niedziela, 11 listopada 2012

One direction 3 odcinek 61


W poprzednich odcinkach:
 - Ty wiesz? – Spytał Harry.
- Co wiem? – Karen jakby w ogóle nie rozumiała.
- Kim jest dziewczyna która mi się podoba. – Odparł zbliżając się do niej. – W końcu powiedziałaś żeby dali mi spokój, więc stwierdziłem że chcesz ze mną o tym pogadać … Tak, tak wiem że ty mnie nie …
- Nie mam pojęcia. – Rzekła szybko. – Powiedziałam tak tylko dlatego ponieważ wiem jakie to wkurzające. Juliette nie chciała mi dać spokoju, kiedy jeszcze nic mnie nie łączyło z Louisem. To wszystko … Ale możesz mi zdradzić kim jest ta dziewczyna. Znam ją?
,,Aż za dobrze” – Pomyślał chłopak.
*
- Jutro o 20:00 jest kolacja u mojego ojca. Chciał żebym kogoś poznał, nie mam najmniejszego pojęcia kogo, więc nawet nie pytaj … po prostu chciałbym żebyś tam była. Bardzo zależy mi na twojej obecności. Jeśli się zdecydujesz przyjść na tę kolację to … przyjdź do mnie lub zadzwoń, cokolwiek. – Powiedział Louis. Był prawie pewien że dziewczyna się nie zgodzi, no cóż, nie mylił się.
- Nie ma mowy! Od dziś radź sobie sam. Nie będę cię wspierać, kiedy … ty nie potrafisz. –Odpowiedziała Karen  zamykając mu przed nosem drzwi.
*
- Harry co ty wyprawiasz? – Spytał zaskoczony.
- Wracam do domu. – Odpowiedział. – Przepraszam Lou, ale uważam że tak będzie lepiej. Mogę z tobą mieszkać, ale nie mogę przebywać w jednym pokoju.
*
- No witaj ojcze, co tam? – Spytał Lou przecierając oczy.
- Kolacja, jutro. – Odpowiedział stanowczym tonem. – Przyjdź, możesz z Karen. – Dodał.
- Przyjdę sam. – Stwierdził. – A na tej kolacji będzie Charli?
- Nie tylko. Zresztą sam się przekonasz. Chciałbym zresztą podobnie jak i Charli abyś kogoś poznał. Mam nadzieje że się zaprzyjaźnicie.

One direction 3
Odcinek 61
Następnego dnia rano, Zayn zszedł z góry po schodach. Jego myśli cały czas były zaprzątnięte wczorajszym zachowaniem Megan. Naprawdę miał nadzieje że ona czuje to samo co on … Jej zachowanie totalnie go zaskoczyło! Nic nie wyjaśniając po prostu hm … jak by to ująć … Ah, tak zwiała! Wolała ulewę od towarzystwa Zayna … Gdy wszedł do kuchni, ujrzał siedzącego przy stole Harre’go!
- Myślałem że jesteś w hotelu plaza z Louisem i wrócicie pojutrze. – Powiedział przecierając oczy.
- No jak widać nie. To znaczy Louis został w hotelu ale ja wróciłem do domu. – Odpowiedział popijając cole. – Pokój okazał się za mały dla nas dwóch a … w całym hotelu nie było wolnego. – Wytłumaczył, gdyż poczuł że czas na to.
- Nie ma sprawy. Nie wnikam w wasze orgie. – Rzekł z kpiną otwierając lodówkę. Styles tymczasem złapał się oburzony za serce. Jak on mógł coś takiego powiedzieć?
- Nasze orgie nawet w połowie nie dorównują twoim z Niallem. – Odparł z uśmiechem. Zayn rzucił mu groźne spojrzenie.
- Zazdrośnik.
Styles wywrócił na to oczami … W tym momencie do kuchni wszedł Niall z Liamem. Wyglądali na nieźle wkurzonych. Harry z Zaynem nawet nie podejrzewali o co może chodzić.
- Nie zapomnieliście czasem o czymś? – Spytał Liam zaplatając ręce w koszyczek i patrząc się na nich wyczekująco. Malik pokręcił przecząco głową.
- Raczej nie chociaż … hm … ah, tak zapomniałem zamówić sobie tej świetnej marynarki którą wiedziałem w reklamie. – Powiedział nagle. Payne wyglądał na jeszcze bardziej wkurzonego.
- Nie drogi Zaynie. Ta sprawa ma związek ze mną i Niallem i muszę wam powiedzieć że tak nie zachowują się prawdziwi kumple. – Odpowiedział unosząc głowę.
- Z tobą i Niallem powiadasz? – Zayn zaczął się poważnie zastanawiać o co też może chodzić. Nic sensownego mu do głowy nie przychodziło.
- O boże! Chyba już wiem! – Krzyknął przerażony Harry. – Zamierzacie się ujawnić, tak?
Wtedy Liam zrezygnowany usiadł przy stole, chowając głowę w dłoniach. Niall tymczasem wcale się tym zbytnio nie przejął.
- Ja mam dziewczynę. – Odparł spokojnie. – Ale Liam nie … od uuu  bardzo dawna. – Dodał ze znaczącym uśmieszkiem patrząc w jego stronę.
- Bo żadna nie jest mnie warta, jasne? – Syknął przez zaciśnięte zęby. – A sprawa o której zapomnieliście, geniusze, to nasze urodziny! – Wykrzyknął wskazując raz na Nialla a raz na siebie.
- Nie wiedziałem że macie je w jednym dniu. – Odpowiedział Zayn.
- Bo nie mamy! Moje urodziny były 3 miesiące temu a Nialla 2. Jak mogliście nie złożyć nam życzeń na twitterze? – Spytał oburzony Liam.
- No przepraszam, ale miałem takie głupie przekonanie że życie w realu jest ważniejsze. – Rzekł Zayn.
- W realu też nam zresztą nie złożyliście życzeń. I wiecie co? Wcale was nie potrzebujemy ani waszych głupich przeprosin których na marginesie także nie otrzymaliśmy! – Krzyknął Liam wychodząc z kuchni. – Chodź Niall idziemy!
Chłopak spojrzał na niego z zaskoczeniem, ale po chwili pobiegł za nim. Malik zaczął się śmiać, ta sytuacja wyglądała naprawdę przekomicznie.                                                            ***                                          
Niall i Liam postanowili iść się zabawić, sami. Doszli do wniosku że skoro trójka One direction zapomniała o ich urodzinach to nie są godni towarzyszyć im. Gdy chodzili po mieście zastanawiając się nad miejscem do imprezowania Horan natrafił na pewne ogłoszenie.
- Z tego wynika że dzisiaj w tym budynku odbędzie się o 20:00 jakaś wielka impreza. – Powiedział kiedy skończył czytać. – Może byśmy się na nią załapali, co?
- Świetny pomysł. Zrobimy zdjęcia i pokażemy je Harre’mu, Zaynowi i Louisowi. Będą wtedy żałować że zachowali się jak idioci którzy zapominają o urodzinach przyjaciół. – Odpowiedział z dumą.
- Już nie mogę się doczekać, pozostało 5 godzin. Mamy wiele czasu na przygotowania. Chodźmy na zakupy. – Postanowił i razem z Liamem skierowali się w stronę najbliższego centrum handlowego.
                                                                  ***
O godzinie 20:00, Niall i Liam dotarli na miejsce. Mieli nadzieje że to będzie naprawdę mega impreza! W końcu przygotowywali się do niej parę godzin.  Liam miał w pogotowiu na telefonie nastawionego twittera, tak by w razie czego jak najszybciej przesłać zdjęcie na Internet … Kiedy weszli do środka, widok jaki tam zastali zupełnie ich zaszokował!
- Ekhem, słuchaj Li chyba pomyliliśmy miejsca. Jesteś pewien że ta impreza miała się odbyć tutaj? – Spytał Niall patrząc na niego nie pewnie. Payne kiwnął na to głową.
- Oczywiście że tak. Nie rozumiem tylko … Jak to możliwe?
Otóż chłopaki patrzyli na dość duże pomieszczenie, baloniki i różne ozdoby, jedzenie, był nawet stolik do szachów, o czymś zapomniałam? Ah tak, patrzyli jeszcze na około dwudziestu 50 – latków!
- Nie tak chciałem spędzić urodziny. – Wydukał Horan przerażony. – Uciekajmy stąd.
Liam musiał przyznać że ten pomysł był idealny, jednak zanim zdążyli się ruszyć, ktoś do nich podszedł. Była to kobieta z siwymi włosami.
 – To wy jesteście tymi wolontariuszami? Ah, po co ja pytam! Oczywiście że tak! – Wykrzyknęła uradowana. – A więc zabierajcie się do pracy. Imprezę czas zacząć.
Chłopaki wybałuszyli oczy a szczeny im opadły! Oni wolontariuszami? Przecież ta dwójka nawet nie przeprowadziła staruszki przez ulicę!
- Ekhem ale my … - Zaczął Niall, jednak Liam w porę go szturchnął.
- Oczywiście że jesteśmy. – Powiedział patrząc się na przyjaciela.
- W takim razie, zaczynajcie. – Rzekła patrząc na nich wyczekująco. Dwójka One direction nie wiedziała co mają zacząć? Horan który zdał sobie sprawę że przyszła na to pora, przeprosił kobietę po czym odciągnął Payne w ciemniejszy kąt.
- Co to miało być? – Spytał ostro. – My? Wolontariuszami? Naprawdę? – Niall mówił dość piskliwym głosem.
- A co wolisz wrócić do domu? Do tych jełopów którzy zapomnieli o naszych urodzinach?
- Zawsze możemy iść do jakiegoś baru i tam się zabawić. Doszło do pomyłki, okej, ale po co kurwa ją dalej ciągnąć?
Liam podrapał się w tył głowy. Najwyraźniej nie pomyślał że istnieją też inne miejsca niż dom seniorów i ich chałupa.
- Przepraszam, nie pomyślałem. Ale teraz to wątpie żeby dało się to jakoś odkręcić. Sorka ale musimy to dalej ciągnąć. – Powiedział Liam. Niall ledwo powstrzymał się żeby nie rzucić się na niego z pięściami.
- Ty musisz to dalej ciągnąć. Ja wracam do domu! – Krzyknął wściekły i począł się oddalać. W tym właśnie momencie podszedł do niego jakiś staruszek. Wyglądał naprawdę przyjaźnie.
- Chłopcze, masz może coś do jedzenia? – Spytał.
- Tu macie pełno żarcia. – Odburknął obrażonym tonem.
- No tak ale same zdrowe rzeczy a ja wolałbym coś w stylu hot doga lub hamburgera. – Rzekł mężczyzna. – To co? Ja wyjdę szybciutko na 5 minutek a ty będziesz mnie krył, zgoda?
- Eee … - Niall przez moment się zastanawiał. Nie uśmiechało mu się kryć jakiegoś obcego faceta, ale w sumie po sobie wiedział jak ważne jest jedzenie. – Jasne. Tylko proszę się pośpieszyć. – Dodał.
- Dzięki, chłopcze.
Po tych słowach staruszek wyszedł. Horan z niezadowoloną miną podszedł do Liama.
- Ani słowa. – Rzekł, nim jego przyjaciel zdążył cokolwiek powiedzieć.
                                                                  ***
W tym samym czasie, Louis zbliżył się do domu swojego ojca. Nie chciał tam wchodzić. Wolał uciec jak najdalej stąd. To przeżycie okazało się niesamowicie dla niego trudne. Sam nie wiedział kiedy pewny siebie Lou odszedł w dal a zamiast niego pojawił się przerażony chłopak. Miał pretensje do swojego ojca, że jego prawdziwa osoba zanikła, tymczasowo, a na jej miejsce pojawił się wrażliwy chłopak. Co prawda jego osobowość nadal była taka sama, w końcu nie powiedział Karen o tych głupich zdjęciach, za które ona go nienawidzi! Postanowił w końcu dłużej nie rozmyślać, tylko nacisnąć ten cholerny dzwonek. Gdy to uczynił, odczekał parę chwil nim otworzył mu Charlie. Wyglądał na naprawdę szczęśliwego. Cóż się dziwić, je przecież kolację z jednym z najbardziej pożądanych chłopaków w Anglii.
- Witaj Lou. – Powiedział z uśmiechem.
- Dla ciebie Louis. – Zaznaczył ostro. – Tylko tata może tak do mnie mówić. – Dodał unosząc głowę. Charlie wyglądał na zdziwionego jego zachowaniem. Miał nadzieje że chłopak go w pełni zaakceptował.
- Jasne, przepraszam. Zagalopowałem się. Nie powinienem. – Zaczął się tłumaczyć, podczas gdy Tomlinson wszedł do środka.
- Daruj sobie, koleś. – Powiedział nawet na niego nie patrząc. – Gdzie ojciec?
- Tutaj. – Rzekł John podchodząc do Louisa. – Miło że wpadłeś. Zaraz powinna wpaść ta tajemnicza osoba którą chce ci przedstawić. – Dodał patrząc na zegarek.
- Taa. – Wydukał ziewając. – Jestem tak ciekaw co to za osoba że aż wcale. Macie coś do jedzenia? – Spytał rozglądając się.
- Tak, w salonie jest pełno jedzenia. – Odpowiedział zaskoczony Charlie.
- Nie ciebie pytałem. – Powiedział  Lou nawet na niego nie patrząc. Po tych słowach skierował się w stronę pomieszczenia.
- Podobno pokłócił się z Karen. – Rzekł John do Charliego, starając się usprawiedliwić niegrzeczne zachowanie swojego syna. Ten kiwnął smutno głową.
- Jasne. Nie ma sprawy. W końcu czego się spodziewałem?
Po krótkiej konwersacji także przenieśli się do salonu. Zastali tam Louisa który opychał się  jedzeniem jak nakręcony. Przypominał Nialla który nie jadł godzinę czasu!
- Ważysz 100 kilo, ile jeszcze potrzebujesz argumentów żeby przestać jeść? – Spytał Charlie z rozbawieniem.
- Dla twojej wiadomości nie ważę aż tyle! Dbam o linię. Chodzę trzy razy w tygodniu do siłowni, szkoda że ty nie. Przydałaby ci się. – Odpowiedział odkręcając cole. John skarcił go wzrokiem a Charlie usiadł na krzesełku ze spuszczoną głową. Atmosfera wydawała się być nieco napięta. Nikt przez dłuższy czas się nie odzywał. Ojciec Lou cały czas bacznie go obserwował, był na niego wściekły jednak nie chciał rozpoczynać kłótni.
W tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi.  Charlie pędem poszedł otworzyć. Najwyraźniej tylko czekał na taką okazję by móc się wyrwać z tego przeklętego miejsca.
- No witaj synu! – Usłyszeli głos Charliego.
- Synu? – Spytał Louis, spoglądając na swojego ojca. Ten przestał się na niego patrzeć, obiektem jego wzroku stała się ściana. Najwyraźniej zamyślił się. Po niecałych dwóch minutach chłopak zobaczył kto jest ich gościem … Zamurowało go. Totalnie.
                                                                  ***
Karen zrozumiała że to pierwsza kolacja jej chłopaka u swojego ojca z jego kochankiem i w tym wypadku nie może go zostawić, choćby nie wiem jak była na niego wkurzona. To był Louis, głupi cymbał który wszystko niszczy, ale niestety tym razem przypadkowo. Przecież nie chciał tego specjalnie, a ona nie można się wkurzać do końca życia. Z ciężkim sercem poszła do domu One direction gdzie zapukała trzy razy nim jej ktoś otworzył. Tą osobą był Harry!
- Hej piękna. – Przywitał ją po czym wpuścił do środka.
- Hej. Zakładam że Louis siedzi w swoim pokoju w kącie mówiąc ,,Nie idę na tą kolację”. – Powiedziała dziewczyna.
- Właściwie to … On na jakiś czas przeprowadził się do hotelu plaza, ogółem razem się tam przeprowadziliśmy ale ja wróciłem wcześniej. – Wyjaśnił chłopak.
- Oh … rozumiem. No cóż, jak widać musi sobie poradzić na tej kolacji beze mnie. Hm, to pierwszy krok do samodzielności tego chłopaka. Jestem z niego dumna. – Rzekła Karen a po chwili się roześmiała. – Tia, może to nie czas na żarty. Na pewno przygryza paznokcie, a serce wali mu niemiłosiernie.
- To nie w stylu Louisa. – Zauważył Harry.
- Masz rację. Pewnie jak zwykle jest pewny siebie i traktuje Charliego z góry.
- To już prędzej. – Przyznał Styles z uśmiechem. – Akurat tak się złożyło że jestem sam w domu … Louis na kolacji, Liam z Niallem na urodzinach nie pytaj, a Zayn … hm wyszedł gdzieś bez słowa.
- Aha i boisz się sam zostać w domu? Oh, biedny Harry! Muszę się tobą zaopiekować! – Powiedziała Karen z lekką kpiną.
- Zaopiekuj się mną na tej kanapie. – Odpowiedział chłopak wskazując ją ruchem głowy.
- Ty i te twoje zboczeństwa. – Rzekła wywracając oczami.
- No co? – Spytał oburzony. – Chodziło mi że jeśli będziemy razem na tej kanapie to ty … będziesz nade mną czuwała, oczywiście zachowując dystans.
- Okej.
                                                                  ***
Louis patrzył się w chłopaka już 5 minut bez słowa. W końcu jego ojciec szturchnął go lekko mówiąc żeby się przywitał a nie stał jak kołek.
- Cześć. – Powiedział Tomlinson podając mu rękę.
- Hej. – Odpowiedział chłopak.
- Nie mówiłeś że jesteś synem chłopaka mojego ojca! – Krzyknął Louis. Charlie i John aż drgnęli, zupełnie niespodziewani się takiej reakcji.
- A ty nie mówiłeś że jesteś synem chłopaka MOJEGO ojca! – Odkrzyknął Jim.
- No pięknie, pięknie. Nie dosz że mój ojciec jest gejem, to jeszcze jego chłopak uczy karate a małego tego! Jego syn  jest zwykłym recepcjonistą.
- W najlepszym hotelu w tym kraju. – Dokończył z uśmiechem.
- Recepcjonista to recepcjonista.
- Przynajmniej nie gram w głupim zespole. – Powiedział Jim uśmiechając się sztucznie.
- W najlepszym zespole na świecie! – Wrzasnął Louis.
- Głupi zespół to głupi zespół. Nie ma wytłumaczenia na głupotę.
Tomlinson pomyślał że zaraz go walnie.
- Ty durny synu pedała!
- I kto to mówi, hę? Chyba syn hetero. – Odparł Jim śmiejąc się szyderczo.
- Jeszcze zobaczysz że mój ojciec zejdzie się z matką a twój nadal będzie na pierwszych stronach gejowskiego playboa!
- Wypraszam sobie, nigdy nie byłem na okładce czegoś takiego. – Wtrącił urażony Charlie.
- Louis do cholery bo dostaniesz szlaban na telefon. Masz się polubić z Jimem a nie na niego naskakiwać. To nie jego wina że Charlie jest na okładkach gejowskiego playboa. – Odpowiedział John.
- Nie jestem na okładach gejowskiego playboa! – Wrzasnął Charlie, nieco zirytowany tym faktem.
- Jak zwał tak zwał. Możemy mówić gazeta dla homoseksualnych mężczyzn. – Powiedział John. – Pasuje ci teraz?
W odpowiedzi Ojciec Jima zaczął gadać ,,Dlaczego? Co ja złego zrobiłem?”
                                                                  ***
Harry co chwilę patrzył się na Karen. W ogóle nie mógł skupić się na filmie. Nie mógł uwierzyć w swoje nieszczęście! Pierwszy raz się zakochał tak na poważnie i to w kim? W dziewczynie swojego najlepszego kumpla. Żałował że takie uczucie w ogóle miało miejsce. Wolał je wymazać jak w tym filmie ,,Bez pamięci” ah … Byłoby cudownie. – Pomyślał.
- Co z tą dziewczyną? – Spytała nagle Karen.
- Z jaką dziewczyną? – Dopytał zaskoczony.
- Z tą w której się kochasz ale nie możesz z nią być ponieważ ma chłopaka. Dowiem się w końcu jak ma na imię?
,,Karen” – Pomyślał Harry i czekał na jej reakcję. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę że przecież dziewczyna nie czyta w myślach. Jednak to słowo nie przechodziło mu przez gardło.
- Anette. – Odburknął.
- Ładnie. – Powiedziała z uśmiechem.
,,Boże! Po co ja to powiedziałem! Skąd mi to imię w ogóle przyszło do głowy?” – Pomyślał chłopak.
- Nie! Nie ma na imię Anette! – Wrzasnął w końcu czym wzbudził mega zdziwienie Karen. – Ma na imię tak jak ty!
- Co? Wow, Harry gdzie ci się udało spotkać drugą Karen? – Spytała dziewczyna ze śmiechem. Styles nie wiedząc co zrobić by bardziej dać do zrozumienia dziewczynie że to do niej żywi uczucie postawił na bardzo odważny krok … Zbliżył się do niej i już miał ją pocałować w usta, jednak w ostatniej chwili spanikował i dał jej buziaka w policzek.
- Do cholery to nie tak miało być! – Krzyknął chowając twarz w dłoniach.
- A jak? – Spytała.
- Tak. – Odpowiedział i już bardziej pewny siebie, bez zbędnego zastanawiania się nad konsekwencjami zbliżył swojego usta do jej. Utkwili w paru sekundowym dość lekkim pocałunku póki Karen nie odepchnęła go od siebie.
- Harry co ty wyprawiasz? – Spytała.
- Całuje cię. – Odpowiedział bezproblemowo. – No chyba że wolisz bardziej namiętnie? … Dobra żartuje. Po prostu sama mi kazałaś!
- Ja? Kazałam ci siebie pocałować?
- Tak! Na imprezie u matki Louisa!
- Ależ Harry … Ja ci kazałam pocałować dziewczynę którą kochasz i zobaczyć jej reakcję. – Odpowiedziała Karen z rozbawieniem.
- No właśnie i jaka jest twoja reakcja? – Spytał Harry patrząc jej prosto w oczy.
- O kurwa. – Powiedziała dziewczyna.
- Może być taka. – Odparł kiwając głową. – Lepsze to od milczenia.
Karen wstała z kanapy, wyglądała na mega przerażoną.
- Powiedz że to nieprawda i nic do mnie nie czujesz?
- Ale ja nie powiedziałem że coś do ciebie czuje tylko pytałem o reakcję. – Zauważył z uśmiechem. – Ale masz rację coś do ciebie czuje a właściwie to kocham cię.
- Harry słyszysz co ty mówisz? Właśnie wyznajesz mi uczucia hello!
- Wiem że trochę późno ale … lepiej późno niż wcale nie? – Spytał z głupim uśmieszkiem. – Nie ma żadnej innej dziewczyny! Zawsze byłaś i jesteś tylko ty. Nigdy nie kochałem nikogo jak ciebie. Czuje jak moje serce płonie, kręci mi się w głowie a jak cię widzę czuje dreszcze na całym ciele to jest niesamowite uczucie. Jest tylko jeden minus ty nie czujesz tego samego i masz Louisa … Kiedyś powiedziałaś że jeśli wyznam uczucia dziewczynie którą kocham ona rzuci swojego chłopaka aby być ze mną …
Karen stała w miejscu milcząc. Zupełnie ją zatkało.
- Nigdy nie rzucisz Louisa, prawda? – Spytał Harry który doskonale znał odpowiedź.
- Muszę już lecieć, cześć. – Powiedziała dziewczyna zbliżając się do drzwi. W ostatniej chwili jednak zmieniła zdanie i spojrzała na Stylesa który walił głową o poduszkę powtarzając : Skończony idiota!
- Przepraszam. Nie powinienem się zakochiwać w tobie.
- Nigdy nie przepraszaj za uczucia. – Rzekła dziewczyna siadając obok niego. – Ale dlaczego akurat ja? Co ja w sobie takiego mam? Nie mów mi że jestem najbardziej wyjątkową dziewczyną jaką znałeś bo to nie prawda.
- Masz rację. Nie jesteś wyjątkowa nie jesteś piękna, nie jesteś inteligentna nie jesteś niesamowita … Mogę tak kłamać w nieskończoność ale prawda zawsze będzie inna …
Karen nie namyślając się długo zamknęła mu usta bardziej namiętnym pocałunkiem niż poprzedni. Harry nie wierzył w swoje szczęście! Całuje go dziewczyna jego marzeń z własnej nieprzymuszonej woli … Ich pocałunek z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej porywczy, namiętny … Karen zaczęła odpinać guziki jego koszuli, kiedy była przy ostatnim usiadła na kolanach chłopaka okrakiem. Harry zaczął bawić się jej włosami, a jednocześnie składał miliony pocałunków na jej szyi. Karen chodź bardzo tego chciała, nie mogła, nie potrafiła przerwać. To było jak tajemnicza siła która kazała jej w to brnąć … Oprzytomniała w chwili gdy chłopak był przy ostatnim guziku jej bluzki.
- Harry nie. – Powiedziała dotykając jego dłoni.
- Ale dlaczego? Przecież chcesz tego?
- Ty tego chcesz. – Podkreśliła.
- Chcesz mi powiedzieć że teraz o mało TEGO nie zrobiliśmy a ty nic do mnie nie czujesz? – Zapytał z niedowierzaniem w głosie. Był pewien że Karen może nie kocha go tak jak Louisa, ale na pewno nie jest jej obojętny.
- Tak. To właśnie chce powiedzieć. – Odpowiedziała drżącym głosem po czym z niego zeszła i zaczęła zapinać guziki.
- Kocham cię. – Wydukał Harry gdy dziewczyna była już przy drzwiach.
- Nie mów tego więcej, proszę. – Odpowiedziała po czym wyszła…
KONIEC
Proszę macie nareszcie pocałunek Harre’go i Karen! Część z was będzie zawiedzona postawą dziewczyny, a część uradowana że wreszcie do tego doszło. Jedno jest pewne Kochany Styles tak tego nie zostawi i będzie się uparcie starał o względy dziewczyny. ;-)
W odpowiedzi na anonimowy komentarz, który rzeczywiście był zbyt ostry. Nie rozczulam się nad długością. Inni piszą o wiele krótsze odcinki i jest w porządku, gdybym pisała dłuższe nikt by tego nie czytał, albo połowę i dawał sobie spokój.
To tyle i wcale nie jestem głupia bez przesady, niech ta anonimowa osoba się opanuje ;-) Paa.









środa, 7 listopada 2012

One direction 3 odcinek 60


W poprzednich odcinkach:
Jestem Jim, recepcjonista. Podobno ma pani przejąć ten hotel. Także jest pani moją nową szefową. – Odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Cześć. Możemy sobie mówić po imieniu? – Zapytała patrząc mu prosto w oczy. Ten kiwnął głową.
- Ależ oczywiście. Proszę poznać resztę personelu.
*
My tylko chcieliśmy wynająć pokój by lepiej poznać twoje nowe miejsce pracy. – Powiedział z uśmiechem Louis. – To jak obsłużysz nas?
- Od tego mam recepcjonistów. Oni was obsłużą. Ja mam inne sprawy na głowie.  – Odpowiedziała Skyller.
- Tak wiemy, czary wudu. – Rzekł Harry z kpiną
*
Cześć Megan. Dlaczego cie nie ma?
- Słuchaj Zayn przepraszam że tyle musiałeś czekać ale wracaj do domu. Ja nie przyjdę, nie mogę się wyrwać. Zooey ma występ na żywo i zjadły ją nerwy więc kazała mi zostać. Spotkamy się kiedy indziej, mam nadzieje że nie jesteś zły?
- Oczywiście że nie. – Odpowiedział jakby to było oczywiste. – Nie mógłbym się na ciebie gniewać.
- Dzięki. Innym razem ci się zrewanżuje. – Zapewniła.
*
Każdy popełnia błędy, nawet Zooey Sullivan. – Rzekł z uśmiechem,Zayn – Impreza matki Louisa, pamiętasz? Pocałunek z Maxem zwykłym 16 – latkiem. Co by się stało jeśli dowiedziałby się o tym incydencie gazety? Byłabyś skończona. Skandal na pierwszą stronę.
- Nie masz dowodów.  
- Owszem mam. Louis zrobił wam zdjęcie i mi je przesłał, a mnie nic nie powstrzymuje od pokazania tego mediom. Więc daj spokój mnie i Megan a ja dam spokój tobie, jasne?
- Zgoda. Dam wam spokój.
*
- Karen no, trochę cię ochrzanił ale nie róbmy z tego takiego problemu. Pójdę do niego jutro i powiem że to ja aby już nie był na ciebie zły.  – Rzekł Louis i starał się pocałować swoją dziewczynę na zgodę, jednak ta go od siebie odepchnęła.
 - On mnie zwolnił idioto! – Wykrzyknęła Karen – Powiedział że jeśli na zwykłym stażu nie umiem zachować się odpowiedzialnie to znaczy że nie można na mnie w ogóle polegać.

One direction 3
Odcinek 60
Louis wyglądał przez okno, jednocześnie zastanawiając się nad wczorajszym dniem. Doskonale wiedział że przez niego Karen cierpi. Miała rację, zachował się jak ostatni tchórz. Nie powinien uciekać, kiedy pojawią się problemy, powinien zostać i stawić im czoła. W końcu zachować się jak na chłopaka przystało. Nie może cały czas mieć wymówki ,,Mam mózg na poziomie 10 – latka, więc wszystko powinno mi być wybaczone”. Wiedział jednak że musi to naprawić i to jak najszybciej… Nagle usłyszał ciche pukanie do drzwi. Miał nadzieje że to jego dziewczyna która przemyślała sobie to wszystko i postanowiła mu wybaczyć.
- Hej. – Powiedział Zayn wchodząc do jego pokoju. Louis spojrzał na niego z rozczarowaniem. – Nie przeszkadzam?
- Nie. Jak widzisz nie robię nic ciekawego prócz gapienia się w okno. – Odpowiedział z ciężkim westchnieniem.
- Słyszałem że Karen straciła przez ciebie staż… - Zaczął dość nie śmiało.
- Tak, wiem i naprawię to choćby nie wiem co. Zachowałem się bardzo nie odpowiedzialnie, chce jej pokazać że można na mnie polegać i umiem naprawiać swoje błędy.
- Wow, Louis nie spodziewałem się tego po 10 – latku. Umiesz brać odpowiedzialność za swoje czyny. – Rzekł ze śmiechem, na co chłopak rzucił w niego poduszką.
- A ty po co tu przyszedłeś? Bo chyba nie po to aby mnie pocieszać, co? – Spytał patrząc na niego podejrzliwie.
- Słuchaj, to pytanie was nudzi ale … czy mam zadzwonić do Megan?
Tomlinson wywrócił na to oczami i zrezygnowany usiadł na łóżku. Czy to jest jedyna rzecz o której myśli Zayn? Czy zadzwonić do Megan? Naprawdę go nie rozumiał. Na jego miejscu już dawno by to zrobił zanim w ogóle by o tym pomyślał.
- Zay błagam cię! Ja tu mam ważniejszy problem, także twój przy moim to bułka z masłem. – Odparł. Malik spojrzał na niego groźnie. Jak śmiał mówić że ma ważniejsze problemy? Każdy problem jest tak samo ważny, tylko dla jednej osoby bardziej a dla drugiej mniej. Tak przynajmniej  uważał.
- Okej w takim razie sam zdecyduje. Dzięki za pomoc. – Odburknął wychodząc z jego pokoju. Był mega obrażony. Pierwszy raz ktoś powiedział mu coś takiego … Bezczelność!
                                           ***
Louis postanowił wrócić do hotelu. Do swojego domu przyszedł tylko po parę rzeczy, w końcu miał tam zostać jeszcze przez dwa dni. Zaczął się zastanawiać czy nie przedłużyć swojego pobytu. Nie chciał się przez jakiś czas pokazywać Malikowi na oczy. Naprawdę wyglądał na wściekłego. Niby nie pokłócili się tak wprost, ale Lou nie lubił napiętych sytuacji. Kiedy więc wszedł do pokoju ujrzał Harre’go leżącego na łóżku i grającego na telefonie. Normalka. – Pomyślał.
- Styles czy to twój jedyny sposób spędzania wolnego czasu? – Spytał z irytacją w głosie po czym położył się obok niego.
- Taa. – Odpowiedział patrząc w ekran telefonu. Zupełnie nie kontaktował co się w okół niego dzieje.
- Harry! Spójrz chociaż na mnie! – Krzyknął Louis. Ten na moment przerzucił wzrok z gry na swojego kumpla.
- Już, zadowolony? – Spytał obrażonym tonem. Tomlinson wywrócił na to oczami i wyszedł z pokoju. Dogadać się z Harry’m to był nie lada wyczyn. Naprawdę zachowywał się czasem naprawdę dziwnie. Tak jakby miał focha … Ale z czego miałby mu się ten foch wziąć? Oto jest pytanie. Kiedy Louis znalazł się w holu, usiadł na wielkiej kanapie która była przeznaczona głównie dla gości którzy na kogoś czekają. Po 10 minutach ktoś do niego podszedł.
- Czy nie lepiej byłoby posiedzieć w restauracji? – Spytał Jim.
- Wole posiedzieć tutaj, chyba że masz z tym problem? – Louis spojrzał mu prosto w oczy. Ten wyglądał na nieco zaskoczonego. No cóż, nie takiej reakcji się spodziewał.
- Nie, nie mam z tym najmniejszego problemu … - Przerwał na moment  a zaraz potem powiedział: - Na kogoś czekasz?
- Nie. – Chłopak starał się być spokojny, chociaż w duchu miał ochotę przywalić temu natrętowi. – Nie czekam na nikogo.
- To może jednak pójdziesz do restauracji lub posiedzisz przy barku?
- Do jasnej choler: NIE! Zrozumiałeś? Czy mam ci to powiedzieć  w inny sposób? – Spytał ostrym tonem.
- Zrozumiałem. – Rzekł dość przerażony Jim po czym się szybko oddalił. Całej sytuacji przypatrywała się Skyller. Była dość oburzona zachowaniem Louisa, jednak postanowiła nie naskakiwać na niego tylko zachować spokój. W końcu jako właścicielka hotelu nie mogła sobie pozwolić na kłótnie.
- Wszystko w porządku? – Spytała dotykając jego ramienia.
- Tak. – Odpowiedział bez przekonania.
- Louis, widzę że coś nie gra. Powiedz o co chodzi, no chyba że ma to związek z moim zwolnieniem, wtedy lepiej przemilczeć ten fakt. -  Powiedziała siadając obok niego.
- Nie, nie chce cię zwolnić. Chodzi o to że Harry mnie znów olewa a Zayn się chyba obraził. Ponadto moja dziewczyna jest na mnie piekielnie wściekła ponieważ przeze mnie straciła pracę. Chcę to odkręcić ale nie wiem jak. Może ty wiesz jak to naprawić? – Louis spojrzał na dziewczynę z nadzieją. Ta przez moment milczała. Najwyraźniej zastanawiała się co by powiedzieć, nie chciała palnąć czegoś głupiego.
- Myślę że powinieneś porozmawiać z jej szefem. Jeżeli to twoja wina to uważam że on nie powinien obarczać tym Karen… Najważniejsze że wiesz iż źle zrobiłeś i chcesz to naprawić. Uważam że to najbardziej się liczy. – Rzekła z lekkim uśmiechem. Tomlinson także się uśmiechnął, najwyraźniej rozmowa z nią  i wyżalenie poprawiło mu humor.
- Dzięki. Pozwól że teraz pójdę naprawić to co spieprzyłem. Cześć. – Powiedział wstając z kanapy i wyszedł lekko machając dziewczynie…
                                                                                  ***
Skyller zapukała lekko do drzwi pokoju Harre’go. Chciała z nim porozmawiać o Louisie. Martwiła się o niego … Zdała sobie sprawę że pierwszy raz w życiu przejmuje się czyimś losem. W sumie było jej żal Tomlinsona. Wiedziała że jego najlepszy przyjaciel kocha się w jego dziewczyna, która próbowała go pocałować.
- Hej. – Powiedziała wchodząc do środka. – Musimy pogadać.
- Wcale nie musimy. – Odburknął chłopak, cały czas gapiąc się w swój telefon. – Ty musisz, a właściwie chcesz … Zresztą nie ważne.
- Harry martwię się o Louisa … Przez niego Karen straciła staż i teraz jest mu z tego powodu bardzo przykro. Myślę że powinieneś go pocieszyć. – Rzekła patrząc się na niego wyczekująco.
- Jego? A co z Karen i jej uczuciami? – Spytał pierwszy raz podczas tej rozmowy patrząc na Skyller. – To ona straciła pracę na której jej tak strasznie zależało.
- Ale Louis żałuje tego co zrobił i chce to naprawić. Po za tym ty jesteś jego przyjacielem a nie Karen! Harry ogarnij się i przestań zachowywać się jakbyś był jedyną osobą na ziemi. – Powiedziała dziewczyna.
- Wiem że jestem jego przyjacielem, ale … Karen także. – Odpowiedział przechodząc z pozycji leżącej do siedzącej. – Ale myślisz że fajnie jest dawać dobre rady kumplowi jak ma postąpić z dziewczyną na której mi zależy? Bez której nie wyobrażam sobie życia? Skyller ja … ja patrzę w przyszłość i widzę jak Louis pyta mnie o wybór pierścionka zaręczynowego dla dziewczyny którą kocham, jak prosi o zostanie jego świadkiem na ślubie z dziewczyną którą kocham … Nie mogę udzielać mu dobrych rad. Przykro mi jeśli tego nie rozumiesz.
Dziewczyna patrzyła się na niego przez parę minut bez słowa. Wyznanie Stylesa zaskoczyło ją a jednocześnie jakby spodziewała się że to powie.
- Nigdy nie byłam w takiej sytuacji ale wyobrażam sobie co czujesz. Pomimo wszystko uważam że powinieneś być przy Louisie. Jesteś jego najlepszym przyjacielem. – Zauważyła słusznie.
- A jednak nie rozumiesz … - Wydukał zrezygnowanym tonem. – Szkoda.
Skyller nie wiedząc co ma więcej powiedzieć pożegnała się po czym opuściła pokój …
                                                                                  ***
Louis wszedł do wielkiego studia. Był tutaj wprawdzie już dwa razy, ale tym razem przeszły mu ciarki po plecach. Bał się że zostanie wyproszony lub wyrzucony siłą a pod budynkiem będą mu robić zdjęcia dziennikarze. Takiego poniżenia by nie przeżył. Uciekłby na jakąś wyspę na której nikt go nie znajdzie, oczywiście ze swoim kochanym misiem. Przecież jak mógłby go zostawić?
- Witam, pan jest umówiony na rozmowę kwalifikacyjną? – Spytała przyjaźnie jakaś kobieta podchodząc do niego. Louisa najwyraźniej zdziwiło to pytanie. Już miał zaprzeczyć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
- Tak, oczywiście. – Odparł z głupim uśmiechem, drapiąc się po głowie. – Jestem tu w sprawie pracy, a właściwie stażu … Czy mógłbym porozmawiać z szefem?
- Proszę poczekać w kolejce, ale ostrzegam że przyszło dość sporo osób. – Powiedziała. Tomlinson poczuł że ma niebywałe szczęście! Akurat dzisiaj wypada rozmowa kwalifikacyjna … Hm, widocznie los daje mi szansę aby naprawił to co zniszczyłem. – Pomyślał.
- Poczekam w kolejce, ma się rozumieć. – Odpowiedział z kolejnym głupim uśmieszkiem, zastanawiając się jednocześnie czy kobieta czegoś nie podejrzewa.
- W takim razie proszę za mną. – Rzekła a chłopak pognał za nią. Kiedy dotarli zdał sobie sprawę że mówiła jak najbardziej serio … Osób było sporo, a nawet więcej niż sporo. Zapełniali prawie całą poczekalnie. Louis chciał wrócić do domu, jednak zdał sobie sprawę że inaczej nigdy Karen mu nie wybaczy …
                                                                                  ***
Po dwóch godzinach czekania chłopak w końcu doczekał się na swoją kolej… Był mega szczęśliwy, że jednak zaczekał a nie kolejny raz zwiał. Nie można w końcu uciekać przez całe życie! Gdy wszedł do pomieszczenia ujrzał przed sobą wysokiego mężczyznę w garniturze który właśnie się perfumował.
- Eee, dzień dobry. – Powiedział nieco zmieszany chłopak.
- Dzień dobry, yy myślałem że teraz wejdzie ta wysoka blondynka. Oczywiście nie perfumowałem się dla ciebie. Mam żonę. – Rzekł z uśmiechem.
- Ma się rozumieć, sir.
- W takim razie daj mi swoje CV i opowiedz coś o sobie.
- Nie mam CV. – Odpowiedział. – Ale jestem Louis Tomlinson i gram w zespole. – Dodał.
- Aha, zawsze to już coś. – Rzekł. Najwyraźniej chciał pozbyć się chłopaka, ale nie wiedział jak to powiedzieć.
- Ja tu nie jestem w sprawie pracy. – Przyznał niechętnie. – A chciałbym, proszę mi wierzyć, jest pan mega przystojny. Pana żona to szczęściara. Może pana całować i w ogóle.
- Zakochałeś się we mnie? – Spytał zaskoczony. Louis zrobił wielkie oczy! Z nerwów zaczął gadać jak nakręcony …
- Ja? Nie! Mam dziewczynę! – Wykrzyknął. – Jesteśmy razem szczęśliwi ale przez pana już nie!
- O nie, a więc to była twoja dziewczyna. – Stwierdził siadając zrezygnowany na krzesełku. – To był tylko jeden raz, naprawdę. Po za tym to nic nie znaczyło. Mam żonę, jak już mówiłem.
- O czym pan mówi?
- No ty jesteś tym chłopakiem od Margaret z którą spędziłem noc, tak?
- Nie moja dziewczyna to Karen. – Odparł. Mężczyzna wyglądał na zawstydzonego. Nie wiedział co ma teraz powiedzieć… - Zwolnił ją pan. – Przypomniał mu.
- Aaa Karen! Ta co była na stażu? Tak, już pamiętam… Pewnie chcesz powiedzieć że była świetna w tym co robi i błędy zdarzają się każdemu… Otóż, ta sesja była bardzo ważna. Były na niej modelki z Francji, Włoch i Hiszpanii. A ona, co? Zniszczyła wszystkie zdjęcia!
- Nie zniszczyła tylko skasowała i .. to nie ona tylko ja! To moja wina, przepraszam okej? Po prostu Karen mnie zaprosiła i … a właściwie sam chciałem tu przyjść.
- Co? Karen przyprowadziła cię do studia? – Spytał zdziwiony. – Przecież ona doskonale wie że to niedozwolone! Co innego gdybyś przyszedł na sesje … no ale nie jesteś sławny.
Louis poczuł się obrażony tym stwierdzeniem! On nie jest sławny? Zaczął się zastanawiać na jakim świecie żyje ten mężczyzna?
- Ja … ja jestem sławny.
- Widocznie nie bo pierwszy raz cię widzę na oczy. – Odpowiedział. – Co innego gdybyś grał w zespole One direction.
Tomlinson złapał się za serce! Czuł że zaraz dostanie zawału!
- Toż to bezczelność! – Krzyknął i wybiegł z pomieszczenia trzaskając drzwiami …
                                                                       ***
Zayn w końcu się odważył i zaprosił Megan do galerii  na dziś wieczór. W sumie spotkali się już tyle razy a on nadal czuł stres… Kiedy stał przed budynkiem i czekał na nią, zastanawiał się czemu właściwie wybrał to miejsce? Tak, tak żeby zaimponować starszej dziewczynie, że pomimo iż jest niepełnoletni ma oryginalne zainteresowania. Ponadto stwierdził że dawno nie był w galerii (ostatni raz gdy miał 7 lat). Tak, prawda że wtedy piekielnie się nudził, ale był jeszcze bardzo mały. Teraz kiedy jest już starszy wszystko wygląda inaczej. Miał nadzieje że w galerii nie będzie już tak nudno.
- Galeria? Nie spodziewałabym się tego po tobie. . – Powiedziała Megan podchodząc do niego bliżej.
- No jak widzisz jestem eee znaczy mam szeroko pojęte horyzonty. – Odpowiedział marszcząc brwi, jednocześnie zastanawiał się czy jego wypowiedź brzmiała rzeczywiście tak głupio w realu czy tylko w jego głowie?
- Rozumiem. Okej, a więc chodźmy. – Rzekła dziewczyna z uśmiechem. Wtedy Zayn nieco speszony pokiwał głową i pognał za dziewczyną.
                                                                                  ***
Louis tymczasem zdał sobie sprawę że z odzyskania pracy Karen, nici! Jej szef nawet nie chciał słyszeć o jej ponownym przyjęciu! Totalna klapa. Chłopak był załamany, jednak postanowił że pójdzie do swojej dziewczyny i powie jej o tym że chociaż się starał… Nie miał pewności czy my wybaczy, ale zawsze warto spróbować. Zapukał cztery razy do drzwi, nim Karen mu otworzyła.
- Co TY tu robisz? – Spytała ostro. – Nie mam ochoty na ciebie patrzeć, przynajmniej przez, a właściwie dopóki mój szef nie zadzwoni do mnie z cudowną wiadomością że znów mam pracę!
- Karen, ja starałem się żeby cię znowu przyjęli. Byłem tam i czekał aż dwie godziny! Czy to nic dla ciebie nie znaczy?
- A mój szef zgodził się?
- Nie. – Odparł niechętnie.
- W takim razie nie mamy o czym rozmawiać. – Powiedziała stanowczo i zaczęła zamykać drzwi, jednak chłopak je przytrzymał. Nie ma w końcu to jak super siła Louisa Tomlinsona!
- Próbowałem, okej? Nie moja wina że nie wyszło. Tak, tak masz rację powinienem był powiedzieć ci o tym od razu, ta praca jest dla ciebie bardzo ważna ale … ja chyba jestem ważniejszy, czy nie? – Spytał nie pewnie patrząc na nią.
- A co ty byś zrobił, gdybyś przeze mnie wyleciał z zespołu? Postaw się chociaż przez parę minut w mojej sytuacji!
Louis zamilkł. Rzeczywiście, byłby na Karen okropnie wściekły gdyby to przez nią stracił swoją pozycję w zespole. Nie wyobrażał sobie nawet, co by czuł, więc jak mógł wyobrazić sobie co ona czuje? Może tylko próbować.
- Jutro o 20:00 jest kolacja u mojego ojca. Chciał żebym kogoś poznał, nie mam najmniejszego pojęcia kogo, więc nawet nie pytaj … po prostu chciałbym żebyś tam była. Bardzo zależy mi na twojej obecności. Jeśli się zdecydujesz przyjść na tę kolację to … przyjdź do mnie lub zadzwoń, cokolwiek. – Powiedział zupełnie zmieniając temat. Był prawie pewien że dziewczyna się nie zgodzi, no cóż, nie mylił się.
- Nie ma mowy! Od dziś radź sobie sam. Nie będę cię wspierać, kiedy … ty nie potrafisz. – Powiedziała zamykając mu przed nosem drzwi.
                                                                                  ***
Zayn chodził od obrazu do obrazu totalnie znudzony. Miał wrażenie że to najnudniejsza randka jaka kiedykolwiek mu się przydarzyła! Teraz dziękowałby z całego serca Zooey, gdyby zadzwoniła do Megan z jakąś ważną sprawą … Ogółem prawdą jest, że sam zaprosił tu Meg, jednak skąd miał wiedzieć że od 7 roku życia zainteresowania w ogóle mu się nie zmieniły?
- Zayn, tu jest cudownie, prawda? – Spytała Megan która była najwyraźniej oczarowana tym miejscem.
- Tak, tutaj jest wspaniale. – Odpowiedział ciężko wzdychając. – Lepiej być nie mogło.
- A ten obraz … Leonardo Da Vinci … Ah, prawdziwy artysta. – Powiedziała Megan po czym przystanęła na dłuższą chwilę. Malik tymczasem spojrzał na zegarek, godzina 20:10! No pięknie! Są tutaj dopiero od 15 minut a on już miał dosyć!
- Ile jeszcze tych obrazów? – Jęknął z uśmiechem.
- Na szczęście dużo! Nie jesteśmy nawet w połowie oglądania! – Krzyknęła radośnie Meg.
- No co ty nie powiesz… - Odparł ze sztucznym uśmiechem, a w duchu krzyczał. Wtem ujrzał kelnera z szampanem i bez zastanowienia wziął dwa kieliszki. Megan pomyślała że jeden jest dla niej, jednak zmieniła zdanie kiedy Zayn wypił oba. – Yyy, chciało mi się pić. – Wytłumaczył, widząc spojrzenie dziewczyny.
- Rozumiem. – Rzekła idąc do następnego obrazu. Malik patrzył co dwie minuty na zegarek, zaczął sobie nawet w myślach liczyć czas … ,,Ta randka to jakieś przekleństwo” – Pomyślał zły. Żałował że zabrał tu dziewczynę …
                                                                                  ***
Kiedy Louis smutny a jednocześnie wściekły przyszedł do swojego i Harre’go pokoju w hotelu przeżył niemały szok! Otóż ujrzał spakowane walizki, Stylesa!
- Harry co ty wyprawiasz? – Spytał zaskoczony.
- Wracam do domu. – Odpowiedział biorąc je do ręki. – Przepraszam Lou, ale uważam że tak będzie lepiej. Mogę z tobą mieszkać, ale nie mogę przebywać w jednym pokoju.
- Ale czemu? Chodzi o to że w hotelu o nas plotkują? Olać ich, Harry! Pewnie nam jeszcze zazdroszczą.
- Nie, Lou nie o to chodzi. Nie mogę ci powiedzieć o co, ale … wiedz że to nie ma nic wspólnego z tobą. Byłeś i jesteś mi niczym brat, ale teraz muszę sobie to wszystko przemyśleć. A twoja obecność czy gadanie o tej osobie mi w tym nie pomaga. – Rzekł chłopak po czym wyszedł z pokoju, pozostawiając Louisa w totalnym szoku!
                                                                                  ***
Była to godzina 21:45 kiedy Zayn razem z Megan przeszli całą galerię! Chłopak nie posiadał się ze szczęścia! W końcu jego męczarnie dobiegły końca. Był nawet z siebie dumny ponieważ to by znaczyło że dla tej dziewczyny jest w stanie zrobić wiele… Żałował nawet że Meg nie miała pojęcia jaką męczarnią było dla niego to przeżycie.
- Który obraz ci się najbardziej podobał? – Spytała dziewczyna, kiedy spacerowali po parku. Zayn wyrwał się z zamyślenia. Tak naprawdę, w ogóle nie zwracał na nie uwagi, tylko gapił się na zegarek.
- Yyy no wiesz … różne. – Odpowiedział. – Nie umiem ci wskazać jednego bo wszystkie były tak samo niesamowite. – Dodał z nadzieją że ta odpowiedź jej wystarczy.
- Zayn, jeśli galeria tak cię nudzi to po co mnie do niej zabierałeś?
- Ależ ona mnie wcale nie nudzi! – Zaprotestował szybko. – Skąd ten pomysł?
- Zayn, proszę cię co dwie minuty spoglądałeś na zegarek. Nawet głupi by to zauważył. – Wyjaśniła ze śmiechem.
- No wiesz … chciałem ci zaimponować … W końcu masz te noo … ileś tam lat i … pomyślałem że zwykły wypad na lody będzie dla ciebie dziecinny. – Wyjaśnił ze wstydem.
- Nie prawda. Stwierdziłabym że wypad na lody jest słodki. – Odparła. – Zayn, w ogóle mnie nie znasz, nie masz pojęcia co ja lubię a co nie. Dlatego mam dla ciebie taką propozycję, nie zgaduj! Po prostu mnie o to zapytaj.
Chłopak uśmiechnął się na te słowa. Już miał coś odpowiedzieć ale zaczął kropić deszcz! W dosłownie 20 sekund rozpętała się prawdziwa ulewa! Malik złapał Meg za dłoń po czym zaprowadził do najbliższego schronienia czyli do hotelu plaza.
- Ale leje. – Powiedział kiedy znaleźli się już w środku. – Obawiam się że dzisiaj już się nie wypogodzi. Chyba będziemy zmuszeni wynająć pokój.
- Chyba raczej tak. – Odpowiedziała dziewczyna. Wtedy Zayn podszedł do recepcji. Po paru minutach wrócił, oznajmująca że trafił im się pokój numer 458. Megan zdziwiła się że wynajął tylko jeden pokój, a nie dwa. Postanowiła jednak nie marudzić.
Kiedy znaleźli się już w środku pomieszczenia, cali mokrzy Zayn zaczął:
- Chyba powinniśmy zdjąć te mokre ciuchy, nie uważasz? – Spytał patrząc się na dziewczynę nie pewnie.
- Nie! – Odpowiedziała oburzona. – Nie będę się obnażać.
- Ciesz się że zamiast mnie nie stoi tutaj Harry. – Powiedział ze śmiechem. – W przeciwnym razie w 5 minut wszystkie rzeczy leżałby na podłodze.
- Harry? Ten nieśmiały chłopak?
- Nieśmiały? Harry? To najbardziej śmiały chłopak jakiego znam. Z dziewczynami nie ma najmniejszych problemów. Gdyby w jakieś się zakochał już by jej to powiedział, no chyba że … zakochałby się tak naprawdę … wiesz miłość trochę zmienia człowieka. – Rzekł siadając obok niej. Megan zaczęła się odsuwać, a Malik do niej przysuwać. – Prawda że miłość jest niesamowita? – Zapytał patrząc jej prosto w oczy. Dziewczyna nieco przerażona kiwnęła głową.
- Taa, rzeczywiście.
- Jeśli mam być szczery przyznam że nigdy nie byłem zakochany. – Powiedział. – Ale teraz … - Zaczął dotykając swoimi wargami ust dziewczyny. Po paru sekundach Meg odchyliła lekko głowę i rzekła:
- Ja też i nie zamierzam. Przepraszam ale muszę iść do … eee … coś załatwić. – Wyznała po czym w pośpiechu wyszła z pokoju. Zayn tymczasem siedział na łóżku totalnie oszołomiony! On wypala jej z takim wyznaniem a tu takie coś?
- Ale pada deszcz … -  Zdołał tylko wydukać, rozczarowany.
                                                                                  KONIEC
Ten odcinek mi się nie podoba z tego względu gdyż miało w nim wydarzyć się nieco więcej. Stwierdziłam jednak że będzie za długi tak więc kolacja u ojca Louisa a także poznanie przez niego pewnej osoby odbędzie się w 61 …
Czy tylko ja mam takie wrażenie że robię z Louisa taką nijaką osobę? Co się podziało z tym zbytnio pewnym siebie chłopakiem, nieco bezczelnym i śmiałym? Zniknął! A zamiast niego pojawił się chłopak który ma wyrzuty sumienia … Boże co ja z nim robię? Postaram się to naprawić. Jeszcze wróci dawny Lou zobaczycie, oj zobaczycie …
PS. Przepraszam fanów Niallera i Liama że w tym odcinku nic o nich nie było, jednak w następnym ta dwójka wpadnie na pewien pomysł który skończy się w dość zabawny sposób.
No to do zobaczyska, kochani ;-).


niedziela, 4 listopada 2012

One direction 3 odcinek 59


W poprzednich odcinkach:
- Słuchajcie, wiecie że zbliża się Halloween, tak? A więc powinniśmy urządzić jakiś bal z tej okazji! I to wy pod moim nadzorem udekorujecie salę gimnastyczną! Tylko mnie nie zawiedźcie bo kiedy powiedziałam o tym pomyśle dyrektorowi zaczął się okropnie śmiać, mówiąc że mam niesamowite poczucie humoru. – Powiedziała pani Thompson.
*
- Tato, mów o co chodzi. – Ponagliła go zniecierpliwiona, głównie dlatego iż było zimno.
- Hotel, a właściwie twój hotel. – Powiedział z szerokim uśmiechem, ojciec dziewczyny.
- Kupiłeś mi hotel? – Spytała ostro Skyller.
*
- Słuchaj wpadłem jeszcze na genialny pomysł, otóż czy mogłabyś mnie zabrać do studia fotograficznego! Zobaczyłbym jak pracujesz, znaczy jak odbywasz staż i bardziej bym cię poznał. Uważam że to świetny pomysł, a ty? – Spytał Louis.
- Tak. To może po szkole, co? Tylko bez numerów! Jasne? – Odparła Karen.
- Jasne.
*
- Harry nie musisz się przy mnie starać. Będę cię lubiła bez względu na to czy jesteś idiotą czy nie i bez względu na to co powiesz.
 Nagle zadzwonił telefon, Karen.
- Tak? Dobrze zaraz będę. – Rzekła rozłączając się. – Przepraszam cię Harry ale dzwonił mój szef i mam natychmiast pojawić się w studiu. Cześć. – Pożegnała się i wyszła…

One direction 3
Odcinek 59
Skyller weszła do hotelu. Swojego hotelu. Nie mogła uwierzyć że ten wielki budynek jest jej, tylko jej. Ma ponad 800 pokoi, basen, saune, siłownie i restaurację. Nie czuła się dobrze pośród takich luksusów. Bała się że nie da rady i hotel przez nią zbankrutuje. Nie chciała zawieść ojca, pierwszy raz coś jej powierzył i był z niej dumny. Musiała pomimo wszystko być dzielna i dać radę.
- Pani Woodson? – Spytał nieśmiało jakiś młody chłopak na oko może 20 lat.
- Tak, a co chodzi?
- Jestem Jim, recepcjonista. Podobno ma pani przejąć ten hotel. Także jest pani moją nową szefową. – Odpowiedział z szerokim uśmiechem. Skyller poczuła się trochę nieswojo. Nie była aż tak stara aby nazywać ją ,,pani”.
- Cześć. Możemy sobie mówić po imieniu? – Zapytała patrząc mu prosto w oczy. Ten kiwnął głową.
- Ależ oczywiście. Proszę poznać resztę personelu. – Odpowiedział przyjaźnie.
- Taki mam zamiar. – Powiedziała również się uśmiechając. Wtedy ów młodzieniec odszedł od niej. Dziewczyna pomyślała że jest naprawdę miły i że może nawet uda im się zaprzyjaźnić. Ten chłopak zdecydowanie poprawił jej humor, nie czuła się już taka spięta. Zauważyła że przy recepcji stoi także jakaś blondynka z długimi włosami. Wyglądała równie przyjaźnie co i Jim. Skyller po dłuższym zastanowieniu podeszła do niej.
- Cześć. Jestem Skyller. – Przywitała się z nieco wymuszonym uśmiechem.
- Hej. – Odpowiedziała dziewczyna nawet na nią nie patrząc. Patrzyła się jak zaczarowana w ekran laptopa.
- Jestem twoją szefową. – Przypomniała jej nadal się uśmiechając.
- Super. – Odburknęła, nadal wpatrując się w laptop.
- Może jesteśmy w podobnym wieku ale chyba należy mi się trochę szacunku, nie sądzisz? – Spytała ostro.
- Tak, jasne przepraszam. – Odparła zbytnio nie przejęta faktem że zachowała się nieco nie grzecznie. – To się więcej nie powtórzy. Mam dużo pracy.
- Okej. Mogłabym znać twoje imię?
- Vera. – Odpowiedziała z dumą. – Prawda to nie jest Angielskie imię ale urodziłam się we Włoszech a w Anglii jestem od 7 lat. Dlatego zdążyłam trochę podszkolić się w tym języku. – Dodała ku zdumieniu jej szefowej.
- Cieszę się. Może kiedyś opowiesz mi co nieco o tym Włoszech. – Powiedziała tym razem ze szczerym uśmiechem. – Zawsze chciałam tam pojechać.
Dziewczyna nie odpowiedziała nic. Patrzyła się tylko na Skyller  z uśmiechem.
- To może pójdę. – Zdecydowała po czym odeszła od z niej z ulgą.
                                                                                  ***
- 31 października. – Powiedziała pani Thompson chodząc po klasie w której panowała idealna cisza. – A wiecie co to oznacza? – Spytała patrząc się na każdego po kolei swoim jakże przenikliwym wzrokiem.
- Że jutro 1 listopada? – Wtrącił nie śmiało Harry.
- A co jest 1 listopada? – Spytała nauczycielka. Do odpowiedzi wyrwał się oczywiście Max, który dawno nie zabłysnął na lekcji. Zaczęło mu tego brakować.
- Halloween. – Odpowiedział.
- Właśnie, Halloween! – Wykrzyknęła. – Jutro odbędzie się impreza którą nasza klasa, no przynajmniej większość … - Urwała patrząc na One direction. – Zorganizowała. – Dodała. – Przebierzcie się. Tylko błagam, nie banalnie typu książę i królewna.
- A można się przebrać za panią? – Zapytał Liam, na co klasa wybuchnęła śmiechem. Pani Thompson zmierzyła go groźnym spojrzeniem, na co Payne od razu poczuł dreszcze.
- Myślisz że to jest zabawne? Otóż zaskoczę cię! To nie jest zabawne, drogi Liamie.
- Ale psze pani, ja nie uważam że pani jest zabawna … znaczy eee pani jest zabawna ale nie śmieszna. O! Tak to ujmijmy. – Rzekł dumnie. Pani Thompson wywróciła na to oczami.
- Bądźcie jutro o 19:00. – Przypomniała. – I pamiętajcie … Oryginalność.
                                                                                   ***
Harry z Louisem postanowili iść do Skyller i zobaczyć jak radzi sobie w hotelu. Byli mega szczęśliwi że teraz ma dwie pracę ponieważ  miała mniej czasu na próby i chłopaki mieli więcej czasu dla siebie, ekhem przepraszam dla gier komputerowych.
Chłopaki bywali w wielu hotelach ale akurat w tym nie byli jeszcze nigdy. Chcieli zobaczyć jak to jest tu przebywać … Postanowili więc że wynajmą jeden pokój na trzy dni.
- Siema Sky. – Powiedział Louis machając do niej.
- Cześć co tu robicie? – Spytała dziewczyna z lekkim wyrzutem w głosie.
- Nie cieszysz się? – Tomlinson był zaskoczony jej zachowaniem.
- Po prostu jestem bardzo zajęta. Jeden gość sprawia jakieś problemy wiecie, coś z czarami wudu … - Wyjaśniła pośpiesznie.
- Nie ma sprawy. My tylko chcieliśmy wynająć pokój by lepiej poznać twoje nowe miejsce pracy. – Powiedział z uśmiechem Louis. – To jak obsłużysz nas?
Skyller roześmiała się szyderczo.
- Od tego mam recepcjonistów. Oni was obsłużą. Ja mam inne sprawy na głowie.
- Tak wiemy, czary wudu. – Rzekł Harry z kpiną. – To rzeczywiście poważna sprawa.
- Zamknij się, Styles. – Syknęła Skyller. - A teraz przepraszam WAS bardzo ale muszę iść. – Dodała po czym się oddaliła. Chłopaki tymczasem podeszli do recepcji. Zastali akurat młodego chłopaka może koło 20 lat nie starszy na pewno. Wyglądał na bystrego człowieka, po za tym był bardzo przystojny.
- Jol, ja jestem Lou a to jest Hazza. Chcieliśmy wynająć najlepszy pokój.
- Okeej. To może pokój 405 i 406? Podobno są najfajniejsze w całym hotelu. – Zaproponował Jim.
- Może być tylko 405. – Odparł Tomlinson. Recepcjonista spojrzał na nich dziwnie. Louis nawet nie podejrzewał co też ten chłopak sobie o nich pomyślał!
- Od kiedy jesteście razem? – Wypalił nagle ni stąd ni zowąd. – Nie żebym miał coś przeciwko. Mój ojciec też jest gejem.
- Co? – Pisnął Lou. – Masz nas za gejów? Mnie i lokersa?
- Aaa sorry ale jestem idiotą! Wy jesteście braćmi! – Krzyknął Jim pukając się w czoło. – Bardzo was przepraszam. Nie wiedziałem.
- Nie jesteśmy braćmi! – Odparł Louis. – Jesteś kumplami, tylko kumplami. – Zaznaczył.
- Aha, rozumiem. A więc proszę oto klucze do pokoju 405.  – Powiedział podając je im. Tomlinson zaczął powoli iść w stronę windy, jednak Harry wtrącił:
- Ale parę razy się całowaliśmy.
Jim rozszerzył na to szeroko oczy.
- Aha. – Wydukał.
- Może powiesz mi złotko jak masz na imię, co? – Spytał Styles patrząc się na niego z czarującym uśmiechem.
- Jim.
- Ładne masz imię, Jim.
Louis wywracając oczami pociągnął Harre’go za bluzkę.
- On się tylko tak wygłupia. Nie zwracaj na niego uwagi. – Powiedział Tomlinson do chłopaka. Kiedy byli już w windzie Styles zaczął się śmiać.
- Widziałeś jego minę?
- Oj Harry, Harry.
- Ale przyznaj byłeś zazdrosny. – Powiedział patrząc się na przyjaciela. – Dlatego mnie od niego odciągnąłeś, nie dlatego iż było ci go szkoda. – Dodał patrząc się triumfalnie na Louisa.
- Weź się goń. – Odburknął wyjmując z kieszeni telefon. – Napiszę do Niallera że zostaniemy trzy dni w hotelu. Żeby się o nas nie martwili.
- Byłeś zazdrosny, byłeś zazdrosny! – Harry zaczął tańczyć jak pojebany. – Byłeś zazdrosny …
- Goń się. – Powtórzył z naciskiem.
- Jesteś zazdrosny dlatego bo chcesz mnie tylko dla siebie, ah Lou … Wiedz że nigdy cie nie zostawię dla byle kogo.
- Dzięki, Styles ale mnie to guzik obchodzi. A tak ogólnie to GOŃ SIĘ!
Na to Harry zaczął się śmiać.
                                                                       ***
Zayn udał się do apartamentu Zooey. Musiał raz na zawsze skończyć z tymi jej telefonami do Megan w czasie ich randki. Zachowywała się jak 16 – latka a była nieco starsza. Gdy wszedł do środka udał się do recepcji.
- Witam jestem Zayn Malik i chciałbym widzieć się z Zooey Sullivan. – Powiedział.
- Przykro mi, ale panna Zooey zakazała nam pana wpuszczać. – Odpowiedziała recepcjonistka.
- Błagam, to jest bardzo ważne. Nigdy nie mam okazji z nią pogadać… Proszę mnie do niej wpuścić. – Zayn starał się na marne przekonać kobietę, która najwidoczniej wcześniej została przekupiona przez modelkę.
- Bardzo, bardzo mi przykro. – Wydukała tylko, na co Malik ciężko westchnął. Stracił totalnie nadzieje że kiedyś wszystko się ułoży. Życie wszystko komplikuje a w tym wypadku Zooey. Zrezygnowany zaczął się oddalać, kiedy zauważył jak pewna dziewczyna w ciemnych okularach kieruje się w stronę wyjścia. Rozpoznał w niej Zooey! Szczęśliwy że ją spotkał, podszedł do niej, pewny siebie.
- No kogo ja widzę! – Powiedział donośnym tonem podchodząc do dziewczyny.
- A ty tu czego, Malik? – Spytała z wyższością po czym uchyliła lekko okulary by go zobaczyć.
- Przestań to robić i tak ci się nie uda. – Rzekł ostrym tonem.
- Nie rozumiem o co ci chodzi. – Odparła udając że ziewa. – Dobra nie mam czasu, nudzisz mnie.
- Doskonale wiesz Sullivan o co mi chodzi. Nie udawaj. – Powiedział łapiąc ją za rękę, gdy ta chciała odejść.
- Puść mnie! – Krzyknęła wyswobadzając się. – Nie masz prawa tu przychodzić.
- A ty nie masz prawa zatrzymywać Megan kiedy tylko mamy randkę.
- Nie robię tego specjalnie. Co ja na to poradzę że akurat w tym czasie wypadając ważne rzeczy? – Spytała patrząc się na niego nie winnym wzrokiem.
- Jasne. – Odburknął z niedowierzaniem. – Mam uwierzyć że to czyste przypadki? Sorry, ale jakoś mi się nie chce. A ty lepiej daj spokój Megan!
- Chcesz bym ją zwolniła? Tak? O to ci chodzi? Proszę bardzo, dla mnie to nie problem, ale dla niej raczej tak. Z tego co wiem potrzebuje pieniędzy.
- Jesteś podła! – Powiedział. – Ale nie tylko ty … - Zaczął tajemniczo.
- Co masz na myśli? – Spytała widocznie zainteresowana tym faktem.
- Każdy popełnia błędy, nawet Zooey Sullivan. – Rzekł z uśmiechem. – Impreza matki Louisa, pamiętasz? Pocałunek z Maxem zwykłym 16 – latkiem. Co by się stało jeśli dowiedziałby się o tym incydencie gazety? Byłabyś skończona. Skandal na pierwszą stronę.
- Nie masz dowodów.
- Owszem mam. Louis zrobił wam zdjęcie i mi je przesłał, a mnie nic nie powstrzymuje od pokazania tego mediom. Więc daj spokój mnie i Megan a ja dam spokój tobie, jasne?
Zooey wyglądała na naprawdę wściekłą. Nie spodziewała się po Zayn’anie czegoś takiego! Zawsze myślała że to taki spokojny chłopak, który po prostu ją olewał… Hm, no cóż pomyliła się w jego sprawie. Zdecydowanie Malik umiał sobie dawać radę w życiu.
- Zgoda. Dam wam spokój. – Powiedziała z ciężkim westchnieniem po czym od niego odeszła. Zayn przez moment zaczął się zastanawiać czy dotrzyma słowa …
                                                                                  ***
1 listopada o godzinie 19:15 impreza zaczęła się na dobre. Wszyscy dotarli na miejsce przebrani. Najbardziej wyróżniała się 2 liceum która na prośbę pani Thompson postarała się ze strojami, chcieli wyglądać jak najlepiej. Trzeba przyznać że udało im się, na ich tle 1 i 3 liceum wyglądała szaro… Niall przebrał się za ducha, Harry z Juliette za wampiry, Zayn detektywa, Liam lekarza, Louis supermana, a Karen czarownice.
- O widzę że mam konkurencję. – Powiedział Harry na widok Juliette.
- Uważaj bo zwykle wampirzyce są silniejsze. – Odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
- Chciałabyś. – Rzekł uśmiechając się sztucznie. – Nigdy mi nie dorównasz. Masz za mało siły.
- Taak? A chcesz się zmierzyć? – Spytała. Styles nie zdążył odpowiedzieć bo właśnie nadszedł Niall, który był totalnie załamany.
- Kurde. – Mruknął kiedy zbliżył się do nich i o mało co nie wpadł na Juliette.
- Co się stało? – Zapytała dziewczyna.
- To się stało że nic nie widzę! Jestem duchem bez oczu! Tak się spieszyłem że zapomniałem wyciąć w tym cholernym prześcieradle dziur. – Wyjaśnił wściekły.
- Nialler założyłeś na siebie prześcieradło? Powaliło cię? Trzeba było tak jak pozostali wypożyczyć stroje w wypożyczalni. – Powiedział Harry który nie mógł powstrzymać śmiechu.
- Dzięki że teraz mi o tym mówisz. – Odburknął obrażonym tonem. – Co ja mam teraz zrobić?
- Chodź, pójdziemy do panny Thompson może ma nożyczki. – Zdecydowała Juliette i pociągnęła Horana za sobą.
Tymczasem pozostała trójka One direction rozmawiała w swoim towarzystwie. Muzyka grała a oni o dziwo nie zaprosili żadnej dziewczyny do tańca, co było nie do pomyślenia!
- Zayn przebrał się za detektywa by tropić piękne dziewczyny. – Powiedział Louis, na co Malik zaczął się śmiać.
- Nie, nie. Megan mi wystarczy, a właśnie drogi Tomlinsonie muszę ci podziękować że na imprezie zrobiłeś zdjęcie Zooey i Maxa. Ty to jednak masz łeb. – Rzekł z uśmiechem.
- Się wie. W końcu nie ma to jak geniusz w zespole, co?
- Nie ma to jak skromny geniusz w zespole. – Wtrącił z rozbawieniem Liam. – Nie wiem po co ja przebrałem się za lekarza…
- Żeby leczyć złamane serca. – Powiedział Lou.
- Eee, dobry jest. – Rzekł Payne do Malika. – Okej a co powiesz o stroju Harre’go?
- Harry poluje na seksowne wampirzyce.
- A o swoim stroju supermanie?
- Ja ratuje piękne dziewczyny. – Powiedział Tomlinson, a Liam zaczął klaskać w dłonie.
- Został tylko Nialler i jesteś mistrzem. – Rzekł Zayn, patrząc wyczekująco na przyjaciela. Wtedy Louis zaczął się gorączkowo zastanawiać. Poczuł że nie da rady i polegnie.
- Niall specjalnie nie wyciął sobie dziur w prześcieradle by wpadać na fajne laski. – Stwierdził w końcu, wtedy Zayn poklepał go po ramieniu i już miał coś powiedzieć kiedy zobaczyli jak w ich stronę idzie Max. Ku zdziwieniu chłopaków by ubrany całkiem zwyczajnie jak to on. Jeansy, sweter, okulary … Hm, nie wyróżniał się niczym specjalnym. One direction zaczęło się zastanawiać za kogo się przebrał? Za siebie?
- A ty kim jesteś? – Spytał Liam patrząc się na niego ze śmiechem.
- Nauczycielem. – Odpowiedział dumnie Max, na co chłopaki wybuchnęli niepohamowanym śmiechem.
- Najlepiej czałoby się przebrać za książkę do fizyki. – Powiedziała jakaś dziewczyna która akurat przechodziła obok nich. Max pokazał jej tylko język.
- Słuchaj drogi kujonie, naprawdę cię lubię ale to jest przesada. – Rzekł Louis. – Szczerze to jesteś pośmiewiskiem całej sali. – Dodał odchodząc od nich, gdyż nie miał ochoty na żalenie się Maxa jakim jest idiotą.
- Lou ma rację. – Przyznał Zayn i także poszedł. Liam tymczasem został ale tylko dlatego ponieważ chciał popatrzeć na mękę chłopaka, do którego właśnie dotarło jaki jego strój jest do bani.
- I co ja teraz zrobię? – Spytał zrezygnowany. – Mam iść do domu, czy co? Naprawdę nie wiem.
- Zostań. – Powiedział Liam. – Nie widzisz że poprawiasz humor tym wszystkim ludziom?
- Dzięki. – Odburknął. – Ja chyba lepiej jednak pójdę sobie. Nic tu po mnie. – Stwierdził zrezygnowanym tonem.
- Grasz na moich uczuciach wiedz o tym, ale tym razem z efektem. Chyba wiem jak ci pomóc tylko znajdź mi długopis, czarny jasne?
- Jasne, ale co ty zamierzasz zrobić?
- Zobaczysz. – Odpowiedział puszczając do niego oczko.
                                                                                              ***
Zbliżała się godzina 20:30 a Louis przez cały ten czas nie widział Karen. Bał się nawet że w ogóle nie przyszła, no ale czemu niby miała by nie przyjść? No i jeśli tak by się zdarzyło to chyba by mu powiedziała… W końcu nie miałaby powodu by tego nie robić … Chyba… Kiedy więc chłopak tak szwendał się po sali szukając ją, zauważył jak rozmawia z Harry’m! Szczęśliwy że nareszcie ją odnalazł podszedł do nich.
- No siema mój kwiatuszku. – Powiedział z uśmiechem po czym dał jej buziaka w policzek. Dziewczyna momentalnie od niego odskoczyła.
- Daruj sobie te czułości. – Rzekła ostro. – Wiem co zrobiłeś.
- Tak? – Spytał z walącym sercem. – A możesz mi przypomnieć?
Karen wywróciła na to oczami.
- Przez ciebie miałam nie zły ochrzan od szefa… Louis jak mogłeś wykasować te zdjęcia i nawet mi o tym nie powiedzieć? Może udałoby mi się coś zrobić, a teraz? Jedno z nich miało trafić na okładkę vouga a tu nici! Gazeta zerwała z nami kontrakt!
- Karen, nawet nie wiesz jak mi strasznie przykro. Nie miałem pojęcia że powiedzenie ci o tym może okazać się tak ważne. – Wydukał ze spuszczoną głową. – Przepraszam. Nie wiem co powiedzieć. Jest mi mega głupio.
- Nie wiedziałam że taki z ciebie tchórz! Uciekasz od konsekwencji. Cały Louis Tomlinson. W ogóle nie można na tobie polegać. – Powiedziała rozczarowana.
- Karen no, trochę cię ochrzanił ale nie róbmy z tego takiego problemu. Pójdę do niego jutro i powiem że to ja aby już nie był na ciebie zły.  – Rzekł chłopak i starał się pocałować swoją dziewczynę na zgodę, jednak ta go od siebie odepchnęła.
- On mnie zwolnił idioto! – Wykrzyknęła. – Powiedział że jeśli na zwykłym stażu nie umiem zachować się odpowiedzialnie to znaczy że nie można na mnie w ogóle polegać. – Dodała a jej oczy zaczęły się robić czerwone od płaczu. Louisa zupełnie zatkało, nie wiedział co ma powiedzieć. Czegoś takiego się nie spodziewał.
- Karen … - Zaczął w końcu.
- Daj mi spokój! – Krzyknęła po czym uciekła.
                                                                                  ***
Liam skończył charakteryzację Maxa który nadal nie rozumiał co ten chłopak chce zrobić. Przecież nie da się przerobić stylizacji nauczyciela na jakiś super kostium i to jeszcze za pomocą długopisu! Payne ma czasem naprawdę zwariowane pomysły.
- Gotowe. – Powiedział Liam oceniając efekt. Max tymczasem przejrzał się w lustrze.
- Hej! Wiedziałem że mnie nie lubisz ale żeby aż tak? Namazałeś mi po twarzy, tylko. Wracam do domu, czuje się kompletnie poniżony. – Zawyrokował po czym zbliżył się do wyjścia z wc. Payne złapał go gwałtownie za rękę.
- Zaczekaj! To nie są zwykłe bazgroły! To znak Harre’go Pottera, piorun na czole … Nie kumasz? Potter ubierał się też w takie sweterki, nosił okulary … Więc wpadłem na pomysł że jak domaluje ci taki mały szczegół to można stworzyć nowe przebranie. – Rzekł Liam. Max spojrzał na niego zaskoczony! Czegoś takiego po nim się nie spodziewał. Zawsze uważał że go nienawidzi, a tutaj proszę…Tak się stara. Przez moment pomyślał że jest mu go po prostu żal. Ale to nie ma znaczenia. Najważniejsze że już nie będzie pośmiewiskiem.
- Wow, Liam dzięki jesteś geniuszem. – Powiedział stojąc przed lustrem i podziwiając siebie.
- Zapamiętaj to kiedy na drugi raz z One direction wpadniemy w kłopoty a ty będziesz chciał nas wydać. Teraz masz powód by tego nie robić.
- Masz rację, sorry za tamto. Cały czas się gniewałeś o te szpilki? – Spytał zdziwiony.
- No ba! Dobra kujon ja lecę widziałem fajne dziewczyny. Cześć.
Po tych słowach Payne wyszedł, a Max zaczął się zastanawiać czy może czasem nie zmienić najlepszego kumpla …
                                                                       ***
Następnego dnia, Louis obudził się w hotelu obok Harre’go. Byli w tych samych przebraniach co poprzedniego wieczoru z racji tego iż nie mieli siły ich zmieniać. Tomlinson przeciągnął się ciężko i spojrzał na zegarek, 11:45. Dobrze że była sobota bo byliby nieźle spóźnieni na lekcje. W pewnym momencie zadzwonił jego telefon. Ciężko wzdychając nacisnął zieloną słuchawkę.
- No witaj ojcze, co tam? – Spytał przecierając oczy.
- Kolacja, jutro. – Odpowiedział stanowczym tonem. – Przyjdź, możesz z Karen. – Dodał.
- Przyjdę sam. – Stwierdził. – A na tej kolacji będzie Charli?
- Nie tylko. Zresztą sam się przekonasz. Chciałbym zresztą podobnie jak i Charli abyś kogoś poznał. Mam nadzieje że się zaprzyjaźnicie. Cześć.
- Cześć.
Kiedy Louis odłożył telefon, zaczął się zastanawiać, kogo ma poznać? Byłą żonę Charliego z którą też jest w dobrych stosunkach? No cóż, tego dowie się na jutrzejszej kolacji …
                                                                                  KONIEC
Oj, chyba już wiecie kogo pozna Lou.  Tak, wiem że czekaliście na ochrzan roku ze strony Karen i bardzo was zawiodłam. Przepraszam. Pamiętajcie że sprzeczki pojawią się jeszcze nie raz w końcu to ich specjalność. W kolejnych odcinkach Lou będzie nie źle wkurzony na Karen … Domyślacie się dlaczego?
No i dziękuje za  komentarze ;-D.
Miałam dodać wcześniej, ale wyszło jak wyszło. Późno weszłam na blooga i dlatego.
Mam nadzieje że częściej będziecie tak komentować.
Do zobaczyska, kochani.