piątek, 9 maja 2014

One direction 5 odcinek 124

2 Tygodnie później

Minęły równe 14 dni od okropnych wydarzeń. Najgorszą częścią chyba było powiadomienia przyjaciół i rodziny o tym, że jednak Louis nie będzie ojcem. Musiał niestety zrobić to sam. Od tego momentu nie rozmawiał z Evą. Dziewczyna nagrała mu się na telefon przepraszając za swoje zachowanie ale chłopak nie oddzwonił. Nie miał ochoty rozmawiać ze swoimi byłymi dziewczynami. To samo tyczyło się Karen a ona nawet nie próbowała się z nim skontaktować. Może to i lepiej? I tak nie miał jej nic do powiedzenia. Zdał sobie sprawę, że koniec ich związku to najlepsza rzecz jaka mogła to spotkać. Co prawda nadal ją kochał ale miał nadzieje, że miłość do niej przejdzie z czasem. Musi tylko bardzo się postarać. Może nawet pozna jakąś inną dziewczynę? Chociaż teraz nie miał takiego zamiaru. Wolał skupić się na sobie. Był z siebie dumny, ponieważ napisał nową piosenkę na ich nowy album. Sean’owi bardzo się spodobała ale słusznie zauważył, ze była to historia chłopaka ze złamanym sercem. Jednak tekst był świetny więc uznał, że pojawi się na ich płycie. Muszę tylko popracować nad melodią.
Kolejną sprawa to ślub jego matki. Christina potrzebowała kogoś kto zaśpiewa. Louis już nawet prawie był pewien kto będzie idealną osobą aby wykonać kilka piosenek na ślubie ale nie był pewien czy się zgodzi. Dopiero po tygodniu dostał odpowiedź i nie posiadał się ze szczęścia. Zbiegł sprintem na dół krzycząc:
- Nie uwierzycie biczys! – spojrzał na Liama, Niall i Harry’ego, którzy oglądali TV. Normalka. Leniwa sobota.
- Eva jednak jest w ciąży. – powiedział Liam a Hazz szturchnął go ramieniem.
- Dupek. – skomentował Lou mrużąc oczy a zaraz potem potrzasnął głową. Absolutnie nie chciał myśleć o tym co złe. Teraz liczyły się tylko pozytywne wydarzenia. – Ed Sheeran zaśpiewa na ślubie mojej matki! Dacie kurwa wiarę? Ed we własnej osobie!
- Czekaj… Ed co? Kto to w ogóle? – zdziwił się Liam.
- Poznaliśmy go na jednej z gal rok temu. – odparł Harry wywracając oczami. – Spoko koleś.
- Czekaj… on nie był tym gościem z afro który śpiewał I’m sexy and I know It? – Payne popatrzył na swoim przyjaciół, którzy zmarszczyli brwi i popatrzyli na niego z miną: wtf?
- To taki rudy koleś, który śpiewa piękne ballady. – rzekł Louis. – Jego piosenki zawsze mają głębsze przesłanie. On jest królem w tym co robi.
- Czekaj… to nie jemu jakiś gej obciągał w kiblu? – nadal zgadywał Li. A Niall popukał go w czoło.
- Ed nie jest gejem. – powiedział ostro Lou. – A nawet gdyby był to nie dałby sobie jakiemuś palancikowi obciągać w kiblu.
- Sorry. Byłem tak zjarany, że nie kojarzę gościa. Ale w kiblu naprawdę sobie dwóch gości obciągało. I może się mylę ale jeden z nich był transwestytą.
- A ten drugi? – spytał Tommo zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Nie lubisz go. Tego jestem pewien. A Harry jest jego fanem.  – rzekł Liam. – Nie będę wymieniał imion bo poprosili mnie o dyskrecję.
- Czekaj… czy ja dobrze słyszę? Jacyś geje sobie obciągali i prosili cię o dyskrecję? – zapytał Louis. – O mój boże! – wzdrygnął się. – Chyba wiem co to za koleś. Napiszę do niego na twitterze z gratulacjami. – dodał z cwanym uśmieszkiem wyciągając telefon. – „Gratuluje miłego obciąganka Nick” – powiedział na głos i wysłał mu a zaraz potem złapał się za usta. – O fuck! Wysłałem to przez przypadek do Nicka Jonasa! Cholera!
-  Ciesz się. Nick Jonas chociaż nie obrazi cię w swojej następnej audycji. – odezwał się Harry.
- Bo Nick Jonas w ogóle nie prowadzi żadnej audycji. – powiedział Niall wywracając oczami. – Swoją drogą za co ten radiowiec cię tak nienawidzi?
- Wiesz Nick jest gejem a wszyscy geje mają ładne tyłki. Niestety mu Bóg poskąpił a mnie nie. – powiedział z uśmiechem klepiąc się po tyłku.  - W każdym razie Ed jutro nas odwiedzi! – pisnął Louis. – Chce nas poznać aby dowiedzieć się czy jesteśmy w miarę fajni, ponieważ ostatnia parka, która poprosiła go o zagranie na ich ślubie okazała się być psychopatami i pili tam krew. Mówili, że zwierzęca ale kto ich tam wie.
- Jezu. – mruknęli równo Harry z Niallem wzdrygając się.
- Aaa Ed! – krzyknął Liam. – Kojarzę gościa! On grał w Harrym Potterze Rona?
Lou ciężko westchnął mówiąc, że jemu już nic nie pomoże.
                                                                       ***
Tymczasem Megan nareszcie wyszła ze szpitala i kupiła mieszkanie w centrum miasta. Zayn zaoferował się, że pomoże jej z bagażami wiec dziewczyna się zgodziła. Po godzinie ciężkiej pracy stwierdzili, że przyda im się odpoczynek więc blondynka wstawiła wodę na herbatę i usiadła na kanapie obok Zayn’a.
- Trochę pusto ale z czasem się zagraci. – powiedziała ze śmiechem. – Obawiam się tylko czynszu.
- Z tego co wiem nie jest tak drogo. – odpowiedział mulat.
- Tak. Dla kogoś kto pracuje. A widzisz, ja jestem bezrobotna. A na pewno nie poproszę Zoe o powrót. Nie poniżę się do tego stopnia.
- Nawet bym ci nie radził. Złamała totalnie serce Harry’emu oszukując go.
- To było oczywiste. Zoe nie ma uczuć. Swojego ostatniego chłopaka zdradziła ze sławnym aktorem, który był żonaty i miał dzieci. – powiedziała kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Serio? – zdziwił się Zayn. – Harry twierdził, że jemu powiedziała iż to ją chłopak zdradził.
Meg parsknęła śmiechem.
- Nie rozmawiajmy już o niej. Było – minęło. Mam nadzieje, że nigdy więcej jej na swojej drodze nie spotkam. I tobie także tego życzę.
Malik uśmiechnął się lekko a zaraz potem wpadł mu do głowy pewien pomysł.
- Słuchaj. Chyba mam dla ciebie rozwiązanie twojego problemu w sprawie pracy. Ostatnio nasza choreografka zaszła w ciążę i musiała się zwolnić więc może… ty byś ją zastąpiła? – zapytał.
- No cóż… - zastanowiła się przez chwilę. Nie znała się na tym za bardzo ale potrzebowała pieniędzy. – Myślę, że mogłabym. – dodała z szerokim uśmiechem, który Zayn odwzajemnił. Teraz będą mogli spędzać ze sobą więcej czasu. Miał nadzieje, że to ich do siebie zbliży. Nie chciał jej stracić kolejny raz.
- W ogóle chciałam ci bardzo ale to bardzo podziękować, Zayn. – powiedziała niespodziewanie dziewczyna. – Gdyby nie to nie wiem co bym zrobiła. Załamałbym się chyba zupełnie. Tylko dzięki tobie stanęłam na nogi i jakoś sobie radzę. Jesteś niesamowity. – dodała gładząc dłonią jego policzek na co Malik się lekko uśmiechnął. – Zostawienie ciebie bez słowa wyjaśnienia to był największy błąd mojego życia. – westchnęła. Zayn miał nadzieje to usłyszeć.
- Cieszę się, ze wróciłaś.
- Ja też. – powiedziała. Zay chciał ją pocałować więc zbliżył swoją głowę do jej i rozchylił wargi. Gdy dzieliły go może milimetry przed tym dziewczyna odwróciła głowę. Chłopak nieco się zdziwił.
- Myślałem, że tego chcesz. – wyznał marszcząc brwi zaskoczony.
- Tak, chcę ale… - urwała biorąc głęboki oddech. – Daj mi czas. Muszę się zaaklimatyzować ponownie w mieście i ogarnąć to wszystko. Związek z tobą… nieco by to wszystko skomplikował. Możesz na mnie… zaczekać? – poprosiła. Mulat kiwnął głową.
- Rozumiem cię. Naprawdę, Megan. – powiedział i dał jej szybkiego całusa w policzek.
- Dziękuje. – powiedziała z wyraźną ulgą.
                                                                       ***
Następnego dnia Niall spojrzał na zegarek. Była dopiero 13:00. Chyba na wcześnie na wizytę Ed’a wiec zdąży jeszcze wziąć prysznic. Bardzo się stresował. Louis prawie wychodził z siebie taki był szczęśliwy, Liam nadal próbował zgadywać co to za koleś czym strasznie wkurzał Tommo a Zayn nie przejmował się tym prawie w ogóle. Cały czas tylko gadał o Megan. Niall nawet wątpił czy do niego dociera, że właśnie dziś odwiedzi ich jeden z najpopularniejszych piosenkarzy.
Gdy otworzył drzwi do łazienki omal nie zaczął piszczeć. Bowiem na pralce siedział Max a naprzeciwko niego stał Harry całując go. Niall szybko wiec zamknął drzwi i zaczął ciężko oddychać. Co to było? Co on przed chwilą zobaczył? Czy to się działo naprawdę? Musiał stać długo oparty o ścianę i dysząc, ponieważ drzwi się otworzyły i wyszedł Max z Harry’m.
- Niall… to nie tak. – powiedział Max. – Po prostu… eee … ja się nigdy nie całowałem i poprosiłem Harry’ego aby mi to… zademonstrował.
- Max, on i tak w to nie uwierzy. – powiedział Harry wywracając oczami.
- Cicho. To Niall. – odpowiedział chłopak. Horan tymczasem cały czas sobie to przyswajał. Owszem wiedział, że Max kochał Harry’ego ale nie wiedział, że oni…
- Jesteście razem? – zapytał trochę za głośno bo Hazz zaczął go uciszać.
- Chodźmy do mojego pokoju. Tam wszystko ci wytłumaczymy. – powiedział i we trójkę skierowali się w stronę pomieszczenia. Gdy się tam znaleźli loczek odezwał się: - Przede wszystkim nie możesz o tym nikomu powiedzieć, rozumiesz? To ma pozostać w sekrecie.
- Ale skoro się kochacie to… dlaczego nie chcecie aby inni o tym wiedzieli? – zdziwił się.
- Właśnie Harry. – Max założył ręce na klatkę piersiową
Hazz wywrócił oczami.
- Bo to by znaczyłoby, że jestem gejem. A nie dojrzałem jeszcze do tego aby wiedzieli o tym nawet moi najbliżsi. To dla mnie nowe, muszę się z tym oswoić. To jak Niall? Zachowasz to w tajemnicy? Proszę?
W tym momencie rozbrzmiał się dzwonek u drzwi. Wszyscy wiedzieli co to oznacza. Najprawdopodobniej Ed postanowił już przyjść. Z dołu dało się słyszeć pisk Louisa. Max zmarszczył brwi. Chyba tylko on nie wiedział kto zamierzał dzisiaj przyjść do tego domu.
- O co chodzi? Dlaczego Louis piszczy jak dziewczyna?
- Nic takiego. – Harry machnął nie dbale dłonią. – Ed Sheeran miał nas odwiedzić.
Wtedy Max otworzył szeroko oczy i na moment wstrzymał oddech. Od bardzo dawna był wielkim fanem Ed’a i zawsze marzył aby go poznać. Nie sądził, że dzisiaj będzie miał taką okazję.
- Jak to? – chłopak ledwo trzymał się na nogach taki był podekscytowany a serce waliło mu jak młot. – Ed Sheeran? Jezu. On będzie prawdziwy?
- Nie, Max. Sztuczny. Jego tekturowa podobizna zagra na ślubie matki Louisa. – odpowiedział Harry wywracając oczami. Max jednak chodził w te i we w te. Niall pomyślał, że właśnie przeżywa jakiś mini zawał. Tak to zresztą wyglądało.
- Może lepiej zejdźmy na dół. – powiedział w końcu Horan. – Ed pomyśli, ze go olaliśmy.
- Nie!  - krzyknął szybko Max. – Ja… ja… nie dam rady. Jestem jego fanem już od tak dawna. Nawet nie zdążyłem się przygotować.
- Okej. Więc ty tu zostań a ja i Harry idziemy. – powiedział blondynek i zbiegł na dół.
- Dasz radę. Serio. – starał się dodać mu otuchy Hazz. – Tylko nie piszcz tak jak Louis i będzie w porządku.
Max uśmiechnął się na to lekko i kiwnął głową.
                                                                                  ***
Gdy rozbrzmiał się dzwonek  Liam i Louis rzucili się od razu do drzwi. Lou, ponieważ naprawdę lubił Ed’a a Li gdyż chciał pokazać, że także jest fanem Sheerana. No i co z tego, że nawet nie wiedział jak wygląda? Taki był Payne. Każdemu musiał się podlizać. Ostatecznie wyszło na tym, że oboje pociągnęli za klamkę i ich oczom ukazał się rudzielec średniego wzrostu z gitarą przewieszoną przez ramię. Wyglądał jak chłopak, który zarabia na swoje utrzymanie poprzez granie piosenek na środku ulicy. Liam poczuł się nieco rozczarowany, że tak wygląda słynny Ed Sheeran. Myślał, że jest wyższy mniej rudy i przystojniejszy.
- Cześć. Mam nadzieje, że dobrze trafiłem? – upewnił się rudzielec z szerokim uśmiechem.
- Jasne. – odpowiedział rześko Louis chodź był mega zestresowany.
- Uf, to dobrze. Pomyliłem numery domów i przed waszym byłem tam naprzeciwko… - wskazał palcem. – Otworzyła mi jakaś staruszka i pytała mnie ile biorę za godzinę. – zmarszczył brwi. – Nie wiecie czasem o co jej mogło chodzić?
- Nie. – odparli równo chodź domyślali się. Pani Wilson jest stuknięta. Właściwie to kompletnie stuknięta.
- Jesteście słodcy. – skomentował Ed wchodząc do środka. – Długo jesteście razem?
- Co? – Liam i Louis spojrzeli na siebie a potem odskoczyli gwałtownie.
- My nie jesteśmy razem. – wyjaśnił Lou.
- Jasne. – Ed puścił im oczko a potem spojrzał na Nialla zbiegającego po schodach i Zayn’a, który właśnie nadszedł z kuchni. – Czekajcie… kojarzę was… Ty jesteś Zayn… - wskazał palcem na mulata, który kiwnął głową. – Ty Niall. – powiedział do blondynka. – A wy to oczywiście Louis i Liam. – uśmiechnął się w ich stronę znacząco na co wywrócili oczami. – Brakuje tylko Harry’ego.
- On jest na górze. – wyjaśnił Niall. – Z Maxem. I nie robili tam nic nieprzyzwoitego. – po tych słowach ugryzł się w język. Powinien być nieco bardziej dyskretny.
- My też cię pamiętamy Eddie. – odezwał się Li chcąc zabłysnąć. – Twój taniec na stole po pijaku był świetny. – poklepał go po ramieniu.
- Ale to ja nie tańczyłem na stole tylko jakiś chińczyk. – odparł Ed. – I nie nazywam się Eddie.
- Cokolwiek powiesz Eddie. – rzekł Li mrugając do niego. Sheeran tylko zmarszczył brwi zaskoczony. Louis wywrócił oczami. Jeśli tak dalej pójdzie do Ed weźmie ich za bandę świrów i nie zagra na weselu jego matki. A to byłaby wielka strata.
- A więc może porozmawiajmy. – powiedział Louis siadając na kanapie i klepiąc miejsce obok siebie, które zajął Ed.
- Harry się mnie wstydzi? – zapytał zdziwiony.
- Niee. – odpowiedział Lou. – Niall, ty byłeś z nim na górze. Dlaczego Harry nie przychodzi?
- Bo… bo… - zaczął się jakąś Horan. – Bo źle się czuje. Ale zaraz powinien zejść, prawda?!  - krzyknął głośno tak aby loczek go usłyszał.
- Dobrze. A więc ile jesteście już razem? Bo jestem ciekaw jak cholera. – powiedział Ed klaskając w dłonie.
- Ja i ta rumuńska tancerka? – spytał Liam i zaczął się zastanawiać. – Jestem dosyć szybki więc 20 minut. – dodał kiwając głową.
- Um, miałem na myśli ciebie i Louisa. – wyjaśnił na co Payne puknął się w czoło.
- Aaa! To będzie… czekaj… 3 lata?
- Nie jesteśmy razem. – powiedział szybko Louis. – To były tylko głupie plotki w gazecie. Po za tym ja miałem dziewczynę, Karen.
- Taa pieprzone ustawki. – mruknął Ed. – Dlaczego nie dają wolności gejom w show biznesie? Oni też powinni mieć jakieś prawa do cholery! Ale rozumiem was chłopaki. Mam kilku przyjaciół w udawanych związkach. Masakra. – skomentował kręcąc głową.
- Ale ja naprawdę byłem z Karen. – powiedział Louis. – Tylko zerwała ze mną bo miałem dziecko z Evą.
- Robią z ciebie takiego podrywacza? No ładnie. Czytałem, ze Liam miał ponad 46 dziewczyn rocznie. – roześmiał się. – Dobrze, że poznałem prawdę bo miałem cię za puszczalskiego.
Liam nie mógł pozwolić aby Ed tak o nim myślał, dlatego prychnął pod nosem i powiedział:
- Taa, masz rację. Sean jest nienormalny. I chce mnie w plątać w kolejną ustawkę z koleżanką ze szkoły. – pokręcił głową z niedowierzaniem. – Louis tak cierpi. – dodał i podszedł do niego. Podczas gdy chłopak nie mógł uwierzyć w to jaki jego przyjaciel jest przebiegły. Aby zachować dobry wizerunek w oczach Ed’a był skłonny udawać jego chłopaka?
- Cierpię w chwilach gdy zdradzasz mnie w klubach z innymi mężczyznami. – rzekł Tommo uśmiechając się do niego sztucznie. – Ale jestem wielkoduszny więc ci wybaczam. – powiedział i zwrócił się do Ed’a. – Wiesz, Bóg nakazał aby wybaczać i nieść miłość.
- Och. Nie wiedziałem, że jesteś taki religijny. – powiedział Sheeran lekko zaskoczony.
- Liam mnie nawrócił.  Teraz zawsze przed snem czytamy biblie. No Liam, skarbie, idź na górę i poczytaj twój ulubiony akapit Ed’owi. – spojrzał na niego trzepocząc rzęsami. Li nie wiedział co zrobić? Przecież nie posiadał biblii! Na szczęście uratował go Harry i Max, którzy zeszli z góry. Max cały czas był zestresowany ale starał się nie pokazywać strachu. Przecież nie mógł pozwolić aby Ed pomyślał sobie o nim coś złego, prawda?
- Harry! – wykrzyknął Ed i wstał z kanapy po czym go uściskał. Wszyscy poczuli się zazdrości, że rudzielec tak faworyzuje tylko Harry’ego. Przecież oni również byli ważni. Ale najwyraźniej Sheeran zapamiętał lub polubił tylko jego. – Świetnie wyglądasz. No i wydoroślałeś. Moje gratulacje. – powiedział gdy przestał go przytulać.
- To pewnie zasługa tej nowej odżywki, którą mi poleciłeś.
- Wiesz mam jeszcze odżywkę przywiezioną z Hiszpanii i muszę ci powiedzieć, że jest naprawdę genialna. Może jak się spotkamy drugi raz to ci ją dam, co? Bo spotkamy się drugi raz?
- Oczywiście, Ed! A tak w ogóle ci powiem, że ten krem na pryszcze czyni cuda.
- A mówiłem, że jest cudowny.
- Przepraszam ale czy nie możecie później dokończyć tej gejowskiej rozmowy? – odezwał się nagle Louis na co Liam go szturchnął. – No co? Są bardziej gejowscy od nas. A przecież to my jesteśmy homo, prawda kwiatuszku? – Lou popatrzył na niego oczkami szczeniaczka uśmiechając się szeroko.
- Wyrwałeś kogoś od dnia w którym rozmawialiśmy? – zapytał nagle Ed Harry’ego. – Bo widziałem twoje zdjęcia w gazecie z jakąś modelką. No, no. Ty ogierze nie źle. Fajna dupa z niej. – uśmiechnął się lekko szturchając go w ramię. Hazz się zaczerwienił i na moment zamilkł. Co miał powiedzieć? Miał nadzieje, że ktoś go uratuje ale jednak. Najwyraźniej nikt nie miał takiego zamiaru. Głupi przyjaciele. Nie można na nich w ogóle polegać.
- Tu jedna tam druga. Wiesz, skaczę tak z kwiatka na kwiatek. Nie lubię stałych związków. – powiedział w końcu.
- No i prawidłowo! – Ed poklepał go po plecach a zaraz potem ściszył głos tak aby tylko Harry mógł go słyszeć. – Bo wiesz… ci dwaj… - wskazał ruchem głowy na Liama i Louisa. – Są jacyś dziwni. Czytają biblie przed snem i zaznaczają sobie ulubione fragmenty.
Styles o mało nie wybuchnął śmiechem. Jednak zanim zdążył coś powiedzieć Max postanowił przemówić:
- Czy mógłbym prosić o autograf?
- Jasne. Tylko nie mam długopisu. – odpowiedział Sheeran.
- Ale ja mam. – uśmiechnął się szeroko i podał go chłopakowi. Wtedy Ed zapytał go gdzie chciałby mieć autograf a Max wskazał na swoją rękę. Gdy tam rudzielec skończył się podpisywać Max chciał podpis na drugiej ręce a potem poprosił o takie małe serduszko na policzku. Harry zakrył twarz dłońmi. Było mu cholernie za niego wstyd. Dobrze, że Ed nie miał pojęcia iż to jego chłopak. Inaczej jego miałby za dziwaka.
- Już. – powiedział Sheeran.
- A to może jeszcze brzuch… - zaczął Max i chciał podwinąć koszulkę ale Harry mu przerwał:
- Nie Max. Starczy.
Chłopak tylko wywrócił oczami mrucząc, że zawsze mu psuje zabawę.
- Mam pytanie… - powiedział Max a Hazz wstrzymał oddech. Aż bał się tego co wymyślił.
- Mów, stary.
- Czy nie myślałeś aby założyć zespół? Na przykład dwuosobowy? Bo jeśli tak to wiesz… ja jestem wolny i chętny. – rzekł chłopak w okularach. Ed zmarszczył brwi nie bardzo wiedząc o co mu chodzi.
- Max, Ed nie weźmie cię do zespołu. On jest solistą a po za tym ty nie umiesz śpiewać. – mruknął do niego loczek. Chłopak jednak machnął zniecierpliwiony ręką.
- Cicho! Decyzja należy do Ed’a.
Sheeran jednak nie wiedział co powiedzieć. Owszem nie szukał nikogo do zespołu ale nie chciał łamać serca temu uroczemu chłopakowi.
- Wiesz, Max… - zaczął w końcu piosenkarz. – Jeśli kiedykolwiek chociaż pomyślę o zespole to na pewno zadzwonię do ciebie.
- Serio? – Max prawie skakał z radości. – Jezu, to może ja ci dam swój numer?
- Nie ma potrzeby, Max. – warknął Harry. – Ed ma zdolności telepatyczne i domyśli się, prawda Ed?
- W rzeczy samej. – odparł rudzielec z szerokim uśmiechem. – Zresztą mam numer do Harry’ego i jak coś to skontaktuje się z tobą przez niego.
Harry odetchnął z ulgą. Miał nadzieje, że Max już da spokój.
- Ty szmato. Miałeś cały czas numer telefonu do Ed’a Sheerana a ja nic nie wiedziałem przez cały ROK? – Max nie mógł aż w to uwierzyć. Louis i Liam tymczasem o mało nie popłakali się ze śmiechu. A Niall cały czas myślał czy komuś powiedzieć o tym co zobaczył w łazience. Przecież nie mógł tak wszystkich okłamywać jak Harry i Max. Nie był taki i był fatalny w kłamaniu.
- Nie martw się, Max. Harry ci to wynagrodzi. – powiedział Horan i znów ugryzł się w język. Zdecydowanie powinien się zamknąć. Jednak zanim ktokolwiek mógł coś powiedzieć ktoś zapukał do drzwi. Zayn, który nie brał i tak udziału w rozmowie skierował się w ich stronę. W progu zobaczył Karen. Zmarszczył brwi. Wszystkich się spodziewał – nawet Megan ale jej akurat nie. Dobrze wiedział, że Louis jest na nią wściekły i prawdopodobnie nie chce jej widzieć.
- Wybrałaś zły moment. – powiedział do niej Malik.
- Dlaczego? – zapytała zdziwiona. – Co? Biedny Louis płacze w poduszkę? – uśmiechnęła się lekko i weszła do środka. Mina jej zrzedła gdy zobaczyła Ed’a Sheerana! – O kurwa. – zdołała tylko wykrztusić na jego widok.
- Nie ładnie tak przeklinać. – upomniał ją Louis. – Porządne dziewczyny tego nie robią… a no tak. Zapomniałem. Sorki. – mruknął uśmiechając się cwaniacko.
- Właśnie zobaczyłem najpiękniejszą dziewczynę na całym świecie. – powiedział Ed zbliżając się do Karen. – Gdzie ty się ukrywałaś całe moje życie? – spytał biorąc jej dłoń i całując jej wierzch.
- Byłam w swoim domu. – odparła zaskoczona.
- A jak cię zwą?
- Karen. – powiedziała ledwo sobie przypominając swoje imię. Ed Sheeran był oczarowany jej urodą. Jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się aby ktoś powiedział jej, że jest piękna! I nie sądził, ze tą osobą będzie sam Ed Sheeran! Zdecydowanie na to nie zasłużyła.
- Hej! Bez takich. – odezwał się Lou. – To właśnie moja była Karen. – wyjaśnił mając nadzieje, że to przekona Ed’a aby dał jej spokój.
- Ty masz Liama. – przypomniał mu. – Nie można mieć wszystkiego na raz.
Lou wywrócił oczami.
- Nie. Jestem. Chłopakiem. Liama. – powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Widzę, że masz wprawę w kłamaniu. Ale przy mnie nie musisz udawać. – rzekł Ed a zaraz potem znów spojrzał na Karen. – Może ci coś zagram? Śmiało, powiedz jaka jest twoja ulubiona piosenka.
- Twoja? – zastanowiła się przez moment. – Um, myślę, że The a Team.
- Wspaniale. – Sheeran usiadł na kanapie i wziął swoją gitarę po czym zaczął grać. Karen tymczasem usiadła w fotelu naprzeciwko i uważnie go obserwowała  słuchając słów, muzyki, jego głosu. Był zdecydowanie mistrzem w tym co robił. Nie miał absolutnie sobie równych. Tymczasem Lou siedział cały czerwony obok Liama. Dłoń miał zaciśniętą w pięść i gdyby nie fakt, ze tak szanuje Ed’a to właśnie zabrał by mu gitarę i wyrzucił przez okno po czym zacząłby się drzeć, że ma spadać z jego domu. To nie miało to być! Po co w ogóle Karen tu przychodziła? Żeby go przeprosić? Nie odzywała się 2 cholerne tygodnie i nagle zachciało jej się przepraszać? I to akurat dzisiaj? Cudownie!
Gdy Ed skończył nikt przez długi czas nic nie mówił. Niall się aż rozpłakał.
- To było takie piękne. – wychlipał. – Shippuje was. – stwierdził na co dostał mordercze spojrzenie od Tomlinsona.
- Masz wolny ten wieczór? – zapytał nagle Ed. Karen była zupełnie zaskoczona tym pytaniem. Nie wiedziała co ma odpowiedzieć! Odmówić takiej gwieździe?
- Teeen? Myślę, że… - urwała po czym spojrzała na Louisa. Nie może mu tego zrobić. Teraz musi się starać odzyskać jego zaufanie, miłość i szacunek. – Ale… ja kocham kogoś innego i …
- Przecież nie chce z tobą uprawiać seksu. – Ed się roześmiał. – Pytałem tylko czy masz wolny wieczór bo gram dzisiaj w jednym z klubów.
- Serio? – Karen rozpromieniła się. – Wpadnę. Masz moje słowo.
- Świetnie. – uśmiechnął się. – To daj mi swój numer a ja ci wyślę sms dokładny adres.
Dziewczyna o mało nie wy buchnęła ze szczęścia. Max tymczasem był wściekły! Przecież on także był fanem. No ale nie był piękną brunetką więc nie mógł liczyć na takie coś. Ed chyba zobaczył, ze jest niezadowolony, ponieważ rzucił:
- Ty także możesz wpaść.
- Co? To… wow, dzięki. – wydukał zdziwiony. – To zaszczyt.
- Tylko…
- Tak, tak wiem nie będę cię już prosił o autograf na brzuchu.
- Miałem na myśli…
- No i nie martw się. Nie będę wchodził na scene. – zaśmiał się.
- Max, chodzi mi o to…
- Rzucać w ciebie majtkami raczej też nie będę bo ich nie noszę. – wyjaśnił.
- Chciałem od ciebie numer aby ci także podać adres. – powiedział w końcu Ed, który mógł dojść do głosu.
- Och, jasne. – rzekł nieco speszony.
- Naprawdę nie nosisz majtek? – zapytał Harry.
- A wątpisz? – Max puścił mu oczko. Niall wywrócił oczami. Gdy nie wiedział, że są razem nie zwracał na takie bzdury uwagi a teraz to go będzie prześladować. Musiał o tym komuś powiedzieć. Może Juliette? Ale Harry by miał mu to za złe. Wiedział to. Musiał zachować to w tajemnicy. Zdecydowanie.
- Dzięki wam. – powiedział Sheeran gdy dostał ich numery telefonów. – Także czekajcie na telefon ode mnie.
- W końcu zagrasz na naszym ślubie? – zapytał w końcu Louis, zniecierpliwiony, że musi tak długo czekać na odpowiedź Ed’a. Dopiero teraz do niego dotarło to co powiedział.
- Myślałem, ze mam grać na ślubie twojej matki. – zdziwił się. – Nie mówiłeś, że to ma być uroczystość twoja i twojego chłopaka. – spojrzał na Louisa i Liama.
- Ależ oczywiście, ze mojej matki! Przepraszam. Nie myślę dzisiaj, zupełnie. – przyznał Tommo.
- Widać. – stwierdził Sheeran ale nie zauważył spojrzenia Lou pełnego oburzenia. – Moja odpowiedź brzmi… - zrobił krótką pauzę aby potrzymać zgromadzonych w napięciu. – Tak. – dokończył a Niall zaczął klaskać. Gdy zobaczył, ze nikt tego nie robi przestał nieco zawstydzony. – To kiedy ten ślub?
- 21 sierpnia. – odezwał się Zayn pierwszy raz a wszyscy spojrzeli na niego jak na ducha. – No co?
- Nic, nic. – odparł Liam kręcąc głową.
- To dobrze bo 20 sierpnia gram gościnny występ w reality show Kim Kardashian. – powiedział Ed a wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę z miną: What’s the fuck? Gdy piosenkarz to zauważył roześmiał się i rzekł: - Żartowałem. Ale warto było zobaczyć waszą minę.
Pozostali odetchnęli z ulgą. Myśleli, że Kardashianki przekupią dosłownie wszystkich. Na szczęście nie Ed’a. On się nie dał. Był dużym i dzielnym chłopcem.
- Ja już się będę zbierał. Byliście naprawdę … świetni. – powiedział bez przekonania. – No i kibicuje waszemu związkowi. Od dziś jesteście moją ulubioną parą. – Ed zwrócił się do Louisa i Liama.
- Nie jesteśmy parą. – mruknął Lou chodź wiedział, ze Sheeran i tak mu nie uwierzy. – Dzięki. – dodał nieco głośniej.
- A ty Zayn gdybyś mówił ciut więcej. – rudzielec spojrzał na niego. – Taki nieśmiały bad boy z ciebie. – podszedł do niego i poklepał go po ramieniu. – Ale na swój sposób jesteś słodki. Gdybyś miał czas w sobotę…
- Eee, co? – spytał Malik zbity z tropu.
- Kręcą cię rudzi? – spytał a widząc minę mulata wybuchnął śmiechem. – Żartuje. – dodał a zaraz potem ściszył ton: - A tak na serio to kręcą cię?
- W jakim sensie? – pisnął prawie jak dziewczyna.
- Nie no jaja sobie z ciebie robię. – powiedział udając, że ociera łzy ze śmiechu. – Czyli nie kręcą? – upewnił się.
- Nie… nie wiem. – wydukał zmieszany.
- Dobra koniec żartów. – poklepał go po plecach. – Idę. Pamiętajcie Karen i Max bądźcie dzisiaj w tym klubie a ty Harry za dużo nie sypiaj z kobietami bo któraś zajdzie w ciążę.
- Ciążą już mu nie grozi, serio. – powiedział max na co został kopnięty w kostkę przez Harry’ego. Starał się nie zawyć z bólu.
- No i Niall. – zwrócił się do niego. – Mały słodki Irlandczyk. Obyś nie stracił nic ze swojego uroku.
- Dzięki, Ed. – powiedział blondynek z uśmiechem. – I może Zayn’a nie ale mnie kręcą rudzi. – puścił do niego oczko. A reszta posłała mu dziwne spojrzenia.
- Sorki Niall ale mnie blondyni nie kręcą. Szatyni są seksowniejsi. – przyznał Sheeran. – Miałem na myśli szatynki. No nic, dzieciaki. Wujek Edzio się zbiera. Narazka.
Po tych słowach wyszedł zamykając za sobą drzwi z trzaskiem.
Reszta nie do końca wiedziała co ma zrobić? To było dziwne. Ed był dziwny. Ale na swój sposób to był spoko koleś. Można było z nim normalnie porozmawiać.
- Czy Ed mnie wyrywał? – ciszę przerwał głos Zayn’a.
- Chciałbyś. – prychnęła Karen. – Ed mnie podrywał.
- Myślę, że Ed z was obydwu robił sobie jaja. – powiedział Liam ze śmiechem.
- Najważniejsze, że zagra na ślubie mojej matki. – powiedział Louis szczęśliwy z tego powodu jak nigdy. – Ed Sheeran we własnej osobie. Mama będzie tryskała radością. – pisnął ciesząc się jak małe dziecko.
- Nie wytrzymam tego! – krzyknął w końcu Niall. – To mnie męczy już od godziny.
Harry i Max wytrzeszczyli na niego oczy. Nie mógł im tego zrobić i powiedzieć pozostałej czwórce prawdy! I nie zrobi tego, prawda? Bo jest dobrym przyjacielem. Ale Horan to w sumie straszna gaduła i musiał znaleźć  w czymś ujście. Nie znosił tajemnic.
- O co chodzi? – zapytała Karen.
- Bo dzisiaj jak wszedłem do łazienki to zobaczyłem… - urwał widząc błagające spojrzenie Harry’ego, które mówiło: błagam cię stary, nie rób tego. I zastanowił się czy jest sens wyznawać ich małą tajemnicę. Czy to coś zmieni w jego życiu? Przecież w ostateczności może powiedzieć, ze o niczym nie wiedział. Nikt mu nic nie udowodni.
- Co zobaczyłeś?
- Jak Harry …. – przełknął z trudem ślinę. Czy jest sens? – Jak Harry wkładał do pralki czerwone stringi! Nie mam pojęcia czyje były ale … to było okropne! – wzdrygnął się. Hazz odetchnął z ulgą i powiedział nieme: dziękuje.
- Wiedziałem, że to się kiedyś wyda. – mruknął nie zadowolony Liam a reszta posłała mu zaskoczone spojrzenia. – No co? Każdy ma swoje tajemnice. – wyjaśnił. – Wy jedną z nich już znacie i cieszcie się. Bo reszty nie poznacie. – pokazał im język i pobiegł na górę. Pozostali nie wiedzieli co o tym myśleć? Liam nosił czerwone stringi? Lubił tak? A może od zawsze miał taki nawyk? To było dziwne ale nie chcieli się nad tym dłużej zastanawiać.
- To ja już pójdę. – postanowiła Karen.
- Tak szybko? – Louis udał załamanego. – Myślałem, ze zostaniesz jeszcze trochę. Co za szkoda. Będę ryczeć w poduszkę. – złapał się za serce. Dziewczyna wywróciła oczami.
- Co za kretyn z ciebie. – skomentowała. – Przyszłam cię przeprosić ale ty wszystko komplikujesz swoim sarkazmem.
- I myślisz, ze zwykłe przeprosiny wynagrodzą mi olewanie przez 2 tygodnie czyli 14 dni? Genialne! A nie wspomnę o tym, że mnie zostawiłaś a potem nie rozumiałaś jak mi jest ciężko. „przepraszam” nic nie da. Zrozum to. – powiedział i wbiegł schodami do swojego pokoju. Karen ciężko westchnęła. Miał rację. Zwykłe przeprosiny nic nie zmienią. Powinna to zrozumieć. Nie wiedziała czy jest dla nich jakaś szansa czy nie? Może to ostateczny koniec? Kto wie?
                                                                       KONIEC
No i jak wam się podobał odcinek z Ed'em? Chciałam aby było zabawnie mam nadzieje, że mi się udało :). 
Szczerze wam powiem, ze brakuje mi osób, które kiedyś komentowały a teraz już nie :( ja was kochani pamiętam i mam nadzieje, że kiedyś wrócicie. dziękuje osobą, które pod poprzednim odcinkiem skomentowały. mam nadzieje, że zrobię to również pod tym! 
Chcieliście więcej Haxa co mnie bardzo zaskoczyło! :O bo dotąd myślałam, ze lubi ich tylko jedna osoba ale okej. W następnym odcinku będzie ich więcej. Teraz oczywiście stawiam na Louisa i Karen bo wreszcie zaczęło się coś u nich dziać haha. Przez kilka odcinków powiewało u nich nudą, niestety. 
Nie mogę się doczekać aż będę pisać końcowe odcinki, ponieważ najwięcej będzie się działo!! Wiem, ze pewnie jesteście nie zadowoleni ale napisałam  nowe ff i wyszło mi super ale teraz mam pomysł na następne :( i nie wiem co zrobić. 
A wszystko po obejrzeniu starych odcinków "Niani" hahah. Chciałam coś w podobie napisać ale nie wiem czy by mi się udało. 
Komentujcie i zadawajcie pytania bohaterom!!   

wtorek, 6 maja 2014

One direction 5 odcinek 123

Karen zeszła na dół jak nowo narodzona. Była wczoraj na jodze i czuła się znacznie lepiej. Nie przejmowała się już Louisem i Evą (przynajmniej tak jej się wydawało). W kuchni znajdowała się Juliette, która przenocowała u swojej przyjaciółki. Piła kawę i spojrzała z lekkim zdziwieniem na Karen, która wydawała się być… szczęśliwa? Może zerwanie z Lou tak na nią podziałało? Może dusiła się w tym związku?
- Wszystko w porządku? – zapytała Jul.
- W jak najlepszym. – odpowiedziała z szerokim uśmiechem. – Jeszcze nigdy nie byłam tak spokojna. Ta joga działa cuda.
Juliette więc postanowiła to sprawdzić. Niby przypadkiem wylała kubek z kawą na podłogę.
- Ups! Przepraszam. Nie chciałam. – myślała, że Karen zacznie krzyczeć jaką to jest łamagą i, że ma to posprzątać zanim jej mama to zobaczy. Ale dziewczyna tylko machnęła nie dbale dłonią.
- Nie przejmuj się. Potem posprzątam. – powiedziała nalewając sobie również kawy z ekspresu. – Chcesz nową? Mogę ci nalać?
Juliette zamrugała oczami kompletnie zaskoczona! Ona rzeczywiście jest taka spokojna czy tylko udaje? Powoli zaczynała się o nią bać.
- Tak poproszę. – odparła cicho. – Nie wierzę, że możesz być taka spokojna. – wydusiła.
- A dlaczego nie? – zerknęła na nią uśmiechając się lekko.
- No wiesz… - wzruszyła ramionami. – Po zdjęciach całującego Louisa Eve to każda eks wychodziłaby z siebie.
- Co?! – warknęła momentalnie Karen odwracając się w jej stronę. – Jakie zdjęcia? O czym ty mówisz?
Wtedy Jul wy buchnęła śmiechem i poklepała swoją przyjaciółkę po ramieniu.
- A jednak nadal potrafisz być sobą. Czyli zazdrosną Karen.
- Wcale nie jestem zazdrosna. – powiedziała ostro. – A to! Było podłe z twojej strony. – pogroziła jej palcem. – Wiesz, ze to mój czuły punkt.
- Czuły czy nie czuły ta joga wcale nie jest taka rewelacyjna.
- Byłam tam cholerny RAZ. Nie zdziała cudów w tak krótkim czasie. – rzekła stawiając przed nią kubek kawy.
- Masz rację. – kiwnęła głową. – A nie uważasz, że Eve należą się przeprosiny? W końcu bez powodu napadłaś na nią.
- Co? – Karen parsknęła śmiechem. – Jeszcze czego? Eva to straszna suka i nie zamierzam się przed nią płaszczyć.
- Jak chcesz. – blondynka wzruszyła ramionami.
                                                                       ***
Zayn’a obudził czyiś dotyk dłoni na jego policzku. Był tak delikatny, ze prawie go nie poczuł. Dopiero gdy otworzył oczy zobaczył, że usnął na łóżku szpitalnym. Teraz zaczęły mu się przypominać zdarzenia z wczoraj. Zadzwonili do niego ze szpitala a on udał się tam najszybciej jak się da. Na miejscu dowiedział się, że Meg jest nie przytomna. Więc chłopak czuwał przy jej łóżku całą noc. Musiał najwyraźniej zasnąć… poczuł ulgę, że dziewczyna się przebudziła. Najgorsze co by mogło być to zapadnięcie w śpiączkę przez dziewczynę. Na szczęście była cała no prawie bo miała  rozciętą brew, dlatego znajdował się tam plaster i siniaka na policzku. Lekarz mówił, że ma złamane kilka żeber i zbite biodro.
- Zayn… - wykrztusiła Megan szeptem. Malik uśmiechnął się w jej stronę. Była taka piękna pomimo tych siniaków. Zresztą zawsze była piękna. Szkoda, że wcześniej tego nie zauważał. Ona była jego aniołem a on to wszystko zwalił.
- Jestem tutaj. I nie zamierzam cię już nigdy więcej zostawić. – powiedział stanowczym tonem, chodź nigdy nie zostawił. To ona zostawiła jego.
- Co ty tu robisz? – zapytała trochę głośniej.
- Lekarz do mnie zadzwonił, ze miałaś wypadek po pijaku. Powiedz mi skarbie, dlaczego? Dlaczego to zrobiłaś?
- To długa historia. – odpowiedziała odwracając wzrok w drugą stronę. – Nie mam siły ci teraz tego wyjaśniać.
- Ale Megan… ja muszę wiedzieć. A jak mi uciekniesz znowu? Nie będę wiedział dlaczego? Jaki był powód? Wiem, ze cię zraniłem i to była moja wina, że odeszłaś… ale chyba musiało się stać coś gorszego skoro prowadziłaś pod wpływem alkoholu, prawda? A może była jakaś ostra impreza? Nie wiem chciałaś coś odreagować? Meg, błagam powiedz mi. – powiedział prawie zdesperowanym tonem. Dziewczyna na moment zamilkła. Nie wiedziała jak zacząć? Ale wiedziała, że Zayn musiał poznać prawdę. Nawet tę najgorszą. Nie mogła niczego już przed nim ukrywać. Kochała go, dlatego postanowiła, że musi mu zaufać. Wzięła głęboki oddech i po pięciu minutach zaczęła:
- To nie była twoja wina. Nie uciekłam od ciebie dlatego, ponieważ zdradziłeś mnie z Zoe a właściwie wydawało ci się, ze się z nią przespałeś. Powód był inny. Zacznę od tego, że… - urwała, aby znów wziąć oddech. Zayn widział, że powstrzymywała się aby się nie rozpłakać. Dotknął jej dłoni i ścisnął ją. – Że byłam zmuszona pracować u Zoe, ponieważ mam… miałam chorą matkę. Bardzo chorą. Zoe traktowała mnie jak śmiecia ale nie mogłam odejść, ponieważ dobrze płaciła. Dzień przed tym jak od ciebie odeszłam… dowiedziałam się, że z moją matką jest źle… bardzo źle. Lekarze nie dawali jej właściwie żadnych nadziei. Dlatego musiałam do niej jechać i zaopiekować się nią i zostać w ostatnich chwilach życia. Zayn… ona miała raka. Niestety byłam tak zajęta pracą, że nie miałam czasu się nią zajmować. Pracowałam na jej badania, leki … a nią nie miał się kto zaopiekować. Zawsze byłyśmy tylko we dwie. Po miesiącu ona… odeszła. – dziewczynie spłynęła łza po policzku. Przygryzła wargę aby się na dobre nie rozkleić. – Zostałam zupełnie sama. Nie miałam rodziny, przyjaciół. Nikogo z kim mogłabym porozmawiać.
- Przecież miałaś mnie. – powiedział Zayn.
- Ale ty miałeś swoje życie. Nie mogłam tak po miesiącu po prostu przyjechać i powiedzieć, że moja matka zmarła a mnie zawaliło się całe życie. To były … to są moje problemy. Nie musisz czuć się winny z tego powodu ani litować się nade mną. Nie chciałam tego. Myślałam, że sama się z tym uporam… niestety. Z każdym dniem było coraz gorzej. Chodziłam do barów i zalewałam się w trupa aby nie myśleć nad tym jak cholernie cierpię. – Megan wy buchnęła płaczem a Malik ją przytulił. Zrobiło mu się tak strasznie szkoda dziewczyny. Poczuł, ze musi się nią opiekować. Nie może jej przecież teraz zostawić, prawda? Tym bardziej, że nadal ją kochał. – Ale raz… straciłam panowanie nad sobą i … wiesz co się stało. – zakończyła pochlipując co jakiś czas.
- Megan, skarbie, słyszysz mnie? Nie zostawię cię. – powiedział chłopak tuląc ją do siebie. – Nie tym razem. Już mi nie uciekniesz.  –zapewnił ją. Ale Megan wiedziała, że to się nie może udać. Ona wiedziała swoje.
                                                                                  ***
Do Louisa zadzwoniła jego matka mówiąc, że kompletnie nic nie jest jeszcze gotowe do ślubu, który ma się odbyć za 3 miesiące! Louis i Karen muszą się natychmiast tym zająć w końcu są jej drużbą i to na nich spoczywa odpowiedzialność. Chłopak więc zapewnił swoją mamę, że wszystkim się zajmie i żeby się nie martwiła. Potem odłożył telefon i ciężko westchnął. Chcąc nie chcąc będzie zmuszony zadzwonić do swojej byłej dziewczyny i powiedzieć, że muszą zająć się kilkoma sprawami. Usiadł na kanapie i długo myślał jak zacząć? Po prostu zadzwonić i powiedzieć „Hej wiem, że ze mną zerwałaś kompletnie łamiąc mi serce ale matka do mnie dzwoniła i musimy zająć się jej ślubem”. Nie! Kompletnie bez sensu.
Wtedy z góry nadszedł Liam, który widząc załamanego przyjaciela już przeczuwał, że zdarzyło się coś co ma związek z Karen.
- Co tam? – zapytał siadając obok niego.
- Wyobraź sobie, że muszę zadzwonić do Karen. – odparł ciężko wzdychając. – Musimy zająć się ślubem mojej matki.
- To wspaniała wiadomość! – wykrzyknął Payne. – Dzięki temu będziecie mieli okazję się zbliżyć do siebie z Karen!
- Ale nadal pozostaje problem dziecka. – powiedział spuszczając głowę. – Póki ten problem nie zniknie nie mam co liczyć na powrót do Karen.
- Zdecydowanie masz rację. – przyznał Liam a zaraz potem zmarszczył brwi. – A właściwie gdzie Zayn?
- Nie wiem. – Lou wzruszył ramionami. – Wczoraj dostał telefon i wyszedł. Od tego momentu go nie widziałem.
- Może zamówił sobie dziwkę i po niego zadzwoniła? – próbował zgadywać Li. Louis popukał go w czoło.
- Jesteś idiotą. – stwierdził w końcu. – Nie mam pojęcia o co chodziło ale na pewno nie o to. A teraz pozwól, że zadzwonię do Karen. – wstał z kanapy i wyjął z kieszeni telefon. Miał nadzieje, ze dziewczyna nie będzie robić problemów. To była ostatnia rzecz, której chciał. Po trzecim sygnale odebrała.
- Halo?
- Cześć Karen. To ja twój były chłopak, pamiętasz mnie jeszcze? – próbował żartować ale jakoś nie udolnie mu to wychodziło.
- Stefan czy Austin? Przepraszam miałam tyle kochanków, że nie pamiętam kim jesteś.
- To nie było zabawne. – stwierdził chłopak z urazą. – A teraz poważnie: moja matka dzwoniła i powiedziała, że musimy zająć się jej ślubem. Więc jeśli byłabyś łaskawa do mnie wpaść byłoby bosko.
- Dobrze będę za godzinę. – rzekła i rozłączyła się. Lou nieco się zdziwił, że tak szybko poszło ale cieszył się, że nie musiał się z nią kłócić.
                                                                       ***
Megan potrzebowała nieco odpoczynku więc Zayn musiał opuścić szpital. Dużo rozmawiali. Przede wszystkim zapewnił ją, że załatwi dobrego prawnika aby nie musiała ponosić odpowiedzialności za wypadek. Dziewczyna starała się go przekonać, że weźmie na siebie winę ale chłopak był nie ugięty. Uważał, że ostatnio dużo przeszła a on musi coś zrobić aby zrekompensować jej te kłamstwa, których się dopuścił zanim wyjechała. Ostatecznie Megan się zgodziła. Idąc do domu Malik dużo myślał czy jest sens wiązać się z 24 – latką? Ale w końcu on skończył już 18 lat i mogą być razem, prawda? 6 lat to wcale nie tak duża różnica wieku. Zdarzają się większe i pary żyją z tym i jest w porządku.
Gdy Zayn wszedł do domu od razu obskoczył go Niall i Liam pytając gdzie był, ponieważ cholernie się o niego martwili.
- Długa historia. – powiedział tylko mulat opadając zmęczony na kanapę. W ogóle się nie wyspał.
- Jesteś zmęczony? – Li posłał mu spojrzenie typu „wiedziałem”. – A mówiłem! Ta dziwka go tak wykończyła.
- Nie było żadnej dziwki. – powiedział Louis wracając z kuchni z puszką coli. – Prawda Zayn? Nie było? – upewnił się.
- Oczywiście, że nie było! Jezu, skąd ten pomysł? – wzdrygnął się. Louis i Niall wskazali na Liama. – Mogłem się domyśleć. – przyznał z lekkim uśmiechem. – Okej, myślę, że powinniście znać prawdę. Otóż zadzwonili do mnie wczoraj ze szpitala.
- Ale chyba nie umierasz? – zapytał Payne.
- Ja nie ale Megan miała dużo szczęścia.
- Megan? – zdziwił się Louis. – Ale ona wyjechała… zostawiła cię…
- Ale wróciła. – odpowiedział. – Jechała pod wpły… miała wypadek samochodowy. – Zayn stwierdził, że nie będzie im mówić o wszystkim. Nie muszą wiedzieć, że Meg totalnie się upiła i dlatego miała wypadek. Pewne rzeczy powinny pozostać w sekrecie. – Okazało się, że ostatnio też miała ciężki czas w swoim życiu z powodu śmierci matki. Głównie dlatego mnie zostawiła, nie dlatego, że ją okłamywałem. To był bullshit.
- Och. – zdołał tylko wydukać Liam. – To okropne. I co zamierzacie teraz zrobić? Będziecie razem?
- Nie wiem. – westchnął. – Ja bym chciał ale wszystko zależy od Megan. A teraz pozwólcie, że pójdę się położyć. Spanie w pozycji siedzącej jest strasznie nie wygodne. – stwierdził i poszedł na górę. Trójka chłopaków została sama. Wtedy usłyszeli dzwonek do drzwi. To pewnie Karen. Niall poszedł otworzyć i rzeczywiście zobaczył swoją przyjaciółkę w progu. Nie wyglądała ani na szczęśliwą ani na smutną. Miała obojętny wyraz twarzy.
- Hej Niall. – powiedziała wchodząc do środka.
- Cześć. – odpowiedział. – Nie przyszłaś z Lennym? Stęskniłem się za nim.
- Przykro mi Niall. Zapomniałam. – rzekła dotykając jego ramienia. – Ale może następnym razem?
- Tylko na pewno! – powiedział stanowczym tonem a wtedy dziewczyna uśmiechnęła się. Gdy poszli do salonu zobaczyli Louisa i Liama, którzy o czymś rozmawiali. Karen westchnęła. Czy teraz Lou będzie udawał, że ona go nie obchodzi? Przecież doskonale wie, że prawda jest inna i chłopak nie musi się zgrywać. Ale taki był. Inny nie będzie. Musi to zaakceptować.
- No to jestem. – powiedziała.
- Mamy zacząć bić brawo? – rzekł Louis z ironią. – „Oto jestem? Wasza królowa przyszła łaskawie”?
- Sam po mnie dzwoniłeś. – wytknęła mu ostrym tonem. – Mogę zaraz sobie iść do domu jeśli tak bardzo mnie tu nie chcesz.
- Ewentualnie możesz zostać. – powiedział wywracając oczami. Nie lubił faktu, że Karen bawiła się jego uczuciami. Czy on był jakąś cholerną zabawką? Zdradziła go, potem błagała aby do niej wrócił a potem znów go rzucała. To nie było fair w stosunku do niego. Zachowała się podle. Powinna zrozumieć, że ma dziecko i ma swoje obowiązki. Nic więcej nie wymagał. Przecież nadal ją kochał. Dziecko Evy niczego nie zmieniało.
- Ewentualnie możesz zostać. – prychnęła pod nosem siadając na kanapie. – Okej a więc od czego zaczynamy?
- Słucham? – Louis udawał oburzonego. – Chcesz mi powiedzieć, że przychodzisz tutaj bez żadnego planu? Totalnie z niczym?
- A ty coś masz? – posłała mu wyczekujące spojrzenie.
- Przepraszam, że byłem zajęty cierpieniem. Bo wiesz, ostatnio rzuciła mnie dziewczyna no i trochę mi smutno, nie? – starał się być dzielny chodź w środku go rozrywał żal. Chciał ją teraz przytulić i zacząć krzyczeć jak bardzo go zraniła ale nadal ją kocha więc chce do niej wrócić.
- A może oddzielimy sprawy prywatne od zawodowych? To chyba potrafisz, co? Teraz musimy się zająć ślubem twojej matki. TWOJEJ. Ale mimo wszystko ci pomagam wiec ciesz się. – odburknęła zakładając ręce na klatkę piersiową.
- No jaki ja jestem szczęśliwy! Normalnie rozpiera mnie duma! Karen mi pomaga! Bo biedny Louis by sobie nie dał rady! Jest taki nieporadny w końcu, prawda? – powiedział z ironią.
- Hej! Stop! – powiedział Liam. – Nie kłócicie się bo nigdy nawet nie zaczniecie pracy. Wrzućcie na luz, co? To nie boli.
Karen i Louis musieli przyznać rację. Kłótnie nie wiele zmienią a mają do wykonania zadanie. Tommo więc westchnął i zaczął się zastanawiać od czego powinni zacząć? Ślub będzie w parku, zaproszenia wysłali… a wiec co jeszcze?
- Meni! – wykrzyknął w końcu. – Nie wiemy jakie potrawy będą podane. Ktoś musi się tym zająć.
- Ja, ja, ja, ja!! – krzyknął Horan nadbiegając z kuchni prawie w podskokach. – Ja chcę to zadanie! Niech nikt inny nie waży się go wziąć! – zagroził patrząc na pozostałych. Louis roześmiał się.
- Okej Niall. To zadanie jest twoje. – rzekł Tomlinson a Nialler uściskał go szczęśliwy.
- To ja idę po kartkę i długopis i zaraz zrobię listę. – zapewnił wbiegając po schodach na górę.
- A jak będą usadzeni goście? – zapytała nagle Karen. – Nawet nie mamy zarysu jak to ma wyglądać?
Wtedy Louis wziął z komody leżący tam notatnik i długopis i otworzył go.
- Dobra. A więc kto siedzi koło kogo?
- Ja chcę obok Juliette. – powiedziała Karen. – Nialla też tam wpisz. Jul będzie siedziała po środku.
- Dobra… a więc kto będzie siedział obok Nialla?
- Zayn. Ostatnio to super kumple.
- A kto obok Zayn’a? Może Megan? Ale nie wiem czy przyjdzie na ślub wiec na razie to jedyna wielka nie wiadoma. – wpisał tam znak zapytania.
- Megan? Ale ona wyjechała…
- Wyjechała ale wróciła. Długa historia. – powiedział Lou. Nie chciało mu się opowiadać wszystkiego. Jeśli Karen była tak bardzo ciekawa to mogła brać udział w jego życiu ale ona wolała go rzucić.  Po prostu stchórzyła. Jej nigdy nie chciało się o niego walczyć. – Zajmijmy się mną. Obok kogo siedzę… hm… to chyba oczywiste. Wpisujemy Harry’ego.
- A obok Harry’ego Max. – rzekła. Louis zmarszczył brwi.
- To on w ogóle jest zaproszony? – zdziwił się.
- Nie pamiętasz jak wysyłałeś mu zaproszenie?
- Kobieto! Przyjaźnię się z nim od 2 lat a nie mam pojęcia jak ma na nazwisko. – przyznał a Karen wywróciła oczami. – A po mojej drugiej stronie zasiądzie Liam.
- A nie Eva? W końcu teraz taka szczęśliwa rodzinka z was. – powiedziała siląc się na słodki ton.
- Daj spokój. – westchnął mając dosyć jej zachowania. Nie mogła po prostu odpuścić? Tylko cały czas dawała jakieś przytyki. – Rzuciłaś mnie, ponieważ chciałaś mieć spokój i ze mną i z Evą. Więc po co do tego wracasz?
- Nie wiem! Ty mi powiedz. W końcu teraz skoro nie jesteśmy razem masz szansę stworzyć z nią prawdziwą rodzinę. – powiedziała wysokim tonem.
- Sama mnie rzuciłaś. – przypomniał jej.
- Bo masz z nią dziecko! – krzyknęła. – No dalej! Przyznaj się! Na jakiej imprezie jej zrobiłeś bachora? Bo musiałeś być bardzo zalany.
- Jezu nie wiem. – powiedział z ciężkim westchnieniem. – Eva mówiła, że to było na imprezie u nas w domu. A ostatnio mieliśmy tylko jedną imprezę 2 miesiące temu.
- 2 miesiące temu? U nas w domu? – odezwał się nagle Liam, który dotąd siedział cicho. Louis kiwnął głową.
- Tak. Tak przynajmniej twierdziła.
- Pamiętam tą imprezę. I wiem co tam się dokładnie wydarzyło. – rzekł ze śmiechem. Louis i Karen spojrzeli na niego jak na ósmy cud świata! Liam wiedział co tam się wydarzyło? Nie doczekanie! Pierwszy raz nie był tak kompletnie zalany, że może powiedzieć w końcu jak było na imprezie. Święto w Ameryce! A raczej w Anglii. Um, nie ważne.
- Wiesz?! Jakim cudem? – spytał Louis.
- Normalnie. – wzruszył ramionami. – W ogóle to była jakaś dziwna impreza no i nie mogłem się upić, ponieważ Niall kupił za mało alkoholu a ty wypiłeś cały. Dlatego prawie każdy na imprezie był trzeźwy.
- Ty serio? – Lou o mało się nie popluł. – Opowiedz wszystko ze szczegółami! Chce znać noc w którą zapłodniłem Eve.
Liam i Karen spojrzeli na niego jak na idiotę a on musiał stwierdzić, że nie najlepiej to zabrzmiało. Odchrząknął więc i kazał opowiedzieć wszystko Liamowi ze szczegółami. Chłopak więc wziął głęboki oddech i zaczął:

2 miesiące wcześniej, impreza

One direction dawno nie urządzali żadnej imprezy i nieco zatęsknili za tym. Fajnie było rozmawiać ze starymi znajomymi ze szkoły, śmiać się, pić alkohol i tańczyć. Oczywiście alkohol to za dużo powiedziane, chyba, że liczyć te 3 butelki wódki, które kupił Niall. Liam nazwał go idiotą i stwierdził, że to będzie najgorsza impreza w dziejach ale wtedy zobaczył 3 śliczne dziewczyny, które pojawiły się na imprezie i zmienił zdanie. Szczególnie upodobał sobie taką jedyną rudą. Mówią, że rude jest brzydkie ale ona sprawiała, ze to stwierdzenie stawało się wyjątkiem. Dziewczyna wprawdzie miała piegi ale tylko dodawały jej uroku. Li spędził prawie pół godziny po prostu stojąc i obserwując ją mimo że w pokoju znajdowało się 30 innych osób. Louis nadal rozpaczał nad faktem, że on i Karen nigdy nie będą razem i chodził z butelką wódki po całej Sali popijając ją i nucąc coś w stylu „Nie chcesz mnie ty dziwko a ja tak się staram”. Twierdził, że to tekst jakieś piosenki, które tytułu nie może sobie przypomnieć.
- Zostaw coś dla mnie, stary. – powiedział Liam błagalnym tonem. Lou jednak potrzasnął głową.
- Nie ma opcji. Ja cierpię. Moja eks spotyka się z jakimś Jimem a ja nic nie mogę na to poradzić. To mnie wykańcza. – powiedział dokańczając pić wódkę. W ręce jednak miał następną. Pełną butelkę. Zaczął ją otwierać kiedy zobaczył Eve. Cholera! Tak dawno się z nią nie widział. Tylko raz widzieli się odkąd Harry zatrudnił ją znowu. Uśmiechnął się w jej stronę i podszedł do niej. Liam przyglądał im się wywracając oczami. Wiedział, że ta noc zakończy się seksem. Zawsze tak było w ich przypadku. Coś ich do siebie ciągnęło i nic nie mogli na to poradzić. To było silniejsze od nich. On tymczasem obczajał tą rudą dziewczynę. Przyłapał się nawet na tym, że ślinił się na jej widok! To było chore. Musiał coś z tym zrobić. Chciał do niej podejść gdy ktoś mu przeszkodził.
- Możemy porozmawiać? – to był Max. Chłopak zmarszczył brwi.
- Nie teraz. Nie możemy jutro?
- Teraz naszły mnie takie dziwne myśli. Nie wiem co się ze mną dzieje.
- Myśli samobójcze? – spytał drżącym głosem.
- Nie. Nic z tych rzeczy.
- A więc porozmawiamy jutro. – powiedział stanowczym tonem i odszedł od chłopaka. Jego zachowanie było dziwne ale nie zamierzał się nad tym dłużej zastanawiać. Teraz liczyła się tylko ta dziewczyna. Przystanął obok niej i uśmiechnął się czarująco.
- Witaj piękna.
- Nie. Jestem. Zaineresowana. – powiedziała i chciała od niego odejść ale złapał ją za rękę.
- A kto powiedział, że ja jestem?
- Śliniłeś się na mój widok. – odparła wywracając oczami.
- Nie na twój widok. – machnął ręką. – Tylko na widok… salami. – dodał patrząc na Nialla, który robił za kelnera i chodził z tacą rozdając gościom salami.
- Och. A więc to zmienia postać rzeczy. – powiedziała chodź nadal nie bardzo mu wierzyła. – O co chodzi?
Payne zaczął się zastanawiać. Po co mógł podejść to zupełnie obcej dziewczyny? Nic nie przychodziło mu do głowy.
- Po prostu… ja… um, jestem nieśmiały. – powiedział przygryzając wargę. – I chciałbym ci zagrać na gitarze abyś oceniła czy umiem grać i śpiewać. – dodał nie pewny czy dziewczyna mu uwierzy. – Tylko nie tutaj, ponieważ jest za duży hałas. Więc może na górze? – wskazał ruchem głowy na schody. Dziewczyna kiwnęła głową.
- Skoro tak to może być. – uśmiechnęła się lekko a Li odetchnął z ulgą. – W ogóle mam na imię Tania. – przedstawiła się. Payne nie zrobił tego samego i w ogóle jej nie słuchał. Miał gdzieś jak ta dziewczyna ma na imię. Przecież nie chciał się z nią umawiać, prawda? Był tylko zdziwiony, że tak szybko dała się nabrać.
Gdy znaleźli się na górze poszli do pokoju Liama. Tania zaczęła się uważnie po nim rozglądać zapewne w poszukiwaniu gitary. Chłopak jednak jak gdyby zapomniał, ze po to tu przyszli. Zbliżył się do dziewczyny i chciał ją pocałować jednak ona widząc co zamierza zrobić gwałtownie od niego odskoczyła. Li zmarszczył brwi.
- O co chodzi?
- Miałeś mi zagrać na gitarze i zaśpiewać.
Payne o mało nie wybuchnął śmiechem.
- I naprawdę mi uwierzyłaś, że tylko po to tu przyszliśmy?
Gdy Tania kiwnęła głową i wydawało się, że mówi poważnie chłopak przestał się śmiać i zrobił poważną minę.
- Więc zagrasz?
- Um… - udał, ze się zastanawia. – Nie wydaje mi się. – znów do niej się zbliżył i kolejny raz chciał ją pocałować.
- Co ty wyprawiasz?
- Chcę cię pocałować. Heloł!
- Spadaj zboku. Nie mam ochoty. – odpowiedział i skierowała się w stronę drzwi.
- Nie chcesz pocałować Liama Payne? Co z ciebie za laska? Musisz być chyba lesbijką! – powiedział chodź wcale tak nie uważał. Chciał sobie jakoś wytłumaczyć fakt dlaczego dziewczyna go nie chce.
- Brawo. – Tania klasnęła w dłonie. – Jestem lesbijką. Zadowolony? A teraz żegnam. Nie będę przebywała w domu jakiegoś zboczeńca. – zamknęła za sobą drzwi z trzaskiem. Liam jeszcze przez moment stał w swoim pokoju zdruzgotany porażką. Taka świetna dziewczyna musi lubić dziewczyny? Och, serio?
Ciężko westchnął i także wyszedł z pokoju mając nadzieje, że uda mu się wyrwać inną laskę. Może nie wszystko stracone i ten wieczór jeszcze jakoś da się uratować? Kiedy znalazł się na korytarzu zobaczył Eve wychodzącą z pokoju Louisa. Zmarszczył brwi. Co ona tam mogła robić?
- Wszystko w porządku? – zapytał a dziewczyna kiwnęła głową.
- Jasne tylko… Louis trochę się zalał i musiałam go odstawić do pokoju. Ale po za tym wszystko okej. – odparła ciężko wzdychając najwyraźniej czymś rozczarowana.
- Na pewno?
- Jasne. – uśmiechnęła się w jego stronę i zeszła schodami na dół. Payne postanowił wejść do jego pokoju. Gdy uchylił lekko drzwi zobaczył śpiącego Louisa pod kołdrą. Uspokojony, ze nic złego nie miało miejsca także zszedł na dół mając nadzieje na podryw roku.

Teraźniejszość

- Czyli przespał się z nią po pijaku. Tak, to już ustaliliśmy. – powiedziała Karen gdy Liam zakończył swoją opowieść. Chłopak jednak potrzasnął głową.
- Nie rozumiesz. – odparł ciężko wzdychając. – Eva wyszła z pokoju po może 3 minutach. Dłużej nie mogła tam być.
- Czyli był szybki seks. Ok. To kolejna rzecz, którą ustaliliśmy. – powiedziała dziewczyna jednak Payne tylko wywrócił oczami.
- Nadal nie rozumiesz. – wziął głęboki oddech. – Nie było żadnego seksu. Przynajmniej nie na tej imprezie. Louis był a) zalany b) ubrany. A chyba seks uprawia się nago, prawda? Plus Eva po seksie nie byłaby taka smutna. Najwyraźniej jej nie chciał.
Na moment nastała cisza. Louis nie wiedział już co o tym myśleć. Czyli Eva nie była w ciąży? Ale widział USG… Ale znów może Liamowi coś się pomieszało i Eva była u niego w pokoju dłużej… nikt nie powiedział, że także nie był zalany. To przecież Liam Payne. Karen tymczasem była wściekła. Wiedziała, że Eva kłamała! Na pewno wcale nie była w ciąży.
- Musimy do niej iść. – powiedziała wstając z kanapy. – I wyjaśnić to wszystko. Ta suka musi powiedzieć prawdę. Chociaż raz w życiu.
- Ale ona jest w ciąży… - mruknął Lou siedząc jak posąg na kanapie.
- Dupa a nie jest w ciąży. Nie słyszałeś co mówił Liam? – założyła ręce na klatkę piersiową.
- Słyszałem ale Liam nie jest tak blisko z Evą jak ja… - w tym momencie ugryzł się w język. Nie powinien tego mówić. To nie było dobre zagranie. – Po prostu uważam, że w sprawie dziecka nie kłamała.
- Chodźmy z nią porozmawiać i dowiemy się prawdy. – Karen skierowała się w stronę drzwi i czekała cierpliwie na Louisa, który po kilku minutach wstał z kanapy i poszedł za nią.
                                                                       ***
Oboje stali zestresowani przed domem Evy i czekając aż im otworzy. Karen miała nadzieje, że dziewczyna naprawdę kłamała a Louis nie wiedział czego tak naprawdę chciał. Karen go rzuciła więc tylko dziecko mu zostało…ale w sumie gdyby nie dziecko Evy to Karen by go nie rzuciła. Och to było takie skomplikowane. Po prostu przyzwyczaił się do myśli, ze będzie ojcem i nawet mu się to podobało. Nie chciał kolejnych zmian. Chciał w końcu czegoś stałego.
- Louis? Karen? – spytała wyraźnie zaskoczona Eva. – Co znowu zrobiłam?
- Raczej czego nie zrobiłaś. – odpowiedziała ostro Karen wchodząc do środka. Lou zrobił to samo. – Nie spałaś z Louisem, prawda?
To było jak porażenie piorunem. Niespodziewane. Eva stała i nic nie mówiła przez dłuższa chwilę. W końcu przełknęła ślinę i wzięła głęboki oddech.
- Skąd to przypuszczenie?
- A więc to prawda? – zapytała a raczej stwierdziła Karen. – Wiedziałam! Wiedziałam od początku! Ty zawsze będziesz kłamać. Taka twoja natura. Wymyśliłaś sobie tą ciążę.
- Nie. – zaprzeczyła kręcąc głową. – Naprawdę jestem w ciąży.
- Kłamiesz. – stwierdziła dziewczyna pewnie.
- Chcesz się skontaktować z moim lekarzem aby to potwierdził? – Eva spojrzała na nią z wyższością. – Jestem w ciąży. – powiedziała prawie przez zaciśnięte zęby.
- Nie wydaje mi się. – powiedziała Karen równie pewnie. Wtedy Eva gdzieś poszła a po chwili wróciła z badaniem USG. Podała je Karen mówiąc: - Oto zdjęcie dziecka. Proszę. Zobacz.
Karen stała przez chwilę patrząc na nie i nic nie mówiąc. Nic już z tego nie rozumiała. Czyli Eva jednak była w ciąży? Liam się mylił? Ale jak?
- Czyli o co w tym chodzi?! – prawie krzyknęła rzucając zdjęcia na podłogę. Eva się po nie schyliła.
- Może usiądźmy. – zaproponowała jednak Karen nie miała takiego zamiaru. Chciała wiedzieć tu i teraz. Louis nadal stał nic nie mówiąc. Przyswajał sobie myśl, ze wcale nie zostanie ojcem. – Okej a wiec owszem jestem w ciąży ale… to nie jest dziecko Louisa.
- Ty podła małpo! Jak mogłaś tak nas okłamać?! – krzyknęła wściekła. – Zniszczyłaś nasz związek!
- To ty go zniszczyłaś. – stwierdziła Eva. – Co? Nie mogłaś sobie poradzić z myślą, że twój chłopak ma dziecko z inną? Zachowałaś się jak tchórz. Zwykły tchórz. Louis zaakceptował fakt, że był okłamywany przez swoją dziewczynę i najlepszego kumpla a tobie tak trudno było pogodzić się z tym faktem? Nie zasługujesz na niego. Nigdy nie zasługiwałaś. On jest dla ciebie za dobry. Chciałam być z nim ale on wolał zawsze ciebie. Więc powiedziałam, że to jego dziecko. Wiedziałam, ze ten fakt może być trudny do zaakceptowania dla niego ale prędzej czy później podejmie się wychowywania go bo to odpowiedzialny chłopak w gruncie rzeczy. Ja to wiedziałam od zawsze. A ty widziałaś w nim tylko rozpuszczonego dzieciaka. On powinien być mój. Dlaczego zawsze ludzie wybierają osoby z którymi będą nieszczęśliwe a osobę, która się o nich troszczy odpychają? To niesprawiedliwe. – mówiła powstrzymując się od płaczu.
- Jak mogłaś tak nim manipulować… I ty mówisz, ze ci na nim zależy. – prychnęła Karen. – Gdyby zależało to zaakceptowała byś osobę z którą jest szczęśliwy.
- Wcale nie! – wrzasnęła Eva. – Wmawia to sobie bo uroił sobie jakąś chorą miłość do ciebie! Wmówił sobie, ze ty go zmieniłaś. Gówno prawda. To przy mnie potrafił być sobą. – dziewczyna opadła na kanapę i schowała twarz w dłoniach. Było jej naprawdę przykro w tej chwili. Żałowała tego co zrobiła ale nic nie mogła poradzić, że kochała Louisa. To wszystko było dla niego a on tego nie doceniał.
- A więc co naprawdę wydarzyło się na tej imprezie? – spytała w końcu Karen. Eva nie odpowiadała przez długi czas. W końcu wzięła głęboki oddech.
- O to chodzi, że nic… - łkała. – Zaprowadziłam go zalanego do pokoju i położyłam na łóżku. Potem powiedział, że jestem piękna więc chciałam go pocałować i gdy to zrobiłam on powiedział „Jestem zmęczony. Prześpię się. Dobranoc, Karen”. – Imię dziewczyny wypowiedziała z jadem. – Karen to, Karen tamto. Mam już cię dosyć, rozumiesz? A potem… przespałam się z jakimś gościem, którego imienia nawet nie znam. I to przez ciebie, wiesz? Bo musiałaś wchodzić z butami w nasze życie! W nasze! Bo kiedy się nie pojawiłaś sypaliśmy ze sobą praktycznie każdego dnia a potem coraz rzadziej i rzadziej!  Wynocha z mojego domu! – wskazała jej ręką na drzwi.
- Z miłą chęcią. – rzekła brunetka i chciała wyjść ale zobaczyła, ze Louis nadal stoi jak  zahipnotyzowany.
- Tak, tak. – otrząsnął się z zamyślenia i posłał Evie współczujące spojrzenie po czym wyszedł. Gdy znaleźli się na dworze Karen cały czas mówiła jaką Eva jest suką a Lou tylko szedł nie odzywając się. Czuł ból w sercu bo tak jakby stracił swoje dziecko. Teraz nie jest jego ojcem więc nie musiał się nim zajmować. Ale to nie zmienia faktu, że chciał być ojcem. Przyzwyczaił się do tej myśli. Niestety. Jego życie to jedna wielka porażka. Chciał mieć w tej chwili przy sobie przyjaciela, który by go wspierał. Nie dziewczynę tylko przyjaciela. Tego potrzebował. Karen jednak była zbyt zajęta przeklinaniem na Eve. Nie zdawała sobie sprawy jak Louis okropnie się czuł. Ledwo powstrzymywał się od płaczu. Nawet u Evy nic nie powiedział. Wszystko zrobiła za niego Karen. Zresztą… i tak nie wiedziałby co miałby powiedzieć? Stało się. Prawda wyszła na jaw. Już nic z tym nie zrobi.
-…A najgorszy jest fakt, że przez nią rozstaliśmy się. Ona w ogóle nie ma uczuć. Czy ona wie jak nas zraniła? Przez ten cały czas myślałam, że…
- Przestań! – krzyknął w końcu Tommo przystając na moment. – Po prostu przestań. – dodał spokojnym tonem.
- Nie mów mi, że będziesz jeszcze jej bronił. – powiedziała ostrym tonem dziewczyna.
- To przez ciebie się rozstaliśmy, rozumiesz? Przez ciebie. To ty ze mną zerwałaś. Ja wcale nie chciałem tego cholernego rozstania. Więc przestań o wszystko obwiniać Eve bo to ty nie potrafiłaś zaakceptować faktu, że będę miał dziecko.
- Czy ty w ogóle siebie słyszysz? – spytała dziewczyna, która poczuła złość do swojego byłego chłopaka.
- Tak. Doskonale siebie słyszę. – odburknął i zaczął iść przed siebie. – Nie masz pojęcia jak się czuje.
- Powinieneś odetchnąć z ulgą. – stwierdziła.
- Odetchnąć z ulgą? Czy ty teraz siebie słyszysz? Do jasnej cholery! Miałem zostać ojcem! Miałem mieć dziecko! Małą piękną istotkę. I nie ważne kto by ją urodził, ważne, że to dziecko byłoby moje, rozumiesz? Ale ty wolisz myśleć nad faktem jak to CIEBIE  Eva zraniła. Gówno prawda. Bo to ja najbardziej ucierpiałem. To ja miałem jakieś chore nadzieje. To ja przystawałem nad wystawami ubrań dla niemowlaków i zastanawiałem się czy kupić coś mojemu przyszłemu dziecku. To ja jeździłem z Evą na badania i widziałem zdjęcia jak mi się wydawało mojego dziecka. To ja w gruncie rzeczy byłem szczęśliwy i zastanawiałem się czy za parę lat mój syn lub córka pójdzie w moje ślady. I to ja chciałem napisać na nasz nowy album piosenkę o tym jak to wspaniałe uczucie być ojcem. Ale masz rację. Ty na tym najbardziej ucierpiałaś bo spieprzyłaś ode mnie przy najbliższej okazji. Nawet nie minął miesiąc a ty już miałaś dosyć. I ty mówisz, że mnie kochasz? Bzdura. Nie masz pojęcia co to prawdziwa miłość. – zakończył mówić Louis i zostawił dziewczynę samą, która po prostu stała i nie potrafiła wykrztusić z siebie słowa. Karen złapała się na tym, że uroniła kilka łez więc przetarła je rękawem i poszła przed siebie starając się nie myśleć nad tym jakim okropnym jest człowiekiem. To nie Lou powinien się zmienić tylko ona. Teraz to zrozumiała. To w niej tkwił problem przez ten cały czas. Nie w nim.
                                                                       KONIEC
Przedstawiłam trochę gorszą stronę Karen tak aby potem w jakiś sposób mogła to naprawić. Chociaż nie jestem pewna czy ma to w ogóle naprawiać? Trochę w ich związku się zepsuło więc nie liczcie na sweet happy end haha. Nie zakończy się źle to opowiadanie ale właśnie tak super też nie :C. Przynajmniej teraz mam tak w planach. Nie załamujcie się. Może będę miała lepszy dzień jak będę pisać końcówkę i jakoś to ładnie zakończę.
W następnym odcinku pojawi się wasz upragniony Ed Sheeran! Jeeej! Kto się cieszy?
Mam świetny pomysł na niego i mam nadzieje, że wam się spodoba.
W 124 odcinku również jakaś osoba dowie się o związku Harry’ego i Maxa. Zgadnijcie kto? Myślę, że to nie będzie trudne jeśli dobrze pomyślicie.
No i może związek Haxa nie wygląda na taki prawdziwy ale na razie to dopiero początek. Rozwinięcia ich wątku nie planuje, ponieważ wtedy zakończy się to opowiadanie więc zobaczymy jak zakończy się ich historia. Ja nawet sama nie wiem chociaż mam taki początkowy zarys tej sceny. Zobaczymy czy mi się uda.
Co do Megan i Zayn’a to u nich wiem jak to się zakończy (i podoba mi się to co wymyśliłam) Juliette i Niall – hm … to chyba nie będzie zaskoczenie haha.
Christina i Sean raczej też nie.
Dobra! Koniec o związkach. Do zobaczenia! + komentujcie i zadawajcie pytania bohaterom i autorce.
Dlaczego tak późno?

Wina komentarzy. Nie będę dodawać mając 3 komy i to jeszcze od anonimków! Nie wiem czy to spam czy nie. Więc jakbyście z łaski swojej mogli to skomentować! napiszcie chociaż "zrobione" tylko o tyle proszę bo chcę zobaczyć ile osób to jeszcze czyta. bo jak tyle co teraz to zawieszę blooga bo nie ma sensu go prowadzić. 
50 % komentarzy to spamy także to mnie nie pociesza.