poniedziałek, 28 grudnia 2015

1x01

- Od kiedy chciała pani zostać terapeutką? - zapytała wysoka blond włosa kobieta z nienagannie ułożonymi włosami. Znajdowała się za biurkiem, siedząc naprzeciwko młodej dziewczyny, która postukiwała palcami o poręcz fotela w zdenerwowaniu. Po chwili dotarło do niej, że po dłuższej chwili milczenia, zostało jej zadane pytanie. Otrząsnęła się z rozmyślań i odpowiedziała:
- Od zawsze. To było moje marzenie odkąd pamiętam. Jako dziecko zawsze dużo rozmawiałam z rodzicami i właściwie byłam powodem dla którego się godzili. Potem i tak wzięli rozwód, ale nie miałam wpływu na to gdzie mój ojciec wsadza swojego penisa, więc... - urwała zdając sobie sprawę, że to co powiedziała było niestosowne. Odchrząknęła zmieniając temat: - To byłby wielki zaszczyt dla mnie móc tutaj pracować. Wprawdzie nie mam funduszy, aby zapewnić sobie jakieś wystawne biuro, ale mój dom jest całkiem nie zły. Mogłabym tam przyjmować pacjentów.
Nienagannie ufryzowana kobieta spojrzała na nią wzrokiem, który mógłby przeszyć na wylot. Ellie przełknęła głośno ślinę.
- To poważna praca. Nie ma z nią żartów, wiesz o tym prawda? - gdy dziewczyna kiwnęła głową kontynuowała: - Ale masz nie złe CV i widzę w tobie potencjał, dlatego przejmiesz grupę po pani Stafford, która skończyła 81 lat w tym roku i nieszczęśliwie się złożyło, że zmarła.
- Tak mi przykro. - powiedziała Ellie, gdyż bardziej tak wypadało niż naprawdę czuła smutek z tego powodu. - Ale przeżyła swoje. Niech spoczywa w spokoju.
- Była taka pełna życia... - ciągnęła dalej blond włosa kobieta. - Gdyby nie ten przeklęty autobus... - zacisnęła dłoń w pięść.
- Autobus? - zmarszczyła brwi. - Myślałam, że zmarła ze starości.
- Miała w sobie więcej witalności niż ty. - ucięła kobieta tonem przesiąkniętym wyższością, którą nad nią zapewne miała. Ellie kiwnęła głową. Nie miała się co oszukiwać. Nie była wcale okazem zdrowia na jaki mogła wyglądać. Borykała się z kilkoma problemami, a żeby nie powiedzieć wieloma.
- Co to za grupa? - zapytała nagle.
- I tu się zaczynają schody... - zaczęła kobieta od której zależało czy Ellie dostanie wymarzoną pracę czy raczej pójdzie na dno, jak większość Amerykanów po studiach, czyli krótko mówiąc, zostanie bezrobotna. - Pani Stafford była nie zwykle cierpliwą osobą, ale potrafiła być również nie zwykłą suką, dlatego tak dobrze jej szło prowadzenie tej grupy. Ty niestety wydajesz się być jej zupełnym przeciwieństwem. - westchnęła niezadowolona jak się zdawało.
- Potrafię być suką. - zapewniła ją dziewczyna, bez przekonania.
- Tak? - uniosła do góry jedną brew. - W takim razie co powiesz na moje stwierdzenie, że w życiu nie widziałam gorszej fryzury niż twoja, a w tej czerwonej szmince wyglądasz jak tania dziwka z ulicy.
Ellie patrzyła na nią przez moment nim jej kąciki ust uniosły się do dołu. Wyglądała jakby miała się rozpłakać.
- Dlaczego mówi mi pani takie okropne rzeczy? Nie mówi się tak do drugiej osoby. To oznaka braku kultury i szacunku. - powiedziała drżącym tonem.
- Tak jak mówiłam. - westchnęła jeszcze głośniej. - Brak ci charakteru, dlatego nie jestem pewna czy podołasz tej grupie.
- Dam radę. Jestem ambitna i tak łatwo się nie zniechęcam. - powiedziała tym razem stanowczo.
- Zgoda. Tu masz kilka informacji o nich. - podała jej parę białych kartek, na których rozpisane były imiona i nazwiska pacjentów.
- Siedmioro pacjentów? - Ellie posłała jej krótkie spojrzenie, nim ponownie nie spojrzała na kartki.
- Cóż, to jak rzut na głęboką rzekę, ale podobno łatwo się nie zniechęcasz. - uśmiechnęła się sztucznie.
- Bo tak nie jest, ale... chyba powinnam zmienić zdanie. - powiedziała lekko przerażona. - Co my tu mamy... Bradley Green 19 lat, uzależniony od seksu. Jak ja mam sobie z tym poradzić? - popatrzyła na kobietę wyczekująco. - A jak zgwałci mnie? O mój boże. Zostanę zgwałcona przez 19 - nastolatka. - jęknęła.
- To trudny, ale wrażliwy chłopak. - sprostowała ją kobieta. - Tak twierdziła przynajmniej pani Stafford.
- Dobrze, jedźmy dalej. Louis Tomlinson 24 lata, problem z przystosowaniem się do środowiska. Co on, jakieś zwierzę, że się nie może dopasować? - zdziwiła się Ellie.
- Według pani Stafford Louis jest dość specyficzną osobą, ale to dobry chłopak. Lubi modę i ma obsesję na punkcie swoich włosów. - stwierdziła kobieta.
- Mam nadzieje, że włosów na głowie. - wyrwało się dziewczynie. Za późno ugryzła się w język. - Ma rodziców pastorów? Sądziłam, ze jest gejem. Każdy chłopak, który lubi modę i ma super fryzurę jest homo.
- Został wychowany w bardzo wierzącej rodzinie, dlatego pani Stafford podejrzewała, że on nawet nie wie, że może być gejem. Ale to oczywiście tylko spostrzeżenia nie dawno zmarłej kobiety.
Ellie kiwnęła głową.
- Niall Horan 23 lata, typ imprezowicza, nie bierze życia na serio, na terapie wysłali go rodzice grożąc odcięciem od pieniędzy. - Ellie uniosła do góry brwi. - To będzie ciężki przypadek. Nie przyszedł sam z siebie tylko został zmuszony, dlatego dogadanie się z nim będzie nie lada wyzwaniem.
- Masz rację, chociaż pani Stafford się to udało. Bardzo ją polubił, podobno dawała mu dodatkowe pieniądze, za brak przeklinania i obrażania innych członków. - stwierdziła blondynka zakładając nogę na nogę. - Będziesz miała trudne zadanie, współczuje ci. - uśmiechnęła się sztucznie. Ellie miała ochotę pokazać jej środkowy palec, ale nie tak ją wychowywano.
- Harry Styles 23 lata, kocha trawkę, ale często się po niej obnaża w miejscach publicznych. Sąd skierował go na terapię. A to ciekawe. - powiedziała na moment podnosząc wzrok na kobietę za biurkiem.
- Nie taki diabeł straszny jak go malują. Pani stafford mówiła, że to uroczy, ale zagubiony chłopak. Zapisała się do niego nawet na jogę.
- To dobrze. Potrzebny mi ktoś normalny w tej grupie o ile tak mogę powiedzieć o zboczeńcu. - powiedziała Ellie lustrując wzrokiem dalszych pacjentów. - Alison Reynolds 24 lata, problem z alkoholem, została skierowana na przymusową terapię po tym jak spowodowała wypadek samochodowy. Ugh, nienawidzę nie odpowiedzialnych ludzi, mogła kogoś zabić. Nie wie co to odwyk?
- Była na nim cztery razy. - kobieta pokazała to na palcach. - Nic nie pomogło. Dalej pije. Nie wiadomo dokładnie dlaczego. Pani Stafford była bliska odkrycia tego, ale cóż, zmarła.
Ellie kiwnęła głową. Nie podobało jej się, że cały czas nienagannie uczesana kobieta przypominała jej, że pani Stafford zmarła, tak jakby to była jej wina! A przecież  tak nie było. Nie prowadziła tym cholernym autobusem.
- Kontynuując Jack Connor 25 lat, cierpi na niskie poczucie wartości, ma depresje. Rodzina ze wstydu się od niego odwróciła. Jak tak można? - oburzyła się. - To potwory, a nie rodzina. Biedny chłopak.
- Pani Stafford miała go po dziurki w nosie, ciągle narzekał i mówił jaki jest beznadziejny.
- Podniosę go na duchu. - postanowiła Ellie. - I ostatni: Zayn Malik 25 lat, ma kłopoty z agresją, pobił kochanka swojej byłej dziewczyny. Cóż, to nie takie znów okropne. Nie jeden facet pobił nowego chłopaka swojej ex.
- Trafił do szpitala w stanie krytycznym. Ponadto jego skóra gdzieniegdzie była podpalona. Nadal uważasz, że to nie takie okropne?
- I ja mam przyjmować go w swoim domu? Nie wiem czy się na to piszę. - Ellie zaczęły nachodzić wątpliwości. Cholera! Chciała tego odkąd była dzieckiem, a teraz? Chce zrezygnować kiedy była o krok od spełnienia marzeń? Nie wiedziała, co ma zrobić. Zaryzykować czy stchórzyć?
- Przyjmiemy kogoś innego. Ta decyzja należy do ciebie.
W tym momencie drzwi się uchyliły i do pomieszczenia zajrzał młody chłopak.
- Już? Skończyło się nudne przesłuchanie?
Kobieta uniosła do góry jedną brew, zastanawiając się kim on jest? Ellie postanowiła wytłumaczyć.
- To Liam. Mój były. Podobnie jak mój ojciec ma kłopoty  z wsadzaniem penisa w jedno miejsce. - potem spojrzała na nią zawstydzona. - Proszę wybaczyć. Kiedy jestem zdenerwowana nie wiem co mówię.
- W każdym razie... - odchrząknęła kobieta. - Decyzja należy do ciebie. - dodała. Ellie kiwnęła głową, podziękowała jej i wyszła ze swoim byłym z gabinetu.
                                                                                        ***
W samochodzie dziewczyna odetchnęła z ulgą, że to okropne przesłuchanie dobiegło końca. Ma tę pracę! Naprawdę ją ma. Tylko nie była pewna czy nadal ją chce. Wredna kobieta nie będzie czekać w nieskończoność na jej decyzję i być może już jutro postanowi przyjąć kogoś innego, machając Ellie na pożegnanie. Liam prowadził autem. Spojrzał na nią z ukosa, przypominając sobie, to co powiedziała w gabinecie i roześmiał się.
- Co cię tak bawi? - zapytała.
- Przypomniałem sobie to, co powiedziałaś w środku. - odpowiedział w rozbawieniu.

- No co? Nie moja wina, że mnie zdradzałeś! - odparła oburzona.
- Zdradziłem. - sprostował. - To był raz w dodatku po pijaku.
- Nie ważne ile to było razy. - machnęła ręką. - Ważne, że to zrobiłeś.
- Mój ojciec przybił by mi piątkę, a ty marudzisz. - westchnął.
- Ach, tak? A gdybym ci powiedziała, że ja również miałam romans?
- Co? Gdzie? Z kim? Kiedy? - pytania wylatywały z jego ust, niczym pociski. O mało nie wjechał w ciężarówkę z tego wszystkiego. Ellie wybuchnęła śmiechem.
- Zazdrośnik. - skomentowała. Liam postanowił zmienić temat. Nie lubił kiedy ktoś wmawiał mu, że był zazdrosny kiedy w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Zerwali pół roku temu. Wprawdzie nadal się przyjaźnią, ale nie wiedział czy z sentymentu czy to była prawdziwa przyjaźń z krwi i kości.
- Przyjmiesz tę pracę? Moim zdaniem powinnaś. Jesteś po studiach, a musisz zarabiać. Wychowujesz dwie siostry. Sama, pragnę ci przypomnieć.
Tak, Ellie od dwóch lat sama zajmowała się siostrami. Jej mama wyjechała bez słowa pożegnania robić karierę, a ojciec zmarł. Kiedy jeszcze studiowała dorabiała w McDonaldzie, ale ledwo wiązała koniec z końcem. Teraz chciała, aby było inaczej. Chciała zapewnić swoim siostrą godne warunki.
- W porządku. Później zadzwonię, że biorę tą pracę. - postanowiła. Ta grupa to zapewne będzie nie lada wyzwanie, ale Ellie od dziecka kochała wyzwania.
                                                                                ***
Ellie od progu usłyszała czyjąś kłótnie. Z łatwością przyszło jej domyślenie się, że odpowiedzialne za nią są jej siostry, które nie umiały przeżyć dnia bez dokuczania sobie. Dziewczyna przystanęła na moment, kiedy z ust jej starszej siostry popłynęły słowa:
- Dam ci sto dolarów, tylko nie mów nic Ellie.
Beth prychnęła pod nosem.
- Naprawdę myślisz, że przekupisz mnie tym?
Ellie uśmiechnęła się pod nosem. Zawsze uważała, że Beth jest mądra i nie nabierze się na takie sztuczki. Mina jej zrzedła kiedy usłyszała dalszą cześć zdania:
- Za to nawet nie kupie sobie porządnego teleskopu! Daj mi więcej, jeżeli tak ci zależy na tej tajemnicy.
W tym momencie dziewczyna weszła do kuchni, skąd dobiegała rozmowa. Założyła ręce na klatkę piersiową i starała się udawać oburzoną, chodź w sumie naprawdę tak było, po tym czego się dowiedziała.
- O czym mam się nie dowiedzieć? - zapytała i czekała na odpowiedź. Obie siostry wyglądały na zbite z tropu i zdawało się, że nie wiedzą jak zareagować na kierowane oskarżenia pod ich adresem.
- O tym, że dostałam piątkę z matmy. - wypaliła Olivia. - Zawsze miałam same pały i teraz jak w końcu zyskałam dobrą ocenę, pomyślałam, że poczujesz się rozczarowana tym, że zbaczam z ukierunkowanego przeze mnie toru.
- Oliv, naprawdę myślisz, że dam się na to nabrać? - Ellie spojrzała na nią wyczekująco. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Warto było spróbować.
- A więc? - kontynuowała, ale usłyszała jakiś dźwięk, jakby ktoś zbiegał po schodach. Zainteresowana udała się szybko w tym kierunku, a Olivia błagała w duchu, aby tej osobie udało się uciec jak najszybciej. - Kim jesteś i co robisz w moim domu, prawie nagi? - zapytała dziewczyna będąc w nie małym szoku. 16 - letni chłopak, ubrany w same bokserki spojrzał na nią przerażony i starał się lekko uśmiechnąć, chcąc rozładować napięcie. - Proszę, powiedz, ze nie jesteś chłopakiem Beth. Chce nadal myśleć, że jest małą niewinną dziewczynką. - mruknęła.
- Jake przyszedł do mnie. - powiedziała Olivia podnosząc do góry rękę, jakby się zgłaszała do odpowiedzi.
- Ja i on? fu. Ma włosy w dziwnych miejscach. - odezwała się Beth, a Ellie spojrzała na nią zaskoczona.
- W jakich miejscach i skąd o tym wiesz? - bała się odpowiedzi swojej siostry, ale taka była Beth. Zawsze jasno mówiła o czym myśli i nie bała się krytyki. Mimo iż miała 13 lat to była na swój wiek wyjątkowo inteligentna. To w niej Ellie najbardziej podziwiała.
- Weszła w nieodpowiednim momencie, ale to naprawdę nie była moja wina! Mówiłam jej, że jestem zajęta przez najbliższą godzinę. - powiedziała Olivia, a Ellie złapała się za głowę, mówiąc, że za dużo informacji jak na 10 sekund.
- Chciałam pożyczyć długopis. - broniła się dziewczynka.
- I dziwne jęki wcale cię nie odstraszyły? - odpowiedziała jej na to siostra.
- Stop! - krzyknęła Ellie takim głosem, który nawet ją przeraził. - Ty wychodzisz z tego domu i już nigdy więcej się w nim nie pojawiasz. - wskazała na Jake'a. - Tam są drzwi! No raz, szybciutko. - klasnęła w dłonie, a chłopak kiwnął głową i wręcz podbiegł do drzwi. Oliv wywróciła oczami i chciała iść na górę, ale Ellie ją zatrzymała, łapiąc ją za ramię.
- O nie moja panno! Ty zostajesz tutaj. Musimy poważnie porozmawiać o tym, co tu się wydarzyło.
- Przecież to jasne. Uprawiali seks. - powiedziała Beth wzruszając ramionami.
- Zamknij się! - wrzasnęła Olivia. - To nie był typowy seks. Coś w ten deseń, ale nie doszło no wiesz...


- O mój boże! Nie chcę tego słuchać. - Ellie zatknęła uszy. - Lala, moja siostra nadal jest dziewicą, lala, nie wie co to seks, lala, nie umawia się z chłopakami, lala.
- Przerażasz mnie. - powiedziała dziewczyna otwierając szeroko oczy.
- Dobra. - Ellie ponownie spojrzała na swoją siostrę. - Chce się teraz skupić na mojej nowej pracy, a nie na puszczalskiej siostrze.
- Hej! - obruszyła się Oliv.
- Nie okłamuj się. - Beth dotknęła ramienia siostry, idąc schodami na górę. Dziewczyna pokazała jej język i kazała nie wtrącać się w jej życie, a potem sama uciekła do swojego pokoju. Ellie wzięła głęboki oddech. Opiekowanie się dwójką dorastających dziewczyn wcale nie było proste, ale myślała, że to będzie o wiele mniej skomplikowane zadanie, kiedy się tego podejmowała. Jednak teraz wolała się skupić na tym, że już jutro przyjmie do swojego domu pierwszych pacjentów. To będzie nie lada wyzwanie, ale w sam raz coś dla niej. Zobaczy czy sobie z tym poradzi, bo w końcu to nie mogło być aż tak trudne, prawda?
*
Kiedy Ellie piła kawę w kuchni, do środka weszła jej najlepsza przyjaciółka Chloe. Była jej zupełnym przeciwieństwem. Zadziorna, pewna siebie, nie mająca kompletnie problemu ze zdobywaniem facetów. Wręcz się do niej kleili, a ona z tego korzystała. Charakterem mogła się równać z Olivią. Może dlatego tak bardzo się lubiły? Chloe uczyła ją flirtować, a Oliv z chęcią korzystała z tych nauk.
- Witaj przyjaciółeczko. Liam mówił, że zdobyłaś pracę. - powiedziała z szerokim uśmiechem. - Dlaczego się tym nie chwaliłaś? To świetna wiadomość! Trzeba to jakoś uczcić. Może imprezą w klubie?
- Spasuje. - odpowiedziała wznosząc kubek z kawą do góry. - Mam poważniejsze problemy. Olivia prawdopodobnie nie jest dziewicą.
- Dopiero?! Ile ona ma już lat? 15?
- 16. - sprostowała Ellie. - To jeszcze dziecko.
- Dzieckiem była w wieku 6 lat, teraz jest kobietą. - powiedziała Chloe, siadając obok przyjaciółki.
- Ty w tym wieku przeżyłaś swój pierwszy pocałunek. - odparła ze śmiechem dziewczyna.
- To całowania z języczkiem musiałam poczekać do 10 roku życia. - mruknęła nie zadowolona. - Wiesz, moi rodzice trzymali mnie krótko.
Ellie wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Ty byłaś dziewicą do 18 roku życia, chociaż nadal się zastawiam czy nią czasem nie jesteś. - kontynuowała Chloe. Ellie uderzyła ją w ramię.
- Liam może ci potwierdzić, że nie.
- No tak. Zapomniałam, że to był twój jedyny chłopak. - Chloe wywróciła oczami. - W każdym razie zamiast przejmować się siostrą i jej życiem seksualnym idź się zabaw i bierz coś z życia! Jesteś młoda, powinnaś się upijać w klubach i sypiać z przypadkowymi kolesiami. Dlaczego nie jesteś
normalną dziewczyną?
- Mówiąc to masz na myśli: dlaczego nie jestem taka jak ty? - Ellie uniosła do góry jedną brew.
- Coś w tym stylu. - odpowiedziała wstając i otworzyła lodówkę, szukając jakiegoś napoju alkoholowego, którego mogłaby się napić. Nic takowego jednak nie znalazła, toteż wyjęła puszkę z colą. - Co to za grupa terapeutyczna?
- 7 osób, które będę musiała przyjmować w swoim domu z powodu braku funduszy na własny gabinet. Jeden chłopak jest uzależniony od seksu. Już się boję. Zapewne kiedy mnie zobaczy nie będzie się mógł powstrzymać przed zaciągnięciem mnie do łóżka.
Chloe roześmiała się tak wymownie, że Ellie poczuła się urażona.
- W każdym razie, czuje, ze to będzie ciężki orzech do zgryzienia, ale wierzę, że temu podołam. - zapewniła, chociaż nie była pewna czy chciała przekonać swoją przyjaciółkę czy siebie.
- Czyli nie idziesz ze mną do klubu? - zapytała Chloe, już wiedząc, jaka będzie odpowiedź. Ellie potrząsnęła głową.
- Muszę pilnować drzwi pokoju mojej siostry, aby żaden przybłęda nie pomylił numeru domu i nie zatrzymał się u niej w łóżku.
- Pamiętaj, ze są też okna! - powiedziała na odchodne Chloe, a dziewczyna wywróciła oczami i schowała twarz w dłoniach. Czuła, że dzisiaj nie uśnie.
*
Następnego dnia, Ellie od rana przygotowywała się na przyjęcie swoich pacjentów. Nawet wymieniła kwiaty w wazonach na świeże, wszędzie poodkurzała, wyczyściła łazienkę i upiekła ciasteczka. Nie sądziła, że będzie to aż tak stresujące. Chciała wypaść jak najlepiej. Pierwszą osobę, jaką powitała był Bradley. Jego najbardziej się obawiała. Cały czas rzucała mu spojrzenia, aby zobaczyć jego reakcję na nią. Starała się również ubrać tak, aby najwięcej partii ciała pozostawało zakryte. Miała nadzieje, że chłopak nie będzie na nią patrzył jak na obiekt seksualny.
- Proszę, usiądź tam. - wskazała ruchem ręki na kanapę. Chłopak nawet nie odezwał się słowem. Nie wiedziała czy to dobry znak czy też nie. Następną osobą był Louis. - Zajmij miejsce gdziekolwiek chcesz. - powiedziała w stronę chłopaka. - Nie chcę, abyś pomyślał, że coś ci wmawiam.
- Okeeej. - odpowiedział Louis, nie do końca rozumiejąc o co chodzi dziewczynie. Gdy reszta osób się pojawiła i usadowiła się na kanapie, mimo początkowego kłopotu, kto obok kogo ma siedzieć, Ellie zajęła miejsce naprzeciwko nich w fotelu. Wzięła głęboki oddech i wskazałam palcem na ciasteczka znajdujące się na stoliku.
- Może ktoś ma ochotę? - uśmiechnęła się nerwowo. Przez chwilę nikt się nie odzywał.
- Czy są z dodatkiem marihuany? - spytał Harry. Ellie otworzyła szeroko oczy.
- Nie.
- A więc podziękuje. - odpowiedział odstawiając ciasteczko z powrotem na talerz. Dziewczyna westchnęła. Czuła, że nie będzie łatwo.
- Pani Stafford miała własny gabinet. - powiedział Niall rozglądając się po pomieszczeniu.
- Ale pani Stafford wpadła pod autobus. - Ellie za późno ugryzła się w język. - W każdym razie, może przejdziemy do waszych problemów, co?
- Ty tu jesteś terapeutą. - odpowiedział Horan.
- Mniej więcej wiem z jakimi problemami się borykacie, ale chcialabym abyście o nich opowiedzieli. Niall, może ty zaczniesz? - spojrzała na chłopaka, który grał w grę na telefonie. Wzruszył ramionami.
- Moim problemem jest siedzenie w domu jakieś dziwaczki. - odburknął.
- Auć. - odezwał się Louis.
- Cóż, to było mocne, ale rozumiem, że potrzebujecie czasu na przyzwyczajenie się do mnie. Louis?
- Ja byłem przyzwyczajony do pani Stafford. Nie sądzę bym się przyzwyczaił do kogoś z tak niskim poczuciem mody. - powiedział, a Ellie starała się uregulować oddech.
- Czy ktoś w tej grupie ma problem nie związany ze mną? - zapytała donośnym tonem. Nikt się nie odezwał. - Harry, może ty?
- Aktualnie moim problemem jest to, że w tych ciasteczkach nie ma marihuany.

Ellie przewróciła oczami. W tym momencie z góry zeszła Olivia.
- Słuchaj, czy mogę... - urwała widząc zgromadzonych ludzi. - Chyba przyszłam nie w porę.
- Absolutnie się nie zgadzam. - odezwał się Bradley odwracając się w stronę dziewczyny. Oliv uśmiechnęła się.
- Jesteś bardzo miły, dzięki. - przygryzła wargę. Ellie widząc to musiala zainterweniować.
- Bradley, jesteś uzależniony od seksu, prawda? - spojrzała na niego wyczekująco.
- Ale mogę to zmienić. - powiedział nadal patrząc na Olivie, która uśmiechała się jak zakochana nastolatka.
- Nie, nie możesz. To przypadłość na całe życie. - powiedziała stanowczym tonem.
- Czy terapeuta powinien mówić takie rzeczy? - zapytała Alison.
- Cicho. - syknęła Ellie, widocznie już zdenerwowana. - Olivia czy nie miałaś czasem odrobić lekcji?
- Nie wydaje mi się.
- Ale mnie się wydaje. - powiedziała ostrym tonem. - No już. - wskazała ruchem głowy na schody. Dziewczyna westchnęła ciężko i popędziła na górę. Bradley ponownie spojrzał na Ellie.
- Masz piękną siostrę. Teraz wiem po kim odziedziczyła urodę.
- Oh, dzięki to... zaraz, zaraz. Znam twoje gierki. Nie przekabacisz mnie, aby zaliczyć Oliv. - powiedziała.
- Cóż, warto było spróbować. - westchnął.
- Ktoś jeszcze ma jakiś problem? - zapytała.

- Ja. - Jack podniósł rękę.
- Słucham.
- Wszyscy mnie nienawidzą. - jęknął.
- Ja nie. - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Ty się nie liczysz. - odpowiedział.
- Okej Jack, widzę, że musimy poćwiczyć nad kulturą osobistą. A teraz dziękuje za dzisiejsze spotkanie, która dobiega powoli końca. - powiedziala udając, że patrzy na zegarek.
- Mamy jeszcze 20 minut. - zauważyła Alison.
- Naprawdę chcesz wdawać się ze mną w dyskusję? - Ellie zmrużyła oczy. - Widzimy się jutro, tak?
Nikt nie kiwnął głową. Dziewczyna westchnęła.
- Do zobaczenia.
Wszyscy zaczęli wstawać i się zbierać. Kiedy wyszli na zewnątrz Niall powiedział:
- Musimy się jej pozbyć.
- Zdecydowanie. - przytaknął Harry. - Jak może podawać ciastka bez marihuany?
- Nie o to mi chodzi... zaraz, to genialny pomysł! - powiedział Horan. - Dodasz do jej ciastek marihuany i wezwiemy komisję, która ją zwolni! Dostaniemy nową terapeutkę z własnym gabinetem.
- Naprawdę uważacie, że to dobry pomysł? - zapytała Alison.
- Kazała ci się zamknąć. - przypominał jej blondyn.
- Fakt. - kiwnęła głową. - Ale to mega wredne. Nie wiem czy na to zasługuje.


- Mnie wszystko jedno. - powiedział Zayn pierwszy raz się odzywając. - Może się rozbierze na haju. Dawno nie widziałem nagiej kobiety.
- Fu. Naga kobieta. - Louis wzdrygnął się, a reszta posłała mu dziwne spojrzenia. - Nadal nie jestem gejem! Przestańcie! Pogódźcie się z tym, że jestem hetero!
- Ok, zgadzam się. Na pewno w duchu mnie nienawidzi. - powiedział Jack.
- Nie dała mi przelecieć swojej siostry. - powiedział Bradley.
- A czy to dla ciebie jakiś problem? - zapytała Alison.
- Nie. - odparł wzruszając ramionami.
- Czyli postanowione. Jutro pozbywamy się naszej okropnej terapeutki. - powiedział Niall zacierając ręce z podekscytowania.
*
Tymczasem Ellie opadła na kanapę z westchnięciem. Nie sądziła, że to będzie takie trudne zadanie. Miała nadzieje na coś prostszego. Czy nie może mieć normalnej pracy? Tak trudno o nią w dzisiejszych czasach. A ona dostała chyba jedną z najtrudniejszych jakie można było dostać. Poszła do kuchni. Musiała zrobić sobie ziółka na uspokojenie, ponieważ czuła, że długo tak nie pociągnie. Gdy wstawiła czajnik na gaz, ktoś wszedł tylnymi drzwiami.
- Hej. Jak tam grupa? - zapytał Liam przygryzając jabłko.
- Jednym słowem: tragedia. Oni nawet nie chcą współpracować. - jęknęła dziewczyna.
- Musisz nakazać im dyscyplinę. - powiedział chłopak siadając. - Nie od razu Rzym zbudowano. Na to potrzeba pracy. Najważniejsze to wzbudzić r e s p e k t. Oni muszą cię szanować.
- Wiem, ale jak to zrobić? - Ellie wydęła wargi.
- Bądź stanowcza. Zagróź, że wyrzucisz ich z grupy.
- To akurat by im pasowało. - powiedziała wyciągając z szafki kubek.
- Fakt. - Liam ponownie przygryzł jabłko. - A więc zrób słoik kary.
- Słucham? - Ellie zmarszczyła brwi.
- Za każde chamskie zachowanie będą wrzucać 100 dolarów do słoika. Wiesz ile kasy zarobisz?
- Hm, to mnie jakoś specjalnie nie pociesza, ale dobry pomysł. - powiedziała wlewając wodę z czajnika do kubka. - Dzięki, Liam.
- Do usług. - chłopak uśmiechnął się szeroko.
- Mam dla ciebie małą radę... - zaczęła Ellie.
- Tak, tak wiem. Mam nie wsadzać na drugi raz penisa tam gdzie nie powinienem. - mruknął Payne.
- Tak, to też. - kiwnęła głową ze śmiechem. - Ale najważniejsze to nie kładź ogryzka  po jabłku na moim stole. - wskazała palcem. Liam uśmiechnął się.
- Wybacz.
*
- Dzień dobry. Chciałbym poinformować, że moja terapeutka regularnie uczestniczy w sesjach pod wpływem narkotyków. - powiedział Niall przez telefon. - Robi się po nich bardzo wulgarna, a jej zachowanie... zresztą, może sam pan przyjdzie ocenić? Jutro na przykład?
- Dziękuje za poinformowanie nas. Oczywiście przyjdę na inspekcję. - odpowiedział mężczyzna w słuchawce.
- Znakomicie. Dziękuje. - Niall z szerokim uśmiechem się rozłączył. - Już po tobie, suko. - powiedział do siebie.

Misja zakończona sukcesem. 

czwartek, 24 września 2015

Jeżeli ktoś jest jeszcze zainteresowany

To za jakiś czas planuje założyć nowego blooga z NOWYM OPOWIADANIEM :-)
Tutaj uważam, że nie ma sensu już nic publikowac, bo w sumie i tak nikt nie komentuje:) spróbuje od nowa, może się uda! Czekajcie na wiadomość i obserwujcie mój profil xxx 

czwartek, 9 lipca 2015

Łamacze serc 1x16 Bitch I'm famous

Oczami Victorii:
Wczorajszy wieczór był magiczny. Najpierw poszliśmy z Zaynem na nudne przyjęcie w jego pracy (tak na marginesie to już nigdy więcej mnie tam nie wyciągnie, o nie co to, to nie), a potem poszliśmy na pyszną kawę. Po tym wszystkim przeszliśmy się wzdłuż mostu i praktycznie nie rozmawialiśmy ze sobą, ale nie czułam się jakoś bardzo niezręcznie. Było naprawdę uroczo i czułam się jak… z naprawdę dobrym przyjacielem. Czy to możliwe, że po tym wszystkim zacznę traktować Zayna jak zwykłego przyjaciela i nikogo więcej? A może z czasem spotkam chłopaka który mnie naprawdę zauroczy. Może po prostu ja i on nie byliśmy sobie pisani. Takie rzeczy się zdarzają prawda? Nie ma w tym nic złego.
- O mój boże! – usłyszałam krzyk Vanessy dochodzący z jej pokoju. Natychmiast tam pobiegłam. Może coś jej się stało? Gdy jednak otworzyłam drzwi, moja przyjaciółka siedziała nad laptopem i wyglądała na przerażoną. Czyżby okazało się, że Ryan Gosling ma żonę?
- Co? – zapytałam.
- W Internecie jest pewne nagranie… - zaczęła.
- Justin z jakimś chłopakiem? – spytałam, a serce zaczęło mi walić. Tyle pracy, aby ukryć jego orientacje. Nie chce aby to poszło na marne.
- Nie. Raczej moje nagranie. – zrobiła nacisk na słowo ‘moje’.
- Co na nim robisz? – chciałam podejrzeć jej przez ramię, ale zakryła laptop. Zmarszczyłam brwi.
- Czy to ważne?
Czy Vanessie jest głupio? Pierwszy raz w życiu! Nie wierzę.
- Skoro tak panikujesz to chyba ważne. – odpowiedziałam.
- Wiesz, w sumie to chyba nie jest takie ważne. – machnęła nie dbale ręką. – Wróć do swoich nudnych spraw, a prawdziwe życie zostaw twardzielom. – dodała, na co pokazałam jej język.
- Nie uwierzycie! – krzyknął Zayn wparowując do jej pokoju. Mogłam wyczuć jak Van serce podchodzi do gardła.
- W co? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Według moich źródeł, zaufanych warto wspomnieć, jakaś dziewczyna jest w ciąży z Justinem Bieberem.
Wybuchnę łam głośnym śmiechem.
- To niemożliwe. – stwierdziłam.
- Dlaczego? Puszcza się na prawo i lewo. – wtrąciła Vanessa.
- A ty coś o tym wiesz, prawda? – powiedział Zayn.
- Zamknij się, Malik. – syknęła Van.
- Ale Justin jest stu procentowym gejem! Kiedy raz zobaczył nagą dziewczynę zaczął piszczeć na cały dom. – powiedziałam.
- Nie pomyliłaś go czasem z Rodrickiem? – spytała Vanessa.
- Może. – przyznałam. – W każdym razie jestem pewna, że to pomyłka. Twoje źródła cię zawiodły. Przykro mi. – powiedziałam w stronę Zayna. W tym momencie mój telefon zadzwonił. To był Scott. Menadżer Justina. Ciekawe czego może chcieć? Pewnie mam gdzieś znowu z nim wyjść.
- Halo? Cześć Scott. Co tam?
- Słuchaj, mamy mega problem. – powiedział poważnym tonem.
- Jaki? – zmarszczyłam brwi.
- Jakaś dziewczyna jest w ciąży z Justinem.
Kiedy usłyszałam te słowa myślałam, że padnę tu i teraz. Jakie kurna Zayn ma źródła? One są genialne! Ma wszystkie najlepsze ploteczki o gwiazdach w dodatku potwierdzone. To chyba najlepszy dziennikarz na świecie.
- Słucham? On jest homo, prawda? – upewniłam się.
- Jasne, ze jest. Ale Jus też lubi się napić i na jednej z takich imprez… sama wiesz. Wpadka. Stało się. Napompował laskę. – Scott nigdy nie był delikatny. – A teraz ktoś musi ją przekonać, aby nie szła z tym do mediów.
- Okej. – kiwnęłam głową nadal nie rozumiejąc, co ma na myśli.
- I tą osobą będziesz ty.
- O nie, nie, nie, nie, nie. – zaczęłam kręcić głową. – Na pewno nie ja.
- O tak na pewno ty. Jesteś dziewczyną dogadacie się.
- Ale Scott!!
- Żadnych ale! Masz to zrobić. Jesteś jego dziewczyną czy nie?
- No jestem. – przyznałam nie chętnie.
- Więc to zrobisz. Dasz radę. Jesteś mądrą dziewczyną. – powiedział chcąc mnie zmusić do podjęcia się tego, ale nie byłam taka głupia na jaką wyglądałam. Jak ja niby mam przekonać tą dziewczynę, aby nie nagłaśniała tej sprawy? Nie jestem dobra w negocjacjach.
- Postaram się. – westchnęłam. – Ale żądam podwyżki.
- Uu, nie grzeczna dziewczynka, ale taką cię lubię. – powiedział. Serio? Nasuwało mi się na myśl, ale nic nie powiedziałam. Gdy odłożyłam telefon Zayn patrzył się na mnie wyczekująco. Wzruszyłam ramionami nie chcąc mu przyznawać racji. Jakie on ma źródła? Pracuje w blind gossip czy co?
- I? – naciskał Zayn idąc za mną do przedpokoju.
- I nic? – spojrzałam na niego przez ramię.
- Miałem rację, co? A ty nie chcesz się do tego przyznać. – uśmiechnął się cwaniacko. Co za bezczel. Nie wierzę. Jak mogłam się w nim kochać? Chociaż. Walić to. Nadal to robię.
- Może. – odpowiedziałam. – Teraz jednak mam ważniejsze sprawy na głowie.
- Obejrzeć kolejny odcinek Young&Hungry?
Hej! Skąd wiedział, że to mój ulubiony serial? On wie wszystko! Super dziennikarz.
- Nie. Muszę z kimś porozmawiać i przekonać tego kogoś, aby nie popełniał największego błędu w życiu. – powiedziałam i opuściłam mieszkanie. Zapowiada się szalony dzień.
Oczami Vanessy:
Odkąd moje nagranie pojawiło się w sieci dostałam dużo nieprzyzwoitych propozycji. Oczywiście nie zamierzam z żadnej z niej korzystać. W moim łóżku jest tylko miejsce dla Logana i Harry’ego i nikogo więcej. Właśnie! Powinnam zadzwonić do Logana i umówić się z nim na kolejną nie zapomnianą noc. Kiedy weszłam na mojego twittera, przeżyłam szok! Dosłownie! Moja liczba obserwujących wzrosła o jakieś 4 tysiące osób! Tak bardzo spodobałam im się na tym nagraniu? Najwyraźniej tak. Jestem…. Celebrytką. A właściwie stanę się nią, już nie długo. Wybrałam numer do Rodricka i kazałam mu przyjść twierdząc, że to super ważne. On jak zawsze wykręcał się faktem, że ma pedicure. Serio? Kogo obchodzi jego pedicure w takiej sytuacji?
Po 20 minutach (poważnie?) był u mnie w domu.
- Co jest? – zapytał zdyszany. Czyżby biegł?
- Patrz. – odwróciłam w jego stronę laptop. Pojawił się filmik na którym tańczyłam na stole w pozach nie przeznaczonych dla dzieci i robiłam striptiz.
- O mój boże! – złapał się za usta. – Kto mógł zrobić coś tak ohydnego?
- Ohydnego? To najlepsza rzecz jaką ten ktoś mógł dla mnie zrobić. – powiedziałam. – Kompletnie nie pamiętam tego faktu, ale to dobrze, bo dalej jakiś grubas klepie mnie po tyłku. Fu, to dopiero ohyda. Najważniejsze jest to, że wzrosła liczba moich obserwujących! Dasz wiarę? Nie obserwuje mnie 500 osób, ale 4 i pół tysiąca! Gdybym tylko znała kogoś sławnego i pokazała się z nim to liczba moich obs wzrosłaby jeszcze bardziej.
- I tak bardzo zależy ci na obserwujących? – zdziwił się.
- Milcz. Ciebie obserwuje marne 200 osób. Co ty wiesz o sławie. – powiedziałam dumnie. – Chodź! Musimy iść do Central parku. Tam podobno przychodzi najwięcej sław! – złapałam go za rękę i podekscytowana pociągnęłam za sobą.
                                                        ***
- Serio przychodzą tu sławy? – zapytał Rodrick popijając czwartą kawę. Ja siedziałam tymczasem wściekła i patrzyłam z odrazą na wchodzących ludzi. Nie są sławni! Nie mają prawa tu przebywać. To miejsce na poziomie. Dobra, wiem, że przesadzam, ale byłam tak wściekła, że nic mnie nie obchodziło.
- Zaczekajmy. Może pojawi się Calvin Harris albo Adele. – powiedziałam.
- Wątpię. – mruknął pod nosem.
- Co ty tam mruczysz?
- Mówię, że jest duże prawdopodobieństwo. – skłamał, na co wywróciłam oczami. Mój plan A okazał się być do bani. Czas na plan B. Vanessa Malik tak łatwo nie rezygnuje. Świat celebrytów będzie należał do mnie!
Oczami Victorii:
Okej. Więc miałam przekonać jakąś przypadkową laskę będącą w ciąży z Justinem, aby nie szła z tym do mediów. Wcale nie miałam ochoty. Mogła nie zachodzić w ciążę, albo się zabezpieczać. A teraz ja mam problemy, a właściwie Justin będzie miał jeśli ja zawalę. A to jest jego problem i on powinien ponosić konsekwencje swojego czynu. Biedny Rodrick. Załamałby się gdyby o tym wiedział. Nie chce nawet o tym myśleć. Trup. Samobójstwo na miejscu. Chyba lepiej by to zniósł  gdyby Jus zdradził go z facetem. Teraz może myśleć, że nie był dla niego wystarczająco dobry skoro przespał się z dziewczyną.
Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki oddech nim zapukałam. To będzie bardzo, bardzo trudne.
- Cześć. W czymś mogę pomóc? – zapytała niska dziewczyna w okularach. To współlokatorka puszczalskiej laluni? Czy może jej siostra?
- Szukam… eee… - kurde, dlaczego nie spytałam Scotta jak ma na imię zapłodniona? – Ciężarnej. Jest tu może?
- Chodzi pani o kobietę w ciąży? Cóż, ja jestem. – odpowiedziała dziewczyna.
- Nie chodzi mi o ciebie. – machnęłam nie dbale ręką. – Słuchaj, jest mała sprawa. Pewna dziewczyna przespała się na jednej z imprez z niejakim Justinem Bieberem. Tak wiem, pewnie mi nie uwierzysz, bo w sumie skąd jakaś laska miałaby znać samego Jusa? Ale tak się stało, że dała owemu chłopakowi no i co? Wpadka! Teraz spodziewają się dziecka. Więc szukam owej puszczalskiej, to znaczy zapłodnionej przez mojego chłopaka. – mówiłam na jednym wdechu. – Może jest jakąś groupies czy coś w tym stylu? Nie wnikam. W każdym razie chciałabym, abyś dała mi na nią namiary.
- Cóż, stoi przed tobą. – powiedziała dziewczyna, a ja wybuchnęlam głośnym śmiechem. Przecież ona była taka niepozorna i nie miała wielkich cycków. Chociaż dla geja Justina to nawet lepiej. Lubił jak się miało więcej w spodniach.
- Ty? Naprawdę? – zdziwiłam się.
- Tak, to ja. I nie jestem groupies, jeśli o to chodzi.
- Ale serio to ty? – nie mogłam uwierzyć. Justin musiał być naprawdę pijany. Jezu, zamieniam się w Vanesse. Podła suka ze mnie.
- Tak, to ja. – powtórzyła ze złością. – Czego chcesz? – założyła ręce na klatkę piersiową.
- Porozmawiać.
- Nie usunę dziecka.
- Nie chciałam cię o to prosić.
- Już jego menadżer dzwonił do mnie z tą propozycją.
- Co? Przecież tak nie można! Aborcja to grzech. Nie można zabijać dziecka. – powiedziałam oburzona.
- To płód. Nie dziecko. – odparła.
- Jak zwał tak zwał. – machnęłam ręką. – Mogę wejść?
- Jak na jego dziewczynę nie jesteś zbyt przybita. – zagrodziła mi ręką wejście.
- A wiesz. Przyzwyczaiłam się do jego zdrad. Ciągle wchodzi do łóżka kobietą i mężczyzną. Raz nawet transwestycie. – powiedziałam z nerwowym śmiechem.
- Dobra, wchodź. – powiedziała i poszła w głąb mieszkania. – Więc czego chcesz?
- Masz nie iść z tym do mediów. – odparłam prosto z mostu zatrzaskując drzwi.
- Żartujesz, prawda? – roześmiała się. – Wiesz ile mi za to zapłacą? Laska w ciąży z samym Justinem Bieberem. To się sprzeda jak nic.
- Pewnie tak, ale zniszczysz mu życie.
- Tak jak on zniszczył mnie? – wskazała na swój brzuch.
- Zawsze możesz usunąć.
- Nigdy w życiu. Urodzę dziecko Justina Biebera. A potem będę go szantażować.
- Nie będziesz mogła. – zaśmiałam się. – Skoro wszyscy dowiedzą się prawdy.
- Fakt. – przygryzła wargę. Potem usiadła na kanapie i zaczęła się zastanawiać. – Okej, więc zapłacisz mi.
- Ile? – spytałam z kpiną.
- 200 tysięcy dolarów. – powiedziała dumnie. – Na razie.
- Na razie? Ty chyba sobie panienko żartujesz! – naprawdę, ta laska działa mi na nerwy. Mała szantażystka. Justin mógł nie wskakiwać z nią do łóżka. Teraz same problemy. Chociaż… to nie ja jej będę musiała płacić tylko on. Niech będzie dobrym tatusiem.
- Więc powiem mediom. – zagrozila. – Zniszczą go. – uśmiechnęła się cwaniacko.
- Zgoda. Dostaniesz tyle kasy. – powiedziałam wzdychając ciężko. – Ale ani centa więcej, rozumiesz?
- Więc pójdę do mediów. – uśmiechnęła się ponownie.
- Słuchaj laluniu. – stanęłam naprzeciwko niej. Moja twarz wyrażała czystą złość. Obrzydzają mnie takie laski. – Najpierw dajesz pierwszemu lepszemu kolesiowi, który w dodatku jest gejem i co? Jeszcze starasz się wyłudzić kasę od niego. Jak ci nie wstyd? Wiesz co by powiedzieli na to twoi rodzice? Och, a może chcesz się przekonać? Zadzwonić do nich i powiedzieć, że masz dziecko po jednym numerku? Chyba, że nie chcesz aby się dowiedzieli, abyś mogła zgrywać przed nimi biedną, zranioną dziewczynkę. Sama wybieraj. Dla mnie zdobycie ich adresu nie będzie problemem. A wtedy obsmaruje cię tak jak jeszcze nikt.
- Nie uwierzą ci. – wstała gwałtownie z kanapy.
- Mnie może nie, ale Justinowi na pewno tak. – uśmiechnęłam się. Widziałam, że nie wie co powiedzieć. Była postawiona w kropce. Brawo Victoria! Spisałaś się na medal.
Oczami Rodricka:
Musiałem znaleźć mojego aktualnego „crusha”. W tym celu udałem się do stowarzyszenia ochrony ziemi. Miałem nadzieje, że podadzą mi imiona i nazwiska wszystkich członków i w ten sposób znajdę chłopaka, który tak zawrócił mi w głowie.
- Dzień dobry. – powiedziałem znajdując się w coś na kształcie biura, jednak sekretarka zamiast przed biurkiem siedziała przed stolikiem i zamiast na krześle znajdowała się na poduszce siedząc po turecku. Moglem się domyśleć, że to nie jest normalne stowarzyszenie.
- Słucham? – spojrzała na mnie z wyższością, chodź w tym momencie to ja górowałem nad nią. Usiadłem więc, ponieważ czułem się dziwnie.
- Potrzebuje czegoś. – zacząłem.
- Wielu ludzi czegoś ode mnie chce i głównie nie są to rzeczy zgodne z prawem. – odpowiedziała.
- W takim razie będę wyjątkiem. – uśmiechnąłem się. – Potrzebuje imion i nazwisk wszystkich członków, którzy byli na dniu ziemi.
- Właśnie o tym mówiłam. Niezgodność z prawem.
- Co? – oburzyłem się.
- Ochrona danych osobistych. Mówi ci to coś?
- No tak. – kiwnąłem głową i ciężko westchnąłem. Musiałem ją jakoś przekonać. Marco musi być mój. To był niesamowity chłopak. Nie jestem pewien czy jeszcze spotkam kogoś tak fajnego. – Piękna bluzka. Czy to z kolekcji Ralpha Laurena? – próbowałem ją jakoś podpuścić.
- Nie? O co ci chodzi? – zmarszczyła brwi.
- Zastanawiałem się. Tak wygląda. On ma rzeczy zawsze z najwyższej półki. Po za tym do twarzy ci w niej. Wyglądasz naprawdę… wow.
- Chcesz mnie przekupić tanimi komplementami?
- Nie śmiałbym bym. – zaprotestowałem szybko. – Ale wyglądasz w niej… o mój boże. Na sam widok mam ciarki na całym ciele, calusieńkim. Robi mi się gorąco jak wyobrażam sobie ciebie bez niej. Jesteś taka… pociągająca i jestem pewien, że gdybyś właśnie ją zdjęła to dosłownie bym eksplodował.
- Nie jesteś przypadkiem gejem? – zapytała.
- Cóż… tak, ale… - podrapałem się w tył głowy. – Nie mogę zwrócić uwagi na ładną kobietę?
- O co ci chodzi? Po co ci nazwiska wszystkich członków? Chcesz sobie wybrać spośród nich chłopaka?
- Nie! – krzyknąłem. – Próbuje odnaleźć mojego Marco! Poznałem go, ale wymyśleliście jakieś głupie pseudonimy więc nie mam pojęcia jak ma na imię. Muszę go znaleźć. To moja jedyna szansa na normalny związek, w którym mój partner zapamięta chociaż moje imię. – powiedziałem przypominając sobie jaki justin miał kłopot z zapamiętaniem go.
- Dobrze. Masz listę. – westchnęła i podała mi ją. Otworzyłem szeroko oczy. ilu tych ludzi tam było? Cała Ameryka?
- Tu jest ponad 70 osób. – powiedziałem.
- Wiem. – uśmiechnęła się cwaniacko. Suka.
- Dziękuje. – uśmiechnąłem się sztucznie i wyszedłem z piekielnie długą listą. Muszę przeszukać wszystkie domy. Szlag.
Oczami Vanessy:
Postanowiłam wprowadzić w życie mój kolejny plan. Będzie on lepszy od pierwszego. Czaiłam się właśnie za budynkiem i czekałam, aż wyjdzie Justin. Że też ja wcześniej na to nie wpadłam. Jak mogłam na to nie wpaść? Przecież jus utoruje mi drogę do sław. Sam ma tyle obserwujących na twitterze, że głowa mała. Czas aby się podzielił. Sławo-nadchodzę!
Gdy Justin wyszedł z budynku w otoczeniu swoich ochroniarzy szybko do niego podbiegłam. Nie spodziewał się tego, co zaraz zrobię, bowiem uważał mnie za znajomą Vic dość normalną. A jednak. Rzuciłam mu się na szyję i namiętnie go pocałowałam. Chłopak otworzył szeroko oczy i natychmiast mnie odepchnął.
- Popierdoliło cię?! – wrzasnął wycierając usta.
- Masz wspomnieć o mnie w wywiadzie. I podać mojego twittera.
- Nie ma mowy. – odpowiedział. – Idziemy chłopaki.
- Albo powiem, że masz dziecko z jakąś dziwką! – krzyknęłam z szerokim uśmiechem. – Wiesz, że to zrobię. I namówię tą dziewczynę, aby powiedziała prawdę. – zachowałam się teraz jak jędza, ale cóż. Wszyscy w Hollywood tacy są. Tylko dobrze to ukrywają.
- Więc jaki jest twój twitter? – odwrócił się na pięcie patrząc mi prosto w oczy. Uśmiechnęłam się i podałam mu.
Oczami Rodricka:
Okej więc lecimy na głęboką wodę. Oto stoję przed pierwszym domem. Kobiety mogłem wykluczyć więc zostało jakieś 40 osób tylko. Ron Kochman. Mam nadzieje, że to ten koleś i nie będę musial dalej szukać. Zapukalem do drzwi. Otworzyła mi jakaś gruba kobieta.
- Dzień dobry. Czy zastałem Rona?
- Tak. – odpowiedziała z mocnym jakby hiszpańskim akcentem. Wyglądała zresztą jak hiszpanka. Pewnie gosposia.
- A więc czy mógłbym go prosić?
- No właśnie stoi przed tobą. W czym mogę pomóc?
Roześmiałem się głośno.
- Jest pani kobietą! Kobietą! Nie może być pani facetem! Facetem! No chyba, że jest pani gender albo transwestytą.
- Rodzice mnie tak nazwali. Przez całą szkołę się ze mnie śmiali. A teraz jakiś gówniarz przychodzi do mojego domu i się ze mnie naśmiewa. To poniżające… - powiedziała, a jej głos zaczął się łamać. Już po chwili zaczęła płakać. Zrobiło mi się jej żal, więc ją przytuliłem.
- Proszę nie płakać. Nie chciałem. Po prostu Ron to imię męskie, a pani jest kobietą, a ja szukam mężczyzny i zmyliło mnie to. – mówiłem obejmując ją.
- Całą szkołę słyszałam, że Ron to imię męskie! – nadal wyła. – Mieli mnie nawet za lesbijkę! A czuje obrzydzenie patrząc nawet na swoje cycki!
- Idealnie panią rozumiem. – mruknąłem po czym ją puściłem.
- Całą szkołę. Całą podstawówkę musiałam to znosić. – płakała dalej. – Ron to nie jest imię żeńskie, a ty jesteś dziewczyną, no chyba, że masz męskie genitalia! Raz nawet Sandy Jefferson sfotografowała mnie pod prysznicem, aby pokazać swoim głupim przyjaciółką i się ze mnie pośmiać! To było okropne. Życzę im wszystkiego najgorszego.
- Rozumiem. Ja również, ale… chyba będę się zmywał. – powiedziałem i uciekłem. Kobieta dalej stała przed otwartymi drzwiami i coś mruczała, ale ja jej już nie słuchałem. Ok, to było mocne. Mam nadzieje, że druga osoba okaże się bardziej normalna.
                                                        ***
Andrew Johnson. Może to on? Wprawdzie głupszego imienia chyba rodzice nie mogli mu nadać, ale jeżeli to mój cudowny Marco to zniosę wszystko. Zapukałem do drzwi i otworzył mi dość przystojny chłopak jednak…. Nie mój Marco.
- Czy ty jesteś Andrew Johnson? – spytałem, chodź byłem pewien odpowiedzi.
- Nie, to mój brat. Zawołać go?  - zapytał. Pojawiła się mała iskierka nadziei. Nie wszystko stracone.
- Jasne. – powiedziałem. Chłopak poszedł po swojego brata, a ja czekałem. Po paru sekundach wrócili. Ten chłopak był sto razy brzydszy, nie żebym jakoś specjalnie zwracał uwagę na wygląd, no ale błagam.
- Jestem Andrew. A ty to?
- Nikt. Pomyłka. – powiedziałem szybko.
- Ale mówiłeś…
- Różne rzeczy mówię kiedy jestem naćpany. Nie słuchaj mnie. – odpowiedziałem i szybko się zmyłem.
Oczami Vanessy:
Wieczorny wywiad Justina mogę zaliczyć do udanych. Ale od początku. Usiadłam na kanapie z miską popcornu i w zniecierpliwieniu czekałam, aż coś o mnie powie. Victoria z nudów usiadła obok  mnie, a Rodrick narzekał, że nie znalazł swojego Marco.
- Ile przeszedłeś domów? – zapytałam wpakowując sobie popcorn do ust.
- Ponad 31. – odpowiedział. – Nikt z nich nie był moim Marco. Miałem w sumie 40, ale 9 osób nie było w domu. A jeden koleś umarł więc… go również nie liczę.
- Biedny Rodri… - powiedziałam, chodź teraz najważniejszy był wywiad. – Na pewno go znaj… o zaczyna się! – krzyknęłam podekscytowana. Na początku był nudny wstęp, a potem pytania o samopoczucie i nową płytę, same bzdury. Ale dziennikarka w końcu przeszła do mnie. Nareszcie.
- Kim jest dziewczyna która cię pocałowała na tym zdjęciu? – na wielkim ekranie wyświetliło się moje i Jusa zdjęcie.
- Ale okropnie wyszłam. – powiedziałam zdegustowana.
- Lewy profil masz straszny, przyznaje. – odparł Rodrick. Dobra, mogłam mu wybaczyć. Miał doła po Marco.
- To moja bliska przyjaciółka Vanessa Malik. – powiedział Justin.
- Twoje imię zapamiętał, a mojego nie? Co za świnia. – Rodrick rzucił garścią popcornu w telewizor.
- Tylko przyjaciółka? – zaśmiała się dziennikarka.
- Tak. Zdecydowanie. Tylko. – powiedział Justin. – Aha i jej twitter to VanessaBitchMalik. – dorzucił. Uśmiechnęłam się. Obserwujący wzrosną na pewno. To był genialny pomysł! Rodrick wyjął telefon i po chwili wykrzyknął:
- Holy shit!
- Co? – przeraziłam się.
- Masz 10 tysięcy obserwujących!
- Nie pierdol! – powiedziałam ciesząc się jak małe dziecko.
- Nie pierdolę, serio. – pokazał mi. To się nie dzieje naprawdę.
- Teraz 10 i pół tysiąca. – odparł. – O już 11 tysięcy i liczba rośnie.
- Jestem popularna. – pisnęłam.
- Żeby cię popularność nie zgubiła. – westchnęła Victoria. Jednak ja jej nie słuchałam już. 
_________________________________________________________
Strasznie opornie szło mi napisanie tego rozdziału, naprawdę ;( wybaczcie, brak zapału jakoś. 
Mam pomysł na nowe ff bo widzę, że to nie wchodzi jakoś, ale założę nowego blooga już. 
+ Matt pojawi się nie długo jakoś 1x18 albo 1x19 już nie mam sily wchodzić w spis odcinków jakie zaplanowałam, ale na pewno nie pojawi sie później. 
++ zamierzam zacząć pisać na wattpadzie i mam nawet fajne opowiadanie napisane do połowy na razie, ale dodam je jak skończę :)

niedziela, 28 czerwca 2015

Łamacze serc 1x15 Try to forget about you

Oczami Victorii:
Odkąd Zayn mnie odrzucił moje życie straciło sens w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dotąd jedynym pocieszeniem w moim marnym żywocie był fakt, że kiedyś ja i on będziemy mieli szansę być razem, teraz już nic się nie liczyło. Spokojnie mogę umrzeć. Czuje się kompletnie beznadziejna, jakbym nic nie znaczyła. Leżałam cały dzień w swoim pokoju, przykryta kołdrą i udawałam, że mnie nie ma. Co jakiś czas tylko schodziłam na dół coś zjeść, ale zwykle to były chipsy bądź jakiś batonik. Nikt nie zapytał mnie jak się czuje i to chyba było najgorsze. Ale w sumie, skąd ktoś poza mną i Zaynem miałby o tym wiedzieć? Przecież nikomu nie mówiłam. Spojrzałam wtedy na mojego psa. Jasna cholera! Przecież ja mam psa! Zapomniałam go wyprowadzić, ale w ogóle nie mam na to ani siły ani ochoty. Weszłam więc po schodach na górę i bez pukania otworzyłam drzwi od pokoju Vanessy. Tak, tak wiem, że zawsze każe mi pukać, nawet jeśli dom by się palił, ale zupełnie o tym nie pomyślałam. A mogłam. Van bowiem znajdowała się w samej bieliźnie i robiła jakieś erotyczne pozy do telefonu. Zmarszczyłam brwi.
- Nagrywasz seks taśmę? – zapytałam. – To twój nowy sposób zarabiania pieniędzy?
- Hm, szkoda, ze na to nie wpadłam wcześniej. – odpowiedziała. – Ale jak wiesz wykonuje bardzo ważną pracę w pewnej firmie.
- Van… - wywróciłam oczami. – Ja i Zayn wiemy, że nie pracujesz. – wypowiedzenie jego imienia przyszło mi z nie lada trudnością.
- I nie przeszkadza to wam? Serio? Hm, dziwaki z was. – stwierdziła wkładając szlafrok. - Robiłam sobie zdjęcia, które wysłałam Harry’emu. Może to sprawi, że do mnie wróci.
- Masz go za jednego z tych chłopaków?
- Tak. Każdemu chłopakowi zależy tylko na ładnym ciele. Jak zobaczy, ze to mam to wróci do mnie w podskokach.
Przez moment myślałam nawet czy by nie zrobić jej długiego wykładu na temat tego, ze nie każdy chłopak zwraca uwagę tylko na atuty zewnętrzne, ale w końcu zrezygnowałam. Mam ważniejsze zmartwienia.
- Trzeba wyprowadzić Lucky’ego.
- Okej. Więc to zrób. – powiedziała z miną ‘no idź już sobie, muszę dokończyć robić erotyczne fotki’
- Nie mam ani siły ani ochoty, bo… - przygryzłam wargę, ponieważ do moich oczu zaczęły napływać łzy. – Twój brat… on… to dupek! – krzyknęłam i rozpłakałam się na dobre. Jeszcze nikt nigdy tak nie złamał mi serca.
- Zayn? Dupkiem? To chyba jedyny porządny facet. – powiedziała Vanessa.
- Ten ‘porządny facet’ kazał mi się wypchać. Nie dosłownie, ale to miał na myśli. Nigdy nie będziemy razem. Zadowolona? Pewnie tak, a teraz idź wyprowadzić mi psa. Tylko o to cię proszę. – powiedziałam i wyszłam z jej pokoju. Życie jest podłe.
Oczami Vanessy:
Westchnęłam. Naprawdę szkoda mi Victorii. Muszę jakoś jej pokazać swoje wsparcie i w tym celu wyprowadzę tego nieszczęsnego psa na spacer, który na marginesie chciał mnie zjeść! I jestem pewna, ze to małe bydle jeszcze nie raz postanowi się mnie pozbyć. Oczywiście nie dam się. W tym celu wybrałam numer do mojego najlepszego przyjaciela i kazałam mu się zjawić w ciągu godziny. Sama zeszłam na dół, oczywiście ubrana, Harry będzie musiał zaczekać na kolejne seksowne fotki. Lucky siedział na kanapie! Na mojej kanapie! Co ten pies sobie wyobraża? Nieznośne zwierzę.
- Złaź kudłaczu! No już! – krzyknęłam na niego, ale on ani myślał się ruszyć. Czy ja śnię? – Złaź! – powtórzyłam, ale on nadal siedział i patrzył się przed siebie, nawet nie na mnie. Czy to zwierzę mnie olewa? To mój dom. Nie pozwolę się tak traktować. – Powiedziałam złaź! – teraz podeszłam do niego i zaczęłam go spychać z kanapy. Niestety nie mogłam dać rady. Lucky był za ciężki. – Kto ci daje tyle żarcia?! – wydyszałam po kilku sekundach ‘pracy’. Pies rzucił mi krótkie spojrzenie nim znów nie położył głowy. Myślałam, że dostanę szału. Jeszcze moment, a bym go uderzyła tym co miałam pod ręką, ale na szczęście psa wszedł w tym momencie Rodrick.
- Siemaneczko! – powiedział wlatując do salonu i od razu podbiegł do psa. – Cześć stary, jak się trzymasz?
- Zaskoczony, że pies ci nie odpowiedział? – zapytałam po chwili. Rodrick wzruszył ramionami i pogłaskał Lucky’ego.
- Mógłbym go zaadoptować.
- Tak, Rodri, bo psy się adoptuje. Ja rozumiem, że wam gejom pozostaje tylko ‘adopcja’, ale to nie znaczy, ze musicie adoptować wszystko co się rusza.
- Nie bądź uszczypliwa. – rzucił nadal bawiąc się z psem, który najwyraźniej go polubił. – Victoria wspominała coś o tym, że chce go oddać?
- Wspominała, że mamy go wyprowadzić na spacer. O niczym innym nie mam pojęcia. – powiedziałam. – To co? Idziemy?
- Jasne. – powiedział przywołując do siebie psa, który posłusznie uczynił jego rozkaz. Mogłam tylko obserwować ich z rosnącą zazdrością. Czy ja właśnie jestem zazdrosna  o psa? Hm, tego jeszcze nie było.
Oczami Victorii:
Mój smutek przerodził się w złość. Tak, byłam teraz wściekła na Zayna, za to co mi zrobił. Robił mi złudne nadzieje przez tak długi czas. Tylko ślepy by nie zauważył jak bardzo jestem w nim zakochana, a on co? Zamiast mi o tym od razu powiedzieć, że woli życie w samotności niż życie u boku kogoś kto będzie go kochał i wspierał wolał to przede mną zataić czekając tylko, aż zrobię z siebie kompletną idiotkę. Mam ochotę mu przyłożyć. I gdy właśnie zszedł po schodach wstałam, mając taki zamiar. Ale w połowie drogi przystanęłam przypominając sobie, że to przecież mój Zayn… Znowu chciało mi się płakać.
- Mam problem. – powiedział chłopak patrząc prosto w moje oczy.
- Miłosny? – zakpiłam.
- Victoria…
- Nie odpowiadaj. – uciszyłam go gestem ręki. – Czego chcesz? – założyłam ręce na klatkę piersiową i próbowałam udawać, że wcale nie mam ochoty go pocałować. Ale w końcu to Zayn Malik! Która normalna dziewczyna nie chciałaby go pocałować?
- Mam przyjęcie w pracy….
- I chcesz abym ci pomogła zaprosić twoją wymarzoną dziewczynę? – przerwałam mu, znowu drwiącym tonem.
- Zaprosić tak, może nie do końca wymarzoną dziewczynę. – odpowiedział. Zmarszczyłam brwi. No jak powie, że chodzi mu o mnie to chyba padnę tutaj trupem.
- Czyli kogo? Vanesse?
- Fu, to moja siostra. – powiedział z obrzydzeniem. – Na pewno nie poszedłbym tam z nią, nawet jeśli nie łączyłyby nas więzy rodzinne.
Pokiwałam głową. Co racja to racja. Jak za dużo wypije to… robi naprawdę dziwne rzeczy. W sumie wstyd się z nią pokazywać w towarzystwie.
- Więc o kogo ci chodzi?
- O ciebie. – powiedział, a ja myślałam, że dostanę zawału. Dzień po tym jak mnie odrzucił chce iść na przyjęcie w pracy?
- O mnie? – zapytałam wskazując na siebie palcem.
- Tak o ciebie. – potwierdził. – Wiem, że między nami się nie układa, ale…
- Nie układa się? Nie układa?! – krzyknęłam. – Upokorzyłeś mnie. Czy ty wiesz co to znaczy w moich stronach?
- Upokorzenie? – strzelił.
- Złamane serce, smutek, żal i chęć zemsty. – powiedziałam ostrym tonem. – A teraz ty mnie prosisz abym wyświadczyła ci przysługę? – naprawdę, nie mogłam w to uwierzyć. Jaki trzeba mieć tupet.
- Krótko mówiąc tak. – powiedział bez ogródek.
- Dobrze! – krzyknęłam tupiąc nogą. – A teraz zejdź mi z oczu.
Zayn zaczął kierować się z powrotem na górę, ale zatrzymał go mój głos.
- Jeszcze jedno!
- Tak?
- O której to przyjęcie?
- O 19:00.
- W porządku. A teraz naprawdę zejdź mi z oczu. – powiedziałam, aż samą siebie zaskakując. Czy ja właśnie byłam wredna dla miłości mojego życia? Niedoczekanie.
Oczami Vanessy:
- Słuchaj, mam pytanie… - zaczęłam, podczas naszego spaceru z psem. Rodrick uparł się, aby nie zabierać smyczy, ponieważ Lucky jest tak grzeczny, ze na pewno nam nie ucieknie. Ja oczywiście byłam innego zdania.
- Van! On cię nie chce pożreć! Przysięgam ci to! – powiedział zirytowany.
- Nie o tym ci chciałam powiedzieć, ale ja i tak mam inne zdanie na ten temat. – odpowiedziałam. – Co byś zrobił gdyby jakaś dziewczyna, załóżmy twoja była, wysłała ci swoje erotyczne zdjęcia?
- Ty tak poważnie? – Rodrick spojrzał na mnie lekko zdegustowany. – Zacząłbym krzyczeć i biegać po domu jak nienormalny po czym musiałbym się zapewne zapisać na jakąś terapię. Raz gdy miałem 10 lat zobaczyłem pokojówkę pod prysznicem.
- I co? – zmarszczyłam brwi.
- Wtedy zdałem sobie sprawę, że jestem gejem.
- Ach, no tak! – walnęłam się dłonią w czoło. – Powinnam zapytać co byś zrobił gdyby twój ex chłopak wysłał ci swoje erotyczne zdjęcia.
- Hm, to też zależy czy byłby seksowny.
- Oczywiście, że byłby! – powiedziałam. – A gdyby to był Justin?
- Pomyślałbym, że chce do mnie wrócić więc zapewne zamiast z tobą na spacerze już byłbym pod jego drzwiami.
Westchnęłam. Cholera. Dlaczego Harry nie daje znaku życia? Nie podobam mu się. Co za facet.
- A gdyby to był twój ex który by cię zranił? Jak byś zareagował?
- Masz na myśli seksownego ex? – spojrzał na mnie pytająco.
- Jezu Rodrick! – krzyknęłam. – Jesteś niemożliwy! Jak to w ogóle możliwe, że się przyjaźnimy? Oczywiście, że byłby seksowny! Twój seksowny ex, który cię zranił! Co byś zrobił do jasnej cholery ty głupi geju!
- Hej! – oburzył się. – Tylko mi nie gejuj, okey? Jestem takim samym Amerykaninem jak ty.
- Głupim Amerykaninem! – krzyczałam jak nienormalna. – Nie możesz odpowiedzieć mi na pytanie? Czy to takie trudne? Jesteś chory na umyśle?
- O boże. – jęknął.
- Co? Teraz zdałeś sobie z tego sprawę? No popatrz! Wspaniałomyślnie ci to uświadomiłam! – powiedziałam nakręcając się coraz bardziej.
- Zamknij się! – teraz Rodrick się wydarł. – Lucky zniknął!
- Jak to zniknął? – otworzyłam szeroko oczy. Jezu Chryste. Victoria mnie zabije. Mogę nie wracać już do domu.
- Normalnie! Nie ma go! A to wszystko twoja wina! Zadajesz mi jakieś trudne pytania o erotyczne zdjęcia mojego ex!
- One są trudne dla głupoli!
- Skończyłem studia w przeciwieństwie do ciebie! Ha! I kto teraz jest głupi? – Rodrick zaśmiał się ironicznie.
- Ja chociaż mam życiowe doświadczenie! – odgryzłam się.
- Przepraszam, powiedziałaś łóżkowe? Tak, zgadzam się. – wyszczerzył się jak głupek. Zrobiłam oburzoną minę i popchnęłam go.
- Oj, nie oddasz mi? Co? Nie umiesz się bić lalusiu?
- Jak mnie nazwałaś? – spytał przez zaciśnięte zęby.
- Wybacz! Chciałam powiedzieć ‘geju’!
- Och! – wykrzyknął zirytowany. – Jesteś niemożliwa.
- Nawzajem. – założyłam ręce na klatkę piersiową. – Ale teraz musimy znaleźć Lucky’ego. Potem dokończymy naszą kłótnię. Pamiętaj, że skończyliśmy na ‘geju’. Wymyśl jakieś dobre przezwisko dla mnie.
- Coś w stylu ‘łóżkowa zdzira’?
- Nie denerwuj mnie. – syknęłam. – Gdzie ten kudłacz mógł pójść? – zaczęłam rozglądać się wokół.
- Nie znajdziemy go geniuszu rozglądając się dookoła. Musimy popytać ludzi. Może go ktoś widział.
- Masz rację. – westchnęłam.
- Zawsze mam rację. – powiedział dumnie.
- Działasz mi na nerwy, Newman.
Oczami Victorii:
Razem z Zaynem pojawiliśmy się na przyjęciu wśród gburowatych i bogatych ludzi z jego pracy, jak ich często określał. Czułam się tam kompletnie nie swojo. Miałam ochotę uciec i zaczęłam się teraz zastanawiać po co to w ogóle zrobiłam? No tak. Nie da się odkochać w ciągu 24 godzin, nawet jeśli obiekt twoich westchnień złamał ci serce.
- Zayn! Cześć, stary. – powiedział jakiś mężczyzna klepiąc go po ramieniu.
- Nie zwracaj na niego uwagi, jest idiotą. – szepnął do mnie Malik, na co się uśmiechnęłam. - Witaj Ron. – powiedział Zayn ze sztucznym uśmiechem.
- Kogóż to moje piękne oczy widzą? – zwrócił się w moją stronę kolega-idiota.
- Victoria. – przedstawiłam się podając mu dłoń.
- Masz piękną dziewczynę. – powiedział sprawiając, że się zarumieniłam. – Wiesz, że zawsze miałem cię za geja? – zwrócił się teraz do Zayna. Zakrztusiłam się własną śliną. Czy on jest nie poważny? Przedstawiłabym mu Rodricka chętnie, żeby nie miał złudzeń jak powinni się homo zachowywać.
- Co? – roześmiał się Malik.
- No wiesz, nigdy nie miałeś dziewczyny, nie zwracałeś uwagi na inne… ponadto myślałem, że się we mnie kochasz! – powiedział Ron. Taa, Zayn nie wierzy w miłość, dlatego nie miał dziewczyny, ale tego przecież nie powiem.
- Ja w tobie? Stary, rozbawiasz mnie. – Zayn prawie popłakał się ze śmiechu. Nie dziwię mu się. On go nawet nie lubił. – Sorry, ale musimy iść dalej, a ty… zapisz się lepiej na dodatkowe wizyty u twojego terapeuty. – powiedział do Rona, a ten posłał mu zdziwione spojrzenie.
Kolejną osobą, którą poznaliśmy był jego szef we własnej osobie wraz z żoną! Wyglądali jak typowa para bogaczy. Ona młoda piękna, on stary i nadziany. Typowo.
- Zayn! Witaj mój najlepszy pracowniku! – powiedział mężczyzna po czym wpadł w głośny śmiech. Może to była ironia?
- Na niego też nie zwracaj uwagi, jest już upity. – szepnął do mnie Zayn. Czy z nim pracują sami idioci?
- Hej szefie. – uśmiechnął się do niego Malik. – Witam pani Green. – zwrócił się do jego żony.
- Masz seksowną dziewczynę. – jego szef obrzucił mnie dzikim spojrzeniem, dosłownie! Poczułam się mega nie swojo. Chciałam stamtąd uciec. – Ile masz lat skarbeńku? Mam nadzieje, że jesteś już pełnoletnia, co? – puścił mi oczko.
- Eee, ja… - zatkało mnie, naprawdę.
- Przepraszam, mój mąż wypił za dużo. – powiedziała jego żona. – Chodźmy stąd kochanie i rób mi obciachu, rozumiesz? – syknęła do niego odprowadzając go z daleka od nas. Potem wróciła i powiedziała do Zayna: - Mój mąż jest nieznośny, wiem. Może się napijemy czegoś, co?
- Z przyjemnością. – powiedział Malik. – Zaczekaj tutaj, okey? Zaraz wrócę.
I tak oto mnie pozostawiając poszedł za żoną swojego szefa! Czy ja śnię?
Oczami Vanessy:
Szukaliśmy kudłacza już od kilku godzin. Bolały mnie nogi i miałam chyba jakieś odciski od tych przeklętych szpilek, których na marginesie i tak nie wyrzucę.
- Dobra, a więc dziwny staruszek twierdził, że widział jakiegoś psa w tej okolicy. – powiedział Rodrick.
- W tej okolicy znajduje się dom Steve’a… O mój boże! Steve porwał naszego psa. – powiedziałam. Gomezo był naprawdę niebezpiecznym człowiekiem i im prędzej zabierzemy to biedne stworzenie od niego tym lepiej.
- Nie mamy pewności, że wziął go Steve. Jest tutaj dużo domów.
- Zakład o dwie stówy, że ma go Steve?
- Po co Steve miałby porywać psa Victorii?
- Bo to Steve! – odpowiedziałam tak jakby to było oczywiste. On powinien dawno pójść do jakiegoś dobrego zakładu psychiatrycznego, a tam mieliby nad nim sporo pracy. Razem z Rodrickiem skierowaliśmy się do jego domu. Usłyszeliśmy dość głośną muzykę. Hm, chyba ktoś tu urządza imprezę. Ale dlaczego nas nie zaprosił? My go zawsze zapraszamy… dobra, sam się wprasza, ale zawsze. My nawet nie wiedzieliśmy, że ma jakieś przyjęcie.
- Widzisz? Ma imprezę. Na pewno nie porwał psa Victorii. – powiedział Rodrick. – Chodźmy stąd zanim zrobimy z siebie idiotów.
Było za późno, bowiem już dzwoniłam dzwonkiem. Tak łatwo się Gomezo nie wywiniesz. Może kudłacz chce mnie pożreć, ale to pies mojej najlepszej przyjaciółki, nie pozwolę aby stała mu się jakaś krzywda.
- Siemaneczko biczys! – powiedział nachlany w trzy dupy Steve. Patrzyłam na niego z obrzydzeniem.
- Gdzie pies? – powiedziałam prosto z mostu.
- Jaki pies? – udawał zdziwionego.
- Kudłacz! To znaczy Lucky. – odpowiedziałam. – Oddawaj naszego psa, albo wzywamy policję, wybieraj.
- Mam imprezę, nie widać? Przerwałaś mi konwersacje z Justinem Timberlakem. – powiedział ledwo trzymając się na nogach. Ugh co za ohyda.
- Justinem? Mam uwierzyć, że na twojej imprezie jest Justin Timberlake? Jaasne. – roześmiałam się głośno. – A teraz oddawaj psa! – krzyknęłam. – Albo wiesz co? Mam tego dosyć. Lucky! Nadciągam! – powiedziałam zwracając się do psa, który zapewne był w środku i przepychając się przez Steve’a, znalazłam się w środku. A tam i owszem była impreza, ale nie dla ludzi… i owszem, znajdował się Justin Timberlake ale nie żywy. Raczej papierowy. To były tekturowe postaci wzrostu normalnego człowieka. Czy wspominałam coś o tym, że Steve jest psychicznie chory?
- Urządziłeś imprezę dla tekturowych postaci? – powiedziałam nie mogąc w to uwierzyć.
- Taa, jestem trochę dziwny biczys. – Gomezo roześmiał się jak debil. Zanim wszedł Rodrick. Również był w szoku widząc to.
- O mój boże! To podobizna Justina Biebera? Mogę ją zabrać do domu? – powiedział mój przyjaciel robiąc z siebie kompletnego błazna. Myślałam, że z Justinem mu już przeszło.
- Jasne kolo. – Steve puścił do niego oczko. – Jakbyś kiedyś był samotny to wiesz…
- Nie! – krzyknęłam. – Rodrick nie jest samotny! Ma całe grono adoratorów. I niczego nie będzie zabierał do domu.
- Jakie grono adoratorów? – zdziwił się Rodri. – Jak dostanę kartkę na walentynki to będzie tyle, w dodatku jest od ciebie. – wskazał na mnie ruchem głowy.
- Gdzie jest pies? – ledwo zadałam to pytanie, a usłyszałam szczekanie z góry. Jasna cholera! Czy Steve zamknął psa na górze? To chory psychol. Natychmiast tam pobiegłam, kierując się wydawanymi przez niego odgłosami. Ciocia Vanessa leci na pomoc biednemu pieskowi. Teraz naprawdę zrobiło mi się go żal. Żałuje, że wyzywałam go od kudłaczy, chociaż nie. Tego nie żałuje. Żałuje, że próbowałam go zabić wiatrówką, a właściwie planowałam, ale w sklepie nie chcieli mi jej sprzedać, kiedy dowiedzieli się kim jestem. W każdym razie otworzyłam drzwi zapewne od sypialni Gomezo i kogo tam zastałam? Lucky’ego! Podbiegałam do niego niczym matka do zaginionego dziecka! Psiak też wyglądał na zadowolonego widząc mnie. Boże jak Steve musiał go traktować skoro kudłacz cieszy się na mój widok? Nie chce o tym nawet myśleć. Stary zboczeniec.
Potem zeszłam z nim na dół, a tam Rodrick stał koło podobizny Justina podziwiając ją i wzdychając do niej. Odciągnęłam go za koszulę. Koniec z Bieberem. Niech nawet nie myśli o powrocie do niego.
- Masz szczęście, że nie wniosę oskarżenia. – powiedziałam do Steve’a.
- Pies chciał przyjść na imprezę. Nie mogłem mu odmówić. – tłumaczył się.
- I chciał zostać zamknięty w twojej sypialni? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- No czekał tam… - podrapał się w tył głowy.
- Na kogo?
- No na mnie.
- Ył! – krzyknęłam zniesmaczona. – Dobrze, że przyszliśmy w samą porę. Chodź Rodrick, idziemy! – powiedziałam otwierając drzwi. – Rodrick! Przestań gapić się na Justina! Nie zabierzemy go do domu.
- Ale… - jęknął.
- Żadnego ‘ale’!
- Och, no dobra. – westchnął i ruszył za mną do wyjścia. Zginąłby na tym świecie gdyby nie ja.
Oczami Victorii:
Po półtorej godzinie, gdy Zayn zakończył flirt z żoną swojego szefa w końcu postanowił dołączyć do mnie. Siedziałam na krzesełku nudząc się i popijając drinka za drinkiem. Taa, świetna impreza. Oby takich więcej w moim życiu.
- Jestem. – powiedział znajdując się przy mnie. – Jak się bawisz?
- Super. – odpowiedziałam bez przekonania. – Właśnie jakiś stary koleś proponował mi 100 dolarów za numerek w toalecie. Ale jest spoko.
- Vic… przepraszam, ale musiałem za nią iść. – powiedział siadając obok mnie.
- Bo? – spojrzałam na niego. – Co by się takiego stało gdybyś nie spędził z nią czasu, co?
- Jej mąż by mnie wyrzucił. – przyznał. Myślałam, ze zakrztuszę się moim drinkiem.
- Słucham? Zabawiasz się z jego żoną, aby zachować pracę? Zayn, to chore.
- Nie zabawiamy się… dobra, tak jakby. – westchnął. – Widzisz? W moim życiu nie ma miejsca na miłość. Przykro mi. Nie chce abyś cierpiała.
- Okey, odstawiając moje cierpienie na bok. Sypiacie ze sobą? – zapytałam nie pewnie. Błagam, powiedz nie, powiedz nie.
- Nie. – powiedział, a ja myślałam, że krzyknę ‘jest!’ – Od czasu do czasu spędzamy ze sobą czas właśnie na takich wydarzeniach. Jestem jej ‘chłopcem do towarzystwa’.
- Mhm, a więc stara i znudzona żona twojego szefa wykorzystuje cię, aby poprawić sobie humor?
- W skrócie tak. – powiedział. Widziałam, że jest mu wstyd i nie jest z tego powodu dumny. Byłaby jędzą, gdybym prawiła mu kazania lub wyśmiewała się z niego. A prawda jest taka, że nadal mi na nim zależy i chce z nim być. No i co, że on nie chce? To na pewno nie zmieni moich uczuć do niego.
- Dobra, chodźmy stąd. – powiedziałam łapiąc go za rękę.
- Gdzie? – zmarszczył brwi.
- Gdziekolwiek. Nie spędzę tu ani minuty dłużej. – powiedziałam, na co Malik posłał mi lekki uśmiech i kiwnął głową.
Oczami Vanessy:
To był naprawdę ciężki dzień. Nie mam zamiaru oczywiście mówić Victorii o tym co się wydarzyło podczas spaceru. Oszczędzę jej nerwów, zresztą i tak jej nie ma i Zayna… hm, czy ja o czymś nie wiem? W każdym razie nadal zastanawiałam się nad Harrym. Dlaczego w ogóle nie odpisał na żadne moje seksowne zdjęcie? Może rozładował mu się telefon? Albo ktoś mu go ukradł? Nie możliwe abym mu się nie podobała. I chyba już wiem co zrobię. Ubrałam się w najseksowniejszą bieliznę jaką miałam i na to założyłam czarny zwiewny szlafrok. Tak oto ubrana wyszłam z domu, rozglądając się czy, aby żadnego sąsiada nie ma wokół. Nie chce niepotrzebnych plotek. Potem zapukałam do drzwi domu Harry’ego. Gdy mnie tak zobaczy jestem pewna, że rzuci się na mnie i zapomni o tym co mu zrobiłam. Mnie się nie da oprzeć. Przygryzłam wargę i starałam się przybrać pozę niczym modelka. Serce mi zaczęło walić, gdy usłyszałam zbliżające się kroki. To już za chwilę, jeszcze trochę a moje marzenia o wspólnej nocy się spełnią… w progu zobaczyłam Harry’ego. Chyba go obudziłam. No fakt była 22:40, ale nie specjalnie o tym myślałam.
- Witaj nieznajomy. – powiedziałam z uśmiechem.
- Vanessa? – spytał ziewając. – Co tu robisz?
Odsłoniłam na to szlafrok ukazując mój strój i czekałam na jego ruch.
- I co ty na to?
- Vanessa, myślę, że…
Nie dokończył, ponieważ przerwałam mu pocałunkiem. Nie oddał go. Otworzył tylko szeroko oczy i odepchnął mnie od siebie. Zmarszczyłam brwi.
- Nie podobam ci się? Moje zdjęcia nie zrobiły na tobie wrażenia? – spytałam wkurzona.
- To, że jestem wyluzowany nie znaczy, że można mnie przekupić ładnymi zdjęciami. Zraniłaś mnie i… po prostu już cię nie chcę.
- Co? – nie mogłam w to uwierzyć. – Każdy facet marzy o kimś takim jak ja. To niemożliwe, że mnie nie chcesz. Co z tobą nie tak?
- Pytanie brzmi: co z tobą nie tak? Uważasz, że każdy powinien paść ci do stóp bo jesteś Vanessą Malik. A kim tak właściwie jesteś? Co osiągnęłaś? Za co ludzie powinni cię podziwiać? Nie chce kogoś takiego. – powiedział i dosłownie zamknął mi drzwi przed nosem. Nie mogłam w to uwierzyć!
                                                                       ***
Pół godziny później już siedziałam w barze i piłam drinka za drinkiem. Skoro mnie nie chce w porządku. Nie będę już o niego walczyła. Niech idzie do diabła. Mam go gdzieś. Czas się dobrze zabawić.
- Cześć cukiereczku. – powiedział jakiś mężczyzna pojawiając się obok mnie.
- Spadaj. – rzuciłam.
- Wyglądasz na smutną. – dotknął mojego ramienia. – Może przyda ci się małe rozluźnienie? – zapytał pokazując mi przezroczyste opakowanie z białym proszkiem. Patrzyłam przez moment na niego bez słowa. – Więc jeśli się zdecydujesz to wiesz gdzie mnie szukać. – dodał i odszedł ode mnie. Jeszcze przez moment się wahałam czy aby na pewno powinnam to robić. Ale w końcu zdecydowałam. Zeszłam z krzesełka i poszłam za nim.
________________________________________________________
Cóż, kolejny raz się nie popisała. Ale teraz powolutku zbliżamy się do ważnych odcinków w życiu Vanessy :)