Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie o One direction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie o One direction. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 czerwca 2014

One direction 5 odcinek 128

Christina po południu usłyszała pukanie do drzwi więc jak najszybciej poszła otworzyć. Prezentowała się dzisiaj w miarę okej. Ostatnie dni były dla niej wyjątkowo ciężkie zważywszy na fakt, że ślub zbliżał się coraz bardziej. Już nie długo będzie zakończenie roku. Zastanawiała się czy jej syn zda i dostanie świadectwo. Dobrze wiedziała, że na tym etapie zakończy się jego nauka i nie pójdzie już na studia. Zresztą nie będzie miał na to czasu. 
-  Mama? – zapytała zaskoczona. – Co ty tu robisz? Od kiedy mnie odwiedzasz? – kobieta nie mogła wprost w to uwierzyć. Co się dzieje z tym światem? Jej własna matka postanowiła zrobić jej niespodziankę.
- Twój narzeczony coś ode mnie pożyczył i mi tego nie oddał. – odpowiedziała wchodząc do środka.
- Błagam powiedz, że to nie te czerwone stringi, które znalazłam w jego rzeczach.
Luiza spojrzała na nią zdziwiona.
- Nie to nie to. Ale jeśli rzeczywiście ma w swoich rzeczach czerwone stringi to powinnaś poważnie się zastanowić nad nim … lub nad sobą. Skoro nosi takie rzeczy.
Christina roześmiała się.
- W takim razie muszą być moje.
- A może innej kobiety? – Luiza uniosła do góry jedną brew.
- Nie. Sean myśli, że w sypialni zainstalowałam kamery. – odpowiedziała rozbawiona. – To nie prawda ale … jeśli okaże się, że stringi nie należą do mnie to naprawdę muszę poważnie się nad tym zastanowić. – dodała.
- Nie przedłużajmy naszej pogawędki. Ani ja ciebie nie lubię ani ty mnie. – powiedziała Luiza a Christina miała ochotę się roześmiać. Która matka tak mówi do własnego dziecka? Na szczęście zdążyła się przyzwyczaić. – Pożyczył ode mnie pewną książkę.
- Jaki nosiła tytuł?
- „1000 sposób na udane życie seksualne”. – odpowiedziała a Christina o mało co się nie opluła.
- Mamo serio?
- No co? To nie mój narzeczony pożycza takie książki od własnej teściowej. Z nim naprawdę jest cos nie tak.
Kobieta wywróciła oczami.
- Dobrze. Pójdę poszukać.
Potem udała się na górę i weszła do ich wspólnej sypialni. Jej matka naprawdę jest specyficzna ale w jakiś sposób ją kochała. Obawiała się, że Luiza nie żartowała z tym „Nie lubię cię”. „Gdzie Sean mógł położyć taką książkę?” – zaczęła się zastanawiać i nagle przyszło jej coś do głowy. Uklękła i zajrzała pod łóżko. Było ciemno więc nie mogła zobaczyć czy coś się tam znajduje czy nie. Wyciągnęła więc rękę i poczuła coś prostokątnego. Zadowolona wyciągnęła tą rzecz jednak to nie przypominało w żadnym wypadku książki. To był czarny notatnik! Zmarszczyła brwi. Pomyślała, że to jego prywatny dziennik w którym zapisuje swoje przemyślenia. Chciała go odłożyć na miejsce ale coś jej nie pozwalało. Nie. Nie może tego przeczytać. A jeśli pisze tam coś czego nie chce wiedzieć? Za 2 miesiące się pobierają. A naprawdę kiedy dwoje ludzi bierze ślub to wskazane byłoby gdyby się kochali. A jej uczucia mogą się zmienić kiedy naprzykład przeczyta w tym notatniku, że Sean nigdy nie traktował jej poważnie albo, że jest kiepska w łóżku. Trzymając cały czas notatnik w dłoni zaczęła szukać książki po którą przyszła Luiza. Otworzyła szufladę w której jej narzeczony trzymał skarpetki!  Bingo! Wyciągnęła ją i zbiegła na dół oddając zgubę Luizie.
- A to? Co to jest? – zapytała wskazując palcem na notatnik, który Christina trzymała w dłoni.
- Znalazłam to pod łóżkiem. – odpowiedziała.
- Myślisz, że Seanowi tak z tobą źle, że postanowił wyżalić się dziennikowi? – posłała jej współczujące spojrzenie.
- Nie, nie myślałam tak. Do tej chwili. – powiedziała i załamana usiadła na kanapie. -  A co jeśli masz rację?
- Sean jest jaki jest ale widzę, że cię kocha. Po za tym czasami się mylę. No i co z tego, że przewidziałam rozstanie Miley Cyrus i Liama Hemsworth'a? Albo, że domyśliłam się imienia dziecka Williama i Kate? Lub, że jako nastolatka pracowałam jako wróżka przepowiadająca przyszłość?
Christina posłała jej zabójcze spojrzenie wiec Luiza przestała gadać.
- Myślisz, że powinnam sprawdzić co tam jest?
- Myślę, że tak. – usiadła obok niej. – Jeśli pisze o tobie okropne rzeczy to masz jeszcze szansę odwołać ślub a jeśli jest to coś miłego to z większą ochotą za niego wyjdziesz.
- Problem w tym, ze ja nie chcę odwoływać ślubu…
- Jeśli napisał o tobie coś okropnego to uwierz mi. Sean sam go odwoła. – Luiza uśmiechnęła się jej stronę szeroko. – No, otwórz go.
Christina wzięła głęboki oddech.
- Zgoda.
                                                                       ***
Megan i Zayn siedzieli w kawiarni i pili cappuccino. To wyjście było pomysłem Meg, co zaskoczyło Zayna, ponieważ dziewczyna zwykle wolała przesiadywać w domu ale z ochotą się zgodził. Pomyślał, że dziewczyna zaaklimatyzowała się w mieście i teraz będzie już tylko lepiej.
- Wyglądasz dzisiaj ślicznie. – odezwał się nagle Malik na co Megan uśmiechnęła się słodko. – I masz piankę nad górną wargą. – roześmiał się nagle.
- Wypadek przy pracy. – odpowiedziała wesoło wycierając się. – Skąd ten komplement?
- Bo jesteś śliczna. – powiedział to tak jakby to było oczywiste. Dziewczyna ciężko westchnęła.
- Nie prawda. Jesteś fatalnym kłamcą.
- Ty też. – uśmiechnął się do niej. – Dzisiaj jako choreografka poszło ci całkiem nie źle. Nawet Louis pochwalił twoją pracę.
- To nie zmienia faktu, że początki miałam beznadziejne. – powiedziała spuszczając głowę.
- Hej! To było dawno. – rzekł. – I nie prawda. – dodał ze śmiechem.
- Chciałbyś pójść do wesołego miasteczka? – zmieniła temat. To pytanie zaskoczyło na tyle Zayna, że nie wiedział co powiedzieć. Bo od kiedy Megan chce robić tyle rzeczy? Normalnie siedziałaby w domu mówiąc, ze jest zmęczona pracą. Dzisiaj jednak chyba miała swój dobry dzień. Te przeprosiny Louisa najwyraźniej coś w niej zmieniły albo to sam Zayn coś zmienił…
- Jasne. – odparł po dłuższej chwili milczenia. – Jestem zaskoczony, że to proponujesz. Nie ukrywam. – roześmiał się. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Po prostu mam dzisiaj taką ochotę. To wszystko.
- W porządku. Jestem zaskoczony ale w pozytywnym sensie oczywiście. – sprostował na wszelki wypadek gdyby dziewczyna źle odebrała jego słowa.
- Świetnie. – uśmiechnęła się. – Więc dopij cappuccino i idziemy.
                                                                       ***
Karen, Juliette i Niall postanowili wybrać się na spacer. Dawno nie spędzali razem czasu więc postanowili to zmienić. Udali się do parku aby powdychać świeże powietrze i sprawdzić jak postępują prace mające na celu odnowienia go, gdyż jakiś tydzień temu Christina wspomniała o tym ale nigdy Karen nie miała czasu tam iść. Pomyślała, że dzisiaj będzie idealny dzień.
- Mówiłem, że lepsza byłaby pizzeria. – powiedział Horan na co przyjaciółki wywróciły oczami.
- Przydałaby ci się dieta. – rzekła Juliette na co Nialler posłał jej zdziwione spojrzenie.
- Przecież jestem chudy! Sugerujesz, że tak nie jest? – spojrzał na nią z wyrzutem.
- Przepraszam, źle to ujęłam. Odwyk! Bo jesteś uzależniony od jedzenia. – powiedziała dziewczyna na co Karen zachichotała. Oni byli tacy słodcy. Chciała mieć w sumie takiego chłopaka jak Niall, którego jedynym problemem jest fakt, że nie ma co zjeść a nie wiecznie problemiastego Louisa, który ma tak poważne problemy jak na przykład dziecko!
Nagle zauważyli najpiękniejszego chłopaka jakiego ziemia nosiła! Był wysokim brunetem o brązowych oczach ubrany w długi szary płaszcz z psem uwięzionym na smyczy.
- Wow. Chyba się zakochałam. – powiedziała Jul i wtedy Niall się otrząsnął i spojrzał na swoją dziewczynę z oburzeniem.
- Nie żebyś miała chłopaka, który gra w sławnym zespole One direction. – odpowiedział z sarkazmem. Blondynka wywróciła oczami i machnęła nie dbale dłonią.
- Zobacz jak on wygląda i powiedz to jeszcze raz.
Niall miał ochotę na nią nawrzeszczeć, ponieważ czuł się odsunięty ale poszedł za jej radą i ponownie przyjrzał się chłopakowi. Nie ma co ukrywać -  był śliczny.
- Masz chłopaka, który gra w sławnym zespole One direction. – powtórzył dumnie Horan po czym po chwili dodał: - Ale ten koleś to ciacho. – wskazał na niego palcem wskazującym.
- Czemu muszę mieć ciebie? Poderwałabym go. – powiedziała z wyrzutem Jul.
- Ja też żałuję, ze mam ciebie. Inaczej wskoczyłbym już dawno do łóżka Demi Lovato.
- To nie było zabawne. – odparła urażonym tonem na co Niall zachichotał.
- Ale ja za to jestem wolna! – powiedziała podekscytowanym tonem Karen. – Mogę z nim poflirtować.
- Czekaj… nie jesteś czasem zakochana w Louisie? – przypomniała jej Juliette.
- Mówisz tak bo jesteś zazdrosna. – powiedziała obrażonym tonem brunetka na co Jul prychnęła.
- Błagam. Mogłabym go mieć.
Karen roześmiała się jednak bez cienia wesołości, był to raczej gorzki śmiech.
- Może gdyby moja cudowna mama mnie nie urodziła. – rzekła dumnie zdmuchując efektownie grzywkę z oczu.
- Okej. A więc załóżmy się o niego. – powiedziała Juliette z szerokim uśmiechem. – Najpierw pójdziesz ty a potem ja. Tej której uda się zdobyć numer telefonu wygrywa. Zgoda?
- Zgoda. – powiedziała Karen stanowczym tonem i uścisnęła dłoń swojej przyjaciółki.
- Zaraz… a jeśli da wam obu numer telefonu? – zdziwił się Niall.
- To nie możliwe. – odpowiedziała skromnie brunetka na co Jul wywróciła oczami pchając ją w jego stronę mówiąc:
- Nie gadaj tyle tylko idź.
Niall czuł, że ta rywalizacja nie skończy się dla nich dobrze…
                                                                       ***
Christina przejrzała cały dziennik ale o dziwo nie znalazła tam nic podejrzanego! Była bardzo szczęśliwa, że Sean nie prowadzi specjalnego notatnika w którym żali się na swoją narzeczoną.
- To tylko numery telefonów. – powiedziała oddychając z ulgą. – Nic podejrzanego.
Luiza odpowiedziała zajadając się szaszłykami:
- Mylisz się moja droga. To numery telefonów jego byłych.
- Tak myślisz? – zapytała kobieta. – Patrica Spark? Nie znam takiej. Evelyn Johnson, Kate Williams, Josh Merlyn? O mój boże! Sean ma numer telefonu do chłopaka? Jakim cudem!? – wykrzyknęła.
- Gej. – powiedziała Luiza z pełnymi ustami. Christina wywróciła oczami.
- Przestań mamo. Musi być jakieś inne wytłumaczenie. Może to nie numery telefonów jego byłych dziewczyn?
- Więc po co miałby trzymać numery telefonów ludzi, których nie zna? – zauważyła słusznie Luiza. Christina musiala przyznać jej rację.
- Może był młody? Eksperymentował? To nie musi nic znaczyć. – rzekła chcąc się pocieszyć chodź miała ochotę wybuchnąć płaczem i zacząć krzyczeć. – Jedźmy dalej… Grace Libson, Paul Jenkins, Matt Clark, Jack Lawson…
- Coś dużo tych eksperymentów. – powiedziała Luiza jedząc w pełnym skupieniu szaszłyka.
- To, że ma numery telefonów obcych kolesi to nie znaczy, że… no wiesz… Sean jest… na pewno nie jest gejem, ponieważ znajdują się tu numery też kobiet ale…
- Żeby życie miało smaczek raz dziewczynka raz chłopaczek. – zacytowała Luiza.
- Dobry Boże! – krzyknęła kobieta wstając z kanapy. – Dlaczego zawsze mężczyźni z którymi chce się związać pożądają innych mężczyzn!? – ponownie usiadła na kanapie i schowała twarz w dłoniach.
- To nie koniec świata. Jest biseksualny. Można z tym żyć.
- John też był bi! I co? Po ślubie nagle stał się 100 procentowym gejem! To ja tak działam na mężczyzn, rozumiesz? Przy mnie stają się bardziej kobiecy i czują, że potrzebna im męska ręka.
- Jesteś za bardzo kobieca. – zauważyła Luiza. – Musisz być mężczyzną w tym związku aby Sean cię nie zostawił.
- Ale mnie pasuje bycie kobietą w tym związku. – odparła kobieta.
- Kochanie, niektóre związki wymagają poświęcenia. – rzekła jej matka głaszcząc ją po ramieniu. – A tak by the way, masz jeszcze szaszłyki?
                                                                       ***
Karen cała w stresie podeszła do chłopaka. Jeszcze nigdy nikogo nie podrywała. Zawsze ją podrywali. Nie wiedziała nawet co ma zacząć mówić? Ale to musi być na tyle dobra gadka aby chłopak zdecydował jej się dać numer telefonu. Musiała to zrobić aby udowodnić Juliette, ze nie szczyciła się po nic.
- Cześć. – powiedziała siadając obok chłopaka na ławce. – Mogę się przysiąść? – zganiła się po tych słowach w myślach, ponieważ już to zrobiła. Stres robi swoje. Zachowuje się jak totalna i absolutna kretynka.
- Już to zrobiłaś. – powiedział chłopak z szerokim uśmiechem. – I cześć.
- Łady piesek. Jak się wabi? – zapytała patrząc na niego ale zwierzak tylko zaczął warczeć. Karen nieco się wystraszyła i odskoczyła.
- Nie przejmuj się. Nie lubi obcych. – odparł spokojnie. – Lucky.
- Lucky? Skąd to imię?
- Bo przynosi mi szczęście, proste. – odpowiedział ze śmiechem. – Jestem William.
- William? – zdziwiła się Karen. Przez moment nie wiedziała co powiedzieć, ponieważ strasznie przypomniał jej się w tym momencie Louis. Cholera! To było jego drugie imię. Zawsze musi jej się trafić właśnie coś takiego.
- Coś nie tak?
- Nie, nie. Wszystko w porządku. – uśmiechnęła się. – Jak ten książę od Kate wiesz…
- Nie mów, że masz na imię Kate. – powiedział rozbawionym tonem.
- Nie ale też na „K” Karen.
- Super.
Przez moment siedzieli w krępującej ciszy. Karen zastanawiała się co powinna powiedzieć? Zapytać go dlaczego przyszedł do parku albo ile zamierza tu posiedzieć jeszcze? Tak się przejmowała tą ciszą, że chyba zaczęła za dużo gadać…
- Tak właściwie to nie zdziwiło mnie twoje imię ze względu na księcia Williama… - zaczęła.
- Nie? – spojrzał na nią unosząc brew.
- Nie. – przytaknęła. – Mój były chłopak miał tak na drugie. I przypomniałeś mi go.
- Och…
- Nie myśl sobie, że jesteś do niego podobny względem wyglądu czy charakteru. Nie, nie. – potrzasnęła głową. – Po prostu wiesz, to imię i… te sprawy.
- Aha. – wydukał chłopak nie wiedząc co ma powiedzieć? Ta dziewczyna wydała mu się nieco dziwna.
- Pewnie cię odstraszyłam i masz ochotę stąd uciec, co? – zaśmiała się Karen.
- Trochę. – powiedział szczerze.
- Nie jestem taka na co dzień. Po prostu ja i Louis mieliśmy ostatnio gorszy czas. Dziewczyną z którą kiedyś uprawiał nałogowo seks przyznała mu , ze jest z nim w ciąży. Ja nie mogłam się z tym pogodzić i zerwaliśmy. Dopiero potem okazało się, że to jednak nie było jego dziecko ale jakoś… nie potrafiliśmy do siebie wrócić. Mamy się spotkać w sierpniu na balkonie ale nie wiem czy tam iść. Co o tym sądzisz? – spojrzała na twarz przerażonego chłopaka.
- Sądzę, że… - urwał nie wiedząc co powiedzieć. – Pogoda jest cudowna. – dokończył. Karen zganiła siebie w myślach. Wszystko zepsuła! I to oczywiście jak zwykle wina Louisa! Cały czas chodzi w jej myślach.
- Pójdę już. – zdecydowała wstając z ławki.
- Dziękuje. – chłopak spojrzał na nią z wdzięcznością.
Karen podbiegła do Nialla i Juliette a jej przyjaciółka spojrzała na nią z cwanym uśmieszkiem. Dobrze wiedziała, że jej nie poszło, gdyż Karen się nie uśmiechała.
- I co? Nie masz numeru telefonu? – powiedziała z wyższością.
- To wszystko wina Louisa! – krzyknęła wściekła.
- Przecież go tu nawet nie ma. – zauważył Niall.
- On jest tak beznadziejnym przypadkiem, że nawet jak go nie ma to i tak jest jego wina. – powiedziała Karen zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Dobra dzieciaczki. Teraz moja kolej. – rzekła blondynka i skierowała się w stronę cudownego chłopaka. Nie stresowała się tak bardzo jak Karen, gdyż i tak nie mogła przegrać. Albo będzie remis albo wygra. Usiadła obok chłopaka na ławce i wzięła głęboki oddech. Musi coś powiedzieć, zaraz, teraz…
- Juliette. – wyciągnęła w jego stronę dłoń. Chłopak spojrzał na nią zaskoczony. Jeszcze nigdy nie w ciągu 5 minut podrywany tyle razy.
- William. – odpowiedział a Jul o mało co nie parsknęła śmiechem. Już wiedziała dlaczego to była wina Louisa. Ona jednak nie robiła z tego takiego problemu jak Karen. Miała aktualnie gdzieś imię tego chłopaka. I tak by do niego nie zadzwoniła. Liczył się tylko ten głupi numer telefonu.
- Czy przed chwilą nie rozmawiałeś z jakąś brunetką? – zapytała udając, że nie ma pojęcia o kogo chodzi.
- Ta co się darła „To wszystko wina Louisa”? Tak. Rozmawiałem z nią. – odpowiedział.
- Podobno ma problemy psychiczne. – powiedziała blondynka. – Nie wiem dokładnie, ponieważ nie kolegują się z psycholami ale chodzą takie plotki.
- Och. – westchnął chłopak. Nie miał ochoty kolejny raz wysłuchiwać jakiś dziwnych opowieści. – To źle.
- Bardzo źle. Ale cóż jej się dziwić? Rzucił ją chłopak bo zdradziła go z jego najlepszym przyjacielem a właściwie dwoma najlepszymi przyjaciółmi. Jest straszną alkoholiczką i ćpunką. Nie wie co robi! Raz obudziła się kompletnie naga w łazience jakiegoś starego playboya!
- Um, wiesz co? Chyba już pójdę. Na razie. – chłopak wstał z ławki i zaczął iść przed siebie. Juliette ciężko westchnęła i z miną zbitego psa wróciła do przyjaciół.
- Nie zdobyłaś numery telefonu? Jaka szkoda. – powiedziała Karen udając, że jej smutno. Jul pokazała jej język na co brunetka się roześmiała. Nie wierzyła, że naprawdę rywalizowały o chłopaka, którego nawet nie znały. Chciała przeprosić przyjaciółkę ale ten sam chłopak podszedł do nich z wyciągniętą ręką na której był numer telefonu! Obie wstrzymały oddech! To by znaczyło, że jedna z nich naprawdę mu się spodobała i chce się z nią umówić.
- Zadzwoń. – powiedział William dając karteczkę Niallowi! Ten wziął ją z rozdziawioną buzią. Nie wiedział co ma zrobić? Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się być poderwanym przez chłopaka. – Och a tobie Karen współczuje problemów psychicznych i z alkoholem. – dodał chłopak i odszedł. Brunetka spojrzała groźnie na Juliette, która miała ochotę zapaść się pod ziemię.
- Przepraszam. – wydukała. – Nie wiedziałam co mówię. Nie myślę tak o tobie, naprawdę. Po prostu…. Czasem za dużo gadam. To moja największa wada. – spuściła głowę. – wybaczysz mi?
- Nie wiem. – odpowiedziała Karen ostrym tonem. – Grałaś nie fair.
- Och! I tak nie dał ci tego głupiego numeru tylko mojemu chłopakowi! – krzyknęła Jul. – Zadzwonisz? – spojrzała na Nialla.
- Nie. No co ty? – popatrzył na nią jak na wariatkę. – Nie jestem gejem.
- Dla takiego ciacha każdy by został gejem! – powiedziała Juliette. – Ale to miłe, że jesteś mi wierny i nie masz w swojej psychicznej główce gejowskich myśli. – dziewczyna objęła go ramieniem a Karen zaczęła się zastanawiać czy Juliette naprawdę jest taka głupia czy tylko udaje?
                                                                       ***
Christina w zdenerwowaniu czekała na Seana, który nie pojawiał się już jakiś czas. Musiała z nim jak najszybciej porozmawiać o tym notatniku. Bała się, że to okaże się prawdą i jej przyszły mąż naprawdę romansował z mężczyznami. Zawsze miała go za 100 procentowego hetero, nie brała nawet pod uwagę, że może być bi. W sumie rozmawiała go dlaczego nie przyznał się. W show biznesie nie warto mówić takich rzeczy, gdyż dziennikarze zjedzą cię żywcem. Usłyszała jak ktoś otwiera drzwi. To musiał być Sean. Z walącym sercem czekała aż wejdzie do salonu.
- Christina? A ty jeszcze nie śpisz? – zapytał wchodząc do pomieszczenia.
- Jak widać nie. Gdzie byłeś? – spytała ostro. – Pewnie szwendałeś się po gejowskich klubach ze swoimi przyjaciółmi gejami.  
- O czym ty gadasz? – Sean najwyraźniej był nieco pijany, gdyż chwiał się na nogach ale nie na tyle aby zupełnie nie kontaktować. – Jestem zmęczony. Możemy porozmawiać o tym jutro?
- Nie, nie możemy. To ważne dla mnie aby w tej chwili poznać odpowiedź. – powiedziała i wzięła głęboki oddech. – Czy pociągają cię mężczyźni?
- Co? – mężczyzna roześmiał się. – Bo kiedyś w programie rozrywkowym pocałowałem James’a Cordena? Kochanie, on całuje wszystkich. Nazywamy go „całuśny pedałek” chodź w rzeczywistości ma narzeczoną. – dodał z rozbawieniem.
- O mój boże! – kobieta aż wstała z miejsca. – Nigdy o tym nie wspominałeś. A więc pociągają cię mężczyźni?
- Upiłaś się? Jasne, że nie. Skąd te informacje?
Christina w pewien sposób odetchnęła z ulgą ale zaczęła się zastanawiać nad tym dziwnym dziennikiem. Wzięła go więc z komody i rzuciła w stronę Sean’a.
- Stąd. Są tam numery telefonów do jakiś mężczyzn. A z racji tego, że w tym notatniku zapisujesz numery swoich byłych to…
- Przeglądałaś moje prywatne sprawy? – oburzył się.
- Nie. Natrafiłam na to przypadkiem i… moja matka zmusiła mnie abym to przejrzała! To nie moja wina! – krzyknęła. – A teraz tłumacz się.
- Po pierwsze: to nie numery telefonów moich byłych dziewczyn. A po drugie: na drugi raz radzę nie przeglądać moich rzeczy. A po trzecie: to numery telefonów osób z którymi pracowałem. Naprawdę nie zdziwiło cię, że tam króluje nazwisko Johnny’ego Deppa? Myślałaś, że z nim też mam romans? – roześmiał się. Christina zmarszczyła brwi.
- Nawet tego nie zauważyłam. – wytłumaczyła się. – No i muszę cię przeprosić. Nie powinnam była tego robić. Ale naprawdę pracowałeś z Jonny’m Deppem?
- Yup. – przytaknął. – Spoko koleś. Mamy w planach zrobić skecz w przyszłym roku w programie „Chatty man”.
Christina uśmiechnęła się i usiadła swojemu narzeczonemu na kolanach.
- Cieszę się, że zupełnie nie pociągają cię mężczyźni.
- Wiesz, że ja też? – uśmiechnął się.
                                                                       ***
Zayn i Megan spędzili cudowny czas w wesołym miasteczku. Malik bawił się tam jak nigdy. Tylko Meg wydawała się w pewnych momentach przygaszona ale po kilku minutach uśmiechała się i mówiła, że wszystko jest w porządku. Gdy ta dwójka wróciła do jej apartamentu Zayn po pocałowaniu jej w usta chciał iść do domu ale dziewczyna go zatrzymała i powiedziała, że chciałby aby został na noc. Chłopak się zgodził i tak oto przeżyli cudowne chwile. Malik od dawna chciał się z nią przespać ale potem jakoś stracił do tego głowę po tych wszystkich wydarzeniach. Cieszył się, ze Megan w końcu się na to zgodziła…
Nad ranem obudził go dzwonek w telefonie. Zayn kompletnie zapomniał, że dzisiaj jest poniedziałek i musi pojawić się w szkole. Jakoś przetrwa ostatni tydzień. Potem wakacje i pełen luz. Otworzył oczy i obrócił się w stronę Megan chcąc pogłaskać ją po policzku i powiedzieć jak było wspaniale i, że chce to powtórzyć. Jednak o dziwo! Nie zastał jej tam. Zdziwiony zmarszczył brwi. Może poszła zrobić śniadanie? Odkrył się i wstał z łóżka po czym założył leżące na podłodze bokserki i poszedł w kierunku kuchni. Jednak i tam dziewczyny nie było! Jego kolejna myśl: pewnie poszła do sklepu coś kupić na śniadanie. Na pewno zaraz wróci.
Wyjął telefon z kieszeni aby do niej zadzwonić ale wtedy zobaczył jakąś karteczkę leżącą na kuchennym blacie. Podszedł tam i wziął kawałek papieru do ręki po czym zaczął czytać.
Drogi Zaynie!
Po pierwsze: proszę nie znienawidź mnie za to, gdyż ja już sama siebie dostatecznie mocno nienawidzę.
Wczorajszy dzień był cudowny i nigdy go nie zapomnę a ta noc… nie masz pojęcia jak bardzo chciałabym ją powtórzyć. Byłeś taki delikatny i czuły. Nigdy żaden chłopak nie traktował mnie tak jak ty. Jestem ci za to bardzo wdzięczna. Jednak jak zapewne teraz się domyślasz wczorajszy dzień był tak jakby pożegnaniem o którym ty niestety nie wiedziałeś… nie mówiłam ci nic, ponieważ chciałam abyś bawił się jak najlepiej i uśmiechał bo widząc twój uśmiech byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Wiem, że gdybyś znał prawdę byłbyś smutny i przygaszony a nie cierpię cię widzieć takiego.
Jednak są pewne sprawy o których nie miałeś pojęcia a ja nie miałam serca ci mówić. To co ci powiedziałam w szpitalu dzień po wypadku samochodowym było prawdą ale nie całą… Zayn, moja mama zmarła na raka i dowiedziałam się, że jest duże prawdopodobieństwo, że ja też go mam. Nie chciałam robić badań, ponieważ nie obchodziło mnie to czy jestem chora czy nie. Nie chciałam się i tak leczyć, gdyż nie miałam dla kogo.
Ale ty uświadomiłeś mi, ze jest inaczej. I teraz chcę żyć. Chcę wyzdrowieć. Bo mam dla kogo.
Dla ciebie, kochanie.
Wróciłam do rodzinnej miejscowości i chcę dowiedzieć się czy mogę mieć raka  i jeśli tak to chcę go pokonać. Jeśli mi się uda – wrócę do ciebie.
A jeśli nie… niech ten dzień pozostanie na zawsze w twej pamięci.
Bo chcę abyś taką mnie zapamiętał.
Kocham, Megan.
                                                                       KONIEC
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam ale musiałam po poprawiać oceny na koniec roku szkolnego i niestety nie mogłam znaleźć dla was chwilki! W tym tygodniu byłam chora więc wzięłam się za pisanie odcinka i tak oto powstał!
Na początku pewnie wydawał wam się zabawny i myśleliście, że tak pozostanie do końca, co? Musicie się przyzwyczaić, że lubię zaskakiwać i nie cierpię banalnych zakończeń, nawet jeśli podczas czytania mojego bloga odnieśliście inne wrażenie.
Miałam już od kilku odcinków taki pomysł na Megan a ja nienawidzę zmieniać moich postanowień nawet jeśli nie podobają się ani wam ani mnie ;).
Zostawcie po sobie komentarz. Sprawcie mi tą małą radość!
Mam już pomysł na 129 odcinek i nie będzie tak tragicznie tylko za jedną a właściwie dwie rzeczy możecie być na mnie źli. Dotyczą one dwóch par, które były razem ale już nie są haha. Chyba za dużo napisałam ale i tak wątpię abyście domyślili się co ja tam wymyśliłam.
Co do Zayn’a i Megan nie będzie ani bajkowo ani kolorowo ale nie powiedziane, że ich historia nie skończy się dobrze, who knows? Jeszcze wszystko może się pozmieniać.
Odcinek pojawi się jeśli będzie w miarę dużo komentarzy. Bo nie dodam gdy będą 2 lub 3 haha.
Jeśli macie pytania kiedy nowy odcinek lub chcielibyście dowiedzieć się czegoś o mnie lub nowym ff zadajcie pytania na asku na którym jestem codziennie:
http://ask.fm/Aleksia245
Do zobaczenia!

sobota, 30 czerwca 2012

One direction 2 odcinek 26

One direction 2
Odcinek 26
Teraz przyszła kolej na  Juliette, Tara, Liam, Zayn i Nialla. Cała piątka podekscytowana wbiegła do sali. Horan nie mógł się doczekać aż inni przeczytają jego i Payne scenariusz! W końcu pracowali nad nim aż pół godziny, a to jak na nich kupa czasu. Mieli nadzieje a właściwie byli pewni że jak inni go przeczytają a właściwie dowiedzą się o czym jest to zaczną piszczeć z radości. Byli o tym w 100% przekonani i nie dopuszczali do siebie innej myśli … Niall razem z Liamem wbiegli na scenę.
- Witam szanownych państwa na dzisiejszej próbie. – Zaczął Payne. Reszta spojrzała na niego jak na dziwaka. – Chciałbym zabrać głos … - Zaczął.
- Kretynie już go zabrałeś! – Wykrzyknął zirytowany Zayn, Liam spojrzał na niego z wyrzutem jednak puścił mimo chodu jego jakże cenną uwagę.
- A więc chciałbym powiedzieć że razem z Niallem opracowałem scenariusz! Pisaliśmy go całe pół godziny. – Podkreślił patrząc na reakcję tłumu. Rozczarowany że nikt nie zaczął bić brawo mówił dalej: - Chcielibyśmy aby to było przedstawienie komediowe! Które opowiada o kucharzu zakochanego w kelnerce! I za każdym razem kiedy chce jej powiedzieć o swoich uczuciach przydarzają mu się jakieś śmieszne wpadki.
- Hej! – Niall się oburzył. – Powiedziałeś już wszystko co było do powiedzenia! Ja też układałem ten cholerny scenariusz i też mam prawo zabrać głos!
- I następny kretyn … - Mruknął zirytowany Malik. Payne odpowiedział bezproblemowo:
- Hola, hola jeszcze nie wszystko zostało powiedziane … Ty powiesz kto ma kogo zagrać. – Odparł z uśmiechem. Wtedy Horan także się uśmiechnął i spojrzał z radością na grupę.
- A więc ja zagram kucharza! – Wykrzyknął szczęśliwy! – Liam zagra mojego najlepszego kumpla który jest mym pomocnikiem, a Zayn będzie surowym szefem, znów kelnerką w której się kocham będzie Tara!
- A gdzie rola dla mnie? – Juliette poczuła się pominięta, spojrzała z wyrzutem na Nialla.
- A dla ciebie mam specjalną rolę! – Krzyknął zadowolony. – Ty będziesz moją byłą narzeczoną która wraca z Francji by mi wyznać miłość! Ale oczywiście ja nie będę cię już chciał i zostanę z Tarą. – Wyjaśnił zadowolony i spojrzał na reakcję Juliette jednak ta nie była zachwycona. Może byłaby gdyby się okazało że na końcu ma zostać z Horanem, ale rola narzeczonej która wyznaje mu miłość a potem i tak zostanie odrzucona nie wydawała się znów rewelacyjna.
- Super … - Powiedziała nie zadowolona. – Dzięki za wspaniałą rolę. – Dorzuciła sarkastycznie.
- Nie ma sprawy! – Odpowiedział z uśmiechem Niall, który myślał że dziewczyna jest zachwycona … Mylił się.
- Dobrze a więc zacznijmy od próby. – Powiedział w końcu zniecierpliwiony Liam. – Niall ty stoisz bardziej koło ściany na przedstawieniu i tam będzie stał stół, ja stoję obok ciebie i podaje ci różne rzeczy które ty mi każesz podać, Zayn zagląda do nas co chwilę i cały czas ma pretensję, zresztą jak zawsze. – Dorzucił zadowolony. – Więc ta rola nie będzie dla niego problemem. Ty Tara zanosisz jedzenie klientom, a Juliette pojawi się później więc czekaj za kurtyną. Ok.?
- Jasne … - Mruknęła nie zadowolona dziewczyna. Zauważył to Malik, potem spojrzał na Nialla ,,Hm … Dziwne” – Pomyślał.
- Fajnie że mam podawać jedzenie i pominę to że jest nie widzialne ale gdzie są do jasnej cholery goście?! – Tara podniosła ton.
- Skoro możesz podawać nie widzialne jedzenie to podawanie go niewidzialnym gościom nie powinno być dla ciebie problemem, co? – Spytał Liam uśmiechając się. Tara tylko wywróciła oczami zirytowana.
- Zamknij się, jesteś tylko pomocnikiem kuchennym. – Powiedziała zadowolona. Payne tylko coś mruknął pod nosem, wściekły …
                                                                                  ***
Następnego dnia, Juliette, Tara, Niall, Zayn i Liam mieli próbę już z rekwizytami. Stały stoliki, krzesła, a w dalszej części sceny gdzie miała znajdować się kuchnia restauracyjna stało jedzenie. Hołota była już przebrana, a Zayn dodatkowo wymyślił sobie że domaluje sobie wąsy markerem, Niall wtedy zaproponował że on mu je namaluje nie powiedział mu tylko że to jest niezmywalny marker, o czym Malik przekonał się gdy papla Liam go o tym poinformował.
- Ty kretynie! Zabije cię! – Wrzeszczał Zayn, Horan nic sobie z tego zbytnio nie robił. Bo w końcu co mu mógł zrobić okrutny Malik?
- Aaa, bo zadzwonię po gliny! – Odpowiedział Niall uciekając przed nim, rozbawiony. Liam nagrywał ich wyczyny na telefon, a Juliette z Tarą się nudziły.
- Na kogo stawiasz? – Spytała ją wreszcie Tara, ta spojrzała na nią zaskoczona.
- Nie wiem. – Odpowiedziała wzruszając ramionami. – Chyba na Nialla. – Powiedziała to jakby zawstydzona. Tara to dostrzegła.
- Rozumiem. – Rzekła z uśmiechem. Tymczasem Paynowi skończyła się bateria w telefonie, więc kazał im przerwać gonitwę ponieważ bez fona będzie się nudzić. Kiedy chłopaki go nie posłuchały, Liam zaczął się drzeć że mu się nudzi.
- Przymknij mordę! – Wrzasnął w końcu Zayn przystając. – A ty ośle, mi za to zapłacisz. – Rzekł zwracając się do Nialla. Ten jednak na niego napluł mówiąc:
- Gówno ty mi możesz.
Normalnie wszyscy byli w szoku słowami Horana! Liam otworzy usta ze zdziwienia, Zayn wywalił gałki oczne na wierzch, Juliette zakrztusiła się powietrzem, a Tara przestała się zupełnie ruszać, tak jakby ktoś ją zatrzymał w czasie. Niall popatrzył na nich zaskoczony.
- Co jest? – Spytał w końcu. – Przecież nie przeklinałem! Nie mówiłem kurde, cholera, kurwa, pieprzony …
- Dobra, skończ już. – Powiedział Liam który odzyskał mowę i zaczął się śmiać. – Dobra, zaczynajmy próbę. Już czas.
Wtedy każdy ustawił się na swoje stanowiska. Niall przystanął koło blatu, Zayn czekał zza kulisami, Liam stał koło Horana, Juliette także była zza kulisami, a Tara stawiała talerze na stolikach.
- Mój drogi przyjacielu, chyba się zakochałem. – Zaczął mówić Niall patrząc w stronę kulis.
- Kretynie miałeś się gapić na Tarę! – Krzyknął Liam patrząc na niego zaskoczony. Wtedy Horan jakby otrząsnął się z zamyślenia.
- Ah, tak sorry. A więc mój drogi przyjacielu … - I tu biedny Niall nie dokończył ponieważ przerwał mu Payne.
- I co? Tak na przedstawieniu powiesz ,,ah tak sorry, a więc mój drogi przyjacielu”? Powaliło cię? Ja wiedziałem że jesteś głupi ale żeby aż tak?!
- Wal się, idioto. – Mruknął tylko Horan. – Zaczynam od początku. A więc …
- Niall! Nie zaczynasz od ,,a więc” tylko od ,,mój drogi przyjacielu”! – Liam ponownie go skarcił, wtedy Horan który miał tego wszystkiego dosyć zdjął fartuch i rzucił go w Payne wrzeszcząc że ,,Odchodzi”!
- Hola, hola ja tu jestem szefem i z tym to do mnie. – Wtrącił Zayn wychodząc zza kulis.
- A więc odchodzę! – Wrzasnął mu prosto w twarz Niall, prze okazji opluwając trochę. Malik nie pozostał  mu dłużny i zaczął go opluwać, na to Horan rzucił w niego pomidorem.
- Przestańcie! – Wrzasnęła Tara. – Skupić na pracy się nie można! Ja tu ciężko pracuje a wy się obijacie! Obiboki jedne!
- Od kiedy bycie kelnerką to ciężka praca? – Spytał retorycznie Liam. – Bycie pomocnikiem kuchennym to dopiero ciężka praca! Ty nawet nie wiesz ile ja tu stresu przeżywam!
- A ja muszę przyjmować zamówienia tych wybrednych gości którym nic nigdy nie pasuje! – Wrzeszczała dziewczyna. – Więc nie mów mi tu o ciężkiej pracy!
Tymczasem Zayn rzucił w Nialla gruszką, ten nie pozostając mu dłużny walnął go bananem.
- To ja cię tu przygarnąłem z ulicy do swojej kuchni a ty mi się tak odwdzięczasz?! – Krzyknął Zayn.
- I tak byłeś do dupy szefem! – Wrzasnął Niall. I tak wszyscy prócz Juliette się kłócili. Ta nie mogąc dłużej znieść tych wrzasków wyszła zza kulis, dość zestresowana, bała się że jak coś wtrąci to wszyscy na nią naskoczą z pretensjami. Jednak postanowiła być dzielna.
- Cholera jasna! – Wrzasnęła wchodząc na scenę. – Wy chyba mylicie rzeczywistość z fikcją! Zayn nie jesteś szefem Nialla, a ty Tara nie jesteś kelnerkę, znów ty Liam pomocnikiem kuchennym. Niall nie myl ciągle tekstu.
- Nie mów mi co mam robić! – Horan nie spodziewanie zaczął mieć pretensje do Juliette. – Zostawiłaś mnie miesiąc temu a teraz wracasz bezczelnie i mówisz mi co mam robić? Za kogo ty się uważasz?
- Może gdybyś nie był takim gburem nie musiałabym cię zostawiać dla francuza! – Odkrzyknęła Juliette. Niall spojrzał na nią rozbawionym wzrokiem.
- Zostawiłaś mnie dla francuza! Jak mogłaś! To ja dla ciebie na ulicy żebrałem byśmy mieli na chleb a ty tak się odwdzięczasz?
- Może gdybyś się wziął za jakąś porządną robotę, a nie żebranie na ulicy nie musiałabym cię zostawiać!
- Przecież zatrudniłem się! I teraz jestem szefem kuchni! Buhaha! – Niall roześmiał się szyderczo. – A ty zostań sobie z tym swoim francuzikiem i mieszkajcie w swoim głupim francuskim domu.
- Jakbyś chciał wiedzieć to mieszkamy w willi z 300 pokojami! Haha! – Teraz Juliette roześmiała się szyderczo. Liam pożyczył telefon od Zayana i zaczął kłótnie Juliette i Horana nagrywać. W końcu powiedział:
- Dobra koniec. Skończcie to. Musimy odróżniać rzeczywistość od fikcji. – Powiedział Liam.
- Zamknij się! – Wrzasnął Niall. – Nie jesteś już moim przyjacielem! Rok temu nakryłem cię w łóżku z tą oto kobietą, czyli moją byłą narzeczoną! – Wskazał palcem na Juliette. – Wiedziałem o tym przez te wszystkie miesiące ale milczałem, teraz koniec tego! Odchodzę z tej głupiej restauracji i zamierzam ożenić się z tą oto kobietą! – Horan przyciągnął do siebie Tarę i ją pocałował.
Wszyscy oniemieli.
- To jest genialne! – Wykrzyknął Zayn. – I wiecie co? Mam pewien pomysł … - Zaczął tajemniczo.
                                                                                  ***
Wedle pomysłu Malika na przedstawieniu, wszyscy tak jak na próbie kłócili się! Publiczność miała nie zły ubaw, a nauczycielka przysięgła sobie że ostatni raz w życiu dała im coś do zrobienia. ,,Już nigdy nie popełnię tego błędu” – Pomyślała szczerze.
Tymczasem Karen, Cathrin, Louis, Harry i Max czekali za kulisami aż świry przestaną się drzeć na siebie. A że się na to nie zapowiadało to Lou i Hazza włączyli muzykę i zaczęli się wygłupiać. Oczywiście musieli po jakimś czasie wyłączyć gdyż wychowawczyni która do nich zaglądnęła zaczęła krzyczeć że wszystko słychać!
- Co za nuda! – Powiedział Styles i usiadł na starym krześle, które pod jego ciężarem się roztrzaskało! Tomilson nie mógł powstrzymać śmiechu! Czuł się jakby ktoś nafaszerował go marihuaną.
- Właśnie załatwiłeś nam darmową rozrywkę. – Powiedział Louis, nadal nie mogąc powstrzymać śmiechu. Harry spojrzał na niego jakby z lekkim wyrzutem … Karen pomogła wstać mu z podłogi, a Max spojrzał z lekkim zaskoczeniem na krzesło, po chwili wziął jego resztki i wrzucił do worka na śmieci, który stał obok.
- Max, szalejesz. – Skomentował tylko Lou z uśmiechem. Wtedy Niall i ekipa skończyli swój występ, czas na następną grupę, czyli ekipę Louisa. Pierwszy na scenę oczywiście bez stresowo, wlazł Tomilson. Miał na początku odbyć monolog. Wychowawczyni gdy zobaczyła jaki jest wyluzowany i ani razu się nie pomylił poczuła że ich występ będzie o wiele lepszy od poprzedniego i trochę się nawet uspokoiła.
- Zaraz wchodzę … - Powiedziała zestresowana Karen chodząc w te i we w te.
- Dasz radę. – Rzekł ciepło Harry. – Po za tym patrz na Louisa nie na publiczność. Wyobraź sobie że jesteś tylko ty i on!
- Jeśli wyobrażę sobie że jesteśmy sami to nie wróci z tej cholernej sceny żywy. – Powiedziała całkiem poważnie. Cathrin uśmiechnęła się na to pod nosem, a Max próbował się wcisnąć w kostium konia, jednak nie bardzo mu to wychodziło. Styles postanowił  mu pomóc.
- No dalej! Właź w to dziadostwo! – Mówił próbując wepchnął kolegę w kostium. Jednak nie dało rady, bowiem okazało się że kostium był zdecydowanie za mały!
- Boże co ja zrobię?! – Spytał przerażony Max.
- Możesz wyjść bez kostiumu i tak ludzie nie zauważą różnicy. – Rzekła kpiąco Cathrin. Chłopak spojrzał na nią wściekłym wzrokiem.
- W takim razie po co przebrałaś się za służącą? Nadal nie kumam. – Powiedział.
- Pajac. – Skomentowała na to dziewczyna. Nagle Karen przypomniało się że zapomniała paska, powiedziała że musi się wrócić do schowka … Gdy to uczyniła przez dłuższy czas nie mogła znaleźć go, gdy jej się to w końcu udało, odwróciła się, a tam jak zjawa stała za nią Cathrin! Patrzyła na nią z satysfakcją.
- Zabrałaś mi rolę jędzo więc teraz ją odzyskam. – Rzekła uśmiechając się cwaniacko. Karen nie bardzo rozumiała co ma na myśli.
- O co ci chodzi psychiczna debilko? – Spytała zaskoczona. Wtedy nie spodziewanie Cathrin popchnęła ją i skierowała się w stronę drzwi.
- Na drugi raz zapamiętaj sobie że nie zadziera się ze mną. – Powiedziała i wyszła zamykając drzwi na klucz! Karen która jak błyskawica wstała i podbiegła do nich zaczęła szarpać z całej siły za klamkę jednak nic z tego! W końcu zaczęła walić pięściami w drzwi, jednak i to nie przyniosło skutku. Okazało się bowiem że przed drzwiami Cathrin postawiła magnetofon z muzyką która zagłuszała Karen …
Tymczasem, przyszła na nią kolej a ona nie pojawiała się na scenie. Wszyscy byli zaniepokojeni … Wtedy pojawiła się Cathrin, zaskoczonemu Louisowi odebrało mowę!
- Karen powiedziała żebym ją zastąpiła ponieważ nie chciała mieć z tobą sceny. – Powiedziała szeptem.
- Rozumiem. – Rzekł rozczarowany Lou. A głośno dodał: - A wiec witaj moja piękna! Przyniosłem dla ciebie ten oto kwiat! Proszę. – Tomilson podał dziewczynie różę. – Mam nadzieje że ci się podoba …
- Ależ oczywiście, a czy to nie jest jakaś aluzja? Nie chciałbyś mi czegoś wyznać? – Spytała Cathrin, starając się jak najlepiej wczuć w swoją rolę. Louis jednak długo nie odpowiadał, milczenie trwało naprawdę długo, chłopak tylko patrzył się zamyślony  w jedno miejsce …  W końcu dziewczyna szturchnęła go lekko łokciem.
- Ah, tak! Chciałem ci powiedzieć że mi na tobie zależy! Długo tego nie widziałem ale teraz wiem … - Tomilson uklęknął przed dziewczyną. – Czy wyjdziesz za mnie moja droga?
W tym samym momencie, Harry który przechodził koło schowka usłyszał wołanie o pomoc! Zaciekawiony, otworzył drzwi i wtedy stało się! Wściekła Karen wypadła jak burza.
- Karen? Co ty tu robisz? – Spytała zaskoczony Styles.
- Zabije zołzę! – Wrzeszczała i wściekła skierowała się w kierunku sceny.
- Czekaj! Czekaj nie możesz tego zrobić! – Krzyczał za nią chłopak, jednak dziewczyna go nie słuchała, górę wzięły emocje nie potrafiła logicznie myśleć …
Tymczasem Cathrin a właściwie jej bohaterka przyjęła oświadczyny szlachcica i już mieli się pocałować z Louisem gdy …
- Ty zdziro! – Wrzasnęła Karen wpadając na scenę. Cała publiczność łącznie z nauczycielką oniemiały! Także Tomilson był w szoku, nie wiedział co zrobić, powiedzieć, chyba pierwszy raz w życiu … Karen podeszła do Cathrin i popchnęła ją, dziewczyna nie pozostała jej dłużna i pociągnęła ją za włosy … Zaczęła się więc ostra bójka! Lou stał w nie wpatrzony jak w obrazek, ogółem nie zrobił nic. Harry który był za sceną pomyślał że tak nie może być, wparował na scenę i podbiegł do Louisa całując go prosto w usta! Max który też chciał uczestniczyć w scenie wbiegł na nią i udał że został postrzelony a potem trochę porzucał się z bólu. Wtedy o dziwo! Publiczność wstała z miejsc klaszcząc! Wszyscy byli w szoku, Cathrin i Karen nawet przestały się bić. By nie wyjść na kretynów cała grupa ukłoniła się nadal będąc w nie do opisania szoku! A nauczycielka weszła na scenę gratulując im.
- Brawo to był idealny występ! Daje wam 6. Mieliście genialny pomysł! Dwie bijące się dziewczyny o szlachcica który na końcu okazuje się gejem! Pięknie! Nie rozumiem tylko roli Maxa, ale tak to już jest w wielkich sztukach, tacy prości ludzie jak ja nie wszystko rozumieją. – Powiedziała nauczycielka nadal bojąc brawo …
                                                                                  ***
Gdy ekipa była już za kulisami Harry zaczął skakać z radości  z Maxem! Postanowili że pójdą do jakiegoś baru to uczcić, próbowali wyciągnąć także Louisa jednak on powiedział że zostanie jeszcze trochę a za jakąś godzinkę do nich dołączy … Został tylko z Karen i Cathrin, które patrzyły na siebie wrogo.
- Karen ale jej przywaliłaś, nieźle. – Pochwalił ja Tomilson.
- Szmata, chciała ukraść mi rolę i zamknęła mnie w schowku! – Powiedziała Karen.
- Czyli jednak chciałaś grać ze mną w scenie? – Spytał Lou któremu oczy rozbłysły. Zirytowana Cathrin wywróciła oczami i poszła …
- Nie, ale nie chciałam zawieść nauczycielki. – Odparła. – A ty miałeś nie zły pocałunek z Harrym, ogólnie Max z tym swoim umieraniem też był fajny. – Dodała z uśmiechem.
- Taa, teraz nauczycielka ma nas za wielkich artystów! – Rzekł śmiejąc się, po chwili przestał i spoważniał: - Nie Harrego chciałbym całować w tej chwili …
Louis zbliżył się do Karen, spojrzał jej w oczy i próbował znów pocałować jednak dostał w twarz!
- Znowu? – Spytał rozczarowany.
- Powiedziałam że za każdym razem jak spróbujesz mnie pocałować dostaniesz w twarz. – Rzekła ze słodkim uśmiechem.
- Jesteś nie możliwa! – Krzyknął Louis, oburzony a jednak uśmiechał się. Chciał zachować pozory. – Ale będę próbował.
- Próbować zawsze można, ale wiedz że to ci się nie uda.
- Jeśli tak sądzisz to znaczy że nie znasz Louisa Tomilsona! – Wykrzyknął uśmiechając się i poszedł.
                                                                       KONIEC
O mój boże! Wyszło mi długie jak nie wiem co … ;-(. Sorry, ale miałam długi pomysł. Następny napiszę krótszy o wiele, wiele krótszy. Bo ten to w ogóle ja nie wiem …
I dzięki wielkie osobą które są na tyle wytrwałe by czytać to co ja tu pisze. Nie jest łatwo, ale dzięki że dajecie radę. Paa. ;D



poniedziałek, 7 maja 2012

One direction odcinek 13

One direction
Odcinek 13
Juliette wlepiała wzrok w gazetę. Nie mogła uwierzyć w to co tam przeczytała! Serce zaczęło jej szybciej walić, nie mogła złapać tchu ogólnie czuła się jak przed zawałem.
Wtedy ktoś otworzył drzwi, to była Karen. Przyszła odwiedzić przyjaciółkę, trochę przeraziła się jej miną, patrzyła się to na gazetę to na nią, to na gazetę to na nią i tak na zmianę.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – Spytała z wyrzutem. – To jakiś sekret?
- Jaki sekret? – Karen nic z tego nie rozumiała. Juliette nic nie odpowiedziała więc wyrwała jej gazetę z ręki. Na pierwszej stronie, wielkimi drukowanymi literami pisało LOUIS TOMILSON MA DZIEWCZYNĘ! A dalej: ,,To już potwierdzone Louis Tomilson ma dziewczynę! Potwierdziło się to gdy spacerowali razem po parku, nagle jego dziewczyna zrobiła mu straszną awanturę! Podobno gapił się na tyłek innej dziewczyny! Chyba nie powinna mieć pretensji o to, w końcu to przez nią nasz biedny Tomilson musiał jechać do szpitala, ponieważ wbiła mu nóż w rękę! Podobno jest chorobliwie zazdrosna o jego bliską przyjaciółkę”.  ,,Co za bzdury” – Pomyślała Karen. U dołu było ich zdjęcie. Teraz już wszyscy wiedzą!
- To nie tak … - Zaczęła dziewczyna ale przypomniała sobie o umowie. Tylko One direction i ona mają wiedzieć że jest udawaną dziewczyną Lou. – Znaczy to tak.
- Co tak? Chcesz mi powiedzieć że jesteś jego dziewczyną? – Zapytała Juliette która tryskała radością, nie poczekała nawet na jej odpowiedź, tylko od razu ją przytuliła! – Tak się cieszę, oh nie mogę się doczekać aż wrócę do szkoły! Może mnie przedstawisz słodkiemu Harremu?
- Jak chcesz … - Rzuciła Karen i nagle wpadła na pewien plan. – Chyba już wiem, jak się zemszczę.
- Że co? – Spytała jej przyjaciółka.
- Nic, nic tak głośno myślę …
                                                                       ***
W szkole Harry siedział na ławce i udawał że się uczy, ale tak naprawdę gapił się na panią Wisson, która śmiała się rozmawiając z Niallem. Styles poczuł się okropnie zazdrosny! Dlaczego nauczycielka nigdy nie śmiała się rozmawiając z nim?
Chłopak poczuł że życie jest niesprawiedliwe. Jego zauroczenie jakby przerodziło się w coś więcej … W końcu nie mogąc dłużej tego znieść podszedł do nich.
- Dzień dobry. – Powiedział chłopak.
- Witaj, Harry. – Odpowiedziała Clarie Wisson. – Nauczyłeś się na test z angielskiego?
- Jaki … O cholera! Zapomniałem! – Krzyknął Styles poczuł żę zaraz się rozbeczy.
- Harry, nie przeklinaj. – Rzekła kobieta, a Niall się zaczął śmiać. Pani Wisson spojrzała na niego zaskoczona.
- Jeśli pani myśli że to jest przeklinanie, to znaczy że nie zna pani Stylesa. – Rzekł Horan, jedząc bułkę z szynką.
- Naprawdę? A jakich słów używa na co dzień? – Spytała zaciekawiona tym faktem.
- Zacznijmy od słowa kurde, to jest jak coś mu się nie uda, jak coś bardziej mu się nie uda, wtedy jest kurna, a jak coś tak już naprawdę pójdzie kiepsko to wtedy mówi ku*wa. – Rzekł Niall, Clarie zaczęła się okropnie śmiać, a Harry uciekł do męskiego! Poczuł się strasznie zażenowany tą sytuacją. Miał wrażenie że Horan to robi specjalnie. Akurat wtedy do męskiego wszedł Louis.
- Co się stało, słonko? – Spytał. Tomilson widocznie zapomniał że Harry jest na niego obrażony.
- Spadaj, nie chce mi się  z tobą gadać. – Rzekł.
- Styles! Posłuchaj mnie masz racje, skłamałem. Nie jesteś dla mnie jak kumpel i nigdy nie byłeś! – Krzyknął nie źle wkurzony Louis. Gdy tylko Harry to usłyszał chciał uciec, ale Tomilson złapał go za rękę. – Jesteś dla mnie jak najlepszy brat na świecie.
- Naprawdę? Czy wciskasz mi kitu jak ty laską z baru? – Zapytał podejrzliwie chłopak.
- Nie porównuj się do dziewczyn z baru których imion ani wyglądu nawet nie pamiętam! Ty jesteś Harry ktoś 100 razy ważniejszy od nich a i nawet od niektórych ładniejszy. – Dodał z uśmiechem. Wtedy wtargnął Max, był nie źle wkurzony, kopnął kosz a potem rzucił w niego plecakiem.
- Max, ty oazo spokoju cóż to się stało? – Zapytał Harry patrząc na niego rozbawiony.
- Pani Wisson przełożyła test z angielskiego! I to przez ciebie! – Wrzasnął. – Myśli że jesteś chory i masz bóle brzucha bo zapomniałeś o teście.
- Serio? … - Harry wyglądał na uradowanego. – Wiecie co? A może ona jednak też mnie lubi? W końcu specjalnie dla mnie przełożyła test. – Styles nagle się rozmarzył.
- Chyba śnisz. – Odburknął Max. – Pani Wisson woli blondynów,  tak jak ja!
Wtedy Harry i Louis zaczęli się okropnie śmiać! Tomilson ledwo co a by się zadławił własnym śmiechem.
- Fajnie że w końcu się ujawniłeś. – Wykrztusił Louis.
- Nie o to mi chodziło! Chodziło mi o to że pani Wisson lubi blondynów, a ja nim właśnie jestem. Wiec widzisz, Harry, który ma u niej większe szanse … - Odpowiedział dumnie Max.
- Myślisz  że ty masz większe szanse od Harrego? – Zapytał z kpiną Tomilson. – Wątpię.
- Ty też kochasz Panią Wisson? – Zapytał zaskoczony Styles.
- Tak! I to dłużej od ciebie! O wiele dłużej! Po za tym pani Wisson bardzo mnie lubi, i często chwali! Buhaha! – Na koniec roześmiał się szyderczo i wyszedł z męskiego. Harry usiadł na podłodze, nagle okropnie posmutniał.
- Harry! Chyba nie będziesz ryczał! Przecież on nie ma z tobą szans! Widziałeś jego gębę? Już Pamela Anderson przed operacją wyglądała lepiej. – Chłopak starał się go pocieszyć. Jednak na nie wiele to się zdało …
                                                                                  ***
Po szkole One direction jak zwykle razem, wracało ze szkoły. Limuzyna znów się zepsuła! I to przez Liama, który wściekł się o jedynkę z angielskiego i postanowił przebić opony jakiemuś samochodowi. Zapomniał tylko że limuzyna należy do nich! Zayn wtedy nawrzeszczał na niego że w ogóle nie używa mózgu! Na to Payne, że po co ma używać mózgu jak używa czaszki! Tak, wtedy Malik pierwszy raz się z nim zgodził.
- Dziękuje ci mój drogi przyjacielu. – Wykrztusił wreszcie z siebie Liam i przytulił zaskoczonego Harrego.
- O co ci znów chodzi? – Spytał, a zaraz potem dodał: - I tak nie dam ci spisać pracy domowej.
- Nie o to chodzi! Chociaż … - Payne zaczął się wahać. – Pogadamy o tym później, teraz chciałbym ci podziękować! W końcu dzięki tobie nie było dzisiaj testu z angielskiego! Pani Wisson musi cię strasznie lubić.
- Tak myślisz? – W Stylesie jakby odżyła nowa nadzieja. Wtedy podbiegła do nic Karen i wskoczyła na barana Harremu! Jakiś dziennikarz od razu ich wywęszył i zaczął robić zdjęcia, zaraz potem zbiegło się dwóch następnych i nawet się już nie kryli.
- Co robisz? – Wydał wreszcie Harry.
- To ci się nie U D A! – Syknął Tomilson patrząc na dziewczynę.
- Tak myślisz? To patrz. – Odpowiedziała pewnie i zeszła ze Stylesa, który odetchnął z ulgą, ale nie na długo ponieważ zaraz potem dała mu buziaka w policzek i złapała za dłoń.
- Brawo! Brawo! – Liam zaczął klaskać. – To lepsze od telewizji!
- Jesteś nie możliwa! I pewnie teraz sobie myślisz że jestem zazdrosny? Hę? – Zapytał Louis z kpiną. – To cię zaskoczę! Nie … - I nagle jakby się zaciął. Przystanął i udawał że płacze. Potem usiadł na chodniku wielce załamany!
- Co ty wyprawiasz? Louis wstawiaj! – Krzyknęła za nim Karen, ale ten tylko puścił jej oczko i nadal robił swoje.  
- Myślałem że łączy nas coś pięknego … A ty to niszczysz! – Wykrzyknął nagle i uciekł. Wszyscy łącznie z dziennikarzami stali z otwartymi gębami i patrzyli za uciekającym Tomilsonem. Nikt przez dłuższy czas się nie odzywał. W końcu Liam postanowił przerwać milczenie.
- Łał! Łał! Łał! Łaaaał! – Zdołał tylko powiedzieć. – On chyba naprawdę cię lubi.
- I ty uwierzyłeś w to jego przedstawienie? – Spytała Karen. – Przecież on udawał! W tym nie było krzty prawdy. Idę. – Pożegnała się i poszła.
                                                                                  ***
Następnego dnia a była to sobota, Karen po południu przyszła do domu One direction. Musiała do nich przyjść, a właściwie do Harrego i to wszystko wyjaśnić. Tym bardziej że w gazetach pisało ,,Najlepszy przyjaciel Louisa Tomilsona, Harry Styles, ma romans z jego dziewczyną! I nawet się z tym nie kryją!”. To było straszne nie takiego obrotu spraw oczekiwała. Mszcząc się na Louisie, przypadkiem zemściła się na Harrym. Gdy weszła do ich domu, zastała Liama robiącego dopiero śniadanie! Niall jadł chipsy, drąc się przy tym na Payne by pośpieszył się bo on jest głodny.
- Cześć. – Powiedziała dziewczyna.
- Hej, hej, hej. – Odpowiedział uśmiechnięty Liam. – Ale zaszalałaś!
- Tak, wiem. Słuchajcie wiecie gdzie jest Harry? Muszę z nim porozmawiać.
- Wiemy, wiemy, gdzie jest Harry. – Odparł nadal rozbawiony Liam. – Jest w swoim pokoju, siedzi w nim od wczoraj i mówi że już nigdy nie wyjdzie z  domu. Po tym co się stało wczoraj na koncercie, to nawet mnie by było wstyd.
- Tak? A co się stało? – Spytała zupełnie zaskoczona Karen. Wtedy Payne przerwał śniadanie i włączył laptopa, wszedł na yotube i pokazał dziewczynie filmik z ich koncertu wczoraj! A na nim rozwrzeszczane fanki zaczęła rzucać w Harrego pomidorami i krzyczeć że jest menda a nie przyjaciel! I żeby odszedł z zespołu!
Karen widząc to o mało nie dostała zawału!
- Także widzisz, teraz czemu mu jest tak cholernie wstyd. – Powiedział Payne i dokończył robić śniadanio – obiad. Wtedy zszedł z góry Zayn, był dość spokojny.
- Nie chce robić paniki ale Styles chce skoczyć z balkonu. – Powiedział to całkiem spokojnie, jedząc przy tym żelki.
- Co do jasnej cholery?! – Wrzasnęła Karen i pobiegła natychmiast na górę. Jak burza wtargnęła do pokoju Harrego. Ten leżał na łóżku i słuchał muzyki z zamkniętymi oczami, więc jej nie zobaczył. Dziewczyna szybko zdjęła z jego uszu słuchawki.
- Co … Co robisz? – Spytał zaskoczony.
- Harry! Proszę nie zabijaj się. Błagam! – Powiedziała przerażona. Styles nic z tego nie rozumiał.
- Nie mam takiego zamiaru. I na razie nie będę miał więc możesz być spokojna. – Odpowiedział uśmiechając się smutno. Dziewczyna zrozumiała że Malik robił sobie żarty, usiadła więc na rogu łóżka i spojrzała na niego ze współczuciem.
- Tak mi przykro! To na pewno musiał być mega obciach! Wiesz, setki fanów rzucających w ciebie pomidorami i wykrzykujących że musisz odejść z zespołu.
- Tak to było straszne ale i śmieszne, dla osób które oglądały ten koncert. – Dodał. – Wiesz co mnie najbardziej zabolało?
- Nie mam pojęcia.
- Myślałem że ty nigdy nie będziesz taka jak Louis … Że nie będziesz się mścić ani robić show. Pomyliłem się.
- Nie wiem co powiedzieć, po prostu przepraszam. Nie chciałam cię skrzywdzić. Lubię cię, nawet bardzo. – Powiedziała. Chłopak nic nie odpowiadała toteż skierowała się w stronę drzwi. – Harry … Bardzo mi przykro. – Po tych słowach wyszła. Styles wtedy rzucił swoim mp4  w ścianę, urządzenie natychmiast się rozleciało. Do pokoju wtedy wlazł Louis, którego zaniepokoił trzask.
- Cześć, a co ty taki dziwnie wściekły? – Spytał Tomilson patrząc mu prosto w oczy.
- Bo przez te twoje durne kłótnie z Karen, mi się oberwało! Stracę, a właściwie już straciłem połowę fanów! – Wykrzyknął ze wściekłością w głosie.
- To właściwie jej wina i tylko jej, nie wyżywaj się na mnie i na tym biednym mp4. – Rzekł spokojnie Tomilson.
- W tym że to nie wina mp4 to się zgodzę ale ze stwierdzeniem że twoja też nie, to nie. Gdybyś nie zrobił tej całej szopki z udawaną dziewczyną to ja nie miałbym problemów.
- Karen sama chciała zostać moją dziewczyną!
- Inaczej byś ją pozwał.
Wtedy zapadła nie zręczna cisza … Louis w końcu skierował się w stronę drzwi.
- Przepraszam. – Wydukał i wyszedł z jego pokoju. A Harry został tam zastanawiając się czy aby dobrze usłyszał, czy Tomilson go właśnie przeprosił? …
                                                                                  KONIEC
No i Harry z Karen się pokłócili … Ponadto Max kocha się w miłości jego życia! Oj, coś życie nie jest dla niego łaskawe, ale wszystko wyjaśni się w następnych odcinkach, papa. ;)).