Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vanessa Malik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vanessa Malik. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2015

Łamacze serc 1x14 You're not my happy ending

Oczami Vanessy:
Po tragicznej wycieczce, która jednak zakończyła się sukcesem, gdyż spotkałam Harry’ego, miałam pełno bąbli od ukąszeń komarów, więc jednak mogę ją mianować mianem „tragiczna”. Zużyłam chyba wszystkie preparaty na ukąszenia, Zayna, mam nadzieje, że się nie obrazi. Oczywiście, mogłam iść do apteki, ale to całe 100 metrów. Było zbyt upalnie, aby w ogóle wychodzić z domu. Gdy próbowałam ochłodzić się wyjętym lodem z zamrażalki, przykładając go do czoła, ktoś wszedł. Taa, zawsze w idealnym momencie. Jeszcze sobie pomyślą, że jestem normalna i mam takie same problemy jak wszyscy!
- Jestem idiotą. – powiedział Rodrick rzucając się na kanapę. Wywróciłam oczami. – Czy ty ochładzasz się lodem? – zapytał patrząc na mnie. – Jednak nie jestem aż takim idiotą, dzięki Van.
- Przypominam ci, że jestem jedyną osobą, która chce słuchać o twoich problemach. – powiedziałam ze słodkim uśmiechem.
- Nie. Jest jeszcze Steve. Ale jemu muszę za to płacić. – zmarszczył brwi. – Więc pozostajesz ty. Jesteś chociaż tańsza.
- Przysięgam, że jeszcze chwila… - starałam się zachować spokój, ale przy tym chłopaku jest to niesamowicie trudne.
- Dobra, już mówię. Pamiętasz Dzień ziemi?
- Jak mogłabym zapomnieć! Dzięki mojego kochanemu przyjacielowi Rodrickowi, mam dotąd ukąszenia po komarach, już nie wspominając, ze przeżyłam spotkanie z pająkiem i zgubiłam się w lesie.
- Wszyscy o tobie i Vic plotkowali. Stałaś się tam sławna. Teraz rodzice ostrzegają swoje dzieci, że jak nie będą ich słuchać to staną się tacy jak ty. – powiedział ze śmiechem, chodź wiedziałam, że mówił poważnie.
- Moje serce rośnie. – odpowiedziałam z dumą. W końcu się o mnie mówiło, wprawdzie wśród ludzi, którzy mnie nie obchodzą, ale to nie ma znaczenia. – I co w związku ze świętem ziemi?
- Poznałem tam kogoś… - zaczął Rodri, a ja mu natychmiast przerwałam.
- Czekaj niech zgadnę! Jakiego poczciwego staruszka z którym uciąłeś sobie pogawędkę na temat rozkładania namiotów? – rzuciłam z kpiną.
- Ha, ha. Bardzo zabawne. Poznałem tam chłopaka, młodego. W moim wieku. – zrobił nacisk na słowo „młodego”.
- Aha i zastanawiasz się nad tym jak Justin zareaguje jak się o tym dowie, co? Pozwól, że ja mu o tym powiem. – powiedziałam z ekscytacją, gdyż już sobie wyobraziłam jak dzwonie do Justina i mówię mu „Rodrick sobie kogoś znalazł, kto jest lepszy w łóżku od ciebie. Zegnaj suko bezpowrotnie!”
- Właściwie to nie… - odparł, a ja wydałam z siebie jęk rozczarowania. – Nie wiem czy coś z tego będzie, ale chciałbym spróbować. Jest tylko jeden problem.
- Jest brzydki? – wypaliłam. – Nie martw się. Jak mu zależy na tobie to przejdzie operację plastyczną.
- Co? Jezu, nie! Jest piękny. Chodzi o to, że nie mam jego numeru. Zapomniałem zapytać gdy się żegnaliśmy.
- Proste. Znajdź go na facebooku. – powiedziałam bezproblemowo.
- Nie mogę. Nie wiem jak się nazywa. – spuścił głowę. – Tam wszyscy mieli pseudonimy, wiem tylko tyle, że on sobie wybrał nazwę „Marco”. Nic po za tym o nim nie wiem.
Otworzyłam szeroko oczy! Rodrickowi od jakiś 3 lat spodobał się inny chłopak niż Justin, już nie mówiąc o tym, że przed Justinem też go kochał. Tak wiem to skomplikowane, ale Rodri od nastoletnich lat był jego fanem i w jego sercu zawsze był ten cholerny Justin! A teraz gdy w końcu spodobał mu się ktoś inny to on nawet nie spytał o imię i nazwisko. Jak bardzo trzeba być głupim? Nie wierzę!
- Żartujesz, prawda? – aż z wrażenia odłożyłam loda, który na marginesie prawie się rozpuścił.
- Chciałbym. – westchnął. – Co mam zrobić?
- Iść się leczyć? – rzuciłam bez zastanowienia. – Dobra, tak czy owak spróbuj go znaleźć w Internecie. Skąd wiesz? Może nawet teraz wysłał ci zaproszenie na facebooku, albo zaczął obserwować na twitterze. Zamiast więc narzekać rusz tyłek i weź mojego laptopa. Dobroczynnie ci go użyczę.
- Dzięki Van, jesteś wielka. – powiedział i pobiegł na górę do mojego pokoju. Co się dzieje z tym światem?
                                                                       ***
Siedziałam na kanapie z nogami na stoliku od kawy, a naprzeciwko mnie był wiatrak. To i tak było za mało, ponieważ na dworze temperatura sięgała chyba do 40 stopni! Moja głowa zaraz wybuchnie. Gdyby co chwilę ktoś nie wchodził do naszego domu to spokojnie mogłabym założyć bieliznę. Jak to mam jednak zrobić kiedy zaraz może pojawić się Steve z lornetką? Albo co gorsza może mnie nagrać i opublikować nagranie w sieci, chodź… to nie byłoby takie złe. Chociaż ludzie poznaliby mnie jako zapewne „napaloną kocicę”, „słodką zdzirę” lub jeszcze jakoś inaczej. Nie wiem jaki pseudonim wymyśliłby mi Steve, a wiem, że ma chłop wyobraźnię.
- Czy ty naprawdę przykładasz sobie mięso do czoła? – zapytała Victoria.
- Lód się już rozpuścił. – odpowiedziałam.
- Tak, to wiele wyjaśnia. – Victoria zajęła miejsce obok mnie nieprzekonana. – Wiesz może co Rodrick robi na górze w twoim pokoju? Rozumiem, że cię lubi, ale to chyba już przesada, co?
- Korzysta z mojego laptopa. – wyjaśniłam.
- Po co? Nie boisz mu się go dać? Zobaczy wszystkie twoje erotyczne zdjęcia.
- Hej! Nie robię sobie erotycznych zdjęć! – zaprotestowałam. – No dobra, robię. – wywróciłam oczami. – Rodrick szuka Marco. Wiesz, jakiegoś chłopaka którego spotkał na dniu ziemi.
- W twoim laptopie?
- W internecie! Vic, używaj czasami mózgu! Myślisz, ze mam w laptopie informacje o jakimś Marco!
- Zabrzmiało jak aktor porno. A o nim już Rodrick mógłby znaleźć informacje na twoim laptopie. – powiedziała w rozbawieniu. Nie skomentowałam tego. – Skoro pomogłaś Rodrickowi to i musisz pomóc mnie.
- Gdybym pobierała opłaty za każdą pomoc… - westchnęłam. – Ale w porządku. W czym rzecz?
- Kocham się w twoim bracie właściwie odkąd tutaj zamieszkałam. I to trwa już za długo. Muszę go jakoś zdobyć, a skoro to twój brat to najpewniej wiesz jak to zrobić. Co go pociąga? – Victoria spojrzała na mnie wyczekująco.
- Pół nagie modelki? – strzeliłam.
- Van, mówię poważnie. – moja przyjaciółka wywróciła oczami.
- A ja ci poważnie odpowiadam. Ale okey, mówiąc szczerze to każdy facet lubi jak dziewczyna interesuje się tym co on.
- A czym się interesuje Zayn? – zmarszczyła brwi.
- Dziennikarstwem głuptasie! Musisz pokazać mu, że masz do tego smykałkę i jesteś w tym dobra. Na dalsze instrukcje czekaj później. – powiedziałam kładąc się na kanapie.
- Okej. – Vic kiwnęła głową. – Dzięki, Van.
                                                                       ***
- Witaj zakochany! – powiedziałam wchodząc do swojego pokoju. Rodrick leżał na brzuchu na moim łóżku i wpatrywał się zaciekle w mój laptop. – Znalazłeś swojego wybranka?
- Trzy razy tak! – odparł szczęśliwy. Wręcz kipiała z niego radość. Wow, co ta miłość robi z ludźmi. Sprawia, że nie są zgorzkniałymi smutasami, którzy narzekają na wszystko dookoła. Yup, nigdy nie będę zakochana. Miłość niszczy wszystko.
- Pokaż! Jak wygląda? – rzuciłam się obok Rodricka na łóżko.
- Tylko jest jedno „ale” znalazłem moją bratnią duszę tylko to nie jest ten chłopak z dnia ziemi. – powiedział nieśmiało.
- Jak to? – spojrzałam na niego.
- W miedzy czasie gdy przeglądałem wszystkie portale społecznościowe napisał do mnie jeden chłopak i tak od słowa do słowa…
- O mój boże! – wykrzyknęłam łapiąc się za usta. – Mieliście cyberseks?
- Dobry boże, nie. – odpowiedział z odrazą. – Cyberseks jest obleśny.
- Wiesz, nie dowiesz się dopóki nie spróbujesz. – powiedziałam z uśmiechem. Rodrick jeszcze chwilę wpatrywał się we mnie, aż w końcu potrząsnął głową.
- A więc poznałem innego chłopaka i jest mega inteligentny i zabawny. Zaraz mu zaproponuje spotkanie.
- Jak wygląda? – dopytywałam się.
- Nie mam pojęcia. Nie umieścił zdjęcia. – podrapał się w tył głowy.
- Więc zapytaj go o nie. – poradziłam wzruszając ramionami.
- Pytałem, ale powiedział, że dla niego liczy się wnętrze a nie wygląd.
- A widział twoje? – zapytałam.
- Jasne. Cały czas dopytuje o nowe. Chyba mu się spodobałem. – powiedział zadowolony. Wywróciłam oczami. Naiwność Rodricka mnie czasami przeraża.
- Ten koleś cały czas ci udowadnia jak dla niego liczy się wnętrze. Jakie to słodkie. – powiedziałam ironicznie.
- Oj, czepiasz się. – mruknął.
- Zdradź może chociaż jego imię? Czy jego też nie chciał ci powiedzieć twierdząc, że to nie ma znaczenia. Liczy się wnętrze. – zakpiłam.
- Ma na imię James. – odparł posyłając mi złowrogie spojrzenie.
- Mhm i co ci napisał ten James? Że twoje oczy są odzwierciedleniem duszy, czy może twoja wewnętrzna aura wręcz kipi dobrem?
W odpowiedzi jednak Rodrick rzucił we mnie poduszką i kazał wyjść z własnego pokoju! No nie doczekanie. Jak to się ludzie rozpuścili ostatnio.
Oczami Victorii:
Poszłam za radą Vanessy i postanowiłam zacząć się interesować dziennikarstwem. Z racji tego, że Zayn pracuje w czasopiśmie plotkarskim, postanowiłam przeczytać wszystkie najnowsze plotki o gwiazdach! Zajęło mi to całe dwie godziny. Potem starałam się to sobie wszystko przyswoić i zadowolona z efektów mojej pracy poszłam do Zayna, który starał się zrobić kurczaka. Mhm, pychota!
- Cześć. Co robisz? – zapytałam, a dopiero potem ugryzłam się w język. To nie było dobre posunięcie. Przecież widać co robi.
- Kurczaka. – odpowiedział.
- Aha. Lubisz gotować, co? – zadałam kolejne pytanie.
- Jeśli porównać mnie z Vanessą to jestem w tym mistrzem. – powiedział z uśmiechem.
- I tak sobie gotujesz, co? – boże, jaką jestem skończoną idiotką. Nie umiem flirtować. Nie jestem w tym dobra. Jestem wręcz beznadziejna.
- Wszystko okey? – zapytał.
- Tak, tak jasne. – machnęłam nie dbale ręką. – Dlaczego uważasz, że jest inaczej? Bo zachowuje się dziwnie?
- Um, tak. – odpowiedział patrząc na mnie nie pewnie. Postanowiłam zmienić temat.
- Wiesz, że Bruce Jenner zmienił płeć! – powiedziałam to takim tonem, jak gdyby to była jakaś super nowość. Prawda jest tak, że cała Ameryka o tym wiedziała. – Teraz jest Caitlyn Jenner. Wyobrażasz to sobie? Jak można było ze wszystkich imion wybrać sobie takie okropne?
- Cóż, jemu pewnie się podoba. – powiedział wsadzając kurczaka do piekarnika.
- Taa. – mruknęłam myśląc, co jeszcze wyczytałam.
- Wiesz też, że Iggy Azalea się zaręczyła? Pierścionek był wart podobno miliony! Ja bym za to kupiła jedzenie dla biednych dzieci. – rzuciłam. – Jak można tak trwonić pieniądze?
- Kto bogatemu zabroni? – powiedział z wymuszonym uśmiechem.
- Słyszałeś pewnie o kontrowersyjnym występie Jennifer Lopez, co? Jesteś dziennikarzem, więc musisz to wiedzieć.
- Akurat o tym nie słyszałem. – odpowiedział chłopak. – Po za pracą nie interesuje się życiem innych. – dodał. Cholera! Teraz straciłam u niego wszystkie szansę. Ma mnie za jakąś obsesyjną idiotkę, która wkłada nos w nie swoje sprawy. 
- I słusznie. Ja też tego właściwie nie robię, ale tak obiło mi się o uszy. – powiedziałam i czym prędzej zmyłam się z kuchni. Vanesso Malik zapłacisz mi za to!
                                                                       ***
- Jak mogłaś mi to zrobić? – powiedziałam oburzona wchodząc do pokoju Vanessy.
- Ale co? – udawała jeszcze zdziwioną! Jakby nie wiedziała.
- Chciałaś zabawić się moim kosztem, co? Wiedziałaś, że po za pracą Zayn ma w dupie kto się z kim umawia, a ja zrobiłam z siebie idiotkę!
- Taa, bo mnie akurat obchodzi życie Zayna. – odpowiedziała ze śmiechem. – Wiem tylko tyle, że pracuje jako dziennikarz i reszta mnie w sumie nie obchodzi. A ty nie musiałaś robić z siebie idiotki. Chociaż nie, ty masz to we krwi.
No zaraz szlag mnie trafi! Zaczęłam chodzić wściekła po jej pokoju. Muszę się uspokoić, bo zaraz coś rozwalę. Nigdy nie miałam problemów z radzeniem sobie z gniewem. Aż do tej chwili.
- To co mam zrobić dalej? Jak go zdobyć?
Vanessa zaczęła się zastanawiać, albo udawać, że to robi.
- Hm, wiem też o moim bracie, że lubi robić tatuaże. Nawet bardzo. Więc zrób sobie jeden. Pokaż, że jesteś taka jak on. – wzruszyła ramionami.
- Nawet nie mam pojęcia gdzie jest studio tatuaży. – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Okej. Wielkodusznie pójdę z tobą. – westchnęła Vanessa. – Ciocia Van zawsze do usług.
- Dzięki. – mruknęłam niezadowolona.
Oczami Rodricka:
Jeszcze tego samego dnia umówiłem się z Jamesem w barze. Czekałem na niego podekscytowany, zamawiając drinka za drinkiem. Jednak koleś postanowił się spóźnić, więc po prostu siedziałem znudzony i samotny i obserwowałem śmiejących się ludzi wokół mnie. Prędzej się upije niż ten chłopak postanowi wpaść. Podpierałem głowę ręką i spojrzałem na zegarek na ręce. Zajebiście. Spóźnia się już równe 27 minut. Co jest z nim nie tak? Czyż nie oczarowałem go moimi seksownymi fotkami? Może po prostu się rozmyślił w ostatniej chwili? Cholera. Nie dosz, że nie wiem jak naprawdę nazywa się Marco, to w dodatku fajny chłopak mnie wystawił. No może nie jest taki fajny skoro mnie wystawił.
- Twoja randka nie przyszła, co? Znam to. – powiedziała młoda barmanka z tatuażami prawie na całym ciele, nalewając mi kolejnego drinka.
- Przyjdzie. – zapewniłem ją z wymuszonym uśmiechem. Nie oszukujmy się. Nie przyjdzie. Zastałem wystawiony. Tak, proszę państwa! Rodrick Newman został wystawiony. Cofamy się do podstawówki czy co? 
- Ile go już nie ma? – zapytała kobieta.
- 27, no teraz już 28 minut. – odpowiedziałem znudzonym tonem.
- Tak jak myślałam. Nie przyjdzie. – powiedziała dotykając mojego ramienia. – Przykro mi, chłopcze.
- Nic się nie stało. Pozwoli pani, że się upije aby to uczcić. – odparłem, a ona się uśmiechnęła kiwając głową.
Oczami Victorii:
Cholera. To jest ten dzień. Dzień w którym Victoria Lawrence zrobi sobie tatuaż dla chłopaka swoich marzeń! To nic trudnego, prawda? Po prostu tam pójdę i każe sobie wytatuować jakiś fajny wzór. Zayn zobaczy jacy jesteśmy do siebie podobni i sam zaproponuje randkę. Tak, ten plan jest idealny. Nie wierzę, że to robię, naprawdę. Sama siebie nie poznaje, ale miłość wymaga poświęceń. A ja właśnie to robię- poświęcam się.
- Idziemy? – powiedziała Vanessa, gdy zeszłam z góry. Kiwnęłam nie pewnie głową. Boże, boje się tak bardzo. Obym nie stchórzyła. Pamiętaj Vic, że robisz to dla Zayna. Dla nikogo innego! Tylko dla niego. Bo go kochasz i jest dla ciebie ważny. Dasz radę.
- Chodźmy.
Vanessa otworzyła drzwi, a tam niczym duch, w progu stal Rodrick. Wyglądał jak cztery nie szczęścia. Zawsze jego włosy są idealnie ułożone na lakier, a rurki, które nosi nie przepuszczają chyba powietrza. Tym razem było inaczej. Miał na sobie dresy i zwykłą koszulkę, a na jego włosach nie było ani grama lakieru.
- Wszystko w porządku? – zapytała Van.
- Nie. – jęknął wpadając do środka. – Nic nie jest w porządku. Jestem największym nieszczęśnikiem na świecie. Jestem beznadziejny, głupi i brzydki. No dobra, może prócz brzydki.
- Co się stało? Rodrick, nie mamy czasu. Victoria idzie zrobić tatuaż. – Van założyła ręce na klatkę piersiową i spojrzała na niego wyczekująco.
- Nie, właściwie to się aż tak bardzo nie spieszymy. Możesz mówić Rodrick jak najdłużej. – odezwałam się.
- Wystawił mnie! Rozumiecie? Wystawił! – krzyknął. – Więc się upiłem w barze i obudziłem się z mega kacem rano. Nawet nie chciało mi się ładnie ubrać. Spójrzcie na mnie! Istna tragedia. Wyglądam jak… jak Steve.
- Oj bez przesady. – machnęła ręką Vanessa. . – Nikt nie wygląda tak okropnie jak on.
- Ma rację. – wskazałam na Van kciukiem. 
- Dlaczego mnie wystawił? Czy jestem aż tak beznadziejny? – do jego oczu zaczęły napływać łzy.
- Dobry boże, nie. Tylko nie płacz. – Vanessa wywracając oczami podeszła do swojego przyjaciela i objęła go. – Jesteś przystojny, zabawny i mądry. A ten facet to świnia. Idź do mojego pokoju i napisz mu co o nim sądzisz.
- Masz rację. – odparł Rodrick pociągając nosem. – Prze okazji wspomnę, że umawiałem się z Justinem Bieberem.
- Nah, o tym możesz nie wspominać. – Van pokręciła głową. – Nie ma powodów by się tym chwalić.
Rodrick patrzył na nią przez chwilę bez słowa, a potem pobiegł na górę mrucząc, że dowali mu tak jak jeszcze nikt. Kiedyś ludzie dowalali sobie twarzą w twarz, a teraz robią to przez internet. Jak te czasy się zmieniają.
                                                                       ***
Kiedy znalazłyśmy się z Vanessą w studiu tatuaży, przebiegł mnie dreszcz po całym ciele. Rozglądałam się po pomieszczeniu, czując się nie swojo. To nie jest miejsce dla mnie, nie. Zdecydowanie nie. Zrobiło mi się wręcz słabo jak zobaczyłam te wszystkie przyrządy. Tutaj się robi tatuaż czy przeprowadza operację plastyczną?
- Zajebiste miejsce. – powiedziała Van zachwycona. – Och, tak ci zazdroszczę Vic!
- Tak? Więc zrób sobie ten cholerny tatuaż za mnie. – odpowiedziałam.
- Chcesz zdobyć Zayna? – zapytała, a ja kiwnęłam głową. – No, to nie marudź.
- Słabo mi. – powiedziałam i złapałam się oparcia kanapy. – To na pewno bezpieczne?
- W internecie pisali, że tak…
- W internecie? W internecie?! – krzyknęłam. – Nie wierzę, że zabrałaś mnie do miejsca chwalnego w internecie!
- Przepraszam. Na drugi raz zabiorę cię do studia o dennej rekomendacji. – mruknęła z ironią.
- Chyba muszę wyjść na świeże powietrze… - powiedziałam, ale w tym momencie nadszedł jakiś napakowany koleś.
- A wy czego tutaj szukacie panienki? – spytał protekcjonalnym tonem.
- Chcemy zrobić tatuaż. – powiedziała Vanessa. – A właściwie ona chce. – mówiąc to wypchała mnie przed siebie.
- Wiesz, że to będzie bolało? – mężczyzna posłał mi takie spojrzenie, jakbym była dzieckiem. No błagam! Nie jestem już małą dziewczynką.
- Domyślam się. – odpowiedziałam.
- I wiesz, że to będzie igła? – zadał kolejne pytanie.
- Robi jej pan ten tatuaż czy nie? – Van się zniecierpliwiła.
- Igła? – jęknęłam. – Od dziecka boje się igieł. – powiedziałam na głos. Cholera.
- Cóż, w takim razie nie sądzę, abyś była na to gotowa. Proszę przyjść jak wydoroślejesz, czyli za jakieś 20 lat. – powiedział mężczyzna wręcz z kpiną.
- Ona już jest dorosła! – powiedziała Vanessa podniesionym tonem. – Więc albo pan jej robi ten tatuaż albo… - nie skończyła mówiąc, ponieważ koleś podniósł ręce w geście obronnym.
- Już dobra, dobra. Zrobię. Ale jak wda się zakażenie to nie moja wina. – powiedział, a ja otworzyłam szeroko oczy. Zakażenie? Nie chce być zakażona. Cholerna Vanessa. Ciekawe na jakie forum internetowe musiała wejść, że znalazła tak beznadziejnego tatuażystę. Mój lęk wzrósł kiedy usłyszałam za sąsiednimi drzwiami jak jakaś dziewczyna się wydziera wniebogłosy, jakby jej jakąś straszliwą krzywdę robili.
- Nie wyrywaj się tak suko, albo igła mi ugrzęźnie! – krzyczał jakiś chłopak zza drzwi.
- Czy to na pewno salon tatuaży? – zapytałam wskazując na tamte drzwi. – Wie pan co? Ja jednak zrezygnuje. Do widzenia! – powiedziałam i udałam się  do wyjścia czym prędzej. Vanessa coś za mną krzyczała, ale nie zwracałam na to uwagi.
                                                                       ***
- Jak mogłaś mi to zrobić? – powiedziała gdy byłyśmy już w domu. – Ten koleś  miał naprawdę do ciebie anielską cierpliwość.
- To było jakieś popaprane miejsce. Cieszę się, że nie zrobiłam sobie tego tatuażu. – odpowiedziałam. – Musimy wymyślić jakiś inny sposób. – mruknęłam, zastanawiając się. Akurat w tej chwili z góry nadbiegł Rodrick, który wyglądał jakby wygrał los na loterii. Cały aż promieniował.
- Ten chłopak wysłał ci swoje zdjęcie i okazało się, że jest seksownym modelem? – strzelała Vanessa.
- Nie. Lepiej. Umówiliśmy się na drugą randkę!- powiedział radośnie. – Za dwie godziny więc idę się szykować. Wiecie, wtedy nie mógł bo coś go zatrzymało.
- Coś czyli żona? – zakpiła Van.
- Jesteś zazdrosna, bo ciebie nikt nie chce. Nawet z Loganem się ostatnio nie umawiasz. – odgryzł się. Zachichotałam pod nosem.
- Bo nie mam ochoty! Na razie chce odzyskać Harry’ego!
- Ciągle próbujesz, a efektów nie ma. – rzucił Rodrick na odchodne i wyszedł.
- Dupek. – mruknęła Vanessa, a zaraz potem jej twarz się rozjaśniła. – Wiem! Henna! Namalujemy ci tatuaż! Co ty na to?
- Na pewno to dobry pomysł? W końcu Zayn się połapie, że go nie mam tak naprawdę.
- Więc namalujemy go w miejscu, które na co dzień masz zakryte.
- Boże, o czym ty myślisz?
- O biodrze?
- Och, racja. – powiedziałam nieco uspokojona. – Okej, a więc to dzieła!
Oczami Rodricka:
Tym razem mieliśmy się spotkać w kawiarni! Boże, jaki ja byłem podekscytowany. W końcu mam szansę na kogoś normalnego, kto rozumie moje potrzeby. Wierzę, że ten chłopak to moja bratnia dusza. Byłem ciekaw tylko jak wygląda. W sumie wygląd niby nie ma znaczenia, no ale wierzyłem, że jest przystojny. Naszym znakiem rozpoznawczym miała być czerwona róża. Siedziałem z nią przy stoliku i czekałem. Zamówiłem latte i zastanawiałem się nad tym jak wygląda i jak przebiegnie nasze spotkanie, gdy nagle kogoś zobaczyłem.
- Dzień dobry. – powiedział jakiś staruszek, ubrany w garnitur. Miał może z 70 lat. Był cały siwy.
- Witam. – odpowiedziałem. – Pan wybaczy, ale ja na kogoś czekam.
- No wiem. – uśmiechnął się. – Swoją drogą myślałem, że jesteś trochę starszy, no ale może być. Co zamawiamy? – mężczyzna dosiadł się do mnie, a ja naprawdę nie wiedziałem jak zareagować.
- Przepraszam pana, ale moja randka zaraz tutaj dotrze. Więc gdyby mógł się pan no nie wiem, przesiąść? Może ktoś inny będzie skłonny do rozmowy. – powiedziałem najdelikatniej jak umiałem.
- No właśnie dotarła. – wskazał na siebie palcem, a ja zacząłem się krztusić kawą, którą piłem. Naprawdę, nie mogłem powstrzymać kaszlu. Po kilku sekundach mi przeszło.
- Chce mi pan powiedzieć, że… - nadal nie mogłem w to uwierzyć! To dlatego nie chciał wysłać zdjęcia! Gdyby to zrobił wiedziałby, że nigdy się z nim nie umówię! A to cwany dziad. Boże, tak mnie wkręcić. Dlaczego zawsze muszę być głupim, beznadziejnym i naiwnym Rodrickiem? Vanessa nie dałaby się. Od razu by wyczuła, że coś jest nie tak i wymusiła wręcz zdjęcie.
- Tak, to właśnie chce powiedzieć. – odpowiedział, nadal nie tracąc dobrego humoru. Może tak naprawdę to nie z nim pisałem, ale z chłopakiem w moim wieku, który postanowił sobie ze mnie zażartować? Proszę oby tak!
- O mój boże. – zdołałem tylko wykrztusić. – Pisałeś, że masz 23 lata… - wydukałem.
-Bo gdybym napisał, że właśnie skończyłem 68 to byś się ze mną nie umówił. – odpowiedział. Fakt.
- Jak mogłeś mnie tak okłamać?
- Ludzie kłamali, kłamią i będą kłamać. Ale skoro już tutaj się znaleźliśmy razem to zamówmy coś do jedzenia. Kelnerka! – krzyknął, a blond włosa dziewczyna do nas podeszła. – Poproszę kawę i szarlotkę. – powiedział, a dziewczyna przyjęła zamówienie i odeszła.
- Czy ty jesteś… to znaczy pan jest… gejem? – zapytałem nieśmiało. Facet zaczął się śmiać na cale pomieszczenie, aż zrobiło mi się głupio.
- Co? Chłopcze, ty naprawdę myślałeś, że jestem homo? Święty Jezu. Popłaczę się ze śmiechu zaraz. – powiedział. – Moja żona zmarła 3 lata temu i od tego momentu jestem samotny, dlatego umawiam się z ludźmi poznanymi przez internet.
- Nie mógł pan z kimś w swoim wieku?
- Rzadko można takich spotkać, a ty byłeś zabawny.
To nieco poprawiło mi humor.
- Ale zaraz… skoro nie chodziło panu o nic więcej to dlaczego chciał pan moje zdjęcia w bokserkach?
- Dla zabawy. – uciął. – A ty mi je głupcze wysłałeś! – znowu zaczął się śmiać. – Mogłem poprosić twoje nagie zdjęcia. Umieściłbym je na wiocha.pl Zdobyłbyś fanów jako nygus roku.
- Taa. – mruknąłem. Zrobiło mi się smutno. Naprawdę chciałem poznać jakiegoś fajnego chłopaka, a ten staruszek przez internet wydawał się być bardziej normalny niż w realu. – Wie pan co?
- Co naiwny dzieciaku?
- Żegnam. – mówiąc to wstałem z krzesełka i wręcz wybiegłem z kawiarni. Nie wierzę, że tak dałem się nabrać!
Oczami Victorii:
Vanessa starała mi się namalować jak najładniejszego tulipana na biodrze i w sumie jej się nawet udało. Był ładny. Potem poszłam się pochwalić moim cudeńkiem Zaynowi. Mam nadzieje, że i mu się spodoba i w końcu nasza znajomość ruszy na przód! Bo jak na razie stoi w wielkim miejscu.
- Hej. – rzuciłam.
- Hej. – odpowiedział znad laptopa.
- Patrz co zrobiłam. – mówiąc to podwinęłam bluzkę z dumą pokazując mu tatuaż.
- Wow, Vic…
- No wiem! I jest prawdziwy! Totalnie prawdziwy. Ani grama henny. – po tych słowach ugryzłam się w język. To nie było mądre z mojej strony, ale tak bardzo się stresowałam jak nigdy jeszcze.
- Rozumiem, ale… - znowu mu przerwałam.
- Wiem. Jest piękny. Zrobiła mi go… tatuażysta. Mężczyzna.
- Na pewno jest prawdziwy? – zmarszczył brwi.
- A co nie wygląda? – zdziwiłam się.
- Trochę ci się… rozlał.
Spojrzałam w dół. Jasna cholera! Rzeczywiście! Zabije Vanesse. Powinnam przestać jej słuchać. Ma do dupy pomysły. Teraz ośmieszyłam się przed Zaynem i pewnie ma mnie za ostatnią idiotkę na świecie.
- No dobra, nie jest prawdziwy. – mruknęłam. – Chciałam ci zaimponować. Bo cię lubię, wiesz? Nawet bardzo. I chciałam abyś w końcu to dostrzegł. Próbowałam też interesować się dziennikarstwem tak jak ty, ale zrobiłam z siebie idiotkę i teraz też, tylko jeszcze większą. Ale wiesz jak okropnie jest w salonach tatuażu? Jakieś dziewczynie prawie się zaklinowała igła. – powiedziałam wzdrygając się.
- Vic… Musimy porozmawiać. – Zayn odłożył laptopa i wstał. Staliśmy naprzeciwko siebie, a ja miałam nadzieje, że zaraz mnie pocałuje. - Rozumiem, że mnie lubisz i to naprawdę super, bo ja też cię lubię, ale chodzi o to, że… my nie możemy być razem. Nigdy, rozumiesz?
- Co? – myślałam, że dostane jakiegoś zawału.
- Chodzi o to, że jestem cynikiem. Nie wierzę w miłość, ani żadne rzeczy z nią związane i nie chce cię zranić, właśnie dlatego, że mi na tobie zależy. – powiedział dotykając mojego ramienia. – Przepraszam.
Zayn wyszedł z salonu, a ja zostałam sama. Nie wiedziałam nawet co mam powiedzieć czy zrobić. Kompletnie nic. Miałam ochotę się rozpłakać. Tyle starań poszło na marne, tyle miesięcy zmarnowałam, bo wyobrażałam sobie przyszłość z kimś kto nawet mnie nie kocha… kto nie chce nawet spróbować mnie pokochać.

_____________________________________________________________________
Ma szansę jeszcze być z Zaynem? :) 

piątek, 5 czerwca 2015

Łamacze serc 1x10 First date and broken hearts

Oczami Vanessy:
Właśnie nalewałam soku do szklanki, gdy poczułam, że ktoś uparcie mi się przygląda. Postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy i nadal wykonywać swoją czynność. To jednak stało się męczące, gdyż czułam, że ten „ktoś” spogląda na mnie z pretensjami. Odwróciłam się, trzymając szklankę pomarańczowego soku.
- Nie powiesz mi? – zapytała Victoria.
- O czym? – zapytałam upijając łyk płynu.
- Serio Van, najpierw beczysz i planujesz samobójstwo bo twój obiekt westchnień jest gejem, a gdy w końcu się z tobą umawia to udajesz, że nic nie zaszło i żyjesz sobie jak gdyby nigdy nic! – powiedziała zirytowanym tonem wstając.
- Czekaj. – powiedziałam sprawiając, że Vic z powrotem usiadła. – Właściwie to inaczej wyobrażałam sobie naszą randkę.
- Czyli jak? – zmarszczyła brwi. – Zabrał cię do  taniej restauracji i nie dał bukietu róż?
- Wiesz, jeśli pomyśleć w ten sposób, to inaczej wyobrażałam sobie naszą randkę razy dwa. – powiedziałam siadając naprzeciwko mojej przyjaciółki. – Ale nie o to chodzi. A więc…
W tym momencie do pomieszczenia wszedł Zayn mówiąc:
- Słyszeliście najnowsze plotki?!
- Cicho! – syknęła Victoria, a potem zdała sobie sprawę do kogo to powiedziała. – Wybacz. Po prostu Vanessa opowiada mi o swojej randce i…
- Harry jest gejem! – powiedział podekscytowany Malik. – Szkoda, że nie jest sławny. Plotki o homoseksualistach zawsze dobrze się sprzedają. Szkoda, że nie mogę napisać, że Justin jest homo. Wiecie, jego zarząd by mnie zabił.
- Wiemy to. – wywróciłam oczami. – Coś jeszcze? Nie? To wynocha.
- I ciebie to w ogóle nie rusza? – zdziwił się.
- Okey więc… to takie straszne! Mój boże! Czuje się załamana. Nie wiem jak to przeżyje! – udawałam przejętą. – Już? Wystarczy?
- Może trochę bardziej teatralnie to zagraj, co? – widząc moje spojrzenie dorzucił podnosząc ręce w geście obronnym: - Nic nie mówię.
- Harry nie jest gejem. – powiedziała Victoria. – Udawał bo chciał się pozbyć Eleanor.
- Musiałaś mu tak szybko mówić? – zapytałam z wyrzutem.
- Serio? Cholera. Gdyby się stał sławny to zebrałbym na nim krocie. – powiedział mój brat spuszczając głowę.
- I jak potoczyła się wasza randka? – spytała Vic patrząc na mnie wyczekująco.
- Na pewno nie opowiem przy nim. – wskazałam na Zayna.
- A ja się nie zamierzam stąd ruszać. – uśmiechnął się Malik cwaniacko.
- Chodźmy do mojego pokoju. – powiedziała Victoria ciągnąc mnie za dłoń.
Oczami Harry’ego:
Nagrywałem właśnie kolejny cover piosenki, którą miałem zamiar wrzucić na mój kanał na youtube, gdy przerwał mi dzwonek u drzwi. Poszedłem więc otworzyć, przeklinając pod nosem, ponieważ moi fani już dwa tygodnie czekają i otrzymuje sto wiadomości dziennie o treście „GDZIE KURWA NOWY COVER?” a ja muszę grzecznie odpowiadać „Jak nagram słońce. All the love. H” chociaż szczerze wolałbym napisać „Jak kurwa nagram!”
- Steve? – powiedziałem patrząc na grubego 45 – latka, który patrzył na mnie z uśmiechem. – Nie skorzystam z usług twoich prostytutek.
- Spokojnie. – machnął ręką. – Teraz już znam prawdę, więc mogę ci zaproponować inne warunki.
- Jakie… inne warunki? – serio, co on ćpał? Może jeszcze jest dilerem? Hm, nie zdziwiłoby mnie to jakoś specjalnie.
- Nie dostaniesz prostytutki.
- Dziękuje. – powiedziałem ze szczerą wdzięcznością.
- Ale proponuje ci męską prostytutkę. Swoją drogą wybacz za tamto. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że dziewczyny cię nie interesują. – powiedział dotykając mojego ramienia. Stałem po prostu się na niego gapiąc z miną „what’s the fuck?” A zaraz potem mi się przypomniało jakie plotki krążą na mój temat.
- Byłem wczoraj na kolacji z Vanessą.
- Wiem, geje lubią się przyjaźnić z dziewczynami. W pełni to rozumiem. – kiwnął głową.
- Ale to była romantyczna kolacja. – sprostowałem.
- Ukrywasz się jeszcze? Stary, cala okolica o tobie wie. Możesz już wyjść z szafy. – powiedział ze śmiechem.
- Nie ukrywam się. Nigdy się nie ukrywałem, bo nie miałem co ukrywać. Lubię dziewczyny.
- Rozumiem, że rodzice to wmawiali ci tak długo, że aż sam w to uwierzyłeś, co? Biedaku. Nie martw się. Ja pomogę wyjść na światło dzienne twojej prawdziwej orientacji.
- W niczym mi nie pomożesz. Żegnam. – powiedziałem zamykając mu drzwi przed nosem. Zachowałem się trochę jak dupek, ale jestem pewien, że Steve się nie pogniewał.
- Homo mają te swoje humorki! W pełni to rozumiem stary! – krzyczał jeszcze, ale starałem się go nie słuchać. Już chyba straciłem ochotę na nagrywanie coveru. Moi fani będą jeszcze musieli poczekać.
Oczami Vanessy:
- No i jak było? – dopytywała się Victoria, gdy znalazłyśmy się w jej pokoju. – Opowiadaj! – usiadła podekscytowana na łóżku, a ja zajęłam miejsce obok niej.
- Okey. Zacznę od początku, a więc…

*Randka*
Byłam tak bardzo podekscytowana randką z Harrym, że miałam wrażenie, że zaraz mnie rozsadzi jakaś wewnętrzna bomba! Nie mogłam uwierzyć, że największy przystojniak w okolicy nie dosz, że nie okazał się być gejem, to w dodatku zaprosił mnie na randkę! Warto było zmusić Rodricka do mojego nie cnego planu, chodź mam dziwne uczucie, że nie byłam mu dostatecznie wdzięczna. W końcu nie każdy zdecydowałby się na takie coś. Czy mnie właśnie dosięgły wyrzuty sumienia? Nie doczekanie. Kolejne dziwne uczucie. Oby to nie zmieniło mojego charakteru, który tak bardzo kocham i nie miałabym serca się z nim rozstać. Wracając do mojej ekscytacji: nałożyłam na siebie dość sporo makijażu, zaczynając od mocno podkreślonych oczu, a kończąc na czerwonej szmince. Potem włożyłam moją najlepszą czerwoną sukienkę, a do tego czarne szpilki na wysokim obcasie. Włosy zakręciłam na lokówkę i tak oto wyglądając (skromnie powiem, że jak gwiazda filmowa), zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Harry we własnej osobie, wyglądając niczym James Bond. Podał mi nawet dłoń, a ja ją chwyciłam i uśmiechnęłam się do niego.
- Wyglądasz oszałamiająco. – powiedział.
- Wiem. – odparłam skromnie. Potem wyszliśmy przed dom, gdzie czekała na nas limuzyna! Harry Styles zamówił dla mnie limuzynę? Nie wierzę! Chciałam krzyczeć jak nastolatka, która zobaczyła swojego idola, ale nie wypadłabym dobrze, więc resztkami sił się powstrzymałam. Udawałam, że to nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Szofer otworzył nam drzwiczki i tak oto znaleźliśmy się w środku.

*Teraźniejszość*
- Naprawdę zamówił limuzynę? – przerwała mi Victoria.
- Tak. Prawdziwą limuzynę. – powiedziałam z uśmiechem, gdyż przypomniałam sobie ten moment. Był magiczny.
- I zrobiła na tobie wrażenie limuzyna? Myślałam, że nawet gdyby zamówił helikopter, który miałby was zawieść na tą randkę, to pozostałabyś nie wzruszona.
- Widzisz. Możesz mnie zobaczyć z innej strony.
- Tej bardziej ludzkiej. – dorzuciła śmiejąc się, a ja walnęłam ją poduszką, ledwo powstrzymując śmiech. 
- A więc kontynuując…

*Randka*
Gdy w końcu znaleźliśmy się w restauracji, starałam się udawać, że wysiadając z limuzyny nic nie zaszło (tak, tak Vanessa Malik potknęła się i o mało nie upadła, ale dżentelmeński Harry Styles ją złapał). Zajęliśmy stolik pod oknem na którym stał wazon z czerwonymi różami. Poczułam się jak prawdziwa księżniczka.
- Coraz bardziej mi się podoba ta randka. – powiedziałam posyłając mu lekki uśmiech.
- Wiesz, dla wyjątkowej dziewczyny, wyjątkowa randka. – odpowiedział, czym nabił sobie u mnie dużego plusa.
- Myślałam, że ktoś taki jak ty zabierze mnie do baru ze striptizem. – roześmiałam się.
- Zabrałem już tam Eleanor. Teraz mi się źle kojarzą. – wyznał. – Więc co zamawiasz?
Otworzyłam kartkę z menu zastanawiając się co powinnam przy nim zamówić? Sałatkę? Hm, nie. Nie chce aby pomyślał, że jestem jakąś laską, która obsesyjnie dba o swoją figurę. Kurczak? Odpada, kategorycznie. Pomyśli, że mam obsesję na punkcie mięsa, albo co gorsza, że nie dbam o swoją figurę i wszystko mi jedno co jem! Hm, homar brzmi dobrze.
- Homara. – powiedziałam w końcu.
- Brr, homar. – wzdrygnął się. – Nienawidzę homarów. Ja zamówię kurczaka. Brzmi wyśmienicie. – powiedział do kelnera, który stał obok nas i czekał cierpliwie na zamówienie. No genialnie! Mogłam wziąć kurczaka spokojnie, teraz będę musiała zadowolić się jakimś homarem, którego nigdy nie jadłam i którego nawet nie mam pojęcia jak jeść. Tak to jest gdy chcesz zaimponować chłopakowi.
- Vanessa? Vanessa Malik? No nie wierzę!
Otworzyłam szeroko oczy słysząc ten głos. To nie może być prawda i nie jest, racja? To nie on, to nie… jasna cholera! Odwróciłam się widząc Coopera Wilsona, czyli innymi słowy mojego byłego o ile można go tak nazwać.
- Heej. – powiedziałam ze sztucznym uśmiechem, wstając i witając się z nim całusem w policzek. – Co ty tu robisz? Ktoś chciał się z tobą w ogóle umówić?
Cooper roześmiał się głośno. Zbyt głośno.
- Vanessa i jej „poczucie humoru”. – powiedział w stronę Harry’ego. – Przyszedłem z Melissą. Tam jest. – wskazał palcem na znudzoną dziewczynę, która czekała zapewne na swojego chłopaka, który postanowił zatrzymać się obok naszego stolika.
- Może dotrzymasz jej więc towarzystwa? – spytałam wspaniałomyślnie, myśląc „Idź. Już. Stąd.”
- Myślę, że nie pogniewa się jeśli trochę z wami porozmawiam. W końcu to nie codzienność spotkać swoją byłą w restauracji. Ile to już lat się nie widzieliśmy? 3 czy 4? – mówiąc to wziął krzesełko z sąsiedniego stolika i dosiadł się do nas.
- Chyba 3. – odpowiedziałam. – Cooper, Melissa chyba naprawdę się nie cierpliwi.
- Melissa! – krzyknął w jej stronę, a ja miałam ochotę się schować pod stół. Jezu, co za idiota. – Niecierpliwisz się?!
- Nie, skarbie, jest okej. – powiedziała dziewczyna i nie trudno było wyczuć ironię w jej tonie. Jednak Cooper najwyraźniej miał z tym problem.
- Widzisz? Jest okej. – uśmiechnął się w moją stronę. – Wypiękniałaś od ostatniego razu. Miałaś wtedy krótsze włosy i inny kolor oczu, chyba… - mówiąc to przyjrzał im się.
- Nie, wiesz Cooper? Właściwie to miałam operację oczu. Wymienili mi gałki oczne, gdyż nie byłam z nich zadowolona. – powiedziałam uśmiechając się sztucznie. Cooper wybuchnął głośnym śmiechem.
- Kocham jej poczucie humoru. – powiedział do Harry’ego. Zaraz, zaraz jego dziewczyna siedzi przy tamtym stoliku, samotna, a on siedzi obok swojej byłej i mówi, że kocha jej poczucie humoru? Coś mi tu nie gra, chyba, że… no way! On chyba nie ma w planach powrotu do mnie, prawda? Musiałabym go kopnąć w tyłek, ponieważ aktualnie myślę tylko o Harrym.
- Tak, ja też. Nie za dużo martini stary? – odpowiedział Harry upijając tym samym łyk wina. Mogłabym się rozpłynąć patrząc na niego. Jest taki piękny.
- Jestem pewien, że nie. – powiedział na to Cooper. – Doceniaj ją, stary. To naprawdę fantastyczna dziewczyna, a w łóżku istna diablica. Miałeś okazję wypróbować? Cóż, po twojej zdziwionej minie widzę, że jeszcze nie. Swoją drogą to dziwne, Vanessa najdłużej wytrzymała bez seksu 2 tygodnie. Ma jakiś nowy post czy może jej wybranek jest prawiczkiem, który wstrzymuje się od tego? Jeszcze jest inna możliwość, ktoś mógł jej zapłacić za wstrzemięźliwość. – roześmiał się po tych słowach głośno.
- Dość, Cooper. – powiedziałam ostrym tonem. – Po za tym czy to nie twoja dziewczyna właśnie wychodzi z restauracji? – spytałam udając, że Melissa cokolwiek mnie obchodzi.
- Cholera. Masz rację. – mówiąc to wstał i rzucił na od chodne. – Powodzenia, stary. I nie wstrzymuj się zbyt długo jeżeli chcesz ją przy sobie zatrzymać. – uśmiechnął się i pobiegł za swoją dziewczyną. Ja i Harry siedzieliśmy jeszcze długo w ciszy zastanawiając się co się kurwa właśnie wydarzyło? Nie dziwne, że ja i Cooper już nie jesteśmy razem, chodź łączyło nas głównie łóżko. Randka z Harrym jest chyba pierwszą w moim życiu, hm cholera, jeszcze żaden chłopak nie zaprosił mnie na randkę (nie licząc Rodricka, którego zmusiłam do tego). Każdemu zależało tylko na seksie, podobnie jak mnie (chodź mi się wydawało) może tak naprawdę miałam nadzieje, że chociaż jeden z tych napaleńców zabierze mnie na randkę? Dobry Boże.
- Czyli krótko mówiąc łączył was tylko seks? – odezwał się nagle Harry. Drgnęłam.
- Krótko mówiąc tak. – odpowiedziałam z zawstydzeniem, co coraz częściej mi się zdarza.
- Okej. – powiedział kiwając głową. – Mam jednak nadzieje, że to traktujesz trochę bardziej poważnie?
- Oczywiście, że tak! – powiedziałam szybko, lekko podniesionym tonem. – Jak mogłeś pomyśleć inaczej? – nagle przypomniałam sobie, że Logan nie może się o nas dowiedzieć, ponieważ wspólne noce przejdą do historii.
- Chciałem się upewnić. – rzekł uśmiechając się.
- Ale jest jedna malutka sprawa… - zaczęłam przygryzając wargę. – Nie pomyśl, że nie traktuje cię poważnie, ale czy możesz nikomu nie mówić o tym, że się umawiamy? Oczywiście nie licząc Eleanor. Jej możesz nawet wykrzyczeć pod domem, że byliśmy na randce. – roześmiałam się w zdenerwowaniu.
- A dlaczego?
- Mam swoje powody, które są bardzo ważne. Uwierz mi. Przynajmniej na razie i chodzi, abyś nie rozpowiadał tylko o tej jednej jedynej randce, zgoda? Proszę? – spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Jeśli ma serce zgodzi się.
- Zgoda. – kiwnął nieprzekonany głową.

*Teraźniejszość*
- I tak oto przebiegła cała randka. – powiedziałam na zakończenie. – Teraz wiesz dlaczego uważam, ze była dziwna. Najpierw Cooper, potem ja wypaliłam z tym, aby nikomu nie mówił o tym. Mógł pomyśleć, że nie traktuje go poważnie.
- Bo nie traktujesz.
- Oczywiście, że traktuje! Dla niego okłamuje Logana! – odpowiedziałam oburzona.
- Oj Van, Van. Czekam na dzień w którym dorośniesz. – powiedziała ze śmiechem. Rzuciłam jej mordercze spojrzenie. – Dobra! Ja się zbieram. Muszę iść do klubu z Justinem.
- I uśpić budzące się plotki? – powiedziałam z ironią.
- Jak najbardziej. A jak Rodrick sobie radzi po rozstaniu?
- Kiepsko. – rzuciłam.
- Cóż, mam nadzieje, że w miarę szybko się otrząśnie, a ty przestaniesz okłamywać Logana. Nie fajnie jest bawić się uczuciami dwóch chłopaków. – mówiąc to wyszła z pokoju, a ja zmrużyłam oczy. Co ona wie o życiu? Sama żyje w udawanym związku i codziennie okłamuje miliony dziewczyn na całym świecie, które łudzą się, że zabiją Victorię i ożenią się z Justinem, tymczasem trzeba by wybić wszystkich chłopaków na całym świecie i zmusić Jusa, aby zmienił orientację. Tyle roboty!
Oczami Victorii:
Musiałam dzisiaj pojawić się z Justinem w klubie nocnym. Na pewno jacyś fani zrobią nam zdjęcia, więc fanki Jusa będą miały dowód, że jest on w stu procentach heteroseksualnym chłopakiem. Szczerze mówiąc nie znoszę klubów. Cuchą, spoceni ludzie ocierają się o siebie i wszędzie czuć alkoholem. Wolę siedzieć w domu i oglądać Young&Hungry. Tymczasem musiałam się właśnie tutaj zjawić. Justin jak zwykle miał na sobie ciemne okulary, chodź mówiłam mu, że w klubie jest dostatecznie ciemno i może je zdjąć, on jednak stwierdził, że musi zachować „swag”. Wywróciłam oczami i weszłam za nim do pomieszczenia. Już na wstępie miałam ochotę wyjść. Nie mam pojęcia jak moja ciocia może być didżejką w takich miejscach. I jeszcze mówi, że to jedna z najlepszych prac jakie miała. Wiecie, moja ciocia lubi się spóźniać więc wywalili ją z kilku miejsc. A tutaj zawsze pracuje w nocy, więc… nie ma opcji aby zaspała.
- Ale ciacho na dziesiątej. – powiedział. Spojrzałam w tamto miejsce. Rzeczywiście. Chłopak robił wrażenie.
- Masz Rodricka. – przypomniałam mu.
- Już nie, zerwałem z nim, hello.
- Zrobiliście sobie przerwę. On cały czas ma nadzieje, że się zejdziecie. Jeżeli ci na nim nie zależy to odpuść całkowicie.
- Już? Skończyłaś swój „mądry” monolog? – spytał udając, że ziewa.
- Tak jakby.
- Okey, więc idę go poderwać.  – puścił mi oczko i chciał odejść, ale ja go złapałam gwałtownie za ramię.
- Nigdzie nie idziesz, mój drogi. – powiedziałam stanowczo. – Ludzie co chwilę robią tutaj foty. Jak któraś uchwyci ciebie i tamtego przystojniaka jesteś skończony.
- Masz rację. Więc ty jesteś moim jedynym towarzystwem?
- Tak. – potwierdziłam kiwając głową. – Jesteśmy parą, zapomniałeś?
- Cholera. Dlatego nienawidzę chodzić do klubów. Obrzydziłaś mi je. – mruknął zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Cóż za przejaw sympatii z twojej strony. – odpowiedziałam ironicznie.
- Chodź chociaż potańczyć. – teraz to on złapał mnie za ramię i pociągnął na parkiet. Musiałam się przepychać przez tłum zapoconych ludzi. Co za ohyda!
                                                                                  ***
Minęły dwie godziny odkąd jesteśmy w klubie, a ja zostawiłam Justina, który tańczył z jakąś dziewczyną i poszłam się czegoś napić. Potem wróciłam sądząc, że nadal tam jest i tańczy, ale mi zniknął z pola widzenia. Poszłam wiec go poszukać w toaletach, przy barze, za barem, ale nic! Kompletnie jakby go wcięło. Postanowiłam więc zostać i poczekać, jednak chłopak nadal nie wracał. Po tym czasie, postanowiłam wrócić sama do domu. Nie ma go? Trudno. Nie będę się sama męczyć w  miejscu w którym nie mam ochoty przebywać. Wyszłam na zewnątrz i… mowę mi odjęło. Bowiem przed wejściem leżał właśnie Justin z butelką wódki w ręce. Był kompletnie pijany!
- Co ty tu robisz? Wszędzie cię szukałam?
- Ta dziewcyna… dziewcyna… - starał się coś powiedzieć, ale bełkotał. – Dała mi trinka i ten trink tziwnie sbakował.
- Drink dziwnie smakował? – zmarszczyłam brwi. – Jezu, ta suka coś ci dosypała. Pewnie narkotyk. – mruknęłam wkurzona. Co za zdzira. Chciała pewnie go przelecieć. – Justin! Musisz wstać. Jedziemy do domu.
- ie gole… sprac de… - bełkotał aż w końcu padł na trawnik. Podbiegłam do niego przerażona i zaczęłam nim potrząsać. Nie ruszał się. Jasna cholera! Padł i pewnie będzie do jutra spał. Jasny gwint. Muszę zadzwonić  po kogoś, aby mi pomógł go zanieść do apartamentu. Wyjęłam więc telefon i wybrałam numer do Vanessy. Odebrała po trzecim sygnale.
- Jak tam imprezka? – zapytała rozbawionym tonem.
- Van, musisz mi pomóc….
- Właśnie mam zamiar malować paznokcie, lepszy jest fioletowy czy czerwony?
- Co? Jezu Van, nie obchodzi mnie to. Potrzebuje twojej pomocy.
- Co tak śmierdzi? O kurwa! Kurczak się przypala! – krzyknęła.
- Robisz kurczaka? – zdziwiłam się. –W każdym razie, musisz mi pomóc! Justin jest pijany.
- Jego problem. Mnie tu się kurczak spalił. Jasna cholera.
- Ale nie rozumiesz, musisz…
- Twój chłopak, twój problem. Muszę zadzwonić na kolacje po chińszczyznę. A tak chciałam pierwszy raz coś zrobić sama…
Rozłączyłam się, wkurzona, że własna przyjaciółka nie chce mi pomóc. Zayn na pewno przyjedzie i razem zaniesiemy Justina do domu. Wybrałam do niego numer i czekałam, aż odbierze.
- Halo? Zayn? Słuchaj, mam problem…
- Ja też. – jęknął. – Szef kazał mi zostać dodatkowe dwie godziny w pracy, wyobrażasz sobie? Nie dosz, że haruje po siedem godzin dziennie to jeszcze muszę zostawać. Jebany dupek.
- Aha, czyli mi nie pomożesz?
- Jak widzisz ugrzęzłem w pracy. Poproś Vanesse.
- Ty tak poważnie?
- Fakt. Zły pomysł.
- Coś wymyślę, dobra cześć. – powiedziałam. Cholera, do kogo mam zadzwonić? Kto mi pomoże? Nie mam zbyt wielu przyjaciół. O wiem! Rodrick! Przecież na pewno nadal kocha Justina, więc jestem pewna, że przyjedzie mi z pomocą.
- Hej Rodrick. – powiedziałam.
- Victoria? Nigdy do mnie nie dzwonisz. – powiedział.
- Ale dzisiaj musiałam. – przyznałam. – Słuchaj, jestem pod klubem „Dirty club” , a przed nim leży kompletnie pijany i nie przytomny Justin. Wiem, że macie przerwę, ale musisz mi pomóc…
- Jezu! Nic mu nie jest? – krzyknął przerażony.
- Nie. Tylko jakaś dziewczyna dosypała mu coś do drinka.
- A to zdzira. – mruknął. – Dobra, zaraz będę.
- Dzięki. – powiedziałam rozłączając się. Wiedziałam, ze Rodrick to dobry chłopak.
                                                                       ***
Po dosłownie 15 minutach przyjechał Rodrick! Wiedziałam, że zależy mu na Justinie. Szkoda tylko, że on zachowuje się jak skończony dupek względem niego. No nic. Problemy sercowe musi odłożyć na bok. Teraz najważniejsze jest, aby doprowadzić Jusa do domu i nie natknąć się na dziennikarzy.
- Gdzie on jest? Gdzie on jest?! – wrzeszczał przerażony Rodrick podbiegając do mnie.
- Tam leży. – wskazałam palcem na zalanego w trzy dupy i naćpanego Justina, który leżał w dziwnej pozycji.
- Moje biedactwo! – Rodrick podszedł do niego i próbował go wziąć na ręce, ale trochę nie udolnie, ponieważ nie mógł go nawet podnieść. Przez moment patrzyłam na jego próby z rozbawieniem, ale w końcu stwierdziłam, że muszę mu pomóc. Podeszłam więc do niego i kazałam mu złapać go pod pachami, a ja wezmę nogi. Tak też zrobiliśmy.
- Niech ja tylko dorwę tą zdzirę, która mu dosypała czegoś do drinka. – powiedział przez zaciśnięte zęby ze złości i z powodu wysiłku.
- Wiesz, ale nikt mu też nie wlewał alkoholu na siłę. – odpowiedziałam dysząc. – Cholera, musiałeś tak daleko zaparkować? – powiedziałam.
- Też jestem na siebie wkurwiony. – odpowiedział. Jeszcze chwila a oboje byśmy padli. Dobrze, że nareszcie doszliśmy do auta.
- Gdzie go wpakować? – zapytałam.
- Do bagażnika. – wypalił szybko.
- Może lepszym pomysłem byłoby tylne siedzenie, co?
- Masz rację. – kiwnął głową. Puściłam więc nogi Justina i otworzyłam drzwiczki, a Rodrick próbował go tam wpakować. Musiałam mu pomóc, więc zaczęłam pchać Rodricka, który zaczął na mnie krzyczeć, że taka pomoc nie jest mu wcale potrzebna. Westchnęłam. Jak woli.
- Dziwne, że nie ma dziennikarzy. – powiedziałam rozglądając się.
- Może nie dostali cynku? – wydyszał zamykając tylne drzwiczki auta za Jusem. – W każdym razie, cieszmy się. – dodał. Rodrick usiadł za kierownicą, a ja na przednim siedzeniu.
- Wiesz, że jeszcze będziemy go musieli wnieść do apartamentu?
- Nie denerwuj mnie, poważnie. – odpowiedział.
- Wybacz. – powiedziałam przygryzając wargę i spojrzałam w lusterku na Justina, który zaczął chrapać. Wywróciłam oczami. To chyba najbardziej zwariowane wyjście do klubu w historii świata!
- Mam prośbę. – zaczął Rodrick.
- Tak?
- Nie mów mu, że pomagałem ci go odwieźć do domu. Nie chce aby myślał, że nadal mi zależy na nim. Chce mu dać czas. – powiedział patrząc na jezdnie, nie na mnie.
- Jasne. – kiwnęłam głową. Miłość jednak potrafi boleć. Coś o tym wiem. Również jestem nieszczęśliwie zakochana…
_______________________________________________________________
Dwoje zakochanych beznadziejnie nieszczęśników haha. Jak Rodrick w magiczny sposób zmieni orientacje to zrobię z nich parę :-), maybe? :) 

Rozdziały pojawią się co 3-4 dni więc to stosunkowo szybko, ale proszę komentujcie bo widzę, że wejścia się zwiększają :)