Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyjki o One direction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyjki o One direction. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 kwietnia 2015

Witajcie z powrotem!!!

Po długiej, a nawet bardzo długiej przerwie znów się odzywam! Z nadzieją, że ktokolwiek tu jest i wciąż czeka na mój wpis. 
Od razu mówię, że to opowiadanie nie szło mi od dłuższego czasu, ale nadal brnęłam w pisanie go, całkiem niepotrzebnie. Chce skupić się na innych projektach, dlatego mówię, że NIE ODCHODZĘ Z TEGO BLOOGA, a wręcz przeciwnie. Zamierzam na nim pisać zupełnie NOWE FF, także z One direction, które kocham całym sercem! ♥ 
Mam nadzieje, że będziecie czekać na kolejny wpis, który pojawi się być może za 2-3 dni :) 
Będzie to taki wstępny wpis czyli: bohaterowie i opis ff. 
Od razu mówię, że nie odchodzę od stylu pisania, czyli nadal zamierzam prowadzić mojego blooga tak jak zaczęłam, czyli w komediowej formie. Czytałam dzisiaj pierwsze rozdziały, które napisałam rok temu (było ich 5!!) i uwierzcie mi, że dawno się tak nie uśmiałam. Może to zbyt narcystyczne śmiać się z samego siebie? Trudno. 
Muszę oczywiście rozdziały poprawić, bo styl pisania trochę daje do życzenia. Także:)
Na pomysł mojego nowego ff wpadłam razem z moją kuzynką, obmyśliłyśmy bohaterów i fabułe razem, ale rozdziały pisałam sama, bo okazało się, ze ona straciła nagle ochotę!! :(
Może nawet to lepiej? Akcja bedzie całkowicie przebiegać wobec mojego pomysłu. 
Tytuł mojego nowego ff to "Łamacze serc". Mam nadzieje, że spodoba wam się równie mocno jak to. 
A jeśli ktoś by miał pytania co do aktualnego opowiadania-to nie wykluczam, że jeszcze KIEDYŚ do niego wrócę. Nie trąćcie nadziei. Ja nie straciłam. Wierzę, że w którymś momencie wena mi wróci i dokończę historie Karen i Louisa-ale nie w tym momencie, przepraszam was mocno. Nie wychodzi mi to aktualnie, a nie chce pisać czegoś na siłę. 
Dziękuje wszystkim, którzy kiedykolwiek wierzyli, że jeszcze tu wrócę. Stało się. Oto jestem :)
Proszę, jeśli to czytasz, skomentuj, pokaż, że nadal ze mną jesteś mimo wszystko ♥ 
Kocham was x

czwartek, 26 grudnia 2013

One direction 4 odcinek 98

Niedziele przeważnie są nudne i nikt za nimi zbytnio nie przepada. Ale ta niedziela była zaskakująca interesująca dla kilku osób … Przede wszystkim Harry miał w ten dzień wspaniały humor! Wręcz tryskał energią. No cóż, to sprawa wczorajszej randki z Zooey. Oboje bawili się świetnie, gadali o wszystkim i o niczym. Niby zwykłe przyjacielskie spotkanie a jednak najwyraźniej było to dla nich a przynajmniej dla Stylesa czymś więcej. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od ferii wiosennych w maju. Tam poznał bliżej Zoe i zdał sobie sprawę, że nie jest wcale taką złą dziewczyną.
- Ty chyba sobie żartujesz … - powiedział Zayn gdy Hazza wszedł do kuchni coś zejść.
- O co ci chodzi? – spojrzał na niego oskarżycielskim wzrokiem.
- A gdzie „witaj mój misiaczku! Jak ci się spało?” Od tygodnia nie dajesz mi żyć. I teraz nagle dałeś mi spokój? Harry, umierasz? – zaniepokoił się. Styles wybuchnął śmiechem.
- Tak umieram, ale jeszcze nie dziś. – odparł z entuzjazmem i nalał sobie soku do szklanki. To będzie cudowny dzień! – Po prostu stwierdziłem, ze dość się nacierpiałeś. Dam ci spokój. No przynajmniej na jakiś czas.
- Nie wierzę ci. Coś musiało się stać. – powiedział stanowczo Zayn a Harry w końcu wybuchnął. Nie mógł dłużej przed nim tego ukrywać. Był tak cholernie szczęśliwy! Chciał podzielić się z innymi tym szczęściem.
- Masz rację. Coś się stało. Wczoraj poszedłem na randkę z Zooey. – rzekł z szerokim uśmiechem a Malik zakrztusił się własną śliną. Kaszlał tak długo aż Hazza go nie poklepał po plecach.
- Z … z tą Zoe? – spytał nie mogąc w to uwierzyć. – Naprawdę jesteś tak zdesperowany? Rozumiem, że z innymi dziewczynami ci się nie układa ale … nie wiem, może zostań gejem albo co. Zawsze to lepsze wyjście.
- Weź się zamknij. – odburknął. – Zawsze potrafisz zwalić człowiekowi dobry humor.
W tym momencie rozległ się przeraźliwy krzyk Liama. Harry i Zayn aż podskoczyli na te słowa:
- No odbierz ty suko!
Po chwili zobaczyli Payna , który wszedł do kuchni i zaczął chodzić w te i we w te z telefonem przy uchu.
- Dlaczego nie odbierasz ty zimna jędzo? Co ja ci zrobiłem?! – darł się jak opętany. Malik zmarszczył brwi patrząc pytająco na Stylesa, który chichotał pod nosem.
- Jennifer go olewa. – wyjaśnił w końcu Zayn’owi.
- Ignoruje! Bezczelnie ignoruje! – wrzasnął Li i rzucił komórkę na stół. – To już dwa tygodnie! Rozumiecie? DWA tygodnie! Co ona sobie wyobraża? Że ja będę na nią tyle czekać?
- Najwyraźniej tak … - odparł Zay z uśmiechem.
- A niech się wali. – Li machnął ręką. – Mam ją gdzieś. Idę się uchlać do baru aby zapomnieć. Ktoś idzie ze mną? Zayn, może ty?
- Ej czemu ja?! Wyglądam na sierotę? – oburzył się mulat.
- Szczerze? Tak.
Malik pokazał mu język.
- Tak się składa, że mam inne plany. – powiedział tajemniczo. – Postanowiłem odnaleźć Megan. Stwierdziłem, że nie mogę bez niej żyć.
- Jak? Przecież nawet nie wiesz gdzie ona mieszka. – zauważył Liam.
- Dlatego poprosiłem o pomoc detektywa. Powinien wpaść późnym po południem. – odpowiedział radośnie.
- Okeeej. A więc ty Zayn żyj w swoim świecie złudzeń a ja pójdę się opić. Narka. – Payne pomachał im i wyszedł z domu. Harry stał z rozdziawioną gębą. Nie, nie dlatego, że Zayn zamówił detektywa. Wręcz przeciwnie.
- Czy ja dobrze słyszałem?! – zapytał zdumiony i spojrzał na zegarek, który miał na prawej ręce. – On poszedł do baru o … 9:00 rano?!
Malik kiwnął głową a Styles strzelił facepalma. Cały Liam.
                                                                       ***
Christina malowała paznokcie, gdy usłyszała dzwonek u drzwi. Przeklinając pod nosem na tą osobę poszła otworzyć. Musiała uważać przez wzgląd na paznokcie więc zajęło jej to całkiem sporo czasu. Kiedy w końcu udało jej się otworzyć zobaczyła w progu Sean’a więc chciała z powrotem zamknąć drzwi. Niestety. On był szybszy.
- Jak mi wyschną paznokcie, dzwonie po policje. – zagroziła. Była śmiertelnie poważna ale nie przeraziła menadżera one direction. Akurat mało go w tym momencie obchodziły jej groźby.
- Musimy porozmawiać. Masz wino?
- Jak zwykle w barku. – wskazała palcem a on udał się w tamtym kierunku. Wyjął dwa kieliszki i nalał do nich ciemnego płynu. – O czym chcesz pogadać?
- Co z ciebie za kobieta powiedz mi. – wypalił nagle Sean. – Z tego co wiem każda z was kocha być zazdrosna, wręcz gdy mężczyzna nie daje jej powód to zazdrości to wpada w szał a ty co? Masz. To. Totalnie. Gdzieś. Naprawdę jestem tak mało atrakcyjny? A może mało inteligentny? No powiedz, śmiało. Czego mi kurwa brakuje?
Christina patrzyła na niego przez kilka minut w zupełnym oszołomieniu. Do czego on zmierzał? Nie miała zielonego pojęcia.
- Chodzi ci o nasz udawany związek? Aaa rozumiem … chcesz abym publicznie zrobiła aferę. Spoko, masz to jak w banku ale może jutro dzisiaj jestem zmęczona. Aha i ta policja jak mi wyschną paznokcie, nadal jest aktualna. – zapewniła go.
- Nie, nie chodzi mi o nasz udawany związek. Chodzi mi o prawdziwych nas a nie w mediach. Tamtą Christine i Seana odstawmy na bok. Chce abyśmy pogadali o tych tutaj. Ty i ja. Żadnych tajemnic.
Christina zmarszczyła brwi.
- Żadnych tajemnic? Ty chcesz zrobić reality show o naszym życiu? Serio? – uniosła brwi w zaskoczeniu. Sean schował twarz w dłoniach. Nie wiedział już jak do niej dotrzeć. To ciężki przypadek.
- Wiesz co? Masz rację. Udawajmy, że niczego między nami nie ma i nie było! Bo tak jest lepiej, co? Proszę bardzo zostań sobie starą panną do końca życia i użalaj się nad sobą. Nie obchodzi mnie to. Miałaś szansę ale z niej nie skorzystałaś. Jestem młody, przystojny i strasznie mi się podobasz ale masz racje. Zostawmy to tak jak jest. Nic nie róbmy. – Sean podniósł ręce w geście poddaje się i zaczął się kierować w stronę wyjścia.
- Podobam ci się? – zapytała Christina ale bardziej z irytacją niż zaskoczeniem. – Podrywasz każdą 20 – letnią dupę i nagle mam uwierzyć, że spodobał ci się ktoś starszy o 10 lat? Idiota z ciebie. Na zawsze pozostaniesz podrywaczem. To się nigdy nie zmieni.
- Wiesz, nie dziwię się, że przy tobie twój mąż został gejem.
To było dla Christiny za wiele. Otworzyła usta w szoku i zmrużyła gniewnie oczy. Sean popamięta ją do końca życia. Podeszła do stolika na którym stało otwarte wino i wzięła butelkę w dłoń. Potem podeszła do menadżera jej syna i wylała na niego całą zawartość.
- Nigdy! Powtarzam nigdy tak więcej nie mów! – wrzasnęła.
- Głupia jędza. – mruknął pod nosem.
- Palant … - W tym momencie stało się coś nie oczekiwanego. A mianowicie Sean pocałował Christine! Ona kompletnie się tego nie spodziewając, nawet nie miała czasu go odepchnąć a może nawet nie chciała? Wino którym był oblany Sean poplamiło trochę białej bluzki kobiety ale ona nie zwróciła na to uwagi. Całus został tak samo szybko przerwany jak rozpoczęty. Pierwszy raz dotknęli siebie gdy nie byli w miejscu publicznym. To było coś dziwnego. Sean odskoczył od niej czując się jakby całował bardzo bliską mu osobę coś w stylu najlepszej przyjaciółki ale to nie zmieniało faktu, że serce zabiło mu mocniej a dłonie zaczęły się pocić. Niesamowite uczucie. Nie wiedział tylko co sądzi o tym Christina. Nadal stała w szoku. W końcu mężczyzna pomachał jej dłonią przed oczami.
- Halo! Żyjesz? Ziemia do Christy.
- Dobry Boże … - mruknęła wycierając ręką usta. – Mam twoją ślinę na wargach.
- Sorry eee … nigdy wcześniej to mi się nie zdarzyło. Zawsze z kobietami szło mi perfekcyjnie. Nie wiem co się dzieje … może zbyt długo nie miałem nikogo. Od rozstania z Kimberely zaliczyłem tylko jakąś hiszpankę i … i to wszystko. – przyznał ze wstydem.
- Myślę … myślę, że powinieneś już iść. – zdecydowała siadając na kanapie. Ta cała sytuacja nie źle nią wstrząsnęła. – I … proszę nie pokazuj mi się na oczy przez najbliższe 10 lat.
- Żartujesz? Nie mów, że … Christy daj spokój. Nie chciałaś mi uwierzyć, że ja naprawdę to … no wiesz … musiałem coś zrobić. Przemyśl to i zadzwoń do mnie, okej?
- Żegnam. – kobieta wskazała mu palcem drzwi. – 10 lat. Pamiętaj. I ani minuty krócej.
Sean w pełnym szoku wyszedł z jej mieszkania. Czegoś takiego się nie spodziewał. Teraz już niczego nie był pewien …
                                                                       ***
Louis obżerał się chipsami gdy zadzwonił do niego telefon. Na wyświetlaczu pisało „Jim”. Chłopak lekko się przeraził, gdyż bał się, że chłopak dzwoni do niego aby powiedzieć, że ich plan się powiódł  i Karen chce do niego wrócić. Z walącym sercem nacisnął zieloną słuchawkę.
- Halo? – zapytał nie pewnie.
- Lou? Lou jesteś tam? – usłyszał glos Jima ale był … jakiś nie wyraźny tak jakby … mówił przez łzy.
- Jim ty płaczesz? – Tomlinson zmarszczył brwi ale zaraz odzyskał nadzieje, że jednak jego plan się powiódł i Karen dała mu kosza, dlatego dzwoni aby się wyżalić.
- Tak Lou płaczę bo … muszę ci o czymś powiedzieć. To ważne. Przyjedziesz za pół godzinki do mnie? Proszę, błagam to nie może czekać.
- Ja … jasne ale … Jim o co chodzi? Coś się stało? – Louis miał złe przeczucia.
- Tak bo ja … ja cię okłamałem. Przepraszam.
Jim rozłączył się a Tommo patrzył się na telefon jeszcze przez długi czas. Jim go okłamał … ale w jakiej sprawie? To nie dawało mu w ogóle spokoju. Ciężko wzdychając zostawił chipsy na stole i poszedł założyć buty.
                                                                                  ***
Christina nie widząc co ma zrobić z zaistniałą sytuacją postanowiła porozmawiać o tym z Louisem. Teraz wiedziała, że Sean też coś do niej czuje więc jej uczucie jest odwzajemnione. Cieszyła się ale … miała pewne wątpliwości. A co jeśli będzie ją zdradzać tak jak wszystkie swoje dotychczasowe dziewczyny? No cóż, musi pogadać ze swoim synem. On zna bardzo dobrze Seana, chodzą razem do klubów , zwierzają się sobie z różnych rzeczy a przynajmniej kiedyś. Teraz sytuacja uległa lekkiej zmianie. Kobieta nacisnęła dzwonek i odczekała kilka sekund. Po chwili otworzył jej Harry. Christina mrucząc coś pod nosem weszła do środka. Nadal nie potrafiła mu wybaczyć, że przez niego rozleciał się związek jej syna. Karen to była wspaniała dziewczyna i Lou był pierwszy a Styles to bezczelnie zniszczył. Powinien się wstydzić!
- Jest Louis? Muszę z nim porozmawiać. – powiedziała patrząc na niego wyczekująco.
- Wyszedł przed chwilą. – odpowiedział Harry.
- No cóż, to przyjdę później. – postanowiła i skierowała się w stronę wyjścia.
- A może … ja mógłbym w czymś pomóc. – zaoferował się nieśmiało.
- Ty? – prychnęła spoglądając na niego z wyższością. – Wątpię. Ty potrafisz tylko niszczyć. Nie pomagać.
- To się zdarzyło raz. – przyznał ze spuszczoną głową.
- Nie kłam ty gnido. – powiedziała ostro. – Dwa razy. Już ja mam swoje sposoby na zbieranie informacji więc mnie nie da się okłamać. Proste.
- W każdym razie … - zaczął cicho. – Jestem dobrym słuchaczem ale jak nie to nie. Zrobiłem błąd i będę odpokutowywał do końca życia. Zrozumiałem. Ale musi pani wiedzieć, że wczoraj byłem na randce z Zooey Sullivan. Karen wybiłem sobie z głowy.
- Ach tak? – Christina uniosła brew. Nie bardzo mu wierzyła chodź chciała. – No cóż, dobrze, a więc co byś poradził kobiecie, która zakochała się w mężczyźnie kilka lat młodszym  i okazuje się, że ona także jemu się podoba i ten mężczyzna pocałował ją ale ta kobieta ma wątpliwości bo on jest znany ze swoich romansów?
Harry patrzył na nią przez kilka minut bez słowa.
- Czy chodzi o panią i Seana? – zapytał w końcu.
- Gdzież by tam. – machnęła ręką. – Tak się tylko głęboko zastanawiałam bo wiesz … jakbym się znalazła w takiej sytuacji to będę wiedziała co mam zrobić. Więc wolę wcześniej się ubezpieczyć, rozumiesz?
Hazza uśmiechnął się szeroko.
- Aż za dobrze. – powiedział rozbawionym tonem. – A więc ja bym proponował tej kobiecie zaryzykować.
- Słucham? – Christina wydawała się być zaskoczona jego radą.
- No bo proszę spojrzeć, ona kocha go on kocha ją. Co ich powstrzymuje przed byciem ze sobą? Różnica wieku. Tak to jest argument ale co jeszcze? Hm, chyba tylko to. A wiek to tylko liczba. Jeśli oboje są dorośli to co w tym złego? Rozumiem gdyby on miał 16 lat a ona 30 ale … tutaj wiek chyba jest troszeczkę inny, prawda? – zapytał patrząc na nią znacząco a ona kiwnęła głową. – No właśnie. Więc ja nie widzę problemu. Ta kobieta jest na pewno bardzo piękna, więc on mógł się w niej zakochać.
- No ale jest znany z romansowania z młodszymi …
- Ale nigdy wcześniej się nie zakochał, prawda? Przynajmniej nigdy nie powiedział tego żadnej kobiecie i nagle tak jakby to wyznaje. Hm, ta kobieta musi być wyjątkowa, nie sądzi pani? Więc ja na miejscu tej kobiety dałbym mu szansę. Żyje się tylko raz a jak nie wyjdzie to co z tego? Lepiej zastanawiać się co by było gdyby ….? Nie sądzę.
Christina nic nie mówiła przez dłuższą chwilę. To co mówił Harry miało dużo sensu. Oczywiście była pewna, ze on wiedział, że chodzi o nią i Seana ale wolała jednak utrzymać to jeszcze przez jakiś czas w sekrecie.
- Tak, tak masz w zupełności rację. Dzięki Harry. Naprawdę dziękuje. – powiedziała z lekkim uśmiechem. – Wiesz co? Postaram się wybaczyć ci w 50 procentach tą zdradę. Myślę, że na tyle ode mnie zasługujesz.
Stylesowi oczy rozjaśniały.
- Serio? Wow, jest pani wielka. Dziękuje. To najlepszy dzień mojego życia. – przyznał a Christina ze zdumieniem skierowała się w stronę drzwi. Nie wiedziała, że jej opinia na temat Harry’ego jest dla niego aż taka ważna. Najwyraźniej była dla niego autorytetem. To jeszcze bardziej przekonało ją do tego, że nawet 26 – latek może się w niej zakochać. Teraz musi tylko iść do niego i oznajmić mu radosną nowinę.
                                                                                  ***
Zayn od kilku minut siedział w kawiarni czekając na detektywa. W ostatniej chwili odwołał spotkanie w jego domu twierdząc, że kawiarnia będzie o wiele bezpieczniejsza. Mówił coś o planowanym ataku na niego i nie chciał aby dom Malika wybuchł. To trochę go przeraziło ale miał nadzieje, że mężczyzna sobie żartował. W końcu zobaczył kogoś idącego w jego stronę w ciemnych okularach i garniturze z teczką. Wyglądał niczym z filmu faceci w czerni.
- Zayn Malik? – zapytał odsuwając krzesło. Chłopak kiwnął głową więc na nim usiadł. – Proszę dyskretnie powiedzieć w czym rzecz?
- Otóż chodzi o … - zaczął Zayn ale mężczyzna mu przerwał.
- Ktoś planuje pana zabić? – wszedł mu w zdanie detektyw.
- Nie.
- Okraść?
- Nie.
- Zgwałcić?
- Boże, nie! Skąd ten pomysł?
- No wie pan … z taką buźką …
Zayn pomyślał, że to jakiś zboczeniec więc wstał z zamiarem odejścia ale mężczyzna roześmiał się i nakazał znów mu usiąść.
- Żartowałem. Proszę się nie przejmować. – W tym momencie zdjął swoje okulary. – Czasem robie takie psikusy swoim klientom. A tak w ogóle to jestem Jonny. – podał mu dłoń a Malik nie pewnie ją uścisnął. – Więc w czym rzecz?
- Chodzi o Megan Beatress. Zniknęła.
- Ktoś ją uprowadził?
- Nie. Sama wyjechała z własnej woli. Po prostu pokłóciliśmy się i …
- Aha, rozumiem. Czy zna pan jej byłe miejsce zamieszkania?
- Tak, tak. Dawała mi kiedyś wizytówkę. Nawet ją wziąłem. – powiedział sięgając do kieszeni spodni i po chwili ją wyjął. – Proszę oto one. W telefonie powinienem mieć jej zdjęcie …
- Nie będzie potrzebne. – odpowiedział Jonny ku zaskoczeniu Zayn’a. – Jestem ekspertem w swojej dziedzinie i nie potrzebuje jakiś tam zdjęć. Imię, nazwisko i miejsce zamieszkania. To wszystko. Aha no i wynagrodzenie ma się rozumieć. 2000 dolarów za dzień.
- Aż? – Zay uniósł brwi. – Ech no cóż. Stać mnie. Nie oszukujmy się. – dodał z lekkim uśmiechem. – Więc kiedy zaczyna pan poszukiwania?
- Jak tylko dostanę te 2000. – odpowiedział z uśmiechem. Zayn kiwnął głową i wyjął portfel z pieniędzmi. Czuł, że postępuje właściwie i w końcu będzie miał szanse odzyskać Megan.
                                                                                  ***
Louis nie pewnie wszedł do mieszkania Jima. Ton jego głosu był … jakiś dziwny i jeszcze to jak rozpłakał mu się do słuchawki. WTF? Co on sobie wtedy myślał? W czym go okłamał? Czy w końcu wrócił do Karen? Tyle myśli zaczęło zaprzątać jego głowe.
- Cześć Jim. – powiedział Lou wchodząc nie pewnie do jego domu. Chłopak siedział na kanapie z zaczerwienionymi oczami od płaczu. Tomlinson wziął głęboki oddech. – Co się stało? – zapytał stając naprzeciwko niego.
- Bo … bo … ja … ja cię okłamałem. – odpowiedział i znów wybuchnął płaczem. Louis pierwszy raz widział płaczącego Jima i … to było dziwne uczucie. Nie wiedział co ma zrobić? Dziewczynę by przytulił ale chłopaka byłoby jakoś mu dziwnie.
- W jakiej sprawie? – spytał zaplatając ręce na klatce piersiowej.
- W sprawie Karen. – odparł cicho, ledwo słyszalnie.
- Możesz jaśniej? – poprosił Louis trochę już zirytowany jego przeciąganiem całej tej sprawy. Chciał się dowiedzieć o co chodzi i iść do domu.
- Nie chodziło … nie chodziło o nią. Nigdy nie chodziło o nią to znaczy … na początku tak ale potem … potem zrozumiałem coś innego … że … że ktoś inny jest dla mnie od niej ważniejszy. – powiedział Jim co jakiś czas się jąkając. Lou otworzył szeroko oczy ze zdumienia. „Ktoś inny jest od niej ważniejszy”. Gdyby Jim nie płakał to w tym momencie zacząłby skakać ze szczęścia. To znaczyło, że on już nie kocha Karen i nie musi się martwić, że znów będą parą! To jak spełnienie marzeń!
- Kto? – zapytał po chwili.
- No … no  ty. – powiedział a Louis w pierwszym momencie pomyślał, że żartuje więc zaczął się śmiać. Czy to był jakiś kurwa kawał? Jim jest w NIM zakochany! W Louisie Tomlinsonie! Byłym chłopaku Karen? Niedoczekanie.
- We mnie? – jęknął przerażony a Jim kiwnął nie pewnie głową.
- Louis … ja … ja wiem, że nie powinienem i … ba … bardzo mi przykro. – znów zaczął się jąkać gdyż wybuchnął płaczem. – Ale … ale taki jestem. Mój ojciec on jest gejem i … i my mamy tą samą krew więc … to chyba na nas przeszło. Proszę nie wiń mnie.
Tommo roześmiał się. „Ta sama krew”. Przecież on też ma ojca geja a nie lubi chłopaków! To było po prostu śmieszne. Ale przypomniał sobie wtedy te gazety, które pisały, że on i Liam są parą. I że każdy miał go za geja dlatego zmusił Karen aby udawała jego dziewczynę. Boże! Lou przestał się śmiać i zrobił się czerwony na twarzy. A teraz Jim wyznaje mu uczucia … To nie było już wcale zabawne! To było okropne!
- Ale … jak? Gdzie? Kiedy? Boże Jim! Rujnujesz mi życie! – krzyknął siadając obok niego.
- To … to się stało po tym jak zostawiłem Karen. Wprawdzie napisałem jej w liście, że to przez to, że widzę miłość pomiędzy tobą a nią ale … to nie prawda. Chodziło o moje uczucia względem ciebie. Przepraszam. Jest mi tak strasznie głupio … - Jim zamilkł. Przez 5 minut żaden z nich się nie odezwał. Wtedy chłopak wypalił: - Ale nawet jeśli teraz nie odwzajemniasz moich uczuć to jestem pewien, że za jakiś czas to zrobisz. Lou, jesteśmy sobie pisani. Ty i ja forever.
- Co? – jęknął odsuwając się od niego podczas gdy Jim się do niego przysuwał. Objął go ramieniem i mocno ścisnął aby Louis mu nie uciekł.
- Już widzę naszą pierwszą randkę: świece, restauracja, spojrzenia pełne namiętność, napięcie podniecenia w powietrzu. A potem po randce ty i ja na tej kanapie. Spragnieni seksu. To będzie ostry numerek. Naprawdę ostry. – Jim zamilkł a potem znów się odezwał: - Ale zaraz … jak my powiemy o tym twojej matce? Na pewno będzie załamana! Nasi ojcowie na pewno to zaakceptują. Nawet będą dumni z nas. W końcu twój tatuś zawsze chciał abyś był taki jak on, prawda? Teraz masz szansę spełnić jego marzenie.
- Jim co ty kurwa pierdolisz? – zapytał spokojnie Lou. Serce waliło mu jak oszalałe ale bynajmniej nie z miłości, po prostu tak strasznie się bał. Jim zachowywał się jak wariat!
- No dawaj buziaczka! Wiem, że tego chcesz! Nie opieraj się. – Jim przybliżył się do niego jeszcze bardziej. Pomimo, że Louis chciał zwiać to nie był dostatecznie silny aby go odepchnąć. Chłopak więc dał mu całusa w policzek a Lou wrzasnął. – No nie bądź taki nieśmiały. Dobrze wiem, że tego chcesz. – dodał Jim i chciał pocałować go w usta ale Lou zaczął trząść głową aby nie utrafił.
- Daj mi spokój ty chory psychicznie wariacie! – darł się Tomlinson wiercąc się. – Ludzie! Ratunku! Pomocy!
- No dawaj buziola i będzie po sprawie. – namawiał go Jim z uśmiechem. Chłopak jednak był w totalnej panice. Chciał jak najszybciej stamtąd uciec. Nagle stało się coś nieoczekiwanego. A mianowicie ktoś zaczął klaskać w dłonie! Jim zaprzestał prób pocałowania go i Louis mógł zobaczyć co to za osoba. Był w niezłym szoku!
- Karen? Co ty … słuchaj to nie tak. To on się na mnie rzucił! To wariat! – krzyknął Louis wskazując palcem na Jima.
- Ach tak? – zapytała zaplatając ręce w koszyczek. – Wariat powiadasz? – uniosła lekko brew do góry. – Wariat, którym manipulowałeś.
- Co?
- Och, nie udawaj zaskoczonego. Domyśleliśmy się z Jimem, że ta cała twoja „pomoc” była tylko na pokaz. Tak naprawdę nigdy nie chciałeś aby on wrócił do mnie. Udawałeś tylko jego przyjaciela i masz za to nauczkę. I co miło ci? Że ktoś nareszcie ciebie wkręcił?
Louis nie mógł w to uwierzyć! Pierwszy raz ktoś zażartował sobie z niego. Jeszcze nigdy to mu się nie zdarzyło! Poczuł się wielce urażony. Wstał z kanapy i spojrzał groźnie na Karen.
- Jak mogłaś?
- A ty?
- Nie pasujecie do siebie. Chciałem dla niego jak najlepiej.
- Błagam, Lou, nie osłabiaj mnie. – odpowiedziała parskając śmiechem. – Chciałeś jak najlepiej dla siebie.
- Wiesz co? Jesteście siebie warci! – krzyknął i opuścił dom Jima trzaskając drzwiami. Poczuł się okropnie z myślą, że ktoś go wkręcił. Jak mógł się nie domyśleć, że Jim tylko udawał? I jeszcze Karen, która trzymała z nim sztamę. To go najbardziej denerwowało. Że mieli swój „sekret”. A takie rzeczy bardzo zbliżają ludzi i on coś o tym wiedział.
                                                                                  ***
Christina zapukała do drzwi mieszkania Seana. Nie wiedziała co mu powiedzieć? Chociaż nie … to akurat wiedziała. Nie wiedziała jak mu to powiedzieć? „Cześć pamiętasz mnie? To ja ta okropna kobieta, która chciała abyś nie pokazywał jej się przez 10 lat po tym jak jej wyznałeś uczucia”. Musiała to przyznać przed samą sobą zachowała się wtedy strasznie.
- Hej. – powiedziała nieśmiało, gdy mężczyzna otworzył jej drzwi. Miał na sobie tylko ręcznik i wyglądał cholernie seksownie. Widać było, że nie dawno brał prysznic.
- Christina? Co tu robisz? Miałem ci się nie pokazywać przez 10 lat? Pamiętasz? Jeszcze rano tak twierdziłaś. – powiedział zaskoczony jej wizytą. Nie wiedział czego się po niej spodziewać?
- No tak ale … to było rano a teraz jest wieczór i mam ci coś ważnego do powiedzenia. – rzekła biorąc głęboki oddech.
- No cóż, to chyba nie jest odpowiednia pora. – odpowiedział drapiąc się w kark.
- Tak? A czemu? – zapytała próbując zajrzeć mu przez ramię. Zaraz potem zaprzestała swoich prób i ciężko westchnęła. – No tak. Masz tam jakąś małolatę, zgadłam? No oczywiście. Jak ja mogłam być taka głupia. Myślałam, że zaczekasz na mnie te pieprzone 10 godzin zanim nie przemyślę sobie kilku spraw. – mruknęła i odwróciła się na pięcie.
- Christy kazałaś mi się nie pokazywać na oczy przez 10 lat, byłaś cholernie poważna! Myślałem, ze to koniec z nami.
- I tak szybko ci przeszła ta pierdolona miłość?! – wrzasnęła odwracając się w jego stronę. – Jesteś taki sam jak byłeś! Nic się nie zmieniłeś. Byłam głupia sądząc, ze dla jeden żałosnej 37 – latki będziesz w stanie się ustatkować! Zaliczasz wszystko co się rusza. Taki jesteś i taka jest twoja natura. Harry twierdził, że naprawdę ci na mnie zależy ale najwyraźniej mylił się. Jesteś nieobliczalny! Mówisz jedno a robisz drugie! Skoro tak strasznie chciałeś się bzykać z tymi młodymi dupami z klubów to czemu przyłazisz do mnie i zawracasz mi gitarę jakimiś durnymi teksami o miłości!! No kurwa czemu?! – darła się na środku korytarza jak opętana. Sean nie odpowiedział. Był zaskoczony jej zachowaniem. Pierwszy raz widział ją w takiej furii. – Ale wiesz co? Chcę chociaż zobaczyć jaką laskę przeleciałeś! Może stworzymy nawet trójkącik, co?! Pewnie chciałbyś!
Po tych słowach popchnęła Seana na bok i weszła do środka.
- No dalej! Wyłaź ty lafiryndo! Pokaż się!! – krzyczała na środku salonu. Cisza. Christina poszła więc do łazienki ale tam również nikogo nie było. Kuchnia – pusta. Pomyślała więc, że na pewno znajduje się w sypialni. Udała się więc na górę i otworzyła drzwi. Niestety lub stety tam była pustka. Zdziwiony kobieta stała oniemiała w pomieszczeniu kompletnie nic nie mówiąc. Co to miało znaczyć? A może ta dziewczyna wyszła oknem? Ale nie … było zamknięte. Bez sensu. Po za tym nie miałaby czasu.
- I co? Ładna ta moja dupa? – zapytał Sean opierając się o framugę drzwi z rękami skrzyżowanymi na piersi.
- Co to ma znaczyć? Dlaczego tu nikogo nie ma? Gdzie ona jest?
- Ale kto?
- No … ta dziewczyna z klubu którą się pocieszałeś. – wyjąkała zupełnie zbita z tropu.
- Ależ Christy, tu nikogo nie było. Tylko ja i teraz ty. Żadna dziewczyna z klubu mnie nie odwiedziła. To prawda byłem w barze ale wróciłem sam. – wyjaśnił.
- To … to nie mogłeś nic powiedzieć? Zrobić? Gdy darłam się na korytarzu jak wariatka? – zapytała ostro. – Zrobiłam z siebie kompletną kretynkę!
- No cóż, jesteś dosyć pociągająca gdy się wkurzasz. – odpowiedział z lekkim uśmiechem.
- Dosyć pociągająca? Pff. – prychnęła. – Myślałam, że bardzo pociągająca.
- Niee. – zaprotestował zbliżając się do niej. – Bardzo pociągająca jesteś bez … - urwał rozpinając jej guziki koszuli. – Ubrań. – dodał przyciągając ją do pocałunku. Christina nie protestowała, gdyż to było najlepsze doświadczenie w życiu. Musiała przyznać, że nawet jej były mąż tak dobrze nie całował. Sean był zdecydowanie mistrzem w tym fachu.
- Ty też. – powiedziała w przerwie między pocałunkiem i zdjęła z niego ręcznik. Sean uśmiechnął się i popchnął ją na łóżko. A potem? Potem byli bardzo zajęci sobą.
                                                                       KONIEC
Oto przed państwem 98 odcinek. Jeszcze jeden i dotrzemy do 100! ;)). Ja się bardzo cieszę mam nadzieje, że wy także. Muszę przyznać, że 100 odcinek będzie się znacznie różnił od innych gdyż nie będzie opisywał ich dalszego życia ale inne wydarzenia również ciekawe ;P. Ale zostawmy to. Miejcie tą niespodziankę!
Podobał się odcinek? Lubicie Seana i Christine? Lepiej razem czy osobno? No i co sądzicie o nowym planie Zayn'a? Lepiej żeby próbował odzyskać Megan czy nauczył się żyć bez niej? 
A jak tam po świętach? Najedzeni? Żarcie poszło w cycki czy w dupę? Hehe.
Ja wiele nie jadłam tak więc dużo też nie przytyłam.
Co tam dostaliście od mikołaja? Ja muszę się pochwalić, że płytę Midnight Memoris, bardzo mnie mama ehem mikołaj zaskoczył tym prezentem. Spodziewałam się wszystkiego a tego akurat nie! Hehe. No i biografię Harry’ego :* + masę słodyczy i pieniądze.
A jeśli chodzi o kolejnego blooga to dzięki, że będziecie czytać to naprawdę wiele dla mnie znaczy bo nie byłam przekonana do mojego pomysłu zupełnie.
Więcej informacji odnośnie nowego mojego przedsięwzięcia będzie po zakończeniu tego opowiadania więc na razie cicho sza! Już nic więcej nie zdradzę.
Liczę na komentarze! Proszę dajcie radę chociaż 10. Na tyle obserwatorów to nie jest wiele a mam potem banana na twarzy przez resztę dnia!

Paa <33 

niedziela, 27 maja 2012

One direction odcinek 17

One direction
Odcinek 17
Wieczorem, Karen siedziała smutna na ławce. Cały czas myślała o tym co Louis powiedział Harremu. Bała się że już nigdy nie spojrzy mu w oczy … Nie dawno bo dwa dni temu się pogodzili a teraz znów jest nie halo. Dziewczyna zdała sobie sprawę że wszystko niszczy zawsze Tomilson że to jego sprawka!
- No chodź Karen pstrykniemy sobie chociaż jedną fotkę. – Namawiał ją Louis, który zamiast robić przyrodzie zdjęcia wolił je robić samemu sobie!
- Nie mam ochoty! – Krzyknęła. – I tak powinieneś mi dziękować że oszczędziłam twoje życie.
- Dziękuje ci bardzo, dobra kobiecino. A teraz zróbmy sobie fotkę! No chodź, siedzisz jak jakiś słup. – Rzekł chłopak i zaczął się szczerzyć do aparatu.
- Po pierwsze słupy nie siedzą! Po drugie nie, nie, nie! Ustaliliśmy że ty w ramach pokuty zrobisz projekt sam, a ja cię będę tylko pilnować byś nie wyciął jakiegoś numeru. – Powiedziała patrząc na niego smutno.
- Ja i wycięcie numeru? Tobie się chyba coś pomyliło! Ja nie jestem od wycinania numerów tylko od robienia żartów! – Wyjaśnił i zaczął się śmiać, dumny ze swojego jakże pięknego dowcipu.
- Pozwól że pozostawię twoją wypowiedź bez komentarza. – Rzekła i wstała z ławki. – Dobra zbieram się. A ty zostajesz tu jeszcze godzinę!
- Dobrze, mamo. – Powiedział  z uśmiechem Louis. Jednak szybko tego pożałował ponieważ dostał w łeb. – Znaczy, babciu. Mama nie pozwoliłaby mi zostać do późna.
I kolejny raz tego pożałował ponieważ znów dostał w łeb.
- Idę! A ty … - Karen nagle jakby dostała jakiegoś przebłysku, jakby super fajny pomysł nagle nawiedził jej głowę. – Słuchaj a ty może usiądziesz na ławce? Zrobiłabym ci parę zdjęć, co? Może z zamkniętymi oczami? Wyglądałbyś bosko! – Dziewczyna udawała zachwyconą swoim pomysłem.
- Serio? Tylko bosko! Wyglądałbym zajebiście bosko! – Louis ciesząc się jak małe dziecko, usiadł na ławce i zamknął oczy. – Rób zdjęcia, skarbie!
Karen nie tracąc czasu, wyjęła z kieszeni szybko sznurek i przywiązała do ławki jego rękę. Nie zdążyła drugiej ponieważ chłopak otworzył oczy! Gdy zobaczył co dziewczyna robi wpadł w panikę.
- Co? Co ty wyprawiasz? – Zapytał Tomilson.
- To co powinnam była zrobić dawno! – Krzyknęła. – Miłej nocy, skarbie. – Pożegnała się i poszła … Louis został w parku zupełnie sam! Poczuł że ogarnia go jeszcze większa panika i przerażenie. Cieszył się że miał jeszcze lewą rękę! Wyjął nią więc ze swojej tylnej kieszeni telefon i zadzwonił do Liama …
Payne  przyszedł dopiero po 15 minutach. Louisowi w tym czasie strasznie się nudziło więc zaczął liczyć, przez ten czas i doszedł tylko do 100 ponieważ po drodze zaczęły mylić mu się jeszcze liczby!
- Cze … - I nagle Liam zamarł. Patrzył na Louisa w milczeniu. Nie wiedział co powiedzieć. Nic nie przychodziło mu na myśl.
- No nareszcie jesteś! Rozwiąż mnie wreszcie! Czekałem na ciebie chyba z godzinę! – Louis był wściekły. Hm, no cóż każdy by był. Zdecydowanie …
Payne zamiast go odwiązać zaczął się okropnie śmiać, aż przewrócił się na chodnik.
- Łoł! Louis to żeś zabalował! – Wykrzyknął szczęśliwy Liam. – Kto ci tak zrobił Cathrin? A może jakaś inna dziewczyna? Ooo, już wiem ta blondyna do której nie zadzwoniłeś w zeszłym tygodniu.
- Karen idioto, jasne?! – Wydarł się Tomilson. – A teraz mnie odwiąż!
- Hola, hola najpierw fotka. – Stwierdził  z uśmiechem i wyjął swój telefon.
- Co? Jaka fotka? Liam kretynie pogięło cię? – Spytał Tomilson szarpiąc się. Payne jednak nie zważał na jego słowa i zrobił ok. 10 zdjęć.
- Wstawię na facebooka Pt. ,,szalona noc Tomilsona” – Powiedział po czym w końcu rozwiązał Louisa. Ten gdy tylko został odwiązany natychmiast rzucił się na Liama chcąc mu wyrwać telefon. Ten jednak się nie dał, wsadził sobie telefon w spodnie i patrzył dumny na Tomilsona.
- I co? Tam już nie sięgniesz? Buhaha! – Liam zaczął się śmiać.
- Tak myślisz? Nie takie rzeczy robiłem. – Stwierdził bezproblemowo Louis po czym zaczął ścigać Payne aż do domu. No bo tam chłopak zamknął się w łazience grożąc że już nigdy jej nie opuści …
                                                                                  ***
Następnego dnia, w szkole wszyscy okropnie nabijali się  z Louisa! Bowiem okazało się że Liam wysłał jego kompromitujące zdjęcie do wszystkich w szkole! Tomilson nie mógł spokojnie przejść przez korytarz. Prawie każdy chłopak się z niego śmiał, a dziewczyny mówiły że one też chcą być tak przez niego przywiązane.
- Dajcie mi spokój! Jesteście zboczone! – Krzyknął do tych dziewczyn, chłopak. Znalazł trochę spokoju w szkolnej bibliotece. Gdy nauczycielka go tam zobaczyła, przetarła aż okulary i zamrugała parę razy, nadal nie mogąc uwierzyć w to co widzą jej oczy.
- Boże … mam omamy. – Wymamrotała tylko i poszła.
- Fajne zdjęcie. – Stwierdziła Cathrin po czym dosiadła się do Louisa z książką.
- Raczej obciachowe. – Poprawił ją. – A ty co czytasz? Jakąś historyczną książkę? – Spytał.
- Nie, kryminał. – Teraz dziewczyna go poprawiła. – A mogłabym wiedzieć kto cię przywiązał do ławki?
- Kareeeen. – Powiedział. Cathrin wytrzeszczyła na niego oczy ze zdziwienia.
- Rozumiem że jako para macie tam swoje różne potrzeby ale żeby w parku? I jeszcze robić sobie zdjęcia? Wiesz że cię uwielbiam ale to już jest przesada.
- Do jasnej cholery! – Louis wstał z krzesła zdenerwowany. – Nie jesteśmy parą! To wszystko kit który wciskamy prasie!
- Jak to? Myślałam że jesteście … mówiłeś przecież że to twoja dziewczyna i że ją kochasz!
- Wiem co mówiłem! Ale to ściema! Ja i Karen nie jesteśmy razem! – Krzyknął chłopak i z powrotem usiadł na krzesełku. Cathrin patrzyła na niego zaskoczona.
- Odniosłam inne wrażenie … Wyglądaliście, nawet się zachowywaliście jak …
- Para? Nie rozśmieszaj mnie! Cały czas robimy sobie na złość! Ja jej nienawidzę, ona mnie zresztą też! Nie mam pojęcia czemu odniosłaś takie wrażenie. – Rzekł Tomilson i wyszedł z biblioteki. A w Cathrin ożywiła się nowa nadzieja że może kiedyś będą razem …
                                                                       ***
W domu One direction, oglądało serial ,,Dwóch i pół”. Wszyscy się dobrze bawili przy oglądaniu serialu. Humor jednak popsuł im brak popcornu którego zabrakło, niestety.
- Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? – Pytał Niall patrząc na sufit, klęcząc.
- Nie wydurniaj się tylko leć do spożywczaka. – Rzekł Zayn. – Masz tu 20 groszy.
- Popcorn kosztuje o wiele więcej. – Horan się obraził jednak wziął pieniądze.
- To człowiek tu do ciebie z sercem, daje ci kasę a ty jeszcze wybrzydzasz? Oddawaj pieniądze! – Krzyknął Zayn i rzucił się na Nialla. Razem zaczęli się turlać po podłodze w te i we wte.
- Na kogo stawiacie? Bo ja na Zayna. – Stwierdził Liam, patrząc na ich walkę.
- Ja też, w końcu to jego 20 groszy będzie o nie dzielnie walczyć. – Przytaknął mu Louis. – A ty Harry? Na kogo stawiasz?
- Na Nialla. – Stwierdził Styles. Payne i Tomilson spojrzeli na niego zdziwieni.
- No co? W końcu dzięki tym 20 groszą może sobie kupić chociaż lizaka. – Odpowiedział dumnie.
 - A to zmienia postać rzeczy, więc ja też jestem za Niallem. – Stwierdził Louis, a Liam mu przytaknął. Po 10 minutach Zayn i Niall przestali się bić. Okazało się bowiem że w trakcie ich walki zginęło im 20 groszy. Więc dlatego musieli przerwać walkę. Malik jednak zagroził że to jeszcze nie koniec i będzie dzielnie walczyć o swoje pieniądze.
Wtedy ktoś zadzwonił do drzwi, Horan poszedł otworzyć w nadziei że to pizza! Mylił się, to była Karen.
- Cześć, chłopaki. Ja do Louisa. – Powiedziała dziewczyna wchodząc do środka. Od razu spostrzegła spojrzenie Liama. – W sprawie projektu! – Podkreśliła.
- No wiem, wiem tak tylko się droczę. – Odparł Payne. – Dobra chłopaki, ja zamawiam pizze. – Stwierdził i pochwycił telefon.
- O! 20 groszy, czyje? – Spytała Karen podnosząc z ziemi pieniążek. Wtedy Malik i Horan rzucili się na nią przewracając ją.
- Moja forsa! – Darł się Zayn.
- Chciałbyś! – Krzyknął Niall.
Karen przerażona wstała z podłogi i patrzyła jak dwójka One direction bije się o 20 groszy. ,,Łał, gdybym ja miała takie problemy” – Pomyślała ze wzruszeniem że nie ma z kim się bić o 20 groszy. ,,Życie jest nie sprawiedliwe”.
- Louis, a więc idziemy do twojego pokoju. Pokażesz mi jakie zdjęcia wczoraj porobiłeś.
- Jasnee. – Tomilson siedział obrażony na kanapie, nie miał zamiaru się stamtąd ruszać. – Ty mnie przywiązałaś do ławki, a ja mam ci pokazywać fotki, jasnee.
- Tomilson, uspokój się. Przecież żyjesz i nikt cię nie widział. – Powiedziała Karen. Liam zaczął się wtedy okropnie śmiać, a gościu od pizzy z którym nadal rozmawiał przez telefon, spytał czy dobrze się czuje.
- Tylko Liam zrobił mi fotkę i przesłał całej szkole. – Rzekł Louis. – Wszyscy się ze mnie śmiali! To twoja wina!
- Jakbyś się tym przejął! Jesteś Louisem Tomilsonem, ciebie nic, ani nikt nie obchodzi. Przepraszam, ciebie nikt prócz ciebie samego nie obchodzi. – Poprawiła się dziewczyna.
- Jesteś w błędzie! Ponieważ Harry mnie obchodzi! I troszczę się o niego jak o brata! I nie pozwolę ci go wykorzystać! – Krzyknął Louis, któremu humor się poprawił, ponieważ Liam patrzył na nich z uśmiechem, a Zayn i Niall przerwali walkę by posłuchać.
- O czym ty mówisz? – Spytała dziewczyna.
- Mówię o tym że chciałaś się przespać z Harrym! Sama powiedziałaś ,,Na drugi raz nie będę go podrywała tylko się z nim prześpię” Czy coś w podobię. Jednak sens był ten sam. – Rzekł Louis i patrzył teraz na Karen rozbawionym wzrokiem. Dziewczynie było tak cholernie wstyd że zaczęła kierować się prawie ze łzami w oczach do wyjścia. Wtedy Harry złapał ją za rękę.
- Naprawdę tak powiedziałaś? – Spytał Styles. – Normalnie kobieto czytasz mi w myślach! – Krzyknął uśmiechając się.
- Co? – Karen nic nie rozumiała.
- Mówię że czytasz mi w myślach! Dla mnie też podrywanie jest głupie i bezsensu. Lepiej od razu iść z kimś do łóżka a nie te głupie teksty w stylu ,,Masz ładne oczy”, ,,Cudownie pachniesz” czy inne bla bla bla. A więc jeśli oboje chcemy tego samego to chodźmy na górę! – Styles wtedy pociągnął zaskoczoną dziewczynę do swojego pokoju. Louis był w takim szoku że nie mógł nic powiedzieć. Liama także zamurowało, jednak po 5 sekundach zaczął się śmiać jak opętany.
- Czy ja się nie przesłyszałem? Harry powiedział że … - Tomilson patrzył w ścianę. – Boże! – Nagle to do niego dotarło. Pobiegł czym prędzej na schody, jednak w połowie drogi  Liam złapał go za nogawkę i pociągnął w dół. Skończyło się na tym że oboje leżeli na ziemi.
Tymczasem Harry i Karen znaleźli się u niego w pokoju. Dziewczyna nawet nie zwróciła uwagi na wygląd pomieszczenia, pomimo że była tutaj pierwszy raz. Była w tak wielkim szoku że aż odskoczyła gdy Harry zbliżył się do niej.
- Harry ja żartowałam! Nie chce się z tobą … no wiesz … no ten to … - Dziewczyna zaczęła się jąkać.
- Nie? Karen nie rób mi tego! Ja marzyłem o tym tygodniami! Dziewczyno miej serce dla człowieka! – Harry uklęknął przy niej. – Proszę, proszę, proszę. Louis i tak myśli że to robimy … Co nam szkodzi?
- Harry lubię cię, ale … no wiesz … to by było trochę dziwne.
- Tak, wiem. – Styles wstał. – Więc żeby było trochę mniej dziwnie zacznijmy od całowania! – Powiedział uradowany.
- Że jak?! Dobra, ja stąd wychodzę, cześć. – Karen skierowała się w stronę drzwi. Wtedy Styles złapał ją za rękę i dość mocno przyciągnął do siebie. Stali teraz naprawdę, blisko siebie.
- Ja też tego nie chcę. – Powiedział szeptem. – Robiłem sobie z ciebie jaja. Wiesz tak jak ty kiedy mnie podrywałaś … - dodał z uśmiechem.
- Uf, ulżyło mi. – Odparła także szeptem. – To może już wyjdźmy.
- Poczekaj … wyjdziemy później, niech Louis się trochę podenerwuje. – Powiedział parząc jej w oczy.
- Taak. – Karen patrzyła w nie jak zahipnotyzowana. – Ładny pokój.
- Serio chcesz teraz rozmawiać o moim pokoju? – Zapytał z uśmiechem Harry. Dopiero teraz Karen dostrzegła jaki on jest zniewalający! Styles dotknął jej włosów  i wtedy dziewczyna poczuła że robi źle, czuła się jakby zdradzała …
- Łapy precz od niej!!! – Wrzasnął Louis wpadając do pokoju Harrego. Styles zaczął się tak śmiać że nie mógł nic powiedzieć. Karen była w totalnym szoku. A Liam rzucił się także się śmiejąc na Harrego i udawał że go bił.
- To było dobre. – Stwierdził Zayn i poklepał Tomilsona po ramieniu.
- Słuchaj nie pozwolę ci zrobić krzywdy Harremu. – Powiedział Louis do zaskoczonej Karen.
- Ja mam zrobić krzywdę Harremu? A kto się darł łapy precz od niej?
- Chciałem powiedzieć od niego! A że działem pod impulsem wszystko mi się pomieszało. – Rzekł poirytowany Tomilson po czym przytulił Stylesa. – Już dobrze, skarbie. Jestem przy tobie. Ta zła dziewczyna już nic ci złego nie zrobi.
- Spoko. Nie było źle. – Rzekł Harry i znów zaczął się śmiać.
- Co? Jak to nie było źle? – Tomilson nie mógł uwierzyć w to co usłyszał.
- Nic nie zrobiłam twojemu ukochanemu, nie bój się. Oddycha, chodzi ogółem żyje. – Powiedziała dziewczyna i wyszła zła z pokoju Stylesa.
- Czyli między wami nic nie było? – Upewnił się chłopak.
- Nie. To znaczy chyba, nie pamiętam, było pełno alkoholu. – Rzekł Harry nie mogąc się powstrzymać od śmiechu. Louis stwierdził że sobie żartuje więc skierował się w stronę wyjścia. Przy drzwiach powiedział do Liama:
- Wcale mi się nie pomyliło. – Rzekł z uśmiechem.
- Jak to? – Payne nie bardzo rozumiał.
- Normalnie. Nie było żądnego impulsu, to co powiedziałem jak wszedłem, było przemyślanym zwrotem. – Powiedział i wyszedł. Liam stał w zamyśleniu. Nadal nie kapował o co chodziło jego przyjacielowi …
                                                                       KONIEC
Mam nadzieje że jesteście bardziej domyślni niż Liam i rozumiecie co Louis miał na myśli … paaa. ;-).




środa, 23 maja 2012

One direction odcinek 16

One direction
Odcinek 16
Następnego dnia, Karen szła do szkoły, była to godzina 7:50. Dziewczyna zaspała a lekcje zaczynały się za 10 minut. Do szkoły miała jeszcze 300 metrów bała się że nie zdąży. Nagle ktoś założył jej kaptur z jej bluzy na głowę.
- Siemka, kupiłem ci frugo. – Powiedział Tomilson podając dziewczynie butelkę, potem zaczął się rozglądać i uśmiechać. Wyglądało to dość dziwnie i śmiesznie.
- Dzięki. – Rzekła trochę zaskoczona dziewczyna. – Niech zgadnę, śledzą nas fotoreporterzy?
- Nie, no coś ty! – Odparł Louis, zaraz potem zrobił wielkie oczy i objął dziewczynę. – Uśmiech. – Rozkazał. Karen chodź nie chętnie uśmiechnęła się.
- Miło że uśmiechamy się do drzewa, nie ma jak żyć w zgodzie  z naturą, nabrało nowego znaczenia. – Rzekła zirytowana i szła dalej do szkoły. Louis zagapił się 5 sekund na drzewo, a zaraz potem dogonił dziewczynę.
- Ok. Są dziennikarze. Ale oni są wszędzie, rozumiesz? Nie pozbędziesz się ich! To jest nie wykonalne! – Krzyknął. – Dobra, a teraz mów jakie masz hobby?
,,Super, że nie pyta o moje wczorajsze zachowanie” – Pomyślała Karen. Cały dzień wczoraj się do niego nie odzywała, unikała go.
- Fotografia. – Stwierdziła po namyśle. – Chciałam ci to wczoraj powiedzieć ale … ale zapomniałam. – Usprawiedliwiła się.
- Ok. Tylko problem w tym że ja nie lubię fotografować. Więc wymyśl sobie takie hobby które ja też będę lubić.
- Hm, to może marchewki? – Spytała retorycznie Karen, a Louis ją uściskał.
- Wiedziałem! Wiedziałem że jesteś porządną dziewczyną! Mówiłem to cały czas Harremu, który twierdził że się puszczasz! – Wykrzyknął z radością.
- Louis, to ty tak mówiłeś. – Przypomniała mu.
- Zapomnijmy o tym! Ok., to może porobimy zdjęcia marchewek i opiszemy je? Oo, albo wymyślimy różne rodzaje … Ale będzie zabawa! – Chłopak cieszył się jak małe dziecko. Był tym wszystkim tak zachwycony że Karen aż nie chciała mówić mu prawdy.
- Żartowałam, dobra? Lubię marchewki ale to nie hobby, myśle że fotografia byłaby lepsza.
- Puszczalska. – Mruknął wściekły Tomilson, na co dostał w łeb plecakiem.
- Jeśli chciałbyś wiedzieć nie taka jak ty! Ty …
- Tak, tak wiem pobiłem krajowy rekord, ale chociaż potrafię się do tego przyznać. A nie jak ty, ukrywać to. Powiedz ile miałaś chłopaków? 6 – 7? A może 8 … - Tomilson zaczął się zastanawiać. W końcu doszli do szkoły. Karen nadal nie odpowiedziała.
- Nie twoja sprawa. Aha i jeszcze raz nazwiesz mnie puszczalską aaa … a zemszczę się.
- Niby jak? Znów zaczniesz podrywać Harrego?
- Nie. – Odparła.  – To było głupie i dziecinne. Powinnam od razu była go zaciągnąć do łóżka, a nie bawić się w jakieś durne podrywanie.
- Nie zrobisz tego? Przecież to mój kochany Harry? Złamiesz mu serce ty zła kobieto!
- Nie bardziej niż ty, podły mężczyzno!
Nim się spostrzegli stali już przy szkolnych drzwiach, tradycyjnie Louis w nie rąbnął, a Karen o mało co!
                                                                                  ***
Na lekcji, Harry pisał coś w zeszycie, Niall który obok niego siedział zdziwił się że nie gapi się na panią Wisson … To było dziwne. Patrzył się tak na niego w szoku, Liam tymczasem pisał liściki z dziewczyną z tyłu, Zayn gapił się na dziewczynę z przodu myśląc czy podryw na lekcji to dobry pomysł … Karen gapiła się na Stylesa, w ogóle nie mogła się skupić, tymczasem Tomilson bacznie słuchał! W pewnym momencie zgłosił się.
- Proszę pani, mam małe pytanko … - Zaczął Louis.
- Mów, proszę. Jestem zaskoczona ale i szczęśliwa że bierzesz udział w lekcji. Wiem że zwykle olewasz naukę, ale widzę że teraz chcesz to nadrobić. Widzę że wystawienie ci zagrożenia coś poskutkowało. Cieszę się że zgłosiłeś, się to dla mnie dużo znaczy. A teraz pytaj Tomilson ile chcesz i o co chcesz! Masz pytania co do czasu Prezent Simple, Prezent countinous a może prezent perfekt?
- Tak, właściwie to chciałem zapytać czy mogę iść do kibla. – Odpowiedział chłopak. Cała klasa zaczęła się śmiać, a nauczycielka spojrzała na niego groźnie.
- Dobrze idź. – Powiedziała w miarę spokojnie. Gdy Louis wyszedł, kobieta przystąpiła do lekcji. – Dobrze, to może Harry powie mi o czym ja przed chwilą mówiłam?
- Mówiła pani o tym że Louis olewa naukę że ma zagrożenie i dla pani dużo znaczy że zapytał się czy może iść do kibla. – Powiedział Harry. Pani Wisson miała ochotę walnąć głową w ścianę.
- Cholera jasna! – Wydarła się. – Wy niczego się nie nauczycie! Banda gamoni prócz Maxa! I zawiodłam się na tobie Harry, oj bardzo się zawiodłam. To może Niall, powie mi o czym ja mówiłam przed chwilą?
- Mówiła pani że my niczego się nie uczymy i jesteśmy bandą gamoni. – Odparł dumnie chłopak.
- Zachciało mi się cholera jasna, zostawać nauczycielką. A rodzice mówili idź na medycynę a ja nie … dam se radę w liceum. – Mruknęła do siebie kobieta poczym przystąpiła do lekcji.
                                                                                  ***
Na przerwie, One direction jak zwykle siedziało na ławce i razem gadało o niczym. Chociaż czasem coś ciekawego powiedzieli, jednak to raz na 100 różnych tematów.
- To straszne co powiedziała pani Wisson! – Wykrzyknął Louis patrząc ze współczuciem na Harrego.
- Taaa. – Odparł chłopak w ogóle jakby zbyt nie przejęty tym faktem.
- Wiem że musi ci być ciężko. Ale wiedz że będę z tobą w tych trudnych chwilach. Możesz na mnie nawrzeszczeć! W końcu gdybym nie pytał o ten durny kibel, pani Wisson nie zapytałaby ciebie. – Stwierdził Tomilson.
- Wybaczam. – Odpowiedział bezproblemowo Styles.
- Że co? A gdzie pokuta? Może za karę wstawię swoje nagie fotki do Internetu? – Zaproponował z uśmiechem.
- Nie ma takiej potrzeby. Właściwie to ja już chyba wyleczyłem się z pani Wisson. Ta lekcja mi to uświadomiła. – Powiedział dumnie Harry.
- Co? Ale to Max się miał odkochiwać nie ty! Mieliśmy nawet plan! – Louis był przerażony. – Zły plan! Do bani! Plan odwrócił się przeciwko nam! To zemsta planu za knucie i intrygi …
Reszta One direction również była w szoku. Nikt przez minutę nic nie mówił. Cisza. Przerwał ją jednak Zayn:
- Bardzo nam przykro że przez nasz plan ty nie kochasz pani Wisson.
- Co wy pieprzycie? – Zdziwił się. – To nie wina planu, który był całkiem dobry. To wina, różnicy wieku. Po prostu ja jestem młody ona stara, jasne? Nie kocham już pani Wisson!
- Co? Kochałeś mnie Harry? – Spytała nauczycielka która przechodziła obok. Styles dostał wytrzeszcz oczu! Nie wiedział co ma powiedzieć. Zamurowało go … totalnie.
- Nie, oczywiście że nie! Co za pomysł!
- Przecież sam przed chwilą to powiedziałeś …
- No tak … Ale ja … mówiłem Niallowi jak ma powiedzieć pani że już ją nie kocha! Ponieważ łączy was zbyt duża różnica wieku. – Usprawiedliwił się.
- Rozumiem. Czyli już mnie Niall nie kochasz tak? A więc jesteś zagrożony z angielskiego, przykro mi.
- To znaczy! Uczucie jeszcze nie dokońca wygasło! – Krzyczał Horan biegnąc za kobietą.
                                                                                  ***
Po południu Karen odwiedziła One direction. Niall jadł słodycze, Liam oglądał jakieś reality show, Zayn marudził że nie umie matematyki, a Harry starał się mu ją wytłumaczyć, na daremno.
 - Kurde Zayn! Ty ciolę, to już Liam by prędzej to zrozumiał! – Krzyknął Styles.
- Dzięki. – Odpowiedział uradowany Liam że został tak wyróżniony.
- Cześć, jest Louis? – Spytała dziewczyna. Wszyscy znów zaczęli sobie wyobrażać nie wiadomo co!
- Tak, już czeka nagi w wannie. – Odparł Payne który zaczął się tak śmiać że musiał iść do toalety.
- Mamy zrobić razem projekt. – Wyjaśniła, a pozostała trójka poczuła ulgę. – Słyszałeś Liam projekt! – Wrzasnęła głośno dziewczyna by usłyszał to. Ten wrócił z toalety nadal uradowany.
- Nie no spoko, jak tak to teraz nazywacie. – Powiedział.
- Boże! Czy ty czasem nie masz pokrewieństwa z Louisem? – Spytała zirytowana i poszła na górę. Tomilson siedział w swoim pokoju i grał na telefonie.
- Wejdź nieszczęsna kobiecino. – Powiedział nadal wpatrując się w ekran telefonu.
- Skąd wiedziałeś że to ja? – Zapytała zaskoczona Karen.
- Poczułem zapach twoich perfum. – Rzekł.
- Naprawdę? – Zapytała z pewną nadzieją w głosie.
- Nie, słyszałem jak drzesz się do Liama ,,Słyszałeś Liam projekt”. – Zacytował Louis. Karen poczuła się w pewien sposób rozczarowana. Jednak wyjęła z torby blok, kredki, mazaki i kolorowe długopisy.
- Co to ma być? – Spytał chłopak odkładając telefon. Dziewczyna domyśliła się że przegrał, inaczej nie przerwałby gry.
- Nasze przybory do projektu. – Wyjaśniła.
- Tego to używali ludzie w prehistorii! My zrobimy coś oryginalnego! Nakręcimy filmik, porobimy zdjęcia itp. … Rozumiesz?
- Taa, rozumiem. Ale nadal nie wybraliśmy wspólnego zainteresowania. – Rzekła dziewczyna.
- Bo takie nie istnieje! – Wykrzyknął chłopak. – Ale zgoda, zgodzę się na fotografie, pod jednym warunkiem …
- Jakim? Mów uczynię wszystko, no prawie …
- Powiesz mi ile miałaś chłopaków! – Krzyknął chłopak uradowany. – No gadaj? 6? Zgadłem tak? – Patrzył na nią zniecierpliwionym wzrokiem.
- A ty ile miałeś dziewczyn?
- Nie mówimy tu o mnie, ale skoro nalegasz to ci powiem. Ok. 8  nie licząc tych poznanych w barze z którymi spędziłem jedną noc i do widzenia. Z nimi to będzie jakieś 15. – Odparł, a Karen dostała wytrzeszcz gałek ocznych.
- Tak? Aha to prawie tyle co ja … Wiesz paru chłopaków i paru poznanych w barze. Nie ma o czym gadać, to zajmujemy się fotografią? – Spytała zmieniając temat. Jednak nie tak łatwo było z Tomilsonem, oj nie.
- Dobra nie będę naciskać … Ale jedną rzecz na pewno musisz mi powiedzieć! Co to miało znaczyć ,,Ja umiem ci się oprzeć” Wiesz to co powiedziałaś wczoraj, a potem wybiegłaś. Głowiłem się nad tym całą noc …
- Serio? – Spytała dziewczyna z nową nadzieją.
- Właściwie to 2 minuty, ale jak na mnie to i tak dużo. – Stwierdził chłopak z uśmiechem.
- A więc … Chodzi o to że … tak jakby wyobraziłam sobie pewną rzecz która była bardzo realna …
- Tak? A jakąż to?
- Otóż przyszedłeś i zaproponowałeś mi cole …
- Aha czyli colą cię nie zdobędę dobrze wiedzieć. – Rzekł z uśmiechem Louis. – Nie to że chciałbym cię zdobyć czy coś, ale powiem to chłopakom którzy będą chcieli cię zdobyć. Np. Maxowi, podobno pocałowałaś go …
- W policzek! Jasne? I to tylko dlatego ponieważ chciałam pomóc Harremu! To wszystko! Przestańcie tak wytykać mi ten nic nie znaczący pocałunek w policzek z Maxem! Cholera jasna, ostatni raz całowałam w policzek jakikolwiek chłopaka.
- Dobra, nie unoś się tak. Kobieto, wyluzuj. – Powiedział ze śmiechem Louis. – Ok. A teraz chodźmy fotografować. Mam pewien już pomysł … Moglibyśmy zrobić sobie parę fotek i niektóre dać do projektu a niektóre do neta … Wiesz dla zainteresowania.
- Dobra.
- Serio? – Zapytał z nadzieją w głosie tym razem Tomilson.
- Nie! I jeszcze raz nie! To narusza godność człowieka!
- Zdjęcia?
- Nie, zdjęcia. Pokazywanie się z tobą! – Odpowiedziała dumnie dziewczyna i poszła na dwór. Tam czekała na Louisa. Chłopak był okropnie wściekły za to co powiedziała. Poczuł że duma Louisa Tomilsona została haniebnie naruszona. Nie mając innego wyjścia, postanowił się zemścić. Zszedł szybko na dół i powiedział do Stylesa:
- Hej, Harry. Ty wiesz co mi powiedziała Karen? – Zaczął temat Louis. Styles przerwał tłumaczenie Malikowi matmy i spojrzał na niego zaciekawiony.
- Nie mam pojęcia, ale dawaj.
- Otóż powiedziała że nie powinna była cię podrywać … ale od razu zaciągnąć do łóżka. – Rzekł Tomilson który zaczął się śmiać.
- Ja pierdole! – Wykrzyknął Liam. – Ooo, to Harry widzę że Karen myśli o tobie poważnie … Aha i mogę być twoim świadkiem?
- Zamknij się. – Powiedział obrażony Styles i poszedł do swego pokoju. Louis w pełni szczęścia wyszedł na dwór. Dziewczyna była zdziwiona że po tym co powiedziała on jest taki szczęśliwy! Domyśliła się że tu coś musi nie grać …
- Louis, mów co zrobiłeś …
- Ja? Ja nic nie zrobiłem … Chociaż może powinienem zanim ty mnie ubiegniesz. – Zaczął się zastanawiać. – Możemy zrobić losowanie kto pierwszy?
- Co kto pierwszy? – Karen nic nie rozumiała.
- No … prześpi się z Harrym. Ja już z nim spałem, a raczej obok niego. Wiesz takie przyjacielskie spanie. Ale tobie chyba chodzi nie tylko o spanie … Prawda? No i wiesz istnieje taka możliwość że całkiem przypadkiem mogło mi się ty wymsknąć.
- Co? Louis kurde coś ty zrobił? Powiedziałeś Harremu że chce się z nim przespać? Cholera! Tomilson zabije cię! Rozumiesz? Zamorduje, ożywię a potem jeszcze raz zamorduje.
- Oh, ta nasza miłość i komplementy. Jak ja mogłem bez tego żyć? – Spytał retorycznie Tomilson i zwiał do parku. Tymczasem Karen zupełnie załamana nie wiedziała jak pokaże się na oczy Harremu? … To było okropne co zrobił Louis. ,,Musze powiedzieć Harremu że zależy mi tylko na przyjaźni i powiedziałam to dla żartów” – Pomyślała co było prawdą. Totalnie nie wyobrażała sobie Harrego w roli chłopaka … ,,Bezsensu, ja i Harry … nie, nie.” – Myślała. ,,A Louis … A Louisa zabije”
Z takim postanowieniem udała się także do parku …
                                                                       KONIEC
Oj, znów nie wiadomo czy Louis przeżyje kolejny atak wściekłej Karen. Oby tym razem nie skończyło się na nożu … ;-).  No i znów podziękuje za komentarze, a więc dzięki. Paa ;-).