sobota, 16 maja 2015

Łamacze serc 1x04

Oczami Vanessy:
Właśnie została rozpoczęta wojna, a ja nie spocznę póki jej nie wygram. Ta szmata Calder nie ma ze mną szans jak już powiedziałam. Znam swoje wdzięki i jestem pewna, że jeżeli tylko bym skinęła palcem to Harry poleciałby do mnie. Być może stwierdził, że po prostu nie ma u mnie szans, gdyż taki ktoś jak ja nigdy by się z nim nie umówił. No cóż, biedactwo bardzo się myli ale ta myśl pociesza mnie bardziej niż to, że zauroczył się w Eleanor. Nigdy bym tego nie zniosła! Właśnie stałam przed dużym lustrem w swoim pokoju i podziwiałam swoje odbicie. Bosko! Harry padnie z nóg jak mnie zobaczy. A Eleanor? Totalnie odechce się walki.
- I co? Ja mam niby w tym iść? - rozległ się głos Rodricka z łazienki. Zachichotałam pod nosem. Chłopak nie był przyzwyczajony do paradowania w garniturze, ale stwierdziłam, że doda mu uroku bardziej niż jego strój na co dzień czyli rurki i obcisła koszulka. Teraz wygląda jak mężczyzna i nikt nie będzie miał wątpliwości, że jest hetero co oczywiście nie było prawdą ale ludzie o tym nie wiedzieli. 
- Rodri wyglądasz bosko. Tylko spójrz na siebie! - zaświergotałam radośnie. Chłopak podszedł do lusterka kręcąc głową. 
- Wyglądam jak hetero. - stwierdził z niesmakiem. - I co może jeszcze mam cię pocałować?
- Przepraszam bardzo ale czy to dla ciebie jest problemem?! - uniosłam się, że aż Rodrick lekko zadygotał. Potrząsnął lekko głową. 
- Nie, oczywiście, że nie. Pocałowałbym cię z pełną dozą namiętności. Przecież doskonale o tym wiesz. - podlizał się posyłając mi całusa w powietrzu i znikł za drzwiami łazienki. - Ale grzywka może zostać? 
- Może. - zgodziłam się łaskawie, na co odetchnął z ulga. 
***
Gdy zeszłam na dół od razu przybiegła do mnie Victoria z Zaynem. Zawsze uwielbiali ploteczki i musieli mieć wszystkie informacje z pierwszej ręki. Ja za to nie za bardzo lubiłam opowiadać o sobie co nie szło dobrze w parze z ich chorymi obsesjami. Naprawdę nie rozumiem czemu uciekają przed uczuciami. Przecież gołym okiem widać, że są w sobie zakochani ... No cóż. 
- Bosko wyglądasz! - wykrzyknęła Vic i jak najszybciej do mnie podbiegła. 
- Rodrick? - zapytał Zayn gdy zobaczył go schodzącego po schodach. - Idziecie na randkę? - pisnął. 
- Nie, oczywiście, że nie. - odpowiedziałam ze śmiechem. - Raczej udajemy randkę. - dodałam z tajemniczym uśmieszkiem. 
- To znaczy? - dopytywał się mój brat. 
- Tyle powinno wam na razie wystarczyć. Jak wrócę opowiem resztę. - powiedziałam i ciągnąc Rodricka za dłoń wyszliśmy z domu pozostawiając moich przyjaciół z milionem pytań. 
Oczami Victorii:
Moja najlepsza przyjaciółka wyszła gdzieś z Rodrickiem, a ja nie mam zielonego pojęcia gdzie! Wiedziałam jedno nie chce spędzić piątkowego wieczoru oglądając telewizję i także chce się zabawić. Spojrzałam na Zayna, który stał oparty o ścianę i patrzył się w podłogę. Ciężko westchnęłam. Gdybym mogła poznać jego myśli ... chociaż na jedną minutę! Oddałabym za to wszystko! No prawie bo są pewne rzeczy, które są tylko i wyłącznie moje i mają dla mnie wartość sentymentalną. 
- Pójdę się przejechać. - zdecydowałam w końcu. 
- Nie masz prawa jazdy. - przypomniał mi surowym tonem. Czyżby był zły? 
- Och. - machnęłam niedbale ręką. - Jest noc. Po drodze nie pałętają się małe dzieciaki, nie ma policji. Nic mi nie grozi. 
- I tak nie możesz tego zrobić. - powiedział ostro. Spojrzałam na niego kokieteryjnie. 
- Czyżby ktoś tu się o mnie troszczył? - uśmiechnęłam się zadziornie. 
- Tak bo jeżeli coś ci się stanie to będzie moja wina bo na to pozwoliłem, dlatego jadę z tobą. – postanowił, a ja myślałam, że zaraz rozpłaczę się ze szczęścia. Ja i on. Sam na sam w nocy. W pustym samochodzie. Będzie gorąco! 
Oczami Vanessy:
Rodrick praktycznie przez całą drogę narzekał. Trochę mnie to zaczęło nudzić. Czy ten chłopak nie może zrozumieć, że ta "randka" jest ważna i od niej wiele zależy? Przede wszystkim muszę wzbudzić w Harrym zazdrość, a nie uda mi się jeżeli Rodrick będzie się zachowywać jak rozpuszczony chłopiec, który jest nie zadowolony ze swojego życia! Przed wejściem do restauracji powiedziałam: 
- Przestań narzekać. - syknęłam niezadowolona. 
- Ten garnitur jest strasznie nie wygodny. - odpowiedział zapewne licząc iż powiem: Możesz iść do domu twoja pomoc i tak byłaby bezużyteczna przy takim zrzędzeniu. 
- Rodri, ustaliliśmy, że pójdziesz ze mną na tą randkę aby wzbudzić w Harrym zazdrość, tak? Mamy się świetnie bawić i proszę! Zrób to dla mnie! Czyż nie jestem twoją najlepszą przyjaciółką? 
- Nie. - odparł sucho aż przeszedł mnie dreszcz. - Jesteś dla mnie jak siostra. - dodał a ja uśmiechnęłam się szeroko słysząc to. Potem weszliśmy do pomieszczenia. Zajęliśmy miejsca prawie na środku tak, aby Harry i Eleanor, którzy mogą się pojawić w każdej chwili mogli nas zobaczyć. Zaczęłam kręcić się na siedzeniu rozglądając we wszystkie strony. Nie ujrzałam ich jednak nigdzie. A co jeżeli ta suka okłamała mnie i wcale się na dziś nie umówili? Calder byłaby do tego zdolna. Jestem pewna. - Przyjdą. - powiedział Rodrick dotykając lekko mojego ramienia, a ja uśmiechnęłam się lekko. Chciałabym w to wierzyć. Naprawdę. Ale z drugiej strony? Może oni się wcale nie umówili? Może Harry rzeczywiście nie poszedłby z nią na żadną randkę? Ta myśl spodobała mi się o wiele bardziej. 
- Oby nie. - odpowiedziałam radośnie. - Chcę wierzyć, że Harry nie zdecydował się iść z nią na randkę. 
Rodrick miał coś powiedzieć, ale w tym momencie serce mi momentalnie stanęło. Zobaczyłam bowiem jak Eleanor i Harry wchodzą do restauracji. Oboje wyglądali na szczęśliwych. Pomyślałam sobie, że to najgorsza chwila w całym moim życiu. Bez zastanowienia chwyciłam dłoń Rodricka i mocno ją ścisnęłam po czym się roześmiałam. 
- Rodri, jesteś taki zabawny. - powiedziałam. Chłopak w pierwszym momencie patrzył się na mnie marszcząc brwi, a zaraz potem chyba zrozumiał o co mi chodzi bo także się roześmiał. Po kilku sekundach śmiechu oboje stwierdziliśmy, że co za dużo to nie zdrowo. Ludzie w restauracji patrzyli na nas dziwnie. 
- Z czego właściwie się śmiejemy? - zapytał cicho. 
- Nie wiem ale oni mają myśleć, że z czegoś bardzo zabawnego. - odpowiedziałam i nie wiem dlaczego, ale znów się roześmiałam. Rodrick pozostawał nie wzruszony więc przestałam. - Patrzą się na nas? - spytałam szeptem. 
- Wydaje mi się, że Eleanor zerka mrużąc te swoje oczka jak u kocicy. - powiedział patrząc na nich na wprost. Kurde! Dlaczego ja musiałam usiąść przy nie właściwym krzesełku? Albo dlaczego oni postanowili usiąść za mną? Założę się, że wybór miejsca był pomysłem tej szmaty. Zawsze musi mi upierniczać życie. 
- Ona tak zawsze. - machnęłam nie dbale dłonią. - Słuchaj Rodri, zamieniłbyś się miejscami? - zapytałam nieśmiało. 
- Ale dlaczego? - zmarszczył brwi, a po chwili pokręcił głową z niedowierzaniem. - Chcesz ich dokładnie widzieć, co? 
- A myślisz, że po co tu przyszłam? Posiedzieć, zjeść coś i pośmiać się nie wiadomo nawet z czego? - syknęłam. Chłopak kiwnął głową. 
- Tak, tak właśnie myślałem. Van, nie uważasz, że to będzie dziwne? Zostańmy tak jak jest a je będę ci dawał sprawozdanie. - odparł na co ja zgodziłam się z ciężkim westchnieniem, chodź wcale mi to nie odpowiadało. Wolałam ich sama widzieć. Rodrick nie zawsze wychwyci wszystkie czułe gesty lub jednoznaczne spojrzenia. Ja jestem w tym o wiele lepsza. - Może coś zamówimy? Głupio tak siedzieć w restauracji nic nie jedząc. 
Kiwnęłam głową. 
- Masz rację. Wyglądamy jak idioci, chociaż bardziej ty. - chłopak posłał mi groźne spojrzenie. - No co? Spójrz na mnie i powiedz, że wyglądam jak idiotka! Nie dasz rady, co? - spojrzałam na niego z satysfakcją. Rodrick ciężko westchnął co znaczyło, że wygrałam. Ha! Chłopak wyciągnął rękę przywołując tym samym kelnera, który podszedł do nas jak mi się zdawało niechętnie. Hello! Do takiego kogoś jak ja podchodzić z ociąganiem się?
- Ja poproszę kurczaka. - powiedział dumnie Rodrick. 
- Jedząc kurczaka nie staniesz się bardziej męski. - odpowiedziałam licząc na kolejne zwycięstwo. Chłopak pokazał mi język. 
- Poproszę kurczaka i do tego piwo. - rzekł z jeszcze większą dumą. - Prawdziwy męski posiłek. 
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Czy ten idiota naprawdę myśli, że w tej restauracji podają coś tak bez gustownego jak piwo?! 
- Nie mamy piwa. Ale mogę panu podać wino. - odezwał się kelner. 
- Wiec poproszę, ale jakieś, które piją hetero. Nie chciałbym być dyskryminowany z powodu mojej orientacji, zrozumiano? 
Mężczyzna kiwnął głową przestraszony, a zaraz potem spojrzał na mnie. No ten koleś chyba nie uważa, że przeszłam operację zmiany płci?
- Ja poproszę sałatkę i to wszystko. – odpowiedziałam, a kelner jak najszybciej się zmył. Potem patrzyłam się na Rodricka przez kilka minut. On jednak był pogrążony w swoim świecie. Jak zwykle zresztą. Nic innego nie ma znaczenia. Często ma takie odskoki od normy czasem się zastanawiam czy to nie ma podłoża w dzieciństwie. Może rodzice nie akceptowali go jako geja? 
- Wiesz, że gdybyś nie wspomniał o dyskryminowaniu twojej orientacji to ten kelner nawet by nie pomyślał, że jesteś homo? - odezwałam się nagle, aż Rodrick podskoczył. 
- Nie? To czemu posyłał mi spojrzenie typu: co tu robisz pedałku? Zmykaj do gejowskiego klubu. 
Roześmiałam się. 
- Jesteś żałosny. 
- O mój boże! - Rodrick otworzył szeroko oczy. - El dotknęła właśnie dłoni Harry’ego. Nie patrz lepiej. 
Zmrużyłam oczy. To po co mi to powiedział? Przecież logiczne, że nie przepuszczę tego wydarzenia. Próbowałam się odwrócić tak aby mnie nie zobaczyli. Jednak szybkie zerknięcie mi nie wystarczyło i zaczęłam się na nich gapić zbyt długo. To miało marne skutki, ponieważ zauważył mnie Harry! Tak, tak wiem, że chciałam aby był zazdrosny ale nie chciałam aby przyłapał mnie na gapieniu się na nich tylko na ożywionej rozmowie z Rodrickiem. 
- Vanessa? - zapytał zaskoczony. - Cześć. Co tu robisz? 
Tak się zestresowałam, ze schowałam się za kartą menu.
- Van, on cię już zauważył. - przypomniał mi Rodrick wywracając oczami. 
- Cicho! Bo cię usłyszy. - syknęłam znad karty. Niestety parę sekund później chłopak podszedł do nas, a ja nadal udawałam, że jestem strasznie zaczytana w kartę restauracyjną. Och, teraz to ja byłam żałosna! Wstyd mi za moje zachowanie. Muszę to jakoś naprawić. - Nie, jednak nie podają tu piwa. Mówiłam ci. - powiedziałam i odłożyłam menu.
- Piwa? - spytał Harry marszcząc brwi. 
- Rodrick nie mógł uwierzyć, że nie podają tu piwa. - wyjaśniłam krótko. - Bo wiesz piwo jest męskie, tak samo jak on. 
Mój przyjaciel teraz schował się za menu, a Harry zachichotał. 
- Myślałem, że Rodrick woli chłopców. - powiedział w końcu. 
- No i co z tego?! To, że jestem gejem nie znaczy, że nie mogę być męski?! - uniósł się wstając z krzesełka. Dziękuje bardzo Rodrick! Wszystko zniszczyłeś! Teraz Harry wie, że jesteś gejem i nici z mojego planu. Nienawidzę cię. Oczywiście nie mogłam tego powiedzieć, gdyż obok mnie stało ciacho, które chciałam przelecieć jeszcze w tym tygodniu. 
- Harry nie miał tego na myśli ... - próbowałam go bronić dając mu tym do zrozumienia, że go lubię. 
- Owszem miałem to na myśli. - odpowiedział Harry, a ja zaczęłam płakać wewnętrznie. Człowiek tu stara się go chronić przed gniewem Rodricka, a on jeszcze sam się pogrąża? No po prostu nie wierzę! 
- Postrzegasz gejów bardzo stereotypowo. - stwierdził mój przyjaciel unosząc wysoko głowę. - Żal mi ciebie. 
- Po prostu stwierdzam fakt. Czy widziałeś jakiegoś geja kiedykolwiek w wojsku? Ja też nie. Przykro mi ale to smutna prawda. 
Pomyślałam sobie w tym momencie, że w tym co mówił Harry było dużo prawdy. Niestety Rodrick nigdy tego nie zaakceptuje. On uważa, że homo i hetero są tacy sami. Nie prawda. Znacznie się od siebie różnią, przynajmniej w moim mniemaniu. 
- Harry czy możemy wrócić do naszej kolacji? - zapytała Eleanor starając się aby jej ton nie wyrażał zniecierpliwienia. 
- Już idę. - odpowiedział. - Rodrick, jesteś naprawdę wspaniałym gejem, ale nie mężczyzną. - dodał i z szerokim uśmiechem na ustach się od nas oddalił. 
- Co za dupek. - skomentował mój przyjaciel lekko zniesmaczony. 
- Może i dupek ale jeszcze nigdy nie miałam takiej ochoty go przelecieć. - powiedziałam patrząc na niego rozmarzonym wzrokiem. 
Oczami Victori:
Jeździliśmy z Zaynem już od dłuższego czasu bez celu. Ta wycieczka nie miała tak wyglądać. Było nudno i chciało mi się spać pomimo iż była dopiero 22:40, a ja chodzę spać najwcześniej o 1:00, no chyba, że idę na zajęcia to o północy. Po pierwsze Malik nie dał mi prowadzić, a po drugie cały czas milczał. I jak ja mam się świetnie bawić? Czy on zawsze był takim nudziarzem czy ta jazda samochodem dopiero musiała mi to uświadomić. Teraz już nie jestem pewna uczuć do niego. Nieco mnie zniechęcił. 
- Może wstąpimy i coś zjemy? - zaproponował w końcu chłopak. - Zaraz będziemy przejeżdżać obok restauracji. 
- Po godzinie jazdy nagle zrobiłeś się głodny?! - uniosłam się. - A może mi powiesz, że zaczęło ci się jeszcze nudzić, co? 
- Vic o co ci chodzi? 
- O co mi chodzi? O co mi chodzi? - dosłownie nie mogłam uwierzyć w to jaki ten koleś jest tępy. - Mam ochotę umrzeć z nudów o to chodzi! Mieliśmy jechać na fantastyczną wycieczkę a tu co? Nudy!
- A co myślałaś? Że będziemy się bzykać na tylnym siedzeniu?! - krzyknął głośno trochę nawet za bo aż drgnęłam. 
- Tak to byłoby zdecydowanie lepsze! I jeśli nadal masz zamiar tak jeździć bez celu to po prostu mnie zalicz! Może wtedy nie będzie tak cholernie nudno! - wrzasnęłam i zanim Zayn zdążył odpowiedzieć samochód gwałtownie się zatrzymał. Wstrzymałam oddech na parę sekund. Co się przed chwilą stało? To było dziwne. Niby nic nam się nie stało ale trzęsłam się z przerażenia. - Co to było? - wykrztusiłam w końcu. 
- Sam chciałbym wiedzieć. - odparł i powoli otworzył drzwi samochodu. 
- Nie, nie wychodź. Proszę. - powiedziałam łapiąc go za ramię. 
- Muszę wiedzieć co to było. - rzekł i wyswobodził się z mojego uścisku. Ja tymczasem siedziałam jak na szpilkach. A co jeżeli zaraz rozpryśnie się krew? Boże nie chce aby Zayn został pożarty! Może i działa mi na nerwy ale w gruncie rzeczy bardzo go lubię. Powoli wyjrzałam z samochodu bojąc się, abym nie zobaczyła żadnej rozpryśniętej krwi czy czegoś.
- Cholera. – mruknął pod nosem Malik.
- Co? Boże co to było? Zayn leci ci krew? Coś ci wyżarło flaki? Proszę powiedz … albo nie mów! Nie chce tego słuchać, słyszysz? Wezwę policję! – powiedziałam całkiem przerażona.
- Co ty pieprzysz? – zapytał trochę jak mi się zdawało z rozbawieniem ale zaraz jego ton przybrał poważniejszy odcień. – Przejechałem psa. I nie mam pojęcia czy żyje. Dobry Boże, nie chce być mordercą zwierząt.
Wysiadłam z samochodu i zobaczyłam, że Zayn klęczy nad psiakiem z nie wesołą miną. Zrobiło mi się szkoda i jego i psa. To było okropne.
- Zawieźmy go do weterynarza. – postanowiłam w końcu.
- Masz rację. Nie ma co się użalać. – odpowiedział i wziął psa na ręce. A ja stałam tam dumna, że mój pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.
                                                                       ***
Siedzieliśmy właśnie w poczekalni czekając na naszą kolej. To były najdłuższe dwie godziny mojego życia! A co jeśli pies wykrwawiałby się na śmierć? Też musielibyśmy siedzieć i czekać? No bardzo wątpię! Chociaż … Przecież biedny kotek staruszki, który zjadł za dużo czekolady jest ważniejszy i wymaga więcej uwagi! Cholera no!
- Następny. – powiedział wysoki i super seksowny weterynarz. Zarumieniłam się na jego widok.
- Idę z tobą. – postanowiłam i skierowałam się za Zaynem do gabinetu. Mężczyzna był bardzo miły i wydaje mi się, że dobrze zajął się pieskiem. Opatrzył mu ranę i założył opatrunek, a potem dał zastrzyk przeciw bólowy. Malik zapłacił.
- Państwa pies przeżyje. – oznajmił z szerokim uśmiechem lekarz.
- To nie nasz pies. Przejechałem go po drodze. – wyjaśnił ze spuszczoną głową mój przyjaciel.
- W takim razie jestem zmuszony oddać go do schroniska. – odpowiedział weterynarz, a ja poczułam jak serce podchodzi mi do gardła! Schronisko! Jak to brzmiało! Okropnie!
- Nie trzeba. Ja go wezmę. – powiedziałam szybko, a Zay spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Jesteś tego pewna? – zapytał w końcu. – Vanessa może nie być zadowolona.
- Mam gdzieś Vanessę. Dla mnie liczy się dobro tego psa. – powiedziałam z lekkim uśmiechem. Weterynarz wydawał się być pod wrażeniem tego co powiedziałam.
- Oby takich ludzi więcej na świecie jak pani. – odparł.
                                                                       ***
- Jestem bardzo ciekaw reakcji Van. – odezwał się Zayn gdy siedzieliśmy już w samochodzie. – Padnie na zawał. Ona nie cierpi zwierząt.
- Jak można nie lubić zwierząt? – zdziwiłam się. – Są kochane.
- Dla ciebie, dla niej wszystkie to pasożyty, które powinny wyginąć w erze dinozaurów. – odpowiedział, na co oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Przepraszam, że narzekałam w samochodzie wtedy. Nie powinnam.
- A ja powinienem być bardziej aktywnym rozmówcą.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Na drugi raz zdam prawo jazdy i sama pojeżdżę w nocy. Mogę ciebie zabrać, ale musisz być grzeczny i przede wszystkim nie przynudzać. – odparłam na co znów wybuchnęliśmy śmiechem. Myślę, że jednak nie pomyliłam się co do Zayna i jest naprawdę spoko. A co do psa to … Nie mogę się doczekać reakcji Vanessy! Będzie się działo. 
________________________________________________________________
Wiem, ze mało jest Louisa, Liama i Nialla, ale pojawi się odcinek w pełni poświęcony Louisowi także don't worry :) Niall też pojawi się i będzie miał swój wątek, może na razie Liama będzie mało, ale również się pojawi :). 1D nie mieszkają w tym ff razem, dlatego jest ich tak mało razem, no ale to się na pewno zmieni! 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ :) 

wtorek, 12 maja 2015

Łamacze serc 1x03

Oczami Victorii: 
Rozpoczęcie dnia jak każde inne. Poranny prysznic, potem śniadanie w miłym towarzystwie Zayna. On był taki słodki. Nie mogę się nigdy napatrzeć na niego. Jest taki męski i cudowny. Piekielnie żałuje, że muszę udawać dziewczynę Justina, bo gdyby nie to, to już dawno zaprosiłabym gdzieś Zayna. Chyba, że bym stchórzyła bo wciąż nie jestem pewna czy on czuje to co ja. Nagle do domu wpadła moja ciocia, Rita.
- Witaj Vicuś! – krzyknęła z uśmiechem i dała mi buziaka w policzek. Uśmiechnęłam się lekko.
- Cześć ciociu!
Rita wprawdzie jest moją ciocią i ma 36 lat ale jest bardzo rozrywkowa i pracuje jako didżejka w klubie. Vanessa z Rodrickiem kochają tam imprezować, ale nie ja.
- Mam dla ciebie niespodziankę! – krzyknęła zadowolona. – Wyjrzyj przez okno.
Posłuchałam jej i zrobiłam tak jak powiedziała. Oczom normalnie nie mogłam uwierzyć! Stał tam najcudowniejszy na świecie samochód!
- Kocham cię ciociu! – pisnęłam z radością i uściskałam ją z całych sił. Ona ledwo wyswobodziła się z niego. – Ale zaraz, zaraz … - moja mina momentalnie zrzędła. – Ja nie mam prawa jazdy … - spuściłam głowę.
- A twój chłopak … - zaczęła ciocia.
- To nie jest mój chłopak, to znaczy jest ale udawany. – odpowiedziałam szybko. – Justin i tak nigdy nie ma czasu. Jest zajęty imprezowaniem.
- Ach młodość. – westchnęła Rita. – Pamiętam jak ja imprezowałam … to były czasy, które bezpowrotnie minęły.
- Ciociu, ty nadal imprezujesz nawet ostrzej niż w młodości. – przypomniałam jej na co ona kiwnęła głową. W tym momencie z góry zeszła Vanessa, która złapała się za głowę i zaczęła narzekać na jej potworny ból. No cóż, nie dziwię jej się. Wczoraj nie źle zabalowała. Napiła się kilka drinków, potańczyła z Loganem i padła trupem. Van zawsze kochała imprezować i była królową towarzystwa. Podziwiałam w niej to. Nie bała się własnego zdania i była bardzo pewna siebie czasem aż za.
- Mój łeb! – narzekała wchodząc do kuchni i nalewając sobie soku do szklanki. – Vic, daj mi tabletkę.
Nie wiele się namyślając otworzyłam górną szafkę i wyjęłam z niej lek, po czym jej podałam. Nawet nie podziękowała. Jak zawsze zresztą, powinnam się przyzwyczaić. To słowo chyba nie istnieje w jej słowniku.
- Ciocia kupiła mi nowy samochód! – pisnęłam. – Idę go zobaczyć!
- Jak ty nie masz prawa jazdy … - zaczęła Vanessa, ale już jej nie słuchałam. Otworzyłam drzwi frontowe i podbiegłam do czarnego cudeńka. Totalnie, absolutnie się zakochałam. Chyba jednak można pokochać przedmiot! I właśnie to udowodniłam. Obie kobiety poszły za mną. – Nie zły. – skomentowała Van kiwając głową z uznaniem. – Muszę przyznać Rita, że naprawdę masz gust.
- Się wie. – odparła skromnie moja ciocia. Lubiły się z Vanessą, może dlatego iż uwielbiały imprezy i świetnie się przez to dogadywały.  Czasem im zazdrościłam tej relacji.
W tym momencie zadzwonił telefon. No ładnie! Menadżer Justina Biebera! To znaczy „mojego chłopaka”! Ciekawe co znów wymyślił. Może mam udać się z nim na premierę nowego filmu?
- Cześć. – powiedziałam siląc się na radosny ton gdy tak naprawdę miałam ochotę krzyczeć.
- Powinniście spędzić dzisiejszy dzień razem. – rzekł bez owijania w bawełnę. – Jus ostatnio trochę imprezował i został przyłapany na tańcu z chłopakiem,  to może źle wpłynąć na jego wizerunek. Musicie pokazać, że nadal jesteście razem i bardzo się kochacie.
Ciężko westchnęłam. Nie odpowiadam za wybryki tego dzieciaka! To moja wina, że jest tak nie wyżyty seksualnie?
- Ale ja mam zamiar uczyć się jeździć moim nowym samochodem … także mam już plany na ten dzień. – odpowiedziałam wolno. Usłyszałam okrzyk radości.
- No i świetnie! Jus nauczy cię jeździć! Ma prawo jazdy więc myślę, że da radę,  tylko nie przekraczajcie prędkości. Głupio by było gdybyście dostali mandat. – powiedział mężczyzna, a ja wywróciłam oczami. Zapowiadał się cudowny dzień!
Oczami Vanessy:
Zobaczyłam, że Vic z jakiegoś powodu mina zrzedła. Totalnie jej nie rozumiałam! Dostała takie cudeńko i jeszcze jest nie zadowolona? Wooow! Ja powinnam być nie zadowolona mam kaca jak cholera! Czuje się fatalnie! Usłyszałam dźwięk oznaczający przychodzące połączenie, na wyświetlaczu pojawiło się imię „Logan”. Odebrałam.
- Co jest? – zapytałam.
- Mam wolny wieczór, skarbie. – odpowiedział z dzikim śmiechem. Zmarszczyłam brwi.
- I co w związku z tym? – udawałam głupią, chodź doskonale wiedziałam o co mu chodzi. Byłam jednak zbyt zmęczona na igraszki z tym szalonym chłopakiem.
- Może byś wpadła? Zabawilibyśmy się. – powiedział.
- Log to, że ty masz wolny wieczór nie znaczy, że ja także. Tak się składa, iż umówiłam się już z kimś.
- Znów z Rodrickiem? To gej! Nie może ci dać tego czego ja.
Logan był zbyt pewny siebie, co zaczęło mnie irytować. Chciałam mu pokazać, że wcale nie jestem gorsza i Rodrick to nie moje jedyne towarzystwo.
- Otóż dzisiejszy wieczór spędzam z Harrym. Pamiętasz? Poznałeś go wczoraj na imprezie.
- Tak pamiętam ale on cały czas rozmawiał z Eleanor …
- Tak to prawda ale później umówił się ze MNĄ. – powiedziałam dając specjalny nacisk na ostatnie słowo. Chłopak ciężko westchnął. Wiedziałam, ze był rozczarowany co dało mi jeszcze większą satysfakcję. – Muszę kończyć pa! – pożegnałam się i rozłączyłam a potem uśmiechnęłam pod nosem. Logan na pewno zwija się z zazdrości!
                                                                                  ***
Kolejną rzeczą, którą musiałam zrobić było urzeczywistnienie mojego planu. Musiałam i chciałam umówić się na randkę z Harrym. Co prawda nie dawno go poznałam ale przecież nie każde moje spotkanie musi się skończyć w łóżku. Zresztą jestem pewna, że on by nie chciał, a przynajmniej nie wygląda na takiego. Chociaż … chodzi do klubów ze striptizem więc … hm … a może moje pierwsze wrażenie było mylne? Nie chcąc się nad tym dłużej zastanawiać otworzyłam furtkę prowadzącą do domu chłopaka. Akurat w tej chwili musiała tamtędy przechodzić ta szmata, Calder.
- Czego tu szukasz? – spytała ostro. Prychnęłam pod nosem.
- Idę się umówić na randkę z Harrym. Wiem, że byś chciała ale cóż …
- Coo? – dziewczyna roześmiała się. – My już jesteśmy umówieni na dzisiaj. Nie mówił ci? – zrobiła oczy szczeniaczka. Na moment zabrakło mi tchu. Jak to się z nią umówił? To nie możliwe! Ona na pewno sobie żartuje! Nie mógłby! Przecież … przecież on miał być ze mną! Nie z Eleanor, ona robi maślane oczka do Louisa! Niech Harrego zostawi w spokoju.
- Owszem mówił. – powiedziałam chcąc wyjść jakoś z tego. – Przyszłam omówić szczegóły jutrzejszego spotkania. Ojć, nie mówił ci? – teraz ja zrobiłam oczka szczeniaczka. Widziałam, że El jest zazdrosna i dobrze tak suce! Dziewczyna odchrząknęła i odwróciła się na pięcie.
- Po dzisiejszym spotkaniu odwoła wasze jutrzejsze. – powiedziała i oddaliła się. Ja tymczasem miałam ochotę się płakać! Jak mógł coś takiego zrobić? Co za dupek! Myślałam, że jest zainteresowany mną a nie ją! Cholera! Pierwsze wrażenie zawsze mnie zmyli, ale to nie znaczy, że nie będę dalej walczyć o Harrego. Co to, to nie. Mam tajny plan …
Oczami Victori:
Justin jak zwykle przyszedł totalnie spóźniony. Naprawdę nie rozumiem tego chłopaka. Mnie jedna impreza w tygodniu by wystarczyła, a ten imprezuje praktycznie codziennie i to jeszcze zalewa się totalnie w trupa! Oparłam się o samochód i wypatrywałam go z ciężkim westchnieniem. Co chwila patrzyłam na wyświetlacz w telefonie. Mógłby chociaż zadzwonić jaśnie pan! Po kilku minutach podjechało czarne autko, a z niego wysiadł Jus we własnej osobie w ciemnych okularach. Wyglądał oszałamiająco. Gdyby Rodrick go teraz zobaczył na pewno rzuciłby się na niego.
- Elo. – powiedział machając mi lekko dłonią.
- Hej. – odpowiedziałam wywracając oczami. Co mam mu może paść do stóp? – Czemu nie zadzwoniłeś, że się spóźnisz?
- Przepraszam, obraziłem jaśnie pani dumę? – odburknął. Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ rzekł: - Wsiadaj do samochodu i jedźmy. Musimy pokazać się dziennikarzom jako zakochana parka.
- Powinniśmy się najpierw przywitać jakimś całusem w policzek czy cokolwiek. – powiedziałam cicho i pomyślałam, że Justin tego nie usłyszał, a jednak. Podszedł do mnie i musnął lekko mój policzek na co się zarumieniłam.
- Witaj skarbie. – rzekł z szerokim uśmiechem chodź mam wątpliwości czy nie był wymuszony. Wywracając oczami wsiadłam do samochodu i odpaliłam. Nie wiem czy damy radę się dogadać. To będzie naprawdę trudna jazda.
Oczami Vanessy:
- Co? Ty chyba sobie żartujesz? – zapytał Rodrick totalnie zaskoczony moją propozycją. Ciężko westchnęłam.
- Jako dobry przyjaciel powinieneś to zrobić. – stwierdziłam poważnie, a ten wziął głęboki oddech.
- Nie uważasz, że to przesada? Skoro woli tą całą Eleanor …
- Nie woli, jasne? – warknęłam ostro, aż samą siebie zaskoczyłam. – To znaczy … przepraszam po prostu myślałam, że po tygodniu uda mi się go zaciągnąć do łóżka, a tu jakaś suka się wtrynia. – usiadłam na kanapie z ciężkim westchnieniem. – To jak? Zrobisz to dla mnie? Proszę?
- Van … ja … okej. Zrobię to. – powiedział z ciężkim westchnieniem. Uradowana podbiegłam do niego i dałam mu całusa w policzek.
- Jesteś kochany Rodrick! – pisnęłam.
- W sumie, skoro Justin może udawać chłopaka Victori to ja mogę udawać twojego przez jeden wieczór. – odpowiedział z uśmiechem.
Oczami Victori:
To po prostu jakiś horror! Justin darł się na mnie co 5 minut, że źle jadę, że nie patrzę na światła, że zaraz nas zabije! Tak właściwie pewnie martwił się o swoje bezpieczeństwo a nie o moje, co nie zmienia faktu, że ta podróż to była jakaś masakra. Byłam wściekła na Justina!
 - Zamknij się, zamknij się, zamknij się! – wrzeszczałam, na co w końcu przymknął paszczę.
- Nie podnoś na mnie głosu! – krzyknął.
- O przepraszam tato! Nie wiedziałam, że mam zwracać się do ciebie z szacunkiem! Zmyliło mnie twoje bezczelne podejście do mnie!
Justin wywrócił oczami.
- Jeżeli zamierzasz się tak zachowywać to wysadź mnie z samochodu. – powiedział na co kiwnęłam głową z ochotą i się zatrzymałam. Kapryśny piosenkarz otworzył powoli drzwiczki i z ociąganiem opuścił samochód. Pewnie do ostatniej chwili miał nadzieje, że go zatrzymam i przeproszę HA HA HA ! Bardzo zabawne panie Bieber! Kiedy nie było go w moim cudeńku nacisnęłam pedał gazu i z piskiem opon odjechałam. – Ale zaraz! Dokąd to paniusiu?! Nie masz prawa jazdy! – wrzeszczał, ale ja to olałam. Po kilku minutach rzeczywiście do mnie dotarło, ze nie umiem prowadzić samochodu. Zaczęłam lekko panikować. A jak zaraz zatrzyma mnie policja? Dobry Boże, co wtedy będzie? Gwałtownie się zatrzymałam i zaczęłam ciężko oddychać. Tylko nie panikuj Vic, tylko nie panikuj. – powtarzałam sobie w myślach. Wyjęłam telefon i wybrałam numer do Zayna.
- Cześć Zay. Musisz mi pomóc, a Vanessa nie odbiera. – skłamałam. Przecież nie mogłam powiedzieć, że automatycznie wykręciłam do niego numer.
- Jasne. Mów o co chodzi?
- Jestem przy privent street 4 i prowadziłam samochód przez 5 ulic bez prawa jazdy! – powiedziałam ze zdenerwowaniem.
- Nie denerwuj się, Vic. Zaraz po ciebie przyjadę. – odparł uspokajającym głosem. – Tylko zabiorę kogoś ze sobą aby poprowadził do domu twoje auto, zgoda?
- Jasne. Dzięki. – odpowiedziałam i rozłączyłam się. On jest cudowny! Prawdziwy przyjaciel! Szkoda, że muszę udawać dziewczynę Justina … ach, codziennie tego żałuje, ale na razie to moje jedyne źródło utrzymania, a muszę przyznać, ze dostaje za to całkiem sporą ilość kasy.
                                                                                  ***
 Dokładnie po 23 minutach przyjechał Zayn swoim samochodem z Cheri i Roxy w środku. No tak! Mogłam się spodziewać, że one bez siebie nigdzie nie pójdą. W sumie były na swój sposób słodkie, chodź Roxy wolała tego nie okazywać. Brzydziła się jakimikolwiek głębszymi uczuciami.
- Cheri i Roxy pojadą twoim samochodem, a ty wsiadaj do mnie. – powiedział Malik z szerokim uśmiechem. Może miałam wrażenie, ale wydawało mi się, że był szczęśliwi iż to właśnie z nim jadę. Ale to pewnie wrażenie.
- Nie chcę wszczynać paniki ale po drodze zostawiłam Justina. – odpowiedziałam lekko ze wstydem. Zay parsknął śmiechem, myśląc zapewne, że to żart. W końcu kto normalny zostawiłby Justina Biebera na środku ulicy?
 - O Boże ty serio. – powiedział z poważniejąc.
- No niestety. Ten laluś działał mi na nerwy. A teraz boje się, że coś mu się stało. – powiedziałam spuszczając głowę. Po chwili ktoś do mnie zadzwonił to był menadżer Justina. Otworzyłam szeroko oczy z przerażenia. – Heeeeej.
- Vic? Co ty odpierdalasz? Tobie naprawdę się w głowie poprzewracało? Żeby zostawiać Justina na środku drogi?
- Tak, tak wiem. Mogło coś mu się stać. – odpowiedziałam.
- Nie o to chodzi! A jakby zobaczył was jakiś reporter? Masakra.
Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Gdyby nie Rodrick nikt by się Jusem nie przejmował. Bieber powinien Bogu dziękować, że ma takiego chłopaka, a on go pewnie jeszcze zdradza. Nie wierzę, że mając na imprezie tyle ciach zachowuje rozsądek.
- Przepraszam ale on był okropnie wkurzający. – wyznałam z ciężkim westchnieniem.
- Wiem, że Jus jest nie do wytrzymania i nie tylko dla ciebie, swoją drogą to nawet cię podziwiam, że go jeszcze nie zabiłaś.
Wybuchnęła śmiechem.
- A wszystko z nim w porządku?
- Tak, tak jest cały i zdrowy ale okropnie na ciebie przeklina.
Przygryzłam lekko wargę.
- No cóż, najwyżej mi nie zapłaci. – odparłam bezproblemowo. Albo mi się zdawało albo jego menadżer się roześmiał. Potem się rozłączyłam i kiwając w stronę Zayna wsiadłam do jego samochodu. – Jedźmy.
Oczami Vanessy:
Byłam prawie gotowa do wyjścia! Jestem pewna, że zrobię wrażenie na Harrym i będzie mega zazdrosny! Już moja w tym głowa! Padnie trupem gdy zobaczy mnie z Rodrickiem świetnie się ze sobą dogadujących. Nagle wyjrzałam przez okno i co zobaczyłam? Eleanor wita się z Harrym całusem w policzek! Ta suka właśnie rozpętała wojnę!


 ____________________________________________________________
Pomysły mam rozpisane do odcinka bodajże 18 :) ale jeszcze przyjemniej by mi się pisało gdybyście komentowali. Także grzecznie proszę o jakiekolwiek komentarze!!! Bo nie wiem czy nowe ff wam sie podoba czy też nie. 
czytasz = komentujesz 

środa, 6 maja 2015

Łamacze serc 1x02 "A little party never kill nobody"

Oczami Vanessy
Kolejny piękny dzień na Florydzie! Temperatura sięga prawie 35 stopni, co oznacza, że koniecznie muszę się ochłodzić w moim basenie. Rodrick będzie zachwycony chociaż podejrzewam, że wolałby pójść na plażę, aby pogapić się na tyłki obcych kolesi. Odkąd Victoria udaje dziewczynę Justina ich spotkania nieco się ograniczyły i biedny Rodrcik jest niezaspokajany seksualnie. Ale dzielnie się trzyma. Ja bym na jego miejscu już dawno zastawiła sidła na jakimś ciasteczku. Usłyszałam dzwonek u drzwi więc udałam się w tamtą stronę. W progu stał nikt inny jak mój najlepszy przyjaciel. Rodrick był ubrany w bokserki i białą koszulkę z napisem "I'm gay". 
- Podoba ci się? - spytał wchodząc do środka i paradując przede mną jak na pokazie mody. 
- Po co ci koszulka z napisem twojej orientacji? I tak każdy wie, że wolisz chłopaków. 
- No niby tak, ale powinienem w końcu zachowywać się jak gej. Muszę się pogodzić, że nigdy nie będę męski. 
Poklepałam go po ramieniu z lekkim uśmiechem. Rodrick powinien wiedzieć, że jedno nie wyklucza drugiego ale już mu nie będę mieszać w głowie. 
- Idziesz się przejść? - spytał. Kiwnęłam głową z ochotą. 
- Tylko zaczekaj sekundkę. - powiedziałam i zdjęłam z siebie wszystko prócz bielizny i czarnych szpilek. Potem nałożyłam na siebie krótki i zwiewny szlafroczek po czym oznajmiłam z szerokim uśmiechem, że jestem gotowa. Muszę sprawić, aby Harry zwrócił na mnie uwagę. Wczoraj trochę się nie popisałam. Zamiast zaprosić go na randkę, albo przynajmniej sprawić aby tak zrobił, ja wybieram się tylko na przyjęcie powitalne. Porażka jednym słowem.
- A co z Loganem? Nie sypiacie ze sobą? - zapytał mój kumpel gdy przechadzaliśmy się chodnikiem, a zazdrosne dziewczyny podglądały nas z okien. Ach, uwielbiam to! Czuje się taka piękna i wolna! Zupełnie jakbym była jakąś miss. Chociaż, kto wie? Może w przyszłości będę. 
- Jak słusznie zauważyłeś "sypiamy" i tylko sypiamy. To się nigdy nie zmieni, a właściwie Logan się nigdy nie zmieni. On jest nie wyżyty seksualnie! 
- A myślisz, że kręcą go też chłopcy? - spojrzałam na Rodricka z niepokojem. On kochał Justina i musiał z nim zostać! A po za tym nie chciałam się dzielić Loganem z Rodrickiem. On był chłopakiem. Potem brzydziłabym się go pocałować. Log może sypiać, ale tylko z dziewczynami. Zresztą wątpię aby tego kobieciarza interesowała płeć męska. 
- Przykro mi Rodri ale nie. - poklepałam go po ramieniu w celu pocieszenia. - Po za tym ty i Jus to zgrana parka. Nie zdradzaj go tylko przez to, że nie możecie się ujawnić. Uważam, że mu jest tak samo ciężko jak tobie. 
W tym momencie mój kumpel wyjął z kieszeni telefon i pokazał mi ostatniego tweeta Justina, który brzmiał: PARTY HARD W DARK DANCE!!! WOHOO!!! 
Spojrzałam na mojego przyjaciela ze współczuciem. 
- No cóż, znosi to lepiej od ciebie ale nie powiedziane, że w ogóle go to nie obchodzi. - powiedziałam chodź sama nie wierzyłam w te słowa. Bieber to był typowy imprezowicz, jeśli nie jesteś taki jak on nie masz co liczyć na jego przyjaźń. W sumie dziwiłam się dlaczego on i Rodrick są parą? Przecież mieli zupełnie odmienne charaktery. 
Zobaczyliśmy wtedy Veronice, która sprawdzała skrzynkę na listy. Wiecie, Vera to typowa emo, która podobno obdziera koty ze skróty albo po prostu lubi straszyć ludzi. W każdym razie jest dziwna i nie warto się z nią zadawać. Kiedy obok niej przechodziliśmy popatrzyła się na nas jak na wariatów. Nie spodobało mi się jej spojrzenie. Było pełne wyższości. 
- I co się tak gapisz? - spytałam unosząc jedną brew. - Pierwszy raz widzisz tak seksowną laskę czy co? 
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko wróciła do swojego domu, ale jak mi się zdawało truchtem. Rodrick po chwili wpadł w śmiech. 
- Może powinniśmy kiedyś się z nią zaprzyjaźnić? Co prawda jest dziwna ale może da radę? 
- Rodri oj Rodri. Trochę tu pomieszkasz a zobaczysz, że ludzie dzielą się na gorszych i lepszych. Ona sam wiesz do jakiej grupy należy. Musielibyśmy zniżyć się do jej poziomu a tego chyba nie chcemy, prawda? - posłałam mu spojrzenie "szczeniaczka". Rodrick pokiwał głową. Kolejną osobą, którą spotkaliśmy była panna Calder. Och, jeszcze tej tutaj brakowało. A już miałam dobry humor. Ta suka zniszczy wszystko! 
- Nowa moda? - powiedziała z kpiną. 
- Zazdrościsz bo ty nigdy nie odważyłabyś się włożyć czegoś takiego. - odpowiedziałam z wysoką uniesioną głową. 
- Nie w moim stylu wyglądać jak dziwka. - odparła ze sztucznym uśmieszkiem. 
- Posłuchaj no paniusiu! - krzyknęłam i lekko ją popchnęłam. Prawdopodobnie skończyłoby się to bójką gdyby nie interwencja Rodricka. Odciągnął mnie od niej jak zwykle uspokajając. 
- Van chodźmy. Nie warto. 
- Masz rację. Nie warto. - powiedziałam i jak najszybciej odeszłam od tej jędzy. Och! Ona naprawdę działa mi na nerwy! Cały czas tylko myśli jak by tu mnie zniszczyć. Naprawdę nie mam pojęcia za co mnie tak nienawidzi? Jestem dobrym człowiekiem! A przynajmniej staram się.
***
Po powrocie do domu rzuciłam się na kanapę i włączyłam telewizor. Rodrick zajął miejsce obok mnie, chodź tak się rozłożyłam, że musiał siedzieć nieco ściśnięty. No cóż, nie moja wina, że ten spacer nieco mnie zmęczył. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć usłyszałam dzwonek u drzwi. Założę się, że to Cheri z Roxy. Pewnie usłyszały już plotki na temat tego, że pokłóciłam się nieco z Eleanor i przyszły spytać czy doszło do jakieś bójki.
- Otworzysz? – spojrzałam na Rodrcika oczami szczeniaczka. Zwykle to na niego działało. Byłam pewna, że i tym razem stanie się podobnie. Tak jak przypuszczałam. Chłopak podniósł się z kanapy i z ciężkim westchnieniem udał się w stronę drzwi wyjściowych.
Ja tymczasem udawałam, że oglądam telewizje a tak naprawdę nasłuchiwałam. To na pewno nie był głos kobiecy hm, znam ten głosi i … no nie wierzę! To super słodkie ciacho mnie odwiedziło? A jednak mój seksapil działa!
- Witaj piękna. – powiedział wchodząc do salonu Harry z tym swoim czarującym uśmieszkiem. – Co słychać?
- Eleanor to suka a ja się nudzę. To chyba wszystko z dzisiejszego dnia. – powiedziałam dumnie. Loczek roześmiał się.
-Chciałem się upewnić, że przyjdziesz na dzisiejszą imprezę. Nie chciałbym być jedyną osobą na przyjęciu. – roześmiał się. – Ty też możesz wpaść.– rzekł patrząc na Rodricka.
- Eee okej, dzięki. Tak w ogóle to jestem Rodrick. – odpowiedział podając mu dłoń, którą Harry uścisnął lekko. – Lubisz dziewczyny?
Chłopak zmarszczył brwi. Postanowiłam uratować sytuację.
- Harry uwielbia chodzić do klubów ze striptizem damskim. Coś jeszcze chciałeś powiedzieć, Rodri?
On jednak potrząsnął głową widocznie rozczarowany. Nie pozwolę mu zdradzić Justina i to jeszcze z kim?! Harry jest mój. Zaklepałam go pierwsza!
- A więc wpadniecie? – dopytywał się.
- Jasne. Przecież obiecałam wczoraj. – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Świetnie. To do zobaczenia. – powiedział i zanim zdążyliśmy zareagować po prostu sobie wyszedł! Rodrick usiadł obok mnie na kanapie z ciężkim westchnieniem.
- Justin chyba nie przyjdzie jak go zaproszę, co?
Spojrzałam na niego ze współczuciem.
- Wątpię Rodri ale możesz próbować, nie?
- Brakuje mi go. Dzięki, że jesteś bo gdyby nie ty to już dawno wylądowałbym z obcym kolesiem w łóżku. – wyznał, a ja roześmiałam się. Bardzo wątpliwe, żeby to zrobił ale niech myśli, że posunąłby się do takiego czynu.
- Nie ma sprawy. – powiedziałam i  przytuliłam go.
                                                                       ***
Napisałam sms do Cheri, Roxy, Zayn’a, Victorii, Louisa, Nialla, Liama i Logana o tej samej treści: IMPREZA U NOWEGO. WBIJAĆ. VAN XX.
Koło 20:00 wyszłam z domu razem z Rodrickiem, Victorią i Zayn’em. Jestem ciekawa kogo jeszcze Harry zaprosił. Założę się, że Steve Gomezo także tam będzie. Możecie wierzyć lub nie, ale raz pojawił się na imprezie samego Jonnego Deppa, nie wiem jak on to zrobił. Ma te swoje „sposoby”.
- Nie wiem jak wy ale ja zamierzam zalać się w trupa. – odezwał się Rodrick. – Może wtedy zapomnę, że mój chłopak woli imprezy od mojego towarzystwa.
- Och, doskonale wiesz, że tak nie jest. – zaprzeczyłam szybko, chodź sama w to nie wierzyłam. – Po prostu musi udawać, że lubi imprezy i … dziewczyny. No wiesz, dla zachowania pozorów. Tęskni za tobą. Jestem tego pewna.
- Czy ja wiem … - powiedziała Victoria. – Kiedy byliśmy razem ani razu o nim nie wspomniał.
- Zamknij się. – syknęłam do przyjaciółki. Kochałam Rodricka jak brata i nie mogłam patrzeć jak cierpi. Vic chyba się obraziła ale na szczęście doszliśmy do domu Harre’go. Zayn zadzwonił dzwonkiem. Dało się słyszeć głośną muzykę. Po chwili otworzył nam pan domu. Ubrany był w czarne rurki i granatową marynarkę, a rękawy lekko podwinął. Wyglądał jak zwykle seksownie.
- No nareszcie! – powiedział z szerokim uśmiechem. – Wchodźcie. – zaprosił nas gestem dłoni do środka. Tam dało się słyszeć  piosenkę Fergie pod tytułem A little party never killed nobady. Po za tym na kanapie siedział Steve Gomezo i opychał się jedzeniem! No oczywiście! Byłam pewna, że zawita! Logan flirtował z jakimiś dziewczynami, Cheri i Roxy tańczyły, Liam pił drinka i rozmawiał razem z Niallem, Louis tańczył solo wydurniajając się, a po chwili Rodrick do niego dołączył. Wyglądali naprawdę zabawnie. Zayn odważył się i poprosił Victorię do tańca, a ona się zgodziła. Jak słodko!
- Genialna impreza. – zagadałam Harrego.
- Dzięki. – odpowiedział. – Zapraszałaś może tego grubasa na kanapie?
- Steva? Nie ale on wszędzie się wkręca. To normalka. – powiedziałam ze śmiechem. Nasza konwersacja trwałaby dalej gdyby nie fakt, że drzwi się otworzyły a w progu stanęła Eleanor Calder! OMG! Szlak mnie zaraz trafi! Nie wierzę, że Styles zaprosił tą jędzę. Za nią stała jej przyjaciółeczka, która lata za nią jak pies – Perrie Edwards. Eleanor ją wykorzystuje, a biedna Perrie tego nie widzi. No cóż, może kiedyś pójdzie po rozum do głowy ale jak na razie się na to nie zanosi.
- Co ona tu robi? – zapytałam, ale Harry zamiast mi odpowiedzieć podszedł do niej. Momentalnie zrobiłam się czerwona na twarzy. Ta suka nie wygra ze mną. Harry jest mój. Nie zastanawiając się długo także do niej podeszłam.
- Witaj El. Miło, że wpadałaś. – powiedział loczek wpatrzony w nią jak ja w nowy numer Vouga. – O i Perrie jest! Cześć. – pomachał do niej lekko. Ona jednak spod zmrużonych powiek obserwowała Victorię i Zayn’a, którzy świetnie się bawili. No, no ktoś tu jest zazdrosny. Niestety mój brat woli Vic i lepiej niech tak zostanie.
- Jak mogłabym przegapić taką imprezę. – odpowiedziała brunetka. – Przesuń się. Chcę przejść. – warknęła do mnie. Parsknęłam śmiechem.
- Bardzo zabawne panno Calder.
- No cóż. – Eleanor wzięła głęboki oddech. – Skoro tak to … zatańczymy Harry?
Ten trochę się wahał ale ostatecznie się zgodził. Normalnie wszystko się we mnie gotowało. Widzę, że wojna się rozpoczęła! Brawo Eleanor! Twarda z ciebie sztuka skoro śmiałaś mi podskoczyć.
                                                                       Oczami Victorii:
Tańczyliśmy z Zayn’em już drugą piosenkę. Było cudownie! Czułam, że to najlepszy wieczór mojego życia i nic nie jest w stanie go zepsuć. Niestety. Zauważyłam Perrie. Nie wiem dlaczego ona mnie tak nienawidzi. Przecież staram się być dla niej zawsze miła, a ta patrzy na mnie jak na największego wroga na ziemi. Co ja jej zrobiłam? W końcu odeszłam od Malika i podeszłam w stronę drinków. Wzięłam jednego i wypiłam na raz.
- Mam wolny wieczór. – odezwał się za mną znajomy głos. Odwróciłam się powoli. To był Logan.
- Dzięki, ale nie skorzystam. – wyznałam. Nie w moim interesie sypiać z kim popadnie. Nie jestem Vanessą. Nie potrafiłabym tak.
- Szkoda. Nie wiesz co tracisz. – powiedział z cwanym uśmieszkiem i odszedł ode mnie. Widziałam kątem oka jak rozmawia z moją przyjaciółką. Pewnie omawiali gdzie się spotkają i kiedy. Obawiam się, że Van poczuje kiedyś do Logana coś więcej niż zwykłą przyjaźń. To nie jest chłopak dla niej. Zdecydowanie. Lepszy byłby Harry chodź on tańczy z Eleanor więc nie wiem.
- Cześć. – powiedziała Perrie i stanęła obok mnie. Otworzyłam szeroko oczy. Ona nigdy ze mną nie rozmawia! Co się więc stało?
- Cześć. – odpowiedziałam.
- Dobrze się bawisz? – spytała unosząc lekko jedną brew.
- Tak, a ty?
- Mogłoby być lepiej. – wyznała. – Chodzisz z Justinem. Pamiętaj o tym. – powiedziała i ulotniła się. Zmarszczyłam brwi. Co miała na myśli? Co prawda nie wiedziała, że nasz związek to fake ale czemu mam o tym pamiętać? Może jest zazdrosna? Ale o co?
Usiadłam na kanapie obok Steva.
- Jak ty to robisz, ze pojawiasz się na wszystkich imprezach? – wyrwało mi się.
- Na to nie ma odpowiedzi. Po prostu trzeba być mną. – rzekł z uśmiechem. Ani on piękny ani nic, a mimo to wzbudzał sympatię ale nie moją. Może kiedyś go lubiłam ale to było zanim zaczął przesiadywać u nas w domu 12 godzin dziennie. Dobrze, że chodził spać do siebie.
Oczami Harre’go:
Koło godziny 00:00 gdy zmęczony opadłem na kanapę obok mnie zajęła miejsce Eleanor. Szczerze to miałem jej już dosyć. To nie dziewczyna dla mnie. Nie miała ciekawej osobowości. Starała się być interesująca, ale w ogóle jej to nie wychodziło. Mimo to złożyła mi pewną propozycję i sam nie wiem czemu się zgodziłem.
- Masz jutro czas? – zapytała z uśmiechem.
- Tak. – przytaknąłem wpatrując się w Vanessę, która śmiała się z Loganem.
- Ja też. Może jakoś to połączymy, co? Wspólna kolacja brzmi nie źle, co? – spytała wesoło.
- Jasne. – powiedziałem, a Eleanor zaczęła piszczeć ze szczęścia. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę na co się zgodziłem. Niestety. Było za późno. Ups.


                                     
__________________________________________________________________
Jeśli przeczytaliście to PROSZĘ O KOMENTARZ! :) To dla mnie bardzo ważne.

sobota, 2 maja 2015

Łamacze serc 1x01 "Little love, a little sympathy"

Oczami Vanessy:

Czy mieliście kiedyś tak, że wiedzieliście, że ten dzień odmieni wasze życie? Że wydarzy się coś zaskakującego, co sprawi, że inaczej spojrzycie na wiele otaczających was spraw? Nie? Bo ja tak miałam, a właściwie mam, dzisiaj. Tak, to jest ten dzień, w którym coś się stanie. Tylko jeszcze nie wiem co. Może Ryan Gosling w końcu dowie się o moim istnieniu i zapuka do moich drzwi mówiąc, iż zawsze wiedział, że to ja jestem jego jedyną i prawdziwą miłością życia?
Otworzyłam szafę zastanawiając się, co w niej jest najbardziej skąpego. Zdecydowałam się na czerwoną bluzkę bez ramiączek, wyglądała trochę jak gorset i czarne skórzane szorty. Na stopy założyłam tradycyjne czarne szpilki. Uśmiechnęłam się do siebie w odbiciu. Idealnie. Zeszłam na dół, gdzie moja najlepsza przyjaciółka, z którą dzielę dom, siedziała na kanapie przed laptopem. Miała 20 lat, nie chodziła na studia, ani nie pracowała. Strata czasu takie siedzenie w domu. Trzeba się rozwijać, czerpać z życia. Tak jak ja. Nie ma dnia, żebym nie wpadła na jakiś szalony pomysł.
Stanęłam za nią i zajrzałam jej przez ramię. Przeglądała oferty pracy?
- Może najpierw idź na studia, co? – rzuciłam i próbowałam przeskoczyć przez oparcie kanapy, ale zapomniałam, że mam szpilki. Skończyło się na tym, że wywróciłam się.
- Van, wszystko w porządku?
- Pieprzone szpilki! Auć. – krzyknęłam łapiąc się za nogę. 
- Zdejmij je. – poradziła Victoria.
- Nie! Są za piękne! – krzyknęłam z oburzeniem. Uroda wymaga poświęceń. Vic jeszcze jest za młoda, aby zdać sobie z tego sprawę. Wprawdzie dzieli nas tylko 3 lata, ale czasami mam wrażenie, że jeszcze nie wyszła z liceum. Usiadłam na kanapie, nadal masując się za nogę.
- Szukasz pracy? Odpuść. I tak nie znajdziesz. – powiedziałam szczerze. Zawsze starałam się być szczera, chyba, że chciałam coś osiągnąć. Wtedy stawałam się prawdziwą socjopatką.
- Dzięki za słowa otuchy. – odpowiedziała ironicznie wywracając oczami.
- Nie masz wykształcenia. Idź na studia. – poradziłam jej.
- I mam się uczyć? Nie ma mowy.
- Oj, przesadzasz.  – machnęłam nie dbale ręką. – Ja na studiach piłam, imprezowałam, ćpałam i sypiałam z kim popadnie. Wspominam studia bardzo dobrze. To był najlepszy okres w moim życiu.
- Ale nie zdałabyś gdybyś nie przespała się z wykładowcą. – powiedziała moja przyjaciółka, kolejny raz wywracając oczami.
- Ty też możesz. – wzruszyłam ramionami.
- Ja czekam na prawdziwą miłość. Wiem, że jest dla mnie odpowiedni chłopak, gdzieś tam, daleko. Może jeszcze nawet się nie urodził? Kto wie. Ja wierzę, że nie muszę sypiać z kim popadnie, abym znalazła kogoś wartościowego. – zakończyła mówić swoją nudną przemowę, a ja udałam, że ziewam.
- Skończyłaś? – zapytałam, na co kiwnęła głową. – W takim razie wróćmy do realiów. Życie nie jest takie jak ci się wydaje. Trzeba być sprytnym i przepychać się łokciami jeśli chcesz coś osiągnąć. Masz jeszcze w sobie tą dziecięcą naiwność. – pogłaskałam ją po głowie, a ona odepchnęła moją rękę. Zaczęłam się śmiać.
W tym momencie drzwi gwałtownie się otworzyły, a po chwili w salonie pojawił się Rodrick! Był widocznie podniecony, a oczy jarzyły mu się jak dwie iskierki. Krótkie przedstawienie, Rodrick to mój najlepszy przyjaciel, traktuje go jak brata, chociaż już jednego posiadam, Zayna. To jednak z Rodrickiem mam zdecydowanie lepszy kontakt.
- SOS! – powiedział zdyszanym tonem, wyciągając przed siebie ręce, jakby zaraz miał strzelić mega bombową informacją. – Nie uwierzycie!
- Justin ujawnił, że jest homo? – strzeliłam. Rodrick potrzasnął głową.
- Lepiej! Chodźcie do kuchni. Musicie to zobaczyć. – powiedział i pobiegł do owego pomieszczenia. Spojrzeliśmy na siebie z Victorią ze zmarszczonymi brwiami i poszłyśmy za Rodrickiem.
- O co chodzi? – zapytałam trochę już zirytowana jego tajemniczością i założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Patrz! – Rodrick przekręcił moją głowę na okno i wtedy to zobaczyłam, a właściwie jego. Najpiękniejszego, najlepszego, najfajniejszego chłopaka na całym świecie! Zaschło mi wręcz w ustach, a dłonie zrobiły się wilgotne. Czekoladowe loki opadające mu na oczy, seksowne nogi, te mięśnie! Och. Schrupałabym go na kolację. Przygryzłam wargę, nadal go obserwując. We trójkę gapiliśmy się na niego jak zaczarowani. Moje serce waliło jak oszalałe i czułam jak się ślinię. Cholera, rzeczywiście się śliniłam. Przetarłam więc ręką usta i powiedziałam:
- Jest mój, więc trzymajcie się z daleka suczki.
- Hej! Dlaczego ty masz pierwszeństwo? Ja pierwszy go zobaczyłem. – obruszył się Rodrick.
- Stąd, że a) masz chłopaka mój drogi, który się ciebie wstydzi ale zawsze, b) na sto procent jest hetero, a jeśli nie, to stanie się, kiedy mnie spotka. – powiedziałam z wysoko uniesioną głową. Moi znajomi często mawiają, że zadzieram nosa, ale wiem, że kochają mnie taką jaka jestem i akceptują pod każdym względem.
- Nie wstydzi się mnie. – powiedział mój przyjaciel z naburmuszoną miną. – Menadżer zabrania mu się ujawnić. Straciłby fanki i takie tam bzdety.
Widziałam jednak, że mimo wszystko boli go to. Próbował chyba sam siebie przekonać, że rzeczywiście tak było. Postanowiłam nie przejmować się już nim, tylko zapolować sidła na nowego. Wnosił właśnie pudła do swojego nowego domu. Wyglądał tak cholernie seksownie, że miałam ochotę go przelecieć tu i teraz.
- Okazuje więcej czułości mnie niż tobie. – powiedziała Victoria do Rodricka, mając na myśli jego chłopaka. Na marginesie, Vic udaje dziewczynę Justina. Wiecie, broda, ustawka te sprawy.
- Auć. Ty wredna zdziro, brawo. – powiedziałam do przyjaciółki przybijając z nią piątkę. Rodrick stał z rozdziawioną buzią, nie wierząc zapewne, że to dzieje się naprawdę. Był pewnie oburzony. Nie dziwię mu się, sama bym była.
- Jesteśmy ze sobą bardzo blisko. – powiedział stanowczym tonem. – Bliżej niż wam się wydaje.
- Wracając do nowego. Muszę go poznać. – powiedziałam poprawiając włosy.
- Czekaj. Zadzwonię po kilku naszych znajomych. Ostatnim razem Cheri prawie mnie zabiła, gdy nie powiadomiłem jej, że byłaś w wiadomościach. – powiedział Rodrick.
- Krótki epizod. – rzekłam i machnęłam nie dbale dłonią, chodź w głębi duszy, byłam niesamowicie z siebie dumna! Byłam w wiadomościach, hello. I to krajowych. – Zresztą, myślisz, że nasi znajomi nie mają nic innego do roboty tylko patrzeć jak nowe ciacho wnosi pudła do mieszkania? – spytałam. W tym momencie, jak na zawołanie, drzwi się otworzyły i wbiegły podekscytowane Cheri i Roxy.
- O M G! Widzieliście? Nowy się wprowadza na nasze osiedle. – powiedziała Cheri podekscytowanym tonem.
- Te mięśnie. – powiedziała Roxy patrząc na niego jak w obrazek. Cheri dźgnęła ją w żebra łokciem. – No co? Ty nie masz żadnych mięśni. Czasem mi brakuje, prawdziwego, męskiego ciała. – a widząc minę swojej dziewczyny dodała: - Też cię kocham.
- Naprawdę nie macie swojego życia? – zapytałam. – Anyway, nowy i tak jest mój. – posłałam im długie spojrzenie, zaznaczając tym samym swoje terytorium. Dwie lesbijki (chodź Roxy uważa się za bi), gej no i Victoria. Serio, żadne z nich nie jest w stanie mi go odbić, chodź mimo wszystko nie chcę aby robili sobie niepotrzebne nadzieje. To logiczne, że ze mną nie mają szans.
- Daj się nacieszyć widokiem, dziewczyno. – powiedziała Roxy. – My możemy sobie tylko popatrzeć, a ty pewnie go przelecisz. Jak myślisz, kto i tak jest górą?
Uśmiechnęłam się pod nosem. To oczywiste, że ja.
- Joł ludziska. – powiedział mój brat Zayn schodząc z góry. Tak, od zawsze był śpiochem. – Widzę, że narada z powodu nowego?
Otworzyłam usta w zdziwieniu. Skąd on… no tak. Zapomniałam, że to najlepszy dziennikarz w mieście. Żaden skandal się przed nim nie ukryje. Miał swoje „sposoby”. Był niezastąpiony. Powinien zostać szpiegiem.
- Tak i jest mój. – powtórzyłam kolejny raz. – Życzcie mi powodzenia. – powiedziałam i wyminąwszy ich otworzyłam drzwi, a tam stał Louis z Niallem, którzy właśnie się przymierzali do zapukania. Wywróciłam oczami i przepuściłam ich, a sama skierowałam się w stronę mojego przystojniaka.
Gdy przechodziłam przez drogę, o mało nie przejechał mnie jakiś samochód! Zatrzymał się w ostatniej chwili. Niby nie było tam ani pasów, ani świateł, ale chyba mam prawo przechodzić gdzie mi się podoba, prawda? Żyjemy w Kalifornii, a nie w zapyziałym miasteczku. Odwróciłam się wściekła w stronę mężczyzny, który prowadził autem i pokazałam mu środkowy palec.
- Naucz się jeździć frajerze! – krzyknęłam i walnęłam otwartą dłonią w maskę jego samochodu. Auć. Zabolało. Jednak nie jestem osobą, która użala się nad sobą. Przejdzie. Teraz najważniejszy jest Nowy. Chłopak właśnie wychodził z domu, po zaniesieniu kolejnego pudła z dużego auta. Wyglądał jeszcze lepiej niż z daleka. Czarne obcisłe rurki, opinały mu się na tyłku, a biała zwiewna koszulka, idealnie do niego pasowała. Pomachałam do niego, uśmiechając się szeroko.
- Hej. Jestem Van. – wyciągnęłam do niego dłoń. Podszedł i uścisnął ją, swoją dużą ręką. Zauważyłam, że na palcach miał kilka pierścionków.
- A ja Harry. Miło cię poznać.
- Harry. – powtórzyłam. To imię będę krzyczeć w nocy.
- Tak, Harry. – powtórzył uśmiechając się nieśmiało.
- Ładne imię. – skomentowałam. – Może ci pomóc z tymi pudłami? Na pewno są ciężkie.
Proszę odmów, proszę odmów. – powtarzałam w myślach. Nie mam ochoty nosić ciężkich pudeł. Jestem dziewczyną, nie dla mnie taka praca. Wole wylegiwać się na kanapie. Jednak aby zdobyć Harry’ego muszę postarać się być dla niego miła.
- Jeśli byś mogła. Zostały jeszcze dwa. Ja wezmę jedno, ty drugie. – powiedział, a ja miałam krzyknąć „Niech to szlak”, ale się w porę ugryzłam w język. Podeszłam do auta z którego zabrałam wielkie i ciężkie pudło. Cholera, co tam było? Kamienie? Ręce mnie już rozbolały. Gdyby nie Harry, zaczęłabym przeklinać w tej chwili. Zawsze tak robię gdy jestem wściekła, a teraz byłam.
- Wszystko w porządku? – zapytał widząc jak opornie mi idzie zanoszenie pudła do jego domu.
- Tak, tak jest okej. – chciałam unieść kciuk w górę, ale przypomniało mi się, że mam zajęte dłonie.
- Mieszkasz naprzeciwko? – zagadnął, idąc przede mną.
- Tak. – kiwnęłam głową. Harry wtedy odwrócił się i trzymając pudło w jednej ręce (nie mam pojęcia jak tego dokonał) pomachał w stronę okna. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zauważył moich przyjaciół. Szlak. – Przepraszam za nich. Oni tak zawsze. Muszą wiedzieć co się dzieje w całej okolicy.
- Nie ma sprawy. – powiedział uśmiechając się. Zobaczyłam te cholernie urocze dołeczki w policzkach. On jest cudowny. – Są słodcy w pewien sposób. – dodał chcąc zapewne rozładować napięcie, które powstało po tym.
Kiedy weszliśmy do jego domu, od razu rzucił mi się przestronny salon, utrzymany w jasnych barwach. To tam postawiliśmy nasze pudła. Plecy bolą mnie jak cholera. Złapałam się za nie i starałam się rozprostować.
- Dobrze się czujesz? – spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem.
- Tak, to znaczy nie. Plecy mnie bolą. – odpowiedziałam.
- Daj, wymasuję. – powiedział i podszedł do mnie kładąc ręce na moich ramionach. Poczułam się jak w niebie. Czy on czasem nie jest masażystą? Jego dotyk działa cuda, już po kilku minutach masowania poczułam się jak nowo narodzona. Napawałam się każdą sekundą tego cudownego uczucia. To zdecydowanie chłopak dla mnie.
- Jesteś cudotwórcą? – zaśmiałam się.
- Nie. – chodź nie widziałam jego twarzy, byłam pewna, że się uśmiechnął. Mogłam sobie tylko wyobrazić ponownie te dołeczki. – Jestem zwykłym chłopakiem, który nagrywa piosenki i ma nietypowe zainteresowania. – powiedział tajemniczo, co wzbudziło tylko moją ciekawość. Muszę odkryć co to za „zainteresowania”. Miałam nadzieje, że coś wysoce niestosownego.
- Nagrywa piosenki? – spytałam.
- Tak, na youtube. Mój kanał to HarryStyles20. Możesz wejść jeśli będziesz miała czas. Ludzie uwielbiają mnie słuchać, przepraszam, przechwalam się. Ale to akurat prawda. Mam sporo odtworzeni. – powiedział, jakże całkiem skromnie i zabrał ręce. Jęknęłam rozczarowana.
- Dlaczego 20? – odwróciłam się w jego stronę.
- Bo mam tyle lat.
Cholera. Trzy lata młodszy ode mnie, podobnie jak Victoria. Dlaczego trafiam na takich dzieciaków? Dobrze, ze Rodrick jest chociaż rok starszy.
- Rozumiem. – kiwnęłam głową. – To chyba już wszystko, więc… będę lecieć. – wskazałam dłonią na drzwi i miałam wielką nadzieje, że chłopak mnie zatrzyma. To by znaczyło, że jest mną zainteresowany.
- Dzięki za pomoc. – rzekł, a ja ledwo przełknęłam ślinę. Tylko tyle? Dzięki za pomoc? To jak policzek. Byłabym mu bardziej wdzięczna gdyby rzeczywiście mnie uderzył, niż tak bezczelnie olał.
- To do zobaczenia. – oddaliłam się o parę kroków, jednak nadal ociągałam się z wyjściem. Dałam mu ostatnią szansę.
- Na razie. – pomachał mi. Kolejny policzek. Dzięki, Harry. Jednak nie jest tak miłym chłopakiem jak mi się wydawało. Właśnie teraz, poczułam gorycz porażki. Zastanawiałam się jak ja powiem moim przyjaciołom, że pan „nowy” mnie nie chciał. Moje wdzięki kompletnie na niego nie podziałały. A może jest rzeczywiście gejem? Cholera. Ale nawet niektórzy homo nie potrafią mi się oprzeć. Nie mam pojęcia więc o co chodzi w takim wypadku. Musi być aseksualny. Nie ma innego wytłumaczenia. Rozczarowana zmierzałam w kierunku drzwi. Byłam smutna i przygnębiona. Chyba wpadnę w jakąś depresję przez niego. Dzięki, panie seksowny. Otworzyłam drzwi i chciałam przejść przez próg, ale wtedy usłyszałam za sobą jego ochrypły głos.
- Był bym zapomniał. Organizuje jutro imprezę powitalną. Wpadniesz ze swoimi przyjaciółmi? Chętnie ich poznam. – powiedział, a ja myślałam, że zaraz go uścisnę. Jednak nie mógł przejść bokiem wobec moich wdzięków! I przede wszystkim nie jest gejem, a to duży plus dla naszej relacji, która się powoli naradzała.
- Jasne. – odwróciłam się w jego stronę. Starałam się udawać, ze jego zaproszenie nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia.
- Cieszę się, że jesteś pierwszą osobą tutaj, którą poznałem. – rzekł z lekkim uśmiechem, który odwzajemniłam, a potem wyszłam. Życie jest jednak zajebiste. Vanessa Malik wchodzi do gry. 


_______________________________________________________________
Oto pierwszy odcinek za nami! :) Wiem, że Vanessa może wydawać się wredna i zapatrzona w siebie, ale taki był nasz zamysł rok temu, a właściwie mój bo ja wykreowałam jej postać, a moja kuzynka Victorię, którą ja potem kontynuowałam. Każda z nas właściwie wymyślała innego bohatera, ale już nie zdradzę kto kogo haha, no chyba, że ktoś strasznie by chciał wiedzieć to niech pyta. Do następnego :) I proszę- zostawcie po sobie komentarz. Byłoby super. 

czwartek, 30 kwietnia 2015

Bohaterowie


Vanessa Malik (23l.) – ma specyficznie poczucie humoru i nie wstydzi się swojego ciała. Jest zbyt pewna siebie, czasami arogancka. Dla niej nie ma tematów tabu. Jest fanką filmów erotycznych. Uwielbia chodzić do barów i tam flirtować z różnymi chłopakami, jednak sypia tylko ze swoim kumplem Loganem. Ma starszego brata Zayn’a i mieszka ze swoją najlepszą przyjaciółką Victorią. Jej pasją jest kamerowanie. Pragnie jednak być sławna i dąży do zostania celebrytką. 


Victoria Lawrence (20l.) – wciąż poszukuje pracy i swojej wielkiej miłości. Na swojej drodze spotyka jednak samych zboczeńców, którzy chcą ją zaciągnąć do łóżka. Udaje dziewczynę Justina Biebera, aby ukryć jego prawdziwą orientację. Skrycie kocha się w Zaynie jednak nie ma pewności czy on odwzajemnia jej uczucia. 


Rodrick Newman (24l.) – kocha grać na gitarze i nie ma problemów z nagością. Uwielbia swoje ciało. Jego najlepszą przyjaciółką jest Vanessa, której powierza wszystkie swoje sekrety. Ma do niej pełne zaufanie. Justin Bieber to jego chłopak ale muszą się ukrywać. Nie przepada za Victorią, ponieważ udaje dziewczynę Justina. 


Zayn Malik (24l.) – z pozoru nieśmiały i zamknięty w sobie chłopak, ale często ma szalone pomysły. Uwielbia palić papierosy i przesadza z ilością. Jest także fanem tatuaży. Nie szuka dziewczyny, bo nie wierzy w miłość ale wpadła mu w oko Victoria. Studiuje dziennikarstwo dlatego zna wszystkie ploteczki. 





Harry Styles (20l.) – kocha imprezy i ostro szaleć. Znajomi mówią na niego „pan cięta riposta”. Chodzi do klubów ze striptizem. Często tweetuje i jest gwiazdą Internetu. Dopiero wprowadził się do miasta, dlatego wszyscy o nim plotkują. Szybko zyskuje jednak przyjaciół. Szczególna więź nawiązuje się między nim a Vanessą. Odkąd ją poznał staje się dziwnie inny a ona to sprytnie wykorzystuje. Jego ulubionym zajęciem jest śpiewanie pod prysznicem. W przyszłości pragnie zostać piosenkarzem ale wstydzi się śpiewać publicznie. 


Niall Horan (21l.) – uroczy blondynek w którym kocha się większość dziewczyn z sąsiedztwa. On jednak nie zwraca na nie uwagi. Sam nie wie do końca kim jest. Czuje się zagubiony. Wsparciem dla niego jest jego kumpel z dzieciństwa – Louis. Kocha jeździć na deskorolce i całkiem nie źle mu to wychodzi. 





Louis Tomlinson (23l.) – zabawny, wygadany i towarzyski. Niall czuje się przy nim trochę jak szara myszka. On jednak zawsze stoi po jego stronie Jest dla niego jak brat. Jest asystentem w dużej firmie swojego ojca. Ma dużo obowiązków i często nawet w weekendy nie ma czasu na imprezy. 


Liam Payne (24l.) – spokojny i opanowany – tak mówią. On jednak lubi imprezy i alkohol. Miał dużo prac ale z każdej go wyrzucano za jego wybryki. Zauroczyła go Vanessa i stara się o jej względy. Ona jednak go odpycha. Nie mówi nic o swojej przeszłości, dlatego nazywają go „panem tajemniczym”. 


Roxy Clenton (22l.) – pewna siebie i zadziorna, Nienawidzi podrywaczy ani nieśmiałych osób. Często imprezuje i nie wstydzi się własnego zdania. Marzy aby pomagać biednym i często włącza się w tego typu akcje. Jej dziewczyną jest Cheri.  


Cheri Clarke (21l.) – to miastowa piękność, która ma opinie „niedostępnej”. Według plotek odpycha od siebie każdego bo to dla niej za niskie progi. Prawda jest jednak zupełnie inna... Cheri próbuje swoich sił jako modelka. 


Logan Masters (23l.) – miejscowy podrywacz. Ma na swoim koncie mnóstwo zaliczonych dziewczyn, a chętne nadal przybywają dlatego zrobił dla nich specjalny grafik. Potajemnie kocha się w Roxy ale nie może z nią być przez jej orientację. Nie przepada za Cheri. 

Matt Martinez (23 l.) - ma szeroki zakres zainteresowań, dlatego studiuje parę kierunków jednocześnie między innymi prawo i wizerunki medialne. Jest bardzo inteligentny i uwielbia czytać książki. Stary przyjaciel Vanessy z liceum, którego wyśmiewała. Nadal żywi do niej urazę. 


Steve Gomezo (45l.) – mieszka sam w domu ale kocha towarzystwo, dlatego często wprasza się do innych. Dużo je i odbija się to na jego zdrowiu. Prowadzi burdel. Jego ulubiona liczba to 69. 


Perri Edwards (21l.) – ma opinie pustej blondyneczki, która lata za swoją wredną przyjaciółeczką! Kocha się w Zaynie dlatego pomaga Elenor zniszczyć Victorię. Tak naprawdę brak jej po prostu akceptacji otoczenia.


Elenor Calder (24l.) – typowo zimna suka bez skrupułów posunie się do największych świństw aby dopiec innym. Wredna, bezczelna i arogancka. Przymila się do Louisa ale on odpycha jej zaloty.

W pozostałych rolach: 
Justin Bieber (19l.) – typowy gwiazdor. Jest zakochany w Rodricku.
Rita Larrson (35l.) – rozrywkowa cioci Victori.
Veronica (18l.) – Emo, która podobno obdziera koty ze skóry. 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Witajcie z powrotem!!!

Po długiej, a nawet bardzo długiej przerwie znów się odzywam! Z nadzieją, że ktokolwiek tu jest i wciąż czeka na mój wpis. 
Od razu mówię, że to opowiadanie nie szło mi od dłuższego czasu, ale nadal brnęłam w pisanie go, całkiem niepotrzebnie. Chce skupić się na innych projektach, dlatego mówię, że NIE ODCHODZĘ Z TEGO BLOOGA, a wręcz przeciwnie. Zamierzam na nim pisać zupełnie NOWE FF, także z One direction, które kocham całym sercem! ♥ 
Mam nadzieje, że będziecie czekać na kolejny wpis, który pojawi się być może za 2-3 dni :) 
Będzie to taki wstępny wpis czyli: bohaterowie i opis ff. 
Od razu mówię, że nie odchodzę od stylu pisania, czyli nadal zamierzam prowadzić mojego blooga tak jak zaczęłam, czyli w komediowej formie. Czytałam dzisiaj pierwsze rozdziały, które napisałam rok temu (było ich 5!!) i uwierzcie mi, że dawno się tak nie uśmiałam. Może to zbyt narcystyczne śmiać się z samego siebie? Trudno. 
Muszę oczywiście rozdziały poprawić, bo styl pisania trochę daje do życzenia. Także:)
Na pomysł mojego nowego ff wpadłam razem z moją kuzynką, obmyśliłyśmy bohaterów i fabułe razem, ale rozdziały pisałam sama, bo okazało się, ze ona straciła nagle ochotę!! :(
Może nawet to lepiej? Akcja bedzie całkowicie przebiegać wobec mojego pomysłu. 
Tytuł mojego nowego ff to "Łamacze serc". Mam nadzieje, że spodoba wam się równie mocno jak to. 
A jeśli ktoś by miał pytania co do aktualnego opowiadania-to nie wykluczam, że jeszcze KIEDYŚ do niego wrócę. Nie trąćcie nadziei. Ja nie straciłam. Wierzę, że w którymś momencie wena mi wróci i dokończę historie Karen i Louisa-ale nie w tym momencie, przepraszam was mocno. Nie wychodzi mi to aktualnie, a nie chce pisać czegoś na siłę. 
Dziękuje wszystkim, którzy kiedykolwiek wierzyli, że jeszcze tu wrócę. Stało się. Oto jestem :)
Proszę, jeśli to czytasz, skomentuj, pokaż, że nadal ze mną jesteś mimo wszystko ♥ 
Kocham was x