Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fanfiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fanfiction. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lipca 2015

Łamacze serc 1x16 Bitch I'm famous

Oczami Victorii:
Wczorajszy wieczór był magiczny. Najpierw poszliśmy z Zaynem na nudne przyjęcie w jego pracy (tak na marginesie to już nigdy więcej mnie tam nie wyciągnie, o nie co to, to nie), a potem poszliśmy na pyszną kawę. Po tym wszystkim przeszliśmy się wzdłuż mostu i praktycznie nie rozmawialiśmy ze sobą, ale nie czułam się jakoś bardzo niezręcznie. Było naprawdę uroczo i czułam się jak… z naprawdę dobrym przyjacielem. Czy to możliwe, że po tym wszystkim zacznę traktować Zayna jak zwykłego przyjaciela i nikogo więcej? A może z czasem spotkam chłopaka który mnie naprawdę zauroczy. Może po prostu ja i on nie byliśmy sobie pisani. Takie rzeczy się zdarzają prawda? Nie ma w tym nic złego.
- O mój boże! – usłyszałam krzyk Vanessy dochodzący z jej pokoju. Natychmiast tam pobiegłam. Może coś jej się stało? Gdy jednak otworzyłam drzwi, moja przyjaciółka siedziała nad laptopem i wyglądała na przerażoną. Czyżby okazało się, że Ryan Gosling ma żonę?
- Co? – zapytałam.
- W Internecie jest pewne nagranie… - zaczęła.
- Justin z jakimś chłopakiem? – spytałam, a serce zaczęło mi walić. Tyle pracy, aby ukryć jego orientacje. Nie chce aby to poszło na marne.
- Nie. Raczej moje nagranie. – zrobiła nacisk na słowo ‘moje’.
- Co na nim robisz? – chciałam podejrzeć jej przez ramię, ale zakryła laptop. Zmarszczyłam brwi.
- Czy to ważne?
Czy Vanessie jest głupio? Pierwszy raz w życiu! Nie wierzę.
- Skoro tak panikujesz to chyba ważne. – odpowiedziałam.
- Wiesz, w sumie to chyba nie jest takie ważne. – machnęła nie dbale ręką. – Wróć do swoich nudnych spraw, a prawdziwe życie zostaw twardzielom. – dodała, na co pokazałam jej język.
- Nie uwierzycie! – krzyknął Zayn wparowując do jej pokoju. Mogłam wyczuć jak Van serce podchodzi do gardła.
- W co? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Według moich źródeł, zaufanych warto wspomnieć, jakaś dziewczyna jest w ciąży z Justinem Bieberem.
Wybuchnę łam głośnym śmiechem.
- To niemożliwe. – stwierdziłam.
- Dlaczego? Puszcza się na prawo i lewo. – wtrąciła Vanessa.
- A ty coś o tym wiesz, prawda? – powiedział Zayn.
- Zamknij się, Malik. – syknęła Van.
- Ale Justin jest stu procentowym gejem! Kiedy raz zobaczył nagą dziewczynę zaczął piszczeć na cały dom. – powiedziałam.
- Nie pomyliłaś go czasem z Rodrickiem? – spytała Vanessa.
- Może. – przyznałam. – W każdym razie jestem pewna, że to pomyłka. Twoje źródła cię zawiodły. Przykro mi. – powiedziałam w stronę Zayna. W tym momencie mój telefon zadzwonił. To był Scott. Menadżer Justina. Ciekawe czego może chcieć? Pewnie mam gdzieś znowu z nim wyjść.
- Halo? Cześć Scott. Co tam?
- Słuchaj, mamy mega problem. – powiedział poważnym tonem.
- Jaki? – zmarszczyłam brwi.
- Jakaś dziewczyna jest w ciąży z Justinem.
Kiedy usłyszałam te słowa myślałam, że padnę tu i teraz. Jakie kurna Zayn ma źródła? One są genialne! Ma wszystkie najlepsze ploteczki o gwiazdach w dodatku potwierdzone. To chyba najlepszy dziennikarz na świecie.
- Słucham? On jest homo, prawda? – upewniłam się.
- Jasne, ze jest. Ale Jus też lubi się napić i na jednej z takich imprez… sama wiesz. Wpadka. Stało się. Napompował laskę. – Scott nigdy nie był delikatny. – A teraz ktoś musi ją przekonać, aby nie szła z tym do mediów.
- Okej. – kiwnęłam głową nadal nie rozumiejąc, co ma na myśli.
- I tą osobą będziesz ty.
- O nie, nie, nie, nie, nie. – zaczęłam kręcić głową. – Na pewno nie ja.
- O tak na pewno ty. Jesteś dziewczyną dogadacie się.
- Ale Scott!!
- Żadnych ale! Masz to zrobić. Jesteś jego dziewczyną czy nie?
- No jestem. – przyznałam nie chętnie.
- Więc to zrobisz. Dasz radę. Jesteś mądrą dziewczyną. – powiedział chcąc mnie zmusić do podjęcia się tego, ale nie byłam taka głupia na jaką wyglądałam. Jak ja niby mam przekonać tą dziewczynę, aby nie nagłaśniała tej sprawy? Nie jestem dobra w negocjacjach.
- Postaram się. – westchnęłam. – Ale żądam podwyżki.
- Uu, nie grzeczna dziewczynka, ale taką cię lubię. – powiedział. Serio? Nasuwało mi się na myśl, ale nic nie powiedziałam. Gdy odłożyłam telefon Zayn patrzył się na mnie wyczekująco. Wzruszyłam ramionami nie chcąc mu przyznawać racji. Jakie on ma źródła? Pracuje w blind gossip czy co?
- I? – naciskał Zayn idąc za mną do przedpokoju.
- I nic? – spojrzałam na niego przez ramię.
- Miałem rację, co? A ty nie chcesz się do tego przyznać. – uśmiechnął się cwaniacko. Co za bezczel. Nie wierzę. Jak mogłam się w nim kochać? Chociaż. Walić to. Nadal to robię.
- Może. – odpowiedziałam. – Teraz jednak mam ważniejsze sprawy na głowie.
- Obejrzeć kolejny odcinek Young&Hungry?
Hej! Skąd wiedział, że to mój ulubiony serial? On wie wszystko! Super dziennikarz.
- Nie. Muszę z kimś porozmawiać i przekonać tego kogoś, aby nie popełniał największego błędu w życiu. – powiedziałam i opuściłam mieszkanie. Zapowiada się szalony dzień.
Oczami Vanessy:
Odkąd moje nagranie pojawiło się w sieci dostałam dużo nieprzyzwoitych propozycji. Oczywiście nie zamierzam z żadnej z niej korzystać. W moim łóżku jest tylko miejsce dla Logana i Harry’ego i nikogo więcej. Właśnie! Powinnam zadzwonić do Logana i umówić się z nim na kolejną nie zapomnianą noc. Kiedy weszłam na mojego twittera, przeżyłam szok! Dosłownie! Moja liczba obserwujących wzrosła o jakieś 4 tysiące osób! Tak bardzo spodobałam im się na tym nagraniu? Najwyraźniej tak. Jestem…. Celebrytką. A właściwie stanę się nią, już nie długo. Wybrałam numer do Rodricka i kazałam mu przyjść twierdząc, że to super ważne. On jak zawsze wykręcał się faktem, że ma pedicure. Serio? Kogo obchodzi jego pedicure w takiej sytuacji?
Po 20 minutach (poważnie?) był u mnie w domu.
- Co jest? – zapytał zdyszany. Czyżby biegł?
- Patrz. – odwróciłam w jego stronę laptop. Pojawił się filmik na którym tańczyłam na stole w pozach nie przeznaczonych dla dzieci i robiłam striptiz.
- O mój boże! – złapał się za usta. – Kto mógł zrobić coś tak ohydnego?
- Ohydnego? To najlepsza rzecz jaką ten ktoś mógł dla mnie zrobić. – powiedziałam. – Kompletnie nie pamiętam tego faktu, ale to dobrze, bo dalej jakiś grubas klepie mnie po tyłku. Fu, to dopiero ohyda. Najważniejsze jest to, że wzrosła liczba moich obserwujących! Dasz wiarę? Nie obserwuje mnie 500 osób, ale 4 i pół tysiąca! Gdybym tylko znała kogoś sławnego i pokazała się z nim to liczba moich obs wzrosłaby jeszcze bardziej.
- I tak bardzo zależy ci na obserwujących? – zdziwił się.
- Milcz. Ciebie obserwuje marne 200 osób. Co ty wiesz o sławie. – powiedziałam dumnie. – Chodź! Musimy iść do Central parku. Tam podobno przychodzi najwięcej sław! – złapałam go za rękę i podekscytowana pociągnęłam za sobą.
                                                        ***
- Serio przychodzą tu sławy? – zapytał Rodrick popijając czwartą kawę. Ja siedziałam tymczasem wściekła i patrzyłam z odrazą na wchodzących ludzi. Nie są sławni! Nie mają prawa tu przebywać. To miejsce na poziomie. Dobra, wiem, że przesadzam, ale byłam tak wściekła, że nic mnie nie obchodziło.
- Zaczekajmy. Może pojawi się Calvin Harris albo Adele. – powiedziałam.
- Wątpię. – mruknął pod nosem.
- Co ty tam mruczysz?
- Mówię, że jest duże prawdopodobieństwo. – skłamał, na co wywróciłam oczami. Mój plan A okazał się być do bani. Czas na plan B. Vanessa Malik tak łatwo nie rezygnuje. Świat celebrytów będzie należał do mnie!
Oczami Victorii:
Okej. Więc miałam przekonać jakąś przypadkową laskę będącą w ciąży z Justinem, aby nie szła z tym do mediów. Wcale nie miałam ochoty. Mogła nie zachodzić w ciążę, albo się zabezpieczać. A teraz ja mam problemy, a właściwie Justin będzie miał jeśli ja zawalę. A to jest jego problem i on powinien ponosić konsekwencje swojego czynu. Biedny Rodrick. Załamałby się gdyby o tym wiedział. Nie chce nawet o tym myśleć. Trup. Samobójstwo na miejscu. Chyba lepiej by to zniósł  gdyby Jus zdradził go z facetem. Teraz może myśleć, że nie był dla niego wystarczająco dobry skoro przespał się z dziewczyną.
Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki oddech nim zapukałam. To będzie bardzo, bardzo trudne.
- Cześć. W czymś mogę pomóc? – zapytała niska dziewczyna w okularach. To współlokatorka puszczalskiej laluni? Czy może jej siostra?
- Szukam… eee… - kurde, dlaczego nie spytałam Scotta jak ma na imię zapłodniona? – Ciężarnej. Jest tu może?
- Chodzi pani o kobietę w ciąży? Cóż, ja jestem. – odpowiedziała dziewczyna.
- Nie chodzi mi o ciebie. – machnęłam nie dbale ręką. – Słuchaj, jest mała sprawa. Pewna dziewczyna przespała się na jednej z imprez z niejakim Justinem Bieberem. Tak wiem, pewnie mi nie uwierzysz, bo w sumie skąd jakaś laska miałaby znać samego Jusa? Ale tak się stało, że dała owemu chłopakowi no i co? Wpadka! Teraz spodziewają się dziecka. Więc szukam owej puszczalskiej, to znaczy zapłodnionej przez mojego chłopaka. – mówiłam na jednym wdechu. – Może jest jakąś groupies czy coś w tym stylu? Nie wnikam. W każdym razie chciałabym, abyś dała mi na nią namiary.
- Cóż, stoi przed tobą. – powiedziała dziewczyna, a ja wybuchnęlam głośnym śmiechem. Przecież ona była taka niepozorna i nie miała wielkich cycków. Chociaż dla geja Justina to nawet lepiej. Lubił jak się miało więcej w spodniach.
- Ty? Naprawdę? – zdziwiłam się.
- Tak, to ja. I nie jestem groupies, jeśli o to chodzi.
- Ale serio to ty? – nie mogłam uwierzyć. Justin musiał być naprawdę pijany. Jezu, zamieniam się w Vanesse. Podła suka ze mnie.
- Tak, to ja. – powtórzyła ze złością. – Czego chcesz? – założyła ręce na klatkę piersiową.
- Porozmawiać.
- Nie usunę dziecka.
- Nie chciałam cię o to prosić.
- Już jego menadżer dzwonił do mnie z tą propozycją.
- Co? Przecież tak nie można! Aborcja to grzech. Nie można zabijać dziecka. – powiedziałam oburzona.
- To płód. Nie dziecko. – odparła.
- Jak zwał tak zwał. – machnęłam ręką. – Mogę wejść?
- Jak na jego dziewczynę nie jesteś zbyt przybita. – zagrodziła mi ręką wejście.
- A wiesz. Przyzwyczaiłam się do jego zdrad. Ciągle wchodzi do łóżka kobietą i mężczyzną. Raz nawet transwestycie. – powiedziałam z nerwowym śmiechem.
- Dobra, wchodź. – powiedziała i poszła w głąb mieszkania. – Więc czego chcesz?
- Masz nie iść z tym do mediów. – odparłam prosto z mostu zatrzaskując drzwi.
- Żartujesz, prawda? – roześmiała się. – Wiesz ile mi za to zapłacą? Laska w ciąży z samym Justinem Bieberem. To się sprzeda jak nic.
- Pewnie tak, ale zniszczysz mu życie.
- Tak jak on zniszczył mnie? – wskazała na swój brzuch.
- Zawsze możesz usunąć.
- Nigdy w życiu. Urodzę dziecko Justina Biebera. A potem będę go szantażować.
- Nie będziesz mogła. – zaśmiałam się. – Skoro wszyscy dowiedzą się prawdy.
- Fakt. – przygryzła wargę. Potem usiadła na kanapie i zaczęła się zastanawiać. – Okej, więc zapłacisz mi.
- Ile? – spytałam z kpiną.
- 200 tysięcy dolarów. – powiedziała dumnie. – Na razie.
- Na razie? Ty chyba sobie panienko żartujesz! – naprawdę, ta laska działa mi na nerwy. Mała szantażystka. Justin mógł nie wskakiwać z nią do łóżka. Teraz same problemy. Chociaż… to nie ja jej będę musiała płacić tylko on. Niech będzie dobrym tatusiem.
- Więc powiem mediom. – zagrozila. – Zniszczą go. – uśmiechnęła się cwaniacko.
- Zgoda. Dostaniesz tyle kasy. – powiedziałam wzdychając ciężko. – Ale ani centa więcej, rozumiesz?
- Więc pójdę do mediów. – uśmiechnęła się ponownie.
- Słuchaj laluniu. – stanęłam naprzeciwko niej. Moja twarz wyrażała czystą złość. Obrzydzają mnie takie laski. – Najpierw dajesz pierwszemu lepszemu kolesiowi, który w dodatku jest gejem i co? Jeszcze starasz się wyłudzić kasę od niego. Jak ci nie wstyd? Wiesz co by powiedzieli na to twoi rodzice? Och, a może chcesz się przekonać? Zadzwonić do nich i powiedzieć, że masz dziecko po jednym numerku? Chyba, że nie chcesz aby się dowiedzieli, abyś mogła zgrywać przed nimi biedną, zranioną dziewczynkę. Sama wybieraj. Dla mnie zdobycie ich adresu nie będzie problemem. A wtedy obsmaruje cię tak jak jeszcze nikt.
- Nie uwierzą ci. – wstała gwałtownie z kanapy.
- Mnie może nie, ale Justinowi na pewno tak. – uśmiechnęłam się. Widziałam, że nie wie co powiedzieć. Była postawiona w kropce. Brawo Victoria! Spisałaś się na medal.
Oczami Rodricka:
Musiałem znaleźć mojego aktualnego „crusha”. W tym celu udałem się do stowarzyszenia ochrony ziemi. Miałem nadzieje, że podadzą mi imiona i nazwiska wszystkich członków i w ten sposób znajdę chłopaka, który tak zawrócił mi w głowie.
- Dzień dobry. – powiedziałem znajdując się w coś na kształcie biura, jednak sekretarka zamiast przed biurkiem siedziała przed stolikiem i zamiast na krześle znajdowała się na poduszce siedząc po turecku. Moglem się domyśleć, że to nie jest normalne stowarzyszenie.
- Słucham? – spojrzała na mnie z wyższością, chodź w tym momencie to ja górowałem nad nią. Usiadłem więc, ponieważ czułem się dziwnie.
- Potrzebuje czegoś. – zacząłem.
- Wielu ludzi czegoś ode mnie chce i głównie nie są to rzeczy zgodne z prawem. – odpowiedziała.
- W takim razie będę wyjątkiem. – uśmiechnąłem się. – Potrzebuje imion i nazwisk wszystkich członków, którzy byli na dniu ziemi.
- Właśnie o tym mówiłam. Niezgodność z prawem.
- Co? – oburzyłem się.
- Ochrona danych osobistych. Mówi ci to coś?
- No tak. – kiwnąłem głową i ciężko westchnąłem. Musiałem ją jakoś przekonać. Marco musi być mój. To był niesamowity chłopak. Nie jestem pewien czy jeszcze spotkam kogoś tak fajnego. – Piękna bluzka. Czy to z kolekcji Ralpha Laurena? – próbowałem ją jakoś podpuścić.
- Nie? O co ci chodzi? – zmarszczyła brwi.
- Zastanawiałem się. Tak wygląda. On ma rzeczy zawsze z najwyższej półki. Po za tym do twarzy ci w niej. Wyglądasz naprawdę… wow.
- Chcesz mnie przekupić tanimi komplementami?
- Nie śmiałbym bym. – zaprotestowałem szybko. – Ale wyglądasz w niej… o mój boże. Na sam widok mam ciarki na całym ciele, calusieńkim. Robi mi się gorąco jak wyobrażam sobie ciebie bez niej. Jesteś taka… pociągająca i jestem pewien, że gdybyś właśnie ją zdjęła to dosłownie bym eksplodował.
- Nie jesteś przypadkiem gejem? – zapytała.
- Cóż… tak, ale… - podrapałem się w tył głowy. – Nie mogę zwrócić uwagi na ładną kobietę?
- O co ci chodzi? Po co ci nazwiska wszystkich członków? Chcesz sobie wybrać spośród nich chłopaka?
- Nie! – krzyknąłem. – Próbuje odnaleźć mojego Marco! Poznałem go, ale wymyśleliście jakieś głupie pseudonimy więc nie mam pojęcia jak ma na imię. Muszę go znaleźć. To moja jedyna szansa na normalny związek, w którym mój partner zapamięta chociaż moje imię. – powiedziałem przypominając sobie jaki justin miał kłopot z zapamiętaniem go.
- Dobrze. Masz listę. – westchnęła i podała mi ją. Otworzyłem szeroko oczy. ilu tych ludzi tam było? Cała Ameryka?
- Tu jest ponad 70 osób. – powiedziałem.
- Wiem. – uśmiechnęła się cwaniacko. Suka.
- Dziękuje. – uśmiechnąłem się sztucznie i wyszedłem z piekielnie długą listą. Muszę przeszukać wszystkie domy. Szlag.
Oczami Vanessy:
Postanowiłam wprowadzić w życie mój kolejny plan. Będzie on lepszy od pierwszego. Czaiłam się właśnie za budynkiem i czekałam, aż wyjdzie Justin. Że też ja wcześniej na to nie wpadłam. Jak mogłam na to nie wpaść? Przecież jus utoruje mi drogę do sław. Sam ma tyle obserwujących na twitterze, że głowa mała. Czas aby się podzielił. Sławo-nadchodzę!
Gdy Justin wyszedł z budynku w otoczeniu swoich ochroniarzy szybko do niego podbiegłam. Nie spodziewał się tego, co zaraz zrobię, bowiem uważał mnie za znajomą Vic dość normalną. A jednak. Rzuciłam mu się na szyję i namiętnie go pocałowałam. Chłopak otworzył szeroko oczy i natychmiast mnie odepchnął.
- Popierdoliło cię?! – wrzasnął wycierając usta.
- Masz wspomnieć o mnie w wywiadzie. I podać mojego twittera.
- Nie ma mowy. – odpowiedział. – Idziemy chłopaki.
- Albo powiem, że masz dziecko z jakąś dziwką! – krzyknęłam z szerokim uśmiechem. – Wiesz, że to zrobię. I namówię tą dziewczynę, aby powiedziała prawdę. – zachowałam się teraz jak jędza, ale cóż. Wszyscy w Hollywood tacy są. Tylko dobrze to ukrywają.
- Więc jaki jest twój twitter? – odwrócił się na pięcie patrząc mi prosto w oczy. Uśmiechnęłam się i podałam mu.
Oczami Rodricka:
Okej więc lecimy na głęboką wodę. Oto stoję przed pierwszym domem. Kobiety mogłem wykluczyć więc zostało jakieś 40 osób tylko. Ron Kochman. Mam nadzieje, że to ten koleś i nie będę musial dalej szukać. Zapukalem do drzwi. Otworzyła mi jakaś gruba kobieta.
- Dzień dobry. Czy zastałem Rona?
- Tak. – odpowiedziała z mocnym jakby hiszpańskim akcentem. Wyglądała zresztą jak hiszpanka. Pewnie gosposia.
- A więc czy mógłbym go prosić?
- No właśnie stoi przed tobą. W czym mogę pomóc?
Roześmiałem się głośno.
- Jest pani kobietą! Kobietą! Nie może być pani facetem! Facetem! No chyba, że jest pani gender albo transwestytą.
- Rodzice mnie tak nazwali. Przez całą szkołę się ze mnie śmiali. A teraz jakiś gówniarz przychodzi do mojego domu i się ze mnie naśmiewa. To poniżające… - powiedziała, a jej głos zaczął się łamać. Już po chwili zaczęła płakać. Zrobiło mi się jej żal, więc ją przytuliłem.
- Proszę nie płakać. Nie chciałem. Po prostu Ron to imię męskie, a pani jest kobietą, a ja szukam mężczyzny i zmyliło mnie to. – mówiłem obejmując ją.
- Całą szkołę słyszałam, że Ron to imię męskie! – nadal wyła. – Mieli mnie nawet za lesbijkę! A czuje obrzydzenie patrząc nawet na swoje cycki!
- Idealnie panią rozumiem. – mruknąłem po czym ją puściłem.
- Całą szkołę. Całą podstawówkę musiałam to znosić. – płakała dalej. – Ron to nie jest imię żeńskie, a ty jesteś dziewczyną, no chyba, że masz męskie genitalia! Raz nawet Sandy Jefferson sfotografowała mnie pod prysznicem, aby pokazać swoim głupim przyjaciółką i się ze mnie pośmiać! To było okropne. Życzę im wszystkiego najgorszego.
- Rozumiem. Ja również, ale… chyba będę się zmywał. – powiedziałem i uciekłem. Kobieta dalej stała przed otwartymi drzwiami i coś mruczała, ale ja jej już nie słuchałem. Ok, to było mocne. Mam nadzieje, że druga osoba okaże się bardziej normalna.
                                                        ***
Andrew Johnson. Może to on? Wprawdzie głupszego imienia chyba rodzice nie mogli mu nadać, ale jeżeli to mój cudowny Marco to zniosę wszystko. Zapukałem do drzwi i otworzył mi dość przystojny chłopak jednak…. Nie mój Marco.
- Czy ty jesteś Andrew Johnson? – spytałem, chodź byłem pewien odpowiedzi.
- Nie, to mój brat. Zawołać go?  - zapytał. Pojawiła się mała iskierka nadziei. Nie wszystko stracone.
- Jasne. – powiedziałem. Chłopak poszedł po swojego brata, a ja czekałem. Po paru sekundach wrócili. Ten chłopak był sto razy brzydszy, nie żebym jakoś specjalnie zwracał uwagę na wygląd, no ale błagam.
- Jestem Andrew. A ty to?
- Nikt. Pomyłka. – powiedziałem szybko.
- Ale mówiłeś…
- Różne rzeczy mówię kiedy jestem naćpany. Nie słuchaj mnie. – odpowiedziałem i szybko się zmyłem.
Oczami Vanessy:
Wieczorny wywiad Justina mogę zaliczyć do udanych. Ale od początku. Usiadłam na kanapie z miską popcornu i w zniecierpliwieniu czekałam, aż coś o mnie powie. Victoria z nudów usiadła obok  mnie, a Rodrick narzekał, że nie znalazł swojego Marco.
- Ile przeszedłeś domów? – zapytałam wpakowując sobie popcorn do ust.
- Ponad 31. – odpowiedział. – Nikt z nich nie był moim Marco. Miałem w sumie 40, ale 9 osób nie było w domu. A jeden koleś umarł więc… go również nie liczę.
- Biedny Rodri… - powiedziałam, chodź teraz najważniejszy był wywiad. – Na pewno go znaj… o zaczyna się! – krzyknęłam podekscytowana. Na początku był nudny wstęp, a potem pytania o samopoczucie i nową płytę, same bzdury. Ale dziennikarka w końcu przeszła do mnie. Nareszcie.
- Kim jest dziewczyna która cię pocałowała na tym zdjęciu? – na wielkim ekranie wyświetliło się moje i Jusa zdjęcie.
- Ale okropnie wyszłam. – powiedziałam zdegustowana.
- Lewy profil masz straszny, przyznaje. – odparł Rodrick. Dobra, mogłam mu wybaczyć. Miał doła po Marco.
- To moja bliska przyjaciółka Vanessa Malik. – powiedział Justin.
- Twoje imię zapamiętał, a mojego nie? Co za świnia. – Rodrick rzucił garścią popcornu w telewizor.
- Tylko przyjaciółka? – zaśmiała się dziennikarka.
- Tak. Zdecydowanie. Tylko. – powiedział Justin. – Aha i jej twitter to VanessaBitchMalik. – dorzucił. Uśmiechnęłam się. Obserwujący wzrosną na pewno. To był genialny pomysł! Rodrick wyjął telefon i po chwili wykrzyknął:
- Holy shit!
- Co? – przeraziłam się.
- Masz 10 tysięcy obserwujących!
- Nie pierdol! – powiedziałam ciesząc się jak małe dziecko.
- Nie pierdolę, serio. – pokazał mi. To się nie dzieje naprawdę.
- Teraz 10 i pół tysiąca. – odparł. – O już 11 tysięcy i liczba rośnie.
- Jestem popularna. – pisnęłam.
- Żeby cię popularność nie zgubiła. – westchnęła Victoria. Jednak ja jej nie słuchałam już. 
_________________________________________________________
Strasznie opornie szło mi napisanie tego rozdziału, naprawdę ;( wybaczcie, brak zapału jakoś. 
Mam pomysł na nowe ff bo widzę, że to nie wchodzi jakoś, ale założę nowego blooga już. 
+ Matt pojawi się nie długo jakoś 1x18 albo 1x19 już nie mam sily wchodzić w spis odcinków jakie zaplanowałam, ale na pewno nie pojawi sie później. 
++ zamierzam zacząć pisać na wattpadzie i mam nawet fajne opowiadanie napisane do połowy na razie, ale dodam je jak skończę :)

niedziela, 28 czerwca 2015

Łamacze serc 1x15 Try to forget about you

Oczami Victorii:
Odkąd Zayn mnie odrzucił moje życie straciło sens w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dotąd jedynym pocieszeniem w moim marnym żywocie był fakt, że kiedyś ja i on będziemy mieli szansę być razem, teraz już nic się nie liczyło. Spokojnie mogę umrzeć. Czuje się kompletnie beznadziejna, jakbym nic nie znaczyła. Leżałam cały dzień w swoim pokoju, przykryta kołdrą i udawałam, że mnie nie ma. Co jakiś czas tylko schodziłam na dół coś zjeść, ale zwykle to były chipsy bądź jakiś batonik. Nikt nie zapytał mnie jak się czuje i to chyba było najgorsze. Ale w sumie, skąd ktoś poza mną i Zaynem miałby o tym wiedzieć? Przecież nikomu nie mówiłam. Spojrzałam wtedy na mojego psa. Jasna cholera! Przecież ja mam psa! Zapomniałam go wyprowadzić, ale w ogóle nie mam na to ani siły ani ochoty. Weszłam więc po schodach na górę i bez pukania otworzyłam drzwi od pokoju Vanessy. Tak, tak wiem, że zawsze każe mi pukać, nawet jeśli dom by się palił, ale zupełnie o tym nie pomyślałam. A mogłam. Van bowiem znajdowała się w samej bieliźnie i robiła jakieś erotyczne pozy do telefonu. Zmarszczyłam brwi.
- Nagrywasz seks taśmę? – zapytałam. – To twój nowy sposób zarabiania pieniędzy?
- Hm, szkoda, ze na to nie wpadłam wcześniej. – odpowiedziała. – Ale jak wiesz wykonuje bardzo ważną pracę w pewnej firmie.
- Van… - wywróciłam oczami. – Ja i Zayn wiemy, że nie pracujesz. – wypowiedzenie jego imienia przyszło mi z nie lada trudnością.
- I nie przeszkadza to wam? Serio? Hm, dziwaki z was. – stwierdziła wkładając szlafrok. - Robiłam sobie zdjęcia, które wysłałam Harry’emu. Może to sprawi, że do mnie wróci.
- Masz go za jednego z tych chłopaków?
- Tak. Każdemu chłopakowi zależy tylko na ładnym ciele. Jak zobaczy, ze to mam to wróci do mnie w podskokach.
Przez moment myślałam nawet czy by nie zrobić jej długiego wykładu na temat tego, ze nie każdy chłopak zwraca uwagę tylko na atuty zewnętrzne, ale w końcu zrezygnowałam. Mam ważniejsze zmartwienia.
- Trzeba wyprowadzić Lucky’ego.
- Okej. Więc to zrób. – powiedziała z miną ‘no idź już sobie, muszę dokończyć robić erotyczne fotki’
- Nie mam ani siły ani ochoty, bo… - przygryzłam wargę, ponieważ do moich oczu zaczęły napływać łzy. – Twój brat… on… to dupek! – krzyknęłam i rozpłakałam się na dobre. Jeszcze nikt nigdy tak nie złamał mi serca.
- Zayn? Dupkiem? To chyba jedyny porządny facet. – powiedziała Vanessa.
- Ten ‘porządny facet’ kazał mi się wypchać. Nie dosłownie, ale to miał na myśli. Nigdy nie będziemy razem. Zadowolona? Pewnie tak, a teraz idź wyprowadzić mi psa. Tylko o to cię proszę. – powiedziałam i wyszłam z jej pokoju. Życie jest podłe.
Oczami Vanessy:
Westchnęłam. Naprawdę szkoda mi Victorii. Muszę jakoś jej pokazać swoje wsparcie i w tym celu wyprowadzę tego nieszczęsnego psa na spacer, który na marginesie chciał mnie zjeść! I jestem pewna, ze to małe bydle jeszcze nie raz postanowi się mnie pozbyć. Oczywiście nie dam się. W tym celu wybrałam numer do mojego najlepszego przyjaciela i kazałam mu się zjawić w ciągu godziny. Sama zeszłam na dół, oczywiście ubrana, Harry będzie musiał zaczekać na kolejne seksowne fotki. Lucky siedział na kanapie! Na mojej kanapie! Co ten pies sobie wyobraża? Nieznośne zwierzę.
- Złaź kudłaczu! No już! – krzyknęłam na niego, ale on ani myślał się ruszyć. Czy ja śnię? – Złaź! – powtórzyłam, ale on nadal siedział i patrzył się przed siebie, nawet nie na mnie. Czy to zwierzę mnie olewa? To mój dom. Nie pozwolę się tak traktować. – Powiedziałam złaź! – teraz podeszłam do niego i zaczęłam go spychać z kanapy. Niestety nie mogłam dać rady. Lucky był za ciężki. – Kto ci daje tyle żarcia?! – wydyszałam po kilku sekundach ‘pracy’. Pies rzucił mi krótkie spojrzenie nim znów nie położył głowy. Myślałam, że dostanę szału. Jeszcze moment, a bym go uderzyła tym co miałam pod ręką, ale na szczęście psa wszedł w tym momencie Rodrick.
- Siemaneczko! – powiedział wlatując do salonu i od razu podbiegł do psa. – Cześć stary, jak się trzymasz?
- Zaskoczony, że pies ci nie odpowiedział? – zapytałam po chwili. Rodrick wzruszył ramionami i pogłaskał Lucky’ego.
- Mógłbym go zaadoptować.
- Tak, Rodri, bo psy się adoptuje. Ja rozumiem, że wam gejom pozostaje tylko ‘adopcja’, ale to nie znaczy, ze musicie adoptować wszystko co się rusza.
- Nie bądź uszczypliwa. – rzucił nadal bawiąc się z psem, który najwyraźniej go polubił. – Victoria wspominała coś o tym, że chce go oddać?
- Wspominała, że mamy go wyprowadzić na spacer. O niczym innym nie mam pojęcia. – powiedziałam. – To co? Idziemy?
- Jasne. – powiedział przywołując do siebie psa, który posłusznie uczynił jego rozkaz. Mogłam tylko obserwować ich z rosnącą zazdrością. Czy ja właśnie jestem zazdrosna  o psa? Hm, tego jeszcze nie było.
Oczami Victorii:
Mój smutek przerodził się w złość. Tak, byłam teraz wściekła na Zayna, za to co mi zrobił. Robił mi złudne nadzieje przez tak długi czas. Tylko ślepy by nie zauważył jak bardzo jestem w nim zakochana, a on co? Zamiast mi o tym od razu powiedzieć, że woli życie w samotności niż życie u boku kogoś kto będzie go kochał i wspierał wolał to przede mną zataić czekając tylko, aż zrobię z siebie kompletną idiotkę. Mam ochotę mu przyłożyć. I gdy właśnie zszedł po schodach wstałam, mając taki zamiar. Ale w połowie drogi przystanęłam przypominając sobie, że to przecież mój Zayn… Znowu chciało mi się płakać.
- Mam problem. – powiedział chłopak patrząc prosto w moje oczy.
- Miłosny? – zakpiłam.
- Victoria…
- Nie odpowiadaj. – uciszyłam go gestem ręki. – Czego chcesz? – założyłam ręce na klatkę piersiową i próbowałam udawać, że wcale nie mam ochoty go pocałować. Ale w końcu to Zayn Malik! Która normalna dziewczyna nie chciałaby go pocałować?
- Mam przyjęcie w pracy….
- I chcesz abym ci pomogła zaprosić twoją wymarzoną dziewczynę? – przerwałam mu, znowu drwiącym tonem.
- Zaprosić tak, może nie do końca wymarzoną dziewczynę. – odpowiedział. Zmarszczyłam brwi. No jak powie, że chodzi mu o mnie to chyba padnę tutaj trupem.
- Czyli kogo? Vanesse?
- Fu, to moja siostra. – powiedział z obrzydzeniem. – Na pewno nie poszedłbym tam z nią, nawet jeśli nie łączyłyby nas więzy rodzinne.
Pokiwałam głową. Co racja to racja. Jak za dużo wypije to… robi naprawdę dziwne rzeczy. W sumie wstyd się z nią pokazywać w towarzystwie.
- Więc o kogo ci chodzi?
- O ciebie. – powiedział, a ja myślałam, że dostanę zawału. Dzień po tym jak mnie odrzucił chce iść na przyjęcie w pracy?
- O mnie? – zapytałam wskazując na siebie palcem.
- Tak o ciebie. – potwierdził. – Wiem, że między nami się nie układa, ale…
- Nie układa się? Nie układa?! – krzyknęłam. – Upokorzyłeś mnie. Czy ty wiesz co to znaczy w moich stronach?
- Upokorzenie? – strzelił.
- Złamane serce, smutek, żal i chęć zemsty. – powiedziałam ostrym tonem. – A teraz ty mnie prosisz abym wyświadczyła ci przysługę? – naprawdę, nie mogłam w to uwierzyć. Jaki trzeba mieć tupet.
- Krótko mówiąc tak. – powiedział bez ogródek.
- Dobrze! – krzyknęłam tupiąc nogą. – A teraz zejdź mi z oczu.
Zayn zaczął kierować się z powrotem na górę, ale zatrzymał go mój głos.
- Jeszcze jedno!
- Tak?
- O której to przyjęcie?
- O 19:00.
- W porządku. A teraz naprawdę zejdź mi z oczu. – powiedziałam, aż samą siebie zaskakując. Czy ja właśnie byłam wredna dla miłości mojego życia? Niedoczekanie.
Oczami Vanessy:
- Słuchaj, mam pytanie… - zaczęłam, podczas naszego spaceru z psem. Rodrick uparł się, aby nie zabierać smyczy, ponieważ Lucky jest tak grzeczny, ze na pewno nam nie ucieknie. Ja oczywiście byłam innego zdania.
- Van! On cię nie chce pożreć! Przysięgam ci to! – powiedział zirytowany.
- Nie o tym ci chciałam powiedzieć, ale ja i tak mam inne zdanie na ten temat. – odpowiedziałam. – Co byś zrobił gdyby jakaś dziewczyna, załóżmy twoja była, wysłała ci swoje erotyczne zdjęcia?
- Ty tak poważnie? – Rodrick spojrzał na mnie lekko zdegustowany. – Zacząłbym krzyczeć i biegać po domu jak nienormalny po czym musiałbym się zapewne zapisać na jakąś terapię. Raz gdy miałem 10 lat zobaczyłem pokojówkę pod prysznicem.
- I co? – zmarszczyłam brwi.
- Wtedy zdałem sobie sprawę, że jestem gejem.
- Ach, no tak! – walnęłam się dłonią w czoło. – Powinnam zapytać co byś zrobił gdyby twój ex chłopak wysłał ci swoje erotyczne zdjęcia.
- Hm, to też zależy czy byłby seksowny.
- Oczywiście, że byłby! – powiedziałam. – A gdyby to był Justin?
- Pomyślałbym, że chce do mnie wrócić więc zapewne zamiast z tobą na spacerze już byłbym pod jego drzwiami.
Westchnęłam. Cholera. Dlaczego Harry nie daje znaku życia? Nie podobam mu się. Co za facet.
- A gdyby to był twój ex który by cię zranił? Jak byś zareagował?
- Masz na myśli seksownego ex? – spojrzał na mnie pytająco.
- Jezu Rodrick! – krzyknęłam. – Jesteś niemożliwy! Jak to w ogóle możliwe, że się przyjaźnimy? Oczywiście, że byłby seksowny! Twój seksowny ex, który cię zranił! Co byś zrobił do jasnej cholery ty głupi geju!
- Hej! – oburzył się. – Tylko mi nie gejuj, okey? Jestem takim samym Amerykaninem jak ty.
- Głupim Amerykaninem! – krzyczałam jak nienormalna. – Nie możesz odpowiedzieć mi na pytanie? Czy to takie trudne? Jesteś chory na umyśle?
- O boże. – jęknął.
- Co? Teraz zdałeś sobie z tego sprawę? No popatrz! Wspaniałomyślnie ci to uświadomiłam! – powiedziałam nakręcając się coraz bardziej.
- Zamknij się! – teraz Rodrick się wydarł. – Lucky zniknął!
- Jak to zniknął? – otworzyłam szeroko oczy. Jezu Chryste. Victoria mnie zabije. Mogę nie wracać już do domu.
- Normalnie! Nie ma go! A to wszystko twoja wina! Zadajesz mi jakieś trudne pytania o erotyczne zdjęcia mojego ex!
- One są trudne dla głupoli!
- Skończyłem studia w przeciwieństwie do ciebie! Ha! I kto teraz jest głupi? – Rodrick zaśmiał się ironicznie.
- Ja chociaż mam życiowe doświadczenie! – odgryzłam się.
- Przepraszam, powiedziałaś łóżkowe? Tak, zgadzam się. – wyszczerzył się jak głupek. Zrobiłam oburzoną minę i popchnęłam go.
- Oj, nie oddasz mi? Co? Nie umiesz się bić lalusiu?
- Jak mnie nazwałaś? – spytał przez zaciśnięte zęby.
- Wybacz! Chciałam powiedzieć ‘geju’!
- Och! – wykrzyknął zirytowany. – Jesteś niemożliwa.
- Nawzajem. – założyłam ręce na klatkę piersiową. – Ale teraz musimy znaleźć Lucky’ego. Potem dokończymy naszą kłótnię. Pamiętaj, że skończyliśmy na ‘geju’. Wymyśl jakieś dobre przezwisko dla mnie.
- Coś w stylu ‘łóżkowa zdzira’?
- Nie denerwuj mnie. – syknęłam. – Gdzie ten kudłacz mógł pójść? – zaczęłam rozglądać się wokół.
- Nie znajdziemy go geniuszu rozglądając się dookoła. Musimy popytać ludzi. Może go ktoś widział.
- Masz rację. – westchnęłam.
- Zawsze mam rację. – powiedział dumnie.
- Działasz mi na nerwy, Newman.
Oczami Victorii:
Razem z Zaynem pojawiliśmy się na przyjęciu wśród gburowatych i bogatych ludzi z jego pracy, jak ich często określał. Czułam się tam kompletnie nie swojo. Miałam ochotę uciec i zaczęłam się teraz zastanawiać po co to w ogóle zrobiłam? No tak. Nie da się odkochać w ciągu 24 godzin, nawet jeśli obiekt twoich westchnień złamał ci serce.
- Zayn! Cześć, stary. – powiedział jakiś mężczyzna klepiąc go po ramieniu.
- Nie zwracaj na niego uwagi, jest idiotą. – szepnął do mnie Malik, na co się uśmiechnęłam. - Witaj Ron. – powiedział Zayn ze sztucznym uśmiechem.
- Kogóż to moje piękne oczy widzą? – zwrócił się w moją stronę kolega-idiota.
- Victoria. – przedstawiłam się podając mu dłoń.
- Masz piękną dziewczynę. – powiedział sprawiając, że się zarumieniłam. – Wiesz, że zawsze miałem cię za geja? – zwrócił się teraz do Zayna. Zakrztusiłam się własną śliną. Czy on jest nie poważny? Przedstawiłabym mu Rodricka chętnie, żeby nie miał złudzeń jak powinni się homo zachowywać.
- Co? – roześmiał się Malik.
- No wiesz, nigdy nie miałeś dziewczyny, nie zwracałeś uwagi na inne… ponadto myślałem, że się we mnie kochasz! – powiedział Ron. Taa, Zayn nie wierzy w miłość, dlatego nie miał dziewczyny, ale tego przecież nie powiem.
- Ja w tobie? Stary, rozbawiasz mnie. – Zayn prawie popłakał się ze śmiechu. Nie dziwię mu się. On go nawet nie lubił. – Sorry, ale musimy iść dalej, a ty… zapisz się lepiej na dodatkowe wizyty u twojego terapeuty. – powiedział do Rona, a ten posłał mu zdziwione spojrzenie.
Kolejną osobą, którą poznaliśmy był jego szef we własnej osobie wraz z żoną! Wyglądali jak typowa para bogaczy. Ona młoda piękna, on stary i nadziany. Typowo.
- Zayn! Witaj mój najlepszy pracowniku! – powiedział mężczyzna po czym wpadł w głośny śmiech. Może to była ironia?
- Na niego też nie zwracaj uwagi, jest już upity. – szepnął do mnie Zayn. Czy z nim pracują sami idioci?
- Hej szefie. – uśmiechnął się do niego Malik. – Witam pani Green. – zwrócił się do jego żony.
- Masz seksowną dziewczynę. – jego szef obrzucił mnie dzikim spojrzeniem, dosłownie! Poczułam się mega nie swojo. Chciałam stamtąd uciec. – Ile masz lat skarbeńku? Mam nadzieje, że jesteś już pełnoletnia, co? – puścił mi oczko.
- Eee, ja… - zatkało mnie, naprawdę.
- Przepraszam, mój mąż wypił za dużo. – powiedziała jego żona. – Chodźmy stąd kochanie i rób mi obciachu, rozumiesz? – syknęła do niego odprowadzając go z daleka od nas. Potem wróciła i powiedziała do Zayna: - Mój mąż jest nieznośny, wiem. Może się napijemy czegoś, co?
- Z przyjemnością. – powiedział Malik. – Zaczekaj tutaj, okey? Zaraz wrócę.
I tak oto mnie pozostawiając poszedł za żoną swojego szefa! Czy ja śnię?
Oczami Vanessy:
Szukaliśmy kudłacza już od kilku godzin. Bolały mnie nogi i miałam chyba jakieś odciski od tych przeklętych szpilek, których na marginesie i tak nie wyrzucę.
- Dobra, a więc dziwny staruszek twierdził, że widział jakiegoś psa w tej okolicy. – powiedział Rodrick.
- W tej okolicy znajduje się dom Steve’a… O mój boże! Steve porwał naszego psa. – powiedziałam. Gomezo był naprawdę niebezpiecznym człowiekiem i im prędzej zabierzemy to biedne stworzenie od niego tym lepiej.
- Nie mamy pewności, że wziął go Steve. Jest tutaj dużo domów.
- Zakład o dwie stówy, że ma go Steve?
- Po co Steve miałby porywać psa Victorii?
- Bo to Steve! – odpowiedziałam tak jakby to było oczywiste. On powinien dawno pójść do jakiegoś dobrego zakładu psychiatrycznego, a tam mieliby nad nim sporo pracy. Razem z Rodrickiem skierowaliśmy się do jego domu. Usłyszeliśmy dość głośną muzykę. Hm, chyba ktoś tu urządza imprezę. Ale dlaczego nas nie zaprosił? My go zawsze zapraszamy… dobra, sam się wprasza, ale zawsze. My nawet nie wiedzieliśmy, że ma jakieś przyjęcie.
- Widzisz? Ma imprezę. Na pewno nie porwał psa Victorii. – powiedział Rodrick. – Chodźmy stąd zanim zrobimy z siebie idiotów.
Było za późno, bowiem już dzwoniłam dzwonkiem. Tak łatwo się Gomezo nie wywiniesz. Może kudłacz chce mnie pożreć, ale to pies mojej najlepszej przyjaciółki, nie pozwolę aby stała mu się jakaś krzywda.
- Siemaneczko biczys! – powiedział nachlany w trzy dupy Steve. Patrzyłam na niego z obrzydzeniem.
- Gdzie pies? – powiedziałam prosto z mostu.
- Jaki pies? – udawał zdziwionego.
- Kudłacz! To znaczy Lucky. – odpowiedziałam. – Oddawaj naszego psa, albo wzywamy policję, wybieraj.
- Mam imprezę, nie widać? Przerwałaś mi konwersacje z Justinem Timberlakem. – powiedział ledwo trzymając się na nogach. Ugh co za ohyda.
- Justinem? Mam uwierzyć, że na twojej imprezie jest Justin Timberlake? Jaasne. – roześmiałam się głośno. – A teraz oddawaj psa! – krzyknęłam. – Albo wiesz co? Mam tego dosyć. Lucky! Nadciągam! – powiedziałam zwracając się do psa, który zapewne był w środku i przepychając się przez Steve’a, znalazłam się w środku. A tam i owszem była impreza, ale nie dla ludzi… i owszem, znajdował się Justin Timberlake ale nie żywy. Raczej papierowy. To były tekturowe postaci wzrostu normalnego człowieka. Czy wspominałam coś o tym, że Steve jest psychicznie chory?
- Urządziłeś imprezę dla tekturowych postaci? – powiedziałam nie mogąc w to uwierzyć.
- Taa, jestem trochę dziwny biczys. – Gomezo roześmiał się jak debil. Zanim wszedł Rodrick. Również był w szoku widząc to.
- O mój boże! To podobizna Justina Biebera? Mogę ją zabrać do domu? – powiedział mój przyjaciel robiąc z siebie kompletnego błazna. Myślałam, że z Justinem mu już przeszło.
- Jasne kolo. – Steve puścił do niego oczko. – Jakbyś kiedyś był samotny to wiesz…
- Nie! – krzyknęłam. – Rodrick nie jest samotny! Ma całe grono adoratorów. I niczego nie będzie zabierał do domu.
- Jakie grono adoratorów? – zdziwił się Rodri. – Jak dostanę kartkę na walentynki to będzie tyle, w dodatku jest od ciebie. – wskazał na mnie ruchem głowy.
- Gdzie jest pies? – ledwo zadałam to pytanie, a usłyszałam szczekanie z góry. Jasna cholera! Czy Steve zamknął psa na górze? To chory psychol. Natychmiast tam pobiegłam, kierując się wydawanymi przez niego odgłosami. Ciocia Vanessa leci na pomoc biednemu pieskowi. Teraz naprawdę zrobiło mi się go żal. Żałuje, że wyzywałam go od kudłaczy, chociaż nie. Tego nie żałuje. Żałuje, że próbowałam go zabić wiatrówką, a właściwie planowałam, ale w sklepie nie chcieli mi jej sprzedać, kiedy dowiedzieli się kim jestem. W każdym razie otworzyłam drzwi zapewne od sypialni Gomezo i kogo tam zastałam? Lucky’ego! Podbiegałam do niego niczym matka do zaginionego dziecka! Psiak też wyglądał na zadowolonego widząc mnie. Boże jak Steve musiał go traktować skoro kudłacz cieszy się na mój widok? Nie chce o tym nawet myśleć. Stary zboczeniec.
Potem zeszłam z nim na dół, a tam Rodrick stał koło podobizny Justina podziwiając ją i wzdychając do niej. Odciągnęłam go za koszulę. Koniec z Bieberem. Niech nawet nie myśli o powrocie do niego.
- Masz szczęście, że nie wniosę oskarżenia. – powiedziałam do Steve’a.
- Pies chciał przyjść na imprezę. Nie mogłem mu odmówić. – tłumaczył się.
- I chciał zostać zamknięty w twojej sypialni? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- No czekał tam… - podrapał się w tył głowy.
- Na kogo?
- No na mnie.
- Ył! – krzyknęłam zniesmaczona. – Dobrze, że przyszliśmy w samą porę. Chodź Rodrick, idziemy! – powiedziałam otwierając drzwi. – Rodrick! Przestań gapić się na Justina! Nie zabierzemy go do domu.
- Ale… - jęknął.
- Żadnego ‘ale’!
- Och, no dobra. – westchnął i ruszył za mną do wyjścia. Zginąłby na tym świecie gdyby nie ja.
Oczami Victorii:
Po półtorej godzinie, gdy Zayn zakończył flirt z żoną swojego szefa w końcu postanowił dołączyć do mnie. Siedziałam na krzesełku nudząc się i popijając drinka za drinkiem. Taa, świetna impreza. Oby takich więcej w moim życiu.
- Jestem. – powiedział znajdując się przy mnie. – Jak się bawisz?
- Super. – odpowiedziałam bez przekonania. – Właśnie jakiś stary koleś proponował mi 100 dolarów za numerek w toalecie. Ale jest spoko.
- Vic… przepraszam, ale musiałem za nią iść. – powiedział siadając obok mnie.
- Bo? – spojrzałam na niego. – Co by się takiego stało gdybyś nie spędził z nią czasu, co?
- Jej mąż by mnie wyrzucił. – przyznał. Myślałam, ze zakrztuszę się moim drinkiem.
- Słucham? Zabawiasz się z jego żoną, aby zachować pracę? Zayn, to chore.
- Nie zabawiamy się… dobra, tak jakby. – westchnął. – Widzisz? W moim życiu nie ma miejsca na miłość. Przykro mi. Nie chce abyś cierpiała.
- Okey, odstawiając moje cierpienie na bok. Sypiacie ze sobą? – zapytałam nie pewnie. Błagam, powiedz nie, powiedz nie.
- Nie. – powiedział, a ja myślałam, że krzyknę ‘jest!’ – Od czasu do czasu spędzamy ze sobą czas właśnie na takich wydarzeniach. Jestem jej ‘chłopcem do towarzystwa’.
- Mhm, a więc stara i znudzona żona twojego szefa wykorzystuje cię, aby poprawić sobie humor?
- W skrócie tak. – powiedział. Widziałam, że jest mu wstyd i nie jest z tego powodu dumny. Byłaby jędzą, gdybym prawiła mu kazania lub wyśmiewała się z niego. A prawda jest taka, że nadal mi na nim zależy i chce z nim być. No i co, że on nie chce? To na pewno nie zmieni moich uczuć do niego.
- Dobra, chodźmy stąd. – powiedziałam łapiąc go za rękę.
- Gdzie? – zmarszczył brwi.
- Gdziekolwiek. Nie spędzę tu ani minuty dłużej. – powiedziałam, na co Malik posłał mi lekki uśmiech i kiwnął głową.
Oczami Vanessy:
To był naprawdę ciężki dzień. Nie mam zamiaru oczywiście mówić Victorii o tym co się wydarzyło podczas spaceru. Oszczędzę jej nerwów, zresztą i tak jej nie ma i Zayna… hm, czy ja o czymś nie wiem? W każdym razie nadal zastanawiałam się nad Harrym. Dlaczego w ogóle nie odpisał na żadne moje seksowne zdjęcie? Może rozładował mu się telefon? Albo ktoś mu go ukradł? Nie możliwe abym mu się nie podobała. I chyba już wiem co zrobię. Ubrałam się w najseksowniejszą bieliznę jaką miałam i na to założyłam czarny zwiewny szlafrok. Tak oto ubrana wyszłam z domu, rozglądając się czy, aby żadnego sąsiada nie ma wokół. Nie chce niepotrzebnych plotek. Potem zapukałam do drzwi domu Harry’ego. Gdy mnie tak zobaczy jestem pewna, że rzuci się na mnie i zapomni o tym co mu zrobiłam. Mnie się nie da oprzeć. Przygryzłam wargę i starałam się przybrać pozę niczym modelka. Serce mi zaczęło walić, gdy usłyszałam zbliżające się kroki. To już za chwilę, jeszcze trochę a moje marzenia o wspólnej nocy się spełnią… w progu zobaczyłam Harry’ego. Chyba go obudziłam. No fakt była 22:40, ale nie specjalnie o tym myślałam.
- Witaj nieznajomy. – powiedziałam z uśmiechem.
- Vanessa? – spytał ziewając. – Co tu robisz?
Odsłoniłam na to szlafrok ukazując mój strój i czekałam na jego ruch.
- I co ty na to?
- Vanessa, myślę, że…
Nie dokończył, ponieważ przerwałam mu pocałunkiem. Nie oddał go. Otworzył tylko szeroko oczy i odepchnął mnie od siebie. Zmarszczyłam brwi.
- Nie podobam ci się? Moje zdjęcia nie zrobiły na tobie wrażenia? – spytałam wkurzona.
- To, że jestem wyluzowany nie znaczy, że można mnie przekupić ładnymi zdjęciami. Zraniłaś mnie i… po prostu już cię nie chcę.
- Co? – nie mogłam w to uwierzyć. – Każdy facet marzy o kimś takim jak ja. To niemożliwe, że mnie nie chcesz. Co z tobą nie tak?
- Pytanie brzmi: co z tobą nie tak? Uważasz, że każdy powinien paść ci do stóp bo jesteś Vanessą Malik. A kim tak właściwie jesteś? Co osiągnęłaś? Za co ludzie powinni cię podziwiać? Nie chce kogoś takiego. – powiedział i dosłownie zamknął mi drzwi przed nosem. Nie mogłam w to uwierzyć!
                                                                       ***
Pół godziny później już siedziałam w barze i piłam drinka za drinkiem. Skoro mnie nie chce w porządku. Nie będę już o niego walczyła. Niech idzie do diabła. Mam go gdzieś. Czas się dobrze zabawić.
- Cześć cukiereczku. – powiedział jakiś mężczyzna pojawiając się obok mnie.
- Spadaj. – rzuciłam.
- Wyglądasz na smutną. – dotknął mojego ramienia. – Może przyda ci się małe rozluźnienie? – zapytał pokazując mi przezroczyste opakowanie z białym proszkiem. Patrzyłam przez moment na niego bez słowa. – Więc jeśli się zdecydujesz to wiesz gdzie mnie szukać. – dodał i odszedł ode mnie. Jeszcze przez moment się wahałam czy aby na pewno powinnam to robić. Ale w końcu zdecydowałam. Zeszłam z krzesełka i poszłam za nim.
________________________________________________________
Cóż, kolejny raz się nie popisała. Ale teraz powolutku zbliżamy się do ważnych odcinków w życiu Vanessy :)

piątek, 12 czerwca 2015

Łamacze serc 1x12 I don't feel very well

Oczami Vanessy:
To byłby piękny dzień, gdyby nie fakt, że Victoria idzie na gale z Justinem. Ja tymczasem muszę udawać, że mnie to absolutnie nic nie obchodzi! Billboard music awards to jedna z najważniejszych gal muzycznych, gdzie pojawiają się same sławy! Pozna tylu ludzi, a ja co? Będę siedziała w domu i opychała się popcornem i nadal udawała, że mam to gdzieś. Życie to jędza. Siedziałam na kanapie przy telefonie i oglądałam zdjęcia gwiazd z tej gali z dawnych lat. Boże… tyle sław. Mariah Carey, Rita Ora, Sam Smith, Madonna, Jennifer Lopez, Nicki Minaj. Chce umrzeć.
- Jezu, co się ze mną dzieje. – powiedziała Vic schodząc na dół. – Od rana boli mnie cholernie brzuch i wymiotuje. – westchnęła. Taa, ona ma problemy, taa. Wymiotuje, ale pójdzie sobie na tą pieprzoną gale mimo to, a ja zostanę w domu.
- Może jesteś w ciąży, tylko o tym nie wiesz? – rzuciłam pomysł. – No nie! Na Billboard music awards pewnie też będzie Beyonce. – mruknęłam.
- Zapewniam cię, że nie jestem w ciąży. – odpowiedziała Vic. – Pewnie to z powodu stresu.
- Ty się stresujesz? Niby czym? To ja powinnam być zdenerwowana, że nie spotkam Beyonce. – powiedziałam zirytowana. – To królowa muzyki! Każdy marzy, aby ją spotkać, a ty pewnie dostaniesz jej autograf.
- O jezu. Znowu mi nie dobrze.- powiedziała. Rzeczywiście nie wyglądała najlepiej. – Masz rację, tam będzie Beyonce, pewnie też Madonna. A ja ich wszystkim spotkam. Ja Victoria Lawrence. Boże. Przecież zrobię siarę Justinowi. – jęknęła.
- Zapewniam cię, że nikt tak nie robi siary jak Jus. Musiałabyś się nie źle postarać, aby go pokonać. – powiedziałam w rozbawieniu.
- Czy ty właśnie mnie pocieszyłaś? – zapytała.
- Taa, też się sobie dziwię. – odparłam. – Myślę, że powinnaś pójść do lekarza. Przepiszę ci coś przeciw wymiotom i dasz radę. 
- Może masz rację, dzięki. Pójdę tam. W końcu wszyscy będą zwracali uwagę na Justina, nie na mnie. Ja jestem tylko osobą towarzyszącą.
- Właśnie! Może tylko jakiś dziennikarz cię zapyta kim jesteś, czy go wspierasz i takie tam pierdoły. – naprawdę chciałam ją pocieszyć, nie wiedziałam, że zdenerwuje się jeszcze bardziej.
- C-co? Nie miałam pojęcia, że dziennikarz może mnie o coś spytać… cholera. No fakt. Muszę zwymiotować. – mówiąc to poleciała na górę. Westchnęłam. To będzie dla niej prawdziwa szkoła przetrwania. Poszłabym chętnie za nią na tę galę gdybym tylko mogła, ale menadżer Justina się nie zgodzi i inni ludzie odpowiedzialni za jego wizerunek jak i sam Justin.
Po chwili drzwi się otworzyły i wszedł Rodrick. Miał na sobie dres. Wyglądał naprawdę zabawnie. Powstrzymywałam się ledwo aby nie wybuchnąć śmiechem.
- Wygrałeś nagrodę za najgorszy strój roku, jak się z tym czujesz? – rzuciłam.
- Wygrałaś nagrodę suki roku, jakie to uczucie? – odgryzł się, co mnie zdziwiło, gdyż Rodri nigdy nie bywa sarkastyczny.
- Dobra, wygrałeś. – powiedziałam wzdychając. – Po co ci dres?
- Idę na siłownie. A ty idziesz ze mną. No już. Wstawaj. Czas poćwiczyć. – klasnął ochoczo w dłonie, na co się roześmiałam.
- Żartujesz, prawda?
- Nie? Naprawdę mam ochotę poćwiczyć. Wiesz, wstałem rano i pomyślałem, że chce coś zmienić w swoim życiu, wiec pomyślałem, że dobrze byłoby zacząć od poprawienia formy. – powiedział z uśmiechem.
- Jedyne na czym ci zależy to odzyskanie Justina. Reszta cię wali więc mów prawdę. Co chcesz tym osiągnąć?
Rodrick wywrócił oczami.
- Okey, wygrałaś. Chce wyrzeźbić dla niego sylwetkę. Gdy mnie zobaczy z sześciopakiem, na pewno do mnie wróci na kolanach błagając o przebaczenie. – powiedział podekscytowany, zapewne już sobie wyobrażając jusa na kolanach. Bez podtekstów oczywiście.
- W takim razie ty idź rzeźbić sylwetkę, a ja poczytam tweety na temat dzisiejszej gali.
- To dzisiaj jest gala? Billboard music tak? Jaką Victoria sobie kupiła sukienkę? W ogóle ma jakiś pomysł na fryzurę, makijaż? Bo jeśli nie to Rodrick Newman do usług!
- No tak, zapomniałam, że jesteś specem od mody. Zamiast do Matta mogłam ją wysłać do ciebie. – roześmiałam się.
- Co? – zmarszczył brwi.
- Och, wysłałam Victorie do mojego przyjaciela ze szkoły. Studiuje projektowanie ubrań i miał jej coś uszyć na dzisiaj.
- Mogę zobaczyć? – spytał podjarany.
- Jasne. Vic rzyga na górze, ale pewnie nie obrazi się jeśli jej zajrzysz do szafy. – odpowiedziałam. Rodrick pobiegł w stronę schodów, ale w połowie zatrzymał się mówiąc:
- Wiesz, nic nie sugeruje, ale nie tylko mnie przydałoby się wyrzeźbić ciało. – po tych schodach zwiał na górę, a ja myślałam, że eksploduje. Siłownio! Nadchodzę!
Oczami Victorii:
Czułam się okropnie. Ostatni raz wymiotowałam gdy miałam 19 lat, to był dzień przed studniówką. Tak reaguje na silny stres i nic nie mogę na to poradzić. Gdy wróciłam do pokoju moją szafę przeglądał Rodrick. Czy to jakiś żart?
- Co ty tu robisz? – spytałam ostro. – Słuchaj, wiem, że jesteś homo, a wy geje lubicie damskie ciuchy, ale wara od mojej szafy.
- Spokojnie. – uniósł ręce w geście obronnym. – Nie chce twoich ubrań. Chce zobaczyć sukienkę, którą zaprojektował dla ciebie ten student.
- Aa Matt. Spoko. – powiedziałam i podeszłam do szafy wyciągając z niej czerwoną, długą sukienkę z naszytymi czerwonymi różami zamiast ramiączek. Wyglądała olśniewająco.
- Wow, jak na zwykłego studenta to ma cholerny talent. Ile za to dałaś?
- Nic. Kompletnie nic. – odpowiedziałam z uśmiechem. – Zrobił to za darmo. Swoją drogą, fajny chłopak.
- Poważnie, gdybym nie wiedział, że to student pomyślałbym, że to zawodowy projektant. Myślisz, że szyje też stroje męskie?
- Myślę, że…
- Dobra, nie ważne. – machnął ręką. – Znając mnie znowu się zakocham, a koleś okaże się sto procent hetero. W dodatku Justin będzie chciał do mnie wrócić gdy wyrzeźbię sobie mój sześciopak. – mówiąc to uniósł koszulkę wskazując na swój brzuch palcem.
- Podziwiam twoje pozytywne podejście do sprawy. – pokiwałam głową z uznaniem. – Ja bym się kompletnie załamała. Ryczałabym całymi dniami i słuchała smutnych piosenek.
- Taa. – Rodrick podrapał się w kark. – Wcale tak nie robiłem. Wiesz… homo są podobno płaczliwi, ale ja nie… trzymałem się twardo. Nawet łza mi nie poleciała. Bo od początku wiedziałem, że jestem tak zajebisty, że nie ma mowy, aby Jus do mnie nie wrócił.
- Rodrick…
- No dobra! – krzyknął. – Ryczałem tak bardzo, ze zużyłem pięć paczek chusteczek, a gdy ich zabrakło to zamoczyłem całą poduszkę.
- Moją poduszkę. – sprostowałam, a widząc jego minę dodałam: - Ale to oczywiście szczegół.
- Okey, ja lecę na siłownie z Van. Powodzenia na gali. – dotknął mojego ramienia, a ja uśmiechnęłam się lekko. – Aha, Vic… mogłabyś wspomnieć Justinowi, że zacząłem intensywnie ćwiczyć? I niech koniecznie wejdzie na mój instagram, wrzucę tam parę fotek jak już wyrzeźbię mój sześciopak.
- Jasne. – odpowiedziałam ze śmiechem. Brakuje mi jego pozytywnego podejścia.  Na pewno na moim miejscu tak bardzo nie stresował by się galą na której będzie mnóstwo sław w tym Madonna, Jennifer Lopez, Mariah Car… znowu mi nie dobrze! Szlag!
                                                                       ***
Musiałam z moją przypadłością udać się do lekarza. Koniecznie. Niech mi przepisze jakieś tabletki, w końcu od tego jest, prawda? Od pomagania pacjentom. Weszłam więc do przychodni, ale mój wcześniejszy optymizm zgasł, kiedy zobaczyłam ile ludzi tam jest! Przecież to było jakieś dwadzieścia, a może nawet więcej osób! Co im się stało do jasnej ciasnej? Czy wszyscy dzisiaj idą na tą galę tak samo jak ja i mają odruchy wymiotne? Nosz niech to szlag.
- Dzień dobry. – uśmiechnęłam się słabo. – Państwo wszyscy do lekarza?
- Tak. – rzucili prawie chórem. Miałam ochotę tupnąć nogą.
- Mam malutką prośbę… - zaczęłam. – Nazywam się Victoria Lawrence i jestem dziewczyną Justina Biebera. – urwałam, nie wiedząc czemu. Może czekałam na oklaski z tego powodu? – W każdym razie idę dzisiaj na ważną galę Billboard music awards i od rana męczą mnie wymioty. No i tutaj pojawia się moja prośba, czy mogliby państwo mnie przepuścić? Nie mówię, że mam wejść teraz, ale jakby tak piętnaście osób mi poszło na rękę?
Ze zniecierpliwieniem czekałam na reakcję ludzi.
- Od tygodnia męczy mnie kaszel i czekam już trzy godziny. Nie będę ustępowała komuś kto dopiero przyszedł i w dodatku wciska nam kity, że zna Justina Biebera. – powiedziała jakaś staruszka. No ja nie mogę!
- Kity? Proszę sobie wpisać w google Justin Bieber i Victoria Lawrence no chyba, że jest pani za stara aby wiedzieć co to w ogóle jest google! Po za tym tydzień męczy panią kaszel, a przychodzi pani teraz? Zarażała pani biednych ludzi tyle czasu? Jak pani nie wstyd? – nie wierzę, ze powiedziałam to wszystko na głos. Zamilkłam więc zawstydzona. – Ehem, to ja już może pójdę, żegnam. -  rzuciłam i czym prędzej wyszłam z przychodni. Trudno, będę musiała sobie poradzić bez lekarza. Napiję się meliski i wszystko będzie dobrze.
Oczami Vanessy:
Poważnie. Pierwszy raz jestem na siłowni. Czułam się jak idiotka w pożyczonym od Victorii dresie o którym nawet nie wiedziała, że sobie pożyczyłam. Pocieszałam się, że Rodrick wygląda o wiele zabawniej niż ja. Jednak mój pesymizm zgasł kiedy zobaczyłam ilu tam jest przystojniaków! Nie mogłam w to wręcz uwierzyć! Każdy umięśniony, zadbany i widać, że nadziany. Zrobiło mi się wręcz słabo na ten widok.
- To ja idę na drążek. – postanowił od razu Rodrick. – W szkole miałem piątkę z podciągania.- stwierdził dumnie. Założyłam ręce na klatkę piersiową i z rozbawieniem zaczęłam obserwować mojego przyjaciela. Podszedł  do niego i ułożył na nim dłonie. Wisiał teraz na nim na wyprostowanych rękach i próbował się podciągnąć. Zaczął stękać jak ten kretyn i było mi naprawdę wstyd za niego.
- Sześciopak się buduje. – zaświergotałam.
- Za… mknij… się. – wydyszał. Roześmiałam się.
- Och, gdyby Justin to zobaczył. Wiesz co? Może ja zrobię fotkę. – mówiąc to wyciągnęłam telefon.
- Nawet się nie waż. Albo powiem Harry’emu, że sypiasz z Loganem.
- Już nie. – powiedziałam dumnie. – Po randce z Harrym nie spałam z nikim innym. Tylko on teraz się dla mnie liczy. – przyznałam szczerze. Rodrick nadal próbował się podciągnąć, a ja tylko obserwowałam go kręcąc głową. Schowałam telefon. Nah, nie zrobię mu tego. Jestem dobrą przyjaciółką, chociaż… mogłabym go szantażować… niee. To byłoby podłe, tym bardziej, ze jestem jego jedyną rodziną. Nie genetycznie oczywiście, ale zawsze.
Nagle podszedł do niego instruktor. Zaschło mi w gardle. Był taki przystojny, ze aż musiałam się powachlować dłonią.  Rodrick to jednak jest szczęściarzem. Mężczyzna stanął naprzeciwko niego i kazał mu wykonać podciągnięcie jednym płynnym ruchem.
- S…staram się. – jęknął Rodrick.
- Musisz utrzymać stałą pozycję i przestań się bujać, stary. – powiedział w rozbawieniu. – Może ja ci pomogę. – po tych słowach mężczyzna złapał go za biodra i podciągnął do góry. Otworzyłam usta nie wierząc, ze to się dzieje naprawdę. Rodrick ty pieprzony szczęściarzu. Stop. Mam Harry’ego. Vanessa Malik ogarnij się na litość boską!
Rozejrzałam się po siłowni w poszukiwaniu innego seksownego instruktora, gdy mój wzrok spoczął na… czy to Zac Efron? Alarm, alarm! Dobra, niech Rodri bierze tego instruktora. Ja mam prawdziwą wisienkę. Podbiegłam do niego, bojąc się, że zaraz jakaś jedzą mi go odbierze, ale nie zanosiło się na to tym bardziej, że byli tutaj sami faceci. Co to za siłownia? Zresztą, to nie ma znaczenia. Ważne, że spotkałam Zaca Efrona! Chciałam piszczeć, ale ugryzłam się w język, dosłownie. Auć, boli. Zac aktualnie ćwiczył na sztandze, więc unosząc wysoko głowę zbliżyłam się do niego, udając, iż to, że jest sławny, nie robi na mnie kompletnie żadnego wrażenia i to właściwie dla mnie normalka.
- Te mięśnie robią wrażenie. – rzuciłam.
- Dzięki. – odpowiedział.
- Często tu przychodzisz? Nigdy wcześniej cię nie widziałam.
- Właściwie to codziennie.
Ups. Wtopa.
- Och, cóż. Ja też, ale ostatnio nie mogłam znaleźć czasu. Na szczęście jestem dzisiaj! – uśmiechnęłam się. – I widzę, że dobrze trafiłam. Jesteś Zac E… - udawałam, ze nie znam jego nazwiska. Nie chce aby mnie wziął za jakąś napaloną fankę, która zresztą byłam.
- Efron.
- Ach, tak. Zapomniałam. Ja Jestem Vanessa.
- Miło. Uścisnąłbym ci dłoń, ale mam zajęte.
- Nie, nie przejmuj się. Będziesz miał jeszcze okazję, na przykład na naszej kawie. – rzuciłam prosto z mostu. Mam nadzieje, że nie odmówi. Proszę, proszę, proszę.
- Byłoby super. Po siłowni?
- Jasne. – uśmiechnęłam się lekko.
- W porządku. A ty przyszłaś sama czy… z kimś?
Rozejrzałam się w poszukiwaniu wzrokiem Rodricka. Gdy rzucił mi się w oczy, zobaczyłam jak próbuje podnieść hantle, ale nie udaje mu się to, więc wydaje z siebie jakieś dziwne odgłosy.
- Nie, przyszłam sama. – powiedziałam w końcu.
                                                                                  ***
Po zakończonych ćwiczeniach, oczywiście ja udawałam, ze ćwiczę, a tak naprawdę czekałam, aż Zac skończy. Wymknęłam się z nim, on nie wiedział, że się wymykamy, ale cóż. Rodrick był zbyt zajęty próbowaniem podnoszeniem hantli, a seksowny instruktor czuwał nad nim, aby sobie nie zrobił krzywdy. Myślałam wpierw, że na niego leci, ale zapewne zrobiło mu się żal biednego Rodricka i po prostu chciał mu pomóc.
Mój pierwszy krok do pozostania sławną to dać się sfotografować z kimś sławnym. Dobrą okazją dla mnie jest Zac Efron we własnej osobie. Nadal nie mogę uwierzyć, że idę z nim do kawiarni. W środku od razu każdy się na nas spojrzał, a dwie dziewczyny chciały autograf. Idiotki, Zac jest mój i lepiej aby się z tym pogodziły. Dobrze, że Zac był obok bo bym im tak powiedziała. Potem kelnerka, która nas obsługiwała chciała zdjęcie. Wywróciłam oczami. Życie sławnych ludzi jest męczące. Każdy czegoś od ciebie chce i traktuje cię jak super wydajną maszynę, która nigdy nie ma dosyć.
- I tak jest codziennie? – zapytałam w końcu.
- Uwierz mi, jest o wiele gorzej. Dzisiaj chyba jest mój szczęśliwy dzień. – roześmiał się. Biedny Zac. Współczuje mu. Cholera, ale jeśli wyjdziemy na zwykłą kawę to nie będzie w tym nic sensacyjnego! Muszę się postarać wywołać jakiś skandal. Gdy kelnerka przyniosła nam nasze zamówione kawy, ja udałam, że przypadkiem strąciłam gorący napój na Zaca. Tymczasem zrobiłam to specjalnie.
- Auć! – krzyknął, a wszyscy się na nas spojrzeli.
- Jezu, wybacz! – złapałam się za usta. – To był przypadek, nie chciałam!
- Gorące. – jęknął. Kelnerka szybko przybiegła z ręcznikiem i zaczęła go wycierać. Zac jednak powiedział, ze pójdzie sobie to sprać do łazienki. Pozostałam sama z dziwnymi spojrzeniami ludzi.
- Specjalnie to zrobiłaś. – powiedział jakiś 10 – letni chłopczyk. Popatrzyłam na niego zszokowana.
- Jeszcze raz to powiesz, a twoje małe białe ząbeczki, będą ozdabiały tą podłogę. – uśmiechnęłam się sztucznie, co go nieco wystraszyło bo wrócił do swojej mamy. Dzieciaki. Same problemy z nimi.
Po 15 minutach Zac wrócił. Cała jego koszulka była mokra. Stwierdził, że w tym wypadku musi wracać do domu.
- Już? – jęknęłam. Miałam nadzieje na wymianę numerami telefonów, albo jutro jakąś romantyczną kolację.
- Niestety. Miło było cię poznać. Cześć. – rzucił i skierował się w stronę wyjścia. Niech to szlag! Nie udało mi się. Ale mam ostatnią szansę aby naprawić mój błąd. Teraz albo nigdy. Wstałam z siedzenia i rzuciłam się do wyjścia. Zac szedł chodnikiem.
- Zac! – krzyknęłam, a on się odwrócił. Podbiegłam więc do niego i dosłownie wskoczyłam na niego oplatając go nogami w biodrach, a moje ręce powędrowały na jego szyję. Próbowałam go pocałować, ale on był tak zaskoczony i jednocześnie zszokowany, że kazał mi natychmiast z siebie zejść. Jedno jest pewne: gazety będą musiały o tym wspomnieć!
- Co ty wyprawiasz? – powiedział gdy mnie od siebie odepchnął.
- Jestem w połowie Hiszpanką, a my się tak żegnamy. – wymyśliłam coś na poczekaniu.
- Jesteś dziwna. I pomyśleć, ze chciałem się wrócić po twój numer. – rzekł i odwrócił się wręcz uciekając ode mnie. Jasna cholera. On chciał numer? No nie. Moje życie to porażka.
Oczami Victorii:
Jeszcze przed samą galą zwymiotowałam jakieś trzy razy. Gdy w końcu pod dom podjechała limuzyna z Justinem w środku i jego menadżerem, musiałam się ogarnąć i jakoś dać radę. Victoria znaczy zwycięstwo w końcu, prawda? Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, a jakaś cholerna gala nie może sprawić, że się załamię psychicznie, racja? Wyszłam więc z domu w mojej cudownej czerwonej sukience z rozpuszczonymi włosami, które wyprostowałam prostownicą i makijażu zrobionym własnoręcznie przez Rodricka. Chłopak ma talent. Powinien zostać makijażystą, wróć. Czy to nie jego zawód? Hm, tak mało o nim wiem, a to taki fajny chłopczyna.
- Victoria, ach Victoria. – westchnął Justin widząc mnie.
- Co? – zmarszczyłam brwi.
- Co ty biedna powiesz jak ktoś spyta kto zaprojektował dla ciebie tę sukienkę?
- Odpowiem, że zaprojektował ją dla mnie Matt Martinez.
- Ale nie można wymyślać nazwisk. – powiedział zdegustowany.
- Taka osoba istnieje. – powiedziałam z lekka zirytowana.
- Nie znam tej gorszej klasy projektantów. – powiedział w końcu po krótkiej chwili milczenia. Sorry, że spodziewałam się czegoś w stylu „wow, Victoria! Wyglądasz jak milion dolarów” albo chociaż zwykłego „ładnie wyglądasz”. Udawałam, że wcale nie jest mi przykro i weszłam za Jusem do limuzyny.
- Wow, Victoria! Wyglądasz jak milion dolarów. – powiedział jego menadżer, Scooter widząc mnie. No, chociaż jeden jedyny.
- Dziękuje. – odpowiedziałam zarumieniona. Potem ruszyliśmy, a ja starałam się nie myśleć, jak okropnie się czuje. Wszystko będzie dobrze Victoria, dasz radę, jak zawsze. Jesteś wspaniałą dziewczyną. Piękną, mądrą, zabawną. Dlaczego mieliby się z ciebie śmiać na gali? Nic takiego nie będzie miało miejsca, na pewno. O boże! Przecież jak mnie zobaczy taki ktoś jak chociażby Rihanna to padnie ze śmiechu. Nie dorastam jej do pięt. Znowu zrobiło mi się nie dobrze. Ale nie zwymiotowałam, na całe szczęście.
                                                                       ***
Pominę fakt, że jak wysiedliśmy to błysnęło w nas chyba sto fleszy na raz i dosłownie nic nie mogliśmy zobaczyć. Justin jednak musiał ze mną za pozować. Poważnie, wyszłam na tych zdjęciach jak idiotka. Nawet nie próbowałam się uśmiechać. Nic z tego i tak by nie wyszło. Nie lubię swojego uśmiechu, mam tyle kompleksów. Chciałabym mieć pewność siebie Jusa alb chociaż Vanessy. Ugięły się pode mną nogi jak na czerwonym dywanie zobaczyłam Katy Perry we własnej osobie! Gdybym nie była taka nieśmiała to podeszłabym po autograf, ale jednak. Nie jestem jedną z „tych” dziewczyn. Potem moim oczom ukazała się Rihanna. Gdyby patrzyła w naszą stronę to już bym nie żyła, ale ona kompletnie nie zwracała na nas uwagi, była zajęta pozowaniem do zdjęć. I bardzo dobrze.
- Nie śliń się tak na widok tych wszystkich sław. – powiedział Justin do mnie na ucho. – To widać.
- Przepraszam. – mruknęłam. Pierwszy raz jestem na takiej gali i widzę tyle sław na raz. Każdy chyba by ogłupiał na moim miejscu. Potem weszliśmy z Justinem do środka. Dobra, miejmy to za sobą.
                                                                       ***
Prowadzącą okazała się być Nicki Minaj! Prawie zaczęłam krzyczeć gdy ją zobaczyłam. Justin widząc, że otwieram usta położył na nich dłoń mówiąc „nawet się nie waż”. Po jednej stronie siedział Justin, a po drugiej Scooter. Obok Jusa zajął miejsce Pitbull! Serio, co chwilę się wychylałam, aby na niego popatrzeć. Czy on był prawdziwy?
- Mogę go dotknąć… - nie wierzę, że powiedziałam to na głos.
- Co? – zapytał Jus.
- Pytam czy mogę się potknąć. – wypaliłam. Boże, co za kretynka ze mnie.
- Co? Razy dwa. – odpowiedział Justin.
- Upiłam się wrażeniami. – powiedziałam kiwając głową.
- Przepraszam, mogę przejść? Przepraszam. - powiedziała próbująca przejść między siedzeniami sama Iggy Azalea. O słodki Jezusie. To się nie dzieje. Vanessa będzie tak zazdrosna, że chyba pęknie. Nie powinno mnie to w sumie pocieszać, ale cóż, pociesza. Gdy Iggy przechodziła obok nas, naprawdę nie wiem co mnie napadło, ale dotknęłam jej. Musiałam to zrobić bo bym nie zasnęła. – Tak? – zatrzymała się patrząc na mnie. Otworzyłam szeroko oczy. O boże.
- Ona jest pierwszy raz wśród ludzi. – powiedział Justin do Iggy. Zabije skurczybyka. Blondynka zachichotała i poszła dalej.
- Dupek z ciebie.
- A ty mi robisz wiochę. – mruknął.
- A ty nadal jesteś dupkiem.
- Hej! Dzieciaki! – odezwał się Scooter. – Uspokójcie się. Gala się już zaczęła.
Próbowałam być cicho, ale widok Justina działał mi na nerwy. Co za koleś.
                                                                       ***
Po godzinie Justin spał. Serio. To zabawne w sumie, ale to była prawda. W dodatku chrapał. Pitbull się na niego dziwnie spojrzał i zrobił mu fotkę. Zapewne później dodał na instagrama. Lajknę mu potem. Wreszcie Beyonce mówiła nominacje do artysty roku. Byli między innymi Sam Smith, Rihanna, Justin, Iggy i Nicki.
- A zwycięzcą jest… Justin Bieber!!! – krzyknęła do mikrofonu, a wszystkie kamery skierowały się na mnie i na śpiącego Jusa. I to ja mu niby robię wiochę? Van miała rację. On jest w tym mistrzem. Szturchnęłam go, na co obudził się, a widząc kamery, domyślił się, że coś musiał wygrać.
- Co wygrałem? – szepnął do mnie.
- Nagrodę artysty roku. – odpowiedziałam wywracając oczami. Chłopak wstał i skierował się n scenę. Tam odebrał od Beyonce statuetkę i pocałował ją w policzek. Czas na przemowę.
- Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że jestem najlepszym artystą w tym roku. Zacznę od moich fanów, którzy zawsze mnie wspierali i byli ze mną, potem przejdę do Scootera, mojego menadżera, który umiał mnie kopnąć w tyłek i powiedzieć ‘ogarnij się’ jak nikt inny, co było dla mnie bardzo pomocne, a skończę na mojej wspaniałej dziewczynie Victorii Lawrence, bez której nie byłoby mnie tutaj. To jej powinienem w głównej mierze podziękować, dlatego Victorio, jeśli pozwolisz, chciałbym zaprosić cię tutaj na scenę, aby wszyscy mogli zobaczyć jaka jesteś wspaniała i oddana.
Wszyscy zaczęli klaskać, a ja poczułam, że moje policzki robią się czerwone. Wszystkie kamery były teraz skierowane na mnie. Jasna cholera! Justin zabije cię ty ośle pierdolony. Brzuch mnie rozbolał i znów zrobiło mi się nie dobrze. O nie, nie. Wymioty się zbliżają. Może ja tu jednak zostanę. Chyba nic wielkiego się nie stanie jeżeli nie wejdę na scenę, racja? Tylko każda gazeta będzie pisać jaką to Jus ma okropną dziewczynę. Dobra! Wchodzę.  Wstałam z siedzenia i poszłam w stronę mojego ‘chłopaka’. To się nie dzieje naprawdę. To zły sen, a ja obudzę się w moim mięciutkim łóżeczku. Wszystko będzie dobrze. Weszłam po schodkach i znalazłam się na scenie. Cała trzęsąca się z walącym sercem i nie wyobrażalnym bólem żołądka.
- Victorio, chciałbym abyś powiedziała kilka słów. – Justin podał mi mikrofon. Wzięłam go od niego nie pewnie i popatrzyłam na te wszystkie sławy. Iggy patrzyła się na mnie wręcz z kpiną, Pitbull robił fotki, zaraz, czy on mi robi fotki? Pozwę go. Nie życzę sobie aby wstawiał moje zdjęcia na instagrama z jakimś śmiesznym podpisem. W dodatku obok stała Beyonce. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Czy to Sam Smith patrzy wprost na mnie? Czy to Katy patrzy na mnie wyczekującym wzrokiem? A to nie Jennifer Lopez szepcze coś do Demi Lovato? I w dodatku Charlie xcx…  nie zdążyłam zauważyć co robi Charlie, ponieważ mój żołądek dał tak o sobie znać, że cały się ścisnął, a ja nie mogłam tego wytrzymać. Musiałam to zrobić. Musiałam zwymiotować. A to, że zrobiłam to na buty Justina to już naprawdę nie jest moja wina. Stał obok. Czuje się okropnie.
                                                                       ***
- Czy ciebie popieprzyło? Masz jakiś problem z życiem wśród ludzi? Bo nie wydaje mi się, abyś się nadawała do życia wśród cywilizacji. – mówił Justin chodząc w te i we w te. Siedziałam na kanapie i było mi tak cholernie wstyd.  – Nie jesteś na moje nerwy. Wszystko tylko psujesz. Jesteś beznadziejna. Scooter, masz ją zwolnić! Nie chce aby była moją dziewczyną. Przynosi same kłopoty i nie szczęścia. To chodząca katastrofa.
- To ty mi kazałeś wejść na scenę. – przypomniałam mu.
- Aha i ja ci kazałem też zwymiotować na mnie?
- Dzieciaki! – przerwał nam Scooter. – Dostanę przez was migreny. – złapał się u nasady nosa. – Victoria nigdzie się nie wybiera, zostanie. – powiedział stanowczo.
- Jak to? – ton Justina był pełen oburzenia.
- Zrobiła ci nawet przysługę Jus.- powiedział Scooter.
- Co? – jęknął.
- Pierwszy raz to nie o tobie a o niej mówi się w złym świetle. – zauważył słusznie. – Dlatego prawdopodobnie dostanie nawet premię zamiast wylania z pracy. – dodał, na co ja się uśmiechnęłam. A jednak opłacało się być chodzącą katastrofą, co nie zmienia faktu, że nie pokażę się już ludziom na oczy.
Oczami Vanessy:
Od pół godziny pokładałam się ze śmiechu, gdy zobaczyłam, co wydarzyło się podczas gali. Victoria wymiotująca na buty Justina Biebera! Dobrze, że Rodrick mnie zmusił do obejrzenia gali. On kocha takie rzeczy. Ja nie specjalnie, gdy mnie tam nie ma. Teraz byłam mu super wdzięczna za to. Naprawdę, miałam łzy w oczach.  Vic to jednak dziewczyna demolka. Teraz wszystkie gazet będą pisać o jej wtopie. Ja na jej miejscu uściskałabym najpierw Bey. A potem wyznała miłość Ryanowi Goslingowi.
- To przestało być zabawne jakieś pół godziny temu. – powiedział Rodrick.
- Co z tobą nie tak? W ogóle się nie śmiałeś. – odpowiedziałam oburzona. Aż tak nie cierpi po Justinie, że wszystko przestało go bawić.
- Victoria na pewno jest załamana. – stwierdził. – Taka wtopa przed królową muzyki Beyonce. Jezu, ja bym chyba popełnił samobójstwo.
- Jesteś frajerem. – mruknęłam. – a) nie śmiejesz się z wtopy Victorii b) trzymasz jej stronę.
- Bo ty opuściłaś mnie na siłowni. Gdzie właściwie poszłaś?
- Byłam z … - przerwało mi pukanie do drzwi. To nie mogła być Vic, chyba, że to była pijana Vic. Ale ona nie przepadała za alkoholem, więc nie. Poszłam otworzyć. W progu stał Harry. Uśmiechnęłam się na jego widok. Chciałam go pocałować w policzek, ale odsunął głowę.
- Wszystko w porządku? Eleanor coś o mnie nagadała ci co? Nie słuchaj jej. – powiedziałam. – Chcesz wejść? Zrobiłabym dla nas kolacje… co ty na to?
On jednak pokazał mi ekran swojego telefonu. Był tam artykuł o mnie i o Zacu, a co za tym idzie pojawiło się zdjęcie jak na niego skoczyłam i próbowałam go pocałować.
- Wyjaśnisz to jakoś? – zapytał zimnym tonem.
- Harry ja… Spotkałam go dzisiaj na siłowni, a że zawsze pragnęłam być sławna to… pomyślałam, że najprostszym sposobem będzie się wybić na kimś innym sławnym. I tak oto wybór padł na Zaca. Nie przejmuj się. I tak się koniec końców nie pocałowaliśmy. Ten artykuł zresztą jest beznadziejny. Wcale nie jestem napaloną fanką, która go zaatakowała. Byliśmy najpierw na kawie… - ugryzłam się w język. Nie potrzebnie to powiedziałam.
- Więc najpierw umawiasz się ze mną, a jednocześnie z nim kręcisz, tak?
- Nie. Powiedziałam ci, ze dzisiaj go spotkałam. – tłumaczyłam się.
- W porządku. – kiwnął głową. Widziałam, że nadal był wściekły. – Teraz będziesz mogła się spotykać z nim czy z innymi chłopakami częściej. Bo ja nie chce się już z tobą widywać. Droga wolna.
- Harry! – krzyknęłam za nim, gdy się odwrócił i zaczął iść w kierunku swojego domu. – To nic nie znaczyło! Nasza randka była dla mnie ważna! Nie jakieś głupie wyjście z Zac’iem!
- I udowodniłaś to umawiając się z innym? Brawo, Vanessa. – powiedział z ironią i klasnął w dłonie.
- Harry! – krzyczałam za nim nadal, ale on nie odpowiedział. Myślałam, że się rozpłaczę. Cholerny artykuł, wszystko zniszczył. Ja naprawdę chciałam, aby się o mnie mówiło i mówiło się. Ale wcale nie byłam szczęśliwa z tego powodu, wręcz przeciwnie. Gdybym miała okazję drugi raz umówić się z Zac'iem na pewno bym tego nie zrobiła. To Harry był dla mnie ważny. Nikt inny, a ja to spieprzyłam.
 _______________________________________________________________
Cóż, za błędy trzeba płacić :( pasowali do siebie? 














Mam rozpisane takie wstępne pomysły na 2 sezon i wyjdzie całkiem dramatycznie haha. Także cieszcie się póki możecie z lekkiego 1 sezonu :)