go usłyszeć. Rzeczywiście po chwili każdy uważnie ich obserwował.
- Słucham? – Styles nadal był zdezorientowany. Nie rozumiał co też jego przyjaciel wyprawia?
- Miałeś rację. Jednak jestem gejem dziewczyny są FU! – mulat wzdrygnął się i dla efektu dmuchnął grzywkę i przybrał postawę typowego geja. – A teraz chodź przymierzać buty twojej siostry! Podobały mi się te czerwone z czarnymi wstążeczkami. – dodał i pociągnął zaskoczonego Hazze do drzwi wyjściowych.
~Obecnie~
Zayn próbował wyrzucić z głowy tą żenującą sytuację ale wiedział, że Harry nie powstrzyma się przed docinkami na ten temat. Właśnie usłyszał jak ktoś zbiega po schodach. Domyślał się bardzo dobrze kto to, nie żeby rozpoznawał swoich przyjaciół po krokach ale on ma takie szczęście, że …
- Witaj kochanie! – zaświergotał Hazza wchodząc do kuchni. Zay wywrócił oczami. Cały Styles, nie potrafi odpuścić. Ciekawe ile będzie ciągnął tą szopkę? – Może zrobić mojemu Skarbkowi śniadanko? Na co masz ochotę? – zapytał chłopak takim głosem jakby mówił to niemowlęcia.
- Daruj sobie. – odburknął Zayn i spojrzał za okno. Zapowiadał się piękny dzień. Niestety on nie zamierzał się nim cieszyć. Na pewno Megan budzi się teraz obok jakiegoś przystojnego chłopaka. Ta myśl nie dawała mu spokoju.
- Czyżby mój kwiatuszek miał zły humor? Nie martw się. Zrobię ci śniadanko i od razu ci się poprawi. – powiedział loczek ledwo powstrzymując się od śmiechu. Podszedł do tostera i włożył tam dwie kromki chleba tostowego. – Wolisz tosty z dżemem czy serem? A może połączyć to? Albo jedno takie drugie takie?
- Boże jaki ty jesteś irytujący! – wykrzyknął Malik. W tym momencie do kuchni zawitał także Louis. Miał dziwnie dobry humor. Niestety tylko Liam mógłby wiedzieć co było tego przyczyną. Otóż dziś wdrąża swój super plan w życie a mianowicie pomaga Jimowi odzyskać Karen! Oj będzie się działo, będzie. Już Louis o to zadba.
- Co tam gejaszki? – zapytał z szerokim uśmiechem Tomlinson podchodząc do blatu i biorąc w dłoń butelkę wody. Odkręcił ją i upił duży łyk.
- Powiedziałeś mu? – zapytał Zayn z wyrzutem patrząc na Harry’ego. Ten kiwnął głową.
- To mój BFF. Nie mogę przed nim ukrywać mojego nowego chłopaka. Zayn zrozum. – powiedział spokojnym tonem.
- Nie jestem twoim chłopakiem! – wrzasnął Malik.
- Oj czyżby nasz kochany Zaynek nie mógł pogodzić się ze swoją orientacją? To przykre. – stwierdził Louis. – I łamiesz Harry’emu serce.
- Idioci. – skomentował Malik i wyszedł z kuchni. Lou i Hazz wybuchnęli śmiechem i przybili sobie piątkę. Ach tego im brakowało. Uwielbiali wkręcać chłopaków. Mieli z tego nie zły ubaw. A najbardziej upatrzyli sobie właśnie Zayn’a. On szybko się irytował i była lepsza zabawa.
- Jakieś plany na dzisiaj? – zapytał loczek.
- Owszem. – odparł dumnie Lou. – Pomagam Jimowi odzyskać Karen! – dodał radośnie i zanim Harry zdążył o cokolwiek zapytać już go nie było!
                                                                       ***
Wczesnym popołudniem Louis spotkał się z Jimem w parku. Starszy chłopak był zaskoczony, że akurat w tym miejscu ale nie zadawał pytań. Dopiero gdy dotarł na miejsce stwierdził, że wypadałoby zapytać co spotkanie w parku ma wspólnego z odzyskaniem Karen? Tomlinson miał jednak już swój niecny plan, który zamierzał wprowadzić w życie. Czekał na Jima na ławce. Gdy ten się pojawił wstał i powitał go szerokim uśmiechem.
- Hej.  – powiedział Jim rozglądając się nerwowo wokół. – Mógłbym wiedzieć co tutaj robimy?
- No jak to co? Poprosiłeś mnie abym pomógł ci odzyskać Karen więc właśnie to robię. – odpowiedział chłopak.
- I uważasz, że nasza rozmowa w parku zmieni coś pomiędzy mną a ją?
- Oj Jim, Jim. Mój ty biedaku. Jaka z ciebie jest głupiutka sierotka. – powiedział Louis pukając palcem jego czoło. Tamten zmarszczył brwi jeszcze bardziej zdezorientowany. – Karen codziennie chodzi tędy do pracy, prawda?
Wtedy twarz Jima się rozjaśniła.
- Aaa rozumiem! I to będzie idealna okazja aby z nią pogadać, tak?
Lou wywrócił oczami.
- Głupszy niż The wanted razem wzięci. – mruknął pod nosem a głośno powiedział: - Za 10 minut zjawi się tutaj Karen a ty w tym czasie zamiast z nią rozmawiać będziesz podrywał tamte dwie dziewczyny! – chłopak wskazał na nie palcem. – Zrozumiano?
Jim kiwnął nie pewnie głową.
- I myślisz, że tym sposobem ją odzyskam?
- Ależ oczywiście! Jim przyjacielu to nie wymaga geniuszu. Kobiety uwielbiają być zazdrosne, niektóre nawet mają takie hobby , zazdrość. A z racji tego, że laski wszystkie są takie same to … dlaczego Karen miałaby być wyjątkiem? Ona należy do  stada owiec, niczym się nie wyróżniając. – rzekł Lou starając się być przekonywujący. Nie żeby naprawdę tak uważał bo dla niego Karen była wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Ale był świetnym kłamcą i szybko wcisnął tani kit Jimowi , który najwyraźniej w to uwierzył. „No, no jak zobaczy go flirtującego z innymi to na pewno go znienawidzi” – pomyślał Louis z uśmiechem. Bowiem sam z doświadczenia wiedział, że jego eks nienawidziła być zazdrosna.
- Stada owiec? – Jim zmarszczył brwi.
- Owszem. Bowiem wszystkie kobiety są jak białe owce. Niewinne, dobre, wielkoduszne dziewice. Czasem powtarzam czasem owszem, trafi się czarna owca ale to sporadycznie. Wiesz taka odstająca od reszty dusza seksu, rozumiesz?
Jim kiwnął głową. Totalnie nie wiedział co Louis do niego gada. Musiał wczoraj nie źle zabalować na jakieś imprezie go gada durnoty. Ale nie chciał mu tego mówić. Zależało mu na Karen a Lou był jego jedyną nadzieją na odzyskanie jej.
- Dziewice? Czyli ty  i Karen … wy nie …
- Owszem my tak. – Tomlinson kiwnął głową. – I to ile razy! Woho nie zliczy się tego na palcach ale istnieje pewna zasada: dziewictwo jest zakodowane w psychice ludzkiej i jeśli Karen by sobie pomyślała: „Bzykałam się z Louis’em 20 razy ALE nadal chce być nie winną cnotką.” I ma takie prawo. Wtedy udaje przed rodzicami i znajomymi, że chce zaczekać do ślubu. Bo widzisz każda panna młoda chodzi do ślubu w białej sukni a to znak czystości a jakie są owce? Właśnie białe. Czyli wniosek nasuwa się sam. Wszystkie są nie wydymanymi owcami.
Jim otworzył oczy z zaskoczenia. Dopiero teraz zdał sobie sprawę jak nie wiele wiedział o dziewczynach. Dotknął ramienia Lou i powiedział:
- Dzięki za twoje cenne rady. To wiele dla mnie znaczy.
Tomlinson powstrzymywał się od śmiechu. Przecież to co gadał Jim’owi o owcach to był stek bzdur! Ale przecież musi udawać dobrego przyjaciela, który będzie służyć mu dobrą radą.
- A teraz leć na podryw kocie! – szatyn pchnął Jim’a w kierunku dwóch ślicznotek a ten na zupełnym luzie do nich podszedł. Louis tymczasem wyglądał Karen, która powinna się pojawić lada moment! Był bardzo ciekawy jej reakcji na tą scenkę.
No cóż, nie musiał długo czekać i już po 2 minutach pojawiła się. Aby go nie zauważyła Lou nałożył kaptur na głowę i odwrócił się lekko. Dziewczyna przeszła obok niego zupełnie go nie rozpoznając. Chłopak uśmiechnął się pod nosem. Jego plan działał. Zauważył, że Karen przystanęła na moment aby popatrzeć na Jima, który świetnie dogadywał się z dwiema dziewczynami. Wydawało mu się, że była zazdrosna ale w każdym razie nie dała tego po sobie poznać i poszła dalej.
                                                                                  ***
Juliette miała dziwne przeczucia co do tego całego Henry’ego. Wydawał jej się zbyt idealny a przecież nie ma takich ludzi! Każdy ma jakieś wady. Niestety ten mężczyzna albo to rzeczywiście taki chodzący pan ideał albo bardzo dobrze maskował swoje wady. W rozmowach był zabawny i widać było po jego wypowiedziach, że jest inteligentny. Dziewczyna jednak chciała go najpierw przetestować zanim umówi go na spotkanie z jej mamą. W tym celu udała się do domu One direction. W salonie siedział Zayn, który narzekał, że tęskni za Megan, Liam był dziwnie zdenerwowany a Niall zapewne był w swoim pokoju więc tam Jul się udała. Rzeczywiście siedział na łóżku z laptopem na kolanach i coś robił. Dziewczyna podeszła do niego bliżej.
- Cześć skarbie. – powiedziała i dała mu buziaka w policzek a on coś odburknął w stylu „Hej”. – Co robisz? – zapytała i usiadła obok niego.
- Pisze. – odpowiedział.
- Piszesz? Z kim?
- Z Henry’m. – odpowiedział wesoło.
- Beze mnie?! – Juliette była oburzona zachowaniem Nialla. Jak on mógł zrobić coś takiego bez niej? Przecież oboje założyli jej mamie profil i jakby na to nie patrzeć to było ich wspólne dzieło.
- Daj spokój. Po prostu napisał i chciałem odpisać szybko aby się nie niecierpliwił. On jest naprawdę wspaniały. Twoja mama powinna się z nim ożenić.
- No nie wiem. – odpowiedziała. – Przez intenernet każdy wydaje się być inny a w realu … no cóż wychodzi wtedy prawda i okazuje się, że już nie jest tak kolorowo. Zanim umówię Henry’ego z moją mamą chciałabym go przetestować. Także musimy się z nim spotkać.
- Że co? – jęknął blondynek. – I co mu powiemy? Że jesteśmy dwójką napalonych dzieciaków, która ma ochotę na trójkącik?
- Boże Niall skąd ci to przyszło do głowy? – Jul była zaskoczona, że jej chłopakowi wpadło coś takiego. Czyżby czasem myślał o takich rzeczach? Całkiem możliwe. Nie chciała jednak nad tym rozmyślać. Wolała uważać, że Nialler jest nie winny.
- Nie wiem. Jakoś tak. – wzruszył ramionami. – Za dużo filmów.
- Boże Niall jakie ty filmy oglądasz?! – Juliette ponownie była wstrząśnięta. Horan chciał odpowiedzieć ale przerwała mu: - Nie odpowiadaj. W każdym razie napisz Henry’emu, że chce się z nim spotkać w pizzeri Pitch Backs.
- Zgoda ale … nie sądzę, że będzie zadowolony, że dwójka napalonych dzieciaków go okłamała.
Dziewczyna wywróciła oczami.
- Wcale nie jestem napalona.
- No to jest nas dwóch.
- I trzymajmy się te wersji. – Jul puściła mu oczko a Niall się lekko uśmiechnął.
                                                                       ***
Poranne zachowanie Jima zupełnie zaskoczyło Karen. Była niemal pewna, że on jej nie widział więc odrzuciła myśl, że zrobił to po to aby wzbudzić w niej zazdrość. Po za tym to on pierwszy zerwał co znaczyło, że nie chciał z nią być. Siedziała właśnie w studiu fotograficznym i zamiast myśleć nad sesją rozmyślała o swoim byłym chłopaku. Coś jej tu nie pasowało. Nie wiedziała jednak jeszcze co.
W końcu pomyślała, że musi zrobić sobie przerwę na kawę. Ta praca totalnie ją wykańczała! Były wakacje a ona musiała pracować. To było nie fair ale tak już jest. Nie długo będzie dorosła i miała nadzieje, że zostanie tutaj przyjęta na stałe.
Stanęła koło automatu i kilka centów do środka wciskając guzik z kawą z mlekiem.
Wzięła głęboki oddech. I jeszcze Louis. W ogóle się z nim ostatnio nie kontaktowała. Zaczęli się dobrze dogadywać ale … potem on nie dzwonił ona też … Nie wiedziała co sądzić o tej sytuacji? Czy między nimi może być jeszcze przyjaźń? Czy już na zawsze będą jak dwoje zupełnie obcych sobie ludzi?
- Hej. – Karen usłyszała za sobą dobrze znany jej głos. Nie spodziewała się jej tutaj. Dawno jej nie odwiedzała więc pomyślała sobie, że Zooey dała jej spokój.
- Cześć. – odpowiedziała z lekkim uśmiechem. – Masz dzisiaj sesje?
- Nie. Właściwie to … przyszłam do ciebie. – powiedziała nie pewnie. „No oczywiście. Nasza sławna modeleczka ma problem” – pomyślała sobie Karen. „ A ja jestem jedyną osobą na ziemi, która może jej pomóc. Cóż za ironia!”
- Do mnie? A z jakiegoż to powodu? – zapytała zaskoczona. – Rzucił cię chłopak dla ładniejszej i nie możesz pogodzić się z jego decyzją?
Zoe wpatrywała się w nią w milczeniu przez parę minut. Nie spodziewała się, że Karen będzie tak sarkastyczna. Myślała, że jest miła i mogą zostać koleżankami. Najwyraźniej myliła się.
- Nie, nie rzucił mnie chłopak dla ładniejszej. – odparła w miarę spokojnie. – Chciałam cię o kogoś zapytać bo z tego co wiem znacie się dobrze więc najlepiej byś wiedziała.
Karen ciężko westchnęła.
- Kogo masz na myśli?
- Harry’ego.
Brunetkę momentalnie zamurowało. Czego Zooey może chcieć od Harry’ego? Od jej najlepszego przyjaciela?
- Tak? A co z nim?
- Cały czas o nim myślę. – wyznała modelka nie owijając w bawełnę. – Chciałabym go zaprosić na randkę ale nie wiem czy … czy także jest mną zainteresowany. Może wiesz coś na ten temat?
- No cóż … - Karen ciężko westchnęła. Rozmawiała ostatnio z Hazzą  o Zooey i doskonale zdawała sobie sprawę, że także jest nią zainteresowany ale nie wiedziała czy nadal. Może już mu przeszło? – Kiedyś tak ale … teraz nie mam pojęcia. Zapytaj go.
- Taki mam zamiar. A mówił ci coś dokładniej na mój temat? – dopytywała dalej.
- Mówił, że chciał cię zaprosić na randkę ale stchórzył. – powiedziała dziewczyna przygryzając dolną wargę. Może nie potrzebnie to mówiła? Może Harry wcale by sobie tego nie życzył?
- To było pewnie wtedy gdy uciekł spod mojego mieszkania. – powiedziała uśmiechając się lekko zapewne przypominając tą sytuację. – W każdym razie dzięki, Karen. Na ciebie zawsze można liczyć.
Zooey już chciała odejść ale zatrzymał ją głos Karen:
- Zoe, nie zrozum mnie źle ale … nie pasujecie do siebie. – powiedziała szczerze. – Ty jesteś pewna siebie i lubisz być w centrum uwagi a on jest wrażliwy i nieśmiały.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Nie masz pojęcia jak się mylisz. – rzekła modelka i bez dalszych wyjaśnień skierowała się  w stronę drzwi wyjściowych.
                                                                       ***
Po południu Louis chciał wdrążyć w życie drugą część swojego genialnego planu! Jimowi oczywiście wmawiał, że to wszystko dla jego dobra i dzięki temu na pewno zdobędzie Karen. On naiwny wierzył w to wszystko.
- Kwiaty! – wykrzyknął Louis. – I liścik! Miłosny!
- Nie za banalne? – zapytał Jim z powątpiewaniem.
- Czy mam ci powtórzyć regułkę o owcach? – spytał zirytowany Lou. – Niczego się nie nauczyłeś. Zupełnie niczego! Co jedzą owce? Trawę, prawda? A kwiat to taki chwast można by rzec. Więc dziewczyny i owce żywią się tym samym! Dla lasek kwiatki to sens życia, natchnienie i nie zła podjarka. Jeszcze nie skumałeś?
- Przepraszam. Oczywiście masz rację. Powinienem ciebie słuchać. – przyznał Jim ze spuszczoną głową. – Okej a więc kupmy różę i napiszmy ten liścik miłosny.
Lou uśmiechnął się pod nosem. Głupi Jim nawet nie podejrzewał jaki super wkręt przygotował dla niego Tomlinson.
Gdy kupili kwiaty Louis podał chłopakowi kartkę i długopis i kazał napisać swoje uczucia do Karen. Jim długo się zastanawiał jak dobrać słowa i wszystko ale ostatecznie coś tam napisał. Lou zaglądał mu przez ramię i zobaczył takie zdania jak:
Jesteś dla mnie wszystkim … przy tobie czuje się lepszy … przepraszam za wszystko.
„Boże jakie to banalne” – pomyślał zniesmaczony.
Później chłopak zapakował list do koperty i oboje poszli pod dom dziewczyny. Jeszcze nie wróciła z pracy więc jak to zrobi to na pewno zauważy list.
- A jak mnie wyśmieje? – zapytał nie pewnie Jim.
- Mam ci po raz setny powtarzać zasadę dziewczyny – owce? – zapytał Louis znudzonym tonem. Recepcjonista potrzasnął głową. Nie zamierzał dłużej słuchać wywodów Louis’a, chodź musiał przyznać, że były mu bardzo przydatne.
Jim podłożył liścik i kwiaty pod dom Karen. – O kurwa! Chyba ją widzę! – krzyknął Tomlinson. Jego towarzysz otworzył szeroko oczy. – Ty biegnij ja ją zatrzymam.
- Dzięki. – odpowiedział Jim i uciekł. „Ale tchórz” – pomyślał Louis ze śmiechem. Przecież to oczywiste, że nie widział Karen. Chciał się pozbyć tego idioty. Gdy zobaczył, że Jim jest już daleko schował liścik do kieszeni i podłożył inny taki, który napisał on sam. U tulipanów, które podłożył  Jim urwał łepki tak, że zostały tylko łodygi.
A treść listu, który napisał Lou podszywając się za Jima brzmiał:
Tak! Tak! Chciałem żebyś była zazdrosna, dlatego podrywałem te dziewczyny w parku! Chciałem abyś zobaczyła co straciłaś! Bo straciłaś wiele! Drugiego takiego ciacha nie ma na całym świecie! Jestem jedyny i wyjątkowy a ty? Weź sobie tego swojego pizdrusia czyt. Louis’a. Pasujecie do siebie.
Płakałem tydzień po tobie! Złamałaś mi serce! Musiał pocieszać mnie mój kochany tatuś!
Ale będę walczył o nasze szczęście i mimo, że nie zasługujesz na tak zajebistego chłopaka jak ja to będę z tobą. Bo mi cię szkoda.
Zawsze zajebisty Jim.
Lou uśmiechnął się pod nosem. Zabawa dopiero się rozpoczyna!
                                                           KONIEC
Odcinek pojawiłby się wczoraj ale nie miałam netu. Przede wszystkim pojawił się szybciej niż poprzedni więc mam nadzieje, że cieszycie się ;).
Kolejny też postaram się napisać dosyć szybciutko żebyście nie musieli długo czekać.
W ogóle powiem wam, że zobaczyłam statystki i płakać mi się chciało. Wczoraj było tylko 20 wejść ;(( a pamiętam jak było 150 – 200.
Dlatego proszę aby każda osoba skomentowała ten odcinek! To nie musi być długi komentarz po prostu napiszcie, że nadal jesteście ze mną. Bo kiedy taka cisza i mam 74 obserwatorów a komentuje 8 osób no to rzeczywiście coś musi być nie tak, prawda?
Tutaj macie mojego aska jeśli macie jakieś pytania związane z tym bloogiem lub nowym albo po prostu chcecie się czegoś o mnie dowiedzieć:
Możecie pytać też o One direction i różne dramy z nim związane. Ja bardzo dużo czytam na ich temat i spędzam praktycznie 4 godziny dziennie na tych różnych stronkach więc myślę, że na każde pytanie będę umiała odpowiedzieć pod warunkiem, że będą w miarę normalne a nie coś w stylu: Jaki jest numer buta Zayn’a?
Haha bez przesady.
Odnośnie nowego blooga to nie wiem czy będę pisać go tutaj bo jeśli jest tak mało osób to mam spore wątpliwości. Mam nadzieje, że je rozwiejecie i pod 97 odcinkiem napiszę wam co i jak.
A teraz życzę wam miłego dnia. Pa <3                                                                                         

czwartek, 21 listopada 2013

One direction 4 odcinek 95

One direction 4
Odcinek 95
Z samego rana Zayn siedział przy płatkach i bawił się nimi od godziny. Kompletnie stracił chęć do życia przez tą sytuację z Megan. Nie rozumiał jak mogła wstawić zdjęcie z jakimś obcym kolesiem i to dopiero po 2 miesiącach odkąd z nim zerwała. A co jeżeli to tylko jej przyjaciel a on robi nie potrzebny dramat? No ale faktem jest fakt, że zablokowała go na facebooku i nie odbiera telefonu a to znaczy, że on już nic dla niej nie znaczy i musi się pogodzić z tym iż jest nikim … Zrozumiał, że Meg to była ta jedyna a on to wszystko zniszczył. Jego życie nie miało kompletnie sensu. Nawet teraz nie chciało mu się myśleć o następnej dziewczynie. Pomyślał więc, że zostanie wiecznym kawalerem. Niestety. Bywa.
- Co jest, stary? – zapytał Harry wchodząc do kuchni. Zay nawet na niego nie spojrzał. Nie potrzebował kolejnych durnych rad.
- Nie ważne. – machnął lekceważąco dłonią.
- Chodzi o Megan tak? Zayn, uważam, że nie powinieneś się tym przejmować. Ona wyjechała 2 miesiące temu … zostawiła cię … to chyba logiczne, że nie będzie chciała z tobą po tym czasie rozmawiać. – powiedział chłopak nalewając sobie soku. – Nie niszcz sobie wakacji. Może wybierzemy się gdzieś później, co? Tylko we dwoje?
- „Tylko we dwoje” – prychnął pod nosem. – Brzmi to jak randka.
- No wiesz, skoro z dziewczynami ci się nie układa to pomyślałem, że … - zaczął Styles jednak nie dane mu było skończyć bo Malik obsypał go groźnym spojrzeniem a on wpadł w niepohamowany śmiech.
- Daj mi spokój. Ja naprawdę cierpię.
- No dobra. – powiedział wzruszając ramionami. – Nie powinienem. Ale wiesz co jest ci potrzebne? Randka. Tak randka byłaby dla ciebie wybawieniem. Powinieneś kogoś poznać, znów się zakochać i tym razem tego nie spieprzyć.
Zayn patrzył na niego przez chwilę nic nie mówiąc. To co mówił Harry miało dużo sensu ale jak mógł umawiać się z kimś innym skoro miał nadzieje, że Megan wróci i znów będą razem? Tak cholernie za nią tęsknił. To była jego pierwsza miłość. Pierwsza prawdziwa miłość.
- No nie wiem … To dopiero 2 miesiące odkąd ona …
- To aż 2 miesiące, Zayn. I powinieneś się pogodzić z tym, że z tobą zerwała. Ona już nie wróci a ty musisz żyć dalej. Masz dopiero 17 lat. Całe życie przed tobą. Nie marnuj go dla jakieś Megan. Ona doskonale da sobie radę bez ciebie. A ty sypiesz się na kawałki. Jako twój przyjaciel nie mogę na to patrzeć, dlatego mam dla ciebie pewien pomysł. – powiedział tajemniczo.
- Jaki pomysł? – zapytał nic nie rozumiejąc.
- Dowiesz się w swoim czasie. – odpowiedział z cwanym uśmieszkiem.
                                                                       ***
Juliette weszła do kuchni gdzie jej mama siedziała na krzesełku i czytała gazetę. Nadal doskonale pamiętała jej słowa z wczoraj. Nie mogła uwierzyć, że Lilly chciała wplątać ją w takie coś! Ona ma 17 lat, jest jeszcze dzieckiem! Nie powinna się zajmować intrygami swojej matki.
- O, już wstałaś. – powiedziała kobieta na widok swojej córki. Ta ciężko westchnęła ale nic nie odpowiedziała. Podeszła za to do blatu kuchennego i nalała sobie wody mineralnej. – I jak? Przemyślałaś sobie wszystko?
- Co sobie przemyślałam? Mamo, proszę, powiedz mi co miałam sobie przemyśleć? To, że zamierzasz zniszczyć związek taty? No przepraszam bardzo ale tego nie da się przemyśleć! – dziewczyna prawie to krzyknęła. – Nie pomogę ci w tym. Tata jest szczęśliwy z Alice a ty nie powinnaś tego niszczyć.
Lilly przez moment nic nie mówiła. Nie takiej reakcji córki się spodziewała.
- Myślałam, że chcesz abyśmy byli razem … - zaczęła zaskoczona słowami Juliette.
- Bo chce. Ale tata tego nie chce. – odparła dziewczyna i wyszła z kuchni. Szkoda jej było mamy ale nie mogła brać udziały w czymś takim. Nie była taka. Targały nią jednak wyrzuty sumienia więc postanowiła, że wybierze się do swojego chłopaka i wyżali mu się. Może on będzie miał jakiś pomysł co z tym dalej zrobić?
                                                                       ***
- No i jak jedziesz? Jak? Kompletny idiota! Szybciej! Szybciej! Skręcaj! W prawo! Teraz w lewo! Szybciej! Gaaaz! Dodaj gaaazu tępy kretynie!! – darł się Liam do Louisa, który grał w play station. Tamten wyraźnie nie był zadowolony z jego zachowania i irytowało go ciągłe dogadywanie Payne’a.
- Możesz się przymknąć? – syknął przez zęby.
- Przymknąłbym się gdybyś umiał w to grać. Moja babcia jeździ szybciej. – odparł Li.
- Twoja babcia nie ma prawa jazdy! – przypomniał mu Lou.
- Ale jak zapierdala po ulicach! Żebyś to widział!
Zanim Tomlinson zdążył powiedzieć jakim jest idiotą, zadzwonił dzwonek u drzwi.
- Dobra ja zwijam się z grą do mojego pokoju. Czyli ty otwierasz! – krzyknął Louis z dumą i zaczął tańczyć jak głupek. – Otwierasz, ty otwierasz HA HA!
Potem zabierając grę pognał schodami na górę. Aż trudno było stwierdzić kto jest większym kretynem Louis czy Liam. To by podlegało dłuższej debacie.
Payne zszedł z kanapy i skierował się w stronę drzwi. Otworzył je i ujrzał w progu stojącego Seana. Nieco zdziwił go ten widok, ponieważ odkąd ich menadżer trwa w udawanym związku z matką Louisa to w ogóle nie pojawia się w tym domu z obawy przed zemstą szatyna. Li dziękował w duchu Bogu, że Lou postanowił iść ze swoją grą do pokoju. Inaczej to mogłoby się źle skończyć.
Sean nie wyglądał na zadowolonego, raczej na smutnego a żeby nie powiedzieć załamanego. Wszedł do ich mieszkania bez przywitania i od razu poszedł do salonu. Liam zamknął drzwi unosząc brwi ze zdziwienia.
- O co chodzi? Co zrobiłem źle? Przecież tak bardzo starałem się być dobrym chłopakiem a i tak dupa blada z tego wyszła. – mamrotał menadżer One direction rozkładając się na kanapie jakby był u siebie.
- Chłopakiem? Czyim? – zapytał Liam.
- No jak czyim? Christiny! Przecież jesteśmy razem. – przypomniał mu zirytowany jego zachowaniem.
- Tak dla sprostowania: udajecie parę. – rzekł Payne aby Sean sobie za dużo nie na wyobrażał a trzeba przyznać, że wyobraźnię to on ma bujną i Li nie raz się o tym przekonał.
- No niby tak ale … tylko ja i Christina o tym wiemy więc to tak jakby był prawdziwy związek.
- No Louis też o tym wie i ja, Zayn, Niall, Harry, Karen, Juliette …
- Chcesz mnie zdenerwować?! Naprawdę chcesz?! – przerwał mu Sean wściekłym tonem. Payne więc się przymknął. Pierwszy raz widział go tak złego. Przecież ich menadżer zawsze brał życie na luzie i nie przejmował się tym co przyniesie jutro. Coś jednak musiało się zmienić i Liam musi dowiedzieć się co. Usiadł obok Seana na kanapie, wprawdzie nie było tak dużo miejsca gdyż mężczyzna leżał rozłożony ale Payne się upchnął.
- O co chodzi, mistrzu? – starał się mówić spokojnym i czułym tonem tak aby znów na niego nie naskoczył.
- Sam chciałbym wiedzieć. – odpowiedział Sean wprawiając Liama w zupełne osłupienie. – Christinie coś odbiło i zachowuje się jak nie ona.
- Myślisz, że narkotyki? – zapytał poważonym tonem chłopak.
- No jeśli te narkotyki każą jej być wredną tylko dla mnie to tak, podejrzewam narkotyki.
- Co? – Liam nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Przecież matka Louisa, uwielbiała ich menadżera! Oboje byli największymi imprezowiczami i skandalistami w Anglii więc szybko znaleźli wspólny język. A teraz ona miałaby być dla niego nie miła? Nie doczekanie! – Chcesz mi powiedzieć, że … Sean ty chyba żartujesz!
- Chciałbym. – mruknął. – Obraża mnie i powiedziała, że mam więcej się nie pojawiać w jej mieszkaniu. Nie wiem co jej odbiło ale niech to szybko minie bo ja zwariuje! Jesteśmy parą mamy udawać przed kamerami, że się kochamy a nie możemy póki ona jest … no wiesz … taka …
- I na pewno tylko o to chodzi? – zapytał Li patrząc na niego podejrzliwym wzrokiem.
- Co masz na myśli? – Sean nagle się ożywił i usiadł w pozycji pół - siedzącej, pół -leżącej.
- Mam na myśli to, że może tobie nie pasuje tak na co dzień, że ona jest taka … to znaczy … hm, jakby tu powiedzieć to najprościej … mam na myśli to, że … - Li długo się zastanawiał jak odpowiednio dobrać słowa, w końcu postanowił: - Ty się w niej kochasz!! – wrzasnął wstając gwałtownie z kanapy i skakając po dywanie w salonie jak idiota.
- Ciii. – menadżer one direction zaczął go uciszać patrząc na niego przerażonym spojrzeniem. – Bo jeszcze ktoś usłyszy.
- O kurwa! – Li złapał się za usta. – Ty na serio się w niej kochasz … - wydukał nie mogąc pojąć, że to prawda.
- Jeszcze słowo a przysięgam, ze cię uduszę. – zagroził Sean. – To ma pozostać między nami, jasne? Nikt nie może się o tym dowiedzieć a już na pewno nie Louis. Zabiłby mnie.
- Może nie zabił ale zwolnił na pewno …
- Tylko tyle? – Sean był widocznie zaskoczony tym, że Tomlinson nie miałby w planach jego śmierci.
- A potem wydłubał oczy i zakopał żywcem. – dokończył Payne z szerokim uśmiechem na co ich menadżer wywrócił oczami.
- W takim razie skoro znasz prawdę to rozumiesz mnie. Christina jest dla mnie wredna a ja zdałem sobie sprawę, że łączy nas coś więcej niż … no wiesz … udawany związek.
Liam przez chwilę milczał. Przez ten czas zaczął intensywnie myśleć co by tu poradzić Seanowi. Musi być jakiś sposób … w końcu oczy mu rozbłysły.
- Wiem! Każda kobieta lubi być chociaż troszkę zazdrosna, prawda?
Menadżer kiwnął głową.
- No lubi.
- No więc pomyślałem, że może sprawiamy aby Christina była zazdrosna. Wiesz, niektóre kobiety zdają sobie sprawę dopiero ze swoich uczuć gdy zobaczą mężczyznę z inną. Jestem w 100 % pewny, że z matką Louisa jest tak samo. Ona cię również kocha ale jeszcze tak dogłębnie tego nie czuje. Rozumiesz?
Sean pokiwał nie pewnie głową.
- W pewnym sensie.
- No więc przyjdź dzisiaj do baru o 21:00. Umówię się tam też z Christiną. – powiedział dumnie Liam. – Acha! Ty zarywaj do dziewczyn i udawaj, że mnie i jej nie widzisz. Mamy wzbudzić w niej tylko zazdrość.
- Czy ja dobrze rozumiem? – Sean zmarszczył brwi. – Mam flirtować z obcymi dziewczynami i tym sposobem zdobędę Christinę?
- No raczej taak … - rzekł nie pewnie.
- Stary! – wykrzyknął menadżer wstając z kanapy z uśmiechem. – To będzie najlepszy wieczór mojego życia!
                                                                       ***
Późnym po południem Louis poczuł się głodny. Praktycznie cały czas grał na play station. Poczuł nagle, że źle wykorzystuje wakacje. Zamiast się zabawiać w klubach jak to miał w zwyczaju on siedzi w domu i praktycznie nie zajmuje się niczym pożytecznym to może prócz tego, że przechodzi nowe poziomy w grze i Liam będzie cholernie zazdrosny. Tak, ta myśl zdecydowanie poprawiała mu humor.
Tomlinson zszedł po schodach i skierował się w stronę kuchni. Harry i Zayn gdzieś wyszli, Niall siedział w swoim pokoju podobnie jak Liam tylko on chyba się gdzieś szykował. Lou był prawie pewien, że idzie do baru poderwać jakąś dziewczynę chodź to było dziwne zważywszy na to, że wydawał się być zakochany w Jennifer. Więc o co w tym chodziło? Nie rozumiał. Gdy otworzył lodówkę usłyszał dzwonek u drzwi. Zmarszczył brwi zaskoczony. Kto to może być? Przez moment miał wrażenie, że to Karen, która przemyślała swoje zachowanie i jednak chce z nim być. Chociaż sam nie wiedział czy on by chciał … ach to było takie pokręcone. Tak chcę, tak nie chcę, tak jednak się rozmyśliłem … jak dzieci.
- J … Jim? – zapytał wyraźnie zdumiony. Ten kiwnął głową i uśmiechnął się nie pewnie.
- Chciałem cię przeprosić. – powiedział nagle. Louis o mało nie zakrztusił się własną śliną z wrażenia. On go chciał przeprosić? To jakieś żarty?
- Za co? – nie rozumiał.
- Zachowywałem się jak idiota. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że kiedyś byliście razem i między wami może znów zaiskrzyć a mimo to … ale zrozum. Tak cholernie byłem w  niej zakochany. Myślałem, że przy mnie zapomni o tobie. Że ty to już zamknięty rozdział. Myliłem się. Stara miłość nie rdzewieje. No nic w każdym razie życzę wam wszystkiego dobrego. Mam nadzieje, że jesteście ze sobą szczęśliwi. – powiedział i zaczął się oddalać a Lou stał w progu ze zmarszczonymi brwiami nie bardzo rozumiejąc o co chodziło Jimowi.
- Zaraz, zaraz. Co właściwie masz na myśli? – zapytał a chłopak się odwrócił z miną: Naprawdę nie wiesz?
- Ciebie i Karen. Pewnie od tych ferii wiosennych na Hawajach jesteście razem, prawda? Zamieniłeś się w pocieszyciela w tych trudnych dla niej chwilach kiedy ją porzuciłem chociaż … nie sądzę aby była zbytnio przygnębiona. – odparł ciężko wzdychając.
- Ja i Karen? – Louis o mało nie wybuchnął śmiechem. – Jim, przyjacielu co ty wygadujesz? – zapytał wesoło. Zbyt wesoło. Sam zresztą nie wiedział czemu nazwał go „przyjacielem”? Przecież nim nie był. – Ja i Karen to zamknięty rozdział. Nie jesteśmy razem po tym jak zachowała się jak szmata.
- Co? – jęknął.
- Eee to znaczy … po prostu nie jesteśmy razem. – wyjaśnił.
- Serio? – Jim nie mógł w to uwierzyć. – To znaczy … to by znaczyło, że nie potrzebnie z nią zrywałem skoro ona nie chce do ciebie wrócić. A ja głupi myślałem, że gdybym dał jej wybór ja albo ty to by wybrała bez zastanowienia ciebie. Kurde! Byłem idiotą. Ona naprawdę mogła mnie kochać.
Louisa twarz wykrzywiła się gdy usłyszał „Naprawdę mogła mnie kochać”. Miał nadzieje, że to tylko jego wybujała wyobraźnia i dziewczyna go tylko lubiła.
- No cóż. Każdy popełnia błędy. W każdym razie życzę ci powodzenia w szukaniu nowej dziewczyny. – rzekł Tomlinson i chciał zamknąć drzwi ale Jim znalazł się w ekspresowym tępię przy nim i przytrzymał je dłonią.
- O nie, nie. Nie będę szukał żadnej nowej dziewczyny. Ja chce Karen. – powiedział stanowczo a Louis jęknął.
- Stary, zostawiłeś ją. Naprawdę myślisz, że po tym wszystkim będzie nadal ciebie chciała? Ty to nie ja.  W każdym razie próbuj. Ale nie sądzę abyś odniósł zwycięstwo. – powiedział z powątpiewaniem. Jim jednak wydawał się być nie zrażony.
- Właśnie. Masz rację. Ja to nie ty. Nie jestem tak inteligentny jak ty i nie wiem jak zdobyć dziewczynę. Ty masz to w genach w końcu raz już ją w sobie rozkochałeś. Dlatego chciałem cię prosić abyś pomógł mi do niej wrócić. Proszę, Louis. To dla mnie naprawdę ważne. Kocham ją. – Jim spojrzał na niego błagalnym wzrokiem a Tomlinson prychnął.
- Dobrze słyszę? Mam pomóc ci zdobyć moją byłą? Jim, biedaku mój. – dotknął jego ramienia udając, że jest mu przykro. – Staczasz się. Ale może to dobrze? Zwykle zakochani nie myślą jasno. – mówiąc to spojrzał ponad jego ramieniem tak jakby tam było napisane to co miał powiedzieć. – W każdym razie moja odpowiedź brzmi: Nie. Sorry.
Po tych słowach zamknął drzwi nie dając chłopakowi nic więcej powiedzieć. Nie rozumiał jak mógł prosić go o takie coś? Pomóc zdobyć mu Karen? Cholera no! Louis sam chciał do niej wrócić i nie mógł pozwolić aby ten koszmar z Jimem znów się zaczął. Usiadł na kanapie z ciężkim westchnieniem. Właśnie teraz do głowy wpadł mu pewien pomysł. A co jeśli Jimowi się uda ją rzeczywiście zdobyć bez jego pomocy? Przecież Karen najwyraźniej nie chciała Louisa więc co ją powstrzymywało przed wróceniem do Jima? Kompletnie nic! Otworzył więc szeroko oczy i czuł jak jego serce bije coraz szybciej. Boże, boże, boże! Co on teraz ma zrobić?
- Wyglądasz jak duch. – stwierdził Liam zbiegając po schodach.
- Co ty nie powiesz. – mruknął pod nosem nie zadowolony. – Życie mi się wali. – dodał.
- W jakim sensie? – Payne zmarszczył brwi.
- Jim chce wrócić do Karen i poprosił mnie abym mu w tym pomógł a ja odmówiłem. Kurczę przecież mu się może udać i co wtedy? Pozostanie mi tylko czekać na ich zaręczyny?
- Jesteś idiotą!! – wrzasnął Li aż Lou się wzdrygnął.
- Sam jesteś idiotą. – odpowiedział.
- Ale mi przygadałeś. Moje serce krwawi. – rzekł Liam łapiąc się za nie a zaraz potem się roześmiał. – W każdym razie czałoby skorzystać z jego oferty. To był świetny pomysł wiesz, z tym abyś pomógł Jimowi wrócić do Karen.
- Aaa rozumiem … Karen stwierdzi, że jestem genialnym przyjacielem i się zmieniłem i znów mnie pokocha, tak? – zapytał wesoło Louis a Li potrzasnął głową i dotknął jego ramienia.
- Mój ty biedaku. Chyba straciłeś żyłkę do intryg bo kompletnie nie rozumiesz tego co mam na myśli. Chodzi o to abyś zniechęcił Karen do Jima, rozumiesz? Każ mu robić to wszystko czego nienawidzi Karen wmawiając mu, że ona to kocha.
- Hm … chyba zaczynam kapować o co ci chodzi. – odpowiedział Lou w zamyśleniu. – Dzięki stary. Zaraz do niego zadzwonię. – dodał z szerokim uśmiechem. – A ty gdzieś się wybierasz?
- Tylko do baru. Z twoją matką. – powiedział i chcąc uniknąć dalszych pytań szybko wybiegł z mieszkania. Louis zmarszczył brwi i chciał coś powiedzieć ale zupełnie go zatkało. Wzruszył ramionami i wyciągnął z kieszeni telefon.
- Hej Jim. Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Przemyślałem sobie wszystko i zgadzam się. W sumie zależy mi na waszym szczęściu. – rzekł ciesząc się w duchu jak małe dziecko, że chłopak jest tak naiwny.
                                                                                  ***
Wieczorem Juliette zawitała do domu One direction. Musiała się z nim zobaczyć i porozmawiać o sytuacji w jej domu. Nie mogła uwierzyć, że najpierw ona chciała aby mama i tata byli razem, potem pogodziła się z faktem, że nie są aż tu nagle Lilly jej wyjeżdża z pomysłem odzyskania męża. Mogła pomyśleć o tym wcześniej, zanim Jul polubiła Alice. Blondynka weszła do ich domu bez pukania i rozejrzała się po pomieszczeniu. Zauważyła na kanapie Louisa, który grał na play station.
- Jest Niall? – zapytała.
- Cześć Juliette, mnie także miło cię widzieć. – odpowiedział sarkastycznie na co wywróciła oczami.
- Cześć. To jak? Jest Niall?
- U siebie w pokoju. – odpowiedział wskazując ruchem głowy na schody. Dziewczyna kiwnęła głową i skierowała się w tamtym kierunku.
Zapukała cicho do jego pokoju ale nikt nie odpowiedział więc weszła do środka. Zobaczyła wtedy najsłodszy widok na świecie a mianowicie jej chłopak spał na łóżku trzymając w dłoni telefon. Uśmiechnęła się i podeszła do niego cichutko.
Dotknęła jego policzka i powiedziała:
- Niall … Niall.
On jednak przewrócił się na drugi bok.
- Nie oddam ci moich ziemniaków!
Jul zmarszczyła brwi i potrzasnęła nim lekko.
- Skarbie jakich ziemniaków?
Dopiero wtedy Horan się przebudził. Otworzył oczy i spojrzał na nią zdezorientowany.
- A co? Masz ochotę na ziemniaki? Są w lodówce. – rzekł przecierając oczy.
- Trzymacie ziemniaki w lodówce? – zapytała zaskoczona. – Dobra nie ważne. Jak się spało? – uśmiechnęła się do niego.
- A co? Spałem? – spytał i spojrzał na wyświetlacz w telefonie. – O kurde! Już 21:00. Położyłem się o 18:00 i miałem do ciebie zadzwonić ale najwyraźniej zasnąłem.
- To słodkie. – skomentowała ze śmiechem. – Słuchaj Niall musisz mi pomóc. Mam problem.
- A co? Nie ma ziemniaków w lodówce? – zapytał poważnie. Dziewczyna potrzasnęła głową zniecierpliwiona.
- Nie. Zupełnie nie o to chodzi. Moja mama wczoraj mi oznajmiła, że chce wrócić do taty.
- Zaraz, zaraz … ale twoi rodzice są po rozwodzie, prawda? – zapytał Niall a Jul kiwnęła głową.
- I właśnie w tym problem. Po za tym polubiłam Alice i nie wiem co mam robić.
Blondyn usiadł na łóżku i wziął głęboki oddech.
- Muszę pomyśleć. Daj mi trochę czasu.
Po tych słowach nastąpiło krótkie milczenie. Nialler intensywnie nad czymś myślał. W końcu powiedział:
- Doszedłem do wniosku, że twojej mamie potrzebny jest facet.
- Co? – Juliette omal nie wybuchnęła śmiechem.
- Twoja mama tęskni za twoim tatą bo czuje się samotna. Nie przywykła do bycia singlem. Musimy jej kogoś znaleźć.
- Niby jak chcesz to zrobić?
- W Internecie. Jest wiele portali randkowych. Stworzymy twojej mamie profil i seksowne ciacho mamy jak w banku. – powiedział Niall, który miał nie złą podjarkę z tego. Jul nie wydawała się być zachwycona tym pomysłem ale zgodziła się. Była pewna, że mama ją zabije gdy dowie się prawdy.
                                                                       ***
Liam i Christina weszli do baru. Kobieta nie miała ochoty tu przychodzić. Wolała zostać w domu i zastanowić się nad tą całą sprawą z Seanem. Jednak Payne zaczął ją błagać na kolanach i drzeć się przez pół godziny, że ma z nim iść wiec się zgodziła. Ten chłopak ma w sobie coś tak irytującego, że człowiek zrobi wszystko aby tylko dał spokój.
Usiedli na krzesełkach barowych i zamówili drinka a Li zaczął się rozglądać za menadżerem. Nigdzie go jednak nie dostrzegł.
- I co teraz? – zapytała z ciężkim westchnieniem. – Po co mnie tu ściągnąłeś?
Payne przygryzł wargę w zdenerwowaniu bo nic nie przychodziło mu do głowy.
- Ja? To ty chciałaś tu przyjść. – wypalił szybko.
- Bo błagałeś mnie pół godziny na kolanach. – odpowiedziała wypijając drinka.
- Nie masz w ogóle silnej woli. – skomentował z nie zadowoleniem. Christina wywróciła oczami. Wtedy Liam wyciągnął dyskretnie telefon i napisał wiadomość do Seana: Gdzie jesteś? My z Christiną już przyszliśmy.
- Nie masz ochoty kogoś poderwać? – zapytał Liam gdyż zauważył, że kobieta się na niego patrzyła od 2 minut.
- Wyobraź sobie, że nie. – odpowiedziała. – Mogę już iść? Mam ważniejsze sprawy na głowie niż siedzenie z małolatem w barze.
- Hej! Za parę miesięcy kończę 18 – nastkę. Nie jestem takim małolatem.
- Czyli masz 17? No ładnie. I pijesz w tym wieku alkohol? Bosko. – powiedziała kręcąc głową.
- Gdybyś widziała Louis’a w akcji … - w tym momencie ugryzł się w język. Przyszła także wiadomość więc na nią zerknął: Właśnie wszedłem. Gdzie jesteście?
- A co Louis robił? – zapytała nie pewnie. – Liam powiedz mi wszystko. Błagam.
Payne odpisał: Jak to gdzie? Przy barze. Podrywaj tam laski. Tylko nie za blisko xx
- Co? – Li zamrugał patrząc na nią jak na idiotkę. – A co miał Louis zrobić?
- Coś zacząłeś o nim gadać …
- Nie wiem. Nie pamiętam. Mówię różne rzeczy gdy jestem zalany. – wyznał z uśmiechem.
- Wypiłeś jednego drinka. – przypomniała mu.
- Teraz. Trochę się ich zebrało przez cały dzień. – wyszczerzył się głupio. Wtedy zobaczył Seana, który zgodnie z jego instrukcjami podrywał jakąś ładną blondynkę. Cieszył się w duchu jak małe dziecko bo jego plan zaczął działać. Postanowił zwrócić Christinie na to uwagę. – Uuu fajną laskę sobie znalazł. – rzekł z szerokim uśmiechem.
- Kto? Louis?
- Nie. – machnął ręką zniecierpliwiony. – Sean. Zobacz. – wskazał palcem na nich. Kobieta odwróciła się i widząc to o mało nie krzyknęła: TY ŁAJDAKU! Jednak się powstrzymała. Sean to tylko jej udawany chłopak więc nie mogła mu robić scen zazdrości. Ale poczuła jak zbierało jej się na łzy. Cóż nie mogła do tego dopuścić.
- A jakby tak ktoś ich zobaczył? Wyjdzie w gazetach, że mnie zdradza. – powiedziała ostro. – Już ja mu jutro dam.
- Ale w ogóle cię to nie rusza? – zapytał Payne, który nie zbyt jej wierzył.
- A co ma mnie ruszać? Że wyrywa jakąś 16 – letnią dupę? Wcale. Niech robi co chce. To jego życie. – powiedziała tak przekonująco, że nawet Liam jej uwierzył. Otworzył szeroko oczy. Plan obracał się przeciwko niemu. – Wiesz co? Ja już pójdę. Jak już powiedziałam mam ważniejsze sprawy niż siedzenie a barze.
Christina zeszła z krzesła barowego i skierowała się do wyjścia. Liam tymczasem poczuł się rozczarowany. Jak mógł się pomylić w tak ważnej sprawie? Był przekonany, że kobieta odwzajemnia uczucia Seana. A jednak … stało się inaczej. Nie wiedział tylko jak mu to powiedzieć?
                                                                                  ***
Juliette i Niall mamie dziewczyny profil od godziny. Napisali imię i nazwisko: Lilly Evans. Wiek 34 lata. W rzeczywistości ma więcej ale Niall się uparł, że faceci wolą młodsze. Zainteresowania: muzyka, książki, filmy. Takie uniwersalne. I zdjęcie dodali jakieś seksownej modelki.
- Chyba źle to rozegraliśmy. – stwierdziła Juliette kręcąc głową. – A co jak jakiś facet spotka moją mamę i powie, że na zdjęciu wyglądała inaczej?
- Oj tam. Powie się, że fota z liceum. – odpowiedział chłopak z uśmiechem.
- Ona nas zabije. – rzekła poważnym tonem.
- No co ty! Jeszcze będzie nam dziękować. Zobaczysz! – wykrzyknął Horan z uśmiechem. – O zobacz! Jakiś Henry napisał! – ucieszył się jak małe dziecko. Juliette odczytała wiadomość: Cześć. Jestem Henry. A ty? Urwałaś się z okładki magazynu?
- Najpierw zobacz jego profil zanim zaczniesz się ekscytować. – powiedziała.
- Ma 41 lat i kocha zwierzęta. Wydaje się być spoko. – rzekł blondyn z uśmiechem.
- Ale zależy w jaki sposób kocha te zwierzęta …
- Oj Jul. Przestań. Zaufaj mi. To spoko koleś.
- Ale ty jesteś naiwny. – powiedziała i założyła ręce na klatce piersiowej. – Odpisz mu coś.
Chłopak uśmiechnął się i wystukał na klawiaturze: Hej, jestem słodka Lilly. Miło, że piszesz takie rzeczy. Jesteś uroczy!
- Ha! – ucieszył się i nacisnął enter.
- Zgłupiałeś? Słodka Lilly? Weźmie nas za dziwki.
- Wyluzuj. Faceci lubią jak pisze się takie rzeczy.
- Nie faceci. Zboki.
Henry odpisał: Piszesz, że masz 34 lata i dodajesz zdjęcie 20 – letniej modelki? Gdzie tu logika? To jak? Powiesz ile masz naprawdę lat? Albo jak wyglądasz naprawdę?
- Ups. – Niall spuścił głowę. – Ale wtopa. Ale chociaż wiemy, że jest inteligentny.
Juliette wywróciła oczami. Horan był czasem taki głupi. Odpisał: Tak rzeczywiście ale faceci zwracają uwagę na wygląd a jestem zdesperowana.
- Niall!! – wrzasnęłą Juliette. – Co ty zrobiłeś?! Jestem zdesperowana?! Serio?! Boże jakiś ty durny. – dziewczyna dała mu po głowie. – Teraz na pewno nie odpisze a wydawał się być w porządku.
- Sama mówiłaś, że to zbok. – odpowiedział łapiąc się za bolące miejsce. Przez 5 minut rzeczywiście Henry nic nie pisał. Zrezygnowany Nialler już miał wyłączyć laptopa ale w ostatniej chwili przyszła wiadomość o treści: Haha. Zabawna jesteś. I szczera. Ale dlaczego jesteś zdesperowana?
Horan nie konsultując z Juliette odpisał: Bo rzucił mnie mąż dla młodszej. Chce do niego wrócić.
- Nialler! Nie osłabiaj mnie! Błagam już nic nie pisz! – powiedziała dziewczyna chowając twarz w dłoniach.
Co za idiota. Na pewno nie był ciebie wart. Nawet lepiej, że tak się stało. – odpisał Henry.
Dlaczego? – napisał Niall.
Bo teraz ktoś inny, lepszy ma szansę ;).
- Ha ! A widzisz? Henry leci na twoją matkę. – powiedział Horan z uśmiechem.
- Taa. Chyba na dwójkę dzieciaków, która założyła jej profil. – mruknęła pod nosem dziewczyna. Nie była pewna jak ta sprawa się dalej potoczy ale ten mężczyzna wydawał się być naprawdę w porządku. Teraz pozostaje tylko zdobyć jego numer i ustawić im spotkanie. Ciekawe czy będzie tak jak na filmach? Hm.
                                                                       KONIEC
Dobra! Ta da! Specjalnie dla was straciłam parę godzin ale skończyłam odcinek. Pisało się go naprawdę trudno ale statystki spadają wy też się pewnie denerwujecie, że musicie czekać wiec postanowiłam dodać.
Mam nadzieje, że nie usnęliście przy czytaniu tego bo muszę przyznać, że miało się wydarzyć o wiele więcej. Ale cóż te fajniejsze wątki pojawią się w 96 odcinku.
Zbliżamy się do wielkiej 100! Aaach podekscytowani? Bo ja bardzo. Już się nie mogę doczekać bo jestem ciekawa czy spodoba wam się mój pomysł na ten odcinek. Będzie dosyć specyficzny gdyż … no cóż. Nie będę wam niczego zdradzać. Sami zobaczycie.
W każdym razie proszę żeby każda osoba skomentowała ten odcinek bo chcę zobaczyć czy nadal ze mną jesteście ;)).
I dziękuje anonimkowi za spamowanie mi ale błagam nie rób już tego. To mnie nie przyspiesza ale muszę przyznać, że było miło :P.
Mam taki pewien pomysł odnośnie nowego opowiadania to znaczy: czy chcielibyście abym nową historię pisała tutaj?
Bo widzę, że niektóre osoby tak robią a bardzo się obawiam, że na nowym nie będę miała tyle czytelników. Tutaj jakoś mi się udało chodź sama nie wiem czemu? Może miałam szczęście albo co?
No cóż, napiszcie co o tym sądzicie a ja w następnym odcinku przedstawię wam dwa pomysły na historie i zdecydujecie, który lepszy.
Paaa <333