Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historie o Harry Styles. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historie o Harry Styles. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2015

Łamacze serc 1x10 First date and broken hearts

Oczami Vanessy:
Właśnie nalewałam soku do szklanki, gdy poczułam, że ktoś uparcie mi się przygląda. Postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy i nadal wykonywać swoją czynność. To jednak stało się męczące, gdyż czułam, że ten „ktoś” spogląda na mnie z pretensjami. Odwróciłam się, trzymając szklankę pomarańczowego soku.
- Nie powiesz mi? – zapytała Victoria.
- O czym? – zapytałam upijając łyk płynu.
- Serio Van, najpierw beczysz i planujesz samobójstwo bo twój obiekt westchnień jest gejem, a gdy w końcu się z tobą umawia to udajesz, że nic nie zaszło i żyjesz sobie jak gdyby nigdy nic! – powiedziała zirytowanym tonem wstając.
- Czekaj. – powiedziałam sprawiając, że Vic z powrotem usiadła. – Właściwie to inaczej wyobrażałam sobie naszą randkę.
- Czyli jak? – zmarszczyła brwi. – Zabrał cię do  taniej restauracji i nie dał bukietu róż?
- Wiesz, jeśli pomyśleć w ten sposób, to inaczej wyobrażałam sobie naszą randkę razy dwa. – powiedziałam siadając naprzeciwko mojej przyjaciółki. – Ale nie o to chodzi. A więc…
W tym momencie do pomieszczenia wszedł Zayn mówiąc:
- Słyszeliście najnowsze plotki?!
- Cicho! – syknęła Victoria, a potem zdała sobie sprawę do kogo to powiedziała. – Wybacz. Po prostu Vanessa opowiada mi o swojej randce i…
- Harry jest gejem! – powiedział podekscytowany Malik. – Szkoda, że nie jest sławny. Plotki o homoseksualistach zawsze dobrze się sprzedają. Szkoda, że nie mogę napisać, że Justin jest homo. Wiecie, jego zarząd by mnie zabił.
- Wiemy to. – wywróciłam oczami. – Coś jeszcze? Nie? To wynocha.
- I ciebie to w ogóle nie rusza? – zdziwił się.
- Okey więc… to takie straszne! Mój boże! Czuje się załamana. Nie wiem jak to przeżyje! – udawałam przejętą. – Już? Wystarczy?
- Może trochę bardziej teatralnie to zagraj, co? – widząc moje spojrzenie dorzucił podnosząc ręce w geście obronnym: - Nic nie mówię.
- Harry nie jest gejem. – powiedziała Victoria. – Udawał bo chciał się pozbyć Eleanor.
- Musiałaś mu tak szybko mówić? – zapytałam z wyrzutem.
- Serio? Cholera. Gdyby się stał sławny to zebrałbym na nim krocie. – powiedział mój brat spuszczając głowę.
- I jak potoczyła się wasza randka? – spytała Vic patrząc na mnie wyczekująco.
- Na pewno nie opowiem przy nim. – wskazałam na Zayna.
- A ja się nie zamierzam stąd ruszać. – uśmiechnął się Malik cwaniacko.
- Chodźmy do mojego pokoju. – powiedziała Victoria ciągnąc mnie za dłoń.
Oczami Harry’ego:
Nagrywałem właśnie kolejny cover piosenki, którą miałem zamiar wrzucić na mój kanał na youtube, gdy przerwał mi dzwonek u drzwi. Poszedłem więc otworzyć, przeklinając pod nosem, ponieważ moi fani już dwa tygodnie czekają i otrzymuje sto wiadomości dziennie o treście „GDZIE KURWA NOWY COVER?” a ja muszę grzecznie odpowiadać „Jak nagram słońce. All the love. H” chociaż szczerze wolałbym napisać „Jak kurwa nagram!”
- Steve? – powiedziałem patrząc na grubego 45 – latka, który patrzył na mnie z uśmiechem. – Nie skorzystam z usług twoich prostytutek.
- Spokojnie. – machnął ręką. – Teraz już znam prawdę, więc mogę ci zaproponować inne warunki.
- Jakie… inne warunki? – serio, co on ćpał? Może jeszcze jest dilerem? Hm, nie zdziwiłoby mnie to jakoś specjalnie.
- Nie dostaniesz prostytutki.
- Dziękuje. – powiedziałem ze szczerą wdzięcznością.
- Ale proponuje ci męską prostytutkę. Swoją drogą wybacz za tamto. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że dziewczyny cię nie interesują. – powiedział dotykając mojego ramienia. Stałem po prostu się na niego gapiąc z miną „what’s the fuck?” A zaraz potem mi się przypomniało jakie plotki krążą na mój temat.
- Byłem wczoraj na kolacji z Vanessą.
- Wiem, geje lubią się przyjaźnić z dziewczynami. W pełni to rozumiem. – kiwnął głową.
- Ale to była romantyczna kolacja. – sprostowałem.
- Ukrywasz się jeszcze? Stary, cala okolica o tobie wie. Możesz już wyjść z szafy. – powiedział ze śmiechem.
- Nie ukrywam się. Nigdy się nie ukrywałem, bo nie miałem co ukrywać. Lubię dziewczyny.
- Rozumiem, że rodzice to wmawiali ci tak długo, że aż sam w to uwierzyłeś, co? Biedaku. Nie martw się. Ja pomogę wyjść na światło dzienne twojej prawdziwej orientacji.
- W niczym mi nie pomożesz. Żegnam. – powiedziałem zamykając mu drzwi przed nosem. Zachowałem się trochę jak dupek, ale jestem pewien, że Steve się nie pogniewał.
- Homo mają te swoje humorki! W pełni to rozumiem stary! – krzyczał jeszcze, ale starałem się go nie słuchać. Już chyba straciłem ochotę na nagrywanie coveru. Moi fani będą jeszcze musieli poczekać.
Oczami Vanessy:
- No i jak było? – dopytywała się Victoria, gdy znalazłyśmy się w jej pokoju. – Opowiadaj! – usiadła podekscytowana na łóżku, a ja zajęłam miejsce obok niej.
- Okey. Zacznę od początku, a więc…

*Randka*
Byłam tak bardzo podekscytowana randką z Harrym, że miałam wrażenie, że zaraz mnie rozsadzi jakaś wewnętrzna bomba! Nie mogłam uwierzyć, że największy przystojniak w okolicy nie dosz, że nie okazał się być gejem, to w dodatku zaprosił mnie na randkę! Warto było zmusić Rodricka do mojego nie cnego planu, chodź mam dziwne uczucie, że nie byłam mu dostatecznie wdzięczna. W końcu nie każdy zdecydowałby się na takie coś. Czy mnie właśnie dosięgły wyrzuty sumienia? Nie doczekanie. Kolejne dziwne uczucie. Oby to nie zmieniło mojego charakteru, który tak bardzo kocham i nie miałabym serca się z nim rozstać. Wracając do mojej ekscytacji: nałożyłam na siebie dość sporo makijażu, zaczynając od mocno podkreślonych oczu, a kończąc na czerwonej szmince. Potem włożyłam moją najlepszą czerwoną sukienkę, a do tego czarne szpilki na wysokim obcasie. Włosy zakręciłam na lokówkę i tak oto wyglądając (skromnie powiem, że jak gwiazda filmowa), zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Harry we własnej osobie, wyglądając niczym James Bond. Podał mi nawet dłoń, a ja ją chwyciłam i uśmiechnęłam się do niego.
- Wyglądasz oszałamiająco. – powiedział.
- Wiem. – odparłam skromnie. Potem wyszliśmy przed dom, gdzie czekała na nas limuzyna! Harry Styles zamówił dla mnie limuzynę? Nie wierzę! Chciałam krzyczeć jak nastolatka, która zobaczyła swojego idola, ale nie wypadłabym dobrze, więc resztkami sił się powstrzymałam. Udawałam, że to nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Szofer otworzył nam drzwiczki i tak oto znaleźliśmy się w środku.

*Teraźniejszość*
- Naprawdę zamówił limuzynę? – przerwała mi Victoria.
- Tak. Prawdziwą limuzynę. – powiedziałam z uśmiechem, gdyż przypomniałam sobie ten moment. Był magiczny.
- I zrobiła na tobie wrażenie limuzyna? Myślałam, że nawet gdyby zamówił helikopter, który miałby was zawieść na tą randkę, to pozostałabyś nie wzruszona.
- Widzisz. Możesz mnie zobaczyć z innej strony.
- Tej bardziej ludzkiej. – dorzuciła śmiejąc się, a ja walnęłam ją poduszką, ledwo powstrzymując śmiech. 
- A więc kontynuując…

*Randka*
Gdy w końcu znaleźliśmy się w restauracji, starałam się udawać, że wysiadając z limuzyny nic nie zaszło (tak, tak Vanessa Malik potknęła się i o mało nie upadła, ale dżentelmeński Harry Styles ją złapał). Zajęliśmy stolik pod oknem na którym stał wazon z czerwonymi różami. Poczułam się jak prawdziwa księżniczka.
- Coraz bardziej mi się podoba ta randka. – powiedziałam posyłając mu lekki uśmiech.
- Wiesz, dla wyjątkowej dziewczyny, wyjątkowa randka. – odpowiedział, czym nabił sobie u mnie dużego plusa.
- Myślałam, że ktoś taki jak ty zabierze mnie do baru ze striptizem. – roześmiałam się.
- Zabrałem już tam Eleanor. Teraz mi się źle kojarzą. – wyznał. – Więc co zamawiasz?
Otworzyłam kartkę z menu zastanawiając się co powinnam przy nim zamówić? Sałatkę? Hm, nie. Nie chce aby pomyślał, że jestem jakąś laską, która obsesyjnie dba o swoją figurę. Kurczak? Odpada, kategorycznie. Pomyśli, że mam obsesję na punkcie mięsa, albo co gorsza, że nie dbam o swoją figurę i wszystko mi jedno co jem! Hm, homar brzmi dobrze.
- Homara. – powiedziałam w końcu.
- Brr, homar. – wzdrygnął się. – Nienawidzę homarów. Ja zamówię kurczaka. Brzmi wyśmienicie. – powiedział do kelnera, który stał obok nas i czekał cierpliwie na zamówienie. No genialnie! Mogłam wziąć kurczaka spokojnie, teraz będę musiała zadowolić się jakimś homarem, którego nigdy nie jadłam i którego nawet nie mam pojęcia jak jeść. Tak to jest gdy chcesz zaimponować chłopakowi.
- Vanessa? Vanessa Malik? No nie wierzę!
Otworzyłam szeroko oczy słysząc ten głos. To nie może być prawda i nie jest, racja? To nie on, to nie… jasna cholera! Odwróciłam się widząc Coopera Wilsona, czyli innymi słowy mojego byłego o ile można go tak nazwać.
- Heej. – powiedziałam ze sztucznym uśmiechem, wstając i witając się z nim całusem w policzek. – Co ty tu robisz? Ktoś chciał się z tobą w ogóle umówić?
Cooper roześmiał się głośno. Zbyt głośno.
- Vanessa i jej „poczucie humoru”. – powiedział w stronę Harry’ego. – Przyszedłem z Melissą. Tam jest. – wskazał palcem na znudzoną dziewczynę, która czekała zapewne na swojego chłopaka, który postanowił zatrzymać się obok naszego stolika.
- Może dotrzymasz jej więc towarzystwa? – spytałam wspaniałomyślnie, myśląc „Idź. Już. Stąd.”
- Myślę, że nie pogniewa się jeśli trochę z wami porozmawiam. W końcu to nie codzienność spotkać swoją byłą w restauracji. Ile to już lat się nie widzieliśmy? 3 czy 4? – mówiąc to wziął krzesełko z sąsiedniego stolika i dosiadł się do nas.
- Chyba 3. – odpowiedziałam. – Cooper, Melissa chyba naprawdę się nie cierpliwi.
- Melissa! – krzyknął w jej stronę, a ja miałam ochotę się schować pod stół. Jezu, co za idiota. – Niecierpliwisz się?!
- Nie, skarbie, jest okej. – powiedziała dziewczyna i nie trudno było wyczuć ironię w jej tonie. Jednak Cooper najwyraźniej miał z tym problem.
- Widzisz? Jest okej. – uśmiechnął się w moją stronę. – Wypiękniałaś od ostatniego razu. Miałaś wtedy krótsze włosy i inny kolor oczu, chyba… - mówiąc to przyjrzał im się.
- Nie, wiesz Cooper? Właściwie to miałam operację oczu. Wymienili mi gałki oczne, gdyż nie byłam z nich zadowolona. – powiedziałam uśmiechając się sztucznie. Cooper wybuchnął głośnym śmiechem.
- Kocham jej poczucie humoru. – powiedział do Harry’ego. Zaraz, zaraz jego dziewczyna siedzi przy tamtym stoliku, samotna, a on siedzi obok swojej byłej i mówi, że kocha jej poczucie humoru? Coś mi tu nie gra, chyba, że… no way! On chyba nie ma w planach powrotu do mnie, prawda? Musiałabym go kopnąć w tyłek, ponieważ aktualnie myślę tylko o Harrym.
- Tak, ja też. Nie za dużo martini stary? – odpowiedział Harry upijając tym samym łyk wina. Mogłabym się rozpłynąć patrząc na niego. Jest taki piękny.
- Jestem pewien, że nie. – powiedział na to Cooper. – Doceniaj ją, stary. To naprawdę fantastyczna dziewczyna, a w łóżku istna diablica. Miałeś okazję wypróbować? Cóż, po twojej zdziwionej minie widzę, że jeszcze nie. Swoją drogą to dziwne, Vanessa najdłużej wytrzymała bez seksu 2 tygodnie. Ma jakiś nowy post czy może jej wybranek jest prawiczkiem, który wstrzymuje się od tego? Jeszcze jest inna możliwość, ktoś mógł jej zapłacić za wstrzemięźliwość. – roześmiał się po tych słowach głośno.
- Dość, Cooper. – powiedziałam ostrym tonem. – Po za tym czy to nie twoja dziewczyna właśnie wychodzi z restauracji? – spytałam udając, że Melissa cokolwiek mnie obchodzi.
- Cholera. Masz rację. – mówiąc to wstał i rzucił na od chodne. – Powodzenia, stary. I nie wstrzymuj się zbyt długo jeżeli chcesz ją przy sobie zatrzymać. – uśmiechnął się i pobiegł za swoją dziewczyną. Ja i Harry siedzieliśmy jeszcze długo w ciszy zastanawiając się co się kurwa właśnie wydarzyło? Nie dziwne, że ja i Cooper już nie jesteśmy razem, chodź łączyło nas głównie łóżko. Randka z Harrym jest chyba pierwszą w moim życiu, hm cholera, jeszcze żaden chłopak nie zaprosił mnie na randkę (nie licząc Rodricka, którego zmusiłam do tego). Każdemu zależało tylko na seksie, podobnie jak mnie (chodź mi się wydawało) może tak naprawdę miałam nadzieje, że chociaż jeden z tych napaleńców zabierze mnie na randkę? Dobry Boże.
- Czyli krótko mówiąc łączył was tylko seks? – odezwał się nagle Harry. Drgnęłam.
- Krótko mówiąc tak. – odpowiedziałam z zawstydzeniem, co coraz częściej mi się zdarza.
- Okej. – powiedział kiwając głową. – Mam jednak nadzieje, że to traktujesz trochę bardziej poważnie?
- Oczywiście, że tak! – powiedziałam szybko, lekko podniesionym tonem. – Jak mogłeś pomyśleć inaczej? – nagle przypomniałam sobie, że Logan nie może się o nas dowiedzieć, ponieważ wspólne noce przejdą do historii.
- Chciałem się upewnić. – rzekł uśmiechając się.
- Ale jest jedna malutka sprawa… - zaczęłam przygryzając wargę. – Nie pomyśl, że nie traktuje cię poważnie, ale czy możesz nikomu nie mówić o tym, że się umawiamy? Oczywiście nie licząc Eleanor. Jej możesz nawet wykrzyczeć pod domem, że byliśmy na randce. – roześmiałam się w zdenerwowaniu.
- A dlaczego?
- Mam swoje powody, które są bardzo ważne. Uwierz mi. Przynajmniej na razie i chodzi, abyś nie rozpowiadał tylko o tej jednej jedynej randce, zgoda? Proszę? – spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Jeśli ma serce zgodzi się.
- Zgoda. – kiwnął nieprzekonany głową.

*Teraźniejszość*
- I tak oto przebiegła cała randka. – powiedziałam na zakończenie. – Teraz wiesz dlaczego uważam, ze była dziwna. Najpierw Cooper, potem ja wypaliłam z tym, aby nikomu nie mówił o tym. Mógł pomyśleć, że nie traktuje go poważnie.
- Bo nie traktujesz.
- Oczywiście, że traktuje! Dla niego okłamuje Logana! – odpowiedziałam oburzona.
- Oj Van, Van. Czekam na dzień w którym dorośniesz. – powiedziała ze śmiechem. Rzuciłam jej mordercze spojrzenie. – Dobra! Ja się zbieram. Muszę iść do klubu z Justinem.
- I uśpić budzące się plotki? – powiedziałam z ironią.
- Jak najbardziej. A jak Rodrick sobie radzi po rozstaniu?
- Kiepsko. – rzuciłam.
- Cóż, mam nadzieje, że w miarę szybko się otrząśnie, a ty przestaniesz okłamywać Logana. Nie fajnie jest bawić się uczuciami dwóch chłopaków. – mówiąc to wyszła z pokoju, a ja zmrużyłam oczy. Co ona wie o życiu? Sama żyje w udawanym związku i codziennie okłamuje miliony dziewczyn na całym świecie, które łudzą się, że zabiją Victorię i ożenią się z Justinem, tymczasem trzeba by wybić wszystkich chłopaków na całym świecie i zmusić Jusa, aby zmienił orientację. Tyle roboty!
Oczami Victorii:
Musiałam dzisiaj pojawić się z Justinem w klubie nocnym. Na pewno jacyś fani zrobią nam zdjęcia, więc fanki Jusa będą miały dowód, że jest on w stu procentach heteroseksualnym chłopakiem. Szczerze mówiąc nie znoszę klubów. Cuchą, spoceni ludzie ocierają się o siebie i wszędzie czuć alkoholem. Wolę siedzieć w domu i oglądać Young&Hungry. Tymczasem musiałam się właśnie tutaj zjawić. Justin jak zwykle miał na sobie ciemne okulary, chodź mówiłam mu, że w klubie jest dostatecznie ciemno i może je zdjąć, on jednak stwierdził, że musi zachować „swag”. Wywróciłam oczami i weszłam za nim do pomieszczenia. Już na wstępie miałam ochotę wyjść. Nie mam pojęcia jak moja ciocia może być didżejką w takich miejscach. I jeszcze mówi, że to jedna z najlepszych prac jakie miała. Wiecie, moja ciocia lubi się spóźniać więc wywalili ją z kilku miejsc. A tutaj zawsze pracuje w nocy, więc… nie ma opcji aby zaspała.
- Ale ciacho na dziesiątej. – powiedział. Spojrzałam w tamto miejsce. Rzeczywiście. Chłopak robił wrażenie.
- Masz Rodricka. – przypomniałam mu.
- Już nie, zerwałem z nim, hello.
- Zrobiliście sobie przerwę. On cały czas ma nadzieje, że się zejdziecie. Jeżeli ci na nim nie zależy to odpuść całkowicie.
- Już? Skończyłaś swój „mądry” monolog? – spytał udając, że ziewa.
- Tak jakby.
- Okey, więc idę go poderwać.  – puścił mi oczko i chciał odejść, ale ja go złapałam gwałtownie za ramię.
- Nigdzie nie idziesz, mój drogi. – powiedziałam stanowczo. – Ludzie co chwilę robią tutaj foty. Jak któraś uchwyci ciebie i tamtego przystojniaka jesteś skończony.
- Masz rację. Więc ty jesteś moim jedynym towarzystwem?
- Tak. – potwierdziłam kiwając głową. – Jesteśmy parą, zapomniałeś?
- Cholera. Dlatego nienawidzę chodzić do klubów. Obrzydziłaś mi je. – mruknął zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Cóż za przejaw sympatii z twojej strony. – odpowiedziałam ironicznie.
- Chodź chociaż potańczyć. – teraz to on złapał mnie za ramię i pociągnął na parkiet. Musiałam się przepychać przez tłum zapoconych ludzi. Co za ohyda!
                                                                                  ***
Minęły dwie godziny odkąd jesteśmy w klubie, a ja zostawiłam Justina, który tańczył z jakąś dziewczyną i poszłam się czegoś napić. Potem wróciłam sądząc, że nadal tam jest i tańczy, ale mi zniknął z pola widzenia. Poszłam wiec go poszukać w toaletach, przy barze, za barem, ale nic! Kompletnie jakby go wcięło. Postanowiłam więc zostać i poczekać, jednak chłopak nadal nie wracał. Po tym czasie, postanowiłam wrócić sama do domu. Nie ma go? Trudno. Nie będę się sama męczyć w  miejscu w którym nie mam ochoty przebywać. Wyszłam na zewnątrz i… mowę mi odjęło. Bowiem przed wejściem leżał właśnie Justin z butelką wódki w ręce. Był kompletnie pijany!
- Co ty tu robisz? Wszędzie cię szukałam?
- Ta dziewcyna… dziewcyna… - starał się coś powiedzieć, ale bełkotał. – Dała mi trinka i ten trink tziwnie sbakował.
- Drink dziwnie smakował? – zmarszczyłam brwi. – Jezu, ta suka coś ci dosypała. Pewnie narkotyk. – mruknęłam wkurzona. Co za zdzira. Chciała pewnie go przelecieć. – Justin! Musisz wstać. Jedziemy do domu.
- ie gole… sprac de… - bełkotał aż w końcu padł na trawnik. Podbiegłam do niego przerażona i zaczęłam nim potrząsać. Nie ruszał się. Jasna cholera! Padł i pewnie będzie do jutra spał. Jasny gwint. Muszę zadzwonić  po kogoś, aby mi pomógł go zanieść do apartamentu. Wyjęłam więc telefon i wybrałam numer do Vanessy. Odebrała po trzecim sygnale.
- Jak tam imprezka? – zapytała rozbawionym tonem.
- Van, musisz mi pomóc….
- Właśnie mam zamiar malować paznokcie, lepszy jest fioletowy czy czerwony?
- Co? Jezu Van, nie obchodzi mnie to. Potrzebuje twojej pomocy.
- Co tak śmierdzi? O kurwa! Kurczak się przypala! – krzyknęła.
- Robisz kurczaka? – zdziwiłam się. –W każdym razie, musisz mi pomóc! Justin jest pijany.
- Jego problem. Mnie tu się kurczak spalił. Jasna cholera.
- Ale nie rozumiesz, musisz…
- Twój chłopak, twój problem. Muszę zadzwonić na kolacje po chińszczyznę. A tak chciałam pierwszy raz coś zrobić sama…
Rozłączyłam się, wkurzona, że własna przyjaciółka nie chce mi pomóc. Zayn na pewno przyjedzie i razem zaniesiemy Justina do domu. Wybrałam do niego numer i czekałam, aż odbierze.
- Halo? Zayn? Słuchaj, mam problem…
- Ja też. – jęknął. – Szef kazał mi zostać dodatkowe dwie godziny w pracy, wyobrażasz sobie? Nie dosz, że haruje po siedem godzin dziennie to jeszcze muszę zostawać. Jebany dupek.
- Aha, czyli mi nie pomożesz?
- Jak widzisz ugrzęzłem w pracy. Poproś Vanesse.
- Ty tak poważnie?
- Fakt. Zły pomysł.
- Coś wymyślę, dobra cześć. – powiedziałam. Cholera, do kogo mam zadzwonić? Kto mi pomoże? Nie mam zbyt wielu przyjaciół. O wiem! Rodrick! Przecież na pewno nadal kocha Justina, więc jestem pewna, że przyjedzie mi z pomocą.
- Hej Rodrick. – powiedziałam.
- Victoria? Nigdy do mnie nie dzwonisz. – powiedział.
- Ale dzisiaj musiałam. – przyznałam. – Słuchaj, jestem pod klubem „Dirty club” , a przed nim leży kompletnie pijany i nie przytomny Justin. Wiem, że macie przerwę, ale musisz mi pomóc…
- Jezu! Nic mu nie jest? – krzyknął przerażony.
- Nie. Tylko jakaś dziewczyna dosypała mu coś do drinka.
- A to zdzira. – mruknął. – Dobra, zaraz będę.
- Dzięki. – powiedziałam rozłączając się. Wiedziałam, ze Rodrick to dobry chłopak.
                                                                       ***
Po dosłownie 15 minutach przyjechał Rodrick! Wiedziałam, że zależy mu na Justinie. Szkoda tylko, że on zachowuje się jak skończony dupek względem niego. No nic. Problemy sercowe musi odłożyć na bok. Teraz najważniejsze jest, aby doprowadzić Jusa do domu i nie natknąć się na dziennikarzy.
- Gdzie on jest? Gdzie on jest?! – wrzeszczał przerażony Rodrick podbiegając do mnie.
- Tam leży. – wskazałam palcem na zalanego w trzy dupy i naćpanego Justina, który leżał w dziwnej pozycji.
- Moje biedactwo! – Rodrick podszedł do niego i próbował go wziąć na ręce, ale trochę nie udolnie, ponieważ nie mógł go nawet podnieść. Przez moment patrzyłam na jego próby z rozbawieniem, ale w końcu stwierdziłam, że muszę mu pomóc. Podeszłam więc do niego i kazałam mu złapać go pod pachami, a ja wezmę nogi. Tak też zrobiliśmy.
- Niech ja tylko dorwę tą zdzirę, która mu dosypała czegoś do drinka. – powiedział przez zaciśnięte zęby ze złości i z powodu wysiłku.
- Wiesz, ale nikt mu też nie wlewał alkoholu na siłę. – odpowiedziałam dysząc. – Cholera, musiałeś tak daleko zaparkować? – powiedziałam.
- Też jestem na siebie wkurwiony. – odpowiedział. Jeszcze chwila a oboje byśmy padli. Dobrze, że nareszcie doszliśmy do auta.
- Gdzie go wpakować? – zapytałam.
- Do bagażnika. – wypalił szybko.
- Może lepszym pomysłem byłoby tylne siedzenie, co?
- Masz rację. – kiwnął głową. Puściłam więc nogi Justina i otworzyłam drzwiczki, a Rodrick próbował go tam wpakować. Musiałam mu pomóc, więc zaczęłam pchać Rodricka, który zaczął na mnie krzyczeć, że taka pomoc nie jest mu wcale potrzebna. Westchnęłam. Jak woli.
- Dziwne, że nie ma dziennikarzy. – powiedziałam rozglądając się.
- Może nie dostali cynku? – wydyszał zamykając tylne drzwiczki auta za Jusem. – W każdym razie, cieszmy się. – dodał. Rodrick usiadł za kierownicą, a ja na przednim siedzeniu.
- Wiesz, że jeszcze będziemy go musieli wnieść do apartamentu?
- Nie denerwuj mnie, poważnie. – odpowiedział.
- Wybacz. – powiedziałam przygryzając wargę i spojrzałam w lusterku na Justina, który zaczął chrapać. Wywróciłam oczami. To chyba najbardziej zwariowane wyjście do klubu w historii świata!
- Mam prośbę. – zaczął Rodrick.
- Tak?
- Nie mów mu, że pomagałem ci go odwieźć do domu. Nie chce aby myślał, że nadal mi zależy na nim. Chce mu dać czas. – powiedział patrząc na jezdnie, nie na mnie.
- Jasne. – kiwnęłam głową. Miłość jednak potrafi boleć. Coś o tym wiem. Również jestem nieszczęśliwie zakochana…
_______________________________________________________________
Dwoje zakochanych beznadziejnie nieszczęśników haha. Jak Rodrick w magiczny sposób zmieni orientacje to zrobię z nich parę :-), maybe? :) 

Rozdziały pojawią się co 3-4 dni więc to stosunkowo szybko, ale proszę komentujcie bo widzę, że wejścia się zwiększają :)

środa, 20 maja 2015

Łamacze serc 1x05

Oczami Vanessy:
Zeszłam na dół napić się wody. Ta niby randka z Rodrickiem totalnie mnie wykończyła i wydaje mi się, że ośmieszyła w oczach Harre’go. Teraz już nie jestem pewna jego uczuć do mnie. Wydawało mi się, ze wpadłam mu w oko, ale tą randką z Eleanor kompletnie mnie zmylił. Weszłam do kuchni, odkręciłam zakrętkę i … zaczęłam piszczeć na cały dom! Bowiem zobaczyłam zjawę! A jednak paranormal activity to nie tylko wymysł reżysera. To coś istnieje naprawdę, a ja właśnie widziałam jego cień. Z góry zeszła zaspana Victoria. Przetarła oczy i spojrzała na mnie zaskoczona.
- Van odłóż tą patelnie. – powiedziała, a ja dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że trzymam ten przedmiot w dłoni.
- Nie mogę. Nie chce być pożarta przez tą zjawę. – odpowiedziałam i wskazałam na czarną postać znajdującą się naprzeciwko mnie.
- To nie zjawa tylko mój pies.
- Pies? – zapytałam czując ulgę. – Zaraz, zaraz twój co?
- Mój pies. – odparła Vic spokojnie.
- Nie możesz trzymać w tym domu psa! – powiedziałam jakby to było oczywiste. No cóż, dla nie których zdecydowanie nie jest na przykład dla mojej kochanej przyjaciółki Victori.
- Van to też mój dom i nie możesz mi niczego zabronić. – powiedziała spokojnie. Roześmiałam się.
- Niczego prócz tego! – krzyknęłam. – Nienawidzę psów w ogóle nienawidzę zwierząt. Mdli mnie na ich widok! Więc zabieraj tego kudłacza albo wezwę policję! – rozwrzeszczałam się już na dobre. Po chwili ten przeklęty pies zaczął na mnie warczeć. Przerażona wskoczyłam na blat. – Zabierz go stąd! Słyszysz? Zabierz!
- Zabiorę go z kuchni ale na pewno nie z domu. On tu zostaje. – powiedziała stanowczo Vic i wyszła z pomieszczenia razem z psem.
                                                                       ***
Następnego dnia zeszłam z góry i zaczęłam rozglądać się od razu po całym domu. Nie chciałam znów natrafić na tą krwiożerczą bestię! Vic ma natychmiast zabrać z mojego mieszkania to coś bo ja nie zamierzam tego tolerować! To jest po prostu chore, żebym bała się chodzić po własnym domu. To moje królestwo i mam w nim jakieś prawa. Nagle zadzwonił dzwonek u drzwi, a ja pędem poszłam otworzyć. Miałam nadzieje, ze to ktoś ze schroniska zabrać psa. Pomyliłam się. To był Rodrick.
- Od kiedy dzwonisz dzwonkiem? – zapytałam zaskoczona.
- Od kiedy jestem wściekły! – krzyknął i wszedł do środka. Podreptałam za nim od razu do salonu.
- Na mnie? Co ja ci niby takiego zrobiłam? – spytałam z wyrzutem. Rodrick opadł na kanapę z ciężkim westchnieniem.
- Ty nic ale ten idiota Harry już tak. Powiedz mi: jakie on ma cholerne prawo mnie oceniać? Czy w Biblii nie jest zapisane: kochaj bliźnich?
Usiadłam obok mojego przyjaciela i objęłam go ramieniem.
- Masz rację. Harry zachował się trochę chamsko, ale postaraj się mu wybaczyć. W Biblii to także jest zapisane: wybaczaj bliźnim.
- Skąd wiesz? Od kiedy ty czytasz Biblię? – zapytał zaskoczony.
- Nie czytam, ale domyślam się, że coś takiego mogło być tam zapisane. – odpowiedziałam bezproblemowo. Rodrick uśmiechnął się.
- Ach Van, Van. Żyć z tobą jest trudno ale bez ciebie jeszcze trudniej. – powiedział z uśmiechem.
- Wy geje umiecie się podlizać. – rzekłam, na co wybuchnął śmiechem. Nasza sielanka trwałaby dłużej gdyby nie dzwonek u drzwi. Pomyślałam sobie, że to pewnie Steve Gomezo w końcu odwiedza nas prawie codziennie i nie otwierałam przez pewien czas ale dzwonek wciąż nie ustawał wiec wstałam z kanapy. W progu stał …
- Harry? – spytałam lekko zdziwiona. – Co ty tu robisz?
Wiem, że to może nie najlepszy tekst jaki powinnam tu zaserwować ale byłam tak zaskoczona jego wizytą, że nie zważałam na to.
- Przyszedłem zapytać co u ciebie słychać? To źle? – spojrzał na mnie z uśmiechem na co potrząsnęłam głową.
- Nie, nie. Wchodź. – uchyliłam lekko drzwi.  Rodrick nie będzie zachwycony.
- Chodzi o tą sytuację z wczoraj … - zaczął nie pewnie na co serce mi szybciej zabiło. Może chce powiedzieć, że ta randka nic dla niego nie znaczyła? I był zazdrosny jak widział mnie flirtującą z Loganem dlatego się na nią zgodził?
- Tak?
- Chodzi o tą sprawę z Rodrickiem. Zachowałem się trochę jak dupek. Przepraszam. Powiedz mu to. – powiedział na co mina mi zrzedła. Starałam się jednak udawać, że wszystko jest w porządku.
- Tak, tak jasne. Zresztą sam możesz mu to powiedzieć. Jest w salonie. – odpowiedziałam na co jak burza Rodrick wpadł do holu. No tak, mogłam się domyśleć, że cały czas podsłuchiwał.
- Ooo cześć Rodrick. Miło cię widzieć. – rzekł Harry ze sztucznym uśmieszkiem. – Nie chciałbym abyśmy byli na wojennej ścieżce. Nie szukam wrogów.
- Ja także. – powiedział cicho. – Ale problem jest w tym iż ty uważasz, że jako gej muszę być lalusiem. Chcę ci pokazać, że to nie prawda.
- W jaki sposób? – Harry uniósł zdziwiony brew.
- Spędzimy dzisiaj cały dzień razem, zgadzasz się? A pokażę ci, że się mylisz i jestem całkiem spoko.
- Zgoda. Spędźmy dziś cały dzień razem.
Pomyślałam, że zaraz padnę! Rodrick umawia się z MOIM Harrym. On sobie chyba żartuje? Najpierw mój wróg, teraz najlepszy przyjaciel cholera no! Każdy się z nim umawia tylko nie ja. To nie fair!
- Więc najpierw chodźmy do baru, a potem możemy obejrzeć jakiś film w kinie. Oczywiście sensacyjny. Aha  i słyszałem, że dają koncert Linkin Park a to chyba grupa rockowa, prawda?
- Prawda. – kiwnął głową Harry. Poczułam, że robię się wściekła! Jeszcze chwila, a ktoś dostanie w twarz! – Możemy wstąpić jeszcze do klubu ze striptizem.
- A nie ma męsko – damskich?
- Obawiam się, że nie. Okej, a więc będziemy losować.
I tak pogrążeni w zupełnej rozmowie wyszli z mojego domu, a ja miałam wrażenie, że zaraz się rozpłaczę!
Oczami Victori:
Siedziałam na kanapie i przeglądałam pismo o modzie, a koło mnie biegał mój pies i szczęśliwy merdał ogonkiem. Vanessa powiedziała, że idzie na spacer. Zdziwiłam się, że sama ale może pokłóciła się z Rodrickiem? Niby nic nie wiadomo. Akurat z góry zszedł Zayn i usiadł obok mnie. Chciałam coś powiedzieć ale nie bardzo wiedziałam co.
- Już wiesz jak go nazwiesz? – przerwał ciszę. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mój pies nie ma imienia! Jakim cudem?!
- Nie. A masz jakiś pomysł?
- Niestety. – pokręcił głową. – Może Lucky? – zapytał nagle. – Bo wiesz, udało mu się uniknąć śmierci i zaadoptowałaś go.
- Lucky. – powtórzyłam z uśmiechem. – Świetny pomysł. Dzięki, Malik. – posłałam mu radosne spojrzenie, które odwzajemnił. Miałam wrażenie, że ma jakiś błysk w oku na mój widok ale nie wiedziałam czy to tylko moje wrażenie czy rzeczywiście tak jest.
W tym momencie drzwi się otworzyły i do domu weszła Vanessa. Była totalnie nie zadowolona. Nie wiedziałam dlaczego? Przecież dla niej nie istnieją problemy!
- Co się stało, księżniczko? – zapytał Zayn.
- Co się stało? Co się stało? – powtórzyła jakby to było oczywiste. – W moim domu jest pies, mój najlepszy przyjaciel poszedł gdzieś z chłopakiem, którego chcę przelecieć a ty się pytasz co się stało?! – uniosła się. Wyglądała naprawdę groźnie. Bałam się, że może zaraz uderzyć kogoś z nas w twarz lub co gorsza zabić psa.
- Rodrick poszedł gdzieś z Harrym? – zdziwił się jej brat. – Może jest homo?
- Nawet mnie nie denerwuj. – syknęła i usiadła obok nas na kanapie. Tak właściwie to między mną a Zaynem co mi się szczerze mówiąc nie spodobało. – Rodri chce udowodnić Harremu, że jako gej potrafi być męski. Tyle.
- I może poszli do baru a potem do kina? – zapytał Zayn.
- Tak a co? – Van zamrugała szybko.
- No wiesz w barze mogą się upić a potem w kinie coś może zacząć się między nimi dziać. Wiesz, na Sali jest ciemno i …
- O mój boże! – Vanessa wybuchnęła płaczem. – Rodri się prześpi z moim Harrym! To nie fair! Ja miałam być pierwsza!
- Masz Logana. – przypomniałam jej.
- Tak ale Harry był dla mnie wyzwaniem, a Log chce się ze mną przespać w każdej chwili. – odparła przecierając łzy.  -  I jeszcze muszę znosić tego okropnego psa w moim domu! – westchnęła ciężko.
- Wiesz jaki jest twój problem? – zapytałam. – Ty nadal uważasz, że to jest twój dom pomimo tego iż wprowadziłam się dwa lata temu i płacę rachunki.
- No bo byłam tu pierwsza więc ten dom jest bardziej mój niż twój.
Z oburzenia zabrakło mi powietrza. Jak ona mogła powiedzieć coś takiego? Ten dom należał tak samo do naszej trójki, a Vanessa najwyraźniej tego nie rozumiała.
- Więc od dziś sama sobie płacisz rachunki. – powiedziałam ostro.- Ja i Zayn umywamy od tego ręce.
- A bardzo chętnie się na to zgodzę! – powiedziała i zeszła z kanapy kierując się w stronę schodów. – Myślicie, że nie dam rady płacić rachunków? Trzymać terminów i takie tam? Udowodnię wam, że się mylicie!
I już jej nie było. Zostałam tylko ja i Zayn. Cisza między nami powoli starała się nie zręczna. Czułam, że muszę coś powiedzieć. Nie wiedziałam tylko co? Moim jedynym marzeniem było nic nie mówić tylko go pocałować, ale to raczej było nie możliwe to znaczy bałam się, że mnie odepchnie a tego nie chciałam. Mieszkaliśmy razem i nie chciałam potem się przed nim ukrywać czy coś.
- Masz już jakieś imię dla twojego psa? – zapytał nagle, że aż drgnęłam.
- Pytałeś o to przed chwilą. – odpowiedziałam.
- A no tak. – powiedział spuszczając zawstydzony głowę. Zaczęłam postukiwać palcami o poręcz kanapy. Czy my naprawdę mamy ze sobą tak mało wspólnego? Cholera. Nasz związek to byłaby kompletna porażka. Dobrze, że mam Justina.
Oczami Vanessy:
Zadzwoniłam po pizze a jednocześnie cały czas myślałam o Harrym i Rodricku. To było cholernie nie fair, że spędzili razem tyle czasu! Czułam się jakbym ich traciła. A co jeśli własne towarzystwo spodoba im się bardziej od mojego i nie będą chcieli mieć ze mną nic wspólnego? Tak, tak wiem. Jestem Vanessa Malik każdy mnie kocha, ale to akurat może się okazać prawdą. Oboje są wspaniali i doskonale o tym wiem, dlatego mogą to odkryć w sobie i zostać przyjaciółmi. Nie wybaczę Rodrickowi jeśli odbije mi chłopaka, którego zamierzam przelecieć! O nie, nie. Tak się nie będziemy bawić! Nagle zobaczyłam jak ktoś wchodzi do domu,  a właściwie mój przyjaciel. Był ubrany w szorty i bluzkę na ramiączkach. Był nawet na bosaka. Włosy miał w totalnym nie ładzie. Wyglądał jak trzy nie szczęścia. Coś okropnego!
- I jak było? – zapytałam patrząc na niego lekko rozbawiona. Zły humor od razu mi przeszedł. Harry to typ imprezowicza, a Rodrick nim za bardzo nie jest. Ja go akceptuje takim jakim jest.
- Fatalnie. – odpowiedział siadając przy stole w kuchni. – Nalejesz mi soku? – spytał robiąc słodkie oczka szczeniaczka. Długo nie musiał czekać. Wywróciłam oczami i uczyniłam jego prośbę.
- Fatalnie? – zapytałam zaskoczona.
- To znaczy Harry jest fajny. Pogadaliśmy, on powiedział, że nie jestem wcale lalusiem ale normalny spoko chłopakiem ale jednak … coś mi w nim nie pasuje. Jest za bardzo spontaniczny i rozrywkowy. – powiedział upijając łyk soku. – To znaczy ja też jestem, ale cechuje mnie także wrażliwość a jego nie. Jest stanowczy, pewny siebie i zawsze dostaje to czego chce.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Idealnie pasujemy do siebie. Van i Hazz.
- Wiesz co? Poprawiłeś mi humor. Chyba zadzwonię do Logana. Prześpię się z nim. – postanowiłam z szerokim uśmiechem.
- Że co? – Rodrick zmarszczył brwi. – Ty chyba nie mówisz poważnie? Prześpisz się z Loganem? A co z Harrym?
- Harry musi się zdecydować czego chce bo jak na razie to mnie olewa. Nie będę czekać w nieskończoność. Chce się bawić i brać z życia jak najwięcej. Na miłość jeszcze mam czas.
Rodrick kiwnął głową ze zrozumieniem. Zawsze  tak było, Rodri idealnie mnie rozumiał a nawet popierał.
- Spoko. Masz rację. Ach, chciałbym móc teraz przytulić Justina. – westchnął ciężko.
- Zadzwoń do niego. – poradziłam mu.
- Nie mogę. Ma dzisiaj jakiś wywiad na żywo. No cóż, pozostaje mi tylko oglądać go w TV. – powiedział upijając kolejny łyk soku. Spojrzałam na niego ze współczuciem.
- Wiesz co? Chyba jednak nie zadzwonię do Logana. Spędzę dzisiejszy wieczór z tobą. – rzekłam obejmując go ramieniem. – Jesteś moim przyjacielem. Nie pozwolę abyś ryczał oglądając swojego chłopaka w TV sam.
- Dzięki. – Rodrick uśmiechnął się lekko. – Jesteś wspaniałą przyjaciółką. Wiesz o tym, prawda?
- No oczywiście, że tak. – potwierdziłam z szerokim uśmiechem. W tym momencie do kuchni wbiegł ten ohydny pies! Gdy tylko mnie zobaczył zaczął szczekać. Miałam wrażenie, że chce mnie zjeść. To było naprawdę straszne! Zaczęłam więc piszczeć i weszłam szybko na stół.
- Van uspokój się. To tylko pies. – powiedział spokojnie i podszedł do niego z uśmiechem. – Śliczny.
- Tylko pies? Śliczny? To istny potwór! Nienawidzę go! On tylko myśli jakby tu się mnie pozbyć. – powiedziałam z trudem oddychając. Naprawdę się go bałam. Ach, ta głupia Vic! Zawsze coś odwali! Musiała go tu przyprowadzać? Cholera no! Kto jej kazał!  
- Van, myślę, że przesadzasz. To miły piesek, który zapewniam cię, nie zrobi ci krzywdy. Zobacz jak mu dobrze z oczu patrzy. – odpowiedział głaskając psa. Prychnęłam pod nosem. Do kuchni weszła kolejna osoba czyli nikt inny jak moja przyjaciółka. Gdy zobaczyła mnie na stole kuchennym zaczęła się okropnie śmiać, a ja posłałam jej groźne spojrzenie.
- To nie jest zabawne. – powiedziałam przez zaciśnięte zęby. – Naprawdę boje się przez tego psa o swoje życie.
- Vanesso moja kochana, ty jesteś zabawna. Ośmieszasz się takim zachowaniem, skarbie.  – powiedziała Victoria ze śmiechem. – Lucky to bardzo miły zwierzaczek. Kocham go i myślę, że powinnaś go zaakceptować.
- Lucky? On ma imię? Nadałaś temu potworowi imię? – jęknęłam.
- Ej, to nie jest potwór! – krzyknęła z oburzeniem. – Aha i pamiętaj o rachunkach bo do jutra trzeba zapłacić. – powiedziała ze słodkim uśmieszkiem i wyszła zadowolona z siebie z kuchni. Zmarszczyłam brwi. Gdzie do cholery jasnej się płaci rachunki? W ogóle gdzie są rachunki?
- W skrzynce pocztowej. – odezwał się Rodrick głaszcząc psa.
- Co? – spojrzałam na niego.
- Pomyślałem, że pewnie się zastanawiasz gdzie są rachunki. – powiedział z cwanym uśmieszkiem,  a ja pomyślałam, że oszaleje! Ten chłopak to moja bratnia dusza! Szkoda, że jest gejem. Życie jest niesprawiedliwe.
                                                                       ***
Wieczorem, siedzieliśmy z Rodrickiem przed telewizorem z miską popcornu i oglądaliśmy wywiad z Justinem. Na początku prowadzący pytał go o samopoczucie i nową płytę, takie tam bzdury, ale potem przeszedł do pytania o związek. Bieber oczywiście był zmuszony powiedzieć, że jego dziewczyną jest Victoria i bardzo ją kocha. Widziałam jak Rodri cierpi. Zrobiło mi się go żal, więc dotknęłam jego ramienia, aby dodać mu otuchy.
- Jak chcesz to możesz rzucić popcornem w telewizor. – powiedziałam.
- Co za dupek. – rzekł drżącym głosem. – Olewa mnie od tygodnia i w dodatku kłamie publicznie.
- Wiesz, że musi. – przypomniałam mu.
- Ale nie musi kłamać z takim przekonaniem. Wygląda jakby naprawdę się w niej zakochał. – powiedział przez zaciśnięte zęby i wziął do ręki popcorn po czym rzucił w plazmę. – Ty popieprzony idioto! Nienawidzę cię! – wydarł się.
- Lepiej? – pogłaskałam go po plecach.
- Nie. – wydukał. – Chusteczka! – wyciągnął dłoń. Cholera, skąd ja mu wezmę chusteczkę. Rozejrzałam się wokół i zobaczyłam paczkę na komodzie. Pewnie Victorii, ale cóż, nie powinna się obrazić. Wspieram przyjaciela w potrzebie. – Dzięki. – powiedział, gdy mu podałam. – Nie rozumiem, jak może mi to robić?
- Każdy związek przeżywa kryzys.
- Ale nasz związek nawet nie jest związkiem! Nie wiem co to nawet jest. Od siedmiu dni to dla mnie obcy człowiek. Nawet nie odpisuje na smsy.
- Na pewno nie jest tak źle. – starałam się go pocieszyć.
- Tak? – spojrzał na mnie wycierając oczy chusteczką. – Gdy wczoraj do niego zadzwoniłem ze stacjonarnego, bo ode mnie nie odbiera i powiedziałem „hej tu Rodrick”  to wydawał jakieś dziwne dźwięki twierdząc, że to zakłócenia i musi kończyć. – wyznał i po chwili wybuchnął płaczem. Westchnęłam. Jak on może tak się zachowywać? Biedny Rodrick. Nie zasłużył na to.
- Co ty na to abyśmy odwiedzili Justina w jego apartamencie?
- Nie wpuszczą nas. – rzekł oddając mi zużytą chusteczkę. Wzięłam ją nie chętnie i wyrzuciłam za kanapę.
- Nas nie, ale Victorię już tak. – powiedziałam z cwanym uśmieszkiem.
- Myślisz, że się zgodzi?
- Jasne. – machnęłam nie dbale ręką. – To moja najlepsza przyjaciółka, w jej obowiązku leży się zgodzić. – wyznałam z pełnym przekonaniem.
                                                                       ***
- Nie ma mowy! – powiedziała stanowczo Victoria, kiedy poszliśmy razem z Rodrickiem do jej pokoju na górze.  – Nie wykorzystam mojej pracy, aby Rodrick mógł przelecieć Justina.
Wywróciłam oczami.
- Rodrick chce ratować swój związek, nie zależy mu na seksie! – krzyknęłam, patrząc na mojego przyjaciela, który stał oparty o ścianę z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej.
- Właściwie to trochę zależy. – powiedział nieśmiało. Nakazałam mu spojrzeniem, aby milczał.
- Victoria, jesteśmy siostrami, prawda?
- Przyjaciółkami. – sprostowała.
- Jak zwał tak zwał. – machnęłam ręką. – Ważne, że łączy nas bliska relacja. Musisz nam pomóc. – popatrzyłam na nią oczami szczeniaczka. Może zadziała, kto wie?
- I co ja z tego będę miała, hm? – spojrzała na nas wyczekująco. Przygryzłam wargę, uparcie się zastanawiając. Co ona z tego będzie mogła mieć?
- Moją wdzięczność? – strzelałam.
- A coś więcej? – spytała Vic.
- Wdzięczność Rodricka? – wskazałam palcem na mojego przyjaciela.
- A jeszcze więcej?
- Boże, ale ty jesteś wymagająca. – powiedziałam.
- Lucky zostaje i nie robisz z tego problemu. – uśmiechnęła się.
- Nie ma mowy! – oburzyłam się.
- To i nie ma mowy o Justinie. – powiedziała unosząc dumnie głowę. Posłałam jej zabójcze spojrzenie. Cwana mała. Ale co się dziwić, uczyła się od najlepszych.
- Zgoda. – rzekłam w końcu. – Kocham mojego przyjaciela bardziej niż moje bezpieczeństwo.
- Lucky cię nie zje. – przypomniała kolejny raz Victoria.
- Nie mamy co do tego pewności.
- A więc jesteśmy umówieni na jutro? – wtrącił Rodrick.
- Tak. – Vic kiwnęła głową. – Tylko ubierzcie się jak normalni ludzie, błagam.
- My zawsze ubieramy się na poziomie. – powiedziałam i wyszłam niczym top modelka z jej pokoju. Kiedy Rodrick nadal stał oparty o ścianę, pociągnęłam go za koszulkę za sobą. Cholera, zapomniałam o jeszcze jednej kwestii. Wywróciłam oczami i nie chętnie wróciłam do pokoju Vic. – Skoro Lucky zostaje bez mojego marudzenia to znów płacisz rachunki. – uśmiechnęłam się słodko i wyszłam ponownie z pokoju, już nie z taką klasą jak na początku, ale walić to. Teraz najważniejszy jest związek mojego przyjaciela. Musimy go ocalić.
___________________________________________________________
PROSZĘ DAJCIE JAKIŚ ZNAK, ZE CZYTACIE TO FF. chociaż krótki komentarz, a taką by mi sprawił radość! :)
Myślicie, że Vanessie uda się uratować związek Rodricka?

czwartek, 30 kwietnia 2015

Bohaterowie


Vanessa Malik (23l.) – ma specyficznie poczucie humoru i nie wstydzi się swojego ciała. Jest zbyt pewna siebie, czasami arogancka. Dla niej nie ma tematów tabu. Jest fanką filmów erotycznych. Uwielbia chodzić do barów i tam flirtować z różnymi chłopakami, jednak sypia tylko ze swoim kumplem Loganem. Ma starszego brata Zayn’a i mieszka ze swoją najlepszą przyjaciółką Victorią. Jej pasją jest kamerowanie. Pragnie jednak być sławna i dąży do zostania celebrytką. 


Victoria Lawrence (20l.) – wciąż poszukuje pracy i swojej wielkiej miłości. Na swojej drodze spotyka jednak samych zboczeńców, którzy chcą ją zaciągnąć do łóżka. Udaje dziewczynę Justina Biebera, aby ukryć jego prawdziwą orientację. Skrycie kocha się w Zaynie jednak nie ma pewności czy on odwzajemnia jej uczucia. 


Rodrick Newman (24l.) – kocha grać na gitarze i nie ma problemów z nagością. Uwielbia swoje ciało. Jego najlepszą przyjaciółką jest Vanessa, której powierza wszystkie swoje sekrety. Ma do niej pełne zaufanie. Justin Bieber to jego chłopak ale muszą się ukrywać. Nie przepada za Victorią, ponieważ udaje dziewczynę Justina. 


Zayn Malik (24l.) – z pozoru nieśmiały i zamknięty w sobie chłopak, ale często ma szalone pomysły. Uwielbia palić papierosy i przesadza z ilością. Jest także fanem tatuaży. Nie szuka dziewczyny, bo nie wierzy w miłość ale wpadła mu w oko Victoria. Studiuje dziennikarstwo dlatego zna wszystkie ploteczki. 





Harry Styles (20l.) – kocha imprezy i ostro szaleć. Znajomi mówią na niego „pan cięta riposta”. Chodzi do klubów ze striptizem. Często tweetuje i jest gwiazdą Internetu. Dopiero wprowadził się do miasta, dlatego wszyscy o nim plotkują. Szybko zyskuje jednak przyjaciół. Szczególna więź nawiązuje się między nim a Vanessą. Odkąd ją poznał staje się dziwnie inny a ona to sprytnie wykorzystuje. Jego ulubionym zajęciem jest śpiewanie pod prysznicem. W przyszłości pragnie zostać piosenkarzem ale wstydzi się śpiewać publicznie. 


Niall Horan (21l.) – uroczy blondynek w którym kocha się większość dziewczyn z sąsiedztwa. On jednak nie zwraca na nie uwagi. Sam nie wie do końca kim jest. Czuje się zagubiony. Wsparciem dla niego jest jego kumpel z dzieciństwa – Louis. Kocha jeździć na deskorolce i całkiem nie źle mu to wychodzi. 





Louis Tomlinson (23l.) – zabawny, wygadany i towarzyski. Niall czuje się przy nim trochę jak szara myszka. On jednak zawsze stoi po jego stronie Jest dla niego jak brat. Jest asystentem w dużej firmie swojego ojca. Ma dużo obowiązków i często nawet w weekendy nie ma czasu na imprezy. 


Liam Payne (24l.) – spokojny i opanowany – tak mówią. On jednak lubi imprezy i alkohol. Miał dużo prac ale z każdej go wyrzucano za jego wybryki. Zauroczyła go Vanessa i stara się o jej względy. Ona jednak go odpycha. Nie mówi nic o swojej przeszłości, dlatego nazywają go „panem tajemniczym”. 


Roxy Clenton (22l.) – pewna siebie i zadziorna, Nienawidzi podrywaczy ani nieśmiałych osób. Często imprezuje i nie wstydzi się własnego zdania. Marzy aby pomagać biednym i często włącza się w tego typu akcje. Jej dziewczyną jest Cheri.  


Cheri Clarke (21l.) – to miastowa piękność, która ma opinie „niedostępnej”. Według plotek odpycha od siebie każdego bo to dla niej za niskie progi. Prawda jest jednak zupełnie inna... Cheri próbuje swoich sił jako modelka. 


Logan Masters (23l.) – miejscowy podrywacz. Ma na swoim koncie mnóstwo zaliczonych dziewczyn, a chętne nadal przybywają dlatego zrobił dla nich specjalny grafik. Potajemnie kocha się w Roxy ale nie może z nią być przez jej orientację. Nie przepada za Cheri. 

Matt Martinez (23 l.) - ma szeroki zakres zainteresowań, dlatego studiuje parę kierunków jednocześnie między innymi prawo i wizerunki medialne. Jest bardzo inteligentny i uwielbia czytać książki. Stary przyjaciel Vanessy z liceum, którego wyśmiewała. Nadal żywi do niej urazę. 


Steve Gomezo (45l.) – mieszka sam w domu ale kocha towarzystwo, dlatego często wprasza się do innych. Dużo je i odbija się to na jego zdrowiu. Prowadzi burdel. Jego ulubiona liczba to 69. 


Perri Edwards (21l.) – ma opinie pustej blondyneczki, która lata za swoją wredną przyjaciółeczką! Kocha się w Zaynie dlatego pomaga Elenor zniszczyć Victorię. Tak naprawdę brak jej po prostu akceptacji otoczenia.


Elenor Calder (24l.) – typowo zimna suka bez skrupułów posunie się do największych świństw aby dopiec innym. Wredna, bezczelna i arogancka. Przymila się do Louisa ale on odpycha jej zaloty.

W pozostałych rolach: 
Justin Bieber (19l.) – typowy gwiazdor. Jest zakochany w Rodricku.
Rita Larrson (35l.) – rozrywkowa cioci Victori.
Veronica (18l.) – Emo, która podobno obdziera koty ze skóry.