Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomlinson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomlinson. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lipca 2015

Łamacze serc 1x16 Bitch I'm famous

Oczami Victorii:
Wczorajszy wieczór był magiczny. Najpierw poszliśmy z Zaynem na nudne przyjęcie w jego pracy (tak na marginesie to już nigdy więcej mnie tam nie wyciągnie, o nie co to, to nie), a potem poszliśmy na pyszną kawę. Po tym wszystkim przeszliśmy się wzdłuż mostu i praktycznie nie rozmawialiśmy ze sobą, ale nie czułam się jakoś bardzo niezręcznie. Było naprawdę uroczo i czułam się jak… z naprawdę dobrym przyjacielem. Czy to możliwe, że po tym wszystkim zacznę traktować Zayna jak zwykłego przyjaciela i nikogo więcej? A może z czasem spotkam chłopaka który mnie naprawdę zauroczy. Może po prostu ja i on nie byliśmy sobie pisani. Takie rzeczy się zdarzają prawda? Nie ma w tym nic złego.
- O mój boże! – usłyszałam krzyk Vanessy dochodzący z jej pokoju. Natychmiast tam pobiegłam. Może coś jej się stało? Gdy jednak otworzyłam drzwi, moja przyjaciółka siedziała nad laptopem i wyglądała na przerażoną. Czyżby okazało się, że Ryan Gosling ma żonę?
- Co? – zapytałam.
- W Internecie jest pewne nagranie… - zaczęła.
- Justin z jakimś chłopakiem? – spytałam, a serce zaczęło mi walić. Tyle pracy, aby ukryć jego orientacje. Nie chce aby to poszło na marne.
- Nie. Raczej moje nagranie. – zrobiła nacisk na słowo ‘moje’.
- Co na nim robisz? – chciałam podejrzeć jej przez ramię, ale zakryła laptop. Zmarszczyłam brwi.
- Czy to ważne?
Czy Vanessie jest głupio? Pierwszy raz w życiu! Nie wierzę.
- Skoro tak panikujesz to chyba ważne. – odpowiedziałam.
- Wiesz, w sumie to chyba nie jest takie ważne. – machnęła nie dbale ręką. – Wróć do swoich nudnych spraw, a prawdziwe życie zostaw twardzielom. – dodała, na co pokazałam jej język.
- Nie uwierzycie! – krzyknął Zayn wparowując do jej pokoju. Mogłam wyczuć jak Van serce podchodzi do gardła.
- W co? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Według moich źródeł, zaufanych warto wspomnieć, jakaś dziewczyna jest w ciąży z Justinem Bieberem.
Wybuchnę łam głośnym śmiechem.
- To niemożliwe. – stwierdziłam.
- Dlaczego? Puszcza się na prawo i lewo. – wtrąciła Vanessa.
- A ty coś o tym wiesz, prawda? – powiedział Zayn.
- Zamknij się, Malik. – syknęła Van.
- Ale Justin jest stu procentowym gejem! Kiedy raz zobaczył nagą dziewczynę zaczął piszczeć na cały dom. – powiedziałam.
- Nie pomyliłaś go czasem z Rodrickiem? – spytała Vanessa.
- Może. – przyznałam. – W każdym razie jestem pewna, że to pomyłka. Twoje źródła cię zawiodły. Przykro mi. – powiedziałam w stronę Zayna. W tym momencie mój telefon zadzwonił. To był Scott. Menadżer Justina. Ciekawe czego może chcieć? Pewnie mam gdzieś znowu z nim wyjść.
- Halo? Cześć Scott. Co tam?
- Słuchaj, mamy mega problem. – powiedział poważnym tonem.
- Jaki? – zmarszczyłam brwi.
- Jakaś dziewczyna jest w ciąży z Justinem.
Kiedy usłyszałam te słowa myślałam, że padnę tu i teraz. Jakie kurna Zayn ma źródła? One są genialne! Ma wszystkie najlepsze ploteczki o gwiazdach w dodatku potwierdzone. To chyba najlepszy dziennikarz na świecie.
- Słucham? On jest homo, prawda? – upewniłam się.
- Jasne, ze jest. Ale Jus też lubi się napić i na jednej z takich imprez… sama wiesz. Wpadka. Stało się. Napompował laskę. – Scott nigdy nie był delikatny. – A teraz ktoś musi ją przekonać, aby nie szła z tym do mediów.
- Okej. – kiwnęłam głową nadal nie rozumiejąc, co ma na myśli.
- I tą osobą będziesz ty.
- O nie, nie, nie, nie, nie. – zaczęłam kręcić głową. – Na pewno nie ja.
- O tak na pewno ty. Jesteś dziewczyną dogadacie się.
- Ale Scott!!
- Żadnych ale! Masz to zrobić. Jesteś jego dziewczyną czy nie?
- No jestem. – przyznałam nie chętnie.
- Więc to zrobisz. Dasz radę. Jesteś mądrą dziewczyną. – powiedział chcąc mnie zmusić do podjęcia się tego, ale nie byłam taka głupia na jaką wyglądałam. Jak ja niby mam przekonać tą dziewczynę, aby nie nagłaśniała tej sprawy? Nie jestem dobra w negocjacjach.
- Postaram się. – westchnęłam. – Ale żądam podwyżki.
- Uu, nie grzeczna dziewczynka, ale taką cię lubię. – powiedział. Serio? Nasuwało mi się na myśl, ale nic nie powiedziałam. Gdy odłożyłam telefon Zayn patrzył się na mnie wyczekująco. Wzruszyłam ramionami nie chcąc mu przyznawać racji. Jakie on ma źródła? Pracuje w blind gossip czy co?
- I? – naciskał Zayn idąc za mną do przedpokoju.
- I nic? – spojrzałam na niego przez ramię.
- Miałem rację, co? A ty nie chcesz się do tego przyznać. – uśmiechnął się cwaniacko. Co za bezczel. Nie wierzę. Jak mogłam się w nim kochać? Chociaż. Walić to. Nadal to robię.
- Może. – odpowiedziałam. – Teraz jednak mam ważniejsze sprawy na głowie.
- Obejrzeć kolejny odcinek Young&Hungry?
Hej! Skąd wiedział, że to mój ulubiony serial? On wie wszystko! Super dziennikarz.
- Nie. Muszę z kimś porozmawiać i przekonać tego kogoś, aby nie popełniał największego błędu w życiu. – powiedziałam i opuściłam mieszkanie. Zapowiada się szalony dzień.
Oczami Vanessy:
Odkąd moje nagranie pojawiło się w sieci dostałam dużo nieprzyzwoitych propozycji. Oczywiście nie zamierzam z żadnej z niej korzystać. W moim łóżku jest tylko miejsce dla Logana i Harry’ego i nikogo więcej. Właśnie! Powinnam zadzwonić do Logana i umówić się z nim na kolejną nie zapomnianą noc. Kiedy weszłam na mojego twittera, przeżyłam szok! Dosłownie! Moja liczba obserwujących wzrosła o jakieś 4 tysiące osób! Tak bardzo spodobałam im się na tym nagraniu? Najwyraźniej tak. Jestem…. Celebrytką. A właściwie stanę się nią, już nie długo. Wybrałam numer do Rodricka i kazałam mu przyjść twierdząc, że to super ważne. On jak zawsze wykręcał się faktem, że ma pedicure. Serio? Kogo obchodzi jego pedicure w takiej sytuacji?
Po 20 minutach (poważnie?) był u mnie w domu.
- Co jest? – zapytał zdyszany. Czyżby biegł?
- Patrz. – odwróciłam w jego stronę laptop. Pojawił się filmik na którym tańczyłam na stole w pozach nie przeznaczonych dla dzieci i robiłam striptiz.
- O mój boże! – złapał się za usta. – Kto mógł zrobić coś tak ohydnego?
- Ohydnego? To najlepsza rzecz jaką ten ktoś mógł dla mnie zrobić. – powiedziałam. – Kompletnie nie pamiętam tego faktu, ale to dobrze, bo dalej jakiś grubas klepie mnie po tyłku. Fu, to dopiero ohyda. Najważniejsze jest to, że wzrosła liczba moich obserwujących! Dasz wiarę? Nie obserwuje mnie 500 osób, ale 4 i pół tysiąca! Gdybym tylko znała kogoś sławnego i pokazała się z nim to liczba moich obs wzrosłaby jeszcze bardziej.
- I tak bardzo zależy ci na obserwujących? – zdziwił się.
- Milcz. Ciebie obserwuje marne 200 osób. Co ty wiesz o sławie. – powiedziałam dumnie. – Chodź! Musimy iść do Central parku. Tam podobno przychodzi najwięcej sław! – złapałam go za rękę i podekscytowana pociągnęłam za sobą.
                                                        ***
- Serio przychodzą tu sławy? – zapytał Rodrick popijając czwartą kawę. Ja siedziałam tymczasem wściekła i patrzyłam z odrazą na wchodzących ludzi. Nie są sławni! Nie mają prawa tu przebywać. To miejsce na poziomie. Dobra, wiem, że przesadzam, ale byłam tak wściekła, że nic mnie nie obchodziło.
- Zaczekajmy. Może pojawi się Calvin Harris albo Adele. – powiedziałam.
- Wątpię. – mruknął pod nosem.
- Co ty tam mruczysz?
- Mówię, że jest duże prawdopodobieństwo. – skłamał, na co wywróciłam oczami. Mój plan A okazał się być do bani. Czas na plan B. Vanessa Malik tak łatwo nie rezygnuje. Świat celebrytów będzie należał do mnie!
Oczami Victorii:
Okej. Więc miałam przekonać jakąś przypadkową laskę będącą w ciąży z Justinem, aby nie szła z tym do mediów. Wcale nie miałam ochoty. Mogła nie zachodzić w ciążę, albo się zabezpieczać. A teraz ja mam problemy, a właściwie Justin będzie miał jeśli ja zawalę. A to jest jego problem i on powinien ponosić konsekwencje swojego czynu. Biedny Rodrick. Załamałby się gdyby o tym wiedział. Nie chce nawet o tym myśleć. Trup. Samobójstwo na miejscu. Chyba lepiej by to zniósł  gdyby Jus zdradził go z facetem. Teraz może myśleć, że nie był dla niego wystarczająco dobry skoro przespał się z dziewczyną.
Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki oddech nim zapukałam. To będzie bardzo, bardzo trudne.
- Cześć. W czymś mogę pomóc? – zapytała niska dziewczyna w okularach. To współlokatorka puszczalskiej laluni? Czy może jej siostra?
- Szukam… eee… - kurde, dlaczego nie spytałam Scotta jak ma na imię zapłodniona? – Ciężarnej. Jest tu może?
- Chodzi pani o kobietę w ciąży? Cóż, ja jestem. – odpowiedziała dziewczyna.
- Nie chodzi mi o ciebie. – machnęłam nie dbale ręką. – Słuchaj, jest mała sprawa. Pewna dziewczyna przespała się na jednej z imprez z niejakim Justinem Bieberem. Tak wiem, pewnie mi nie uwierzysz, bo w sumie skąd jakaś laska miałaby znać samego Jusa? Ale tak się stało, że dała owemu chłopakowi no i co? Wpadka! Teraz spodziewają się dziecka. Więc szukam owej puszczalskiej, to znaczy zapłodnionej przez mojego chłopaka. – mówiłam na jednym wdechu. – Może jest jakąś groupies czy coś w tym stylu? Nie wnikam. W każdym razie chciałabym, abyś dała mi na nią namiary.
- Cóż, stoi przed tobą. – powiedziała dziewczyna, a ja wybuchnęlam głośnym śmiechem. Przecież ona była taka niepozorna i nie miała wielkich cycków. Chociaż dla geja Justina to nawet lepiej. Lubił jak się miało więcej w spodniach.
- Ty? Naprawdę? – zdziwiłam się.
- Tak, to ja. I nie jestem groupies, jeśli o to chodzi.
- Ale serio to ty? – nie mogłam uwierzyć. Justin musiał być naprawdę pijany. Jezu, zamieniam się w Vanesse. Podła suka ze mnie.
- Tak, to ja. – powtórzyła ze złością. – Czego chcesz? – założyła ręce na klatkę piersiową.
- Porozmawiać.
- Nie usunę dziecka.
- Nie chciałam cię o to prosić.
- Już jego menadżer dzwonił do mnie z tą propozycją.
- Co? Przecież tak nie można! Aborcja to grzech. Nie można zabijać dziecka. – powiedziałam oburzona.
- To płód. Nie dziecko. – odparła.
- Jak zwał tak zwał. – machnęłam ręką. – Mogę wejść?
- Jak na jego dziewczynę nie jesteś zbyt przybita. – zagrodziła mi ręką wejście.
- A wiesz. Przyzwyczaiłam się do jego zdrad. Ciągle wchodzi do łóżka kobietą i mężczyzną. Raz nawet transwestycie. – powiedziałam z nerwowym śmiechem.
- Dobra, wchodź. – powiedziała i poszła w głąb mieszkania. – Więc czego chcesz?
- Masz nie iść z tym do mediów. – odparłam prosto z mostu zatrzaskując drzwi.
- Żartujesz, prawda? – roześmiała się. – Wiesz ile mi za to zapłacą? Laska w ciąży z samym Justinem Bieberem. To się sprzeda jak nic.
- Pewnie tak, ale zniszczysz mu życie.
- Tak jak on zniszczył mnie? – wskazała na swój brzuch.
- Zawsze możesz usunąć.
- Nigdy w życiu. Urodzę dziecko Justina Biebera. A potem będę go szantażować.
- Nie będziesz mogła. – zaśmiałam się. – Skoro wszyscy dowiedzą się prawdy.
- Fakt. – przygryzła wargę. Potem usiadła na kanapie i zaczęła się zastanawiać. – Okej, więc zapłacisz mi.
- Ile? – spytałam z kpiną.
- 200 tysięcy dolarów. – powiedziała dumnie. – Na razie.
- Na razie? Ty chyba sobie panienko żartujesz! – naprawdę, ta laska działa mi na nerwy. Mała szantażystka. Justin mógł nie wskakiwać z nią do łóżka. Teraz same problemy. Chociaż… to nie ja jej będę musiała płacić tylko on. Niech będzie dobrym tatusiem.
- Więc powiem mediom. – zagrozila. – Zniszczą go. – uśmiechnęła się cwaniacko.
- Zgoda. Dostaniesz tyle kasy. – powiedziałam wzdychając ciężko. – Ale ani centa więcej, rozumiesz?
- Więc pójdę do mediów. – uśmiechnęła się ponownie.
- Słuchaj laluniu. – stanęłam naprzeciwko niej. Moja twarz wyrażała czystą złość. Obrzydzają mnie takie laski. – Najpierw dajesz pierwszemu lepszemu kolesiowi, który w dodatku jest gejem i co? Jeszcze starasz się wyłudzić kasę od niego. Jak ci nie wstyd? Wiesz co by powiedzieli na to twoi rodzice? Och, a może chcesz się przekonać? Zadzwonić do nich i powiedzieć, że masz dziecko po jednym numerku? Chyba, że nie chcesz aby się dowiedzieli, abyś mogła zgrywać przed nimi biedną, zranioną dziewczynkę. Sama wybieraj. Dla mnie zdobycie ich adresu nie będzie problemem. A wtedy obsmaruje cię tak jak jeszcze nikt.
- Nie uwierzą ci. – wstała gwałtownie z kanapy.
- Mnie może nie, ale Justinowi na pewno tak. – uśmiechnęłam się. Widziałam, że nie wie co powiedzieć. Była postawiona w kropce. Brawo Victoria! Spisałaś się na medal.
Oczami Rodricka:
Musiałem znaleźć mojego aktualnego „crusha”. W tym celu udałem się do stowarzyszenia ochrony ziemi. Miałem nadzieje, że podadzą mi imiona i nazwiska wszystkich członków i w ten sposób znajdę chłopaka, który tak zawrócił mi w głowie.
- Dzień dobry. – powiedziałem znajdując się w coś na kształcie biura, jednak sekretarka zamiast przed biurkiem siedziała przed stolikiem i zamiast na krześle znajdowała się na poduszce siedząc po turecku. Moglem się domyśleć, że to nie jest normalne stowarzyszenie.
- Słucham? – spojrzała na mnie z wyższością, chodź w tym momencie to ja górowałem nad nią. Usiadłem więc, ponieważ czułem się dziwnie.
- Potrzebuje czegoś. – zacząłem.
- Wielu ludzi czegoś ode mnie chce i głównie nie są to rzeczy zgodne z prawem. – odpowiedziała.
- W takim razie będę wyjątkiem. – uśmiechnąłem się. – Potrzebuje imion i nazwisk wszystkich członków, którzy byli na dniu ziemi.
- Właśnie o tym mówiłam. Niezgodność z prawem.
- Co? – oburzyłem się.
- Ochrona danych osobistych. Mówi ci to coś?
- No tak. – kiwnąłem głową i ciężko westchnąłem. Musiałem ją jakoś przekonać. Marco musi być mój. To był niesamowity chłopak. Nie jestem pewien czy jeszcze spotkam kogoś tak fajnego. – Piękna bluzka. Czy to z kolekcji Ralpha Laurena? – próbowałem ją jakoś podpuścić.
- Nie? O co ci chodzi? – zmarszczyła brwi.
- Zastanawiałem się. Tak wygląda. On ma rzeczy zawsze z najwyższej półki. Po za tym do twarzy ci w niej. Wyglądasz naprawdę… wow.
- Chcesz mnie przekupić tanimi komplementami?
- Nie śmiałbym bym. – zaprotestowałem szybko. – Ale wyglądasz w niej… o mój boże. Na sam widok mam ciarki na całym ciele, calusieńkim. Robi mi się gorąco jak wyobrażam sobie ciebie bez niej. Jesteś taka… pociągająca i jestem pewien, że gdybyś właśnie ją zdjęła to dosłownie bym eksplodował.
- Nie jesteś przypadkiem gejem? – zapytała.
- Cóż… tak, ale… - podrapałem się w tył głowy. – Nie mogę zwrócić uwagi na ładną kobietę?
- O co ci chodzi? Po co ci nazwiska wszystkich członków? Chcesz sobie wybrać spośród nich chłopaka?
- Nie! – krzyknąłem. – Próbuje odnaleźć mojego Marco! Poznałem go, ale wymyśleliście jakieś głupie pseudonimy więc nie mam pojęcia jak ma na imię. Muszę go znaleźć. To moja jedyna szansa na normalny związek, w którym mój partner zapamięta chociaż moje imię. – powiedziałem przypominając sobie jaki justin miał kłopot z zapamiętaniem go.
- Dobrze. Masz listę. – westchnęła i podała mi ją. Otworzyłem szeroko oczy. ilu tych ludzi tam było? Cała Ameryka?
- Tu jest ponad 70 osób. – powiedziałem.
- Wiem. – uśmiechnęła się cwaniacko. Suka.
- Dziękuje. – uśmiechnąłem się sztucznie i wyszedłem z piekielnie długą listą. Muszę przeszukać wszystkie domy. Szlag.
Oczami Vanessy:
Postanowiłam wprowadzić w życie mój kolejny plan. Będzie on lepszy od pierwszego. Czaiłam się właśnie za budynkiem i czekałam, aż wyjdzie Justin. Że też ja wcześniej na to nie wpadłam. Jak mogłam na to nie wpaść? Przecież jus utoruje mi drogę do sław. Sam ma tyle obserwujących na twitterze, że głowa mała. Czas aby się podzielił. Sławo-nadchodzę!
Gdy Justin wyszedł z budynku w otoczeniu swoich ochroniarzy szybko do niego podbiegłam. Nie spodziewał się tego, co zaraz zrobię, bowiem uważał mnie za znajomą Vic dość normalną. A jednak. Rzuciłam mu się na szyję i namiętnie go pocałowałam. Chłopak otworzył szeroko oczy i natychmiast mnie odepchnął.
- Popierdoliło cię?! – wrzasnął wycierając usta.
- Masz wspomnieć o mnie w wywiadzie. I podać mojego twittera.
- Nie ma mowy. – odpowiedział. – Idziemy chłopaki.
- Albo powiem, że masz dziecko z jakąś dziwką! – krzyknęłam z szerokim uśmiechem. – Wiesz, że to zrobię. I namówię tą dziewczynę, aby powiedziała prawdę. – zachowałam się teraz jak jędza, ale cóż. Wszyscy w Hollywood tacy są. Tylko dobrze to ukrywają.
- Więc jaki jest twój twitter? – odwrócił się na pięcie patrząc mi prosto w oczy. Uśmiechnęłam się i podałam mu.
Oczami Rodricka:
Okej więc lecimy na głęboką wodę. Oto stoję przed pierwszym domem. Kobiety mogłem wykluczyć więc zostało jakieś 40 osób tylko. Ron Kochman. Mam nadzieje, że to ten koleś i nie będę musial dalej szukać. Zapukalem do drzwi. Otworzyła mi jakaś gruba kobieta.
- Dzień dobry. Czy zastałem Rona?
- Tak. – odpowiedziała z mocnym jakby hiszpańskim akcentem. Wyglądała zresztą jak hiszpanka. Pewnie gosposia.
- A więc czy mógłbym go prosić?
- No właśnie stoi przed tobą. W czym mogę pomóc?
Roześmiałem się głośno.
- Jest pani kobietą! Kobietą! Nie może być pani facetem! Facetem! No chyba, że jest pani gender albo transwestytą.
- Rodzice mnie tak nazwali. Przez całą szkołę się ze mnie śmiali. A teraz jakiś gówniarz przychodzi do mojego domu i się ze mnie naśmiewa. To poniżające… - powiedziała, a jej głos zaczął się łamać. Już po chwili zaczęła płakać. Zrobiło mi się jej żal, więc ją przytuliłem.
- Proszę nie płakać. Nie chciałem. Po prostu Ron to imię męskie, a pani jest kobietą, a ja szukam mężczyzny i zmyliło mnie to. – mówiłem obejmując ją.
- Całą szkołę słyszałam, że Ron to imię męskie! – nadal wyła. – Mieli mnie nawet za lesbijkę! A czuje obrzydzenie patrząc nawet na swoje cycki!
- Idealnie panią rozumiem. – mruknąłem po czym ją puściłem.
- Całą szkołę. Całą podstawówkę musiałam to znosić. – płakała dalej. – Ron to nie jest imię żeńskie, a ty jesteś dziewczyną, no chyba, że masz męskie genitalia! Raz nawet Sandy Jefferson sfotografowała mnie pod prysznicem, aby pokazać swoim głupim przyjaciółką i się ze mnie pośmiać! To było okropne. Życzę im wszystkiego najgorszego.
- Rozumiem. Ja również, ale… chyba będę się zmywał. – powiedziałem i uciekłem. Kobieta dalej stała przed otwartymi drzwiami i coś mruczała, ale ja jej już nie słuchałem. Ok, to było mocne. Mam nadzieje, że druga osoba okaże się bardziej normalna.
                                                        ***
Andrew Johnson. Może to on? Wprawdzie głupszego imienia chyba rodzice nie mogli mu nadać, ale jeżeli to mój cudowny Marco to zniosę wszystko. Zapukałem do drzwi i otworzył mi dość przystojny chłopak jednak…. Nie mój Marco.
- Czy ty jesteś Andrew Johnson? – spytałem, chodź byłem pewien odpowiedzi.
- Nie, to mój brat. Zawołać go?  - zapytał. Pojawiła się mała iskierka nadziei. Nie wszystko stracone.
- Jasne. – powiedziałem. Chłopak poszedł po swojego brata, a ja czekałem. Po paru sekundach wrócili. Ten chłopak był sto razy brzydszy, nie żebym jakoś specjalnie zwracał uwagę na wygląd, no ale błagam.
- Jestem Andrew. A ty to?
- Nikt. Pomyłka. – powiedziałem szybko.
- Ale mówiłeś…
- Różne rzeczy mówię kiedy jestem naćpany. Nie słuchaj mnie. – odpowiedziałem i szybko się zmyłem.
Oczami Vanessy:
Wieczorny wywiad Justina mogę zaliczyć do udanych. Ale od początku. Usiadłam na kanapie z miską popcornu i w zniecierpliwieniu czekałam, aż coś o mnie powie. Victoria z nudów usiadła obok  mnie, a Rodrick narzekał, że nie znalazł swojego Marco.
- Ile przeszedłeś domów? – zapytałam wpakowując sobie popcorn do ust.
- Ponad 31. – odpowiedział. – Nikt z nich nie był moim Marco. Miałem w sumie 40, ale 9 osób nie było w domu. A jeden koleś umarł więc… go również nie liczę.
- Biedny Rodri… - powiedziałam, chodź teraz najważniejszy był wywiad. – Na pewno go znaj… o zaczyna się! – krzyknęłam podekscytowana. Na początku był nudny wstęp, a potem pytania o samopoczucie i nową płytę, same bzdury. Ale dziennikarka w końcu przeszła do mnie. Nareszcie.
- Kim jest dziewczyna która cię pocałowała na tym zdjęciu? – na wielkim ekranie wyświetliło się moje i Jusa zdjęcie.
- Ale okropnie wyszłam. – powiedziałam zdegustowana.
- Lewy profil masz straszny, przyznaje. – odparł Rodrick. Dobra, mogłam mu wybaczyć. Miał doła po Marco.
- To moja bliska przyjaciółka Vanessa Malik. – powiedział Justin.
- Twoje imię zapamiętał, a mojego nie? Co za świnia. – Rodrick rzucił garścią popcornu w telewizor.
- Tylko przyjaciółka? – zaśmiała się dziennikarka.
- Tak. Zdecydowanie. Tylko. – powiedział Justin. – Aha i jej twitter to VanessaBitchMalik. – dorzucił. Uśmiechnęłam się. Obserwujący wzrosną na pewno. To był genialny pomysł! Rodrick wyjął telefon i po chwili wykrzyknął:
- Holy shit!
- Co? – przeraziłam się.
- Masz 10 tysięcy obserwujących!
- Nie pierdol! – powiedziałam ciesząc się jak małe dziecko.
- Nie pierdolę, serio. – pokazał mi. To się nie dzieje naprawdę.
- Teraz 10 i pół tysiąca. – odparł. – O już 11 tysięcy i liczba rośnie.
- Jestem popularna. – pisnęłam.
- Żeby cię popularność nie zgubiła. – westchnęła Victoria. Jednak ja jej nie słuchałam już. 
_________________________________________________________
Strasznie opornie szło mi napisanie tego rozdziału, naprawdę ;( wybaczcie, brak zapału jakoś. 
Mam pomysł na nowe ff bo widzę, że to nie wchodzi jakoś, ale założę nowego blooga już. 
+ Matt pojawi się nie długo jakoś 1x18 albo 1x19 już nie mam sily wchodzić w spis odcinków jakie zaplanowałam, ale na pewno nie pojawi sie później. 
++ zamierzam zacząć pisać na wattpadzie i mam nawet fajne opowiadanie napisane do połowy na razie, ale dodam je jak skończę :)

niedziela, 31 maja 2015

Łamacze serc 1x08 I feel naked

Oczami Vanessy:
Nasz dom kompletnie zaszedł syfem! Poważnie, gdzie się nie spojrzy – tam kurz. Nie długo zacznie nas oblegać jak jakieś cholerne robactwo, a wtedy mogę zapomnieć o Harrym, chodź i tak już powinnam. Druga randka z Eleanor? No wolne żarty. Ja bym się z nią nawet na jedną randkę nie umówiła i w dodatku z dopłatą. No może musiałabym dostać jakieś naprawdę dobre wynagrodzenie, aby iść z nią gdzieś, tak na przykład 5 milinów? Chociaż to podlegałoby jeszcze dyskusji. W każdym razie zdziwicie się bądź nie, ale wyjęłam odkurzacz! Musiałam się go nie źle naszukać najpierw, bo w sumie nigdy nie odkurzałam. Okazało się, że trzymamy go w piwnicy. Serio, kto trzyma odkurzacz w piwnicy? Ale pewnie to ja wrzuciłam go pewnego dnia w akcie frustracji. Spytacie, dlaczego ktoś taki jak Vanessa Malik nie zadzwonił po sprzątaczkę. Cóż… długa historia. Próbowałam, naprawdę, ale mój cięty język jak zwykle dał o sobie znać.
- Dzień dobry. Z tej strony Vanessa Malik, tak, ta Vanessa Malik. – roześmiałam się kokieteryjnie. Może ich sprzątaczką okaże się seksowny Włoch, który będzie mi sprzątał mieszkanie bez koszulki, a ja będę siedziała na kanapie i udawała, że czytam vouga? Byłoby bosko! Już zagryzałam wargę, na samą myśl takiego scenariusza.
- Witamy. Chce pani zamówić obsługę sprzątającą?
- No oczywiście, że tak! Po co innego bym dzwoniła? – oburzyłam się. Pracują tam idioci czy co?
- W porządku. Na kiedy?
- No jak najszybciej! Mamy 9:24, prawda? – powiedziałam szybko zerkając na zegarek na ręce. – Więc potrzebuje tak za powiedzmy 20 minut.
Usłyszałam śmiech po drugiej stronie.
- Przykro nam, ale nasza obsługa jest wolna dopiero za 3 godziny. Ewentualnie może przyjść jutro z samego rana.
Teraz to ja się roześmiałam.
- Słucham? Macie tylko jedną sprzątaczkę?
- Oczywiście, że nie. Mamy cały pakiet ekspertów od sprzątania, ale jak już mówiłam, wszyscy zarezerwowani.
- Nawet seksowny Włoch? – jęknęłam.
- Słucham?
- Chce mi pani powiedzieć, że nie macie w swoim „super” pakiecie ekspertów, seksownego Włocha? – nie mogłam wprost w to uwierzyć! Cóż, za kompletny brak zaopatrzenia w porządnych ekspertów. Przecież nie od dziś wiadomo, że nikt tak nie wysprząta mieszkania jak seksowny mężczyzna.
- Cóż… obawiam się, że nie. – kobieta po drugiej stronie słuchawki wydawała się być przerażona lekko.
- No błagam! Kim wy jesteście? Na co idą moje pieprzone podatki? Żeby nawet nie mieć w pakiecie tego co klient wymaga? Kim pani w ogóle jest, aby mówić, że nie macie seksownego Włocha, który wysprząta nawet najciemniejsze zakamarki w moim mieszkaniu, bez koszulki. Wie pani co? Gdybym była pani szefową już wyleciałaby pani za drzwi, jęcząc i płacząc, abym przyjęła panią z powrotem do pracy. Ma pani szczęście mając takiego szefa, jest naprawdę cierpliwy do pani wybryków! Wie pani co? W głowie mi się nie mieści, że ja wymagam, a pani nie spełnia moich próśb. Jestem klientem! Powinna mnie pani traktować jak królową. A ja co? Czuje się potraktowana gorzej niż pies w schronisku. Na pewno jest pani gruba i brzydka i nikt pani nie chce. – uśmiechnęłam się sztucznie, szkoda, że tego nie widziała. – Miłego dnia. – rozłączyłam się z satysfakcją.
Cóż, teraz widzicie dlaczego nie mogłam zamówić obsługi sprzątającej. Ale jestem Vanessa Malik, prawda? Nie ma dla mnie rzeczy nie możliwych.
Znajdowałam się teraz w salonie i naciskałam różnie przyciski w urządzeniu, mając nadzieje, że trafię na właściwy. Nic z tego. Żaden nie działał. Co za debil robi te odkurzacze? Ech, na pewno  Victoria kupowała. Ona się na niczym nie zna. Kupiła jakiś trefny i nawet nie sprawdziła czy działa. Ja nigdy nie mogłabym sobie na coś takiego pozwolić. Oczarowałabym sprzedawcę moim seksownym uśmiechem tak, że nawet dostałabym zniżkę  na 50 %.
- Co jest? – zapytał Zayn wchodząc do salonu ze szklanką soku w jednej ręce.
- To jest, że odkurzacz nie działa. Powiedz swojej Victorii, że nie zna się na urządzeniach i nie powinna już więcej robić zakupów do domu.
- Ale ten odkurzacz ja kupowałem o ile się nie mylę.
- No tak. – wywróciłam oczami. – Mogłam się domyśleć. Mam brata idiotę. Puknij się czasem w ten głupi łeb, o ile w ogóle coś tam jest.
Zayn się roześmiał. Zmarszczyłam brwi.
- I kto tu mówi o byciu idiotą? – zapytał podchodząc do gniazdka i wskazując na niego palcem. – Nie podłączyłaś go do prądu, geniuszu.
Stałam przez chwilę z otwartą buzią nic nie mówiąc.
- Ja… byłam wczoraj w klubie. Jeszcze do końca nie wytrzeźwiałam. – usprawiedliwiłam się, chodź w żadnym klubie nie byłam.
- Jasne. – mruknął Zayn. W tym momencie ratując mnie tym samym, weszła Vic. Była bardzo podekscytowana.
- Zgadnijcie co! – spojrzała na nas wyczekującym wzrokiem.
- Przeceny na buty do 70 %? – zapytałam.
- Justin się ujawnił? – powiedział Zayn.
- Nie. – machnęła nie dbale ręką. – Mała podpowiedź! Zgadnijcie kto będzie zdawał na prawo jazdy?
- Justin Bieber? – drążył dalej temat Malik.
- Twoja ciocia? – spytałam mrużąc oczy, chodź wydawało mi się, że Rita ma prawo jazdy.
- Wy tak na serio? – Vic zmarszczyła brwi. – To oczywiste, że ja! – wykrzyknęła podekscytowana. Oboje z moim bratem wy buchnęliśmy śmiechem. Ona i prawo jazdy. Taa. Victoria Lawrence zaklinacz Brooklyńskich ulic. Mam nadzieje, że nie zabije żadnego dziecka. Miałaby problemy i ja też. Byłabym znana jako przyjaciółka morderczyni dziecka. To nie współgrałoby dobrze z moją rodzącą się karierą.
- Powodzenia. – Zayn dotknął jej ramienia, wychodząc z salonu.
- Co to miało znaczyć? – spytała oburzonym tonem Victoria, chodź Malika już nie było tutaj.
- Życzył ci powiedzenia. Mój brat jest zawsze przesadnie miły.
- Uważasz mnie za idiotkę? Umiem wyczuć ironię. – powiedziała zakładając ręce na klatkę piersiową. – W ogóle co ty robisz z odkurzaczem? – wskazała na niego palcem. – Dobra, nie odpowiadaj. Nie jestem pewna czy chcę wiedzieć. – mówiąc to również opuściła pomieszczenie.
Oczami Victorii:
Udowodnię im, że dam sobie rade! Zdam to cholerne prawo jazdy, a Zayn i Vanessa będą mogli mnie pocałować w cztery litery. Na pewno będzie im głupio kiedy dostanę potwierdzenie, że mogę już legalnie poruszać się samochodem po ulicy. Gdy wychodziłam z domu natknęłam się na Steva Gomezo. No tak. Czy on codziennie musi przebywać w naszym domu?
- Hej Steve. – machnęłam mu ręką.
- Macie kaszankę? Skończyła mi się, a sklep jest za daleko. – powiedział.
- Steve! Sklep jest bliżej niż nasz dom. – odpowiedziałam nie wierząc, że jest takim idiotą. Wychowywano go w dziczy przez wilki?
- A i tak miałem do was wpaść. – uśmiechnął się.
- Ty do nas wpadasz codziennie. – powiedziałam. – Nie ważne. Spieszę się. Nie mamy kaszanki, ale jest kiełbasa.
- O nawet lepiej, dzięki Van.
- Jestem Victoria.
- Jak zwał tak zwał. – machnął ręką i poszedł. Jezu święty. Powiedzcie, że ja śnię.
                                                                       ***
Siedziałam właśnie w samochodzie, a obok mnie znajdował się mój instruktor. Okazał się nim 35 – letni mężczyzna był miły i widać było, że zależało mu abym zdała. Dawał mi wskazówki i wszystko cierpliwie tłumaczył. Jestem pewna, że zdam za pierwszym podejściem! Pokaże i Vanessie i Zaynowi, że dałam sobie radę. Będzie im na pewno głupio, że tak mnie wyśmiali.
- Nazywasz się Victoria Lawrence, prawda? – zapytał mężczyzna.
- Tak. – potwierdziłam.
- A wiec Victorio Lawrence dobrze ci idzie, oby tak dalej. – powiedział, a ja myślałam, że zapiszczę ze szczęścia! Nie mogło być lepiej.
- Dziękuje panu bardzo. – uśmiechnęłam się. – To wiele dla mnie znaczy.
- Mówię tylko prawdę.
- Czyli twierdzi pan, że zdam? – zerknęłam na niego znad kierownicy.
- To bardzo prawdopodobne. Zobaczymy jak pójdzie ci dalej. – odpowiedział.
Life is beautiful.
Oczami Vanessy:
Na poprawę humoru, bardzo często oglądam filmy pornograficzne. Wiem, że to nie jest nic, czym powinnam się chwalić, ale lubię to robić. Tak było i dzisiejszego dnia. Zamknęłam się w swoim pokoju i kładąc się na łóżku na brzuchu, włączyłam laptopa. Wpisałam w wyszukiwarkę moim ulubioną stronkę i kliknęłam pierwszy link. Hm, na jaki film mam dzisiaj ochotę? – zaczęłam się zastanawiać. Mówiąc szczerze zaciekawiło mnie jedno zdjęcie. Nie lubię oglądać obrazków porno, bo nie mogę sobie wyobrazić to tak jak widzę na filmikach, ale ten chłopak był dziwnie podobny do…
- Aaa!!! – zaczęłam się drzeć na cały pokój zdając sobie sprawę kto był na tym zdjęciu. To się nie dzieje naprawdę, prawda? O mój boże. Serce zaczęło mi szybko walić i praktycznie nie mogłam oddychać. Jak to jest, że o tym nie miałam pojęcia? No do jasnej ciasnej, jak można było chociaż tego nie wyczuć? Kiedyś pracowałam przez tydzień jako wróżbitka. – Co robić? Co robić? – zaczęłam chodzić po pokoju w te i we w te zastanawiając się. W końcu postanowiłam. Muszę zadzwonić do mojego przyjaciela. Utkwimy w tym razem. – Halo? Rodrick, przyłaź w trybie natychmiastowym! – krzyknęłam zdenerwowanym tonem.
- Van, skarbie, nie mogę. Mam aktualnie maseczkę na twarzy. Załatw to sama. Dasz radę, buźka. – odpowiedział.
- Rodrick!! Sos, słyszysz? Sos. – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Mogłaś tak od razu. Zaraz będę. – odparł rozłączając się.
Oczami Victorii:
Po kilku godzinach zakończyłam jazdę samochodem. Gdy zatrzymałam się na parkingu miałam doskonały humor. Chyba nic nie jest w stanie mi go zepsuć.
- I jak panie instruktorze? Zdałam? – spojrzałam na niego wyczekująco, jednocześnie uśmiechając się słodko. Byłam pewna, że odpowiedź będzie brzmiała „Tak!”.
- Cóż… - zaczął drapiąc się po karku. – Pierwsza część jazdy poszła ci znakomicie, ale druga część… delikatnie mówiąc zawaliłaś.
Momentalnie zaschło mi w gardle. Jak to zawaliłam? Na wielkiego anioła! Myślałam, że wygraną mam jak w banku. Nie mogę nie zdać. Vanessa będzie mnie wytykać palcem jeszcze przynajmniej przez rok, a przy śniadaniu będzie mówić „Hej Vic. Zgadnij kto nie zdał na prawo jazdy? Tak, tak ty! Ty nie zdałaś”. Mój boże. Musi być jakiś sposób, aby zdać! Musi.
- Jak to zawaliłam? – jęknęłam.
- W sensie nie zdajesz, rozumiesz, prawda? No chyba, że… - dotknął mojego policzka. – Zrobisz coś dla mnie cukiereczku.
- Zrobić co? – spytałam, chodź domyślałam się.
- Nie udawaj głupiej. – powiedział rozbawionym tonem, a jego ręka zaczęła się sunąć od mojego ramienia w dół. Przełknęłam głośno ślinę. Chciałam zdać prawo jazdy, bardziej niż cokolwiek innego, ale nie w ten sposób! Nie jestem jakąś tanią dziwką.
- Zabieraj łapy. – syknęłam przez zaciśnięte zęby. Nie jestem jakoś specjalnie pyskata, ale ten koleś ewidentnie mnie zdenerwował. Chciał mnie wykorzystać? Błagam. Nie jestem Vanessą. Nie prześpię się z kimś tylko po to aby coś osiągnąć.
- Słucham? – mężczyzna wyglądał na zaskoczonego. – Albo zrobisz to co ci każe, albo nie zdajesz, rozumiesz? A wiem, że bardzo ci na tym zależy. – mówiąc to zbliżył swoją twarz do mojej z zamiarem pocałowania mnie. Otworzyłam szeroko oczy. Nie mogłam mu na to pozwolić. Dałam mu więc z liścia w twarz i szybko otwierając drzwiczki od samochodu wybiegłam z niego. – Wracaj suko! Możesz się pożegnać z prawkiem! – krzyczał za mną. Jednak ono jakoś mnie w tej sytuacji nie specjalnie obchodziło. Byłam przerażona i roztrzęsiona. Chciałam się znaleźć jak najszybciej w domu. Ten dzień niech się w końcu skończy! Biegłam przed siebie na szpilkach, co było nieco trudne, ale nie chciałam się nad tym zastanawiać. Łza spłynęła mi po policzku, a ja ją szybko starłam. Nie mogę się rozkleić przez jednego dupka. Nie jest tego wart. Zachowałam się jak normalna i porządna dziewczyna i powinnam być z siebie dumna, a ja tymczasem czuje się jak szmata. Czy naprawdę wyglądam na kogoś kto w ten sposób załatwia sprawy?
Oczami Vanessy:
- O! Mój! Boże! – krzyknął Rodrick patrząc na ekran mojego laptopa. Ja siedziałam na łóżku po turecku i posłałam mu spojrzenie typu „teraz mnie rozumiesz”. – Czy to… czy to jest…
- Yup. – kiwnęłam głową.
- Ale on… ale on jest… - jąkał się mój przyjaciel.
- Dokładnie. Nagusieńki. Widać wszystko. – powiedziałam kiwając przy tym głową. Rodrick przełknął głośno ślinę. – Hej! Czy ty się ślinisz? Odwal się. Harry jest mój.
- To nie ja pokazuje swoje klejnoty publicznie! Miej to na uwadze. – odpowiedział Rodrick.
- Właśnie. Co mu odbiło, że jego fotka znalazła się na porno stronce? Naćpał się czy upił? A może lunatykował? – zaczęłam się zastanawiać. Dla mnie to jest nie pojęte. Patrząc jako osoba bezstronna, a nie napalona kocica, to wydawał się całkiem porządnym chłopakiem. Tymczasem wychodzi na to, że dorabia sobie na porno stronkach. Ja rozumiem gdyby zdecydował się na rozbieraną sesję w vougu albo innym czasopiśmie, ale na takim syfie? Myślałam, że bardziej się szanuje.
- Sądzisz, że wstał w nocy zrobił sobie zdjęcie, wstawił na porno stronę i poszedł spać? – odezwał się nagle mój przyjaciel.
- Masz rację. Bez sensu. A może to sprawka jego byłej? Wiesz, różne świństwa robi się z zemsty, sama coś o tym wiem. – przyznałam się bezwstydnie.
- Pytanie brzmi co z tym zrobimy? – Rodrick posłał mi pytające spojrzenie. Ciężko westchnęłam. Co robić? Co robić?
- Musimy powiedzieć o tym Harry’emu. – postanowiłam. – I wyjaśnić to.
- Nie będzie tak wiesz… dziwnie? – zaczął się zastanawiać mój przyjaciel.
- Dziwne to patrzeć na jego penisa na porno stronce. – odpowiedziałam szczerze.
Oczami Victorii:
Doszłam do domu cała roztrzęsiona. Nogi mnie piekielnie bolały od tych cholernych szpilek! Chyba zrobiły mi się odciski. Jednak nie to było najgorsze, ale ten drań, który myślał, że jeden szybki numerek załatwi sprawę! Powinnam właściwie iść z tym na policję. On próbował mnie wykorzystać seksualnie. Nie chce sobie robić problemów. Jestem pewna, że Vanessa zgłosiłaby to do trybunału praw człowieka, ale ja to nie ona. Jesteśmy zupełnie inne. Czasami się zastanawiam, jak to się stało, że się przyjaźnimy?
- I jak? – zapytał Zayn, gdy weszłam do domu wycieńczona. Wzięłam głęboki oddech zastanawiając się czy mu powiedzieć.
- Cóż… było… hm, interesująco. – ugryzłam się w język. Jestem nienormalna.
- Interesująco powiadasz? – Malik uniósł do góry jedną brew.
- Mój instruktor próbował mnie wykorzystać! – krzyknęłam nagle, a po chwili zdałam sobie sprawę, co właśnie powiedziałam. Otworzyłam szeroko oczy. Boże, jestem czasem taką idiotką. Przecież Zayn pójdzie z tym na policję! Nie chce problemów. – To znaczy… wyobrażał sobie, że mnie wykorzystuje, ale to w gruncie rzeczy porządny człowiek, wiesz…
- Co próbował zrobić? – spytał przez zaciśnięte zęby. – Victoria, błagam cię, nie kręć. Mów prawdę.
- To nic takiego. Dałam mu w twarz i uciekłam. – powiedziałam wiedząc, że uciekanie przed prawdą nic nie da.
- To dupek. Niech no ja się z nim rozprawię. – powiedział tak bojowo, że aż mnie zaskoczył.
- Zayn, proszę nie… nie ma takiej potrzeby. – próbowałam go zatrzymać, ale on już szedł do wyjścia.
- Jedziemy tam. Pokażesz mi co to za drań.
Westchnęłam. Jak mus to mus. Jedziemy rozprawić się z bydlakiem!
Oczami Vanessy:
Zapukałam do drzwi Harry’ego jak każdy kulturalny człowiek, dobra, bez żartów. Zaczęłam walić w nie jak nienormalna prze okazji drąc się „otwierać! Alarm!” Rodrick stał obok mnie z lekka przerażony, próbując jakoś mnie uspokoić. Ja jednak byłam nie ugięta. To zdjęcie mnie zdenerwowało, a jak coś mnie zdenerwuje raz to nie ma zmiłuj! Po kilku sekundach usłyszałam czyjeś kroki.
- Musimy sobie coś wyjaśnić pani Styles. – powiedziałam gdy drzwi się otworzyły.
- Słucham? – zapytał, wyglądał jakby nie wiedział o co chodzi! Ta jasne. Może jeszcze nie wie, że erotyczne zdjęcie jest na jakieś porno stronie? Next joke, please.
- Nie udawaj, Styles. – powiedziałam wchodząc do jego mieszkania. Rodrick powędrował za mną.
- Możesz przestać nazywać mnie Styles? – poprosił.
- Możesz przestać umieszczać zdjęcia swojego penisa na erotycznych stronach? – wyrzuciłam z siebie na jednym wdechu. Rodrick wyglądał jakby go trafił piorun. Tak, wiem. Nie powinnam tak z grubej rury, ale Harry mnie wkurzył. Nie dosz, że dowiaduje się, że dorabia sobie jako gwiazda porno to w dodatku odzywa się do mnie bezczelnie. No co za człowiek!
- Co robię? – zapytał.
- Mam powtórzyć czy ci pokazać? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Proszę o pokazanie. – spojrzał na mnie wyzywająco.
- Proszę bardzo. – odpowiedziałam i poszłam do jego salonu. Laptop stał na stoliku do kawy, usiadłam więc na kanapie i włączyłam go. Chłopaki przyszli za mną.
- O co jej chodzi? – spytał Harry Rodricka myśląc, że nie słyszę. Ha! Mam słuch doskonały, nic się przede mną nie ukryje.
- Zaraz zobaczysz. Ale naprawdę nie wiesz? – zdziwił się.
- Wyobraź sobie, że nie mam pojęcia. – odparł tak przekonująco, że prawie mu uwierzyłam. Wolne żarty. Nie jestem aż tak naiwna.
- Proszę, proszę. A czyj to penis? – uśmiechnęłam się cwaniacko odwracając laptopa w stronę Harry’ego i Rodricka. Mój przyjaciel starał się zakryć oczy, chodź widziałam, że podglądał. Tak wiem, Harry ma doskonałe ciało, a on nigdy nie zazna jego dotyku. Jaka szkoda.
- O mój boże! Dlaczego ten koleś wygląda jak ja?! – krzyknął Harry.
- Eee, bo to ty? – serio, tak trudno siebie poznać? Miałam go za inteligentniejszego osobnika.
- To nie jestem ja! – bronił się. Marnie. Przecież widzę, że to on. Jeszcze ślepa nie jestem.
- Nie chcę być nie grzeczny, ale to ty. – wtrącił Rodrick. – Nie widzisz tych rysów twarzy? Macie takie same.
- Ależ oczywiście, że to nie ja i jest ku temu dowód! – oświadczył dumnie.
- Niby jaki? – prychnęłam. Naprawdę, jestem bardzo ciekawa co zamierza powiedzieć…. Cóż, wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego co za chwilę miało nastąpić.
- To proste: nie mam tatuażu na… no wiecie, tym dzyndzlu. – powiedział Styles.
- Masz na myśli penisa? – spytałam z miną „ty tak serio?”
- Dokładnie. – uśmiechnął się zwycięsko.
- Jest tylko jeden haczyk. Skąd mamy mieć pewność, że mówisz prawdę? – teraz to ja byłam górą. – Nigdy nie widziałam twojego „kolegi”.
Harry wyglądał na przerażonego. Zagięłam go! Ha, jestem nie pokonania.
- No błagam. Rodrick, chyba ty mi wierzysz, co? – spojrzał na niego błagalnym wzrokiem.
- No wiesz… też nigdy nie miałem okazji go zobaczyć. – mówiąc to podszedł do mnie i przybił ze mną piątkę. Błąd. Nasza dwójka jest nie do pokonania.
- Ludzie, no! Zgrywacie się, co? Przecież nie umieściłbym swojego zdjęcia na porno stronce. Za kogo wy mnie macie? Za aktora porno? Szanuje się. Nie jestem taki. – bronił się.
- Tak naprawdę nie wiemy czym się zajmujesz. Równie dobrze możesz tak zarabiać na życie. – powiedziałam. – Ale, jest tylko jeden sposób aby udowodnić nam, że mówisz prawdę. – mówiąc to spojrzałam na jego spodnie. – Ściągaj je. – wskazałam na nie palcem. – No już! Szybciutko. – klasnęłam w dłonie.
- Jezu nie! – krzyknął zdegustowany.
- Nie zgrywaj świętej dziewicy. – powiedział Rodrick, a zaraz po tym umilkł. Taa, też czasem wypowiadam swoje myśli na głos. Nie pierwszy i nie ostatni.
- Słuchajcie, może załatwimy to w inny sposób?
- Niby w jaki?
- Wy tu jesteście od myślenia! – powiedział wręcz zdesperowanym tonem.
- A więc… - zaczęłam. – Po dłuższym namyśle każe ci zdjąć spodnie. – uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Dobra. – warknął. A ja myślałam, że się przesłyszałam! Czy zaraz zobaczę jego… mój boże! Chyba muszę sobie zrobić koktajl, usadowić się wygodnie na kanapie i proszę, proszę. Tylko podziwiać piękne widoczki i jak mam nadzieje całkiem duże. Ech, moje myśli są takie zboczone. Dobrze, że tylko ja mam do nich wgląd.
- Dobra co? – kontynuowałam.
- Pokażę moje klejnoty, ale tylko Rodrickowi. Jest facetem i będzie mi mniej wstyd. – powiedział loczek, a ja parsknęłam głośnym śmiechem.
- Czy ty na pewno wiesz na co się piszesz? To gej! Nie da ci spokoju przez miesiąc jak zobaczy twój sprzęt. Będzie sobie wyobrażał was razem w łóżku i nie spocznie póki tak się nie stanie. – powiedziałam.
- Van, zapomniałaś, że opisujesz swoje marzenia. – odezwał się Rodrick. Co za wredota! Dobrze, że Harry nie wziął na poważnie naszych docinków. Nadal był zdania, że pokaże się nago tylko Rodrickowi! Lepszy rydz niż nic, a ja muszę wiedzieć czy Harry umieszcza swoje nagie zdjęcia na stronach porno czy też nie, więc się łaskawie zgodziłam. Jestem ciekawa efektów.
Oczami Perrie:
- Co? No co ty nie powiesz? Serio? – nie mogłam wprost w to uwierzyć! Harry Styles jest gejem! Największy przystojniak w okolicy lubi innych przystojniaków! Wierzyć się po prostu nie chce. Dobrze, że Eleanor mi powiedziała. Oszczędziła mi robienie sobie złudnych nadziei. Zawsze była dla mnie taka dobra. Aż żałuje, że nie jestem taką wspaniałą przyjaciółką dla niej.
- Dokładnie. Też byłam w szoku. – odpowiedziała leżąc na leżaku z koktajlem w dużym kapeluszu, który ochraniał ją przed słońcem. – Jest jeden plus, ta suka Vanessa nie ma u niego również szans. A ja zawsze mam Louisa, którym powinnam się zająć, bo jakąś inna szmata mi go zabierze.
- Mhm, a myślisz, że Zayn nadal jest wolny? – spytałam.
- Perrie! Skup się! – Eleanor przywróciła mnie do porządku. – Nie mówimy teraz o tobie i Zaynie tylko o mnie i Harrym. Jedno jest pewne: nie możesz o tym nikomu powiedzieć. Na razie wiem tylko ja i Harry wiedziałby, że to ja wygadałam się. Obraziłby się na mnie i już nigdy więcej zapewne by ze mną nie porozmawiał.
- I tak jest gejem… - powiedziałam. – Nie masz u niego szans.
- Na jakim ty świecie żyjesz? Najlepszy przyjaciel dziewczyny to gej! Nie zrezygnuje z takiej okazji. Na pewno pozna mnie ze swoimi innymi kolegami, a któryś z nich musi być hetero. – uśmiechnęła się.
- Przecież bujasz się w Louisie… - przypomniało mi się.
- Serio Perrie? Jesteś aż tak naiwna? Och, moje biedactwo. – pociągnęła za słomkę sącząc koktajl. Zmarszczyłam brwi. Może jestem naiwna, ale chociaż nie podrywam kilku chłopaków na raz.
- Muszę już iść. – stwierdziłam, że muszę się dowiedzieć czy Zayn nadal jest sam, bo będzie mnie to dręczyć.
- Narazka! – Eleanor mi pomachała. Odmachałam jej.
Gdy wyszłam na ulicę, słońce tak bardzo prażyło, że cieszyłam się, iż wzięłam okulary przeciwsłoneczne. Jest chyba ze 35 stopni! Usmażyć się można na tym słońcu. Akurat zobaczyłam Steva Gomezo. Ciekawe czy już wie, że Harry woli chłopców hm… sprawdźmy jego wiedzę na temat mieszkańców tego miasteczka. Ale zaraz… czy Eleanor nie zabroniła mi mówić, że Harry jest homo? Cóż, wzruszyłam ramionami. Skąd będzie wiedziała, że to ja się wygadałam?
- Hej Steve! Chcesz najnowszą ploteczkę dnia? – zapytałam radośnie.
- A masz pączka? – spytał.
- Nie. – odpowiedziałam.
- A kasę na pączka? – dopytywał.
- Coś powinnam mieć. – powiedziałam przeszukując kieszenie spodni. Znalazłam kilka centów, więc mu podałam.
- To teraz mów, ale szybko, bo muszę kupić pączka.
- Och, jasne, a więc… czy wiedziałeś, że Harry Styles jest gejem? – powiedziałam podekscytowanym tonem.
- Ten nowy jest gejem? Cóż, nie dziwię się.
- Jak to? – zdziwiłam się.
- Już kiedy nie chciał skorzystać z usług moich prostytutek doszedłem do wniosku, że coś musi być z tym chłopakiem nie tak. I już teraz wiem dlaczego. Oczywiście, że chciał prostytutkę, ale męską. Mogłem mu takie zaproponować.
- A masz je w pakiecie? – uniosłam do góry brwi.
- Oczywiście. Są droższe, ale nie wiele. Chcesz skorzystać?
- Dzięki, ale nie. Ciągle cierpię po niespełnionej miłości.
- Ach, jasne. Spoko. To ja będę leciał po pączka. – powiedział Steve i tyle go widziałam. Mam tylko nadzieje, że nie postanowi powiedzieć o tym całej okolicy! O cholera! Donna. Przecież muszę jej powiedzieć, że Harry jest gejem. Jeśli dowie się tego nie ode mnie, obrazi się na mnie do końca życia! Lecę.
Oczami Vanessy:
Słyszałam takie dźwięki jak „woow!” , „jest naprawdę duży”. Serio, Rodrick powinien się trochę bardziej szanować. Nie wierzę, że wzięłam sobie takiego idiotę za przyjaciela. Chociaż kocham go najbardziej na świecie i nie zamieniłabym go na nikogo innego. Wiem, że Zayn to mój brat, ale cóż. Serce nie sługa. Ja traktuje Rodricka bardziej jak rodzinę. Gdy w końcu Rodri wyszedł z pokoju Harry’ego wyglądał jakby właśnie zakończył ostry seks. Był zarumieniony i spocony. Co tam się działo? Nigdy nie marzyłam, aby być Rodrickiem, ale w tej chwili nie pragnęłam niczego innego.
- I co? – zapytałam, gdy mój przyjaciel zszedł ze schodów.
- Zazdroszczę ci tak bardzo. – powiedział. Wyglądał na naprawdę zazdrosnego.
- Aż tak?
- Lepiej. – dotknął mojego ramienia. – Znacznie lepiej.
- Wow. – zdołałam tylko wypowiedzieć. Ja tez sobie zazdroszczę.- A tatuaż? Ma? – dopytałam.
- Jezu, nie pamiętam. – odpowiedział. – Tak się podjarałem, że nie zwróciłem uwagi na ten szczegół. Chyba będę musial tam wrócić i zobaczyć jeszcze raz.
- Nie ma mowy! – krzyknął Harry zbiegając po schodach i zapinając po drodze rozporek. – Nie mam żadnego tatuażu.
- No dobrze, wierzę ci. – westchnęłam. – Ale i tak w przyszłości sama ocenię. – szepnęłam po cichu do Rodricka, na co ten zachichotał.
Oczami Victorii:
Kiedy wróciliśmy z Zaynem, po jak się okazało mini bójce, byłam naprawdę pod wrażeniem tego jak stanął w mojej obronie. Wcześniej tego nie doceniłam, bo byłam smutna, przerażona i zła, ale teraz zdałam sobie sprawę, że Malikowi musi naprawdę na mnie zależeć, skoro tak zareagował. Koleś wydawał się być naprawdę przerażony, a Zayn bojowo nastawiony do walki. Powiedział, że jak jeszcze raz postanowi skrzywdzić jakąkolwiek dziewczynę, nie tylko mnie to znajdzie go i nie ukryje się przed nim!
- Nie znałam cię od tej strony. – powiedziałam ze śmiechem.
- Ja siebie też nie, szczerze mówiąc. – odpowiedział.
- Dziękuje. Dziękuje za to, co dla mnie zrobiłeś. Nikt nigdy…
- Daj spokój. – machnął nie dbale ręką ze śmiechem. Och, gdyby on wiedział, ile to dla mnie znaczy… Teraz jestem praktycznie pewna, iż mu się podobam. Jeśli nadarzy się odpowiednia chwila, powiem mu o swoich uczuciach, a wtedy przekonamy się czy miałam rację. 
_______________________________________________________________
Victoria powinna być z Zaynem? :) To co mam w planach dalej, może was  nieco zaskoczyć haha
Zamierzam też bardziej rozwinąć wątek Rodricka, ale bałam się, że jak już zacznę to będzie go za dużo :)