Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louis Tomilson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louis Tomilson. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 maja 2015

Łamacze serc 1x01 "Little love, a little sympathy"

Oczami Vanessy:

Czy mieliście kiedyś tak, że wiedzieliście, że ten dzień odmieni wasze życie? Że wydarzy się coś zaskakującego, co sprawi, że inaczej spojrzycie na wiele otaczających was spraw? Nie? Bo ja tak miałam, a właściwie mam, dzisiaj. Tak, to jest ten dzień, w którym coś się stanie. Tylko jeszcze nie wiem co. Może Ryan Gosling w końcu dowie się o moim istnieniu i zapuka do moich drzwi mówiąc, iż zawsze wiedział, że to ja jestem jego jedyną i prawdziwą miłością życia?
Otworzyłam szafę zastanawiając się, co w niej jest najbardziej skąpego. Zdecydowałam się na czerwoną bluzkę bez ramiączek, wyglądała trochę jak gorset i czarne skórzane szorty. Na stopy założyłam tradycyjne czarne szpilki. Uśmiechnęłam się do siebie w odbiciu. Idealnie. Zeszłam na dół, gdzie moja najlepsza przyjaciółka, z którą dzielę dom, siedziała na kanapie przed laptopem. Miała 20 lat, nie chodziła na studia, ani nie pracowała. Strata czasu takie siedzenie w domu. Trzeba się rozwijać, czerpać z życia. Tak jak ja. Nie ma dnia, żebym nie wpadła na jakiś szalony pomysł.
Stanęłam za nią i zajrzałam jej przez ramię. Przeglądała oferty pracy?
- Może najpierw idź na studia, co? – rzuciłam i próbowałam przeskoczyć przez oparcie kanapy, ale zapomniałam, że mam szpilki. Skończyło się na tym, że wywróciłam się.
- Van, wszystko w porządku?
- Pieprzone szpilki! Auć. – krzyknęłam łapiąc się za nogę. 
- Zdejmij je. – poradziła Victoria.
- Nie! Są za piękne! – krzyknęłam z oburzeniem. Uroda wymaga poświęceń. Vic jeszcze jest za młoda, aby zdać sobie z tego sprawę. Wprawdzie dzieli nas tylko 3 lata, ale czasami mam wrażenie, że jeszcze nie wyszła z liceum. Usiadłam na kanapie, nadal masując się za nogę.
- Szukasz pracy? Odpuść. I tak nie znajdziesz. – powiedziałam szczerze. Zawsze starałam się być szczera, chyba, że chciałam coś osiągnąć. Wtedy stawałam się prawdziwą socjopatką.
- Dzięki za słowa otuchy. – odpowiedziała ironicznie wywracając oczami.
- Nie masz wykształcenia. Idź na studia. – poradziłam jej.
- I mam się uczyć? Nie ma mowy.
- Oj, przesadzasz.  – machnęłam nie dbale ręką. – Ja na studiach piłam, imprezowałam, ćpałam i sypiałam z kim popadnie. Wspominam studia bardzo dobrze. To był najlepszy okres w moim życiu.
- Ale nie zdałabyś gdybyś nie przespała się z wykładowcą. – powiedziała moja przyjaciółka, kolejny raz wywracając oczami.
- Ty też możesz. – wzruszyłam ramionami.
- Ja czekam na prawdziwą miłość. Wiem, że jest dla mnie odpowiedni chłopak, gdzieś tam, daleko. Może jeszcze nawet się nie urodził? Kto wie. Ja wierzę, że nie muszę sypiać z kim popadnie, abym znalazła kogoś wartościowego. – zakończyła mówić swoją nudną przemowę, a ja udałam, że ziewam.
- Skończyłaś? – zapytałam, na co kiwnęła głową. – W takim razie wróćmy do realiów. Życie nie jest takie jak ci się wydaje. Trzeba być sprytnym i przepychać się łokciami jeśli chcesz coś osiągnąć. Masz jeszcze w sobie tą dziecięcą naiwność. – pogłaskałam ją po głowie, a ona odepchnęła moją rękę. Zaczęłam się śmiać.
W tym momencie drzwi gwałtownie się otworzyły, a po chwili w salonie pojawił się Rodrick! Był widocznie podniecony, a oczy jarzyły mu się jak dwie iskierki. Krótkie przedstawienie, Rodrick to mój najlepszy przyjaciel, traktuje go jak brata, chociaż już jednego posiadam, Zayna. To jednak z Rodrickiem mam zdecydowanie lepszy kontakt.
- SOS! – powiedział zdyszanym tonem, wyciągając przed siebie ręce, jakby zaraz miał strzelić mega bombową informacją. – Nie uwierzycie!
- Justin ujawnił, że jest homo? – strzeliłam. Rodrick potrzasnął głową.
- Lepiej! Chodźcie do kuchni. Musicie to zobaczyć. – powiedział i pobiegł do owego pomieszczenia. Spojrzeliśmy na siebie z Victorią ze zmarszczonymi brwiami i poszłyśmy za Rodrickiem.
- O co chodzi? – zapytałam trochę już zirytowana jego tajemniczością i założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Patrz! – Rodrick przekręcił moją głowę na okno i wtedy to zobaczyłam, a właściwie jego. Najpiękniejszego, najlepszego, najfajniejszego chłopaka na całym świecie! Zaschło mi wręcz w ustach, a dłonie zrobiły się wilgotne. Czekoladowe loki opadające mu na oczy, seksowne nogi, te mięśnie! Och. Schrupałabym go na kolację. Przygryzłam wargę, nadal go obserwując. We trójkę gapiliśmy się na niego jak zaczarowani. Moje serce waliło jak oszalałe i czułam jak się ślinię. Cholera, rzeczywiście się śliniłam. Przetarłam więc ręką usta i powiedziałam:
- Jest mój, więc trzymajcie się z daleka suczki.
- Hej! Dlaczego ty masz pierwszeństwo? Ja pierwszy go zobaczyłem. – obruszył się Rodrick.
- Stąd, że a) masz chłopaka mój drogi, który się ciebie wstydzi ale zawsze, b) na sto procent jest hetero, a jeśli nie, to stanie się, kiedy mnie spotka. – powiedziałam z wysoko uniesioną głową. Moi znajomi często mawiają, że zadzieram nosa, ale wiem, że kochają mnie taką jaka jestem i akceptują pod każdym względem.
- Nie wstydzi się mnie. – powiedział mój przyjaciel z naburmuszoną miną. – Menadżer zabrania mu się ujawnić. Straciłby fanki i takie tam bzdety.
Widziałam jednak, że mimo wszystko boli go to. Próbował chyba sam siebie przekonać, że rzeczywiście tak było. Postanowiłam nie przejmować się już nim, tylko zapolować sidła na nowego. Wnosił właśnie pudła do swojego nowego domu. Wyglądał tak cholernie seksownie, że miałam ochotę go przelecieć tu i teraz.
- Okazuje więcej czułości mnie niż tobie. – powiedziała Victoria do Rodricka, mając na myśli jego chłopaka. Na marginesie, Vic udaje dziewczynę Justina. Wiecie, broda, ustawka te sprawy.
- Auć. Ty wredna zdziro, brawo. – powiedziałam do przyjaciółki przybijając z nią piątkę. Rodrick stał z rozdziawioną buzią, nie wierząc zapewne, że to dzieje się naprawdę. Był pewnie oburzony. Nie dziwię mu się, sama bym była.
- Jesteśmy ze sobą bardzo blisko. – powiedział stanowczym tonem. – Bliżej niż wam się wydaje.
- Wracając do nowego. Muszę go poznać. – powiedziałam poprawiając włosy.
- Czekaj. Zadzwonię po kilku naszych znajomych. Ostatnim razem Cheri prawie mnie zabiła, gdy nie powiadomiłem jej, że byłaś w wiadomościach. – powiedział Rodrick.
- Krótki epizod. – rzekłam i machnęłam nie dbale dłonią, chodź w głębi duszy, byłam niesamowicie z siebie dumna! Byłam w wiadomościach, hello. I to krajowych. – Zresztą, myślisz, że nasi znajomi nie mają nic innego do roboty tylko patrzeć jak nowe ciacho wnosi pudła do mieszkania? – spytałam. W tym momencie, jak na zawołanie, drzwi się otworzyły i wbiegły podekscytowane Cheri i Roxy.
- O M G! Widzieliście? Nowy się wprowadza na nasze osiedle. – powiedziała Cheri podekscytowanym tonem.
- Te mięśnie. – powiedziała Roxy patrząc na niego jak w obrazek. Cheri dźgnęła ją w żebra łokciem. – No co? Ty nie masz żadnych mięśni. Czasem mi brakuje, prawdziwego, męskiego ciała. – a widząc minę swojej dziewczyny dodała: - Też cię kocham.
- Naprawdę nie macie swojego życia? – zapytałam. – Anyway, nowy i tak jest mój. – posłałam im długie spojrzenie, zaznaczając tym samym swoje terytorium. Dwie lesbijki (chodź Roxy uważa się za bi), gej no i Victoria. Serio, żadne z nich nie jest w stanie mi go odbić, chodź mimo wszystko nie chcę aby robili sobie niepotrzebne nadzieje. To logiczne, że ze mną nie mają szans.
- Daj się nacieszyć widokiem, dziewczyno. – powiedziała Roxy. – My możemy sobie tylko popatrzeć, a ty pewnie go przelecisz. Jak myślisz, kto i tak jest górą?
Uśmiechnęłam się pod nosem. To oczywiste, że ja.
- Joł ludziska. – powiedział mój brat Zayn schodząc z góry. Tak, od zawsze był śpiochem. – Widzę, że narada z powodu nowego?
Otworzyłam usta w zdziwieniu. Skąd on… no tak. Zapomniałam, że to najlepszy dziennikarz w mieście. Żaden skandal się przed nim nie ukryje. Miał swoje „sposoby”. Był niezastąpiony. Powinien zostać szpiegiem.
- Tak i jest mój. – powtórzyłam kolejny raz. – Życzcie mi powodzenia. – powiedziałam i wyminąwszy ich otworzyłam drzwi, a tam stał Louis z Niallem, którzy właśnie się przymierzali do zapukania. Wywróciłam oczami i przepuściłam ich, a sama skierowałam się w stronę mojego przystojniaka.
Gdy przechodziłam przez drogę, o mało nie przejechał mnie jakiś samochód! Zatrzymał się w ostatniej chwili. Niby nie było tam ani pasów, ani świateł, ale chyba mam prawo przechodzić gdzie mi się podoba, prawda? Żyjemy w Kalifornii, a nie w zapyziałym miasteczku. Odwróciłam się wściekła w stronę mężczyzny, który prowadził autem i pokazałam mu środkowy palec.
- Naucz się jeździć frajerze! – krzyknęłam i walnęłam otwartą dłonią w maskę jego samochodu. Auć. Zabolało. Jednak nie jestem osobą, która użala się nad sobą. Przejdzie. Teraz najważniejszy jest Nowy. Chłopak właśnie wychodził z domu, po zaniesieniu kolejnego pudła z dużego auta. Wyglądał jeszcze lepiej niż z daleka. Czarne obcisłe rurki, opinały mu się na tyłku, a biała zwiewna koszulka, idealnie do niego pasowała. Pomachałam do niego, uśmiechając się szeroko.
- Hej. Jestem Van. – wyciągnęłam do niego dłoń. Podszedł i uścisnął ją, swoją dużą ręką. Zauważyłam, że na palcach miał kilka pierścionków.
- A ja Harry. Miło cię poznać.
- Harry. – powtórzyłam. To imię będę krzyczeć w nocy.
- Tak, Harry. – powtórzył uśmiechając się nieśmiało.
- Ładne imię. – skomentowałam. – Może ci pomóc z tymi pudłami? Na pewno są ciężkie.
Proszę odmów, proszę odmów. – powtarzałam w myślach. Nie mam ochoty nosić ciężkich pudeł. Jestem dziewczyną, nie dla mnie taka praca. Wole wylegiwać się na kanapie. Jednak aby zdobyć Harry’ego muszę postarać się być dla niego miła.
- Jeśli byś mogła. Zostały jeszcze dwa. Ja wezmę jedno, ty drugie. – powiedział, a ja miałam krzyknąć „Niech to szlak”, ale się w porę ugryzłam w język. Podeszłam do auta z którego zabrałam wielkie i ciężkie pudło. Cholera, co tam było? Kamienie? Ręce mnie już rozbolały. Gdyby nie Harry, zaczęłabym przeklinać w tej chwili. Zawsze tak robię gdy jestem wściekła, a teraz byłam.
- Wszystko w porządku? – zapytał widząc jak opornie mi idzie zanoszenie pudła do jego domu.
- Tak, tak jest okej. – chciałam unieść kciuk w górę, ale przypomniało mi się, że mam zajęte dłonie.
- Mieszkasz naprzeciwko? – zagadnął, idąc przede mną.
- Tak. – kiwnęłam głową. Harry wtedy odwrócił się i trzymając pudło w jednej ręce (nie mam pojęcia jak tego dokonał) pomachał w stronę okna. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zauważył moich przyjaciół. Szlak. – Przepraszam za nich. Oni tak zawsze. Muszą wiedzieć co się dzieje w całej okolicy.
- Nie ma sprawy. – powiedział uśmiechając się. Zobaczyłam te cholernie urocze dołeczki w policzkach. On jest cudowny. – Są słodcy w pewien sposób. – dodał chcąc zapewne rozładować napięcie, które powstało po tym.
Kiedy weszliśmy do jego domu, od razu rzucił mi się przestronny salon, utrzymany w jasnych barwach. To tam postawiliśmy nasze pudła. Plecy bolą mnie jak cholera. Złapałam się za nie i starałam się rozprostować.
- Dobrze się czujesz? – spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem.
- Tak, to znaczy nie. Plecy mnie bolą. – odpowiedziałam.
- Daj, wymasuję. – powiedział i podszedł do mnie kładąc ręce na moich ramionach. Poczułam się jak w niebie. Czy on czasem nie jest masażystą? Jego dotyk działa cuda, już po kilku minutach masowania poczułam się jak nowo narodzona. Napawałam się każdą sekundą tego cudownego uczucia. To zdecydowanie chłopak dla mnie.
- Jesteś cudotwórcą? – zaśmiałam się.
- Nie. – chodź nie widziałam jego twarzy, byłam pewna, że się uśmiechnął. Mogłam sobie tylko wyobrazić ponownie te dołeczki. – Jestem zwykłym chłopakiem, który nagrywa piosenki i ma nietypowe zainteresowania. – powiedział tajemniczo, co wzbudziło tylko moją ciekawość. Muszę odkryć co to za „zainteresowania”. Miałam nadzieje, że coś wysoce niestosownego.
- Nagrywa piosenki? – spytałam.
- Tak, na youtube. Mój kanał to HarryStyles20. Możesz wejść jeśli będziesz miała czas. Ludzie uwielbiają mnie słuchać, przepraszam, przechwalam się. Ale to akurat prawda. Mam sporo odtworzeni. – powiedział, jakże całkiem skromnie i zabrał ręce. Jęknęłam rozczarowana.
- Dlaczego 20? – odwróciłam się w jego stronę.
- Bo mam tyle lat.
Cholera. Trzy lata młodszy ode mnie, podobnie jak Victoria. Dlaczego trafiam na takich dzieciaków? Dobrze, ze Rodrick jest chociaż rok starszy.
- Rozumiem. – kiwnęłam głową. – To chyba już wszystko, więc… będę lecieć. – wskazałam dłonią na drzwi i miałam wielką nadzieje, że chłopak mnie zatrzyma. To by znaczyło, że jest mną zainteresowany.
- Dzięki za pomoc. – rzekł, a ja ledwo przełknęłam ślinę. Tylko tyle? Dzięki za pomoc? To jak policzek. Byłabym mu bardziej wdzięczna gdyby rzeczywiście mnie uderzył, niż tak bezczelnie olał.
- To do zobaczenia. – oddaliłam się o parę kroków, jednak nadal ociągałam się z wyjściem. Dałam mu ostatnią szansę.
- Na razie. – pomachał mi. Kolejny policzek. Dzięki, Harry. Jednak nie jest tak miłym chłopakiem jak mi się wydawało. Właśnie teraz, poczułam gorycz porażki. Zastanawiałam się jak ja powiem moim przyjaciołom, że pan „nowy” mnie nie chciał. Moje wdzięki kompletnie na niego nie podziałały. A może jest rzeczywiście gejem? Cholera. Ale nawet niektórzy homo nie potrafią mi się oprzeć. Nie mam pojęcia więc o co chodzi w takim wypadku. Musi być aseksualny. Nie ma innego wytłumaczenia. Rozczarowana zmierzałam w kierunku drzwi. Byłam smutna i przygnębiona. Chyba wpadnę w jakąś depresję przez niego. Dzięki, panie seksowny. Otworzyłam drzwi i chciałam przejść przez próg, ale wtedy usłyszałam za sobą jego ochrypły głos.
- Był bym zapomniał. Organizuje jutro imprezę powitalną. Wpadniesz ze swoimi przyjaciółmi? Chętnie ich poznam. – powiedział, a ja myślałam, że zaraz go uścisnę. Jednak nie mógł przejść bokiem wobec moich wdzięków! I przede wszystkim nie jest gejem, a to duży plus dla naszej relacji, która się powoli naradzała.
- Jasne. – odwróciłam się w jego stronę. Starałam się udawać, ze jego zaproszenie nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia.
- Cieszę się, że jesteś pierwszą osobą tutaj, którą poznałem. – rzekł z lekkim uśmiechem, który odwzajemniłam, a potem wyszłam. Życie jest jednak zajebiste. Vanessa Malik wchodzi do gry. 


_______________________________________________________________
Oto pierwszy odcinek za nami! :) Wiem, że Vanessa może wydawać się wredna i zapatrzona w siebie, ale taki był nasz zamysł rok temu, a właściwie mój bo ja wykreowałam jej postać, a moja kuzynka Victorię, którą ja potem kontynuowałam. Każda z nas właściwie wymyślała innego bohatera, ale już nie zdradzę kto kogo haha, no chyba, że ktoś strasznie by chciał wiedzieć to niech pyta. Do następnego :) I proszę- zostawcie po sobie komentarz. Byłoby super. 

środa, 22 stycznia 2014

One direction 4 odcinek 100

~2 lata wcześniej~
- No, no skarbie. Spisałaś się dzisiejszej nocy na medal. – powiedział Louis do leżącej obok niego Evy. Ona uśmiechnęła się tylko do niego i trochę przybliżyła. Chłopak nie chciał jednak wdawać się z nią w zbędne czułości. Mieli prostą umowe: TYLKO SEKS. Bez zobowiązań. Nie musiał więc starać się dla niej bo wiedział, że i tak dostanie to czego chce. Takie coś mu w zupełności odpowiadało i dziewczynie zdaje się też.
- Taki mój urok, kocie. – odpowiedziała jeżdżąc palcami po jego ramieniu w górę i w dół. – Może następnym razem zrobimy to w kuchni? Będzie ten dreszczyk emocji, że ktoś może nas nakryć. – rzekła podekscytowana.
- Jak sobie życzysz. – Louis uśmiechnął się do niej i zbliżył swoją dłoń do jej włosów. Były takie piękne, długie i zawsze miłe w dotyku. Zastanawiał się jakiego szamponu używa? A mydła? Jej skóra zawsze miała taki śliczny naturalny zapach … Zaraz, zaraz! ALARAM! Czy on właśnie pomyślał o jej włosach i skórze i … zachowywał się jak jakiś mały zakochany chłopczyk? – No bez jaj. – mruknął do siebie tak, ze Eva nie mogła tego usłyszeć. Przecież on się nie zakochiwał! On nie miał uczuć. Był jak robot. Zalicz – zostaw – uciekaj. Nigdy nie dochodziło do czegoś więcej. Nie, nie. Nie mógł tego zniszczyć. Wtem do pokoju wleciał najwyraźniej zdyszany Harry trzymając coś w dłoni. Lou i Eva spojrzeli na niego marszcząc brwi.
- UPS. Sorry już wychodzę. – powiedział Hazza cofając się i opuścił pokój a zaraz potem z powrotem do niego wszedł. – Chwila … przecież to mój pokój! Co wy tu robicie? Uprawialiście miłość w moim pokoju? Jesteście zboczeni! – krzyknął oburzony.
- „Uprawialiście miłość” – powtórzył z niesmakiem Lou. – Boże jaka z ciebie cnotka, Harold. Nie możesz mówić jak człowiek? Czyli „seks”? To zakazane słowo?
- Wychowywałem się w rodzinie katolickiej więc przepraszam bardzo jeśli jestem dla was zbyt cnotliwy. – odpowiedział unosząc dumnie głowę. Nagle oczy Tomlinsona się rozjaśniały a na ustach zagościł szeroki uśmiech, gdyż zdał sobie sprawę co to za rzecz, którą Harry trzymał w dłoni. Nie mógł w to uwierzyć! Jego mały chłopczyk dorastał! Och, cóż to za wzruszająca chwila.
- Uuu nasza cnotka trzyma prezerwatywę. Taaak Haroldzie. Mów dalej o tym jakim to jesteś zatwardziałym katolikiem. Z chęcią posłuchamy. – rzekł z ironią. Loczek wywrócił oczami.
- To … to dla was. O ciąże nie trudno bez zabezpieczenia. – powiedział rzucając w swojego kumpla prezerwatywą. Louis się tylko roześmiał.
- Na serio uważasz, że wciśniesz mi byle kit? Nie myśl drogi Haroldzie, że jestem aż tak naiwny. Chcesz puknąć Molly! No, no. Jestem z ciebie dumny. Już dawno to powinieneś zrobić. Każdy był szybszy od ciebie … - W tym momencie ugryzł się w język. Nie, zdecydowanie nie powinien mu tego mówić. To nic, ze Molly zaliczało pół szkoły. On nie powinien uświadamiać w tym Harry’ego. Zresztą i tak mu pewnie nie uwierzy. Taki jest Styles. Jak się zakocha to na maksa i uważa, że osoba którą kocha nigdy by go nie skrzywdziła. No cóż, prawda jest zupełnie inna i Louis nie jeden raz się o tym przekonał. Tak, tak! Sam sprawdził jaka Molly jest w łóżku! Ale Harry miał się o tym nigdy nie dowiedzieć więc SHUT UP.
- Nie wierzę ci. – skomentował Hazza.
- Oczywiście. – odpowiedział Louis wywracając oczami. – To było do przewidzenia. Zbytnio zaskoczony to ja nie jestem. – dodał i zaczął się rozglądać za czymś do ubrania.
- A wy dwoje! Macie opuścić mój pokój! Ale to już. – rozkazał Styles.
- Och, jaki ty władczy. – Lou złapał się za serce. – Ciekawe czy w łóżku też jesteś taki. Eva, może go przetestujesz i nauczysz jak coś paru trików? Wiesz, biedak się ośmieszy przed Molly i go jeszcze rzuci.
Harry zmrużył groźnie oczy patrząc na niego. Lou był czasem niesamowicie wkurzający. Ktoś kiedyś powinien mu dać porządnie patelnią po głowie. Może wtedy przestawiłoby mu się coś i przestałby się nad biednym Haroldem tak psychicznie znęcać.
                                                                       ***
 - Ale dlaczego wy go tak strasznie nie lubicie? – zapytała wręcz desperackim tonem Karen patrząc na swoją mamę, która siedziała na kanapie i czytała książkę. Ciężko westchnęła słysząc pytanie córki.
- Bo nie. – odpowiedziała jakby to było oczywiste. Dziewczyna resztkami sił powstrzymywała się aby nie tupnąć nogą i pójść na górę się spakować po czym uciec gdzieś daleko ze swoim chłopakiem.
- To. Nie. Jest. Odpowiedź. – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
- Owszem jest. „Bo nie”. Po prostu. Taka prosta odpowiedź, która nie jest zbyt rozwinięta ale jest. – powiedziała kobieta na moment patrząc na swoją córkę, która poczerwieniła na twarzy.
- Bo jego tata ma konkurencyjną firmę, tak? – zapytała Karen a jej mama nie udzieliła odpowiedzi co dla niej znaczyło „tak”. – No oczywiście! Wiedziałam! – krzyknęła chodząc wściekła po salonie w te i we w te. – Musisz wiedzieć, że Nathan nie jest niczemu winien. To nie jego wina, że mój tata i jego tata się nienawidzą. Nie możecie nas za to karać bo skończymy jak Romeo i Julia.
- Niemożliwe. – mama dziewczyny potrzasnęła głową. – Nathan nie jest tak przystojny jak Romeo ani romantyczny. Powiedz mi czy kiedykolwiek kazał ci wyjść na balkon tak jak Romeo Juli?
- Nie! Z jednej prostej przyczyny: nie mamy balkonu!
- Och! Ale mamy taras! Jakby chłopak chciał być drugim Romeo to być coś wymyślił. A ty powinnaś się umówić z kimś kto będzie ciebie wart.
- Pewnie masz na myśli jakiegoś bogatego gwiazdora, co? W stylu Orlando Bloom albo Jonny Depp. – prychnęła pod nosem Karen zajmując miejsce na kanapie obok mamy.
- Nie. – potrzasnęła głową. – Oni są dla ciebie za starzy. Coś jak Justin Bieber albo co.
- Mamo błagam! Wiesz, że go nie znoszę! – krzyknęła oburzona.
- Ty nie znosisz żadnego młodego i utalentowanego gwiazdora. – odpowiedziała udając, że znów czyta książkę. – Ale musisz chociaż wziąć pod uwagę, że kiedyś los odpłaci ci się za to, że postawił ci na drodze tego nie doradę , Nathana i na przykład poznasz … no nie wiem … chociażby zespół One Erection.
Karen zmarszczyła brwi. „One Erection”? Poważnie?
- One Erection? Boże mamo! Co to za zespół? – Karen zmarszczyła brwi.
- Normalny. Zaraz ci pokażę. W jakieś gazecie widziałam ich zdjęcie. – powiedziała i wzięła ze stolika czasopismo plotkarskie i przekalkowała kilka kartek aż wreszcie natrafiła na ich fotę. Gdy Karen zobaczyła poprawną nazwę wybuchnęła śmiechem. Jej mama czasem w taki zabawny sposób przekręca różne słowa.
- One direction! Mamo! Błagam! – powiedziała kręcąc głową. Kobieta machnęła dłonią mówiąc „Oj tam”.
- No powiedz! Który ci się najbardziej podoba? – zapytała podstawiając swojej córce ich zdjęcie prawie pod nos. Karen wywróciła oczami. 
- Żaden. Mamo na serio, nie znam ich. Teraz ich pierwszy raz widzę na oczy. Jak może mi się któryś podobać?
- No patrz! Ten blondyn to Liam … - zaczęła jej mama a zaraz potem spojrzała ponownie na gazetę i zmarszczyła brwi. – Nie to będzie chyba Niall … albo Louis … no nic w każdym razie ten w lokach to Zayn. A Harry to będzie …. Hm … ten w czerwonych spodniach … a ja kurczę widzisz myślałam, że ten w czerwonych spodniach to Liam. A tu wychodzi, że Harry! No, no. Ładne ciacho. Chociaż ten w lokach wiesz, Zayn też nie najgorszy. Ładne ma dołeczki. A który to byłby Louis? Wychodzi, że ten w czapce Batmana. A Liam? To ten blondyn mówiłam, tak? To Niall ten w czarnych włosach. Czy coś przekręciłam? Ale wydaje mi się, że wszystko dobrze powiedziałam. Widzisz jak się znam? Może zostanę Directionerką i zapiszę się do jakiegoś klubu. Co ty na to? – zapytała mama dziewczyny jednak jej już nie było. Miała dosyć gadania mamy i najzwyczajniej w świecie zwiała!
                                                                                  ***
Karen i Nathan wybrali się do pizzerie. Dziewczyna chciała omówić z nim sprawę rodziców. Uważała, że oni powinni ich zaakceptować czy to im się podoba czy nie więc muszę coś w tej sprawie zrobić. Zaproponowała mu więc kolację rodzinną aby "ocieplić" stosunki. Chłopak jednak zrobił skwaszoną minę. Nie wydawało się, że jest tym pomysłem zachwycony! 
- Kolacja rodzinna? Poważnie? - zapytał wciskając sobie kawałek pizzy do buzi. Karen kiwnęła głową. 
- Co w tym złego? Moi rodzice nie lubią cię tylko i wyłącznie przez twoich rodziców. Więc gdyby ciebie poznali trochę bliżej to myślę, że polubili by cię. - odpowiedziała chociaż sama nie wyczuła w swoim głosie stanowczości. 
- Melisa mówi, że nie ma szans aby twoi rodzice polubili mnie. No może gdyby twój ojciec wycofał z rynku swoją firmę. 
Karen ciężko westchnęła. Co racja to racja. Jej rodzice są strasznie uparci i było małe prawdopodobieństwo, że znajdą wspólny język, gdyż z góry będą do niego źle nastawieni. Ale ... zaraz, zaraz Melisa? Dziewczyna zmarszczyła brwi. 
- Twoja była?! - nie mal krzyknęła na całą pizzerie. Nathan aż drgnął. 
- Tak. Przyjaźnimy się. Co w tym złego? - spojrzał na nią nie winne. 
- Co w tym złego? Nathan, myślę, że nie chciałbyś abym ja przyjaźniła się ze swoim byłym. - stwierdziła. Chłopak parsknął. 
- Jestem twoim pierwszym chłopakiem. 
Dziewczyna poczerwieniała na twarzy. 
- Nie bądź bezczelny. 
- Nie jestem. Stwierdzam fakty. A fakty są takie, że nie miałaś przede mną chłopaków więc nie masz z kim się przyjaźnić. 
Karen nie miała już na to odpowiedzi na szczęście wybawiło ją pojawienie się Juliette. Ale ... była ona totalnie zapłakana! Wydawało się, ze nawet nie ma pojęcia gdzie się znajduje. Zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu i gdy zauważyła swoją przyjaciółkę natychmiast do niej podbiegła. Otarła rękawem łzy i wydukała:
- To straszne! Boże to straszne! Nie wiem co mam zrobić. Po prostu kurwa nie wiem! Pierwszy raz w życiu jestem tak bezsilna. - westchnęła i opadła na siedzenie obok niej. - Mogę ostatni kawałek? - zapytała patrząc wyczekująco na Karen a ta kiwnęła głową. 
- Zawsze gdy masz problem musisz sięgać po jedzenie? - spytała dziewczyna na co Jul kiwnęła głową i odparła z pełnymi ustami:
- Taki nawyk. Cóż poradzić.  
- Przydałby ci się chłopak, który to by zaakceptował a co więcej podjadał razem z tobą. - stwierdziła Karen. I w tym momencie Juliette wybuchnęła strasznym płaczem! Odłożyła kawałek pizzy i zaczęła ryczeć zasłaniając sobie oczy dłonią. Jej przyjaciółka nie wiedziala czym ją tak uraziła. Objęła ją ramieniem i zaczęła pocieszać: - Co się stało, Jul? Nie miałam na myśli, że jesteś gruba tylko, że dużo jesz. 
- Nie o to chodzi. - wydukała i przetarła rękawem oczy. - Po prostu właśnie się dowiedziałam, że ... Owen wyjeżdża! 
- Co? - dziewczyna zamrugała szybko oczami. 
- Owen wyjeżdża. Dzisiaj. I powiedział mi o tym rano. 
- A kiedy się dowiedział? 
- Miesiąc temu! - Juliette wybuchnęła kolejną falą łez. - Ale nie wiedział jak mi o tym powiedzieć więc stwierdził, że będzie lepiej jeśli dowiem się w dniu wyjazdu. 
- Dobrze, że ci w ogóle powiedział. - prychnęła pod nosem Karen. Nigdy nie lubiła Owena, uważała, że to rozpieszczony chłopak i nie zasługuje na jej delikatną i kruchą przyjaciółkę, która potrzebuje takiego samego faceta. - Wiesz co Jul? Powinnaś iść do niego i mu wygarnąć co o nim myślisz. To twoja ostatnia szansa. 
- Mam go zapewnić, że odległość nie zrujnuje naszego związku? - zapytała. Jej przyjaciółka wywróciła oczami. Zupełnie co innego miała na myśli, ale nie chciała jej psuć dodatkowo humoru. 
- Juliette ... uważam, że związki na odległość nie mają sensu i prędzej czy później zerwiecie ale ... spędź z nim ostatnie chwile. Zasługujesz na to. - poradziła jej na co Jul kiwnęła głową i ucałowała Karen w policzek na pożegnanie. Kiedy wyszła Nathan spojrzał na swoją dziewczynę z wyrzutem. Ona zdawała się tego nie zauważyć. Odchrząknął kilka razy a gdy nadal nie reagowała powiedział:
- Ja tu nadal jestem jakbyś nie zauważyła. 
- Biedna Juliette. - dziewczyna ciężko westchnęła. Chłopak prychnął. Nie rozumiał jak Karen może tak bezczelnie go olewać? - Tak bardzo kochała Owena. Nie wiem co teraz zrobi. Załamie się. 
- To jej życie nie nasze. Mamy swoje problemy. - rzekł twardo. 
- Ale to moja najlepsza przyjaciółka! - krzyknęła oburzona. 
- Twoja jedyna przyjaciółka. - zaznaczył. Dziewczyna prychnęła. 
- I uważasz, że posiadanie jednej przyjaciółki jest gorsze niż zadawanie się ze swoją byłą? - zapytała ostro. Nathan nie odpowiedział co dziewczynie dało do zrozumienia, że tak właśnie uważa. - Dobrze, w takim razie jak zmienisz zdanie to przyjdź dzisiaj na kolacje. 
Po tych słowach wstała i wyszła z pizzeri. 
 ***
Louis siedział na kanapie pogrążony w dziwnym nastroju. Zastanawiał się co teraz robi Eva? Może do niej zadzwonić i dowiedzieć się? Ale wtedy pomyśli, że interesuje się jej życiem a tego nie chciał, łączył ich prosty układ i tak miało pozostać. On nie może tego komplikować. Zwykle to kobiety są zazdrosne nie faceci. Więc dlaczego Eva nie była zazdrosna? Powinna być. Przecież Louis ma miliony fanek z którymi mógłby pójść do łóżka! Czyżby jej na nim nie zależało? Albo był zły w łóżku? 
- Skończ te przemyślenia Louis. Poważnie, robisz się żałosny. - powiedział do siebie. Wtedy z góry nadszedł Liam. Pisał sms na telefonie. Kiedy skończył schował go do kieszeni. 
- Sean ma dla nas jakąś niespodziankę. - powiedział siadając obok Louis'iego. 
- Pewnie wywiad z tą seksowną dziennikarką na której widok ślini się Harry. Jak jej tam było? Caroline ... Flack? Tak? 
Payne kiwnął głową. 
- Gdyby nie była taka stara na pewno już by ją zaliczył. 
Tomlinson parsknął śmiechem. 
- Nigdy w to nie uwierzę! Liam! Nie wiesz, że Harry ma 16 lat i jeszcze jest prawiczkiem? 
- Ty poważnie?! - Li wydarł się na cały dom. - Ale bagno! Ja bym na jego miejscu myślał  nad zostaniem księdzem. Chociaż będzie miał wytłumaczenie na swoją głupotę. 
- Wiele razy mu mówiłem. 'Stary, idź do baru i coś zalicz bo to nie jest normalne' a on nie! Odpowiada, że on czeka aż Molly będzie gotowa. Biedak, nie wie, że ona już jest gotowa od roku. I wcale na niego nie czeka. 
Liam zmarszczył brwi. 
- Zaraz, skąd wiesz, że Molly jest gotowa? 
- Stąd, że mi dała ... eeee. - W tym momencie ugryzł się w język a Payne zakrył dłonią usta aby się nie roześmiać. Louis wiedział, że wszystko schrzanił. - Liam błagam! Harry nie może się o tym dowiedzieć nigdy! Dla mnie to był tylko jeden raz a on mnie znienawidzi. 
- Ale stary, musisz mi powiedzieć, że jego dziewczyna się puszcza. 
- Może ze mną to był błąd? I żałuje tego. Jestem pewien, że poszła się wyspowiadać do kościoła, to taka pobożna dziewczyna. Podobno jej rodzice byli pastorami. 
Przyjaciel złapał go za ramię. 
- Sam w to nie wierzysz. Louis, ona ma w szkole opinie największej dziwki. Cud, że Harry o tym nie wie lub w to nie wierzy. Jak kocha to całym sobą. Biedny chłopak. 
Tomlinson ciężko westchnął. Taa ta głupia miłość. Nagle coś sobie uświadomił. A co jeśli on się tak przejmuje Evą bo coś do niej ... czuje? Ta myśl zaczęła go przerażać. Nie chciał tego. To się nie mogło dziać! To się naprawdę nie mogło zdarzyć bo przecież Lou jest robotem bez uczuć, prawda? PRAWDA? A co jeśli ma uczucia i się zakochał? Otworzył szeroko oczy i zaczął ciężko oddychać. 
- Liam ja coś sobie właśnie uświadomiłem. - powiedział prawie szeptem. 
- Że Molly mogła nagrać wasze igraszki i teraz chcieć cię szantażować? - zgadywał. Louis potrząsnął głową. 
- Nie, zdecydowanie to coś gorszego. Ja ... ja ... ja chyba pierwszy raz się zakochałem. 
Liam aż się opluł. A potem zaczął strasznie kaszleć. Nie sądził, że coś takiego w ogóle wyjdzie z ust jego przyjaciela. Miłość? Przecież to nie było dla niego. 
- W molly? - jęknął. 
- Nie, nie w Molly. W Evie! Rozumiesz? To dziewczyna!! - krzyknął i zerwał się z kanapy jak poparzony. 
- Ach sorry zapomniałem. Zwykle zakochujesz się w chłopcach i to jest dla ciebie szok, tak? W sumie to cię rozumiem. Penisy musisz zamienić na cycki. Masz rację to rzeczywiście okropne.  - rzekł z kpiną. 
- Och, zamknij się Liam. Musisz mi coś poradzić bo to się kurwa nie może dziać naprawdę. Myślę nad tym co robi Eva w tej chwili. To nie jest normalne! Liam to za cholere nie jest normalne! 
- Taak kiedy ludzie się zakochują to zwykle idą na intensywną terapię. - powiedział wywracając oczami. - Louis, jestem pewien, że to zauroczenie ale nie miłość. Nie masz się czym martwić. Zapomniałeś, że jesteś robotem bez uczuć? Muszę ci to naprawdę ciągle przypominać? 
Lou wziął głęboki oddech. Liam ma rację. On nie ma uczuć, on nie ma uczuć, on nie ma ... 
- Wiem! - wykrzyknął nagle. - Wiem co mi pomoże. Ostry podryw w barze. Wyrwę dwie panienki na noc i po sprawie. 
- Wow, wow. Aż dwie? Wujek Liam jest z ciebie dumny. - powiedział klepiąc go po ramieniu. 
- Ja jestem wujkiem. Ty jesteś tatusiem. 
- Uuu ostry tatuś. Podoba mi się. - powiedział wyobrażając sobie siebie nago gdy w okół znajdują się miliony jego seksownych "córek". 
- Nie to miałem na myśli. - Louis machnął zniecierpliwiony ręką. - Idziemy wyrwać coś! - krzyknął ciągnąc swojego przyjaciela za ramię w kierunku wyjścia. 
***
Harry postanowił wybrać się do bilbioteki aby wypożyczyć jakieś romansidło. Chciał wiedzieć co bohaterowie książek robią gdy dochodzi do tego zbliżenia. Miał nadzieje, że główna bohaterka lub bohater będzie w takiej samej sytuacji co on. Naprawdę chciał swój pierwszy raz przeżyć właśnie z Molly. Ale ona chciała zaczekać do ślubu. Nie wiedział czy się z nią ożeni. Może za 2 - 3 lata już nie będą razem? Kto wie? Ale tego był pewien. Chce uprawiać z nią seks. I gdy skończy książkę to pójdzie jej to powiedzieć. Jeśli będzie zła to trudno. Najważniejsze, że próbował. I Louis nie będzie już robił sobie z niego żartów. 
Wszedł do środka i zaczął chodzić pomiędzy wielkimi regałami patrząc na różne gatunki typu: "Fantastyka" , "Horror" , "Wiersze" czy inne działy. Nagle natknął się na "Erotyka". Gapił się w ten dział przez kilka sekund. Przecież może sprawdzić jakie tam są książki i tyle, prawda? Nie musi nic wypożyczać. W końcu to nie to samo co "Romans". Na pewno będzie ostrzej. Nagle usłyszał jakieś jęki, były one dosyć głośne i dochodziły z końca biblioteki. 
- Jakieś dzieciaki znów się zabawiają. - mruknął pod nosem zniesmaczony. Taa biblioteka i szczególnie wieczorem to idealny pomysł dla napaleńców, którym nie zależy gdzie i jak. Ważne, żeby było. "Dobrze, że ja i Molly tacy nie jesteśmy". - pomyślał z ulgą. Wolał być prawiczkiem niż uprawiać seks gdzie popadnie. Takie coś jest o wiele mniej żałosne. 
Wydawało mu się, że odgłos jest dosyć znajomy więc przez moment wszedł mu do głowy pomysł, że to Louis lub Liam. Oni lubili zaliczać dziewczyny. Zmarszczył brwi i postanowił, że może ich nagrać telefonem! Będzie się wtedy z nich śmiał do końca życia a oni dadzą mu spokój. Podszedł bliżej i wyjął z kieszeni komórkę włączając kamerę. "Zabawa się zaczyna" - pomyślał podekscytowany. Stanął za jednym z regałów i odsunął grubą książkę aby mieć lepszy widok. To co tam zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania! Nigdy by nie pomyślał, że ... nauczyciel! Co to kurwa miało być? Czyżby Louis uprawiał dziki seks z panem Johnsonem? Dobry Boże. Tylko od kiedy on jest gejem? Coś mu tu nie pasowało, ale zanim zdążył uciec odkrył, że profesor go zauważył gdyż darł się bardzo głośno. Szybko zakrył usta ręką. 
- Ja ... ja ... - zaczął się jąkać zmieszany. - Przepraszam. Nie chciałem przeszkadzać panu i Louis'owi. 
- Louis'owi? - zapytał pan Johnson marszcząc brwi i zaczął się szybko ubierać w spodnie. - Nie bzykam się z Louis'em. A teraz zmykaj stąd chłopcze. To nie miejsce dla ciebie. 
- Ale pan ma 50 lat a on 16 i to chłopak i mój przyjaciel i pan jest stary i ... 
- Harry? 
Styles teraz zrozumiał, że rzeczywiście nauczyciel nie robił tego z Tomlinsonem tylko z ... jego dziewczyną? To było sto razy gorsze. Molly patrzyła na niego ze współczuciem. Najwyraźniej było jej głupio. No cóż, powinno, właśnie dopuściła się zdrady. 
- Pan ... pan jest pedofilem!  Tak nie można! Ona ma 16 lat! - darł się jak opętany. - Za to grozi więzienie! Tak nie wolno! Jest na to paragraf. Zgarną pana. 
- Harry uspokój się. - dziewczyna starała się być spokojna gdy stała przed nim półnaga. - To nie tak. My ... uczyliśmy się i ... było późno i ciemno i ... to była chwila. Nie planowaliśmy tego. 
- Rozumiem. - Harry kiwnął głową. - Ja też nie planowałem naszego rozstania dzisiaj. Ale cóż, stało się. - dodał starając się nie rozpłakać. Przecież miał dzisiaj czytać jakąś książkę i wyobrażać sobie seks z Molly a nie ... z nią zrywać. Zupełnie inna miała być ta noc. Ta szmata wszystko zniszczyła. 
- Och Harry, proszę nie. Nie rób mi tego. Nie możesz odejść. Kocham cię. - powiedziała udając, że płacze. 
- Gdybyś kochała nie bzykałabyś się z kim popadnie. 
- To był jeden jedyny raz. Po za tym pan Johnson obiecał mi szóstkę z historii. - rzekła wskazując na niego oskarżycielsko palcem. 
- Hm, no cóż. To zmienia postać rzeczy. - odpowiedział Harry zbliżając się do niej. Gdy stał przy niej wystarczająco blisko, że tylko ona mogła go usłyszeć powiedział jej na ucho: - Nie dosz, że z ciebie dziwka to jeszcze tania. - dodał i uśmiechnął się cwaniacko po czym odszedł od niej i wybiegł najszybciej jak się da z biblioteki.  Jeszcze nigdy nikt tak go nie rozczarował, czuł, że to koniec. Koniec ze wszystkim. Z dziewczynami, związkami ... już nigdy nikomu nie zaufa. 
***
Louis i Liam wybrali się do baru aby wyrwać parę dziewczyn. Usiedli przy krzesłach barowych i zamówili kilka drinków. Po chwili Payne podszedł do dziewczyny, która siedziała kilka miejsc dalej. Louis rozglądał się za kimś godnym jego uwagi ale żadna dziewczyna najwyraźniej go nie zainteresowała. Czyżby naprawdę się zakochał? Nie chciał dopuścić do siebie tej myśli, to było nie dorzeczne. Mieli prosty układ i on nie może go złamać jakimiś uczuciami. 
- Hej. - powiedziała jakaś brunetka przysiadając się do niego. - Zamówisz mi drinka? 
- Pewnie. - Lou uczynił jej prośbę na co dziewczyna posłała mu wdzięczny uśmiech. 
- Jestem Kate. - rzekła na co chłopak kiwnął głową. Nie był zainteresowany rozmową z nią. - A ty? - dziewczyna nadal nie dawała za wygraną, chciała aby ta noc należała do nich.  
- Louis. - odpowiedział wypijając jednym haustem drinka. 
- Wyglądasz na zmartwionego. 
Strzeliła. Lou drgnął. Nie sądził, że to aż tak bardzo widać. Może dlatego wcześniej nie miał zainteresowania od żadnej dziewczyny? 
- Bo życie mi się sypie. - powiedział chowając twarz w dłoniach. 
- Chodzi o dziewczynę, co? - zapytała z lekkim uśmiechem. - Kiedy nie wiesz o co chodzi, chodzi o dziewczyny. 
- Przysłowie było inne. 
- Pieniądze są przereklamowane. - stwierdziła. Właśnie wtedy Louis poczuł, że może nie wszystko stracone i jednak da jej szansę. Byłaby nie złą partią na dzisiejszy wieczór. - To jak? Pójdziemy do mnie? 
Zaskoczyła go tym pytaniem. Sądził, że może trochę poflirtują i dopiero. Docenił jednak w niej, że nie owijała w bawełnę i mówiła śmiało o co jej chodzi. Kiwnął głową i położył banknot na blacie po czym wskazał ruchem głowy na wyjście a dziewczyna podążyła za nim. Miał nadzieje, że tym sposobem zapomni o Evie. Nie chciał tej głupiej miłości. To nie dla niego. Nigdy nie był zakochany i nie zamierzał tego zmieniać. 
***
Karen siedziała już od godziny przy stole i czekała na swojego chłopaka, który się nie pojawiał. No cóż. Dzisiaj chyba za ostro go potraktowała. Miał prawo się wkurzyć, bardziej zajmowała się problemem przyjaciółki niż nim. No i co z tego, że przyjaźnił się ze swoją byłą? Związek polega na zaufaniu, szkoda, że tak późno to zrozumiała. Musi iść do niego i wyjaśnić mu to całe zamieszanie. Powie, że go kocha i nie obchodzi ją, że rodzice ich nie akceptują. Liczy się ich miłość. Tylko to jest ważne. Nagle zadzwonił dzwonek u drzwi. Była pewna, że to Nathan więc najszybciej jak się da poszła otworzyć. W progu jednak zobaczyła Juliette. Ciężko westchnęła, bała się, że jak przyjdzie jej chłopak i zobaczy jej przyjaciółkę to znów się zdenerwuje i już nigdy nie dojdą do porozumienia. 
- Karen tak mi ciężko! - Jul wybuchnęła płaczem a dziewczyna natychmiast ją przytuliła. - Nie umiem sobie poradzić z jego wyjazdem. On mnie zostawił i już nie wróci! To koniec. 
- Juliette, skarbie, proszę nie płacz. - starała się ją uspokoić. Chciała wyjść z domu i pójść do Nathana ale zawsze coś stawało na drodze gdy chciała zdobyć swój cel. Takiego miała pecha. - Poradzisz sobie i jeszcze się zakochasz. Zobaczysz. 
- Mogę u ciebie przenocować? - zapytała patrząc na nią wyczekująco. Karen kiwnęła głową chodź nie była zadowolona. To znaczyło, że będzie musiała iść do swojego chłopaka jutro. 
- Oczywiście. Nie powinnaś być teraz sama. 
- Ty mnie nie zostawisz, prawda? - zapytała drżącym głosem. 
- Nie. Juliette, skąd ten pomysł? To, że Owen wyjechał nie znaczy, że ja także. Hej, nigdzie się nie wybieram. - powiedziała szeptem wtulając się w nią. A co jeśli Nathan ją zostawi? Ta myśl zaczęła ją powoli przerażać. Owen i Jul także byli idealną parą a on musiał wyjechać bo rodzice mu kazali. Co jeśli rodzice będą kazać jej chłopakowi przestać ją widywać a on się zgodzi? 
- Pójdę obejrzeć telewizję. Muszę zapomnieć o tym dniu. - rzekła dziewczyna i skierowała się do salonu. Usiadła na kanapę i pochwyciła pilota w rękę. Gdy to zrobiła zauważyła plotkarskie czasopismo otwarte na stronie jakiegoś zespołu. Przetarła łzy, które ograniczały jej widoczność i wzięła do ręki gazetę. - Kto to jest? - zapytała gdy Karen weszła do salonu. Ta wzruszyła ramionami. 
- Jakiś zespół. Chyba One Erection a co? 
- Direction. - sprostowała ją ze śmiechem. - Nawet ładni. 
- Moja mama stwierdziła to samo. Co wy macie z tym zespołem? Boys band jak boys band. 
- Mmm Niall jest słodkim blondynkiem. - powiedziała z szerokim uśmiechem. 
- Mówisz tak bo Owen miał blond włosy. 
- Ale Harry też nie zły. Lubię kręcone włosy. Zayn to pewnie taki bad boy. Tak zresztą wygląda, a Liam spokojny chłopak który im matkuje znów Louis wygląda na żartownisia. - powiedziała czytając imiona z gazety. Naprawdę jej się spodobali. Uznała, że jeśli ich muzyka będzie nie zła to może się w nich nawet wkręci.
- Liam spokojny? Uważaj, bo pozory czasem bardzo mylą. - powiedziała Karen zakładając ramiona na klatkę piersiową. 
- A tobie który się najbardziej podoba? Ja już wyraziłam swoją opinie. 
- Nie ważne. Jul co to ma do rzeczy? I tak ich nigdy nie spotkamy. To i tak zawsze będzie platoniczna fascynacja. Nie sądzę abyś na koncert nawet poszła. Jezu najpierw mama potem ty. Jeszcze brakuje mojego taty. 
- Wyglądają na miłych chłopaków. - stwierdziła Jul. - Tylko wydaje mi się, że Harry to taki podrywacz który już dawno nie jest prawiczkiem. 
Karen prychnęła.
- I wywnioskowałaś to po zdjęciu? Powodzenia. Śmiałabym się gdyby Liam okazał się podrywaczem a Harry cichym i spokojnym chłopakiem. 
- Nie, na pewno tak nie jest. - powiedziała blondynka i wyjęła z kieszeni telefon. - Zaraz sprawdzę ich piosenki. - dziewczyna była strasznie podekscytowana. I na moment zapomniała nawet o Owenie. Czuła, że ten zespół to dla niej wybawienie. 
***
Karen spojrzała na zegarek. Dochodziła północ. Zastanawiała się czy zadzwonić do swojego chłopaka czy zrobić to jutro. Ale bała się, że będzie wtedy za późno i Nathan sobie wszystko przemyśli i stwierdzi, że ich związek jest dla niego za trudny i po prostu odejdzie. No cóż, nie ma co zwlekać. Wzięła do ręki telefon i wybrała jego numer. Za pierwszym razem nie odebrał więc spróbowała drugi raz i po trzecim sygnale usłyszała jego głos. Wydawał się być zmęczony. "Pewnie go obudziła" - pomyślała ze wstydem. Za bardzo tego nie przemyślała. Teraz Nathan będzie zły i, i tak nie pogadają. 
- Karen? - zapytał widocznie zdziwiony. 
- Tak to ja, chciałam cię przeprosić za dzisiaj. Nawet rozumiem dlaczego nie pojawiłeś się na tej kolacji. Zachowałam się okropnie. Powinnam się skupić na naszym związku a problemy Juliette odłożyć na bok. To nie moje życie. Miałeś rację. 
- Słuchaj Karen ... myślę, że to nie jest odpowiedni czas na takie rozmowy. Zadzwonię jutro. - powiedział. Dziewczyna wydawała się być rozczarowana. Miała nadzieje, że on też ją przeprosi, że zachował się jak kretyn. On najwyraźniej nie widział w tym swojej winy. 
- Okej więc do jutra. - Karen chciała odłożyć telefon ale usłyszała w tle głos "Kotku, wracaj do łóżka!". Zmarszczyła brwi. Co to miało być? Czyżby Nathan zamówił sobie jakąś dziwkę na noc? A może to jego koleżanka się wygłupia? Wolała to drugie. - Kto to był? - zapytała. 
- Nikt. Dobranoc. Pogadamy później. - zapewnił ją jednak Karen nie chciała odpuścić. 
- Nathan nie odkładaj słuchawki! Wiem, że ktoś tam z tobą jest! Masz mi natychmiast powiedzieć kto! 
- Karen wyluzuj to tylko Melissa. Czułem się samotny i zadzwoniłem po nią. Nie martw się. Nic między nami nie ma. 
"Kotku długo mam czekać?"
- I uważasz, że to normalne kiedy ona zaprasza cię do łóżka?! Nathan co jest grane?! Nathan!! Nie odkładaj słuchawki! Ty pieprzony dupku spałeś z nią, co?! Nie rozłączaj się! - krzyczała do słuchawki jednak usłyszała pikanie oznaczające koniec połączenia. Rzuciła wściekła telefonem o ścianę i rzuciła się na łóżko po czym zaczęła głośno płakać. Jak mogła się tak zawieść? Nie spodziewała się tego po Nathanie. 
***
Następnego dnia Louis wymknął się już o 8:00 rano aby Kate się nie obudziła. Nie zostawił jej numeru telefonu tak więc był pewien, że już więcej jej nie zobaczy. Jadąc do domu taksówką miał sporo czasu na przemyślenia dotyczące jego i Evy. Teraz był już bardziej pewien, że jej nie kocha i to po prostu zwykłe zauroczenie. Nadal będą mogli mieć swój układ dotyczący "tylko seks i nic więcej". To się nigdy nie zmieni, był tego pewien. 
Gdy otworzył drzwi do domu zobaczył w środku swoich przyjaciół z zespołu i Seana. Liam wygląd na przybitego, Harry na zadowolonego a Zayn'owi i Niallowi było wszystko jedno. 
- To się w głowie nie mieści! - wydarł się Payne. - Nie uwierzysz co przed chwilą powiedział nasz menadżer. 
- Będziemy chodzić do szkoły. - powiedział znudzonym tonem Malik. 
- I to publicznej. Nawet nie prywatnej! Nie czuje się oburzony. Bo to jak się czuje nie da się opisać słowami. Zdołowany, załamany, mega mega rozczarowany. - Li nadal nawijał. Louis ciężko westchnął. 
- Trochę nauki nie zaszkodzi. - rzekł i nawet samego siebie zaskoczył tymi słowami. - No ludzie! poznamy nowe osoby. Może nie będzie tak źle? Nauczymy się pracować a nie tylko imprezować. 
- Wow pierwszy raz mówisz z sensem. - pochwalił go Harry. 
- Mówi tak bo się naćpał. - sprostował Liam. 
- To dobrze wpłynie na wasz wizerunek. - odezwał się Sean. - Wasze mamy po za tym do mnie dzwoniły, prócz twojej Louis bo ona zawsze ma wszystko gdzieś i kazały mi zadbać o waszą edukację. Więc to robię. Wiecie jaką wywołacie furorę? 'Godzą naukę z wielkim światem'. Temat na pierwszą stronę. 
Payne jednak nie wydawał się być przekonany co do tego. 
- No dawajcie chłopaki! Będzie fajnie! - starał się ich jakoś pocieszyć Styles. 
- Chcesz zapomnieć o tym, że Molly daje wszystkim na około dupy. - Li nadal mówił nie zadowolonym głosem. 
- Hej! Nie wszystkim tylko nauczycielowi od historii. I to za szóstkę.  
- Ale różnica. - mruknął pod nosem. - Po za tym nie znasz całej prawdy ... - dodał patrząc na Louisa, który posłał mu śmiercionośne spojrzenie więc Payne nie dokończył. 
- Dobra ja idę. Jutro podrzucę wam przybory szkolne. - powiedział Sean z szerokim uśmiechem. - Tylko się uczcie bo będzie szlaban. - menadżer roześmiał się na co Louis rzucił w niego poduszką więc nadal w doskonałym humorze pobiegł w kierunku wyjścia. 
One direction usiadło obok siebie na kanapie myśląc nad tym czy szkoła zmieni ich w życie i w jakim stopniu? Czy nowo poznane osoby zagoszczą na dłużej w ich życiu? I co dalej?
Koniec
Oto długo wyczekiwany 100 odcinek!!! Miał pojawić się wcześniej ale komputer zrobił mi niespodziankę i się zepsuł. Mam nadzieje, że nie jesteście rozczarowani. Pisałam, że będzie zupełnie z innej parafii żeby nie było zaskoczenia. 
Chciałam abyście poznali przeszłość bohaterów. Wiem, że mi nie wyszło i odcinek jest do dupy ale jest. A nie chciałam abyście czekali aż wrócę od kuzynki do domu za tydzień i znów się przedłuży a wejścia spadają :(  
Napisałam już 101 odcinek i pojawi się 5 sezon jak pod tym postem będzie co najmniej 8 - 10 komentarzy. To nie dużo na 75 obserwatorów więc nie marudźcie haha
Ach nie mogę się doczekać aż skończę to opowiadanie bo powoli tracę wenę i zacznę nowe, które mam już troszkę napisane. prolog jest i 1 rozdział też :). Myślę, że wam się spodoba bo jest zabawne tak jak to i pisane z perspektywy pierwszoosobowej a nie trzecio jak w przypadku tej historii. Wszyscy w nowym opowiadaniu są fajni i sami stwierdzicie kto najlepszy. Ja tu nie będę nikogo wyróżniać. Może w przyszłych rozdziałach wam napiszę.
Ach no i pamiętajcie 8 - 10 = NEXT 
Bo 6 komentarzy pod 99 odcinkiem mnie rozwaliło a prosiłam tyle razy abyście dali radę 10 i nic :(. przykro mi się zrobiło. 
kocham was pamiętajcie mimo wszystko haha <3 

piątek, 26 lipca 2013

One direction 4 odcinek 88

One direction 4
Odcinek 88
Wieczorem impreza rozkręciła się na dobre. Liam wypatrywał ładne dziewczyny nad basenem, Karen i Jim tańczyli, Louis patrzył na nich z zazdrością, Juliette i Niall opychali się jedzeniem, Zayn także spędzał czas z Megan a Harry w końcu musiał się przemóc i zagadać do Zooey. Wcale mu się nie uśmiechało tym bardziej iż był przekonany, że dziewczyna go oleje. Wypatrzył ją gdy siedziała samotnie przy barze i biorąc głęboki oddech podszedł do niej z szerokim uśmiechem. Zastanawiał się czy nie wyglądał przy tym nieco głupkowato, ale miał to gdzieś. Cały czas zjadały go nerwy. Przeraźliwie bał się, że nie podoła temu zadaniu i będzie klapa. Dziewczyna stała oparta o bar i piła drinka. Wyglądała jakby kogoś szczególnego obserwowała. Styles pomyślał, że tym kimś może być Megan. Być może dziś chciała jej wyznać prawdę? 
- Hej Zoe. - powiedział zachowując pełny luz i przystanął obok niej. - Poproszę drinka. - zwrócił się do barmana stojącego za nim. - Jak leci? 
- Normalnie. - odpowiedziała bez entuzjazmu. - Przyjechałam tu pracować nie wypoczywać. Jutro z samego rana mam sesję zdjęciową. 
Hazza kiwnął głową. Nie wiedział co ma teraz powiedzieć? Chyba wyczerpały mu się tematy do rozmów. 
- Współczuje ci. Sesja potrafi być taka męcząca. Wiem coś o tym. Sam raz miałem. – powiedział udając, że jest mu przykro.
- Naśmiewasz się ze mnie? – spytała marszcząc brwi. Harry od razu zrobił wielkie oczy. Nie spodziewał się takiej reakcji. On po prostu na gwałt próbował znaleźć jakiś temat do rozmowy aby zaczerpnąć chociaż nić porozumienia z Zooey. Nie wiedział, że to będzie tak ciężkie zadanie. Modelka potrafi dać w kość i być bardzo kapryśna. Wiedział, że po godzinie będzie miał jej dosyć.
- Nie, nie, nie! – krzyknął szybko gestykulując rękoma. – Nie śmiałbym. Po prostu ja naprawdę uważam, że masz ciężką prace. Podziwiam cię za to.
- Czyli jednak się naśmiewasz. – stwierdziła z obrażoną miną zamawiając kolejnego drinka.
- To nie tak … - zaczął jednak dziewczyna mu przerwała.
- Daruj sobie. Mam lepsze rzeczy do roboty. – powiedział i spojrzała w stronę Zayna, który świetnie bawił się z Megan. Wzięła głęboki oddech i odgarnęła włosy. – No już! Spadaj.
Hazza wywrócił oczami i oddalił się od niej. Wiedział, że to zadanie nie będzie łatwe ale … nie spodziewał się, że aż tak trudne!
Tymczasem Liam wypatrywał ładne laski przy basenie. Wszystkie wyglądały tak bosko, ze trudno mu było się zdecydować do której zagadać. Blondynka długie nogi idealnie czysta cera mmm, cud miód i malinka. Już miał do niej podejść gdy owa dziewczyna pocałowała inną dziewczynę! Payne zrobił wielkie oczy i odwrócił się na pięcie. Znalezienie fajnej laski na podryw jest jednak trudne! Kolejna była niska, miała rude włosy i piegi. Nie była piękna ani i brzydka. Li długo się zastanawiał czy do niej zagadać w końcu zrezygnował gdyż przyszedł do niej jakiś mężczyzna i powiedział, że tatuś załatwił jej jutro jazdę na jej wymarzonym kucyku. Zapatrzona w siebie bogaczka! Następna była ciemną blondynka o długich falujących włosach i skąpym czarnym bikini. Leżała na leżaku i piła drinka śmiejąc się na widok swoich koleżanek, które szalały w basenie. Liam pomyślał, że to szalona dziewczyna i mogą miło spędzić resztę wakacji. Podszedł do niej pewnie i zaczął:
- Cześć, zauważyłem cię stojąc o tam. – wskazał na miejsce w którym się znajdował wcześniej. – Masz śliczny uśmiech. Myślałaś żeby zostać modelką? Nadawałabyś się. Z takim ciałem ho, ho dziewczyno! Zrobiłabyś karierę.
- Podrywasz mnie czy naprawdę tak uważasz? – spytała podejrzliwie.
- I jedno i drugie. – odpowiedział na co kobieta się roześmiała. Liam poczuł się pewniej więc zajął miejsce na sąsiednim leżaku. – Liam. – wyciągnął w jej stronę dłoń. Dziewczyna jednak jej nie uścisnęła więc Payne cofnął ją speszony.
- Kate. – odparła z lekkim uśmiechem.
- Przyjechałaś tu sama?
- Nie. Z koleżankami. – powiedziała i pomachała do nich.
- Szalone z was kobiety. – rzekł Li ze śmiechem. – Ja także przyjechałem z przyjaciółmi. Są równie szaleni a nawet bardziej.
- Może oni tak ale … nie ty.
Tymi słowami Kate wprawiła Liama w zaskoczenie.
- Co masz na myśli? 
- Przyznaj się: koledzy cię namówili żebyś do mnie zagadał? Nie wyglądasz na szalonego. – powiedziała popijając drinka. Liaś otworzył oczy ze zdziwienia. On nie jest szalony? On nie jest szalony? W tym momencie nie źle się wkurzył.
- Ty chyba nie wiesz co mówisz. – rzekł z oburzeniem. – Jestem bardzo szalony!
- Tak? To udowodnij. – zażądała kobieta ze śmiechem.
- A proszę bardzo. – powiedział unosząc seksownie jedną brew. – U mnie w pokoju za 5 minut. Tylko nie spóźnij się bo jestem bardzo nie miły gdy ktoś nie dba o punktualność. – dodał z cwaniackim uśmieszkiem. – Pokój 410. Do zobaczenia, skarbie.
                                                                                  ***
Następnego dnia wszyscy zeszli na śniadanie sporo spóźnieni. Ta impreza totalnie ich wykończyła. Louis pomimo tego, że powiedział iż będzie flirtował z innymi kobietami wcale nie spełnił swoich gróźb. Cały czas patrzył się na Karen i Jima. Zazdrość dosłownie go zżerała od środka. Nie mógł się skupić na niczym innym. Tylko na nich! Tak jakby byli jedynymi ludźmi! Niall i Juliette siedzieli w hotelowej kawiarni i pili cappuccino. Oboje do 3 nad ranem tańczyli i wygłupiali się. Mieli nadzieje, ze dzisiaj także będzie jakaś impreza. Musieli się od stresować po tym wszystkim. Mieli naprawdę ostatnio trudny czas. Po chwili dołączył do nich Harry.
- Cześć. – powiedział siadając naprzeciwko nich ze smętną miną.
- Podryw roku się nie udał? – zgadywał Niall.
-  A weź nie przypominaj mi nawet. Nie mam pojęcia w co Zayn mnie wkopał! Ta Zooey to wredna laska i nie uda nam się dogadać.
- Ty nie masz się z nią dogadywać tylko odciągnąć ją od Megan, pamiętasz? – spytał Niall. – Nie musisz łazić za nią cały czas, tylko jak w pobliżu będzie Meg. Ty chyba stary nie zrozumiałeś swojego zadania.
- Masz rację. Dzięki Nialler. – odparł Harry z uśmiechem. – A właśnie: gdzie Liam? Wczoraj dosyć wcześnie opuścił imprezę.
- Widziałam jak wychodził z jakąś dziewczyną. – powiedziała Juliette.
- No tak! Cały Liam! – rzekł Styles z uśmiechem po czym zamówił kawę. – Napiję się zjem coś i pójdę wylegiwać się na leżakach a wy co macie zamiar porobić?
- To samo! – krzyknął z radością Niall. – Popatrzymy na seksowne tyłeczki … ehem to znaczy będziemy gadać o męskich sprawach. – dodał zmieszany. – Czyli koszykówka, motory, samochody te sprawy, nie?
- Niall, my nigdy o tym nie rozmawiamy. – przypomniał mu Harry.
- Właściwie to … - zaczęła Juliette. – Chciałam iść pozwiedzać ale … jak chcesz Niall to się wyleguj. Naprawdę nie ma sprawy. Nie musimy wszystkiego robić razem, prawda? Powinniśmy się cieszyć z wakacji a nie robić rzeczy na które nie mamy ochoty.
- Serio? – Nialler nie wierzył, że ma tak wspaniałą dziewczynę. – Jesteś kochana! – wykrzyknął i dał jej buziaka w policzek a Jul się uśmiechnęła.
                                                                       ***
Liam obudził się z okropnym bólem głowy. Na początku nie wiedział gdzie jest ale potem zdał sobie sprawę, że znajduje się we własnym pokoju! Wczoraj za dużo z Kate wypił i … przespali się. Ale tego chciał. To nie było jak z Jennifer. Nie, nie. Zobaczył jednak, że dziewczyny nie ma obok niego. Zdziwił się lekko ale stwierdził, ze może poszła po bitą śmietanę w końcu wczoraj coś o niej mówiła … czy on mówił? Już nie pamiętał za bardzo. Payne spróbował się ruszyć jednak … cos uniemożliwiało mu to. Spojrzał w górę i … zdał sobie sprawę, że jest przykuty do łóżka przez różowe kajdanki, których używa się na wieczorach panieńskich! Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Co to ma być? Nie wierzył, że Kate mu coś takiego zrobiła ale z drugiej strony … zaczęła mu się jeszcze bardziej podobać. Jest taka nieprzewidywalna i tajemnicza. Idealna dziewczyna dla niego. Ta sytuacja jednak nie zbyt mu odpowiadała. Był głodny i chciał wziąć tabletkę od bólu głowy. Zaczął się więc wiercić a gdy to nie odniosło skutku zaczął krzyczeć „Kate”. Nikt jednak nie reagował. Liam zaczął nieco panikować. Co ma zrobić? Siedzieć tak przywiązany do jutra aż znajdzie go sprzątaczka i zgwałci? Nie chciał tego! A jak ta sprzątaczka będzie miała 50 lat? Nie przeżyje tego obrzydzenia. Umrze.
Postanowił jednak totalnie nie panikować. Spojrzał w prawą stronę. Na komodzie znajdował się jego telefon. Uśmiechnął się sam do siebie. Będzie miał okazję zadzwonić do kogoś aby mu pomógł. Próbował więc przysunąć go do niego nogą. Komórka lekko drgnęła ale zaczęła zbliżać się w jego stronę ku radości Liama. W końcu spadła z komody na łóżko. Żałował, że ma przykutą prawą rękę bo lewą będzie okropnie ciężko! Nie poddawał się jednak i wszedł w kontakty. Do kogo by tu zadzwonić? Hm … Zayn? Pewnie jest z Megan – nie przyjdzie. Niall? On ma Juliette. Harry? Miał bajerować Zooey. Karen? Ma Jima. Louis ? On nie miał laski. Zadzwonił więc do niego. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Halo? Siemka Lou. Słuchaj jest problem …
- Ja też mam problem. – odpowiedział z ciężkim westchnieniem. – Toster się zaciął! Rozumiesz? Zaciął się toster! Ty wiesz co to oznacza?
- Nie Lou nie mam pojęcia ale …
- To oznacza brak tostów! A brak tostów to głodówka! Ja umrę, rozumiesz? Umrę. Ale spoko ty pewnie masz ważniejszy problem od mojej śmierci. Słucham cię Liam.
Payne wywrócił oczami. Tomlinson potrafi być czasem okropnie wkurzający. On ma tu naprawdę problem a ten mu wyjeżdża z zepsutym tosterem! Cały Louis. Nigdy nie dorośnie. Wieczne dziecko, które nie umie sobie z niczym poradzić. Teraz zrozumiał Karen i nawet ją poparł.
- Jestem przykuty kajdankami do łóżka a mojej laski nie ma.
Zapadła na moment cisza.
- Co?
- Louis musisz mi pomóc! Dzięki Bogu, że mam bokserki!
- Dla mnie to nie problem. Braliśmy razem prysznic.
- Dzięki Louis. Miałeś mi o tym nigdy nie przypominać. – powiedział Liam.
- Nie martw się. Nie byłeś pierwszy i nie ostatni. – odparł z szyderczym śmiechem. Payne wywrócił oczami.
- Przyjdziesz do mojego pokoju? Proszę.
- Dobra spoko. Będę za 20 minut.
- Lou ty sobie chyba żartujesz? Jakie 20 minut?
- No sorry ale muszę zjeść śniadanie. Narka.
Louis się rozłączył a Liam zaczął na niego przeklinać.                                                                           ***                                                                                    
Juliette od dwóch godzin zwiedziała. Zobaczyła już parę zamków, starych domów a także najróżniejszych atrakcji turystycznych. Wieczorem chciała przejechać się na wodnej motorówce ale z Niallem. Sama by się za bardzo bała. Właśnie stała przed pewnym obrazem jakiegoś hawajskiego malarza w zabytkowej galerii, którą według legend o północy nawiedzają duchy. Chętnie by to sprawdziła ale zżerał ją strach.
- Cześć. – usłyszała za sobą czyjś głos. Odwróciła się i zobaczyła …
- Owen? – spytała nie mogąc w to uwierzyć. – Owen! – powtórzyła i rzuciła mu się na szyję. – Co tu robisz?
- Co ja tu robię? Co ty tu robisz? – odpowiedział pytaniem na pytanie ze śmiechem. Po kilku sekundach Jul przestała go ściskać.
- Przyjechałam z przyjaciółmi a ty?
- Z rodzicami. – odparł trochę ze wstydem. – Na początku nie chciałem bo wiesz, wakacje ze starymi to obciach ale w końcu mnie przekonali. I nie żałuję, że dałem się namówić. – dodał patrząc na blondynkę z szerokim uśmiechem. – A gdzie twoi przyjaciele?
- Wolą się wylegiwać na plaży. – odpowiedziała ze śmiechem. – No cóż, tylko ja lubię zwiedzać. Zresztą wiele ludzi uważa, że to nuda.
- Ja tak nie uważam. – zaprotestował szybko. – Aaa nadal przyjaźnisz się z Karen?
- Tak, a czemu pytasz?
- Czytałem gdzieś, ze chce wykorzystać sławę swojego chłopaka Louisa Tomlinsona i zostać sławnym fotografem.
- Coo? – Juliette omal nie wybuchnęła śmiechem. – To plotki. Zresztą oni nie są już razem.
- Szkoda. Widziałem ich w programie na żywo. Wydawali się być fajną parą.
- Ale nie są. Długa historia. Może kiedyś ci opowiem.
- Aaa masz jakieś plany na wieczór? Moi rodzice chcą się przejechać jachtem i … myślę, że ja tylko bym im przeszkadzał. Zresztą, romantyczne scenerie to nie moja bajka. Umówiłabyś się ze mną w kawiarni wieczorem?
- Właściwie to chciałam … - zaczęła przypominając sobie, że miała pomysł przejechać się motorówką z Niallem. On jednak nie wiedział o tych planach więc śmiało mogła się z tego wycofać. – Tak mam czas wieczorem. Wpadaj.
- Super to do wieczora! – Owen z uśmiechem na ustach pomachał do niej i poszedł.
                                                                                  ***
Po 20 minutach a nawet dłużej nadszedł w końcu Louis. Liam ziewał z nudów, dlatego w międzyczasie włączył sobie grę na telefonie. Nie grało się łatwo lewą ręką ale dawał radę. Z nudów mógłby nawet przeczytać podręcznik do Biologii.
- Jestem! – wykrzyknął Lou wpadając jak burza do pokoju. – Ooo Liaś. Różowe kajdanki. Oj nie ładnie.
Payne wywrócił oczami.
- Nie korzystaliśmy z nich! – wycedził przez zaciśnięte zęby. – I jeśli to ci poprawi humor  to nawet nie wiele pamiętam z ubiegłej nocy.
- Oczywiście. – Lou puścił mu oczko z uśmiechem co jeszcze bardziej zdenerwowało Liama.
- Lepiej znajdź kluczyk! Nie chcę spędzić całego dnia przykuty do łóżka!
- No już nie denerwuj się. – odpowiedział Tomo, który w środku pękał ze śmiechu. Zaczął się więc rozglądać po pomieszczeniu. Komoda, szafka, stół, krzesełka, fotele … nic! Poszedł nawet do łazienki i przez pół godziny wyładowywał wszystko z szafek ale i tam nie było! Sprawdził nawet kieszeni ubrań Liama. Nic! Nieco załamany wrócił mu obwieścić złą nowinę. – Nie ma.
- Jak to nie ma?! – wydarł się. – Musi być! Przeszukaj jeszcze raz! Może coś pominąłeś?
- Liam, szukałem dwie godziny! Jestem pewien, że niczego nie pominąłem. Kluczyka nie ma, stary. Przykro mi. Udanych wakacji! – Louis skierował się w kierunku drzwi i otworzył je ale w ostatniej chwili Li krzyknął:
- Musisz ją znaleźć, rozumiesz? Musisz znaleźć Kate. To wysoka blondynka z lekko falującymi włosami. Dasz radę. Wierzę w ciebie. – powiedział patrząc na niego wyczekująco.
- Li i jak ty sobie to wyobrażasz? Że biegam po całym hotelu i pytam o Kate z falującymi włosami? To chore! Uznają, że naćpałem się.
- No to chociaż uznają prawdę! Lou proszę … nie chcę spędzić całego dnia w kajdankach.
- Nooo bez kluczyka grozi ci cała wieczność. – odparł z szerokim uśmiechem. – Dobra poszukam jej ale tylko godzinę. Jeśli po tym czasie nic to odpuszczam sobie, jasne? A na drugi raz lepiej wybieraj dziewczyny.
- Żartujesz sobie? To prawdziwa kocica. Chcę powtórkę z tej nocy! – wykrzyknął Payne uśmiechając się na samo wspomnienie.
                                                                                  ***
Harry postanowił, że nie odpuści. Ma misję i musi ją wykonać czy tego chce czy nie chce. Będzie odciągać Zooey od Megan a Zayn będzie mu wdzięczny do końca życia lub … do końca wyjazdu. Od rana śledził brunetkę i zobaczył, że na plaży ma sesję zdjęciową. Uradowany podszedł bliżej. Musiał stwierdzić, że Zoe jest świetna w tym co robi. To urodzona modelka. Koło wody stał fotograf więc Hazza postanowił, że postoi koło niego. Miał nadzieje, że jak modelka go zobaczy to ucieszy się na jego widok. Może i byłoby tak (chodź to mało prawdopodobne) ale Styles potknął się i przewrócił na mężczyznę, który wpadł do wody!
- Bardzo, bardzo pana przepraszam. – powiedział chłopak ze wstydem. – Nie chciałem …
- Ty idioto! – wydarł się fotograf. – Zniszczyłeś mi aparat! Nie jest wodoodporny! Wiesz ile kosztował? Na pewno nie zdajesz sobie z tego sprawy! Wynocha stąd! Tu jest sesja zdjęciowa a właściwie już po sesji! Przez ciebie! I co ja teraz zrobię? Przejechaliśmy 1000 kilometrów aby zrobić tą sesję i przez jednego kretyna nam się nie uda! Pozwę cię!
- Nie ma pan zapasowego? – spytał nieśmiało.
- O przepraszam bardzo, że nie pomyślałem iż jakiś dureń wsadzi mnie do wody!
- Ale ja nie specjalnie … - jęknął i patrzył za odchodzącym mężczyzną. Potem przeniósł swój wzrok na Zooey. Także nie wyglądała na zadowoloną. Jak zawsze wszystko schrzanił.
- Co tu robisz? – spytała ostro. – Śledzisz mnie?
- Niee ja … przechodziłem tylko i …
- Nie obchodzi to mnie! Zepsułeś naszą sesję. – powiedziała ze złością. – Nie mam pojęcia co my teraz zrobimy.
- Naprawdę nie macie zapasowego aparatu? – powtórzył swoje pytanie Harry gdyż to było dziwne. Przejeżdżają tyle kilometrów z jednym aparatem?
- Nie, nie mamy. Coś jeszcze? Czy mogę iść do Iana zanim popełni samobójstwo?
- Coo?
- No wiesz … jest bardzo wrażliwy. – wyjaśniła wywracając oczami. – A rok temu przeszedł poważne załamanie nerwowe.
- Och, przykro mi. – powiedział naprawdę ze współczuciem. Zooey jednak uznała iż to był sarkazm. Bez słowa od niego odeszła. Hazza tymczasem zastanawiał się jak to naprawić? Wpadł mu nagle do głowy pewien pomysł …
                                                                                  ***
Louis łaził od pół godziny pytając różnych osób czy nie znają czasem jakieś Kate. Każdy odpowiadał jedno i to samo: Nie. Załamany usiadł na jednym z leżaków. To łażenie totalnie go zmęczyło. To miały być najlepsze ferie wiosenne w jego życiu a nie akcja ratujmy Liama Payne!
- Cześć. – przysiadł się do niego pewien mężczyzna koło 40. – Szukasz podobno jakieś Kate?
- Tak. A co? Znasz ją? – spytał Tomo któremu oczy zaczęły się jarzyć.
- Nie. – odpowiedział kręcąc głową.
- To po co mi tyłek zawracasz? – spytał ostro.
- Bo … wiesz … chciałem jakoś zagadać. A jestem nieśmiały i nie bardzo wiedziałem jak. – powiedział spuszczając głowę. – Przyjechałem tu sam i czuje się samotny. Może zechcesz mi dotrzymać towarzystwa?
- Mam 17 lat! -  pisnął Louis wstając z siedzenia.
- A ja 42. Nie bój się. Nikt się nie dowie.
- Boże! Jesteś pedofilem i gejem! Fuj! – wykrzyknął i jak najszybciej od niego uciekł. Dlaczego zawsze mu przytrafiają się takie wpadki? Kiedy tak biegł przed siebie zderzył się z kimś. Miał nadzieje, że to nie kolejny 40 – latek. Szczerze mówiąc miał dosyć dzisiejszego dnia.
- Louis? A gdzie ci tak spieszno? – spytała Karen ze śmiechem. – Uciekasz przed natrętną fanką?
- Raczej fanem.  – sprostował nadal piskliwym głosem.
- Cooo? – zapytała wesoło. – Podrywał cię chłopak? Brawo. – klasnęła w dłonie.
- 40 letni pedofil. – odpowiedział  wzdrygając się na samą myśl. – Chciał abym dotrzymał mu towarzystwa.
- Czałoby dotrzymać. Biedny samotny pan. Co by ci szkodziło? – spytała rozbawiona. – Założę się, że zrobiłbyś furorę gdybyś potem opowiedział o tym w jakieś gazecie.
- Ahaaa. Dobra ja muszę iść znaleźć Kate. Na razie. – Louis się pożegnał i od niej odszedł. Dziewczyna stała tak sama przez kilka minut. Poczuła się nagle dziwnie zazdrosna. Tomlinson tak jak zapowiedział znalazł sobie dziewczynę na wakacje. Ciekawa była tylko jak wygląda. No cóż, znając Lou na pewno jest śliczna i szczupła. W tym momencie podbiegł do niej Harry.
- Heeeeeeej Kaaaaren. – powiedział szczerząc się jak idiota. – Wiesz jak bardzo cię lubię, prawda?
- Czego chcesz? – zapytała znudzonym tonem.
- Pożycz swój aparat. Wiem, ze kochasz fotografować i wszędzie zabierasz ze sobą to cudo. Proooszę tylko na jeden dzień. To cholernie ważne.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Po co ci mój aparat?
- A dasz?
- A po co? – Karen nie odpuszczała. W końcu Harry ciężko westchnął.
- Wpadłem na fotografa Zooey i biedak wpadł do wody razem ze swoim aparatem. Zepsuł się i nie mają zapasowych. Kretyni.
- No bo kto z nich by przypuszczał, że Harry Styles postanowi wrzucić fotografa do wody? – powiedziała wywracając oczami. – Dobra pożyczę ci ale jutro do zwrotu. Za mną.
Harry szczerząc się jak małe dziecko pobiegł za Karen.
                                                                                  ***
Wieczorem, Juliette czekała w kawiarni na Owena. Zaczęła się zastanawiać gdzie jest jej chłopak? Od rana go nie widziała. No cóż, pewnie się kąpie w basenie. Zamówiła truskawkowy koktajl i ciężko westchnęła. Nieoczekiwanie do pomieszczenia wbiegł Niall. Nieco zdziwiła się jego obecnością. I skąd w ogóle wiedział, ze tu będzie? A może nie wiedział?
- Cześć skarbie! – krzyknął machając do niej i sprintem dosiadł się do niej. – Co tu robisz, sama?
- Siedzę i piję koktajl. – odpowiedziała. – Jak spędziłeś dzień?
- Leżałem na leżaku i opalałem się. Potem poszedłem coś zjeść i znów wróciłem na leżak. Słodkie lenistwo. Coś pięknego. – powiedział przypominając sobie dzisiejszy dzień. – Jutro od nowa to samo!
- Znowu? Myślałam, ze chociaż jutro spędzimy ten dzień razem.
- Ależ spędzimy! Możesz dołączyć się do mnie, chcesz? – spytał obejmując ją ramieniem. Dziewczyna kiwnęła głową nieprzekonująco. Wcale jej się nie uśmiechało cały dzień leniuchować. Wolała zrobić coś pożytecznego. Dość, że w weekendy oglądają filmy i cały dzień się opierniczają. Ferie chciała jakoś wykorzystać. Nagle nadszedł Owen. Uśmiechnął się na widok Juliette i spojrzał marszcząc brwi na Nialla.
- Witaj Jul. – powiedział siadając naprzeciwko niej. – Przepraszam za spóźnienie.
- Nie ma sprawy. – odpowiedziała z uśmiechem. – Niall to Owen, Owen to Niall.
Chłopaki kiwnęli do siebie głowami ale wcale nie mieli zamiaru się witać. Od razu nie przypadli sobie do gustu.
- Skąd się znacie? – spytał nagle Owen.
- Ze szkoły. Niall to mój chłopak. – powiedziała ostatnie zdanie trochę zbyt cicho. Horan to zauważył i wcale mu to się nie spodobało.
- Aaa chłopak. – Owen uśmiechnął się. – Długo jesteście razem?
- No będzie jakieś pół roku. – odparła dziewczyna.
- A wy? Skąd się znacie? – zapytał nagle Niall.
- To długa historia. – powiedziała Juliette. – Owen jest ode mnie o 2 lata starszy i wyjechał na studia. Tak się urwała nasza znajomość.
- Która była bardzo zażyła. – rzekł z uśmiechem chłopak. – To jak? Jesteśmy umówieni na jutro?
- Tak jesteśmy. – powiedziała z uśmiechem.
- Co? Jakie umówieni? – spytał Niall z przerażeniem.
- Chciałem aby Juliette zobaczyła zamek z XVI wieku. Naprawdę warto. Będzie ciekawie.
- Ja idę z wami! – krzyknął Niall z satysfakcją. – Od zawsze chciałem zobaczyć ten zamek.
- Ale przecież chciałeś poleniuchować … - przypomniała mu Jul.
- Już nie chcę. – powiedział dumnie Horan. Czuł, że musi pilnować swojej dziewczyny bo był pewien, że Owen to nie taki aniołek jak się wydaje …
                                                                                  ***
Louis wrócił do pokoju Liama totalnie załamany. Nie znalazł Kate chodź szukał je wytrwale. Payne nadal leżał na łóżku. Nie był zadowolony. Wręcz gotował się ze złości.
- 6 godzin! 6 pierdolonych godzin! Tyle cię czubku nie było! – darł się. – Wiesz jakie ja męki tu przechodziłem? Nawet nie zdajesz sobie sprawy! Przed paroma godzinami wlazła tu jakaś dziewczyna ze swoimi koleżankami, która pomyliła pokoje! Wiesz co to było za upokorzenie?! Wiesz?!
- Spokojnie. Ja też nie przeżyłem tego dnia zbyt fajnie. Podrywał mnie 42 – latek, który był pedofilem. Masakra, stary. – Louis usiadł na brzegu łóżka. – Kate nie znalazłem. Wcięło ją gdzieś.
- Jak to ją wcięło?! A może wcale nie szukałeś?! Hę? To by było bardziej prawdopodobne!
- Liam! Staram ci się pomóc a ty ciągle narzekasz! Od teraz radź sobie sam! Mam cię gdzieś! – krzyknął Louis i chciał wyjść z pokoju ale telefon Liama spadł na podłogę. Zaczął go więc prosić aby chociaż go podniósł, ponieważ chciał się zabić komórką. Tomo słysząc to wykonał jego prośbę i schylił się pod łóżko aby wyciągnąć telefon. Jaki przeżył szok gdy okazało się, ze znajdował się tam nie tylko telefon ale i kluczyk! Otworzył szeroko oczy i z uśmiechem go wyjął. – Zobacz co znalazłem. – powiedział machając przedmiotem przed Liamem.
- Otwórz kajdanki! Szybko otwieraj! – krzyknął Liam ze śmiechem.
- Zrobię to pod warunkiem, że mnie przeprosisz za swoje bezczelne zachowanie w stosunku do mnie. Nie zasłużyłem na nie.
Payne tyle się tego dnia wycierpiał, że zrobiłby totalnie wszystko byleby Lou otworzył zamek.
- Przepraszam. Nie powinienem się tak zachowywać. Byłem kretynem. Wybacz mi.
- Nooo może być. – powiedział Lou i z uśmiechem otworzył kajdanki. Li ciesząc się jak małe dziecko zaczął skakać po łóżku.
- Wolność! Nareszcie wolność! – krzyczał. – Dzięki Lou. Jesteś the best!
- A co z Kate? – spytał Tomo gdy był przy drzwiach.
- A co ma być?
- Nie zemścisz się?
- Nie. Mam o wiele lepszy pomysł. Muszę tylko się dowiedzieć jaki jest numer jej pokoju ale to jutro. Teraz idę spać.
- Co? Leżałeś cały dzień w łóżku a kiedy w końcu cię z niego wydostałem ty idziesz spać?
- Zmęczyłem się tym czekaniem na ciebie. – powiedział a Louis wywracając oczami wyszedł z jego pokoju. Z tego wszystkiego zapomniał, że miał zamienić wyjazd Karen i Jima w koszmar. No cóż, dokończy swój niecny plan jutro. Dziś zamierzał porządnie się wyspać. Może przez noc wpadnie mu do głowy jakiś super pomysł. Jedno jest pewne: nie zamierzał im odpuścić.
                                                                       KONIEC
Uff, mamy nareszcie 88 odcinek! Ostatnio nie mogłam się jakoś skupić i byłam okropnie przygnębiona. Niby są wakacje a ja cały czas się zamartwiałam. Teraz jest już lepiej i mam nadzieje, że dobry humor pozostanie mi do końca wakacji! ;) Dziękuje za poprzednie 18 komentarzy. Wiecie jak się jarałam czytając je? Jesteście najlepsi dzięki wam bardzo! <3
Co myślicie o tym odcinku? Sporo się wydarzyło nie powiem. Aż sama się gubię w tym wszystkim! Hahah xd
Mam nadzieje, ze wy jakoś to ogarniacie! ; - ).
Aha, komentujcie bo naprawdę sporo się namęczyłam przy tym odcinku. Może nie wygląda ale trudno się go pisało. Serio.
I najważniejsze pytanko: co sądzicie o piosence Best song ever? Kto był najlepszy? Bo jak dla mnie Marcel! On rozpierała system. Albo Leeroy. Kocham jego tekst: Per – feckt. Po prostu mój ulubiony moment w teledysku chodź nie tylko. Scena Veronici i Harre’go też była mega <3
Paaa <333