czwartek, 18 października 2012

One direction odcinek 55


W poprzednich odcinkach:
- Widziałam was. Tak nie zachowuje się chłopak, dla którego dziewczyna nic nie znaczy. W sumie ona też nie zachowała się fair w stosunku do Louisa … Czy mi się wydaje czy ona chciała cię pocałować? – Spytała Skyller.
- Nie twoja sprawa. – Odburknął obrażonym tonem, Harry.
- Nie wściekaj się. Po prostu nie lubię kłamstw. Uważam że powinieneś powiedzieć swojemu przyjacielowi że jego dziewczyna chciała go zdradzić.
 Wtedy chłopak wstał i spojrzał na nią groźnie.
- To idź i mu to powiedz! Proszę droga wolna! A na drugi raz nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, okej?!
*
- Harry dlaczego jesteś taki? – Spytała ciężko wzdychając, Karen. On jednak nie odpowiedział, więc kontynuowała. – Czy ty naprawdę uważasz że kochasz tą dziewczynę?
- A co tobie do tego?
- Pomyślałam że jeśli mnie pocałujesz … przestaniesz do niej chociaż w połowie czuć to co czułeś. Wydałeś się być w niej bardzo zakochany,  a całować już się całowaliśmy i to przy Louisie, nie pamiętasz? Jak graliśmy w butelkę.
- I to był błąd. – Powiedział.
*
- Witaj mój najdroższy, a teraz pozwól że przedstawię ci moją kochaną kuzynkę Angele. – Powiedziała Karen patrząc z satysfakcją na wystawione gałki oczne Louisa na wierzch. Ah, takiego obrotu spraw się nie spodziewał.
- Nie mówiłaś że twoja kuzynka jest niemowlakiem! – Krzyknął chłopak który zaczął panikować. Małe dzieci źle na niego działały. Sam był jak dziecko, więc nie mógł brać za nie odpowiedzialności!
- Nie niemowlakiem, Angela ma 7 lat i chodzi do pierwszej klasy. – Odpowiedziała dziewczyna.
- Cześć. – Rzekła mała dziewczynka. Lou zrobił wielkie oczy, był totalnie przerażony! Wydawało mu się że to dziecko patrzy na niego oczami Godzili!
One direction 3
Odcinek 55
Louis, Karen i Angela znaleźli się w wesołym miasteczku. Przez całą drogę tam chłopak bacznie obserwował małą dziewczynę. Cały czas miał wrażenie że zaraz zrobi mu coś złego. Tak szczerze, to bał się jej, ale też bał się przyznać to przed samym sobą, żeby nie zwariować.
- Ja chce misia! – Krzyknęła Angela podchodząc do jednego ze stoisk. Para od razu pobiegła za nią.
- Oj, ja nie jestem dobra w strzelaniu do celu. Może ty Louis? – Spytała Karen.
- Ja … nie wiem … - Zaczął się jąkać. W tym momencie spojrzał na Angele, która patrzyła na niego wyczekująco. Jemu się jednak wydawało że patrzy na niego typu: Albo zdobędziesz dla mnie misia albo to się źle dla ciebie skończy! – Jasne, dam radę. – Stwierdził uśmiechając się nerwowo. Oczywiście, nie udało mu się trafić w sam środek, więc wygrał małego misia.
- Ale ja chciałam dużego. – Powiedziała obrażonym tonem Angela.
- Tak, oczywiście. – Rzekł chłopak drapiąc się w tył głowy. – To ja spróbuje jeszcze raz. – Zwrócił się do sprzedawcy dając mu pieniądze. Tym razem jednak poszło mu jeszcze gorzej, wiec zaczął trochę panikować. Zapłacił w tym wypadku kolejne pieniądze i tak jeszcze hm, sześć razy.
- Louis, chodźmy już. Angeli się nudzi. Chce na karuzele. – Rzekła dziewczyna.
- Pewnie, jeśli Angela chce. Dla niej wszystko. – Odpowiedział chłopak uśmiechając się głupio. Karen spojrzała na niego zdziwiona. Co mu się stało? – Pomyślała. Zachowywał się jak nie on … Kiedy podeszli do karuzeli Karen stwierdziła:
- Lou, ty z nią idź. Ja potrzymam te siedem misi co dla niej wygrałeś.
- Co? – Pisnął, jednak nim się obejrzał, siedział już w środku, a obok niego znajdowała się Angela! Cały czas miał wrażenie że patrzy się na niego, tak jakby chciała jego krwi! Jak gdyby potrzebowała jej do życia … Niby małe dzieci, nie są straszne, jednak kto uważa inaczej, najwidoczniej nie zna Louisa. On wpadł w jakąś obsesje. Przez cały czas gdy się kręcili spoglądał na dziewczynkę, która cały czas patrzyła się prosto w jego oczy! Przypomniała mu się druga część paranormal activity.
- Czemu się tak na mnie gapisz? Nie gap się. – Pisnął chłopak. Dziewczynka wzruszyła ramionami.
- Fajny jesteś. – Stwierdziła. – Powiem mamie że zdobyłeś dla mnie siedem misiów. Na pewno będzie z ciebie dumna.
Louis uśmiechnął się niepostrzeżenie. Małe dziecko uważa że jest fajny! Co za wyróżnienie! W tym momencie wpadł mu do głowy kolejny durny pomysł. Otóż zdał sobie sprawę że dziecko może tylko tak udawać, a w rzeczywistości śmieje się w środku z jego naiwności.
- Dlaczego ta karuzela pędzi tak szybko? – Spytał spoglądając w dół. – Ja chce już zejść.
- Marudzisz gorzej od mojego 3 – letniego kuzyna. – Odpowiedziała dziewczynka, poważnie. Tomlinson spojrzał na nią obrażony. To dziecko, wcale nie było takie głupie, pomimo że miało te 7 latek.
- Pewnie dlatego że twój kuzyn nie umie mówić! – Odburknął.
- Umie! Poskarżę się mamie że kłamiesz. – Powiedziała Angela, zaplatając ręce w koszyczek. Najprawdopodobniej strzeliła focha.
- Okej, okej … - Zaczął zrezygnowanym tonem po 5 minutach ciszy. – Przepraszam.
Wtedy dziewczyna spojrzała na niego z uśmiechem. Chłopak był zaskoczony tym że tak szybko jej ,,foch” poszedł w zapomnienie. Dzieci są naprawdę niesamowite! – Pomyślał.
- Wiedziałam że jednak jesteś super. – Odparła. Lou podrapał się w tył głowy widocznie speszony. Było mu głupio iż uważał że to dziecko chce mu zrobić krzywdę albo jeszcze co gorszego. No cóż, w tej sprawie się pomylił … Może dzieci w sumie nie są takie złe?
Kiedy zeszli z karuzeli, Karen spojrzała na nich z rozbawieniem.
- I jak było? – Spytała ze śmiechem.
- Louis cały czas marudził. – Poskarżyła się dziewczynka.
- Nie prawda! – Krzyknął oburzony.
- A kto chciał zejść z karuzeli? – Zapytała Angela, patrząc się na Tomlinsona wyczekująco.
- No … no ja. – Przyznał ze wstydem. – Ale przeprosiłem!
- Ale i tak marudziłeś!
- Nie lubię cię. – Powiedział Louis, pokazując jej język. Wtedy dziewczynka się rozpłakała i podeszła do Karen która akurat kupowała watę cukrową. Louis przypatrywał się tylko jak Angela skarży się swojej siostrze, na niego.
- Powiedziałeś Angeli że jej nie lubisz, pokazałeś jej język i krzyczałeś na nią? – Spytała ostro.
- No … niezupełnie bo … - Zaczął się jąkać. – Tak … Ale to nie tak jak myślisz! Wmawiała mi że marudzę!
- No jasne bo to jest powód by pokazywać język 7 – latce. Jesteś bardziej głupi niż myślałam. – Powiedziała Karen. Louis spojrzał na Angele która patrzyła na niego z wyższością. Głupie dziecko. – Pomyślał wściekły. Jak mogła go tak wrobić? Przecież to on był mistrzem intryg! A tu taki obrót spraw! To było niedorzeczne. Musiał pokazać temu dziecku gdzie jego miejsce i że nie warto zadzierać z Louisem Tomlinsonem!
- I krzyczał na mnie.- Dorzuciła dziewczynka.
- Nie krzyczałem. – Zaznaczył przez zaciśnięte zęby. Dalej, poszli do fabryki luster, gdzie Angela z Karen wygłupiały się a Lou tymczasem szedł od jednegp zwierciadła do drugiego niezadowolony. Chciał już wrócić do domu, przestało mu się tutaj podobać. Kiedy Angela powiedziała  że jest fajny, poczuł się naprawdę doceniony, a teraz? To przeklęte dziecko knuło przeciwko niemu! … Kiedy wyszli z pomieszczenia, Angela od razu upatrzyła sobie kolejkę górską którą chciałaby się przejechać!
- Ekhem, Lou. – Mruknęła Karen, patrząc na niego wyczekująco. Ten najwyraźniej nie zrozumiał ponieważ wpatrywał się na nią uważnie bez słowa. – Idź z nią!
- Ale gdzie? Na kolejkę górską? O nie ma mowy! Nie przejadę się z tym potworem koleją śmierci. – Powiedział zaplatając ręce w koszyczek. Wtedy kuzynka jego dziewczyny się rozpłakała!
- Myślałam że mnie lubisz. – Wydukała, kiedy po 15 minutach Karen udało się ją uspokoić.
- Bo lubię. – Odpowiedział Lou bez przekonania.
- No to przejedź się ze mną kolejką! – Powiedziała stanowczo Angela. Wtedy chłopak ciężko wzdychając złapał ją za rękę i skierował się w stronę kolejki górskiej …
                                                                                  ***
Kiedy czwórka One direction wróciła do domu, Niall poszedł coś zjeść twierdząc że okropnie zgłodniał od tych kręgli, Harry od razu zaczął grać w jakąś grę na play station, Liam sprawdził co tam ciekawego na twitterze a Zayn usiadł na kanapie ciężko wzdychając. Był pewien że telefon Zooey, akurat w czasie ich spotkania nie był przypadkowy i zrobiła to specjalnie. Oczywiście, mogło się tak nieszczęśliwie stać że naprawdę potrzebowała jej pomocy, ale w to akurat nie bardzo wierzył …
- Nie wiem co powiedzieć … - Zaczął Nialler wracając z kuchni z górą żarcia.
- Tak, wiem, Zooey zachowuje się jak egoistka. Jak mogła akurat w tym momencie zadzwonić? Pewnie Megan powiedziała jej że idzie się ze mną spotkać, a ona tylko odliczała godziny kiedy by tu wezwać Meg. – Stwierdził Zayn.
- Chodziło mi o to że, popsuła ci się fryzura ale …
W tym momencie Malik sprintem podbiegł do lustra. Horan zaczął się niesamowicie śmiać. Ah, ten Zayn i jego obsesja na punkcie wyglądu była naprawdę rozbrajająca … Kiedy chłopak nie wracał już 10 minut, Niall poszedł do niego sprawdzić czy wszystko w porządku.
- Co ty tam tyle robisz? Przecież żartowałem z tą fryzurą. Bez obaw.
- Miałeś rację, rzeczywiście się sknociła. Wyglądam jak upiór. Pociesza mnie tylko myśl że ty wyglądasz gorzej. Dzięki, Niall, nie wiem co bym bez twojego strasznego wyglądu zrobił. – Powiedział Malik, klepiąc go po ramieniu. Był mu naprawdę wdzięczny. Horan tymczasem, poczerwieniał ze złości i popchnął go, tak aby on sam mógł dorwać się do lustra. Chciał sprawdzić czy naprawdę wygląda tak kiepsko jak jego przyjaciel uważa …
- Gadasz. – Stwierdził z ulgą po paru minutach. – Wyglądam jak James Bond! – Dodał wyobrażając sobie siebie w tej roli.
- Raczej jak jego przeciwieństwo. – Odpowiedział z kpiną.
- Po prostu mi zazdrościsz. – Powiedział Niall z wyższością po czym od niego odszedł. Zayn ciężko westchnął. Czasem na nich w ogóle nie można liczyć! Teraz dobrze wiedział jak czuł się Louis, kiedy chciał pogadać o swoim ojcu … ,,A właśnie, gdzie Tomlinson? A no tak, na randce z 7 – latką” – Pomyślał z rozbawieniem …
                                                                                  ***
Louis darł się jak opętany kiedy kolejka jechała raz w górę raz w dół. Cały czas miał wrażenie że za szybko! Prosił, a właściwie błagał Angele żeby w końcu się zatrzymała. Ona jednak była tylko dzieckiem które nie miało wpływu na tą przeklętą kolejkę. Patrzyła tylko na niego ze śmiechem.
- Dobra jak nie chcesz nic zrobić to skaczę. – Stwierdził Tomlinson, wstając z siedzenia. Angela, zdała sobie sprawę że chyba naprawdę chce to zrobić. Zaczęła więc płakać.
- Przepraszam, ja już nie będę. – Mówiła ze łzami w oczach. – Lubię cię, a tamto to było tylko tak dla zabawy.
- Naprawdę? – Spytał chłopak, któremu humor się zupełnie poprawił. Zapomniał nawet że ma lęk wysokości a kolejka pędzi dość szybko.
- A ty mnie lubisz? – Zapytała z nadzieją w głosie.
- Yyy, ta oczywiście. – Odparł kolejny raz bez przekonania. Dziewczynka zdała sobie  z tego sprawę. Hm, ona rzeczywiście nie była taka głupia, jak innym się mogło wydawać. Mniejsze dzieci widzą więcej niż ktokolwiek może sobie pomyśleć.
- Wcale mnie nie lubisz. Wiem to. – Odburknęła obrażona. – I nie chciałeś iść ze mną na tą kolejkę. Pewnie z Karen byś poszedł bo ją lubisz bardziej.
- To nie prawda. – Powiedział szybko, a po chwili ciężko westchnął: - Ciebie lubię, ją kocham i niech tak zostanie, jasne?
- Jasne. – Rzekła rześko.
Kiedy jazda kolejką się skończyła, Lou i Angela byli w doskonałych humorach. Karen nawet przez moment się zaniepokoiła czy aby na pewno to te same osoby, które przed chwilą do niej wsiadły … Wydawało się że przez te 20 minut strasznie się polubili. Tomlinson nawet wziął dziewczynkę na barana! Co było dla jego dziewczyny kolejnym szokiem.
- Louis ty się dobrze czujesz? – Spytała zaniepokojona. – Dali ci jakieś narkotyki? Powiedz, skarbie. Czy wziąłeś od kogoś jakiś napój który smakował dziwnie?
- Tak, bo nie wiem że nie bierze się od nieznajomych picia. – Odparł wywracając oczami.
- No wiesz … Nie mam co do tego pewności … Twój mózg jest cały czas na poziomie 10 – latka. – Stwierdziła z uśmiechem.
- Louis jest super! – Krzyknęła Angela. – Powiedział że mnie lubi, a ciebie tylko kocha. – Dodała dumnie. Wtedy Karen się roześmiała.
- Oj, Lou pogadamy w domu. – Rzekła patrząc na niego rozbawiona. – Aha, mam jeszcze takie pytanko czy … może mi się wydawało ale czy … Louis, nie chciałeś wyskoczyć z kolejki?
- Yyy, oczywiście że nie! Wydawało ci się. – Powiedział uśmiechając się głupio.
- Hm, tak myślałam. No cóż, wracajmy.
W drodze do domu, była totalna cisza. Louis i Karen pomyśleli że Angela zasnęła dlatego się w ogóle nie odzywa. Jednak po paru sekundach od tej myśli, dziewczyna spytała:
- Lou, a ożenisz się kiedyś z Karen? Wtedy mógłbyś mnie odwiedzać cały czas.
- Ale ja cie mogę odwiedzać nawet bez małżeństwa z Karen. – Stwierdził bezproblemowo chłopak.
- No tak ale jak zerwiecie? A jak się ożenicie to nie ma odwrotu.
- No wiesz jest jeszcze rozwód.
- Ekhem Lou ona ma 7 lat. Pozwól jej myśleć że będziemy razem na zawsze. – Powiedziała Karen. Na co chłopak z trudem przełknął ślinę …
                                                                                  ***
Kiedy wrócił do domu, Zayn, Liam i Niall już spali w swoim pokojach. Tylko Harry jakimś cudem nie dotarł do swojej oazy. Leżał niczym trup na kanapie. Louis domyślił się iż pewnie usnął grając na play station. Ciężko wzdychając spoczął obok swojego przyjaciela, patrząc się na niego smutnym wzrokiem. Po chwili lekko go szturchnął, gdy to nie pomogło go obudzić, zaczął go łaskotać, jednak i to o dziwo nie przyniosło skutku! Doprowadzony do ostateczności zrzucił go z kanapy! Wtedy Styles raczył się przebudzić.
- Co się dzieje? – Spytał przecierając oczy.
- Spadłeś z kanapy. Próbowałem cię złapać, ale nie zdążyłem. – Odpowiedział Louis. Harry widocznie uwierzył w tę bajeczkę bo wstał i usiadł z powrotem na kanapie.
- Która godzina, tak właściwie? – Zapytał patrząc na zegarek. – Oj, późno. Chyba lepiej pójdę do siebie.
- Dobranoc. – Rzekł z ciężkim westchnieniem jego przyjaciel. – Fajnie że chociaż tobie się dobrze spało. – Dodał patrząc się w ścianę.
- Lou, czy coś się stało? – Harry spojrzał na niego ze współczuciem.  Ten tylko wzruszył ramionami.
- Nie wszystko okej. – Odparł. Styles myśląc że rzeczywiście nic się nie stało, wstał z kanapy i skierował się w stronę schodów. – Po za tym że nikt mnie nie kocha i na starość będę samotny to wszystko okej.
Harry wywracając oczami podszedł do swojego przyjaciela.
- Mów co się stało. – Powiedział stanowczym tonem.
- Byłem w wesołym miasteczku z Angelą i Karen, zapewne wiesz o tym. I tam na początku było kiepsko ale potem nawet się zaprzyjaźniłem z jej  kuzynką. To nawet zabawne i miłe dziecko. Jednak kiedy wspomniała że powinienem się z Karen ożenić bo wtedy będę ją częściej odwiedzać, myślałem że Karen powie iż ślub w swoim czasie czy coś. A ona tymczasem powiedziała, zacytuje jej słowa: Pozwól jej myśleć że będziemy razem na zawsze. – Skończył mówić.
- Ale kto?
- No ja i Karen! – Odpowiedział niecierpliwie. – A ona tymczasem nie bierze pod uwagę że NAM ma szansę się udać. Wiem że wiele par zrywa, ale MY nie musimy być tacy jak inny. Nie uważasz?
- Uważam.
- Co uważasz?
- No że nie musicie być tacy jak inni.
- To wytłumacz to Karen! – Krzyknął zaplatając ręce w koszyczek. – Myślałem że jak już ktoś ma mieć wątpliwości odnośnie naszego związku to ja. Ale po niej bym się tego nie spodziewał.
- Wiesz co ci radzę? Poskarż się mamie. – Powiedział z kpiną Harry, ziewając.
- A wiesz że to nie jest zły pomysł? Może pierwszy raz stanęłaby po mojej stronie … Chociaż … To byłoby trochę dziecinne.
- Lou, ty cały jesteś dziecinny. A teraz ja idę spać. Dobranoc.
                                                                       ***
Następnego dnia, po kolejnej próbie One direction, która wyszła trochę cienko zważywszy na to że chłopaki w ogóle nie mieli ochoty wziąć się do pracy. Wszystko pogarszał fakt, że Skyller czuła się trochę nieswojo w stosunku do Harre’go. Trochę jej było głupio za wtrącanie się w nieswoje sprawy. Także po próbie, kiedy Styles starał się jak najszybciej spakować i stamtąd wyjść powiedziała:
- Hej. Może pomóc?
- Nie trzeba. – Odburknął ostro. W tym momencie wziął torbę, jednak zapomniał jej zapiąć i cała jej zawartość wyleciała z niej. Skyller schyliła się by mu pomóc. – Chyba wyraziłem się jasno? Nie potrzebuje pomocy.
- Nie potrzebujesz pomocy czy nie potrzebujesz MOJEJ pomocy? – Spytała patrząc na niego uważnie. Harry nie odpowiedział. Pozbierał swoje rzeczy w ciszy. – Słuchaj, chce wyjaśnić to co wydarzyło się wtedy na imprezie … To nie moja sprawa ale … Nie jest ci źle że okłamujesz swojego przyjaciela?
- Nie okłamuje go. – Stwierdził patrząc jej prosto w oczy. – Między mną a Karen niczego nie ma i nie będzie. – Dodał. W tym momencie podszedł do nich Louis. Był wyraźnie zdołowany.
- Sam na zawsze sam … - Nucił coś pod nosem. – To powinna być nasza nowa piosenka. – Zwrócił się do Harre’go.
- Lou, mamy się wspinać na listy przebojów a nie z nich spadać. – Zauważył z uśmiechem.
- Ty nigdy nie zrozumiesz mnie wielkiego artysty. A ta sprawa z Karen jest dla mnie pewnym natchnieniem. – Powiedział patrząc tym razem na Skyller. Prawdopodobnie nie zauważył wcześniej jej obecności.
- Sprawa z Karen? – Spytała z zainteresowaniem.
- No jasne niech cały świat się dowie że moja dziewczyna nie chce być ze mną do końca życia! – Wykrzyknął siadając na ławce. – Powiedziała mi to wczoraj. To było chamskie i bezczelne. Mogła chociaż udawać że wyobraża sobie nasze wspólne życie do później starości.
- Ciekawe dlaczego tak powiedziała? Chyba nie było żadnego specjalnego powodu dla którego miałaby z tobą zerwać, prawda? – Spytała Skyller, patrząc się jednocześnie na Harre’go. Ten dobrze wiedział o co jej chodzi, bez słowa wyszedł trzaskając drzwiami. Tomlinson tymczasem, był totalnie zaskoczony jej zachowaniem.
- Oj, biedny Harry. Pewnie jest załamany moim nieszczęściem. – Powiedział Louis.
- Taa pewnie tak. – Odparła dziewczyna, jednocześnie zastanawiając się czy Lou ma na pewno tyle lat na ile wygląda …
                                                                                  ***
Kiedy Harry znalazł się w domu, usiadł na kanapie ciężko wzdychając. Czuł że może właśnie teraz jest dobry moment aby powiedzieć Karen o swoich uczuciach. W sumie ona nie jest pewna czy chce być z Louisem do końca życia, więc gdyby poznała prawdę może by istniała jakaś szansa że z nim będzie. Jednocześnie poczuł straszne wyrzuty sumienia za takie myśli. To było okropne! W 15 minut później do domu zawitał Louis, któremu humor się ani trochę nie poprawił. Nadal był smutny i zdołowany.
- Harry, mój drogi, przyjacielu. Wiem o co chodzi. – Powiedział kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Wiesz? – Spytał zaskoczony.
- Tak. Wiem jak silnie jesteśmy emocjonalnie związani i pewnie wewnętrznie odczuwasz mój ból. – Odpowiedział Louis.
- Nawet nie wiesz ile jest prawdy w tym co mówisz. – Powiedział chłopak, który naprawdę zdał sobie sprawę że cierpią z Tomlinsonem z tego samego powodu … Tyle że on jest pewny uczuć Karen do niego, a on biedny Harry, niestety nie …
                                                                       KONIEC
Hej no to jest kolejny rozdział;-). Mam nadzieje że zbytnio się nie zmartwiliście buhaha.
Chciałam wam napisać że lubię pisać moje opowiadanie, ekhem kocham je pisać, ale kiedy czytam inne to jakoś tracę wenę. One są tak wspaniałe, że nie mam co się porównywać. Przed chwilą czytałam taki jeden bloog, gdzie teksty mnie rozwaliły. Normalnie tak się uśmiałam że mucha nie siada.
Aha no i ostatnia rzecz pewnie zauważyliście że wprowadziłam drobną zmianę w wyglądzie blooga, a jak nie zauważyliście to właśnie teraz was o tym powiadamiam.
Trochę jestem chora, więc nie bardzo wiem co piszę. Opowiadanie byłoby takie samo, gdybym nie napisała go wcześniej, na wasze szczęście! :).
Kończę z prośbą o comments <3.




niedziela, 14 października 2012

One direction 3 odcinek 54


W poprzednich odcinkach:
- Chodzi o tą dziewczynę? Powiedziałeś jej o swoich uczuciach a ona cię odrzuciła? Tak? – Spytała Karen prawie pewna że tak właśnie się stało. Chłopak tylko wzruszył ramionami. Ah, gdybyś znała prawdę. – Pomyślał smutno.
- Właściwie to nie powiedziałem jej. – Wyznał nie śmiało. – Ona … ona nic do mnie nie czuje jestem tego pewien. Ma chłopaka i niech tak zostanie. A ja … a ja nie powinienem się zakochiwać. To wszystko moja wina. Gdyby dowiedziała się prawdy … ona nie odwzajemniłaby uczucia a tylko litowała się nade mną, a nie tego chcę. Już wolałbym żeby traktowała mnie z góry. – Zakończył mówić Harry po czym spuścił głowę.
                                                                                  *
- Harry? Mogę coś sprawdzić?
- A konkretnie?
- A konkretnie to się zamknij. – Odpowiedziała po czym zbliżyła swoją twarz do niego. Styles poczuł że serce bije mu coraz szybciej. Nie wiedział co ma zrobić, w ogóle nie wiedział co ona chce zrobić. To co mu się wydaje czy …? Kiedy ich usta dzieliły zaledwie milimetry, powiedział:
- Powinniśmy wracać.
Wtedy Karen jakby wybudziła się ze snu.  Wyglądała na dość zdziwioną.
- Ah, tak, jasne, wracajmy. – Powiedziała szybko.
*
- Meg, co się stało?
- Zooey. Cholera, jest tutaj. – Pisnęła.
- No i co z tego? Właśnie bardzo dobrze! Powiem jej co o niej myślę a prze okazji pochwalę się że jestem z niesamowitą dziewczyną na randce. – Rzekł Zayn i jużmiał odejść od stołu, ale dziewczyna złapała go za rękę i pociągnęła pod stół.
- Nawet się nie waż! Jeśli Zooey dowie się że chociażby że umówiłam się z tobą zabije mnie a potem ciebie!
*
-  C … co? – Jęknął Zayn który nie wierzył że ona to powiedziała.
- To co słyszałeś, nie przeszkadza mi to. Umawiaj się z kimś chcesz aha … tylko pamiętaj … Megan jest strasznie zapracowana więc może czasami a nawet często nie mieć czasu na wasze spotkania. Oczywiście postaram się by miała wolne akurat wtedy kiedy będzie wasza randka ale wiesz jaki jest show – biznes nigdy nie wiadomo kiedy nagle … coś niespodziewanego się wydarzy.
- Skończyłaś gadać? – Spytał Malik ziewając. – Czyli mam rozumieć że kiedy będą odbywać się nasze randki ty akurat w tym samym czasie będziesz miała jakąś ważną sprawę którą, natychmiast, trzeba załatwić?
- Nie, zupełnie źle się zrozumieliśmy. Postaram się żeby tak się nie stało. – Odpowiedziała z szerokim uśmiechem, Zooey.
                                                                      

One direction 3
Odcinek 54
Następnego dnia, chłopaki spali aż do godziny 14:00! Była to sobota, więc nie musieli nigdzie iść. Pierwszy zbudził się z błogiego snu, Niall który zszedł na dół i pierwsze co oczywiście zrobił to otworzył lodówkę i zaczął się zastanawiać co zjeść. Postawił na płatki z mlekiem. Najprościej. Wlać mleko, wsypać płatki i wstawić do mikrofalówki.
Potem usiadł na krzesełku i czekał. Czas okropnie mu się dłużył więc oparł głowę o stół i zamknął oczy.
- POBUDKA! – Krzyknął Liam.
- C … co? – Spytał otwierając oczy. – Jaka budka? Budka z kebabem? – Powiedział ożywionym tonem i podbiegł do okna.
- Pobudka! – Odpowiedział zirytowany. W tym momencie usłyszeli przeraźliwy dźwięk, dobiegał on z mikrofali. Chłopaki spojrzeli na siebie, oboje nie mieli pojęcia co się stało.
- O cholera! – Powiedział załamany Niall, otwierając urządzenie. Okazało się że talerz pękł. – Jak to się mogło stać? – Zaczął się zastanawiać biorąc do ręki kawałek szkła.
- Ile to było w mikrofali? – Zapytał Payne zaplatając ręce w koszyczek.
- No … no … 2 minuty … chyba …
- 2 minuty? Chyba raczej 20 minut!
- No co? Byłem zaspany, każdemu się może zdarzyć. Teraz przynajmniej wiemy, że te chińskie talerze to jedno wielkie badziewie, nie warte kupowania!
W tym momencie do kuchni zawitał Louis, który widząc pęknięty talerz w mikrofalówce od razu domyślił się o co chodzi.
- Oj, Niall, Niall. Tyle razy ci mówiłem, mleko najdłużej na 30 sekund. – Powiedział głaszcząc go po głowie.
- 30 sekund? Przecież ono wcale się nie ugotuje! – Rzekł odtrącając jego rękę.
- Dlatego Lou, je zimne płatki. – Stwierdził Liam ze śmiechem.
- No co? Chociaż nie dochodzi do takich właśnie sytuacji. – Odparł triumfalnie. – Zresztą, to nie wina Nialla tylko tych badziewnych chińskich rzeczy. – Dodał.
- To samo mówiłem! – Krzyknął Horan patrząc na Tomlinsona z wdzięcznością.
- Załóżcie sobie klub: Antyfani chińskich rzeczy. – Powiedział Liam poważnie.
- A wiesz że to nie głupi pomysł? – Spytał Louis, który zaczął sobie wyobrażać, ile osób do takiego klubu się zapisze i czy w ogóle będą o tym pisać gazety. – Jak myślicie? To byłby temat na pierwszą stronę?
- Chyba raczej na ostatnią i to jeszcze z wielkim czerwonym iksem. – Powiedział Zayn wchodząc do kuchni. Louis posłał mu groźne spojrzenie.
- Zazdrościsz, sam pewnie byś się do takiego klubu zapisał. Ah, wy zwykli ludzie nie zrozumiecie nas wielkich artystów. – Rzekł i z ciężkim westchnieniem usiadł na krzesełku.
- Co? Powiedziałeś homoseksualistów? Tak, tak masz rację. – Powiedział Malik. Tomlinson posłał mu kolejne groźne spojrzenie.
- A Zay tak prze okazji, spotkałem wczoraj Josha i powiedział że w barze dla gejów kazali cię pozdrowić. – Odpowiedział Louis.
- A mnie kazali oddać twoje bokserki. – Powiedział na to Zayn. Wtedy Lou się przymknął, nic nie przychodziło mu do głowy … Po chwili do kuchni wszedł Harry. Kiedy zobaczył Louisa, poczuł dziwne wyrzuty sumienia. W sumie on nie zrobił nic złego, ale i tak czuł się z tym źle. Poczuł że musi porozmawiać z Karen i to wszystko wyjaśnić. Przecież ona kocha swojego chłopaka nie jego … Teraz zrozumiał że nie mógłby być nigdy z Karen, nawet gdyby ona też tego chciała. No może gdyby Tomlinson wyjechał gdzieś na całe życie, to wtedy ewentualnie.
- Harry co ty się tak czaisz? – Spytał Lou patrząc na niego zdziwiony.
- Ja … ja … - Styles zaczął się jąkać. – Striptizer, Andrew, zapomniał ci wydać reszty i kazał ci przekazać te 5 dolarów. – Mówić to wyjął forsę z kieszeni, zaskoczony skąd on ta ją w ogóle ma? Chłopaki prócz Louisa, zaczęli się śmiać.
- Ej, no przestańcie. – Odparł biorąc od Stylesa forsę. – Dodatkowa kasa się przyda. – Dodał widząc spojrzenia chłopaków.
- Słuchajcie, a … wpadłem właśnie na pewien pomysł … - Zaczął Zayn. Spojrzenia One direction od razu spoczęły na nim. – Nie mielibyście ochoty poznać Megan?
- Może tak może nie. – Odpowiedział ciężko wzdychając Liam. – To zależy …
- Oczywiście że chcemy ją poznać. – Powiedział z irytacją Harry patrząc na Payne, który wlewał sobie soku do szklanki.
- To super. Może pójdziemy dziś wieczorem do kina, co? – Spytał Malik, patrząc na nich nie pewnie.
- Kino jest zbyt banalne, proponowałbym kręgle. – Rzekł na to Niall. – Będzie zabawnie, aha a ja zaproszę Juliette. Ty kochasiu możesz zaprosić swoją kochankę. – Powiedział patrząc na Harre’go, który nic nie rozumiał. – W końcu w jakieś lasce się kochasz, nie? Może ją też byśmy poznali.
- Wolałbym nie. – Odpowiedział szybko. – Zresztą … to już przeszłość. Nie kocham jej.
- Ah, ten nasz Styles, zmienia co pięć minut zdanie. – Rzekł ze śmiechem Louis. – Okej, w takim razie skoro jej nie kochasz, powiedz chociaż kim ona jest. Wiemy tylko tyle że jest dziewczyną i to wszystko. Możesz przesłać mi sms, jak chcesz. – Dodał bezproblemowo. Wtedy Harry ku zaskoczeniu chłopaków, wyjął z kieszeni telefon i coś napisał po czym wysłał Tomlinsonowi. Ten ciesząc się jak dziecko szybko odczytał wiadomość, która brzmiała: ,,Nie twoja sprawa!” Po przeczytaniu, tego sms mina mu zrzęda i pokazał tylko kumplowi język.
- Naprawdę nie możesz mi tego powiedzieć? – Spytał z irytacją.
- Szczególnie tobie nie powinienem. – Odparł.
- Dlaczego? Chyba nie kochasz się w mojej matce, co? – Zapytał ze śmiechem Louis.
- Czekajcie! – Krzyknął Liam który jakby sobie coś uświadomił. – Harry lubi starsze dziewczyny tak? Nie chce nam powiedzieć kim ona jest, a szczególnie Louisowi! Zgadza się! Harry zakochał się w jego matce! O kurwa!
- Jełopy, ona jest w naszym wieku i już jej nie kocham. – Powiedział wywracając oczami. Nie było to oczywiście prawdą, przynajmniej w drugiej kwestii. Nie da rady tak szybko się w kimś odkochać, tym bardziej kiedy ta osoba jest ci bardzo bliska.
- Harry uspokój się skarbie. – Powiedział spokojnie Lou. – To nic złego że zakochałeś się w mojej matce, w końcu jest nie zła. – Dodał klepiąc go po ramieniu. – Gdybym nie był jej synem prawdopodobnie także bym się w niej zakochał.
- Ty jesteś bardziej zboczony niż myślałem. – Odburknął Harry. W tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi. Zayn poszedł otworzyć kiedy zdał sobie sprawę że nikt nie zamierza tego robić. W progu ujrzał Karen.
- Cześć. – Powiedziała dziewczyna wchodząc do środka. – Jest może Harry? Muszę z nim pogadać.
- Hej, jest w kuchni. – Odparł. – Ty wiedziałaś że ten lowelas upatrzył sobie matkę Louisa? – Spytał zaskoczony. Dziewczyna wybałuszyła oczy najbardziej jak mogła. Czegoś takiego nawet w snach by się nie spodziewała! To był totalny szok. Najpierw nauczycielka od angielskiego potem matka jego najlepszego przyjaciela … Ciekawe kto będzie następny? -  Pomyślała z rozbawieniem.
 - No nie gadaj! Matkę Louisa? Moją przyszłą teściową?
- A skąd wiesz że twoją? Może Zooey? W końcu to z nią się obściskiwałem na imprezie. – Powiedział Tomlinson nadchodząc z kuchni.
- Louis … - Zaczęła Karen jednak jej przerwał.
- Najbardziej mnie zabolało to że pomyliłaś mnie z tym kujonem Maxem!
- Myślałam że dlatego iż nie mam do ciebie zaufania. A ty obraziłeś się o taką głupotę? Jesteś bardziej żałosny niż myślałam. – Stwierdziła.
- I zboczony. – Dorzucił Harry.
- A właśnie! Karen idziemy dzisiaj na kręgle. Masz okazję poznać Megan. Idziesz czy ... – Zaczął Zayn.
- Nie mogę. – Odparła szybko. – Przyjeżdża do mnie za godzinę kuzynka i … no wiecie nie może zostać sama w domu. Będzie się nudzić. – Dodała.
- Ależ ona może iść z nami, bardzo chętnie ją poznam. – Powiedział Louis z uśmiechem.
- Taa, raczej bardzo chętnie poderwiesz. – Rzekł Styles ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Kuzynka? A ładna? – Spytał Liam nadbiegając sprintem z kuchni. – Ile ma lat? Blondynka czy brunetka? Ile ma wzrostu? Ile waży? Ma chłopaka? Zamieszka u ciebie na stałe?
- Ładna i przyjeżdża do mnie tylko na weekend. Wybieramy się dzisiaj gdzieś wieczorem. Jeśli któryś z was chce może iść z nami, ale na pewno nie wszyscy. Jesteście za bardzo … ekhem, znaczy nie chce ryzykować. – Powiedziała Karen.
- Ej no. Bez przesady. Bardzo chętnie się nią zaopiekuje. Pokaże jej miasto i w ogóle. Nie musisz nam towarzyszyć. – Rzekł Liam siadając na kanapie i wyobrażając sobie jak ta dziewczyna może wyglądać. Na pewno długie nogi, blondynka, niebieskie oczy … - Pomyślał.
- Z tobą szczególnie jej nie zostawię. – Odpowiedziała dziewczyna, na co Payne strzelił focha i udał się do swojego pokoju. Karen tylko ciężko westchnęła. Ah, ten chłopak jest czasem naprawdę bardzo, bardzo dziwny.
- No okej. – Powiedział nagle Louis.
- Co okej? – Spytała dziewczyna.
- Pójdę z tobą i twoją kuzyneczką gdzieś. Ale pamiętaj że nie kontroluje swojego uroku więc nie powiedziane że się we mnie nie zabuja. Ja oczywiście będę ci wierny no ale mówię tak na wszelki wypadek byś nie była zazdrosna.
- Na pewno nie będę. – Zapewniła z uśmiechem. – Dzięki że się zgadzasz, panie nerwus.
- Co? Panie nerwus? Co to miało znaczyć? Ja się wcale nie denerwuje! Jestem po prostu narwany.
- I strasznie zazdrosny. – Dodała dając mu niespodziewanego buziaka w policzek. Wtedy chłopak złapał ją za dłonie.
- Co to miało być? – Spytał zaskoczony. – Jeśli tak zamierzasz mnie całować to nie jestem pewien naszej przyszłości. Tak powinnaś mnie ZAWSZE całować. – Podkreślił po  czym pocałował ją  w usta.
- To było bardzo słabe, ale doceniam dobre chęci. – Odpowiedziała rozbawionym tonem. Wtedy chłopak wziął ją na ręce i zaniósł do swojego pokoju. – Louis co ty robisz? – Spytała kiedy położył ją na łóżku.
- No pomyślmy, a tak już wiem, jem grzanki z serem. – Powiedział  z kpiną po czym położył się na niej i zaczął ją znów całować tym razem bardziej namiętnie. Kiedy zaczął rozpinać jej guziki od bluzki, dziewczyna przerwała.
- Lou, nie po to tu przyszłam. – Stwierdziła zapinając je z powrotem.
- Ale dlaczego nie? – Spytał całując jej szyję.
- Bo muszę pogadać z Harrym, wiesz .. w sprawie projektu. – Odparła bez namysłu.
- W sprawie jakiego projektu? – Zapytał zdziwiony.
- No z … angielskiego … Ryan przydzielił mi Stylesa … Nie pamiętasz? … A no jasne, bo spałeś.
- No obudziła mnie o 5:00 rano moja matka! – Rzekł zirytowany wstając z łóżka. – Ale i tak nie robię tego głupiego projektu. Niech sobie nie myśli że będę spełniał każdą jego zachciankę.
Wtedy Karen się roześmiała i wyszła z jego pokoju …
                                                                                  ***
Harry był w pokoju i grał na telefonie w jakąś grę. Podobnie jak Louis kiedy się nudził. Taa, to chyba ich przyjacielski sposób na nudę.  – Pomyślała. Bez słowa usiadła na jego łóżku, patrząc na niego wyczekująco. On jednak nie zwrócił na nią uwagi. Przez parę sekund milczeli.
- Co to miało być? – Spytał w końcu ostro, nadal grając na telefonie.
- O co ci chodzi?
- O to co się wydarzyło na imprezie! Chciałaś mnie pocałować. Naprawdę kurwa zależy ci na Louisie. – Odpowiedział oschle. W tym momencie dziewczyna wyjęła mu z ręki telefon i spojrzała prosto w jego oczy. Wyglądał jak typowy 16 – latek który ma pretensje do całego świata o to że w ogóle się urodził! Dotknęła lekko jego spoconej dłoni, jednak on szybko ją odrzucił.
- To nie tak jak myślisz. – Powiedziała spokojnie. Harry nie patrzył na nią tylko na ścianę. – Chciałam … chciałam ci pomóc. – Dodała.
- Myślisz że raniąc mojego kumpla pomożesz mi? Naprawdę twoja logika jest kurwa na najwyższym poziomie.
- Harry dlaczego jesteś taki? – Spytała ciężko wzdychając. On jednak nie odpowiedział, więc kontynuowała. – Czy ty naprawdę uważasz że kochasz tą dziewczynę?
- A co tobie do tego?
- Pomyślałam że jeśli mnie pocałujesz … przestaniesz do niej chociaż w połowie czuć to co czułeś. Wydałeś się być w niej bardzo zakochany,  a całować już się całowaliśmy i to przy Louisie, nie pamiętasz? Jak graliśmy w butelkę.
- I to był błąd. – Powiedział wstając z łóżka.
- Nie wiem co ci się stało, ale zachowujesz się jak palant. – Stwierdziła Karen.
- To może znajdź sobie innego przyjaciela! – Krzyknął. – W końcu nie zasługujesz na takiego palanta.
- Wiesz że wcale nie chce. – Odpowiedziała po czym go przytuliła. – Nie chce innego przyjaciela, tylko nie rozumiem czemu jesteś taki oschły.
- Bo ty nie rozumiesz. – Odparł. – Naprawdę tego nie widzisz? Nie widzisz że ja …
W tym momencie zadzwonił telefon Karen. Dziewczyna była rozczarowana. Miała nadzieje że Harry nareszcie wyzna jej prawdę, powie o co tak właściwie chodzi … Nie wierzyła że kocha się w matce Louisa. To był tylko głupi wymysł chłopaków. On tymczasem poczuł ulgę. Wyznaniem uczuć wszystko by zepsuł, a tego nie chciał … Z ciężkim sercem Karen odebrała:
- Co? Już jest? Dobra, zaraz będę. – Powiedziała rozłączając się. – Słuchaj muszę iść, moja kuzynka przyjechała, właśnie. – Dodała patrząc na niego. Chłopak tylko wzruszył ramionami.
- Idź. Powiem ci to … innym razem.
- Fajnie. Cześć. – Przez moment wydawało się że Karen chciała mu dać buziaka w policzek ale w ostatniej chwili zrezygnowała …
                                                                                  ***
Wieczorem, piątka One direction szykowała się do wyjścia. Louis cały czas się zastanawiał gdzie tak właściwie pójdą. Do kina? Do baru? Na dyskotekę? Zayn znów strasznie się stresował przed kolejnym spotkaniem z Megan. Nie miał pewności czy polubi jego przyjaciół, w końcu jest od nich starsza.
- A ładna ta … Megan? – Spytał Liam, kiedy Malik tapirował swoje włosy przed lustrem.
- O d w a l się od NIEJ. – Syknął przed zaciśnięte zęby. – I żebyś jej nie prawił komplementów, podrywał, dotykał ani nawet patrzył! Masz zachowywać się jak Harry w obecności matki Louisa.
- Nie kocham matki Louisa! – Krzyknął z irytacją chłopak. – Jesteście niemożliwi. Mówiłem wam że ta dziewczyna jest w naszym wieku no może cztery miesiące starsza.
- No jakże by inaczej! Przecież Styles nie zakochałby się w młodszej lasce. – Powiedział Payne.
- No właśnie, co ty drogi Stylesie masz z tymi starszymi dziewczynami? – Spytał Zayn.
- Dajcie spokój Harre’mu. – Wtrącił Louis, klepiąc kumpla po ramieniu. – Dość się nacierpiał za panią Wisson.
- No tak, pamiętam. Codziennie się z niego nabijaliśmy po parę godzin. – Rzekł Liam, który próbował w pamięci odtworzyć to co było kiedyś. Ah, te ich żarty … Harry miał wtedy naprawdę ciężkie życie. Aż pewnie pożałował że w ogóle im się do tego przyznał.
W tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi. Tomlinson cały w skowronkach poszedł otworzyć. Był ciekaw jak wygląda kuzynka Karen. Miał nadzieje że ma chociaż 20 lat i jest prawie tak samo piękna jak jego dziewczyna. No w końcu wiążą ich te same więzy krwi … Chciał porobić Karen na złość podrywając jej kuzynkę …
- Cze … - Zaczął chłopak jednak nie skończył go totalnie go zatkało! Co to miało być? WTF?
- Witaj mój najdroższy, a teraz pozwól że przedstawię ci moją kochaną kuzynkę Angele. – Powiedziała Karen patrząc z satysfakcją na wystawione gałki oczne Louisa na wierzch. Ah, takiego obrotu spraw się nie spodziewał.
- Nie mówiłaś że twoja kuzynka jest niemowlakiem! – Krzyknął chłopak który zaczął panikować. Małe dzieci źle na niego działały. Sam był jak dziecko, więc nie mógł brać za nie odpowiedzialności!
- Nie niemowlakiem, Angela ma 7 lat i chodzi do pierwszej klasy. – Odpowiedziała dziewczyna.
- Cześć. – Rzekła mała dziewczynka. Lou zrobił wielkie oczy, był totalnie przerażony! Wydawało mu się że to dziecko patrzy na niego oczami Godzili! Od razu przypomniały mu się wszystkie horrory związane z mały dziećmi, niby takie słodkie, a w rzeczywistości zabijały ludzi i nadal udawały nie winne istotki.
- Co ty knujesz? – Pisnął chłopak patrząc się na dziecko. Karen spojrzała na swojego chłopaka zaskoczona.
- Lou uspokój się. Co ci się stało? – Spytała zdziwiona.
- On się boi dzieci! – Krzyknął Harry z salonu.
- Naprawdę? Louis, nie masz się czego bać. To małe nie winne istotki. Angela nic ci nie zrobi. A teraz chodźmy do wesołego miasteczka, zgoda?
- Nie … Ja … ja … źle się czuje … brzuch mnie boli czy coś … - Chłopak zaczął się zabawnie jąkać.
- Lou, nie marudź. Idziemy już! Obiecałeś! Masz ze mną natychmiast iść! Zrozumiałeś? – Spytała ostro.
- Tak proszę pani. – Odpowiedział chłopak, naprawdę przerażony jej tonem …
                                                                                  ***
Tymczasem, Czwórka One direction plus Juliette i Megan spotkali się na kręgielni. Wszyscy byli w doskonałych humorach, no prawie wszyscy … Bo Zayn nadal miał wątpliwości czy Megan polubi jego przyjaciół. Bał się że tak się nie stanie …
- Aaaa to ty jesteś Megan. – Zaczął Liam patrząc na nią z uśmiechem. – Miło mi cię poznać. Ja jestem Liam. Liam Payne. Przyjaciel Zayna. Zayna Malika.
- Dobrze się czujesz? – Spytała nie pewnie Megan, która naprawdę zaczęła się o niego martwić. Zachowywał się dziwnie.
- Tak, czuje się wspaniale. Tylko Zayn zabronił mi ciebie podrywać. Więc staram się być miły bez flirtowania. – Odpowiedział, na co Malik szturchnął go niepostrzeżenie.
- Możesz się zamknąć? – Spytał przez zęby.
- Jasne, szefie. Ty tu rządzisz. – Odparł także po cichu.
- Ja jestem Harry. Harry Styles. Także przyjaciel Zayna. Zayna Ma …
- Przestań! – Krzyknął zirytowany Liam. Dobrze wiedział że jego kumpel się z niego nabija.
- A ja jestem Niall. Niall Horan. – Powiedział odgarniając grzywkę.
- Ty też skończ! – Wrzasnął Payne.
- Przepraszamy, ale to było zabawne. – Powiedział Harry klepiąc go po plecach. Megan z wszystkimi się przywitała. Później towarzystwo postanowiło że zagra w kręgle, z podziałem na drużyny. Także po długich naradach postanowiono że Megan, Zayn i Harry będą w jednej drużynie a w drugiej Liam, Niall i Juliette …
- Jest! – Krzyknęła Megan, która zbiła prawie wszystkie kręgle. Zostały tylko trzy, ale to był i tak dobry wynik w porównaniu do Harre’go który zbił tylko jedną kręgle!
- Miałem gorszy dzień, jasne? – Syknął przez zęby do Liama który złapał się Nialla by nie upaść ze śmiechu. W tym momencie zadzwonił telefon dziewczyny. Zaskoczona odebrała.
- Halo? Co? Ah, tak jasne. Zaraz przyjadę. – Stwierdziła po czym się rozłączyła. Widząc pytające spojrzenie Zayna wyjaśniła. – Zooey mnie potrzebuje. Muszę iść. Cześć! – Krzyknęła do wszystkich.
- Taa potrzebuje … - Odburknął niezadowolony Malik …
                                                                                  KONIEC
Bardzo się cieszę że spodobał wam się pomysł z pisaniem co było w poprzednich odcinkach :D. Tak jakoś mnie z tym w szkole natchnęło. Oczywiście mega ślicznie dziękuje za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Zaskoczyliście mnie pozytywnie ;). Odcinek miał się pojawić jutro ale postanowiłam dodać go dzisiaj :D Poprawiliście mi zdecydowanie humor. Paa. 

czwartek, 11 października 2012

One direction 3 cz.2 odcinek 53


W poprzednich odcinkach:
 – Ty wiesz? – Spytał Harry.
- Co wiem? – Karen jakby w ogóle nie rozumiała.
- Kim jest dziewczyna która mi się podoba. – Odparł zbliżając się do niej. – W końcu powiedziałaś żeby dali mi spokój, więc stwierdziłem że chcesz ze mną o tym pogadać … Tak, tak wiem że ty mnie nie …
- Nie mam pojęcia. – Rzekła szybko. – Powiedziałam tak tylko dlatego ponieważ wiem jakie to wkurzające. Juliette nie chciała mi dać spokoju, kiedy jeszcze nic mnie nie łączyło z Louisem. To wszystko … Ale możesz mi zdradzić kim jest ta dziewczyna. Znam ją? ,,Aż za dobrze” – Pomyślał chłopak.
                                                                       *
- No przecież mówię! Kupiłam dom. Czyż to nie wspaniała wiadomość?
- Tak to świetna wiadomość, a teraz dobranoc. – Rzekł i kolejny raz ziewając zaczął wchodzić schodami na górę.
- Słonko! A ty nadal nic nie rozumiesz … - Stwierdziła ponuro, siadając na kanapie. – Przecież z kupnem domu wiąże się parapetówka!
- Aaa, To zmienia postać rzeczy. – Powiedział z uśmiechem. – to kiedy ta impreza i o której? – Spytał orzeźwiony. Już nie wyglądał na zmęczonego.
                                                                                  *
- Wow, mamo! Zajebisty dom. – Stwierdził Louis wchodząc do środka.
- Tak jest piękny. – Powiedziała Karen rozglądając się dookoła.
- To samo pewnie myślisz o Ryanie. – Odburknął Tomlinson.
- No jasne! Masz rację drogi Louisku, cały czas o nim myślę. Nie mogę spać i w ogóle jestem w nim zakochana! – Powiedziała wywracając oczami po czym się od niego oddaliła. Była wściekła że Louis jest o niego zazdrosny. Jakby miał o co!
                                                                                  *
- Wiem że to nie ty. – Wydukała Skyller, a Styles spojrzał na nią zdziwiony. Nie rozumiał co miała na myśli. – Wiem że to nie ty powiedziałeś fotoreporterom prawdę o moim ojcu. Już wiem kto to był.
- Kto? – Spytał szybko Harry zainteresowany tym faktem.
- On sam. – Powiedziała ciężko wzdychając. – Po przyjęciu opowiedział im wszystko, a potem sam mi się przyznał … Nie uwierzyłam ci …
- Właśnie nie uwierzyłaś mi. – Rzekł chłopak patrząc na podłogę. – Ale to nie ma znaczenia.
- Jak to? – Dziewczyna wydawała się być zaskoczona.
- Jesteś tylko moją choreografką. Nikim więcej.
One direction 3
Cz2 Odcinek 53
Karen tymczasem wyszła na balkon, chciała już iść z tej jej zdaniem nudnawej imprezy, ale wiedziała że zrobi przykrość matce Louisa. Christina naprawdę ją strasznie polubiła. Twierdziła że to miła, skromna dziewczyna, na którą to jej syn nie zasługuje! Zwykle matki swoich synów twierdzą że to ich wybranki na nich nie zasługują, wiadomo wyższe sfery itp. Kiedy tak dziewczyna rozmyślała nad matką swojego chłopaka, niespodziewanie ktoś jej zakrył oczy. Pomyślała że to Louis który chce ją przeprosić, za tą głupią zazdrość.
- Okej wybaczam. – Powiedziała z uśmiechem Karen.
- Ale co?
- Aaa, to ty Harry. – Rzekła widocznie rozczarowana kiedy go ujrzała.
- Widzę że przeszkadzam. Pójdę już. Chyba czekałaś na Louisa. No cóż, przyszła jego marna kopia. – Stwierdził ze smutnym uśmiechem i zaczął się oddalać.
- Czekaj! To nie tak! – Krzyknęła za nim dziewczyna. – Po prostu … wkurza mnie ta jego zazdrość. Na początku to było nawet słodkie, ale teraz kiedy zaczął prawić mi różne chamskie docinki to się stało udręką! On naprawdę nie rozumie że przystojny 25 – latek który jest zabawny i miły uczy mnie tylko angielskiego!
Na to Styles się roześmiał.
- Zabawny, miły ah i co jeszcze? A no tak! Uroczy, kochany, inteligentny, pracowity, uczciwy …
- Przestań! – Powiedziała Karen, rozbawionym tonem. – To nie jest śmieszne.
- Owszem jest. – Odpowiedział chłopak podchodząc do niej bliżej. – Ja na miejscu Louisa, nie byłbym zazdrosny o nauczyciela od angielskiego tylko o pewnego przystojnego 16 – latka prawie 17 – latka, z czarującym uśmiechem.
- Na miejscu Louisa byłbyś zazdrosny o Zayna? – Spytała poważnie dziewczyna. Wtedy Harry zaczął walić głową o barierkę.
- Ty naprawdę nic nie rozumiesz?
Karen pokręciła na to przecząco głową. Wtedy Harry kontynuował:
- Jakie mam ci dawać sygnały? Nie wiem może cię po prostu znienacka po … - Tu nie dokończył ponieważ zauważył że Karen jest czymś mega zaskoczona. Złapała się więc Harre’go by nie upaść na ziemię.
- To pieprzony kłamca, oszust i drań w jednym! – Powiedziała ostro. – A był zazdrosny o Ryana!
- O co ci chodzi? – Spytał Harry.
- O Louisa i jakąś zdzirę! Są tam koło altanki i się całują!
Styles zupełnie zaskoczony odwrócił się i spojrzał na wysokiego chłopaka i jakąś brunetkę. Zaczął się zastanawiać czy to na pewno Louis. W końcu dziewczyna zasłaniała jego twarz! Kiedy tak się gapili na nich, ktoś do nich podszedł.
- Co tam? Ooo, jakaś parka się obściskuje, zaje … - Powiedział Zayn i nagle urwał. – O kurwa a czy to nie Louis?
- No patrz! – Syknęła ostro Karen.
- O! Tu jesteście moi kochani. – Rzekła Christina podchodząc do nich. – A czy to nie mój syn i Karen? Ooo, pogodzili się jak ślicznie.
- Ekhem, ja jestem tutaj. – Powiedziała dziewczyna. Wtedy kobieta spojrzała na nią zaskoczona i jeszcze raz na brunetkę przy altance.
- A no rzeczywiście, tamta szmata jest brzydsza. – Stwierdziła, myśląc że poprawi to dziewczynie humor.
- Co? Coś ciekawego? – Spytał Liam podchodząc do nich razem z Niallem.
- Louis mnie zdradza. – Wyjaśniła Karen ciężko wzdychając.
- I tak go nigdy nie lubiłem. – Odpowiedział Horan. Dziewczyna wywróciła na to tylko oczami. Ich marne próby poprawienia jej humoru były bezużyteczne. Nagle nadeszła jeszcze jedna osoba, która była strasznie podekscytowana:
- O ja pierdole! Cykamy fotki! Ale będzie Zooey Sullivan z …
- Nie odzywaj się nawet ty pieprzony zdradziecki palancie! – Krzyknęła Karen.
- Ale co ja zrobiłem?
- Zdradzasz mnie właśnie!
-Kiedy ja stoję tutaj! – Krzyknął Louis, nie rozumiejąc o co jej chodzi.
- No rzeczywiście … - Powiedziała dziewczyna patrząc się na niego z zawstydzeniem.
- Ej, ale to … O w mordę! To Zooey i Max! – Krzyknął Louis i pobiegł im robić zdjęcia.
- Ej, ale nie zauważą go? – Zapytał Liam z powątpiewaniem patrząc na Tomlinsona ukrytego w krzakach.
- Bez obaw, Tomlinson to świetny agent. – Odpowiedziała ze śmiechem Karen. Tymczasem Louis, w najlepsze cykał im zdjęcia. Jak to on, chciał mieć najlepsze ujęcia więc postanowił że jeśli troszeczkę się przybliży nic się nie stanie. Pobiegł więc za inny krzak, który znajdował się bliżej Zooey i Maxa. W tym momencie naszła go dzika myśl!
Przez sekundę zaczął się zastanawiać czy to jest na pewno dobry pomysł. Stwierdzając że tak, wyskoczył ze swojej kryjówki i zaczął się drzeć: ,,Uśmiech” po czym zrobił im zdjęcie. Teraz miał idealne ujęcie! Z rozbawieniem patrzył na kujona i modelkę. On wyglądał na zaskoczonego a ona na wściekłą.
- Jeszcze ci mało? – Spytała ostro. – Najpierw zapoznajesz mnie  z Zaynem, a teraz robisz zdjęcia mnie i Leonowi?
- Co? Jakiemu Leonowi? – Louis zaczął się okropnie śmiać. Po co kujon kłamał w sprawie imienia? – Pomyślał. – Przecież to Max, klasowa oferma. – Dodał, pomimo gestów które wykonywał chłopak za plecami Zooey. Ta otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia i przez moment nie mogła wydusić słowa.
- Louis oczywiście żartował. – Wtrącił nagle Max. – Przecież jak mówiłem mam 20 lat, a mój ojciec ma firmę w Niemczech.
- Co? 20 lat? Przecież ty masz 16 lat, a twój ojciec pracuje jako fryzjer. – Powiedział Tomlinson jeszcze bardziej się ciesząc. – No to nie źle cię wrobił. Pewnie czujesz się głupio i masz ochotę zapaść się pod ziemię?
- Tak, trochę mi głupio że okłamałem cię, Zooey. – Powiedział Max, nieco zawstydzony.
- Nie ciebie pytałem. – Odburknął Lou. – To jej musi być głupio że całowała się z tobą.
- Pożałujesz tego. – Syknęła dziewczyna do Maxa. – I ty też. – Dodała patrząc się na Louisa.
- Ale ja nic nie zrobiłem! – Krzyknął za nią chłopak, jednak ona się nie odwróciła. Kiedy zostali sami, Louis już miał iść, ale odezwał się Max:
- A fajne wyszły chociaż te zdjęcia? Bo wiesz … może byś mi przesłał i … no wiesz … miałbym się czym chwalić.
- Chyba śnisz. – Rzekł chłopak i odszedł od niego …
                                                                                  ***
Prawie wszyscy weszli z tarasu do środka, została tylko Karen i Louis który bawił się telefonem zupełnie nie zwracając na nią uwagi. Dziewczyna czuła się nie wiarygodnie okropnie! Posądziła swojego chłopaka o zdradę! Z jednej strony wiedziała że kiedyś by do tego doszło, w końcu to Louis,  a z drugiej strony nie chciała by to zrobił.
- Louis … - Zaczęła dziewczyna, jednak on jej przerwał.
- Zimno. Chyba wejdę do środka. – Stwierdził i poszedł. Dziewczyna tylko ciężko westchnęła. Oparła się o barierkę i spojrzała w niebo. Zaczęła się zastanawiać nad słowami Harre’go, nim zobaczyła Zooey i Maxa. Co miał na myśli? I jakie on jej daje sygnały? A jeśli tak, to po co? … Po chwili zorientowała się że ktoś za nią stoi. Zaczęła się zastanawiać kto? Juliette? W końcu to jej dobra przyjaciółka. Harry? Może przyszedł powiedzieć co to za sygnały. Louis? Pewnie zdecydował się w końcu poważnie z nią porozmawiać. Liam? Jak to on, zapewne chce się ponabijać z jej głupich podejrzeń.
- Czy to prawda że Zooey Sullivan całowała się z Maxem? – Spytała Cathrin.
- Taa. Wiesz co? To wszystko ich wina. Gdyby się nie całowali, Louis tylko by mi dogryzał na temat Ryana, a nie chodził wściekły o głupie posądzanie o zdradę. – Powiedziała Karen nawet na nią nie patrząc.
- Posądzanie o zdradę?
- Długa historia. Nie ważne zresztą. – Odpowiedziała. – A tobie co się stało? Przyszłaś oznajmić że twoja zacięta walka o Louisa ciągle trwa i nie spoczniesz póki nie będzie twój? – Spytała odwracając się w stronę Cathrin. Ta tylko wzruszyła ramionami.
- Tak, właśnie to chciałam ci powiedzieć. – Rzekła wywracając oczami. – Przyszłam po prostu zapytać czy to prawda że się całowali … Swoją drogą Max zachował się bezczelnie. Najpierw mnie zaprasza na imprezę a potem obściskuje się z jakąś modelką.
- Cathrin, ekhem … zapominasz że zmusiłaś go by cię zaprosił. – Przypomniała jej z irytacją. – A teraz mogę pobyć sama?
- Zgoda, czyli mam rozumieć że przystojniaka z kieliszkiem szampana   też spławisz? – Spytała patrząc na nią z rozbawieniem. Karen tylko odwróciła się z powrotem. Ah, ta dziewczyna gadał jakimś dziwnym szyfrem, a może po prostu to ona była jakaś opóźniona w rozwoju?
- Przystojniak z kieliszek szampana? Dobre. – Powiedziała wywracając oczami. Wtedy Cathrin się ulotniła …
                                                                                  ***
W tym samym czasie, Tara piekielnie nudziła się na imprezie. Nie rozumiała czemu Liam ją zaprosił skoro nie zwraca na nią uwagi. A może zrobił to tylko po to żeby mieć jakieś towarzystwo? A czyje to już nie miało dla niego znaczenia … Ciężko wzdychając, zaczęła rozglądać się za wyjściem. Chciała potajemnie wymknąć się z parapetówki, nawet nie informując o tym Payna … Po paru minutach zauważyła drzwi wyjściowe, odetchnęła z ulgą i zaczęła się kierować w ich stronę.
- Już idziesz? – Usłyszała za sobą dobrze znany jej głos. Nawet się nie odwróciła tylko nacisnęła klamkę. Wtedy ta osoba złapała ją za rękę.
- Zostaw mnie!
- Hej, hej spokojnie! – Liam uniósł ręce w geście poddaje się. – Po prostu myślałem że dobrze się bawisz, a ty już uciekasz …
- Dobrze się bawię? – Spytała ostro. – Zaprosiłeś mnie, a potem totalnie olałeś. Zachowujesz się jak ostatni kretyn.
- Przepraszam, ale te dwie przyjaciółki Christiny były takie fajne … Zapewne teraz bylibyśmy w sypialni gdybym się nie dowiedział że jedna ma męża ale nie mógł przyjść a druga samotnie wychowuje 2 – latka.
- Nie wiedziałam że taki … taki … taki pustak z ciebie! – Krzyknęła i wybiegła na zewnątrz. Za nią pobiegł Liam, był najwyraźniej tą sytuacją rozbawiony.
- Żartuje! Jedna ma narzeczonego a druga jest wolna … tylko wiesz ta ładniejsza już kogoś ma więc je sobie odpuściłem.
- Żałosny jesteś. – Skomentowała Tara i zbiegła po schodach. Payne pobiegł za nią.
- Słuchaj … może wrócisz ze mną do środka? – Spytał łapiąc ją za rękę.
- Nie. – Powiedziała stanowczo patrząc mu prosto w oczy.
- Okej w takim razie, prowadź pani przewodnik. – Zdecydował chłopak ze śmiechem po czym ją puścił. Dziewczyna wyglądała na lekko zaskoczoną, ale tylko na moment.
- Ja idę do domu, a ty masz tam wstęp wzbroniony. – Powiedziała triumfująco i zaczęła się oddalać.
- W takim razie zaśpiewam serenadę pod twoim oknem, sama tego chciałaś. – Rzekł Liam i zaczął za nią iść. Tara zdała sobie sprawę że ten świr nie żartuje i rzeczywiście jest zdolny do totalnego ośmieszenia się przed jej rodzicami. Nie mogła na to pozwolić, inaczej pomyślą że zadaje się z jakimiś umysłowo chorymi osobami.
- Dobra! Wracam na imprezę tylko błagam, nie waż się nawet pisnąć pod moim oknem! – Warknęła ostro.
- Ma się rozumieć szefowo. – Odpowiedział rozbawionym tonem.
                                                                       ***
Karen usłyszała że ktoś stuka kieliszkami o siebie. Pomyślała że to Louis, który stwierdził że wybacza jej a on sam zachowywał się jak dzieciak. No cóż, kolejny raz intuicja ją zawiodła. Okazało się bowiem że to był Harry!
- Mademoiselle, życzy sobie szampana? – Spytał machając jej kieliszkiem przed oczami. Ta kiwnęła głową i bez zastanowienia wypiła całą zawartość.
- Dzięki. Ale nie poprawisz mi humoru. – Odpowiedziała ponuro.
- To nawet nie była próba. – Powiedział uśmiechając się szeroko. Odstawił oba kieliszki na ziemię i złapał ją za dłoń. – Chodź. Pokaże ci coś.
Po tych słowach pociągnął ją za sobą i tak zaczęli przez parę minut biec, nie wiadomo gdzie. Karen przez moment nawet zaczęła się obawiać że może za dużo wypił i coś mu się pokręciło.
- Harry ale ty nie zamierzasz mnie zabrać do krainy elfów? – Spytała poważnie.
- Nie. Bez obaw. – Powiedział z uśmiechem. – Zamierzam cię zabrać do krainy świętego Mikołaja. – Dodał ze śmiechem.
- To nie jest zabawne powiedz mi lepiej gdzie mnie cią …. – Tu się zacięła ponieważ ujrzała przed sobą jeziorko a wokół niego pełno drzew. Było tu naprawdę bardzo cicho i spokojnie. – gniesz. – Dokończyła rozglądając się. Woda cicho się kołysała, a szum drzew nadawał temu miejscu nie powtarzalny nastrój. Dziewczyna przez moment poczuła się jak na prawdziwej randce. Ah, dlaczego tyle z Louisem są parą a jeszcze nigdy nie zabrał ją w podobne miejsce?
- Matka Louisa, przed chwilą zaczęła opowiadać o tym miejscu. Powiedziała że jest 5 minut drugi stąd, więc pomyślałem że może tak poprawię ci humor. Oczywiście zostawię cię samą. Jakbyś nie mogła trafić to dzwoń. Tutaj będziesz sama … Cathrin mówiła że tego właśnie chcesz. – Rzekł i zaczął się powoli oddalać. Wyglądało to tak, jakby do ostatniej chwili miał nadzieje że Karen zmieni zdanie. Nie mylił się.
- Zostań. – Powiedziała patrząc się na wodę. – Akurat ty potrafisz słuchać kiedy się od ciebie tego wymaga, udzielać dobrych rad i milczeć. – Dodała spoglądając na niego z uśmiechem.
- Tak … racja … To … prawda. – Zaczął się jąkać jak nienormalny. Karen aż zaczęła się śmiać. Jego mina i ton były naprawdę zabawne. – Coś się stało?
- Nie ale … Harry możemy szczerze porozmawiać? – Spytała patrząc mu prosto w oczy.
- Ja zawsze jestem wobec ciebie szczery. – Po tych słowach ugryzł się w język. – Znaczy tak możemy.
- Zgoda a więc … - W tym momencie usiadła na trawie, a Styles spoczął obok niej. – A więc co miałeś na myśli, zanim zauważyłam całujących się Zooey i Maxa? Nie daje mi to spokoju.
- Że … że … ja … - Harry znów zaczął się przekomicznie jąkać. – To trudne. – Wydukał w końcu. – Nie wiem jak ci to wyjaśnić.
- Chodzi o tą dziewczynę? Powiedziałeś jej o swoich uczuciach a ona cię odrzuciła? Tak? – Spytała Karen prawie pewna że tak właśnie się stało. Chłopak tylko wzruszył ramionami. Ah, gdybyś znała prawdę. – Pomyślał smutno.
- Właściwie to nie powiedziałem jej. – Wyznał nie śmiało. – Ona … ona nic do mnie nie czuje jestem tego pewien. Ma chłopaka i niech tak zostanie. A ja … a ja nie powinienem się zakochiwać. To wszystko moja wina. Gdyby dowiedziała się prawdy … ona nie odwzajemniłaby uczucia a tylko litowała się nade mną, a nie tego chcę. Już wolałbym żeby traktowała mnie z góry. – Zakończył mówić po czym spuścił głowę.
- Zakochałeś się? – Spytała wyraźnie zaskoczona. – Wow, myślałam że to tylko takie zauroczenie … Z tego co wiem jak Harry Styles się zakocha to … - W tym momencie oboje się roześmiali.
- Potrafi nawet na zawsze, co? – Spytał retorycznie. – I w tym właśnie jest problem … Bo wiesz jeśli ona rzuciłaby dla mnie swojego chłopaka, (co oczywiście jest nie możliwe), to znaczy że jest nie stała w uczuciach, a nie takiej dziewczyny chce. Chyba że nie rzuciłaby go dla mnie …
- Drogi Haroldzie stwierdzam że twoja logika przekracza granice zawiłości. – Powiedziała ze śmiechem dziewczyna. Styles uśmiechnął się tylko smutno. – Pocałuj ją. – Rzekła nagle dziewczyna.
- Co? – Zapytał chłopak który nagle się ożywił. – Jak mam ją pocałować?
- Po prostu. Gdziekolwiek, nie ważne o której godzinie. Jeśli ona nic do ciebie nie czuje da ci w twarz, a jeśli chociaż odrobinkę darzy cię miłością nie przerwie.
- Ale kiedy? – Spytał patrząc jej prosto w oczy.
- Kiedy będziesz miał okazję. Może jest na tej imprezie, co? Wtedy idź tam i ją pocałuj nawet przy wszystkich. Po prostu zrób to przy najbliższej okazji. – Powiedziała Karen. Wtedy Harry zaczął nieco panikować. Miał idealną okazję ale bał się, bał się że jednak dostanie  w twarz. A to złamałoby mu serce. Może lepiej niech zostanie tak jak jest? Po co wszystko komplikować? Przecież ten pocałunek zmieni wszystko … Nie będą się czuć już tak swobodnie w swojej obecności, a po za tym Louis się wkurzy i zwolni go ze stanowiska najlepszego kumpla na WRÓG NR 1!
- Szkoda że nie mam okazji. – Wyznał z ciężkim bólem.
- Nie? Ty oszuście! Przecież Skyller jest na tej imprezie! – Powiedziała ze śmiechem podnosząc się z ziemi.
- Odjebało ci? Nie kocham się w Skyller! – Odpowiedział z rozbawieniem, po czym powalił ją na ziemię i przygniatając ją ciałem zaczął Karen łaskotać.
- Okej, okej! Nie kochasz się w Skyller, pasuje? – Spytała dziewczyna. Wtedy chłopak kiwnął głową i zaczął się podnosić. – Cathrin też nie jest zła! – Dodała i zaczęła uciekać. Styles był jednak szybki i dogonił ją tuż przy jeziorze. Kiedy po 15 minutowej bitwie, którą wygrał Harry, nadal na niej leżąc powiedział:
- Pierwszy raz wygrałem z dziewczyną.
- Bo nigdy nie łaskotałeś żadnej dziewczyny! – Powiedziała nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Racja. – Stwierdził z rozbawieniem.
- Dzięki poprawiłeś mi humor. Zaraz czas, zmierzyć się z okropnym Tomlinsonem. – Powiedziała ciężko wzdychając po czym zaczęła się bawić jego włosami. – Pamiętasz jak chciałam cię pocałować w policzek a ty odwróciłeś głowę i trafiłam w usta? – Spytała prawie szeptem.
- Ej, chyba nie chcesz mi robić wyrzutów? – Spytał poruszając zabawnie brwiami.
- Nie, oczywiście że nie … To było urocze. – Stwierdziła nie patrząc mu w oczy tylko na jego grzywkę. Wzrok chłopaka był cały czas skupiony na dziewczynie. Chciał ją pocałować, ale wiedział że nie może … Chciał jeszcze bardziej odkleić się od niej, ale nie mógł wstać. Jakaś dziwna siła grawitacji mu nie pozwalała.
- Nie jestem za ciężki?
- W każdym razie lżejszy od Louisa. – Odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Harre’mu widocznie humor się popsuł. Zawsze wszystko sprowadzało się do jego kumpla! Tak, to była jego dziewczyna, ale strasznie często o nim gadała. Kochała go to logiczne.
- Bo mnie tu nie ma … Nagle Harry Styles stał się nie widzialny. – Rzekł, na co Karen się roześmiała.
- Nie chcesz gadać o Louisie? W czym ci ten nieszczęśnik podpadł?
- Zrobił przypalone grzanki.
- Oh! – Karen złapała się teatralnie za usta. – Co za bezczelność!
- Prawda? – Spytał z rozbawieniem w głosie, jednocześnie podnosząc się. Nie czuł się dziwnie, wręcz przeciwnie. Bał się tylko że ktoś może ich zobaczyć. On wiedział że Karen nigdy nie mogłaby zdradzić Louisa, ale inni nie mają co do tego pewności … Chociaż …
- Czekaj bo … Uznasz że to dziwne ale … - Zaczęła dziewczyna wstając do pozycji siedzącej, chłopak znajdował się tuż obok niej. Karen spojrzała mu głęboko w oczy.
- Ale co? – Spytał z pewną nadzieją w głosie.
- Ja dopiero teraz zauważyłam że … - Dziewczyna oparła dłoń na jego klatce. – Ty masz zielone oczy. – Dokończyła i zaczęła się śmiać. Harry spojrzał na nią dziwnie.
- Ile wypiłaś?
- Nic. – Wzruszyła ramionami. – Czekaj … dałeś mi szampana to jeden kieliszek… a nie dwa bo matka Louisa mi dała … albo trzy bo wiesz nudziło mi się i … a może jednak czte …
- Okej, okej rozumiem. – Stwierdził ze śmiechem. – Wcześniej wydawałaś się normalna … No cóż … może alkohol tak na ciebie działa? – Zaczął się zastanawiać.
- Harry … oh, Harry … szampan to nie alkohol. – Powiedziała poważnie.
- No jasne … wino to też nie alkohol a wódka tym bardziej.
- Dobra koniec żartów. – Rzekła z uśmiechem. – Ale na serio nie wiedziałam że masz zielone oczy. Zaskoczył mnie ten fakt … Nigdy ci się nie przypatrywałam z bliższej odległości.
- Ja zawsze wiedziałem że masz brązowe. – Powiedział dumnie. – Ale okej, wybaczam … Może już wracajmy? Boje się że zaczną coś podejrzewać w końcu chyba tylko my zniknęliśmy na tyle czasu …  
- Harry? Mogę coś sprawdzić?
- A konkretnie?
- A konkretnie to się zamknij. – Odpowiedziała po czym zbliżyła swoją twarz do niego. Styles poczuł że serce bije mu coraz szybciej. Nie wiedział co ma zrobić, w ogóle nie wiedział co ona chce zrobić. To co mu się wydaje czy …? Kiedy ich usta dzieliły zaledwie milimetry, powiedział:
- Powinniśmy wracać.
Wtedy Karen jakby wybudziła się ze snu.  Wyglądała na dość zdziwioną.
- Ah, tak, jasne, wracajmy. – Powiedziała szybko.
W drodze powrotnej oboje milczeli. Harry zastanawiał się dlaczego chciała go pocałować? Może ona coś też do niego czuła? Kiedy tak nad tym myślał, poczuł że jego uczucie może nie do końca jest nieodwzajemnione. Tylko dlaczego jak ten idiota przerwał? Tak, tak dla Louisa. Tylko czy on jest tego wart? Czy on postąpił tak samo?
                                                                                  ***
Kiedy Karen weszła do środka, Harry usiadł przed domem na schodach. Podeszła do niego Skyller z dziwną miną.
- No to teraz już wiem w kim się kochasz. – Stwierdziła. Harry nie odpowiedział. – Pamiętaj że ona ma chłopaka. – Dodała.
- Co? Nie miałem pojęcia. Super że mi o tym mówisz, teraz na pewno przestanę do niej czuć to co do tej pory. – Odparł z ironią. Dziewczyna wywróciła oczami. – A tak w ogóle skąd o tym wiesz?
- Widziałam was. Tak nie zachowuje się chłopak, dla którego dziewczyna nic nie znaczy. W sumie ona też nie zachowała się fair w stosunku do Louisa … Czy mi się wydaje czy ona chciała cię pocałować?
- Nie twoja sprawa. – Odburknął obrażonym tonem.
- Nie wściekaj się. Po prostu nie lubię kłamstw. Uważam że powinieneś powiedzieć swojemu przyjacielowi że jego dziewczyna chciała go zdradzić.
 Wtedy chłopak wstał i spojrzał na nią groźnie.
- To idź i mu to powiedz! Proszę droga wolna! A na drugi raz nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, okej?!
Po tych słowach poszedł.
                                                                                  KONIEC
Specjalnie dla was, tak zamieszałam pomiędzy Karen i Harry’m. Miałam na nich inny pomysł, ale chcieliście żeby coś się działo. No to proszę! :D Coś tam powoli zaczyna …
Aha, miałabym taką prośbę, żeby każdy kto to przeczyta skomentował. Chciałabym zobaczyć ile was jest. No chyba że rzeczywiście są tylko te 5 osoby, które skomentowały pod poprzednim rozdziałem, którym oczywiście bardzo dziękuje :D. Wasze komentarze poprawiły mi humor.
Aha i jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa. Otóż, jak zapewne widzieliście napisałam na samym początku co wydarzyło się w poprzednich odcinkach, tak żebyście wiedzieli, jakie tematy będą poruszane w tym odcinku. Opisuje naprawdę sporo bohaterów i na pewno nie pamiętacie historii wszystkich. To będą nawet urywki z 4 odcinków wstecz jeśli zajdzie taka potrzeba.   Tak więc mam pisać co wydarzyło się w poprzednich odcinkach? Paa. ;d